piątek, 30 maja 2014

Wybacz nam nasze winy, jako i my wybaczamy naszym winowajcom...

Spróbujmy sobie wyobrazić, że gdzieś blisko nas istniałby ktoś, kto byłby szefem swojego ludu, a jednocześnie byłby dla niego ojcem.
Że ten ktoś posiadałby niezrównane sprawiedliwość i dobroć, że byłby najbardziej godny chwały, posiadający największą moc, o nieporównywalnym majestacie.
Można łatwo przypuszczać, że zdecydowana większość z nas miałaby trochę problemów w relacji z kimś takim, a jeśli zdarzyłoby się nam go spotkać, staralibyśmy się wywrzeć na nim jak najlepsze wrażenie.
Jeżeli znalibyśmy choć jedno z jego pragnień, staralibyśmy się je zaspokoić.
Więcej - najprawdopodobniej uważalibyśmy za szczęście dla nas możliwość sprawienia mu nieco radości.
Z jakąż dumą usłyszelibyśmy od kogoś trzeciego wiadomość, że owa niezwykła osoba pozytywnie ocenia nasze postępowanie.
Wyobraźmy sobie także naszą konsternację, nasze poczucie frustracji, gdyby w innej sytuacji, ktoś powiedział: posłuchaj, bardzo tego wielkiego człowieka obraziłeś, sprawiłeś mu niewypowiedzianą przykrość... Więcej – ty go obraziłeś śmiertelnie!
Do czego porównać podobną katastrofę?

Jeżeli to zostawia nas obojętnymi, to wyobraźmy sobie dla odmiany, że ktoś w sposób wyjątkowy obraził nas samych...
Ktoś, kto miał wobec nas wyjątkowy dług, na kogo liczyliśmy, ten zlekceważył nas bez pardonu, obmówił, nadużył nas...
Jeżeli zwrócilibyśmy mu uwagę, zlekceważyłby nasze słowa, bez chwili zastanowienia, bez najmniejszego wysiłku potraktowania naszych słów poważnie...
Mało tego, ten ktoś uważałby - i dawałby temu wyraz - że kłamiecie i oskarżacie go niesłusznie...

Wobec Boga, sprawdzają się wszystkie wyżej opisane mechanizmy. Istotnie, jest On Tym, z którym nic i nikt nie może się porównać.
Jest także Tym, którego obrażamy, tak jak ten ktoś nam bliski, wyżej wyobrażony, sam mógłby nas obrazić.
Obrażamy Boga w sposób najbardziej elementarny, bardzo często.
Nie przestajemy przejmować się wyłącznie nami samymi: nasz egoizm jest bardzo poważną obrazą Boga.
Uważamy się za panów nas samych, poszukujemy w nas źródła naszego życia i budujemy naszą własną sprawiedliwość: nasza pycha jest wielką obrazą dla Boga.
Nie przestajemy osądzać i potępiać innych ludzi, w zależności od emocji chwili: nasz brak miłosierdzia jest wielką obrazą Boga.
Potrafimy w imię pozornego spokoju (dla nas) zaakceptować największą niesprawiedliwość, największe cierpienie innych ludzi: nasze tchórzostwo i wygodnictwo są wielką obrazą Boga.
Można tak długo wyliczać, po to, aby zauważyć jak bez końca jest katalog naszych win wobec Boga...

Nasze życie (i to nie życie jakichś „pogan”, ale nasze życie chrześcijańskie) jest w istocie rzeczy jedną wielką obrazą uczynioną temu Ojcu i Stworzycielowi, do którego adresujemy naszą modlitwę.
Tak, istotnie, nasze życie chrześcijańskie..., a my jesteśmy chrześcijanami tylko w takim wymiarze, w jakim zdajemy sobie z tego faktu sprawę.
Jeżeli nadejdzie dzień, kiedy zaczniemy myśleć, że już nie obrażamy naszego Pana, że nie potrzebujemy już więcej prosić Go o wybaczenie naszych win, to oznaczać to będzie, że przeszliśmy na inną - niż ta wiary chrześcijańskiej – stronę i że pogrążyliśmy się w iluzji, w bardzo niebezpiecznej iluzji naszej anielskości...

Chrześcijanin nie jest człowiekiem, który już nie obraża swego Pana, ale jest tym, który żyje w skrusze, to znaczy cierpiąc głęboko z powodu obraz Boga, których nie ma mocy nie powtarzać.
Aż do końca życia, nie będzie on mógł uczynić innej rzeczy, jak tylko prosić o wybaczenie i żyć, ale nie na podstawie faktu, że przestał obrażać Boga, ale ponieważ Jego grzechy zostały mu wybaczone; dlatego, że Jezus został wydany za jego grzechy.
Grzechy zostały nam wybaczone, ponieważ całe nasze życie pełne obrażania Boga zostało wymazane na Krzyżu i pogrzebane z Jezusem Chrystusem.



Kto z ludzi, zrozumiawszy, że jego całe życie człowieka grzesznego jest obrazą - ciągle odnawiającą się - ośmieliłby się jeszcze żyć i stanąć przed swoim nieprzyjacielem i mieć nadzieję na bycie przyjętym?
Tu właśnie pojawia się cud: Bóg sam wkłada w nasze usta prośbę do Niego o wybaczenie; to wybaczenie obraz niewybaczalnych, wymazanie obraz niewymazywalnych, wybaczenie naprawdę niewiarygodne, a konieczne dla naszego serca, jak dla płuc powietrze, którym oddychamy.
Oto Bóg przyciąga nas do siebie jak Ojciec, który bierze na kolana swoje dziecko i mówi mu: „przeproś mnie teraz”.
Więcej - Bóg mówi nam, byśmy poprosili Go o wybaczenie, które jest już dla nas przygotowane i które On sam nam wskazuje i mówi, byśmy Go o nie prosili...
Mówi do nas tym samym, abyśmy już więcej nie myśleli o naszych obrazach wyrządzonych Mu, ani też o możliwościach wynagrodzenia Mu ich, ale abyśmy prosili o wybaczenie i o to, co już dla nas zrobił - by to wybaczenie mogło być dla nas osiągalne, efektywne.

Tutaj następuje właściwy moment, by przypomnieć nam cenę, jaką Bóg zapłacił za wybaczenie, które nam proponuje.

Kiedy zdarzy się nam uważać za całkowicie normalne, naturalne, że Bóg wybacza nam nasze grzechy, przypomnijmy sobie, że nasz Pan nosi na sobie ślady, na całym swoim ciele.
Te grzechy, które nam wydają się tak małe, że nas nawet w wielu przypadkach nie poruszają, wpisują się w Jego rany na rękach, nogach, korpusie, głowie...
To cała medytacja Wielkiego Piątku...
Tak właśnie się stało: to za cenę nam danego wybaczenia Jezus Chrystus cierpiał za nasze grzechy...
To za cenę tego co wycierpiał Jego Syn, Bóg może wybaczyć nam i wymazać nasze grzechy, zapomnieć je.

Dlaczego? Ponieważ nie można wybaczyć czegoś, czego nie cierpiało się samemu, nie można wybaczyć bólu wycierpianego tylko przez innych...

Nikt nie ma prawa zapomnieć cierpienia innych, a jedynie swoje własne. To dlatego też - na Krzyżu - Bóg przyszedł uczynić swoim całe cierpienie świata, całą straszność życia i śmierci; przyszedł w swoim Synu, wystawiając się On sam na wszystkie obrazy ludzkości.
To z tego tylko powodu może wszystko wymazać, wszystko zapomnieć, wszystko wybaczyć.
To w momencie, kiedy nasze obrazy wypełniają się w ukrzyżowaniu i kiedy Syn Boży umrze pod ciosami zadanymi Mu przez nasze grzechy, wybaczenie nam może być efektywne i możemy je otrzymać. Oto w momencie śmierci Syn Boży prosi: Ojcze, wybacz im!

To właśnie w takich niesamowitych warunkach wybaczenie, które możemy otrzymać, staje się realne, ekspiacja definitywną, wymazanie całkowitym i wyzbyciem wszelkiego zła, które uczyniliśmy.
W tym też kontekście możemy powiedzieć, że znaki naszych grzechów na ciele Pańskim są jednocześnie znakami naszego wybaczenia. Jego ciało i krew zostały wydane za nasze grzechy.
Krew Baranka została wylana za nasze grzechy!
Wszystkie nasze grzechy i całe nasze wybaczenie są w tym kielichu krążącym wokół Stołu Pańskiego, gdzie Pan objawia się nam na zawsze jako Ten, którego śmiertelnie obraziliśmy, ale który nam wybaczył i pojednał ze sobą.
Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych, napisze Apostoł Paweł (Rzymian 5,6).

Zostaliśmy pojednani przez krew Syna Bożego.
A zatem zostało nam ofiarowane na Krzyżu wybaczenie. Z tego też powodu Boża zachęta: „proś mnie o wybaczenie” nie jest czymś okazjonalnym lub warunkowym.
To wybaczenie jest centrum tego, co Bóg nam przygotował od założenia świata.
To wybaczenie jest Objawieniem Boga samego i nikt nie może poznać Boga bez bycia wybaczonym; nikt nie może stanąć przed Nim jako ktoś inny, a tylko jakogrzesznik, któremu wybaczono.

Jednakże, nie możemy zostać tylko na tym etapie, bo i modlitwa „Ojcze nasz” nie zatrzymuje się na nim, ale podąża dalej.
Dorzuca ona bardzo przejmującą klauzulę: „wybacz nam nasze grzechy, jak i my wybaczamy naszym winowajcom”.
Czy byłby to jakiś szczególny warunek wybaczenia Bożego, jakaś możliwość zasłużenia sobie na Boże wybaczenie przez nasz sposób życia?
Wielu chciało wyjaśnić ten kłopotliwy tekst, interpretując go jako: „jak my chcemy przebaczyć”.
Ale Jezus mówi z całą prostotą: „jako my wybaczamy”. Nie jest możliwym wygładzenie rygoru tego stwierdzenia.

Czy zatem wszystko jest nagle poddane w wątpliwość?
Czy wybaczenie Boże zależy od naszego zbawienia, a nasze zbawienie zależy od naszych dzieł, uczynków?
Wiemy dobrze, że nie.
Całe Pismo Święte może nam potwierdzić, że wszystko to zależy wyłącznie od Chrystusa i że w żadnym stopniu nie przyczyniamy się do naszego zbawienia.
Zatem, kiedy Bóg nakazuje, abyśmy dodali do naszej prośby o wybaczenie owe słowa „tak, jak i my wybaczamy”, chce tym samym powiedzieć, że przechodzimy z rzeczywistości tego wybaczenia do mocy owego wybaczenia.
Pytanie nie brzmi zatem: „czy wystarczająco wybaczyłem, aby Bóg mógł mi wybaczyć?”, ale: „czy wiem, że wybaczenie, o które proszę Boga, jest tym samym, którego mój bliźni oczekuje ode mnie” i że nie mogę otrzymać wybaczenia bez udzielenia go, ani też udzielić go bez otrzymania, ponieważ jest to to samo wybaczenie.
Jeżeli ja zatem nie wybaczam mojemu bratu, jeżeli trzymam w sobie nadal złość, obrazę w sercu, jeżeli pozostaję w odrzuceniu bliźniego i wybaczenia mu na skutek jego obraz – nie mogę w sposób poważny i odpowiedzialny prosić Boga o wybaczenie mnie samemu. A to dlatego, że w takiej sytuacji samo źródło, prawda mojej modlitwy są naruszone.
Prawdziwie – nie wiem o co Go proszę...

Chodzi zatem o kwestię, czy prosimy Boga o wybaczenie, jak można prosić o jakąś pobożną satysfakcję, o jakiś przywilej, jakby prosiło się np. o wygraną w loterii?
Gdyby w takiej sytuacji Ojciec nam wybaczył, byłoby to jakby jakieś szczęście nam sprzyjało.
Ponadto, takie wybaczenie byłoby czymś, co nie angażowałoby nas w pełni, byłoby czymś, co przytrafiło się nam jakby przypadkowo.

To Boże wybaczenie ma być jednak fundamentem mojego życia, korzeniem całej mojej życiowej aktywności, mojego postępowania.
Tak, wybaczenie, o które proszę, nie może nieaktywne choćby przez moment w moim życiu. Nie może zatrzymać się i nie dotknąć także mojego brata.
Czy mógłbym zatem oczekiwać ze strony Boga zachowania, którego ja sam odmawiałbym mojemu bliźniemu?

Przebacz, jako i ja przebaczam”.
Naprawdę, Bóg złapał nas tutaj w pułapkę i uczynił, że największa prośba, prośba dla nas osobiście najważniejsza, staje się w tym samym czasie największym wymaganiem wobec nas i w tej samej mierze nas zobowiązuje.
Kto będzie mógł powiedzieć: „wybacz, jako i my wybaczamy”, bez jednoczesnego błagania: „pozwól mi wybaczyć, jak i Ty nam wybaczasz”?
Wszystko to, co odrzucamy, by wypełnić dla innych, prosząc o to samo dla nas, jest tylko cieniem życia.
Wszystko, czego oczekujesz od Boga jest tylko cieniem, jeśli twój brat nie może tego samego oczekiwać od ciebie.

Nie mogę wierzyć w przebaczenie, o które proszę, jeśli to przebaczenie mi moich grzechów nie wyrywa z mojego serca resztek niechęci, czy wręcz nienawiści do bliźniego.
W wypowiadanych słowach próśb tekstu modlitwy Ojcze nasz jesteśmy jak złapani w pułapkę , jesteśmy wyrwani z naszej nieświadomości faktów.
Jest rzeczą niezbędną, aby całe nasze życie i wszystkie nasze relacje rozgrywały się w świecie wybaczenia lub niech ta modlitwa Ojcze nasz nie pojawi się na naszych ustach.
Jest rzeczą konieczną, aby po tej kumulacji obraz i ran, które wypełniają świat, życie narodów zostało wypełnione znakiem przebaczenia, albo ten świat będzie musiał na zawsze wyrzec się życia przed Bogiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz