niedziela, 22 lutego 2015

Rozważanie Ewangelii według Marka 12,28-34

(28) I przystąpił jeden z uczonych w Piśmie, który słyszał, jak oni rozprawiali, a wiedząc, że dobrze im odpowiedział, zapytał go: Które przykazanie jest pierwsze ze wszystkich? (29) Jezus odpowiedział: Pierwsze przykazanie jest to: Słuchaj, Izraelu! Pan, Bóg nasz, Pan jeden jest. (30) Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej. (31) A drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Innego przykazania, większego ponad te, nie masz. (32) I rzekł do niego uczony w Piśmie: Dobrze, Nauczycielu! Prawdę powiedziałeś, że Bóg jest jeden i że nie masz innego oprócz niego; (33) i że jego miłować z całego serca i z całej myśli, i z całej siły, a bliźniego miłować jak siebie samego, to znaczy więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary. (34) A Jezus, widząc, że on rozsądnie odpowiedział, rzekł mu: Niedaleki jesteś od Królestwa Bożego. I nikt nie śmiał go już więcej pytać.


Kilka miesięcy temu poddaliśmy rozważaniu ten tekst Marka, nie wydaje się jednak, aby nie było słusznym zaproponować go pod refleksję po raz kolejny, wychwycić inne akcenty, niż te, które były proponowane wcześniej.
W dobie, gdy tylu „bogów” jawi się człowiekowi, powrót do podstawowego w swoim wymiarze przykazania staje się coraz bardziej konieczny.

Wprowadzenie.
Pan jest jeden, mówi Biblia, i to jest fundamentalne i pierwsze, stojące u podstaw wszystkiego przykazanie.
Oraz Biblia zaraz dodaje, że relacja z Nim, z naszym Bogiem, ma być relacją miłości (jest jeden i jest autorem miłości).
Będziesz miłował Pana, Boga swego – mówi Jezus, odwołując się tym samym w swojej odpowiedzi danej uczonemu w Piśmie do Ksiąg Starego Testamentu, do przykazań znanych każdemu wierzącemu z Narodu Wybranego.

Relacja miłości z Bogiem, relacja indywidualna, głęboka i prawdziwa, jest jedynym źródłem tej, która jest jej koniecznym, nieodwołalnym następstwem – relacją miłości z drugim człowiekiem, człowiekiem konkretnym, stojącym obok nas, tym, którego Słowo Boże tradycyjnie nazywa naszym bliźnim.

Rozwinięcie.
Dzisiaj chciałbym skupić się na właśnie tej drugiej części przykazania, przypomnianego przez Syna Bożego; tego, która mówi o miłości bliźniego.
Oczywiście, mam świadomość, że jest to temat bardzo wyeksploatowany w kazaniach, ale nie zmienia to faktu, że pozostaje on wciąż aktualny i warty rozważenia.
Chcę mówić o tych słowach Pańskich Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.

I zaraz na początku naszego rozważania, powinna przyciągnąć naszą uwagę relacja między Będziesz miłował bliźniego swego i jak siebie samego.
Można tę relację rozumieć następująco:

Najpierw, że nie możemy kochać naszego bliźniego, jak tylko na tyle, na ile kochamy sami siebie.
Jeżeli my samych siebie nie kochamy, nasza miłość do bliźniego będzie co najmniej dwuznaczna.

Można – niestety – czasem spotkać osoby, także w naszych Kościołach, czy w organizacjach pomagających potrzebujących, które całkowicie oddają się pomocy innym: chorym, dzieciom, osobom samotnym, ale których relacja wobec nich samych, a także wobec osób im najbliższych, ich rodzin, budzi wiele wątpliwości.

Niestety, zdarzają się takie przykłady osób, które pozwalają nam na zadanie pytań: Czy ich oddanie pomocy osobom obcym, bez przeniesienia tego samego na siebie samych, na osoby im bliskie, jest naprawdę przeniknięte miłością?
Czego tak naprawdę osoby te szukają?
Czy raczej przed czym usiłują uciec?
Znane są osoby, które przez lata były dla innych modelami altruizmu, bezinteresownego wydawałoby się oddania innym, a które pewnego dnia popadły w głęboką depresję, ich życie rodzinne poszło w rozsypkę, a nawet usiłowały targnąć się na ich życie.

Miłość bliźniego?
Kiedy „kocha się” bliźniego, bez kochania samego siebie, taka pseudo-miłość nie jest niczym innym, jak rodzajem usprawiedliwienia swego własnego istnienia.

Pamiętajmy jednak, że w Biblii, w Słowie Bożym, miłość bliźniego nie jest kwestią banalnych sentymentów.
Fragment Biblii, który najlepiej mówi o miłości, to świetnie znany 13 rozdział 1 Listu do Koryntian, gdzie padają słowa: Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, itd. ...
Ten rozdział podaje aż piętnaście słów charakteryzujących miłość, które określają jednoznacznie postawy działania, czasem trudne wybory, wymagające wysiłku, ale nie puste emocje.
To tymi słowami, które określają zaangażowanie myśli, rąk, nóg, czasem kieszeni Słowo Boże mówi o miłości bliźniego.

Równie konkretny jest fragment Księgi Kapłańskiej, która zachęcając nas do działania sprawiedliwego i pełnego szacunku wobec bliźniego mówi (rozdział 19, 9-18): Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka. ... Nie będziecie wydawać niesprawiedliwych wyroków. Nie będziesz stronniczym na korzyść ubogiego, ani nie będziesz miał względów dla bogatego. Sprawiedliwie będziesz sądził bliźniego. ... Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. ... Ja jestem Pan!

Kochanie bliźniego, według Słowa Bożego nie wpisuje się w rejestr emocji, czy sentymentów, jest to autentyczne przejęcie się, zaangażowanie, aby pomóc drugiemu żyć, aby pomóc mu wzrastać i rozwijać się.

To nie zastanawianie się: „czy znajduję mojego bliźniego sympatycznym”, ale to zastanawianie się nad „jak, w moim kalendarzu, moim planie zajęć, dałem świadectwo miłości bliźniego, w tych konkretnych dniach”.
I co ważne, kiedy myślę o bliźnich, ta kategoria obejmuje wszystkich, zarówno osoby obce, jak i osoby mi najbliższe, także moją rodzinę.

Takie postawienie sprawy pozwala nam zrozumieć inną szokującą zachętę Biblii, kiedy ta naucza nas, że należy kochać także naszych nieprzyjaciół.
Biblia nie zachęca nas do znajdowania naszych nieprzyjaciół sympatycznymi. Natomiast mówi, że mamy poszukiwać wszelkich środków, wszystkich rozwiązań, które pozwalałyby nam im pomóc, by wzrastali jako ludzie, by wzrastali także w wierze.

Pamiętajmy jednak, że tak wymagająca definicja miłości jest możliwa do realizacji tylko wtedy, gdy we właściwy sposób, odkrywszy miłość Boga do nas, kochamy samych siebie, a to wcale nie jest takie proste, ani ewidentne.

Kochać siebie, to kwestia czasu i uwagi, to potrzeba dbania o swego ducha, swoją duchowość, ale także o swoje ciało.
Każda z części naszej osoby musi znaleźć jej właściwe miejsce, być właściwie karmioną – duch modlitwą i Słowem Bożym, ciało - odpoczynkiem, dbałością i szacunkiem.
Dopiero wtedy będziemy mogli ofiarować prawdziwą i zaangażowaną miłość bliźniemu.

Miłość uniwersalna?
Biblia nie zachęca nas do miłości wszystkich ludzi, ale naszego bliźniego, czyli osoby konkretnie znajdującej się w naszym bliskim zasięgu.
Określenie kochanie wszystkich ludzi łatwo bowiem prowadzi do zwolnienia się z miłości konkretnej, bo słowo „wszyscy” nie ma żadnej twarzy konkretnej.

Biblia nie jest zainteresowana jakąś miłością „uniwersalną”, teoretyczną czy poetycką, ale miłością konkretną, zaangażowaną, praktyczną.
I taka miłość jest tylko wtedy możliwa, jeśli towarzyszy jej odwaga, bo trzeba dużo samozaparcia i odwagi, żeby pomóc bliźniemu się rozwijać, wzrastać.
Paradoksalnie, wbrew utartym stereotypom, przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, ale lenistwo i obojętność.

Miłość drugiego, to także poznanie cierpienia drugiego.
W pierwszej, najstarszej legendzie o Graalu, cudowny kamień jest przetrzymywany przez króla, w ¾ sparaliżowanego.
Miał on dać ten magiczny kamień temu, który pierwszy zapyta go: Jakie jest twoje cierpienie?
Dopóki nie zna się cierpienia drugiego, pozostaje się na płytkiej powierzchni jego osoby.
Miłość bliźniego jest czasem także naszym cierpieniem z nią związanym, kiedy nie potrafimy się w niej odnaleźć, kiedy znane nam środki zawodzą i czujemy się bezradni.

Miłość drugiego, to nie tylko danie mu przysłowiowego kawałka chleba – to może zrobić i maszyna, automat.
Kochać bliźniego, to znać i dzielić jego marzenia, sny, jego nadzieje i jego strachy, jego niepokoje.

Ciekawym wydaje mi się fakt, że Kościół anglikański (pisze o tym Eugen Drewermann) 6 maja 1956 r. obchodził setną rocznicę urodzin Zygmunta Freuda, by oddać cześć człowiekowi, który zaangażował swój talent i energię w słuchanie drugiego człowieka.
Osobie pytającej, jak to możliwe, że Kościół wspomina ateistę, jeden odpowiedzialnych Kościoła Anglikańskiego miał rzec: Jesteśmy głęboko przekonani, że pan Freud przestał być ateistą. Oczywiście ze stwierdzeniem tym można dyskutować, ale warte jest podkreślenie, że padło ono na podstawie świadectwa chęci prawdziwego wsłuchania w drugiego człowieka, które prezentował Freud i to wsłuchanie, jego potrzebę, jego konieczność Anglikanie chcieli podkreślić.  

Podsumowanie.
Odróżnienie miłości bliźniego, u jej początku, od sentymentów, jest celowe, ponieważ to dopiero prawdziwe zaangażowanie dla i wobec naszego bliźniego, czyli miłość zaangażowana, miłość-działanie, pozwoli nam w konsekwencji odczuwać sentymenty, prawdziwe sentymenty, emocje, wobec naszego bliźniego.
Nie zatem sentymenty, emocje są początkiem biblijnie rozumianej miłości wobec bliźniego, ale zaangażowanie dla niego, które w dalszej kolejności pozwoli nam mieć właściwe wobec bliźniego uczucia.

Jeśli nie nawiążesz zaangażowanego kontaktu z drugim, nie jesteś w stanie żywić wobec niego prawdziwych i zdrowych sentymentów na długi czas.
Dopiero wtedy będziesz mógł prawdziwie cieszyć się z jego sukcesów, współczuć mu i rozumieć jego przegrane, być z nim naprawdę tak i wtedy, kiedy cię potrzebuje.

Podsumujmy zatem całość:
⦁    Bóg jest miłością i mogę i powinienem Go kochać. On także jest sam w sobie źródłem wszelkiej miłości.
⦁    Kochając Boga, rozumiem i poznaję, że kocha On mnie i że ja także mogę kochać samego siebie.
⦁    Kochając mnie samego staję się zdolny do kochania mojego bliźniego, który to bliźni odsyła mnie w sposób stały do miłości Boga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz