poniedziałek, 2 marca 2015

Rozważanie Ewangelii według św. Marka, 12,1-12

Mk 12,1-12



(1) I począł mówić do nich w podobieństwach: Pewien człowiek zasadził winnicę, ogrodził ją płotem, wkopał prasę, zbudował wieżę, potem ją wynajął wieśniakom i odjechał. (2) A we właściwym czasie posłał do wieśniaków sługę, aby pobrał od nich część plonów winnicy. (3) Lecz oni pojmali go, obili i odesłali z niczym. (4) I znów posłał do nich innego sługę, ale i tego zranili w głowę i zelżyli. (5) Posłał jeszcze innego; tego zabili i wielu innych, z których jednych obili, a drugich pozabijali. (6) Miał jeszcze jednego, syna umiłowanego; posłał go do nich na końcu, mówiąc: Uszanują syna mego. (7) Ale wieśniacy owi powiedzieli sobie: To jest dziedzic, nuże, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze. (8) I pojmali go, zabili i wyrzucili go poza winnicę. (9) Co uczyni pan winnicy? Przybędzie i wytraci wieśniaków, a winnicę odda innym. (10) Czy nie czytaliście tego Pisma: Kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się kamieniem węgielnym. (11) Pan to sprawił i to jest cudowne w oczach naszych. (12) I usiłowali go pojmać, ale bali się ludu; wiedzieli bowiem, że przeciwko nim wypowiedział to podobieństwo. I opuściwszy go, odeszli.

Przeczytaliśmy jedną z najbardziej dramatycznych wypowiedzi Jezusa, będącą w pierwszym rzędzie proroctwem dla Izraela, ale jednocześnie znakomitą analizą wszelkich zachowań religijnych… Tyle, że Jezus nie poprzestaje na analizie, ale daje także kierunek środkom zaradczym w sytuacji ewentualnego kryzysu.

Kiedy słuchacze Jezusa usłyszeli pierwsze słowa przypowieści: Pewien człowiek zasadził winnicę, itd. ... Nie potrzebowali długiego studium biblijnego, aby natychmiast zrozumieć większość słów wypowiedzianych przez Nauczyciela z Nazaretu, Jezusa.
W większości posiadając minimum znajomości Starego Testamentu od razu poznali znaczenie poszczególnych elementów przypowieści:
- właściciel winnicy to Bóg,
- winnica to dom Izraela….
Dla tych bardziej obeznanych nie tylko z lekturą bieżącą, ale i z tradycją interpretacji tekstów świętych, było bez mała oczywistym, że ogrodzeniem winnicy jest Prawo Boże, Torah, oddzielające winnicę od pozostałej części świata; wieża, to świątynia, a prasa w winnicy, to ołtarz, na którym składane były ofiary. Takie były zwyczajowe formy interpretacji symboli w tamtych czasach, z których zresztą skrzętnie skorzystał Jezus…

Kim jednak są owi wieśniacy, którym winnica jest wynajęta? Ci, którzy będą usiłowali pozbawić winnicę właściciela?
Kontekst wypowiedzi Jezusa jest dość jednoznaczny: są to rozmówcy Jezusa, Jego przeciwnicy, którzy chcieli Go wielokrotnie schwytać na jakimś wykroczeniu, po to, by Go za Jego prowokacyjne - w ich odczuciu - słowa ukarać…
To ci, dla których Jezus zaburzał system, ich spokój funkcjonowania, oparty o ich wyobrażenia oraz chęć wpisania Boga samego w ich własne wyobrażenia i oczekiwania, nie chcąc samych siebie oddać w pełni Bogu, zgodnie z tym co Bóg sam im daje poznać… To ci, którzy stworzyli złożony i skomplikowany system religijny, oparty o świątynię w Jerozolimie, rzeszę jej pracowników, służb, składających się z tysięcy osób korzystających z systemu religijnego, dającego pozory spokoju i stabilizacji…

Powiedzieliśmy, że Jezus opisuje w swojej historii coś, co w pierwszym rzędzie odnosi się do Izraela, ponieważ istotnie przypowieść Jezusa zwiastowała wielką zmianę w Izraelu.
Istotnie, w 70 r. n.e., czyli kilkadziesiąt lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, nastąpił straszny krach dla Narodu Wybranego. Oto po morderczym powstaniu Żydów przeciw okupantowi rzymskiemu, ci ostatni zniszczyli Świątynię w Jerozolimie, która była nie tylko symbolem, ale ostoją wiary Izraela. Wraz ze zniszczeniem świątyni miało nastąpić unicestwienie całości tożsamości wiary Izraela, tak przywiązanego do tego miejsca świętego, tak uznającego go za centrum ich wiary.

Istnieje pewna historia żydowska, bardzo piękna, w której fakty przeplatają się z legendą:
Yohanan ben Zakkai, mędrzec Izraela, który przebywał w Jerozolimie w czasie oblężenia jej przez Rzymian w 70 r. był załamany, ponieważ zrozumiał, że miasto jest stracone, a świątynia nieuniknienie będzie zniszczona.
Czyli – całość przyszłości Izraela była zagrożona.
Yohanan zdecydował się wyjść z miasta. Udając trupa został z miasta wywieziony. Udał się na spotkanie armii rzymskiej oblegającej miasto i poprosił o spotkanie z generałem tej armii. Stanął przed nim i pozdrowił go: Bądź pozdrowiony imperatorze!
Wespazjan, bo to był on, nakazał mu milczeć, ponieważ będąc tylko generałem mógł być łatwo posądzony o rebelię.
W tym momencie nadjechał wysłannik z Rzymu, obwieszczając, że oto cesarz Neron nie żyje, a Wespazjan został obwołany jego następcą.
Ponieważ Yohanan ben Zakkai był pierwszym, który zaanonsował mu tę nowinę, Wespazjan zwrócił się do niego, mówiąc, że wysłucha i spełni jego życzenie, najbliższe jego sercu.
Mędrzec, mając wybawienie Jerozolimy w rękach, poprosił o zgodę na otwarcie akademii żydowskiej, miejsca studium Pisma (ST) w Jawne, na wybrzeżu Morza Śródziemnego.
Rzymianin zgodził się na to, nie wiedząc, że wydając zgodę na prośbę, która wydawała mu się śmieszną i banalną, ratuje przed zniszczeniem Izrael .
W Jawne (już historycznie rzecz biorąc, bo istotnie akademia ta zaistniała i wywarła ogromny wpływ na przyszłość Izraela) wiara Izraela została odbudowana, opierając się już nie na tryptyku Świątynia-kapłan-ofiara na ołtarzu świątynnym, ale na studium Tory, Prawa Bożego, Pisma Świętego.
Ten właśnie typ judaizm, oparty o takie zasady, pozwolił przetrwać wierze Izraela wszelkie straszne bieżące (jak i późniejsze) niszczycielskie dla niego wydarzenia.

Czy ta opowieść ma dla nas jakieś znaczenie?
Ależ oczywiście. Odsyła nas ona natychmiast do czasów Reformacji i do największego snu Reformatorów – odnowy Kościoła powszechnego w oparciu o Słowo Boże.
To to samo pragnienie, jakie miał Yohanan ben Zakkai: nie w oparciu o wymyślne tradycje ludzkie, nie w oparciu o socjologiczny sens przynależności do jakiegoś nurtu religijnego, ale w oparciu o Słowo Boga samego można dopiero myśleć o prawdziwym życiu wiary; na poziomie tak wspólnotowym, jak i indywidualnym.

W poprzednich kazaniach wspominałem o zdystansowanym spoglądaniu na historię, ale nie po to, aby ją lekceważyć, nie ośmieliłbym się na taki krok.
Moja intencja była wręcz przeciwną - jeżeli chcemy nadać historii (np. historii naszego zboru) jej właściwą dla nas wartość (a myślę o wartości dla teraźniejszości naszej wiary) to musimy sobie uświadomić, że ważność tej historii zależy od pewnego faktu: na ile studiując ją, przyglądając się jej, nauczymy się od tych, którzy byli przed nami, ich powagi bycia świadkami tej ich szczególnej pasji Boga, ich szczególnego oddania Słowu Bożemu, które jedyne uczy nas nieomylnych zasad wiary i kształtuje nasze obyczaje, naszą moralność.
Sama w sobie historia, tradycja, bardzo ciekawe czasem zwyczaje, są zdecydowanie pasjonujące w wymiarze intelektualnym, ale nie mają dla nas mocy zbawczej przed Bogiem, nie zbudują ani Kościoła, ani nie skonstruują naszego intymnego życia z Bogiem, nie wykreują naszej z Nim relacji.
Życie Kościoła, nasza z Bogiem relacja, zależy od naszych poważnych, fundamentalnych wyborów tu i teraz, a te właśnie wybory – Boga jako centrum naszego życia – będą najlepszym gestem uszanowania naszej historii, czyli tych, którzy nas w życiu Kościoła poprzedzili.
A zatem nie przeszłość sama w sobie poprzez tradycje (jak Świątynia w Jerozolimie dla Żydów czasów Jezusa), ale powrót do sensu wiary Kościoła, którym jest Słowo Boże, usytuowanie go w centrum naszego życia, niech będzie jedyną drogą, która może ukształtować odnowę nie tylko naszego, ale wszystkich Kościołów w znaczeniu instytucjonalnym, stanowiących część Kościoła Powszechnego, którego ludzkie ambicje nie mogą podzielić.

Kościół Ewangelicko-Reformowany, którego jestem pastorem,  zawdzięcza swoją nazwę nie dążeniu, czy szczególnej zdolności przystosowania się do zmiennych trendów kultury danego okresu historycznego.  Jego reformowalność w nazwie nie oznacza braku tożsamości i bycia Kościołem innym od pozostałych poprzez pozorną otwartość i brak wymagań, co czyniłoby go szczególnie atrakcyjnym dla tych, którzy jakichkolwiek wymagań, będących dla nich wiążącymi, znieść nie chcą i nie mogą.
Ale to także nie zdolność powracania do dawnych (choćby niezwykle interesujących) tradycji w jego historii; z samego upodobania historii.

Kościół Ewangelicko-Reformowany, jeśli ta nazwa nie chce być nadużywaną, przypomina nam to najgłębsze dążenie Ojców Reformacji, aby Słowo Boże kierowało naszym życiem. Aby to samo Słowo, które dzięki Yohananowi ben Zakkaiowi pozwoliło Izraelowi przetrwać najtrudniejsze momenty jego historii, pozwoliło także nam zbudować nasze życie zborowe, naszej społeczności, a także życie indywidualne każdego z nas.
W takim Kościele obyśmy żyli, do takiego Kościoła będziemy mogli z czystym sercem i sumieniem zapraszać innych.