niedziela, 16 listopada 2014

Rozważanie problematyki związanej z interpretacją Ewangelii według Mateusza 15,21-28.



(21) I wyszedłszy stamtąd, udał się Jezus w okolice Tyru i Sydonu. (22) I oto niewiasta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała, mówiąc: Zmiłuj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Córka moja jest okrutnie dręczona przez demona. (23) On zaś nie odpowiedział jej ani słowa. I przystąpiwszy uczniowie jego, prosili go, mówiąc: Odpraw ją, gdyż woła za nami. (24) A On, odpowiadając, rzekł: Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela. (25) Lecz ona przyszła, złożyła mu pokłon i rzekła: Panie, pomóż mi! (26) A On, odpowiadając, rzekł: Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom. (27) Ona zaś rzekła: Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich. (28) Wtedy Jezus, odpowiadając, rzekł do niej: Niewiasto, wielka jest wiara twoja; niechaj ci się stanie, jak chcesz. I uleczona została jej córka od tej godziny.

Epizod, w którym spotykamy stojącą przed Jezusem kobietę Syro-fenicjankę lub Kananejkę (Mateusza 15,21-28 ; Marka 7,24-30) zaskakuje bez wątpienia czytelnika – tym, jak wydawałoby się -  brutalnym stylem zachowania  Jezusa, który to wydaje się wręcz być blisko obrażenia kobiety tonem i treścią swoich wypowiedzi (Mateusza 15,26 ; Marka 7,27). Głoszący na podstawie tego tekstu nierzadko z trudem radzili sobie z powstałą trudnością...

Co ciekawe, ale i martwiące, że od pewnego czasu można spotkać specyficzną formę lektury biblijnej (możliwej do zastosowania do tego, jak i do innych tekstów Pisma). Lekturę tę chcemy tutaj poddać egzaminowi krytycznemu.

Mówimy tutaj o proponowanej interpretacji naszego fragmentu Ewangelii Mateusza, zgodnie z którą w opisywanej scenie Jezus miałby nie potrafić jakby wyjść poza granice narzucone Mu Jego wcieleniem, tzn. jako Żyd z I w. n.e. byłby zmuszony do prezentowania charakterystycznego dla Jego środowiska postawy nacjonalistycznej i wyrażającej lekceważenie tych „psów”, pogan nieczystych. Twardość wynikających z tego faktu sformułowań odzwierciedlałaby twardość Jego serca, wykazaną wobec wspomnianej kobiety. W konsekwencji to dopiero ona, w trakcie całego dialogu podanego w Ewangelii, w jakiś sposób „nawraca” Jezusa, zmienia Jego poglądy, doprowadzając do faktu, że zaczyna On patrzyć szerzej na otaczającą Go rzeczywistość.

Do tego można dodać jeszcze całą serię wersji lektury „feministycznych” tego tekstu, o podobnym charakterze, które chwalą wpływ tej kobiety na męską (czytaj szowinistyczną) duchowość Jezusa, rabbiego-uzdrowiciela…

Warto także wspomnieć tutaj wersję obecną w niektórych środowiskach ewangelicznych, zgodnie z którą Jezus nie powinien być oskarżany o zawinioną zatwardziałość serca, ale można myśleć, że wzrastał w mądrości i łasce (por. Łukasza 2,52), a spotkanie z tą kobietą spowodowało pewną w Nim zmianę, wyprowadzając Go z poczucia swojej misji, jeszcze zbyt zawężonej, na jej wymiar uniwersalny, powszechny.

Bardzo trudno, za wyjątkiem ostatniej wersji, przyjąć poprzednie w świetle ortodoksyjnej chrystologii, zgodnie z którą nigdy: zainteresowanie, otwartość Jezusa na grzeszników nie oznaczały dla Niego faktu popełniania tych samych grzechów.

A zatem, chcąc wejść w znaczenie naszego tekstu, spróbujmy posłużyć się metodą najbardziej prostą, szukając intencji Ewangelii (lub Ewangelistów). Uważamy zresztą portret Jezusa podany w Ewangeliach za wierny i unikamy debaty w tej kwestii, która nie jest tutaj dla nas produktywną.

Ograniczamy także ewentualne projekcje psychologiczne co do Jezusa, którego psychologia osobista pozostaje tajemnicą, nieporównywalną do naszych sentymentów i przekonań.

Przechodząc do egzaminu krytycznego wyżej wspomnianych interpretacji (jakoby to Jezus miał być „zmieniony” w swych przekonaniach przez kobietę Syro-fenicjankę, Kananejkę), po przejrzeniu szeregu komentarzy biblijnych, można stwierdzić, że wspomniany i krytykowany rodzaj lektury tych wydarzeń nie jest spotykany przed czasami współczesnymi. Informacja ta już w jakiś sposób powinna nastawiać krytycznie do samych teorii…

Ale przejdźmy do krytyki bardziej szczegółowej:

1.    Nic w tekście nie podtrzymuje – w sposób wyraźny - takiej interpretacji.

Zauważmy, że - w zakończeniu sceny - Jezus nie chwali kobiety kananejskiej za oddanie Mu racji, której wcześniej nie posiadałby, czy za to, że „otworzyła Mu oczy” na rzeczywistość której wcześniej nie dostrzegał. Co natomiast robi Jezus? Podkreśla jej wiarę: Niewiasto, wielka jest wiara twoja (Mateusza 15,28), zaufanie, jakie w Nim pokłada.

2.    Jezus już wcześniej głosił otwarcie na pogan.

Świadectwo Ewangelii (będącej naszym jedynym źródłem w tej kwestii) ukazuje - kilka rozdziałów wcześniej - Jezusa uzdrawiającego sługę setnika i w sposób szczególny podziwiającego wiarę samego setnika, poganina, jeszcze przed ogłoszeniem uczestniczenia pogan w uczcie mesjańskiej z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem (Mateusza 8,10 nn.).

Według Ewangelii Łukasza, Jezus, na początku swojej posługi, głosił o łasce wyświadczonej poganom w Starym Testamencie (Łukasza 4,25-27). U Mateusza 15, jak u Marka 7, to co jest dla naszego tematu istotne, to poddanie w wątpliwość pojęć czystości i nieczystości zewnętrznych, które to rzeczy w istocie oddzielają Żydów i pogan (por. Mateusza 15,10-20 ; Marka 7,14-23, z 19b do porównania z Dzieje Ap. 10,9-16 i 28).

Niektórzy komentatorzy podkreślają, że Jezus – przeciwnie do „nowoczesnej” lektury – w żaden sposób nie zmienił swojego postępowania po Marka 7.

3.    Przyjęta w sposób bezpośredni, twardość Jezusa w Jego zachowaniu jest ekstremalna i niezgodna z Jego zwykłym charakterem.

Należy przyjąć za fakt radykalny rozdźwięk między charakterem przypisywanym Jezusowi, przez cały bieg Ewangelii i brutalnością Jego zachowania w rozważanym przez nas tekście.  Jezus „łagodny i pokornego serca” (Mt 11,29) zmienia się w osobnika twardego i bezwzględnego. On, który nigdy nie odrzucił wołania o pomoc, nie wysila się tutaj nawet na jedno słowo pomocy (Mateusza 15,23a).

Uczniowie są bardziej szczodrzy niż On sam, ponieważ użyta przez nich formuła sugeruje sens: „Odpraw ją, dając jej to, o co prosi” (por Łukasza 2,29). Używa On obrazu psów, bardzo dewaloryzującego w kulturze żydowskiej. Niektórzy chcą przyjąć użytą formę zdrobniałą „szczeniąt”, jako wyraz czułości, ale inni nie są zgodni z taką opinią.

4.    Prowadzi to do widzenia w całej historii rodzaju „pedagogiki” pośredniej, co wydaje się bardzo interesujące.

Trudności interpretacji bezpośredniej prowadzą do próby dostrzeżenia metody ironicznej zastosowanej przez Jezusa, rodzaju strategii obejścia trudności w komunikacji.

Argumentem bardzo poważnym jest ten, że kobieta nie pomyliła się, kiedy naciskała oczekując na reakcję, przeczuwając stającą przed nią zagadkę, którą to ona powinna rozwikłać. Jeden z komentarzy opiera się w tej interpretacji na użyciu czasu przeszłego niedokonanego elegen u Marka 7,27, On mówił, zawierającego odniesienie do całej dłuższej rozmowy. Ton głosu, rodzaj spojrzenia, mogłyby tutaj być pomocne dla zrozumienia sytuacji. Nie po raz pierwszy zresztą Jezus użył pewnej „dwojakości” pedagogicznej (jak ją nazwano); prowokuje On często, zwłaszcza w pierwszych momentach kontaktu, swoich rozmówców (Mateusza 14,16; por. Jana 6,6; Jana 2,18; 3,3 i inne słynne „nieporozumienia” Janowe). Jezus w swoich wypowiedziach często używa paradoksów, subtelności początkowo umykających rozmówcom.

Dialog między Jezusem i kobietą kananejską ma charakter podobny do tych – jak można je określić – pojedynków oratorskich i mądrościowych, które często spotkać można w wioskach i miasteczkach Bliskiego Wschodu, w trakcie których dwaj uzdolnieni konkurenci rywalizują w dyskusji.

5.    Ewangelie podkreślają znakomite opanowanie się Jezusa.

Lektura, którą poddajemy krytyce, zakłada, że Jezus łatwo poddaje się wpływowi osób, a Jego nauczanie jest poddane ewolucji, w zależności i w konsekwencji Jego spotkań z ludźmi. Tymczasem intencją Ewangelii jest raczej podkreślanie i podziwianie Jego doskonałego opanowania siebie, sytuacji, poglądów, które prezentuje.

Jezus wie, dokąd podąża i ogłasza uczniom ich niezdolność do pojęcia tego.

Jezus wie, co jest w człowieku, czytając w sercach; nigdy nie został negatywnie zaskoczony, odpowiadał z niezwykłym autorytetem, wprowadzając w zakłopotanie swoich przeciwników.

Oczywiście, musiał także dojrzeć ludzko i duchowo, przed podjęciem się realizacji swojego projektu, ale podjąwszy się swojej posługi, był zawsze Mistrzem i Panem.

Mając na uwadze, że Ewangelie są rodzajem literackim bliskie antycznej biografii, nie byłoby nawet właściwym dla tego rodzaju literatury ukazywać herosa, poprawianego przez kobietę…

6.    Lektura, której krytykę podjęliśmy, odbija przede wszystkim współczesne preferencje i oczekiwania, w odniesieniu do lektury Pisma.

Dlaczego tak dużą siłę atrakcji posiada ta forma interpretacji, pomimo tak silnych obiekcji, jak choćby te zacytowane wyżej? Wydaje się z dużym prawdopodobieństwem, że odgrywa w tym zasadniczą rolę element charakterystyczny dla współczesności: dla współczesnych pokoleń nie ma większej wartości jak ta - stałego kwestionowania wszystkiego, pozostawania „otwartym”; chcieć ciągle ewoluować, odrzucając stałość poglądów i postaw. W konsekwencji człowiek o głębokich i stałych przekonaniach jest określany mianem skostniałego psychologicznie i intelektualnie, posądzony o kompensowanie sobie tym samym wewnętrznego, ukrytego poczucia niepewności.

A zatem ci, którzy prezentują interpretację, którą poddajemy krytyce, szukają analogicznych -  jak ich własne - postaw u Jezusa (nawet ci, którzy oddalają się od ortodoksyjnej chrystologii, pozostają związani z figurą Jezusa). Ale taka maniera interpretacji i poszukiwanie takich wartości (w ciągłej kontestacji stałości) są historycznie niedawne, nie znajdując większego poklasku w twórczości egzegetycznej klasycznej. Przypisywanie ich zresztą Pismu Świętemu (czyli pozbawianie samego Pisma wartości przedstawiania poglądów stałych i związanych z panowaniem nad sobą) jest wewnętrzną sprzecznością logiczną…

W wymiarze codziennym, postawy takie wynikają zresztą bardzo często z potrzeby uzasadniania własnej czy to niewiary, czy najzwyczajniej grzechu, w którym się tkwi; nie chcąc tego przyjąć, do tego się przyznać, nie chce się nic w życiu zmienić, szukając swoistego alibi intelektualnego i aplikacji metod z nim związanych do Pisma Świętego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz