sobota, 19 września 2015

Rozważanie Ewangelii wg św. Marka 9,30-37



(30) I wyszedłszy stamtąd, przechodzili przez Galileę; a nie chciał, aby ktoś o tym wiedział. (31) Pouczał bowiem uczniów swoich i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzkie i zabiją go, ale zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. (32) Oni jednak nie rozumieli tego słowa, a bali się go pytać. (33) I przybyli do Kafarnaum. A będąc w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? (34) A oni milczeli, bo rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest największy. (35) I usiadłszy, przywołał dwunastu i rzekł im: Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich. (36) Potem wziął małe dziecię, postawił je przed nimi i wziąwszy je w ramiona, rzekł do nich: (37) Kto by przyjął jedno z takich dziatek w imieniu moim, mnie przyjmuje, a ktokolwiek by mnie przyjął, nie mnie przyjmuje, lecz tego, który mnie posłał.
 

 Aby streścić drogę swojego życia i swojej myśli niemiecki filozof Fryderyk Nietsche (1844-1900) używa następującego porównania: Opowiem wam o trzech metamorfozach ducha: jak dziecko staje się wielbłądem, jak wielbłąd staje się lwem i jak w końcu lew staje się dzieckiem.
Ten aforyzm filozofa (czyli zwięzła, lapidarna wypowiedź zawierająca jakieś prawdy) opisuje trzy etapy rozwoju jednostki, które Nietsche umieszcza pod znakami wielbłąda, lwa i dziecka.
Wydają mi się one ciekawe i do wykorzystania dla lepszego zrozumienia naszego dzisiejszego tekstu z Ewangelii wg św. Marka.

A zatem, posłużmy się trzema obrazami/symbolami zapożyczonymi od Nietschego.

Wielbłąd jest tym, który gromadzi zasoby, wiedzę i umiejętności, poznanie i doświadczenie.
W Nowym Testamencie modelem wielbłąda mogliby być uczeni w Piśmie.
Znają oni język grecki i hebrajski, znają Torę (Prawo Boże) prawie na pamięć, znają nauczanie mistrzów duchowych, które zostały spisane w Talmudzie (czyli zbiorze nauczania, komentarzy Tory), wypełniając prawie 6000 stron.
Są oni zatem doskonałymi wielbłądami.

Lwami mogliby być uczniowie Jezusa.
Wyruszyli na misję, głosili Słowo, uzdrawiali chorych, są pewni ich poznania i ich doświadczenia.
Są pełni energii, gotowi na wszystko dla Królestwa Bożego.
We fragmencie, który czytamy, pytają się między sobą, kto jest największym lwem w stadzie.
Możemy teraz sparafrazować odpowiedź, jaką usłyszą od Jezusa, do słów: czy bylibyście wielbłądami, czy lwami, pozostaje wam jeszcze jeden etap do przebycia – stać się dzieckiem.

W naszym współczesnym świecie, jest może jeszcze nieco wielbłądów, ale przede wszystkim są bardzo liczne lwy.
Jako że wszyscy nie mogą być lwami, jest także nieco kogutów.
Pamiętacie co dzieje się, kiedy jeden kogut zauważy drugiego?
Nadyma się on, stara się być większym, jego pióra nastraszają się i jego grzebień napina się, próbując wywrzeć wrażenie.
Rozejrzyjcie się wokół was, jak wiele jest tego typu reakcji, gdziekolwiek tylko nie spojrzelibyśmy.

A jednak Ewangelia mówi, że ci, którzy chcieliby być wielcy, muszą stać się sługami, lwy (także koguty) winny stać się dziećmi.

W naszym epizodzie z Ewangelii Marka, Jezus przyzywa po raz kolejny drogę, która Go czeka:
Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzkie.
Jezus mówi uczniom o swojej śmierci; ogłasza to, co będzie kamieniem węgielnym teologii chrześcijańskiej - krzyż.
Zbyt często mówimy o krzyżu jak wielbłądy, z naszą wiedzą biblijną, naszymi spekulacjami teologicznymi, naszymi interpretacjami filozoficznymi.
W swojej historii Kościół czasami używał krzyża na sposób lwi, odwracając go, by posługiwać się nim jak mieczem, aby poddać sobie tych, którzy stali w opozycji do oficjalnej - w danym momencie historii - linii Kościoła.
Natomiast Jezus ukazuje drogę, która wiedzie od krzyża do dziecka, mówiąc: Kto by przyjął jedno z takich dziatek w imieniu moim, mnie przyjmuje.

Co oznacza ten obraz dziecka?
Dwa elementy mogą wyjaśnić to porównanie: dziecko jest naturalne i dziecko stawia pytania.

Mówiąc, że dziecko jest naturalne, nie przyzywamy jakiejś wrodzonej mu zalety, ponieważ ze swej natury dzieci są często gwałtowne i egoistyczne.
Dziecko jest naturalne w tym, że nie przekłamuje rzeczywistości.
Dla dziecka pies jest psem, róża różą, a gwiazda gwiazdą.
Dziecko nie nosi maski, nie udaje zbyt często kogoś innego niż jest, podczas gdy dorośli utracili tę naturalność od wyjścia z Ogrodu Eden.

Sytuacja Adama i Ewy w ogrodzie opisana jest w ten sposób, że mężczyzna i kobieta byli oboje nadzy, ale nie wstydzili się siebie wzajemnie.
Ich pierwszą reakcją, po zerwaniu relacji zaufania z Bogiem, było nabranie świadomości ich nagości.
Uczynili sobie wtedy ubrania, aby chronić ich intymność.
W ogrodzie byli w szczerości jeden wobec drugiego, bez ukrywania, jak dzieci - w prawdzie ich nagości.
Wychodząc z ogrodu stali się dorosłymi, którzy ubierają się, aby wydawać się innymi niż są, nie byli już nimi samymi, ale obrazami osób, które sobie stworzyli.
Stali się kogutami, które nadymają się i dbają o ich pióra.

W apokryficznej Ewangelii wg Tomasza, apostołowie pytają Jezusa: Panie, kiedy nadejdzie Twoje Królestwo? Kiedy będziemy razem z Tobą w uwielbieniu?
Jezus odpowiada spokojnie: Kiedy ściągnąwszy wasze ubrania podepczecie je stopami bez wstydu, jak robią to małe dzieci; wtedy Królestwo będzie wśród was.

W tym aforyzmie rzeczą właściwą dziecku jest bycie naturalnym, w prawdzie przed Bogiem i przed bliźnim.
Odnaleźć prawdę dziecka staje się cechą Królestwa.

Pewien żydowski nauczyciel, który nazywał się rabbi Zussia, u schyłku swojego życia miał wypowiedzieć następującą refleksję: Kiedy stanę przed trybunałem niebieskim, zostanę zapytany czy byłem sprawiedliwy, a ja odpowiem: Nie. Zechcą kolejno wiedzieć, czy byłem pełen miłosierdzia, a ja odpowiem: Nie. Czy poświęciłem moje życie studiom? odpowiem: Nie. A może modlitwie? Także nie. A wtedy Sędzia Najwyższy powie do mnie, uśmiechając się: Mówisz istotnie prawdę; dzięki tej prawdziwości będziesz miał twoje miejsce w świecie, który nadejdzie.

Tylko ktoś, kto jest prawdziwie głęboki, święty lub dziecko mogliby powiedzieć taką rzecz.
W swoim życiu Zussia był nauczycielem, to znaczy, że był wielbłądem, stał się lwem, a w końcu życia odnalazł całkowicie prostotę dziecka.
Stał się sobą samym, zaprzestał niepokoić się o swój wizerunek, aby być w pełnej prawdzie przed Bogiem i przed ludźmi.
Z kolei sławny malarz Picasso miał powiedzieć: Długo trwa stawanie się młodym.

Jeżeli dziecko jest prawdziwe, jest ono także tym, które wypytuje, stawia mnóstwo pytań, typu: dlaczego robisz to lub owo?
Dlaczego ludzie walczą między sobą?
Dlaczego dzieją się rzeczy straszne na świecie?...

Najgorszą chorobą duchową nie jest nie posiadanie odpowiedzi na wszystkie pytania, ale jest nią nie stawianie już sobie żadnych pytań.
Kiedy nie stawia się żadnych pytań, to znaczy, że zamknęło się Boga w naszej wiedzy, naszym doświadczeniu lub w naszej ciszy beznadziei.

Stawiając pytania dziecko nie zadowala się tym, co widzi.
Ono chce zrozumieć, ma pragnienie rozumienia.
Mieć pragnienie, oznacza stałe trzymanie się na dystans od nadmiernego dogmatyzmu, czyli postawy, która wierzy w posiadanie wszystkich odpowiedzi.
Ale pragnienie oznacza także dystans od sceptycyzmu, który uważa, że nie ma odpowiedzi.
Ani dogmatyk, ani sceptyk nie stawiają pytań.
Dogmatyzm jest pychą intelektualną, a sceptycyzm jest egzystencjalną beznadzieją: sytuują się na dwóch biegunach tego samego problemu.
Mają wspólne odrzucenie pytań, czy to zarzucając odpowiedziami już z dawna przygotowanymi, czy też stwierdzając, że nie ma żadnej możliwej odpowiedzi.

Paradoksalnie, czasami już samo stawianie pytań ma w sobie dużą wartość. Stawianie pytanie, to odrzucenie zapomnienia, lub zarzucenia banalnością; to pragnienie zaspokojenia, które pali się w każdym z nas.
Być dzieckiem, to zaprzestanie oglądania życia oczami dorosłego; to zatrzymanie bycia wielbłądem, który chce stać się lwem, aby odnaleźć prostotę i ciekawość dziecka.
Stanie się dzieckiem, to nie cofanie się do postaw wielbłąda, czy lwa, ale to praca nad sobą, by odnaleźć w sobie to, co nazywamy wtórną naiwnością, naiwnością, która jest ponad nasze poznanie i nasze doświadczenia.
To ciekawość tego, który wiele przeżył, który wiele czytał i wiele nauczył się, ale który wie, że ma jeszcze wiele do odkrycia, wiele do nauczenia się, wiele do zrozumienia.

Stanie się dzieckiem, to odłożenie naszych pewności i naszych zabezpieczeń, które przeszkadzają nam usłyszeć, że dzisiaj jest nowy dzień i że Bóg czyni wszystkie rzeczy nowymi.

Stanie się dzieckiem, to wzięcie swojej Biblię i wierzenie, że ma ona nam jeszcze tak wiele do powiedzenia.
Masz serce? Możesz jeszcze modlić się.
Masz inteligencję? Możesz jeszcze myśleć.
Masz uczucia? Masz prawo je wyrażać.
Masz jeszcze pytania? Nie chowaj ich i staraj się je stawiać.

Kiedy uczniowie Jezusa przejdą drogę, która prowadzi do bycia dzieckiem, będą mieli nowe spojrzenie na świat i na innych.
Zrozumieją, że nie jest największym ten, który jest większy niż inni, który dominuje nad innymi, ale ten, który potrafi przyjąć w sobie dziecko.

wtorek, 8 września 2015

O kanonie Starego Testamentu...



Chcąc mówić o kanonie Pisma Świętego, jest koniecznym ze względów merytorycznych rozdzielić formację kanonu Starego i Nowego Testamentów, mając na uwadze ich odmienność historyczną i literacką.
Rozpocznijmy zatem od Starego Testamentu. Nazywa się kanonem Starego Testamentu całość ksiąg uznanych jako należące do Starego Testamentu i stanowiące autorytet, ponieważ zostały uznane jako natchnione, więc będące Słowem Bożym, przez tradycję żydowską i tradycję chrześcijańską.
Żydzi mówili o „Piśmie” lub „Pismach” dla oznaczenia całości tekstów uznanych jako efekty natchnienia Bożego i zwyczaj ten znajdujemy w Nowym Testamencie (Mk 12,10; Łk 4,21; 24,27; Jn 19,36; Dz 1,16; Rz 1,2; 2 Tm 3,15n.). Został on następnie zaadoptowany przez Kościoły chrześcijańskie.
Stary Testament został zredagowany podczas okresu ok. tysiąclecia.

Kto zdecydował o kanonie Starego Testamentu, tzn. które z ksiąg stanowiących są prawdziwymi i właściwymi?
Szereg wskazówek w Starym Testamencie potwierdza, że księgi, które go stanowią, zostały uznane jako Słowo Boże stanowiące autorytet stopniowo, wraz z ich ukazywaniem się.



Na początek, teksty ukazują się same jako Słowo Boże. Np. w Pięcioksiągu, formuła: Przedwieczny powiedział/zwrócił się do Mojżesza w tych słowach… powraca wielokrotnie, a Dekalog (Dziesięcioro Przykazań) są określone jako napisane palcem Boga samego (2 Mojż 31,18; 31,1).
Słowo Proroków jest czasami utożsamiane z Bożym (Jr 25,3; 36,10-11; Ha 2,1).
W ich przepowiedniach Bóg sam mówi w pierwszej osobie (Oz 6,1-4).
Niektóre teksty ST precyzują, że zostały napisane na rozkaz Boży (2 Mojż 17,14;34,27; Iz 8,1; 30,8; Jer 25,13; 30,2; 56,60; Dn 12,4; Ha 2,2).

Nie tylko ST stwierdza o byciu Słowem Bożym w licznych miejscach, ale ukazuje, że statut taki był mu przyznany bardzo wcześnie.
Izraelici, a w szczególności autorzy Starego Testamentu, odnosili się do Prawa Mojżeszowego, jako do pochodzącego od Boga samego (Iz 8,19; Am 2,4; Ps 103,7; Ml 3,22) i uznawali jego pełny autorytet normatywny (1 Krl 2,3; 2 Krl 14,6; Iz 8,19).
Pisma proroków były z pewnością uznawane jako Słowo Boże od momentu gdy prorok był uznany jako autentyczny posłany przez Przedwiecznego. Było to bądź za życia proroków (np. Jeremiasz i Ezechiel), bądź otrzymywali takie świadectwo od swoich następców, co pokazuje że ich pisma zostały bardzo szybko uznane za Słowo Boże.
Oczywiście, pojawiali się w historii Izraela fałszywi, którzy pretendowali do niesienia słowa ze strony Boga.
Zostały zatem dane ludowi Bożemu pewne kryteria, aby odróżnić między fałszem i prawdą proroków. Między innymi Bóg działał w historii na różny sposób, aby pomóc w rozpoznaniu swoich prawdziwych posłańców. Niejednokrotnie uwiarygodnił posługę swoich proroków przez cuda, które pozwolił im dokonać, jak było to w przypadku Mojżesza, Eliasza i Elizeusza.

Jezus i autorzy Nowego Testamentu znali Stary Testament takim, jakim ukazuje się on nam dzisiaj. Określali oni ST, jako „Prawo, Proroków i Psalmy” (Łk 24,44), gdzie określenia te obejmują całe szerokie kategorie pism Starego Testamentu.

Jezus okazuje wielki szacunek wobec Starego Testamentu. Wszystko to, co jest zawarte w Piśmie, aż do najmniejszego szczegółu, stanowi dla Niego autorytet (Mt 5,17-19; Łk 16,17; 29,31).
Nazywa On Psalm 82 „Słowem Bożym” i stwierdza, że to co mówi Pismo nie może być poddane w wątpliwość (Jn 10,34-36).
Jezus także uważa ja mające autorytet wszystko to, co Mojżesz wypowiedział jako przykazanie Boże (Mk 7,9-10) i wyrzuca swoim uczniom, że nie wierzą Pismu (Łk 24,25-27).
Kiedy Jezus odwołuje się do Pisma, to czyni to jak do ostatecznej instancji: cytowanie Pisma jest ukazywaniem prawdy.
Ponadto cytuje On różne fragmenty, różnych części Pisma w podobny sposób: przyznaje całości ich ten sam autorytet, całości Starego Testamentu.
Używanie przez Niego formuły: jest napisane, ukazuje, że wystarczy w Jego oczach, aby jakieś zdanie znajdowało się w Piśmie, aby posiadało ono pełny i całkowity autorytet.

W pierwszym wieku naszej ery, żydowski historyk Józef Flawiusz zna Stary Testament w jego aktualnej formie (por. Przeciwko Apionowi 1,8).

Można spotkać się z opinią, jakoby to podczas rodzaju soboru w Jamnia, pomiędzy 80 a 100 r. n.e., rabini żydowscy zadecydowali, które z ksiąg Starego Testamentu powinny były być zawarte w kanonie.
Ukazano jednak, że takie rozumienie rzeczy jest mało wiarygodne.
Okazuje się, że nigdy nie miał miejsca w Jamnia taki rodzaj soboru, gdzie jakieś władze religijne żydowskie miałyby w sposób definitywny i wiążący podjąć decyzje ważne dla całości świata żydowskiego.
Jamnia była centrum studiów biblijnych, jak i miejscem, gdzie przebywało ciało legislacyjne, które było następcą sanhedrynu, o którym jest mowa w Nowym Testamencie.
Posiadamy echa pewnych dyskusji podczas sesji owych odpowiedzialnych władz, ale dotyczących tylko wybranych ksiąg ST i to nie w kwestii decydowania o ich włączeniu do kanonu, ale o racjach, dla których należy je w tym kanonie utrzymać.

Kanon Starego Testamentu można zatem określić, że uformował się jako fakt uznany przez wszystkich, na podstawie natury ksiąg, które go tworzą i Bożych świadectw, które Bóg dał swojemu Słowu, jednak bez jakiejś decyzji podjętej przez jakieś władze, w pewnym określonym czasie.

Pozostaje jeszcze kwestia ksiąg tzw. apokryficznych, bądź (zwanych tak przez katolików) deuterokanonicznych Starego Testamentu. 




W dawnej wersji greckiej Starego Testamentu (stworzonej dla świata żydowskiego nie znającego języka hebrajskiego), obok ksiąg stanowiących kanon hebrajski, figurują także inne księgi.
Ponadto, w wersji tej księgi Estery i Daniela są poszerzone.
Niektóre w tych ksiąg miały z pewnością ich wersje hebrajskie lub aramejskie (odnaleziono zresztą dużą część Syracydesa i fragmenty Tobiasza po hebrajsku).
Te teksty „dodatkowe” wersji grecko-języcznej Starego Testamentu zostały określone przez protestantów mianem apokryfów, terminem podkreślającym, że nie są akceptowalne jako kanoniczne (należące do kanonu).

Podczas słynnego Soboru w Trydencie (XVI w.), który będąc reakcją na Reformację określił zasady katolicyzmu, które obowiązują do dzisiaj, Kościół Rzymsko-katolicki zadecydował o uznaniu niektórych z tych ksiąg jako natchnionych i zakwalifikował je mianem deuterokanonicznych (uznanych jako kanoniczne po innych).
Chodzi o dodatki do ksiąg Estery i Daniela, a także całe księgi: Judyty, Tobiasza, 1 i 2 Machabejskie, Mądrości, Syracydesa, Barucha, list Jeremiasza. Teksty te figurują w wersjach Biblii katolickich Starego Testamentu, zmieszane z innymi księgami.

Należy jednak podkreślić, że księgi dodane do kanonu Starego Testamentu przez Kościół katolicki, nigdy nie stanowiły części kanonu uznanego przez Żydów.
Owszem, tzw. Ojcowie Kościoła (wielcy teologowie chrześcijańscy pierwszych wieków) cytowali te księgi obficie, ale nigdy nie przydawali im statutu Pisma Świętego.
Podobnie, pierwsze Biblie protestanckie zawierały te księgi w dodatkach ST, odróżniając je w ten sposób od reszty „kanonicznej” Starego Testamentu.
Należy także podkreślić, że żaden ze znanych manuskryptów dawnej greckiej wersji ST nie zawiera całości ksiąg uznanych za kanoniczne przez Sobór Trydencki.
Lista tekstów apokryficznych włączonych do dawnej wersji greckiej ST zmienia się od jednego do drugiego manuskryptu.
Mało tego, w wersji greckiej można znaleźć i inne księgi, których Sobór Trydencko do kanonu nie zaliczył…

Apostoł Paweł oświadcza, że to najpierw Żydom zostało powierzone Słowo Boże (Rz 3,2).
Reformatorzy ze słów tych wyprowadzili konkluzję, że lud Boży Nowego Przymierza (Kościół) powinien otrzymać Stary Testament Izraelitów, taki, jaki ci im przekazali, a zatem chrześcijański kanon Starego Testamentu nie może być odmienny od kanonu żydowskiego.
Dlatego też przyjęli oni kanon hebrajski, oczywiście znając i używając księgi apokryficzne, jako dzieła użyteczne do budowania wierzących.