czwartek, 19 czerwca 2014

Małżeństwo chrześcijańskie

Błogosławieni są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go (Ew. Łukasza 11,28).
A zatem, aby każdy związek małżeński był szczęśliwy, należy posłuchać tego, co Pan nam mówi o małżeństwie. Jego obietnice i Jego przykazania prowadzą nas po ścieżce solidnej i pewnej.

Czym jest małżeństwo  ?
Słowa Jezusa uczą nas jaki jest Boży projekt dla mężczyzny i kobiety: Czyż nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją, i będą ci dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza (Ew. Mateusza 19,4-6).

W świetle I Księgi Mojżeszowej/Rodzaju, rozdz. 1 i 2, które to nauczanie jest potwierdzone przez Jezusa Chrystusa – Syna Bożego, możemy powiedzieć, że małżeństwo jest „Boską instytucją stwórczą”.
Słowo „instytucja” oznacza fakt, że to Bóg ustanowił małżeństwo i że nas o tym poucza w swoim objawieniu.
Słowo „Boska” oznacza natomiast, że małżeństwo jest od Boga i że to On jednoczy mężczyznę i kobietę w tajemnicy, jaką jest związek miłości dwojga osób.
Słowo „stwórcza” pozwala przypomnieć, że Boskie ustanowienie małżeństwa wpisuje się w sam proces stwarzania mężczyzny i kobiety i że jest ono wcześniejsze niż historia ludzkości.
A zatem, kiedy mężczyzna łączy się ze swoją żoną i kiedy stają się jednym ciałem – Bóg ich łączy.
Czasownik łączyć się/wiązać się ukazuje, że nie można tutaj mówić o jakimś spotkaniu okazjonalnym, ale o przymierzu, przez które mężczyzna i kobieta angażują się, aby żyć wspólnie resztę ich życia i przypieczętowują ich jedność przez wzajemny dar ciała.

Przymierze.
To przymierze jest oparte o wzajemne przyrzeczenie, słowo dane w sposób wolny, a które łączy małżonków. Jeżeli pragną oni połączyć się w ten sposób, to dlatego, że kochają się i ufają sobie wzajemnie.
Przyrzeczenie małżeńskie jest aktem wiary: każdy z partnerów ma wystarczająco dużo zaufania w miłość drugiego, aby być gotów połączyć się z nim w związku małżeńskim.
Wymieniając między sobą ich przyrzeczenia małżeńskie, jedno mówi drugiemu:
będę cię kochał cokolwiek się wydarzy;
będziesz mógł/mogła liczyć na mnie;
nie zostawię cię i nie opuszczę.
Moja decyzja, projekt w który angażuję całe moje życie i całą moją istotę, jest byciem dla ciebie, dawaniem ci radości i szczęścia.

Biblia stawia obok siebie, paralelnie, przymierze małżeńskie oraz przymierze między Bogiem i Jego ludem (Ozeasza 2,16-22, Efezjan 5,25-33). Ponieważ Bóg jest wierny i ponieważ można oprzeć się na Jego obietnicach, ludzie są zaproszeni do zawierzenia Mu, do obdarzenia Go zaufaniem, do wejścia w przymierze, które On im oferuje.

Przymierze nie może trwać, jak tylko wtedy, gdy każdy z partnerów okazuje w nim swoją wierność.
Wierność w małżeństwie jest czymś o wiele większym, niż odrzuceniem cudzołóstwa, jest ona trwaniem w konstruowaniu życia wspólnego, stałą wolą trwania w danym słowie i nie zawiedzeniem oczekiwań swojego współmałżonka.

Miłość.
Miłość w małżeństwie, to angażowanie się w kochanie się w sposób stały. Nie ma miłości bez wierności, bez zaangażowania, bez obietnicy. W tym tkwi godność i wartość małżeństwa. To dlatego także Jezus oświadcza: Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza.
Możemy zatem powiedzieć, że wewnętrzną, porządkującą zasadą małżeństwa - według Bożego ustanowienia stwórczego - jest miłość, która z dwóch czyni jedno ciało i czuwa, aby nie rozdzielić tego, co Bóg połączył.
Powiedzenie, że miłość małżeńska jest wewnętrzną zasadą małżeństwa oznacza, że utrzymuje je ona od wewnątrz, że stanowi o jego życiu, na obraz miłości Chrystusa do swojego Kościoła, jak wyrazi się apostoł Paweł.

Należy podjąć i rozwinąć to stwierdzenie, które przeczy tym, którzy widzą w małżeństwie instytucję opartą o zasadę jurydyczną (prawa zarówno cywilnego jak kościelnego), przecząc także tym, którzy odrzucają widzenie małżeństwa w kategoriach nierozerwalności i myślą, że więź małżeńska jest zerwana od momentu, kiedy subiektywnie uczucie miłości zamazuje się.

Zgodnie z Pismem Świętym, kiedy mężczyzna i kobieta angażują się w małżeństwo, nie są już dwoma, ale jednym; to Bóg ich połączył i ich związek nie może być poddany ich subiektywnemu osądowi.
Inaczej mówiąc: Boże ustanowienie małżeństwa oznacza, że mężczyzna i kobieta są poddani stanowiącemu Prawu Bożemu, którym jest miłość małżeńska – akt woli ludzkiej poddany woli Bożej, akt zgodny z Prawem Bożym i oświecony Duchem Świętym.

Musimy pamiętać i nigdy nie zapominać, że małżeństwo, jako tajemnica dana przez Boga, który chce abyśmy strzegli to, co On połączył, jest połączeniem tych dwóch czynników: ustanowienia Bożego i miłości małżeńskiej.

Jedno ciało.
Biblia naucza nas, że pierwotnym celem małżeństwa jest wyrwanie mężczyzny i kobiety z ich samotności i egoizmu oraz nauczenie ich życia w miłości.
Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego. Oto co oświadcza Stwórca (I Mojżeszowa/Rodzaju 2,18).
Pomoc (a właściwie ktoś, kto będzie stale przy nas), to ten/ta do kogo można mówić, a on nas wysłucha, z kim można wymienić słowa, podarunki, przysługi, wobec kogo jest się odpowiedzialnym.
To łaska, którą Bóg nam czyni, dając nam partnera, owego vis-a-vis.

Największą potrzebą ludzką jest ta, że wszyscy, mężczyźni i kobiety, usiłują uciec przed samotnością, poszukując bycia uznanymi, kochanymi, akceptowanymi, takimi jakimi są i to na zawsze. Mąż i żona to ktoś, dla kogo się istnieje, w którego/której oczach ma się tak wielką wartość, że nie mogą on/ona wzajemnie się bez siebie obejść i akceptują się dać się sobie cały/cała.

Małżeństwo tworzy wspólnotę życia, oddanie we wspólnocie, stałe dzielenie się.
Jedno ciało”: te słowa oznaczają z pewnością zjednoczenie seksualne małżonków, która jest uprzywilejowanym wyrazem ich jedności, ale przede wszystkim wyrażają one sens tego wszystkiego, co tworzy życie małżonków: ich wspólne życie, dialog, wspólne tworzenie relacji pozwalających na życie w pokoju.

Konstruowanie.
Pobierając się, mąż i żona zaczynają budować tę wspólnotę życia. Angażują się do prowadzenia ku dobru projektu życia, którego zakończenie sukcesem zależy od nich obojga, ale nie jest zagwarantowane od samego początku. W tym sensie małżeństwo jest przygodą.
Wiele przeszkód wznosi się na jego drodze. Nie ma żadnego specjalnego ubezpieczenia gwarantującego ochronę przed konsekwencjami wypadków w małżeństwie.

A jednak - małżonkowie wyruszają na tę przygodę pełni radości i nadziei, ponieważ się kochają.
Odczuwają pragnienie jedno drugiego. Ta pierwsza dynamika z pewnością bardzo silnie przyczyni się do konstruowania ich wspólnego życia, ale z pewnością nie wystarczy.
By pozostać kochającymi się w zmiennych warunkach życia, by znajdować stałą przyjemność w byciu razem, w byciu przyjaciółmi, trzeba kultywowania harmonijnego życia wspólnego.

Małżeństwo jest konstruowaniem, konstrukcją, która wymaga czasu, która nie jest nigdy ukończona (podobnie jak np. dom wymaga w sposób stały utrzymywania go, ulepszania, dekorowania).

Jest niebezpieczną iluzją wierzenie, że skoro już się doszło do wyjścia za mąż/ożenienia się, wszystko dobiegło do wypełnienia. Nie! Tak naprawdę dopiero jest się na starcie.
A jeżeli pojawią się trudności, nie oznacza to w żaden sposób, że partia jest przegrana...
Podobnie – radości nie oznaczają, że partia jest wygrana na zawsze.
Każda para ma swoje historie, także te pary szczęśliwe. Żadna istota ludzka nie jest w sposób doskonały godna zaufania. Któż mógłby szczycić się, że nigdy, przenigdy nie zawiódł tych, których kocha? Kto może z całą odpowiedzialnością obiecać, że tego nigdy nie uczyni?

To Bóg, w swojej łasce, pozwala małżonkom przyrzec sobie wierność.
On ich jednoczy, łączy do bycia dla siebie wzajemnie wsparciem, ubogaceniem, radością.
Należy wiedzieć, mieć głęboką świadomość, że małżonkowie będą potrzebowali Jego pomocy, do prowadzenia ku sukcesowi ich wspólnego projektu życia. Tylko wtedy, gdy - świadomi ich słabości - znajdą oparcie w wierności Boga, gdy będą wierni w słuchaniu Jego Słowa, które będzie światłem na ich ścieżce życia, tylko wtedy nie zawiodą w sposób definitywny oczekiwań współmałżonka/współmałżonki.

Dlatego nie wolno lekceważyć modlitwy, czytania Biblii, nabożeństwa i życia Kościoła: Jeśli Pan domu nie zbuduje, Próżno trudzą się ci, którzy go budują (Psalm 127,1).

Prośmy Pana, aby małżeństwa w naszych Kościołach były szczęśliwe, aby były miejsce życia w harmonii i miłości, aby były pierwszym miejscem świadectwa wiary członków naszych Kościołów.

Liberalizm i ortodoksja w nauczaniu wiary, w teologii.

Tak wiele mówi się współcześnie o liberalizmie teologicznym, jak i o konserwatyzmie teologicznym (choć ci tzw. „konserwatywni” chętnie określają się także tytułami chrześcijan „wyznających”, bądź „ortodoksyjnych”.
Spróbujmy w kilku słowach przybliżyć, starając się zachować maksimum możliwego obiektywizmu, czym są ów liberalizm i konserwatyzm w dziedzinie wiary i jej nauczania.

Rozpocznijmy od liberalizmu. Ta tendencja teologiczna nie dotyczy zespołu określonych nauk. Można jej szukać (dla protestantyzmu) już w wieku XVI, w prądach teologicznych zwanych unitarianizmem, czy też w Reformacji radykalnej, tzw. spirytualistycznej (pierwsi negowali pojęcie Trójcy Św., a drudzy widzieli jako jedyny autorytet w wierze działanie Ducha w jednostce, subiektywne i nie poddające się jakiemukolwiek źródłu oceny, nawet Pisma Świętego).
Niemniej, jest to podobieństwo bardzo odległe... Generalnie, uważa się, że liberalizm teologiczny ukazał się z początkiem wieku XIX, jako konsekwencja pracy szeregu teologów wieku XVIII. W XVIII w. doprowadzono do osłabienia znaczenia, a wręcz podważenia treści tradycyjnych - dla chrześcijaństwa - formuł doktrynalnych: w odniesieniu do Trójcy Św., kary wiecznej (piekła) lub też zepsucia (na skutek grzechu pierworodnego) natury ludzkiej.
Czasem była to kontestacja tych prawd nie do końca wyraźna, a niejednokrotnie ukryta.

W wieku XIX liberałowie teologiczni kontynuowali wcześniejsze refleksje, chcąc interpretować Biblię w sposób całkowicie wolny, nabierając dystansu (w sposób tym razem otwarty) do klasycznych formuł Ojców Reformacji wieku XVI.
Aby tego dokonać, opierali się oni na naukach (na poziomie rozwoju charakterystycznym dla tamtego czasu) historycznych, archeologii i filologii, jak i dostępnej im znajomości narodu Izraela oraz Kościoła pierwotnego (niejednokrotnie interpretując informacje te w sposób bardzo dowolny).
Metoda ta była także aplikowana do rozumienia i datowania ksiąg Starego i Nowego Testamentu.
Trzeba też podkreślić, że stałą zasadą było relatywizowanie wartości formuł dogmatycznych (w opozycji do chrześcijan „konserwatywnych”, czy tzw. „ortodoksyjnych” - tzn. prawomyślnych, przydających tym formułom ogromną wartość).
Kolejną cechą, charakterystyczną dla liberałów teologicznych, było traktowanie z wielką nieufnością (a wręcz stawanie w opozycji do) autorytetów kościelnych, czyli władz kościelnych, uważając je za sprzeczne z duchem czasu.
Generalnie, można zaobserwować także ich dużą niechęć do tradycyjnych wyznań wiary (tekstów zawierających podstawowe sformułowania wiary chrześcijańskiej). W tym przypadku kontestowali (i kontestują) nie tylko tradycyjne wyznania wiary Reformacji, ale i - sięgając dalej - wyznania wiary Kościoła pierwszych wieków (np. te, które dały początek tzw. Składowi Apostolskiemu, zwanemu Credo).
Widzieli oni (a współcześni prezentują tę samą ideę) w obowiązujących wyznaniach wiary nie tylko dzieło wyłącznie ludzkie (zapominając jakby o źródłach tych tekstów...), ale także zamach na „wolność chrześcijańską”. Tu uwaga: owo hasło „wolności chrześcijańskiej” przewijało się i przewija regularnie w pracach teologów liberalnych, jako rodzaj manifestu ideologicznego.
W trakcie wieku XIX szereg liberałów oddaliło się coraz bardziej od tradycyjnych nauk chrześcijańskich...
Przeciwnicy liberalizmu zarzucają mu zbytnie stawianie człowieka (jego rozumu, jego emocji, jego doświadczenia i kultury), a nie Boga, w centrum doktryny chrześcijańskiej oraz niewystarczające odróżnianie chrześcijaństwa od nauk humanizmu i wolnomyślicieli.

W historii myśli często prezentuje się Friedricha Schleiermachera (1768-1834), jako głównego promotora tej tendencji teologicznej. Twierdził on, że religia nie jest sprawą racjonalną lub związaną z wolą ludzką, ale że należy do strefy uczuć. Tym samym silnie wpłynął on na powstającą myśl liberalną.
Pośród głównych przedstawicieli wczesnej teologii liberalnej (która – przypomnijmy – stanęła u podstaw już współczesnej myśli liberalnej) można wspomnieć Ferdinanda Christiana Baura (1792-1860), Albrechta Ritschla (1822-1889) i Adolfa (von) Harnacka (1851-1930).

W XX w. Karl Barth (1886-1968) żywo kontestował liberalizm XIX w., podobnie jak jego uczniowie.
Natomiast znani teologowie protestanccy XX w., jak np.: Rudolf Bultmann (1884-1976), z jego programem „demitologizacji” oraz Paul Tillich (1886-1965) ze swoją „teologią kultury” są często postrzegani jako dziedzice myśli liberalnej wieku poprzedniego.

Na drugim biegunie pojmowania nie tylko nauk teologicznych, ale także całości nauczania chrześcijańskiego (w środowisku Kościołów protestanckich) stoi nurt chrześcijaństwa „konserwatywnego”, zwanego również „ortodoksyjnym”, bądź „konfesyjnym”.
Ortodoksyjność, a właściwie „ortodoksja” oznacza etymologicznie „prawą opinię”. Termin ten jest chętnie używany przez teologów, liderów, nauczycieli kościelnych z tego środowiska. Tym też terminem posłużymy się w naszym rozważaniu, zamiennie dla „konserwatyzmu” teologicznego.

W łonie protestantyzmu luterańskiego i reformowanego termin „ortodoksyjny” kwalifikuje systematyzację nauczania Reformatorów, włączając w to uznanie ważności czterech pierwszych Soborów Powszechnych: Nicea 325 r., Konstantynopol I 381 r., Efez 431 r. i Chalcedon 451 r. (wspólnych dla wszystkich Kościołów chrześcijańskich).
To uporządkowanie nauczania Reformatorów, odbyło się w wieku XVII. Pośród głównych reprezentantów tej ciężkiej pracy intelektualnej można podać:
  • dla strony luterańskiej, np.: Johanna Gerharda (1582-1637), Georga Calixta (1586-1656), Abrahama Calova (1612-1686), Valentyna Ernsta Loeschera (1673-1749);
  • dla strony reformowanej, np.: Franciszka Gomara (1563-1641), Pierre'a de Moulin (1568-1658), Antoniusa Walaeusa (1573-1639), Johannesa Wolleba (1586-1629), Samuela Maresiusa (1599-1673), Franciszka Turettiniego (1623-1687), Benedykta Picteta (1655-1724).

Współcześnie przyjmuje się za ortodoksję/ortodoksyjność taką postawę teologiczną, która przyjmuje za punkt wyjścia jej refleksji autorytet danych wyniesionych z Pisma Świętego oraz doktryn zgodnych z Pismem. Odmiennie - liberalizm teologiczny uważa, że dane te mają autorytet jedynie wtedy, kiedy znajdują ich potwierdzenie – naukowe, filozoficzne, religijne – w świetle, jakie człowiek posiada przez swoją naturę i swoją sytuację historyczną.

Współczesna ortodoksja protestancka prezentuje się pod postacią dwóch głównych form.
Dla jednych wiara chrześcijańska polega fundamentalnie na przylgnięciu ducha ludzkiego do litery tekstów biblijnych i doktrynalnych (np. wyznań wiary).
Dla innych, teksty te są jakby znakami drogowymi, prawdziwie niezbędnymi, ale przeznaczonymi do tego, by naznaczyć i wyznaczyć chrześcijańskie podążanie do egzystencjalnego, życiowo niezbędnego, spotkania z Bogiem w Trójcy Świętej.
Proces ten jest efektem działania w człowieku Ducha Świętego, który oświeca literę Pisma i objawia jego sens.

Warto jeszcze, pisząc o „konserwatyzmie” teologicznym, czy „konserwatyzmie” w nauczaniu wiary, wspomnieć o tzw. teologii ewangelicznej, która także postrzega się jako kontynuatorka Reformatorów. Trzeba jednak wspomnieć, że powstała w kontekście odmiennym i nabrała specyficznej, własnej tożsamości. Wyróżnia się ona oporem wobec modernizmu, który wypływa z Oświecenia (i problemów, które w kategoriach wiary modernizm ze sobą niósł).
Cechą charakterystyczną dla tego nurtu jest przylgnięcie do nieomylnego autorytetu Pisma Świętego. Jest on dość nieufny wobec metod lektury i interpretowania Biblii zależnych od „ducha czasu” (często pod tą formułą kryje się rodzaj bieżącej mody intelektualnej).
Konflikt z dominującymi w kulturze danego czasu tendencjami prowadzi nurt ten do podkreślania winy za grzech i potrzeby nawrócenia, radykalnego zerwania człowieka z jego poprzednim funkcjonowaniem.
W swojej refleksji skupia się często na tematach eschatologicznych (czasów ostatecznych).

Trzeba także podkreślić, że w środowisku tak uprawianej teologii, tak rozumianej wiary, dominuje model odziedziczony po Janie Kalwinie, z soteriologią (czyli nauką o zbawieniu, o osobie i dziele Jezusa Chrystusa) w centrum, z Krzyżem, jako ofiarą zastępczą za nasze grzechy, z równowagą między usprawiedliwieniem i uświęceniem.

Można powiedzieć wręcz, że nasze Kościoły współczesne (niezależnie od denominacji) są takim polem dyskusji, a niejednokrotnie i napięć wywołanych różnicami wyżej nakreślonymi. Prośmy naszego Boga, aby prowadził On nas indywidualnie i wspólnotowo w wierności Jego Słowu, Jego Objawieniu w Jezusie Chrystusie, Panu naszym i Zbawicielu.