piątek, 3 marca 2017

Wcielenie Syna Bożego



 
Chrześcijanie wierzą w Boga wcielonego. Ale co to oznacza? Jakie znaczenie ma to nauczanie? Jak doszło do jego sformułowania? I przede wszystkim: co dla nas zmienia wiara w Boga wcielonego?

Co rozumie się przez termin „wcielenie”?

Wcielenie jest procesem, przez który istota duchowa przybiera formę cielesną. W sposób szczególny termin ten jest stosowany do Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który dobrowolnie przybrał ciało ludzkie i ludzką naturę.

Nie chodzi o jakiś rodzaj dywinizacji/ubóstwienia (czyli, że nie jest to człowiek podniesiony aż do Boga), ani do teofanii (czyli czasowego przybrania przez Boga formy ludzkiej), ale jest to fenomen jedyny w historii: Jezus Chrystus łączy naturę ojcowską, ponieważ jest Bogiem i naturę matczyną, ponieważ jest człowiekiem. Dwie natury nie nakładają się na siebie, ani nie są pomniejszone, ale intymnie zjednoczone w jednej osobowości.

Terminy „wcielenie” lub „wcielony” („inkarnacja”) nie ukazują się w Biblii, ale opierają się o sformułowania biblijne, ponieważ pochodzą od słów łacińskich oznaczających „w ciele” (in i car, carnis): zob. Jana 1,14; 1 Tymoteusza 3,16. 

Jaka jest ważność doktryny o wcieleniu?

Doktryna o wcieleniu jest kamieniem węgielnym wyznania wiary chrześcijańskiej. Apostoł Jan precyzuje to w swoich listach: 1 Jana 4,2 i 2 Jana 7.
Dlaczego tak duża jest ważność tego nauczania? Jest ona związana z celem wcielenia Jezusa: jeżeli Jezus Chrystus przyszedł jako Bóg-człowiek, to po to, aby wypełnić dzieło naszego zbawienia. Zob. Galacjan 4,3-6; Rzymian 8,1-4; Hebrajczyków 10,1-14.

W 1098 Anselm (znany teolog) streścił tę kwestię na swój sposób, pisząc (Cur Deus homo), że grzech był obrazą czci Boga, obrazą o nieskończonym ciężarze. Cześć Boga wymagała, by nałożył On karę o ciężarze odpowiadającym winie (piekło) lub aby człowiek ofiarował wystarczające zadośćuczynienie za grzechy. Tego jednak człowiek zrobić nie może, nie potrafi. Jedynie Bóg mógł ofiarować takie pełne zadośćuczynienie i dlatego koniecznym było, aby stał się człowiekiem. Tylko człowiek musiał i tylko Bóg mógł tego dokonać.

Jak doszło do takiego sformułowania doktrynalnego?

Szereg tekstów biblijnych ukazuje jednocześnie boskość i ludzkość Jezusa Chrystusa. Ale nie znajdziemy w Biblii formuł teoretycznych, syntetycznych, do jakich przywykliśmy w naszej kulturze naznaczonej duchem grecko-rzymskim (przyzwyczajonej i oczekującej sformułowań bardziej abstrakcyjnych, niż kultura hebrajska).

Nowy Testament stwierdza, że Jezus Chrystus został poczęty przez Ducha Świętego, ale także z kobiety, ze wszystkim, co ludzkiego fakt ten w sobie zawiera: Mateusza 1,18-23; Rzymian 9,3-5.

Nowy Testament stwierdza także, ze Jezus poznał rozwój fizyczny, intelektualny i duchowy istoty ludzkiej, od poczęcia do narodzenia, przechodząc przez dorastanie, aż do wieku dorosłego. Jezus musiał uczyć się, by posiadać wiedzę, choć bez popadania w błąd, czy niedoskonałości.
Był jednak świadomy swojej boskości już od młodości: Łukasza 2,47-52.

By przyjść na ziemię, wyrzekł się chwały niebieskiej, którą miał przed założeniem świata, świata, którego jest twórcą: Jana 17,5; Kolosan 1,15-17.

Poznał ograniczenia ludzkie, a szczególnie głód, pragnienie, zmęczenie: Mateusza 4,2; Jana 19,28; Jana 4,6. 



Poznał świat emocji: Jana 12,27; Łukasza 19,41; Mateusza 26,37.

W rzeczywistości swojej ludzkości nie mógł używać swojej wszechwiedzy: Marka 13,32.

Jezus poznał śmierć. A zmartwychwstały, nie utracił swojej natury ludzkiej. Zachował swoje ciało i kości: Łukasza 24,39.
I właśnie jako Syn Człowieczy powróci na chmurach niebieskich i dokona ostatecznego sądu. Jego ludzkość uczestniczy od tego momentu w chwale Jego boskości.

To jako człowiek ofiarowany jest On adorowany w niebiosach: Mateusza 24,30; 25,31; Dzieje 17,30-31; Objawienia 5,6-8.

Sformułowania bardziej teoretyczne pojawiają się w historii Kościoła wieków IV i V, podczas tzw. Soborów Powszechnych, zwoływanych przez cesarzy, ze względu na potrzebę pokoju w imperium wstrząsanym dysputami doktrynalnymi.

Nauczanie nie-ortodoksyjne w pierwszych wiekach:
1.       Uczniowie Ebiona i pochodzący z judeo-chrześcijaństwa, ebionici, widzieli w Jezusie tylko zwykłego człowieka, urodzonego bez żadnego cudu, ale któremu moc została dana z góry, Duch Święty. W następstwie Jego posłuszeństwa Prawu i woli Bożej wobec siebie, Jezus został wywyższony przez Boga, uwielbiony jak Bóg.
2.       Około 190 r. Teodot z Bizancjum nauczał w Rzymie usystematyzowaną wersję chrystologii, którą określa się adopcjanizmem. Przyjmuje ona dziewicze narodzenie Jezusa, ale On sam jest tylko człowiekiem, który został „zaadoptowany” przez Boga podczas Chrztu w Jordanie.
3.       Gnostycy (czyli przekonani o możliwości i potrzebie zyskania szczególnej wiedzy w sprawach nadprzyrodzonych), w większości zwolennicy tzw. Doketyzmu, zwalczanego przez apostoła Jana, redukowali ludzkość Chrystusa tylko do postaci, do zewnętrznych elementów. Odrzucali prawdziwą jedność pomiędzy Objawicielem/Zbawicielem niebieskim, a ciałem i światem materialnym.
4.       Ariusz, ksiądz z Aleksandrii, chciał w 318 r. utrzymać ścisły monoteizm i twierdził że Syn jest tylko rodzajem „superstworzenia” Bożego, a co za tym idzie był taki czas, kiedy Go nie było.

Debaty podczas Soboru Nicejskiego, w 325 r., doprowadziły do potępienia arianizmu i do wypracowania następującego sformułowania: „Wierzymy… w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, jednorodzonego, zrodzonego przez Ojca, to znaczy substancję (usia) - istotę Ojca, Boga z Boga, Światłość ze Światłości, prawdziwego Boga z prawdziwego Boga, zrodzonego a nie stworzonego, współistotnego (homousios, tej samej substancji, istoty) Ojcu, przez którego wszystko zaistniało, tak w niebie jak i na ziemi; który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i stał się ciałem, stał się człowiekiem, cierpiał, zmartwychwstał trzeciego dnia, wstąpił na niebiosa i przyjdzie sądzić żywych i umarłych”…

W V w., człowiek o imieniu Nestoriusz głosił kazania przeciw tytułowi teotokos, „matki Boga”, i ukazywał Chrystusa w taki sposób, że ten bardziej przypominał świątynię i narzędzie boskości. Podczas Soboru w Efezie, w 431 r., nestorianizm został potępiony.
Monofizytyzm, broniony głównie przez mnicha Eutychesa, widział tylko jedną naturę w Chrystusie, naturę ludzką, pochłoniętą niejako przez naturę boską.

Kolejny Sobór, w Chalcedonie (451 r.) doprecyzował kolejne kwestie w wyznaniu wiary: „jeden i ten sam Syn, nasz Pan Jezus Chrystus, doskonały w boskości i doskonały w człowieczeństwie, prawdziwie Bóg i prawdziwie człowiek (o duszy rozumnej i ciele), współistotny Ojcu według boskości, współistotny nam, zgodnie z człowieczeństwem, podobny do nas we wszystkim poza grzechem, zrodzony z Ojca przed wszystkimi wiekami zgodnie z boskością, i tak samo - z dziewicy Marii, matki Boga, w dniach ostatnich i dla naszego zbawienia, zgodnie z człowieczeństwem, jeden i ten sam Chrystus, Syn, Pan, Jedyny, objawiony w dwóch naturach bez przemieszania, bez zmiany, bez podziału, bez rozdzielenia, ponieważ różnica natur nie jest w żaden sposób wykluczona przez jedność, a raczej – własności każdej z natur są zachowane i dążą do utworzenia jednej osoby (prosopon) i jednej hipostazy (podmiotu, którzy niesie natury)”.

Co oznacza dla nas wierzenie w Boga wcielonego?

W buddyzmie zakłada się bardziej wyniesienie człowieka do Boga, aniżeli odwrotnie. W islamie i judaizmie odrzuca się ideę wcielenia Boga. Faryzeusze byli zgorszeni, że Jezus pretendował do bycia równym Bogu: Jana 5,18.

- Fakt, że Bóg przyjął ciało ludzkie i przyjął na siebie fizyczność ludzką zawiera w sobie myśl, że (odwrotnie do gnostyków i filozofii greckiej) nie lekceważy się świata materialnego. Nie powinniśmy zatem usiłować umknąć ze świata materialnego, bądź go lekceważyć, ale szanować go, jako dobry  i stworzony przez Boga (1 Mojżeszowa/Rodzaju 1).

- Wcielenie zawiera stopień dodatkowego objawienia w stosunku do Boga. Ludzie mogli widzieć Boga działającego i mówiącego „bezpośrednio”: Jana 1,14.18.

- Bóg nie tylko mówił językiem ludzi, ale żył życiem ludzkim. Jest On Bogiem, który rozumie to, co oznacza bycie istotą ludzką. Możemy zatem Mu powierzyć wszystko, co odczuwamy, wiedząc, że On nas rozumie i że jest zdolny nam pomóc dzięki znajomości przyczyn.
·         On poznał głębokie zasmucenie, a nawet trudność w byciu posłusznym woli Bożej: Mateusza 26,37-42,
·         On poznał trudność życia w byciu niezrozumianym i lekceważonym, nawet przez bliskich. Ponadto, wie On także, co oznacza być ofiarą niesprawiedliwości, a w Jego przypadku chodziło o niesprawiedliwości skrajne, które kosztowały Go życie: Jana 7,3-5; Izajasza 53, 1-3.7-9.
·         Poznał pokusę: pokusę władzy, pokusę łatwych rozwiązań, pokusę podporządkowania Boga własnym pragnieniom. Ale nie poddał się jej. I może nam przynieść konieczną pomoc: Mateusza 4,3-10; Hebrajczyków 2,9-18; 4,11-16.

Jezus nie przyszedł jako król, ale jako sługa.
Dla Niego było oczywistym, że był to przykład, który Jego uczniowie winni naśladować: Fillipian 2,3-11; Jana 13,1-5.12-17; Marka 10,42-45.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz