poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozważanie Ewangelii wg św. Jana 10,11-18


11 Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. 12Najemnik, który nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc wilka nadchodzącego, porzuca owce i ucieka, a wilk porywa je i rozprasza, 13 ponieważ jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. 14 Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają. 15 Jak Ojciec mnie zna i Ja znam Ojca, i życie swoje kładę za owce. 16 Mam i inne owce, które nie są z tej owczarni; również i te muszę przyprowadzić, i głosu mojego słuchać będą, i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz. 17 Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. 18 Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego.

„Ja jestem dobry Pasterz”, mówi Pan Jezus.
Pamiętajmy, że Izrael był ludem pasterskim.
Nie jest zatem zaskakującym, że tak często jego refleksja krążyła wokół figury pasterza i owiec.
Tak dzieje się od początku historii biblijnej, jeden z synów Adama i Ewy był pasterzem: nazywał się Abel.
Abraham, przodek ludu Izraela, był pasterzem, a podobnie Jakub.
Nie należy zapominać, że nawet wtedy, kiedy lud wybrany był niewolnikiem w Egipcie, miał swoje stada owiec.
I w chwili, kiedy Mojżesz miał wizję krzewu gorejącego, która miała uczynić z niego wyzwoliciela ludu, był w trakcie strzeżenia owiec swojego teścia (2 Mojżeszowa/Wyjścia 3,1).
I kiedy Samuel, na rozkaz Przedwiecznego, stawił się u Jessego, aby wybrać nowego króla, wybraniec, młody Dawid, był w trakcie pasienia stad swojego ojca (1 Samuela 16,11).

Nie było to bez powodu.
Pomyślmy, jaki cechy musiał mieć prawdziwie zaangażowany pasterz?
A przy tym praca pasterska była jednocześnie tą, która kształtowała osobowość… 




Wyobrażenie pasterza jest stosowane także - i w sposób naturalny - do Boga, Psalm 23,2-4: (2) Na niwach zielonych pasie mnie. Nad wody spokojne prowadzi mnie. (3) Duszę moją pokrzepia. Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości Ze względu na imię swoje. (4) Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, Laska twoja i kij twój mnie pocieszają).

Po wygnaniu do Babilonu, Bóg działa jak pasterz, mówi Izajasz 40,11: Jak pasterz będzie pasł swoją trzodę, do swojego naręcza zbierze jagnięta i na swoim łonie będzie je nosił, a kotne będzie prowadził ostrożnie.

Kiedy zatem Jezus mów o sobie, że jest „dobrym pasterzem”, jest solidnie osadzony w tradycji żydowskiej.
I kiedy opowiada przypowieść o zagubionej owcy (Łukasza 15,3-8), dokonuje bezpośredniego odniesienia do tekstu Ezechiela, który zacytowaliśmy.
Jego słuchacze nie mogli mieć najmniejszego problemu z rozumieniem tego, co chciał im powiedzieć Pan Jezus.

Ale nie wystarczy zrozumieć język i jego znaczenie symboliczne, aby móc żyć w wierności Panu.
Dlatego też właśnie Jezus podkreśla z mocą konflikt, którego jest obiektem.
Konflikt już zaanonsowany od początku czwartej Ewangelii:
- Jana 1,5: A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła;
- Jana 1,11: Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli.

Ten konflikt Jezus charakteryzuje przez swoją opozycję do najemników: ci umykają przed zagrożeniem ze strony wilków - On, Jezus, oddaje swoje życie za swe owce.
Najemnicy nie przejmują się zanadto owcami - On, zna je i Jego owce Go znają.
Czwarta Ewangelia zebrała z dbałością słowa Jezusa, które zwiastują ten konflikt, gdyż, w czasie, gdy Ewangelia ta była pisana, już rozpoczęły się prześladowania przeciwko chrześcijanom.
To dlatego Jezus będzie mógł powiedzieć:
Jana 15,18: Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził.

Krzyż wzniesiony na Golgocie już wyłania się w tych słowach Jezusa. Jego śmierć jest już zaprogramowana.
Jezus wie to, ale także – i z wyprzedzeniem niejako - Jezus podaje znaczenie swojej śmierci:
Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego (Jana 10,18).

Jan streścił posługę Jezusa w tych słowach, które są jak serce Ewangelii (Jana 3,16): Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.

Pamiętajmy, że jeżeli Jezus zwiastuje swoją śmierć, oferowaną dla zbawienia ludzkości, zwiastuje także swoje zmartwychwstanie, Jana 10,18 Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego.

Bóg deleguje swoją odpowiedzialność pasterza ludziom, ale ci nie zawsze są wierni ich powołaniu i ściągają na siebie gniew Przedwiecznego.
Ezechiela 34,8-10: (8) Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - ponieważ moje owce stały się łupem i ponieważ moje owce były żerem dla wszelkiego zwierzęcia polnego, gdyż nie było pasterza, a moi pasterze nie troszczyli się o moje owce, a sami się paśli pasterze, a moich owiec nie paśli, (9) dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana! (10) Tak mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja wystąpię przeciwko pasterzom i zażądam od nich moich owiec, i usunę ich od pasienia moich owiec, i pasterze nie będą już paść samych siebie. Wyrwę moje owce z ich paszczy; nie będą już ich żerem.

Wobec tych, którzy są nieposłuszni Panu, którzy są niewierni ich powołaniu dzierżący różnego rodzaju odpowiedzialność życiową i zawodową, Jezus potwierdza swoją doskonałą zgodność z wolą Ojca i bycie stałym modelem prawdziwie dobrego pasterza.

Czego chce Jezus dla swoich owiec?
Jezus nie przyszedł, aby sądzić i potępić, ale aby zbawić.
Jezus, akceptując swą śmierć, podaje miarę swojej miłości, która jest miłością bez miary; miłością, która nie jest proporcjonalna do naszego posłuszeństwa.
Nie jest mierzalna żadną z naszych zasług, ale jest nam ofiarowana z łaski.

Nie jest zadziwiającym, że jedna z najstarszych znanych prób graficznego przedstawienia Jezusa, ukazuje Go jako pasterza, niosącego na barkach owieczkę: jest to rysunek, oczywiście niezgrabny, ale jakże znaczący. 



Jezus nas kocha i jeżeli to my oddaliliśmy się z drogi, którą powinniśmy byli podążać, i jeżeli to my oddaliliśmy się od stada, to On sam nas szuka dopóty, dopóki nie znajdzie nas i nie doprowadzi na właściwą drogę, a także do stada i to na swoich barkach.

Zdefiniowawszy w ten sposób nowe relacje pomiędzy Nim, a każdym z nas, Jezus poszerza swój zamysł.
Jezus myśli o Kościele, który będzie rezultatem Jego działania:
Mam i inne owce, które nie są z tej owczarni; również i te muszę przyprowadzić, i głosu mojego słuchać będą, i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz - Jana 10,16.

Jezus miał na myśli owce pochodzące z ludów pogańskich.
Ewangelia Mateusza przynosi nam te słowa Chrystusa zmartwychwstałego - Mateusza 28,19: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
W tych wszystkich narodach znajdujemy także naszych przodków, tych, którzy przyjęli wiarę w Boga w Jezusie Chrystusie.
Jezus wiedział z wyprzedzeniem, że On, ukrzyżowany, odrzucony, będzie pewnego dnia kamieniem węgielnym zbawienia świata.

Jego wizja Kościoła doprowadziła Apostołów do stania się misjonarzami, do śmiałości zmierzenia się z wieloma przeszkodami, aby głosić Dobrą Nowinę zbawienia.
A kiedy pomyślimy o przeszkodach, które oni musieli przezwyciężyć, możemy powiedzieć, że nie mamy najmniejszego usprawiedliwienia dla nas, kiedy tracimy odwagę w realizacji naszego powołania do świadectwa Panu: pierwsi uczniowie Jezusa byli przecież tylko niewielką mniejszością, w świecie wrogim im, ale byli ożywieni wielką wiarą.
Jakiż to dla nas przykład!
Ponieważ być owieczką Pana nie oznacza tworzenia stada beczącego ze zrezygnowaniem, ale lud w drodze, pod przewodnictwem dobrego Pasterza.

To także „skorzystanie” z przykładu pasterza, z jego cech.

Mamy dzisiaj nowe wyzwania do podniesienia, gdyż wobec społeczeństw, które tracą swe  wartości, które wbrew pozorom nie mają już istotnych punktów odniesienia chrześcijańskich, które zaczynają przypominać społeczeństwa antyczne, drążone zepsuciem, mamy przywilej posiadania Pana, który jest także naszym Zbawicielem.
I który - pomimo mylących pozorów – pozostaje Zbawicielem świata.

A zatem wyobrażenie pasterza opisuje naszą relację z Bogiem: naszą relacją jako jednostek, jak i społeczności.
Opisuje także nasze cechy, które należałoby w sobie wypracowywać…

Niech będzie Pan pochwalony za taką miłość!

Rozważanie Ewangelii wg św. Mateusza

(1) Wtedy Duch zaprowadził Jezusa na pustynię, aby go kusił diabeł. (2) A gdy pościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, wówczas łaknął.(3) I przystąpił do niego kusiciel, i rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, powiedz, aby te kamienie stały się chlebem. (4) A On odpowiadając, rzekł: Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. (5) Wtedy wziął go diabeł do miasta świętego i postawił go na szczycie świątyni. (6) I rzekł mu: Jeżeli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisano bowiem: Aniołom swoim przykaże o tobie, abyś nie zranił o kamień nogi swojej. (7) Jezus mu rzekł: Napisane jest również: Nie będziesz kusił Pana, Boga swego. (8) Znowu wziął go diabeł na bardzo wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz chwałę ich. (9) I rzekł mu: To wszystko dam ci, jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon. (10) Wtedy rzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Albowiem napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz. (11) Wtedy opuścił go diabeł, a aniołowie przystąpili i służyli mu.


Wprowadzenie

W Ewangelii Mateusza opowiadanie, tak znane wielu, o kuszeniu Jezusa, następuje bezpośrednio po opisie Chrztu Jezusa.

Przeczytawszy uważnie teksty Starego Testamentu, które cytowane są w opowiadaniu Mateusza, zauważymy łatwo, że opisują one sytuację każdego człowieka przed Bogiem. Pozwoli na to na przyjęcie istotnego dla naszego rozważania założenia, że oto opowiadanie Mateusza chce ukazać sytuację każdego człowieka przed Bogiem; człowieka, który chce być Bogu wierny, który chce przeżyć życie w prawdziwej swojej tożsamości.

Kolejna istotna uwaga: nie jest istotnym (a niektórzy usiłują prowadzić dyskusje z tym związane), czy wydarzenie kuszenia Jezusa było pojedynczym faktem, faktem jednostkowym, czy też faktem

wielokrotnym, który mógł się pojawiać w Jego życiu każdego dnia, jako stały element Jego walki duchowej (jak też dzieje się w życiu ludzkim, każdego dnia…).
Możemy równie dobrze powiedzieć, że historia Mateusza opisuje stałą walkę duchową tak Jezusa, jak i każdego człowieka, który chce żyć życiem w prawdziwej i konstruktywnej relacji z Bogiem.
Bardzo istotne jest podkreślenie, że doskonałość i boskość Jezusa w tekście Mateusza nie są abstrakcyjne, czyli oderwane od rzeczywistości, w którą Pan chce nas wprowadzić przykładem swojego życia. Mają one swój sens pedagogiczny – służą one ukazaniu ludzkiego posłuszeństwa Bogu Ojcu.

Rozwinięcie

Duch prowadzi Jezusa na pustynię.
Uwaga od razu: chodzi tutaj o Pustynię Judy, która służyła szeregu grup religijnych (na przykład szeroko opisywanym esseńczykom) za miejsce, w którym z dala od ludzkich aktywności i ciekawskich spojrzeń można było oddać się refleksji, medytacji. Były tam grupy drzew i źródła wody.
Możemy powiedzieć, że Pustynia Judy była takim swoistym miejscem „rekolekcji indywidualnych”.

To tam, w swojej medytacji Jezus spotyka kusiciela.
Celem diabła nie jest poddanie Jezusa próbie, aby Go w konsekwencji – po przejściu przez próbę - umocnić (czyli przez przezwyciężenie trudności próby samej w sobie).
Diabeł chce Go doprowadzić do zanegowania Jego powołania (Jego tożsamości) Syna posłusznego Ojcu.
Sytuacja jest podobna do tej z 3 rozdziału I Księgi Mojżeszowej/Rodzaju:
Człowiek jest oblegany przez diabła w sytuacji możliwego efektywnego wolnego wyboru, by móc odrzucić diabła (lub poddać mu się) w wolności wyboru.
Post:
Warto poświęcić kilka słów znaczeniu postu.
Pamiętajmy, że wbrew tradycji kościelnej, która utrwaliła się w wiekach kolejnych (pod wpływem religii pogańskich) post biblijnie rozumiany nie jest praktyką ascetyczną, czyli nie jest działaniem mającym służyć wzmocnieniu się w czymś, w jakiejś cesze, nabyciem nowej umiejętności panowania nad sobą w jakiejś konkretnej sferze.
W świecie biblijnym ma głównie charakter przygotowania do czegoś (do wydarzenia, do poznania, do odczytania faktów życia, itp.).
Post Jezusa ma pomóc Mu w Jego oczekiwaniu z uwagą na to, co Bóg zechce Mu objawić.
Kolejna uwaga, wydająca się istotną: fakt, że Jezus zaczyna odczuwać głód nie oznacza, że jest On blisko upadku w pokusę pożądania dóbr tego świata…

Pokusy.
Zastanówmy się teraz nad kwestią pokus, które są terenem działalności kusiciela.
W trzech pokusach, jakich diabeł używa w próbie zwiedzenia Jezusa,  to słowo odegra pierwszą rolę. Pokusy rozgrywają się na terenie dialogu słowem.

Nie wiadomo (ale też nie jest to zbyt istotne) pod jaką postacią i w jakiej formie diabeł zbliża się do Jezusa. Nie wiemy też, czy chodzi o pokusę zewnętrzną, czy wewnętrzną.
Wiemy tylko to, co diabeł mówi i co Jezus odpowiada.
Diabeł i Jezus stają do konfrontacji wprost, w słowach wypowiadanych z dużą precyzją.
Uwaga: w. 6 – „jeżeli”, które polskie tłumaczenie Biblii warszawskiej wywodzi z gr. ei, w Nowym Testamencie oznacza bardzo często „ponieważ”. Wydaje się dużo ciekawszym przetłumaczenie kuszenia, z: nie „jeżeli jesteś Synem Bożym”, na: „ponieważ jesteś Synem Bożym”. Znaczenie pokusy staje się wtedy wyraźnie głębszym (i jej swoista perfidia…).

Szatan próbuje oddalić Jezusa od Jego powołania posłusznego Syna, zapraszając Go do użycia Jego własnego autorytetu (Syna) do realizacji Jego – Jezusa (własnych) celów.
Jak wygląda odpowiedź Jezusa?
Nie odpowiada Mu On sam, ale cytuje Pismo Św.
Co ciekawe, nie Jezus używa tekstów tzw. mesjańskich (co już zaznaczyliśmy we wprowadzeniu do naszego rozważania), ale tych, które odnoszą się do sytuacji człowieka - w ogólności - przed Bogiem.
Jezus podkreśla to, co powinien robić człowiek wierny Panu.

Zauważmy, że pierwsza pokusa to „chleb”. Symbolika chleba pozwala na jej odniesienie do życia konkretnego i całkowitego człowieka. Sam chleb nie jest jednak w stanie tego życia wypełnić, nadać mu właściwy sens.
To, co materialne, pomimo całej jego ważności, nie wypełnia naszego życia.
Tu możemy pozwolić sobie na drobną uwagę aktualizującą sens tego stwierdzenia: żyjemy w świecie, w którym wartość naszego życia, wartość osoby ludzkiej jako takiej, usiłuje się przedstawić w relacji do tego nie kim jest, ale co ma… Warte jest to zastanowienia, kto jest „ojcem” takiego mechanizmu?...

Druga pokusa.
Następuje przemieszczenie się w przestrzeni pokusy. Miejscem jej staje się „miasto święte” – święte poprzez obecność tam Świątyni (w Jerozolimie).
Szatan zwiększa tutaj intensywność swojego kuszenia. Wręcz wydaje się jakby znacząco bardziej śmiały, niż wcześniej.
Jego pokusa operuje na terenie wiary jego rozmówcy (tu: Jezusa), bo odnosi się do symboliki z nią związanej (Świątynia, sakralność, miejsce „święte”…). 
Zauważmy też, że szatan posiłkuje się Ps 91, który chwali Opatrzność Bożą, co jest jego szczególnym wyrachowaniem.
Na tę ewidentną próbę szermowania tym, co najświętsze, czyli Słowem Bożym, Jezus odpowiada słowami, których sens jest następujący: dobrze jest mieć ufność w Bogu, ale jest koniecznym, aby nie była to „ufność”, pod pozorem której kryje się ukryta chęć podporządkowania sobie mocy Bożej, posługiwanie się nią dla realizacji własnych ambicji.

Sens tej pokusy, podkreślmy to od razu bardzo mocno, jest następujący: szatan próbuje odciągnąć Jezusa od Jego synowskiego posłuszeństwa Ojcu; chce osiągnąć taki efekt, by Jezus nabrał poczucia autonomiczności swojej mocy Syna, pełnego własnych ambicji.
Szatan nie proponuje tutaj akcji pozornie złej samej w sobie, ale efekt jej miałby być straszny, skutkowałby stworzeniem rzeczywistości od Boga niezależnej, autonomicznej.

Trzecia pokusa.
Wyjawia całkowicie intencję szatana. Jest nią odciągnięcie Jezusa od całkowitej służby Ojcu i poddanie Go, uczynienie z Niego adoratora diabła.
„Wysoka góra”, o której mówi tekst, jest figurą retoryczną, mającą podkreślić intensywność ukazania Jezusowi wszelkiej chwały królestw tego świata.
Słowo „chwała” ma tu znaczenie zaczerpnięte ze Starego Testamentu. Wyraża ja hebr. słowo kabot, odnoszące s ogromne bogactwo, siłę militarną i polityczną.
To tej chwały szatan jest „księciem”, dominuje w niej; w tej rzeczywistości szatan ma swoje prowizoryczne panowanie…
Pokusa jest bardzo finezyjna. Kryje się za nią oferta, której bardzo trudno się oprzeć: szatan chce oddać Jezusowi ten świat jego „chwały”, a przecież właśnie ten świat Jezus chciałby przemienić. Dzięki „wejściu w układ” z szatanem Jezus mógłby uzyskać natychmiastowy i pełny dostęp do tej rzeczywistości, o którą chce walczyć…

Jezus staje zatem przed wyborem radykalnym: paktować z diabłem, poddać się jego planom, aby swoją moc Syna zaangażować dla dobra tego świata (mając go dla siebie, mógłby go przemienić), czy też pozostać całkowicie wiernym Ojcu, nie poszedłszy „na skróty”, próbując osiągnąć efekt już tu i teraz.
Taki zresztą był sens znanej legendy Dostojewskiego o Wielkim Inkwizytorze.
Wybór, przed którym staje Jezus, to wybór pomiędzy stawianiem na Jego własną moc, a synowską służbą Ojcu – oddaniem Ojcu.
Poddanie, ugoda Jezusa z diabłem, byłaby utratą Jego tożsamości Syna.

Jezus nie podporządkowuje się, ponieważ Jego misją jest służenie Bogu i ludziom.
Jezus wybiera w konsekwencji między adoracją Boga i diabła.

Nazwanie szatana przez Jezusa po imieniu jest podkreśleniem Jego, Jezusa, mocy nad diabłem, zdolnością odrzucenia go, wygnania go (gr. upago).

Służba Bogu
Nie ma innej służby Bogu, jak w pokornej adoracji, w pokłonie (gr. praskuneseis).
Jezus odrzucił pokusę siły i woli mocy, aby służyć, żyć i umrzeć z jedynym autorytetem posiadanym przez siebie – tym, który otrzymał od Ojca.
Słowo najbardziej istotne dla życia Jezusa to służba.
Służba Bogu Ojcu = prawdziwa służba człowiekowi.
Możemy także stwierdzić, że służba Bogu (w pokorze i oddaniu) to prawdziwa tożsamość człowieka.

Jeszcze krótko o Wieczerzy Pańskiej ...

W poniższym artykule chcę przypomnieć w kilku słowach to, co zostało już powiedziane w poprzednich, w kwestii Wieczerzy Pańskiej.
Znajdziemy tu raczej uwagi o charakterze ogólnym, odwołujące się do terminologii i wyjaśnień, które padły w artykułach poprzednich.
To, na co chciałbym zwrócić uwagę, to to, że w centrum bieżącego rozważania umieszczone jest kalwińskie rozumienie Wieczerzy Pańskiej.
Wynika to z faktu, że z jednej strony w sposób naturalny odnosi się do nauczania, które znajdujemy w kolejnych niedzielach komentowanego przez nas Katechizmu Genewskiego, ale także wynika ono z mojego osobistego przeświadczenia, że ujęcie kalwińskie w sposób szczególnie biblijny i rzeczowy łączy pozytywne elementy obecne w nauczaniu różnych Kościołów.
Takie biblijnie wierne łączenie istotnych elementów nauczania daje tym samym pole do spotkania i dialogu, a wszyscy wiemy, że kwestia Eucharystii, Wieczerzy Pańskiej, Komunii, są tymi zagadnieniami, które w szczególny sposób w relacjach między-kościelnych budzą szereg wzajemnych negatywnych emocji. 




A zatem, przypomnijmy kilka zasadniczych elementów z kalwińskiego nauczania o Wieczerzy, które możemy włączyć w szerszy nurt teologiczny – zwany reformowanym, ale i podkreślić szczególność kalwinizmu na tym polu.
Zauważmy, że nurt reformowany w teologii, tu jeszcze kalwinizm wraz z Zwinglim, naucza, że w formule „To jest ciało moje”, słowo „to” jest równoznaczne z „ten chleb”.
Ten chleb jest – mówi Jezus - moim ciałem, moim ciałem, które jest wydane za was.
Ten chleb - z jednej strony - i ciało Jezusa - z drugiej - są dwoma obiektami o naturze radykalnie odmiennej.
Czyli, że jeden nie może być orzekającym o drugim, jak tylko jako rodzaj figury retorycznej, zamiennika.
Od tego momentu, owo „jest” nie może być przyjęte, jak tylko w znaczeniu „przedstawia”, „wyobraża”.
A zatem słowa „to jest ciało moje” należy rozumieć: ten chleb przedstawia lub wyobraża ciało moje.

Doskonale wiemy, że w momencie, kiedy Jezus celebrował pierwszą Wieczerzą, nie wydał On jeszcze swojego ciała na stracenie.
Termin „jest” nie może zatem być rozumiany, jak tylko w znaczeniu” „przedstawia aktualnie” (czyli w danym konkretnym momencie).
Kalwinizm naucza, nadal jeszcze z Zwinglim, ale i z Augustynem z Hippony, że już samo wierzenie w fakt, że Chrystus umarł za nas, już jest spożywaniem i piciem ciała i krwi Chrystusa, jakby wynikało w sposób naturalny ze słów: „wierz i jedz”.

Ale nie możemy zapomnieć, że kalwinizm w swoim nauczaniu idzie dużo dalej niż Zwingli. 
Naucza on, że elementy eucharystyczne nie są tylko symbolami reprezentującymi ofiarę ciała i krwi Chrystusa na Kalwarii, przez które mamy życie duszy, ale elementy te także uroczyście zaświadczają, że ten, który wierzy w moc tej ofiary krzyżowej nie tylko otrzymuje wybaczenie, ale jest także uświęcony. Dzieje się to oczywiście przez wiarę.
Dana osoba, wierząc w to co podane wyżej, jest włączona tym samym w ciało mistyczne, którego Chrystus wcielony jest Głową, a który ożywia to ciało przez Ducha; ożywia wszystkie części tego ciała mistycznego, jak dusza ożywia nasze ciało i łączy jego części.

Z tej racji, że to Chrystus wcielony, który – jako złożony w ofierze – komunikuje życie naszej duszy, koniecznym jest twierdzenie, że Jego ciało i Jego krew (sama substancja Jego ciała i Jego krwi), nie mają mniej mocy, aby żywić naszą duszę, niż chleb i wino posiadają dla żywienia naszego ciała ziemskiego. Oto, co symbole eucharystyczne nie tylko nauczają, ale i gwarantują temu, który wierzy.
Natomiast ten, który nie wierzy, otrzymuje tylko ciało i krew sakramentalne Chrystusa, a zatem tylko sakralne symbole tego, co jest obiecane i dane wyłącznie w wierze.

Takie jest właśnie wierne streszczenie znaczenia mowy Chrystusa w Kafarnaum, w Ewangelii Jana 6.
Wtedy, gdy mowa ta została wypowiedziana, słuchacze nie mogli mieć najmniejszej idei co do przyszłego znaczenia Wieczerzy Pańskiej.
Mowa ta (a pamiętajmy, że Wieczerza zostanie ustanowiona znacznie później) naucza jasno, że wierzyć w Chrystusa, stanowi w sobie już spożywanie i picie Jego ciała i Jego krwi, ponieważ jest to stawanie się jednym z Nim, jak wyraża to Jan 17,21 (Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś).

Wiara jest środkiem, przez który możemy pożywiać się Chrystusem.
Terminy Jana 6: przyjść do mnie, wierzyć we mnie, spożywać ten chleb, którym jest sam Chrystus, wymieniają się tutaj jak synonimy.
Dla przykładu, w wierszu 35 znajdujemy następujące słowa: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie, a w wierszu 58: Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki.

Można jeszcze dodać na zakończenie, że jest niemożliwym zawężenie tych słów do aktu spożywania kawałka chleba „konsekrowanego” i do picia łyka wina z kielicha.
Warto bowiem zwrócić uwagę, że Wieczerza nie jest jedynym środkiem komunii z Chrystusem.
Przecież wielu z chrześcijan widzi i zauważa, że jest zbyt wielu tych, którzy spożywają ten chleb i piją z tego kielicha, a którzy jedzą i piją sąd przeciwko nim, ponieważ nie rozróżniają ciała sakramentalnego Chrystusa i zwykłych składników pokarmu ludzkiego.
Z drugiej strony jest wielu chrześcijan, którzy nie mogą i nigdy nie będą mogli pić z kielicha i przełamać chleba eucharystycznego, a mają oni w sobie życie wieczne…

Kiedy wspominałem o możliwości wspólnej płaszczyzny, którą tworzy – w rozumieniu Wieczerzy – nauczanie kalwińskie, to przede wszystkim mówiłem to w odniesieniu do doktryny o komunii duchowej (czyli o akcentowaniu tego szczególnego działania Ducha Świętego i powagi elementu wiary, która pozwala pochwycić to działanie Ducha).

Kalwinizm pozwala chrześcijaninowi pojąć to, co nad-naturalne, a które wznosi się do szczytów tajemnicy, jednakże bez dewiacji w kierunku nieracjonalnym (czyli bez tworzenia nauka poza-biblijnych, opartych o dane wynikające bardziej ze spekulacji o dużym bagażu emocji i twórczej fantazji), ale także bez natury podporządkowanej służbie szczególnej łaski, co  prowadzi do istotnych i formalnych modyfikacji rozumienia sakramentu.

W doktrynie kalwinistycznej możliwymi są współpraca wiary i myśli w przedstawianiu teorii, a w jej praktyce także uświęcenie pełne szacunku do praw i rzeczywistości nad-naturalnych, wszystkich ziemskich form powołania przez ich konsekrację do służby Bogu.

Właściwe rozumienie tej doktryny i właściwe wprowadzenie jej w praktykę, są dużą szansą dla przyszłości i pojednania podzielonych Kościołów.
Doktryna o Wieczerzy została przez Kalwina stworzona w podwójnym celu: naukowym, przez rygorystyczny szacunek do danych biblijnych i ireniczny na polu kościelnym i może -  jeśli wierzący zachowają ich dobrą wolę, płynącą z głębokiej wiary – stać się punktem spotkania dla podzielonych chrześcijan.

Znaczenie Wieczerzy Pańskiej w nurcie reformowanym

Eucharystia, Komunia lub jak mówi się zgodnie ze zwyczajem reformowanym – Wieczerza Pańska, jest sakramentem  ustanowionym przez Chrystusa.

W sakramencie tym, jak nauczają Reformatorzy, zgodnie ze Słowem Bożym:
Przez akt dawania, przyjmowania i spożywania chleba i wina, w duchu ustanowienia Chrystusa, Jego śmierć jest przedstawiana, a ci, którzy w niej uczestniczą w sposób godny - jedzą i piją, nie w sposób cielesny, ale duchowo i przez wiarę, substancję Jego ciała i Jego krwi, ze wszystkimi dobrodziejstwami przyniesionymi przez Chrystusa ukrzyżowanego, a to dla ich odżywienia duchowego i ku ich wzrostowi w łasce.

1.    Dwa elementy Wieczerzy.

Jak Chrzest jest symbolem obmycia, to Wieczerza Pańska jest symbolem posiłku.
Składa się ona podstawowych elementów posiłku: z pożywienia, jakim jest chleb i napoju, którym tutaj jest wino.
Jest ona sakramentem, to znaczy działaniem rytualnym, stałą ceremonią z ustanowienia Bożego, przeznaczonym do reprezentowania, przypieczętowania i przypisania wierzącym łaski zbawienia.

2.    Znaczenie chleba i wina.

Śmierć Chrystusa jest reprezentowana przez akt dawania chleba i wina.
Chleb przedstawia ciało Chrystusa, a wino przedstawia Jego wylaną krew.
Ciało i krew są zatem reprezentowane przez dwa oddzielne symbole.
W organizmie żywym, ciało i krew są złączone. Dopiero przez śmierć lub ofiarę (w przypadku rytualnym, złożoną na przykład ze zwierzęcia) ciało i krew są oddzielone.
A zatem: podwójny symbol ciała pozbawionego krwi i samej krwi, która nie mogła być zgromadzona w kielichu, jak tylko dlatego, że została ona wylana, jest właśnie symbolem krwawej śmierci Chrystusa.

Jeżeli celebracja Eucharystii zatrzymywałaby się na łamaniu chleba i błogosławieniu kielicha, ceremonia ta miałaby już w takiej formie swoje duże znaczenie.
Nauczałaby nas, lub przypominała nam, że Chrystus umarł dla odpuszczenia grzechów wielu wierzących.
Ale Eucharystia/Wieczerza Pańska (czy raczej jej celebracja) nie zatrzymuje się tylko na tym fakcie.
Chrystus chciał upewnić każdego z uczestniczących w niej, że jeżeli będą wierzyć w tę naukę, będą mieli osobisty udział w tym pojednaniu. Zatem, Chrystus chciał uczynić z Eucharystii to, co my już bardziej „technicznie” określamy mianem sakramentu.
Jezus chciał zaznaczyć, że Jego ciało jest dla naszych dusz tym, czym chleb jest dla naszego ciała; chciał podkreślić, że:
- jak właściwym jest dla chleba podtrzymywać nasze ciała w tym życiu śmiertelnym, tak Jego ciało ma zdolność żywienia naszych dusz i odżywiania ich duchowo;
- i że jak wino wzmacnia ciało człowieka i daje mu radość, podobnie krew Chrystusa jest naszą radością i naszą siłą duchową. Po to chciał, by chleb i wino były spożywane przez wszystkich uczestniczących.
Dlatego też powiedzieliśmy w naszej definicji Wieczerzy Pańskiej, że spożywając jej elementy wierni - ci którzy wierzą i którzy tak właśnie godnie uczestniczą - jedzą i piją substancję ciała i krwi Chrystusa ukrzyżowanego; dlatego właśnie mówimy o ich pożywieniu duchowym i ich wzrastaniu w łasce.



3.    Realna obecność i włączenie w ciało mistyczne Chrystusa.

Już powiedzieliśmy, że dzieje się to nie w sposób cielesny, ale duchowo i przez wiarę.
To powyższe sprecyzowanie, powiedzmy to od razu, nie jest przeznaczone do zastąpienia pojęcia spożywania realnego ciała i krwi jakimś faktem wyobrażonym, jakąś „myślą”, ale do stwierdzenia jednej z najbardziej tajemniczych rzeczywistości wiary chrześcijańskiej.  Sprecyzowanie to ma jednocześnie oddalić ideę, zgodnie z którą byłoby koniecznym, aby ustalił się jakiś kontakt materialny pomiędzy ciałem Chrystusa i naszym własnym ciałem, lub też, że dochodzi do jakiegoś zmieszania fizycznego substancji tego ciała sakralnego (ciała Chrystusa) z naszym ciałem.
Taki kontakt, lub takie zmieszanie nie miałyby żadnej użyteczności dla bycia pożywieniem i życiem duszy.

Chrystus poniósł nasze grzechy w swoim ciele na drzewo krzyża.
Aby w pełni skorzystać z owocu tej śmierci nie jest koniecznym, by miało miejsce jakieś fizyczne dotykanie naszym palcem drzewa krzyża, ani też Jego – Chrystusa - świętego ciała, które do krzyża zostało przybite; nie chodzi też o wkładanie dłoni w Jego rany…
Jeszcze mniej chodzi o jedzenie i picie ustnie tego ciała i tej krwi.


Pismo Święte wznosi nas ponad tę pogańską koncepcję, kiedy jest nam powiedziane, że Chrystus zamieszkuje nasze ciała przez wiarę (Efezjan 3,17: żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości).
Ae też musimy powiedzieć, za Kalwinem, że sama wiara nie jest jeszcze komunią z Chrystusem ukrzyżowanym, jak chciał tego Zwingli Wiara jest środkiem, przez który realizuje się ta komunia, to zamieszkanie Chrystusa w nas, dzięki któremu wierzący może powiedzieć: żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Galatów 2,20).

Jest rzeczywistością ponad-racjonalną, głęboką tajemnicą (o której wyrażenie tutaj chodzi i którą wyrażamy z Jezusem w opowiadaniu z Kafarnaum przez metaforę) to, że nie tylko obejmujemy z żywą wiarą całą mękę i śmierć Chrystusa, i że w ten sposób otrzymujemy wybaczenie grzechów i życie wieczne.
Musimy mieć świadomość, że przez wiarę jesteśmy coraz bardziej zjednoczeni z substancją ciała i krwi Jezusa Chrystusa, przez Ducha Świętego, który mieszka w Nim i w nas, w taki sposób, że pomimo, iż On jest w niebie a my na ziemi, to pozostajemy zjednoczeni z Nim tak, jakbyśmy byli (zgodnie ze słowami Apostoła – Efezjan 5,30: gdyż członkami ciała jego jesteśmy) z Jego własnego ciała, ożywieni Nim i prowadzeni przez Niego, przez Jego Ducha, jak wszystkie części i członki jednego ciała są prowadzone jednym i tym samym duchem.



Oto co rozumiemy przez jedzenie i picie ciała i krwi Chrystusa.
W dwóch słowach: jest to bycie włączonym w ciało mistyczne Chrystusa, przez wiarę i dzięki działaniu Ducha Świętego.

A zatem, jeżeli wyrażenia typu „chleb z nieba”, „jeść z tego chleba” są metaforami, to ciało mistyczne Chrystusa, włączenie w to ciało i życie, które z niego płynie (z Głowy tego ciała, którą jest właśnie Chrystus), te pojęcia metaforami już nie są, ale bardzo obiektywną rzeczywistością.

Na zakończenie jeszcze raz zapytajmy: dlaczego zatem Jezus nazywa chlebem swoje ciało, kielich nowego przymierza swoją krwią, a Apostoł Paweł jedno i drugie komunią z ciałem i krwią Chrystusa?
Odpowiedź jest bardzo prosta.
Jest tak dlatego, że - w sakramentach - wierność Boga buduje relację tak ścisłą pomiędzy znakiem i rzeczywistością, dla tych, którzy je otrzymują zgodnie z wymaganymi warunkami, że znak staje się pieczęcią rzeczywistości i że otrzymuje imię rzeczy oznaczanej.
Tak też tłumaczy to św. Augustyn, na którego Reformatorzy lubili się powoływać w ich tłumaczeniach: „Pan nie wahał się z powiedzeniem: to jest moje ciało, dając znak swojego ciała”.

Podobnie w I Księdze Mojżeszowej/Rodzaju 17,12 (Każde wasze dziecię płci męskiej, po wszystkie pokolenia, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane; podobnie też wszystkie inne dzieci, zarówno urodzone w domu jak i nabyte za pieniądze od jakiegokolwiek cudzoziemca, który nie jest z potomstwa twego) obrzezanie jest nazwane przymierzem zawartym przez Boga z Abrahamem, a o baranku paschalnym jest powiedziane: Dzień ten będzie wam dniem pamiętnym i będziecie go obchodzili jako święto Pana; będziecie go obchodzili przez wszystkie pokolenia jako ustanowienie wieczne (II Mojżeszowa/Wyjścia 12,14), a Apostoł Paweł mówi o skale, z której są napojeni Izraelici:  i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus (1 Koryntian 10,4).


niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozważanie Ewangelii wg św. Jana 15,1-8

Jana 15,1-8:

(1) Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest winogrodnikiem. (2) Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc. (3) Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem; (4) trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. (5) Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. (6) Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną. (7) Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam. (8) Przez to uwielbiony będzie Ojciec mój, jeśli obfity owoc wydacie i staniecie się moimi uczniami.

W dzisiejszym rozważaniu będziemy operować bardzo silnie symboliką, poddamy się tej swoistej grze wyobraźni, jaka była (i jest) charakterystyczna dla kultury Bliskiego Wschodu, czyli miejsca powstania większości ksiąg biblijnych.
Głównym obrazem, któremu dzisiaj będziemy się przyglądać, jest ten winnicy, którego Jezus użył w swoim nauczaniu podanym przez Ewangelistę Jana.

W całej Biblii winnica jest rośliną przynoszącą owoce, jest jedną z najbardziej obecnych w opowieściach biblijnych.
Po raz pierwszy ukazuje się wraz z Noem, jako znak nowej epoki.
To po wyjściu z Arki Noe zasadził winnicę (1 Mojżeszowa 9,20).
Później, podczas przejścia przez pustynię, winnica stanie się, dla synów Izraela, znakiem obiecanej obfitości.
A kiedy Mojżesz wyśle swoich ludzi, żeby obejrzeli kraj Kanaanu, powrócą oni z ich misji przynosząc jako świadectwo o jakości tej ziemi gałąź winnicy, z kiścią winogron (4 Mojżeszowa 12,23).
W Pieśni nad pieśniami, winnica, cytowana obficie, przedstawia kochaną kobietę i przez rozszerzenie interpretacji staje się wręcz symbolem miłości.
Wreszcie, w ustach proroków, winnica przyzywa historię relacji między Bogiem i Jego ludem.
Ważność winnicy w Izraelu, liczne zabiegi pielęgnacyjne, których wymaga winnica, doprowadziły proroków do widzenia w niej alegorii (czyli znaku, obrazu przedstawiającego pewną rzeczywistość) troski Boga o Jego lud.
Winnica przymierze narodu wybranego z Bogiem, którego owocami są prawo i sprawiedliwość (Izajasza 5), ale także nadzieja mesjańska.
W Księdze Izajasza, stanowi ona jeden ze znaków charakterystycznych nowego nieba i nowej ziemi (Izajasza 65).

Słowa Jezusa są zatem obarczone poważnym bagażem symbolicznym, bardzo obecnym w pamięci Jego słuchaczy.
Jezus sam Identyfikuje się z krzewem winnym, mówiąc nam, że w Nim zakorzenia się w naszej ziemi życia miłość winogrodnika (czyli osoby uprawiającej winnicę), że w Nim zakorzenia się Nowe Przymierze z Bogiem, ofiarowane nam.
Zatem, Jezus nie zadowala się przypomnieniem symboliki winnicy, on ją rozwija i nadaje jej jeszcze więcej sensu.

Weźmy dla przykładu te trzy słowa: wy jesteście latoroślami.
Być latoroślą (czyli pędem roślinnym, młodą gałązką), to rozpoznać i uznać w Chrystusie samą zasadę, czyli najważniejszy fundament naszego wzrastania, naszego osobistego rozwoju.
Słowa rozwój nie należy pojmować tutaj w znaczeniu ekonomicznym.
Nie chodzi o stawanie się coraz większym w posiadaniu, coraz bardziej skutecznym w działaniu.
Wręcz przeciwnie, wzrost, wzrastanie w ustach Jezusa zawiera – ku naszemu zaskoczeniu - ideę straty, wyzbycia się czegoś, co jest wyrażone przez proces przycinania winnicy, o którym w Jego – Jezusa – kręgu kulturowym wszyscy wiedzieli (przecież winnicę – żeby dobrze rosła - trzeba przycinać).

A jednak, wszystko na tym świecie mówi nam, że nie wolno nic stracić, nic utracić: nie wolno tracić pozycji, czasu, zwolenników, osób popierających, pieniędzy; nie wolno nic stracić z własnej wydajności sportowej, czy intelektualnej.
Chrystus natomiast, mówi coś odwrotnego, zachęca nas do odrzucenia tego snu o możliwości (i konieczności) zachowania wszystkiego.
Zachęca nas do wyzbycia się, by z Nim dopiero konstruować, budować.
Wyzbycia się, czyli odrzucenia opierania o te wyśnione przez nas wartości sensu i kierunku naszego życia.
Jezus zwiastuje, że ten, który straci swoje życie (czyli zmieniwszy punkty odniesienia w jego życiu), ten je znajdzie (koncentrując się na Jezusie - Mateusza 16,25).
Czyli, w takim rozumieniu, wierzyć w Chrystusa jest ciągłym umieraniem i ponownym rodzeniem się.

Ręka winogrodnika przycina gałęzie winnicy, aby pobudzić ją do życia.
George McDonald, szkocki pisarz dla dzieci i młodzieży z przełomu XIX i XX wieku, znany z pięknych baśni, napisał słowa znamienne: Będziecie umarli, dopóki będziecie odrzucali konieczność śmierci.
Nie można przynosić owoców życia, jeżeli nie umrze się w sobie samym, dla pewnego rodzaju przywiązań, dla pewnego rodzaju poczuć pewności, przede wszystkim dla pewnego rodzaju życiowych kompromisów, którymi żyjemy.

Latorośl, która nie przynosi owocu, jest tą, która odrzuca bycie w stałej wymianie z drugą latoroślą, drugą gałęzią krzewu
Zauważcie, że w winnicy latorośle są (jak w każdej roślinie) ściśle ze sobą powiązane, czerpią z siebie wzajemnie siłę.
Jeśli jakaś latorośl uznałaby tylko w niej samej zasadę i jedyną możliwość wzrostu (w niej samej i wyłącznie dzięki niej samej) – taka latorośl obumrze sama, ale też powoduje chorobę całego krzewu!…
Pamiętajmy jednak, aby nie nadużywać symboliki.
Dla przykładu zeschła latorośl, wrzucona do ognia, nie oznacza wrzucenia jej do piekła.
Ten obraz piekła był obcy Jezusowi, Jego wyobraźni kulturowej.
Nie, obraz zeschłych latorośli, wrzuconych do ognia przywołuje po prostu obraz ludzkości w jej śmierci, w jej odrzuceniu rozwoju i jej tym samym utracie sensu i użyteczności.

W Ewangelii stale rozlega się głos Chrystusa, który mówi nam: Bądźcie w pełni ludźmi, a nie ludźmi ogarniętymi przez fałszywe pojęcie pełni.
Bądźcie w pełni ludźmi, czerpiąc ze mnie witalne soki (jak winnica czerpie to co konieczne z gleby, na której wzrasta).
Bądźcie w pełni ludźmi dzieląc się tymi sokami witalnymi między wami, w poczuciu tworzenia jednego organizmu, wzajemnie za siebie odpowiedzialnego.
Kto jednak słyszy ten głos?
Kto słyszy ten głos w naszym świecie, świecie, któremu wydaje się być od Boga niezależnym, albo mającym fałszywe o Bogu wyobrażenie?
W tym świecie, który tak panicznie boi się konieczności przycięcia tego, co konieczne do prawdziwego rozwoju?
W zamknięciu na ten głos Jezusa leży sedno problemu tego, że w życiu tak wielu osób dominuje poczucie braku smaku życia, braku jego sensu, braku radości.
W zamknięciu na ten głos leży problem, że niektóre życia wysychają…

Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu…
Przynosić owoc, wydawać owoc, to wyrażenie pada kilkakrotnie w przeczytanym przez nas fragmencie biblijnym, jak leitmotiv, jak absolutna i nagląca konieczność w ustach Jezusa, który ma świadomość swojej nieuniknionej śmierci.
Jakby Jezus chciał powiedzieć: „Posłuchajcie mnie dobrze, ja zostanę zabity, ale moje serce będzie nadal biło w waszych sercach, moje słowa pozostaną w was”.

W całym tym wyobrażeniu winnicy wyczuwamy, co oznacza być chrześcijaninem.
To, co czyni chrześcijanina, to jego zdolność otrzymania, przyjęcia, otwarcia się na obecność Chrystusa i w konsekwencji zdolność do zmieniania się, stawania się, przynoszenia owocu.

Owoc, który przynosimy, nie jest jakimś dodatkiem do naszej osoby, jest znakiem Obecności Chrystusa w Duchu Świętym, która nas wypełnia, która wylewa się z nas i która prowadzi nas do drugiego człowieka.
Jest znakiem spotkania.
Trwajcie we mnie, a ja w was.
Spotkanie międzyludzkie jest dla chrześcijaństwa tym bardziej fundamentalne, że winnica jest obrazem stałej komunii, stałej wspólnoty.
Mówi ona o początku, pochodzeniu tego pierwszego kontaktu, kiedy z nasienia rodzi się zaczątek rośliny, ta pierwsza społeczność życia, która kształtuje dalsze życie, będąc dalej wspólną przygodą latorośli…
Otrzymując i przyjmując ożywcze soki od Chrystusa, odkrywamy obecność innych latorośli, innych gałązek, które tworzą ten sam krzew.
Ponadto, winnica mówi o szerszej jeszcze otwartości.
Ona jakby wyciąga ramiona, przynosi owoce dla wielu wokół nas, nawet tych, którzy nie są z tego samego krzewu, z tej samej winnicy.
Winnica daje owoce światu, dla jego lepszego życia…

A zatem, wyobrażenie winnicy przeczy egocentryzmowi, coraz bardziej obserwowalnemu w naszym świecie, tej „ego-kulturze”, tej kulturze „mnie” i „mnie samego”, która widzi w drugim człowieku pozbawienie nas czegoś, widzi zagrożenie dla nas.

Na murach katakumb, gdzie chowano ciała zmarłych, na sarkofagach pierwszych chrześcijan bardzo często - jako element ozdobny - zobaczymy winnice z kiściami winogron.
Te narysowane winnice, czasami wyrzeźbione, były dla naszych ojców w wierze symbolem opozycji wobec sił zniszczenia, które można obserwować w naszym świecie.
W samym sercu grobów chrześcijańskich, te winnice mówią o wierze w przyszłość.

Można, po całym tym naszym rozważaniu dodać jeszcze, że to, co czyni chrześcijanina, to ta wiara w przyszłość.
To trochę tak, jak wtedy, kiedy wspomniani już wysłannicy Mojżesza powracają z gałęzią krzewu winnego, jako dowodem istnienia żyznej ziemi poza pustynią, na której dotąd naród wybrany wędrował tak długo.
Chrystus jest właśnie takim dowodem, On jako krzew winny, On jest dowodem możliwości budowania i istnienia innego świata, świata, który może się narodzić.
Trwanie w Chrystusie jest byciem w stałym podążaniu do tego świata, który ma nadejść.
Latorośle są wyciągnięte w kierunku przyszłości, zwiastują czas winobrania, który ma nadejść.

Jako chrześcijanie jesteśmy właśnie jak te latorośle, które przeciwstawiają się swoją symboliką światu, który coraz bardziej poddaje się rozczarowaniu lub cynizmowi, światu, który kiedy śni o swojej przyszłości widzi ją jako projekcję własnego egoizmu, narcyzmu, czyli skrajnego skoncentrowania się wyłącznie na sobie samym, w opozycji do wszystkich wokół.

A zatem, trwanie w Chrystusie jest spojrzeniem i dążeniem ku przyszłości.
Jest dążeniem ku przynoszeniu owoców życia, które dają prawdziwą radość nam samym i tym, z którymi życie to dzielimy. Amen