sobota, 12 listopada 2016

Rozważanie Listu świętego Pawła do Rzymian 8,18-27



(18) Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. (19) Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych, (20) gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, (21) że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych. (22) Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. (23) A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego. (24) W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi? (25) A jeśli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy żarliwie, z cierpliwością. (26) Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. (27) A Ten, który bada serca, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się za świętymi. 


Paweł pisze swój list z Koryntu, najprawdopodobniej w latach 57-58 (początek panowania Nerona).
W Rzymie jest szereg Kościołów domowych, w których jest wielu nawróconych pogan, ale i Żydów…

„Doktryna chrześcijańska jest tym, w co Kościół Chrystusowy wierzy, czego naucza, opierając się na Słowie Bożym. Doktryna nie jest jedynym, nie jest nawet najważniejszym polem działania Kościoła. Kościół czci Boga i służy ludzkości, pracuje dla transformacji tego świata i oczekuje spełnienia jego oczekiwań i nadziei w przyszłości” (Jaroslav Pelikan).

Wprowadzenie.
Cierpienia nieodłącznie związane ze statutem synów, wspominanym w wersecie 17 tego samego rozdziału mogłyby zaprowadzić czytelnika do zwątpienia w przyszłość. Niemniej cel Pawła jest zupełnie inny. Chce on nas przede wszystkim wypełnić nadzieją.

Bliższa analiza.
v.18: Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić.
Przeciwstawia on czas obecny i chwałę w przyszłości. Domena Ducha, o której możemy mówić od początku rozdziału, ma wymiar wieczny. Jego obecność jest pomocą aktualną, ponieważ przypomina nam ona stale o chwale, która ma nadejść.
Chrześcijanin, daleki od bycia „pozbawionym chwały” (3,23), raduje się nią z góry i znajduje w tym siłę. Paweł dokonuje rachunku, taki jest sens literalny słowa greckiego, przetłumaczonego przez „sądzę”. Świetlana przyszłość i nieograniczona, którą Bóg nam przygotowuje, waży dużo więcej na wadze, niż trudności aktualne, które któregoś dnia się skończą.
Wiersze, które następują (19 do 22), uczą wizji stworzenia, którą chrześcijanin musi rozumieć i przyjąć.
Istnieje więź, pewna solidarność pomiędzy człowiekiem i stworzeniem.
To przez człowieka, Adama, stworzenie zostało zepsute (por 1M/Rdz 3,17; Rz 5,12). Zostało poddane marności, jak mówi Paweł (8,20). To jedyne wytłumaczenie biblijne, które chrześcijanin ma, aby pojąć katastrofy naturalne i choroby genetyczne, które świadczą o świecie niedoskonałym, który męczy się i „wzdycha” (8,22). Środowisko, stworzone przez Boga i mieszkańcy, których w nim umieścił, komunikują się razem w tym cierpieniu.

Sytuacja stworzenia.
Stworzenie cierpi z powodu grzechu człowieka i człowiek cierpi z powodu dysfunkcji stworzenia. Chrześcijanin, jako potomek Adama i mieszkaniec tej ziemi, nie jest dotknięty tym cierpieniem w mniejszym stopniu.
Jeżeli sprawy miałyby w ten sposób ciągnąć się stale, bylibyśmy zrozpaczeni. Ale stworzenie na coś  oczekuje. Na co? Na „objawienie synów Bożych” (8,19). Solidarność pomiędzy człowiekiem i stworzeniem we wspomnianym cierpieniu trwa w sposób logiczny w wieczności i w chwale odnowienia synów Bożych i ich środowiska. Kiedy potomkowie nowego Adama (zob. 5,12 do 21) będą obdarzeni chwałą, także ziemia zostanie odnowiona, „uwolniona” (8,21). Istotnie, obecne cierpienia tego stworzenia są identyfikowalne, jako bardzo szczególne i specyficzne. Są to „bóle rodzenia” (8,22).

Kontemplujemy to, co możemy nazwać kosmicznym wymiarem odkupienia w Chrystusie. Adam: przekleństwo i śmierć dla człowieka i ziemi. Chrystus: błogosławieństwo i życie, dla nowych ludzi i dla ziemi. Takie postrzeganie stworzenia i odkupienia powinno obudzić także ekologiczną troskę u chrześcijanina. Ale poza tym wszystkim powinno nas wypełnić nadzieją w każdej próbie, jaką przynosi życie.

Niewysłowione westchnięcia…
Podobnie jak stworzenie, my także „wzdychamy” (8,23). Życie jest ciężkie. Chrześcijanin nie jest istotą pozbawioną ciała (i wszelkich wynikających z tego konsekwencji). Jest czasami chory, smutny, zdeprymowany, zatroskany. Paweł sam doświadcza wszystkich tych emocji (2 Kor 4).
Nie jesteśmy jeszcze w chwale. Oczekujemy jej. Jesteśmy pomiędzy „już” i „jeszcze nie”.
Już, jesteśmy zbawieni, a jednak nie jesteśmy jeszcze zbawieni (5,10).
Już, mamy przybranie synowskie, a jednak nie jesteśmy jeszcze w pełni synostwa (8,15 i 23).
Już, mamy odkupienie, a jednak jeszcze oczekujemy go (3,24 i 8,23).
Królestwo nadeszło, a jednak modlimy się, aby przyszło.
Jesteśmy już oblubienicą, a jednak podążamy na zaślubiny Baranka.
Podczas tego okresu pośredniego ma miejsce zarazem cierpienie i nadzieja.

Ale uwaga!
Bądźmy ostrożni z zachowaniem zbyt triumfalistycznym, które prowadziłoby nas do pogardzania naszymi cierpieniami lub cierpieniami innych.
Bądźmy także ostrożni z zachowaniami defetystycznymi, które powodowałyby, że zapomnimy o unoszeniu głowy, w tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy (8,24).

Nadzieja rzeczy przyszłych.
Ta nadzieja nie jest krucha. Nie chodzi o nadzieję w rodzaju: „mam nadzieję, że któregoś dnia pojadę w podróż dookoła świata, bądź wygram na loterii”.
Nie, łączy ona i gromadzi radość i motywację, które inspirują przyszłe wydarzenie o charakterze szczęśliwym i pewnym.
Jest to podobne do emocji, które powodują, że cała rodzina drży, kiedy oczekuje na peronie dworcowym pociągu, mającego przywieźć jakąś kochaną osobę, członka rodziny, którego od dawna oczekiwano i nie widziano całe lata.
Ale jak pozostawać niewzruszonym w czasie próby życia, kiedy ten przyjazd pociągu z naszego przykładu wydaje się jeszcze bardzo odległym?
Dzięki „zaczątkom Ducha” (8,23). Termin ten bierze swój początek ze Starego Testamentu (2 Mj/Wj 34,26). Oznaczał on w tamtej epoce pierwsze kłosy zboża, które były obcinane i ofiarowane Bogu w geście wdzięczności wyprzedzając żniwa, które miały nastąpić.
Jedną z funkcji Ducha jest służenie za gwaranta ze strony Bożej, jako rodzaj „zaliczki” (por. 5,5).
Jego obecność mówi nam nieustannie: „Nie trać odwagi. Są to tylko cierpienia rodzenia. Wkrótce dadzą miejsce życiu nowemu i wiecznemu, w obecności Bożej; jego ludowi i stworzeniu doskonale odnowionym”.

Pomoc Ducha Świętego.
Pomoc Ducha nie jest tylko bierną. Jego obecność nie jest tylko tą, która jako zapowiedź pomaga nam z wytrwałością oczekiwać na realizację pełni. Duch daje także pomoc cenną i aktywną, a szczególnie wspierając nas w modlitwie (por. 8,26-27).

Paweł dzieli się problemem, którego wszyscy doświadczamy. Jesteśmy słabi, nie wiemy bowiem, o co się modlić (8,26).
Bóg wypełnia tę lukę osobiście. To sam Duch, który w takiej sytuacji podejmuje się działania. To prawda naprawdę zaskakująca: Bóg prosi sam siebie! Nie powinno nas to jednak aż tak zaskakiwać. Czyż nie wiemy, że Chrystus wstawia się za nami u Ojca? Taka jest także informacja podana w Rz 8,34.
Syn modli się do Ojca za nas, a tutaj dowiadujemy się, że Duch prosi Ojca za nas i w nas!
Ojciec bada i rozumie nie ujętą w słowa intencję Ducha (8,27). Wierzący staje się włączony w komunię w łonie Trójcy Świętej!

Modlitwa.
Modlitwa jest ćwiczeniem o znaczeniu dużo bardziej głębokim, niż moglibyśmy to podejrzewać.
Mówimy do Ojca, w imię Syna, przez moc Ducha Świętego, i cała Trójca Święta jest tutaj zaangażowana.

Czytając te słowa przychodzą nam być może na myśl sytuacje, za które nawet nie wiemy jak się modlić, czy w których nie wiemy jak się modlić. Nie jest to nic strasznego, zapewnia nas znowu Paweł, który potrafi mówić jak prawdziwy pasterz do swoich owieczek.
Zawierzmy się Panu, nie czując się jednocześnie zobligowani do sugerowania Mu w naszej modlitwie konkretnych rozwiązań. Jest On wystarczająco wielki, aby wiedzieć co powinien robić!

Niektórzy widzą w tych „niewysłowionych westchnieniach” (8,26) odniesienie do mówienia językami, ale liczne wskazówki czynią taką ideę mało prawdopodobną.
Po pierwsze, jest interesującym zauważenie, że Paweł wskazuje trzy jednostki, które „wzdychają”: stworzenie (8,22), nas samych (8,23) i Ducha Świętego (8,26).
Aby zachować spójną lekturę tekstu, należałoby przyjąć ten sam fenomen stojący za każdym z tych trzech „westchnięć”. W tym przypadku dwa pierwsze westchnięcia, o których mówi Paweł, tłumaczą jakieś cierpienie.
Natomiast mówienie językami, kiedy jest ono opisywane w Biblii, wyraża w każdym przypadku uwielbienie (Dz 2,11; 10,46; 1 Kor 14,17).
Po drugie, są to „niewysłowione westchnienia”. To znaczy, że nie są to przypuszczalnie dźwięki, które zbliżałyby się do jakiegoś języka, jak to jest w przypadku mówienia językami. Są to po prostu westchnienia. Jeżeli chciałby mówić o glossolalii, to musiałoby to być dużo bardziej jasno i wyraźniej powiedziane.

Krótka uwaga końcowa.
Pan wie, jak istotną w życiu człowieka jest nadzieja. Tej nadziei szczególnie potrzeba wtedy, kiedy wszystko wokół nas, w naszym życiu, wydaje się poddawać ją w wątpliwość. Zwłaszcza, kiedy zdajemy sobie sprawę, jak głęboka jest więź między nami, a otaczającym nas stworzeniem i jak bardzo jesteśmy za jego bolesny wymiar odpowiedzialni.
Nadzieja, którą daje Bóg, nie jest jednak tylko rodzajem zapewnienia, które może przekonywać lub nie. Bóg sam angażuje się, aby owo „zapewnienie” nie tylko podtrzymać, ale dać mu także szerszy, bo przenikający całe nasze życie wymiar. On sam jest gwarantem tej nadziei i On sam ją w naszym sercu spełnia działaniem Ducha.
Nie jesteśmy sami, On, nasz Bóg jest zawsze z nami i sam z nami i za nami modli się i wzmacnia nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz