sobota, 26 kwietnia 2014

Rozważanie o Męce Krzyżowej w czterech Ewangeliach



Rozważanie Męki Pana Jezusa w czterech tekstach Ewangelii według Marka 15,20-41 ; Mateusza 27,32-56 ; Łukasza 23,26-49 i Jana 19,16-37

Wprowadzenie

Męka Chrystusa jest wypełnieniem Ewangelii. W konsekwencji - jest epizodem szczególnie dopracowanym przez każdego Ewangelistę.
Tam też ukazuje się to szczególne „szaleństwo” miłości Bożej: w swoim Synu, Bóg umiera za stworzenie, które przeciw Niemu się zbuntowało.
Ludzkość dochodzi do maksimum non-sensu grzechu, zabijając swego Boga, odrzucając swojemu Stwórcy prawo istnienia.
A Bóg czyni z Krzyża źródło zbawienia, dla tego, który uwierzy...

Czy można studiować Mękę Chrystusa? Czy można zredukować tę niezwykłą tajemnicę Męki do jakiegoś logicznego schematu?
Z pewnością nie.
Ale można – i jest to rodzaj przywileju – kontemplować Krzyż, uczynić z tego strasznego narzędzia tortur przedmiot naszych medytacji. Ponieważ to Bóg przemienia obrzydliwość i zgorszenie w triumf miłości i łaski.
Więcej – o dziwo – ten największy cud wszystkich czasów, ten paroksyzm miłości Bożej jest nam zreferowany w czterech tekstach o zaskakującej surowości.
Zamiast rekonstruować rodzaj scenariusza wydarzeń, wychodząc od szczegółów podanych przez cztery Ewangelie, zechciejmy odkryć bogatą specyfikę każdej z nich.


I. Męka według Marka 15,20-41

Marek opowiada umęczenie Jezusa w całej gorzkiej nagości. Żołnierze rzymscy wykonują w sposób profesjonalny ich pracę katowską: prowadzą skazanego na Golgotę, przymuszając po drodze jakiegoś gapia, by ten Mu pomógł, aby z powodu Jego wycieńczenia nie doszło do zaburzenia procedury wypełnienia przewidzianej kary.
Proponują Mu także tradycyjny, oszałamiający napój i krzyżują Go bez większych ceregieli (raptem jeden czasownik jest tam użyty dla opisania tak strasznej rzeczywistości).
Następnie, zgodnie z ich ścisłym prawem, dzielą między siebie odzienie ofiary i rozpoczynają na nowo tę samą czynność wobec dwóch łotrów.
To wszystko. Żadnego słowa ponad absolutne minimum.
Aż do tego lakonicznego stwierdzenia centuriona, uderzonego nadzwyczajną manierą Jego śmierci, a który wypowiada słowa, będące jednocześnie świadectwem przekonania o boskości Ukrzyżowanego: zaprawdę, Ten był Synem Bożym (15,39).

Marek poddaje przemianie straszność fizycznej męki Krzyża w okrutną torturę moralną. Przechodnie, zachęceni i poprzedzani przez szefów religijnych, obrzucają Krzyżowanego obelgami, wyśmiewają, znieważają Go. Przemieniają w kpinę wszystko to, co Jezus uczynił i powiedział, rzucając Mu w twarz proroctwo, które On wypowiedział: Hej, Ty, który rozwalasz świątynię, a w trzy dni ją odbudowujesz, ratuj siebie samego i zstąp z krzyża! (15,29-30)... proroctwo, które realizuje się przez śmierć i przyszłe zmartwychwstanie Chrystusa, w momencie, gdy jeden z prześmiewców uważa, że dowodzi swoją uwagę tego, że Jezus był fałszywym prorokiem.

Następnie zaskakująca wielkość Chrystusa, który wydaje się całkowicie obcy w tej scenie, której jest jednakże cierpiącą ofiarą.
Żadnej skargi, żadnego szemrania protestu, żadnego krzyku buntu, żadnej też groźby przeciw tym, którzy są w trakcie wygłaszania wyroku na nich samych. Jezus pozostaje jakby obojętny na wszystkie te rzeczy, które są Mu uczynione czy powiedziane.
Jego jedyna troska, jedyna myśl i jedyne Jego słowa dotyczą relacji z Jego Ojcem: Eloi, Eloi, lama sabachtani? Co się wykłada: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (15,34).
Jest to jedyne słowo Jezusa na Krzyżu u Marka, podobnie jak i u Mateusza.
Jego wezwanie pełne strapienia nie ma nic wspólnego z cierpieniami fizycznymi, ani ze zniewagami, których jest obiektem, ale wynika z nieznośnego żalu bycia oddzielonym od Ojca, przez grzechy ludzkości, które Chrystus wziął na siebie w tym momencie. To żal, od którego umiera. Sam, ignorowany przez żołnierzy, obrażany przez przechodniów, oddalony od kobiet, które pomagał Mu, opuszczony przez Boga.


II. Męka według Mateusza 27,32-56

Opowiadanie Mateusza jest bardzo bliskie Markowemu. Ogólna atmosfera ukrzyżowania jest ta sama. Z kilkoma niuansami...

Mateusz, który zwraca się do chrześcijan pochodzenia żydowskiego, kładzie nacisk na odrzucenie Jezusa przez Żydów. Pośród tych, którzy Go obrażają, nie wzmiankuje jednak Rzymian, ale obok przechodniów, kapłanów i biegłych w pismach, można znaleźć starszych, to znaczy szefów politycznych. Jest zatem tutaj cały lud żydowski, który odrzucając swego Mesjasza, traci pochodnię, którą Bóg mu powierzył i która będzie teraz należeć do Kościoła.

Aby być jeszcze bardziej jednoznacznym, Mateusz wkłada w usta Żydów słowa Psalmu 22 (w.9): Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym (27,43).
Biorą oni zatem aktywny udział w realizacji tego proroctwa mesjańskiego (przeczytajmy cały Psalm 22), identyfikując się sami z psami (Psalm 22,17), które gnębią Bożego pomazańca.

Elementem oryginalnym Mateusza jest opis wstrząsów, które następują po śmierci Jezusa.
Ziemia zadrżała, skały się skruszyły, ciała wielu zmarłych zmartwychwstały: wyszedłszy z grobów, weszli oni do miasta świętego i ukazali się wielu ludziom (27,51-53).

Takie manifestacje są charakterystyczne dla eschatologicznych proroctw Starego Testamentu, a te zmartwychwstania sprawiedliwych, którzy oczekują na wejście Jezusa do miasta świętego, są antycypacją w miniaturze ostatecznego zmartwychwstania i wejścia do niebieskiego Jeruzalem.

A zatem Mateusz ukazuje śmierć Jezusa, ten tak mroczny moment męki, jako będący precyzyjnie zwycięstwem Jezusa nad Złem i nad jego (zła) ostatnią manifestacją – śmiercią.


III. Męka według Łukasza 23,26-49

Łukasz czyni z opisanej sceny przeciwieństwo tego, co wydawałaby się oznaczać.
Smutek Jezusa jest zmazany i zamiast spełnionego oddalenia, Krzyż staje się miejscem intymnej relacji; a to przez dwie modlitwy, spełnione z pogodnym zaufaniem, z jakim zwraca się do swego Ojca: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią... Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego (23,34.46).

Akcent kładziony jest na różne reakcje widzów wobec Chrystusa. Żołnierze rzymscy przechodzą od otwartej kpiny (Łukasz zwraca się do chrześcijan pochodzenia pogańskiego, którzy mogliby się czuć całkowicie niewinnymi śmierci Jezusa!) do nawrócenia centuriona, który chwali Boga.

Lud i kobiety idą za Jezusem, uderzając się w piersi i lamentując nad Nim. Jezus zachęca ich do skruchy. Po obejrzeniu tej tragicznej sceny tłumy odejdą, ponownie uderzają się w piersi, ale bez skruchy tym razem.

Szefowie ludu wyśmiewają Jezusa i Łukasz pozostawia ich im kpinom. Już nie mówi się o nich, ponieważ nie potrafili oni schwytać okazji do przemiany, którą był dla nich Krzyż.

Prawdziwymi typami przemiany i nie przemiany są dwaj łotrzy. Z każdej strony Krzyża zajmą ich odmienne stanowisko wobec Chrystusa.
Temu, który wyznaje jego winę, który rozpoznaje pod przygniatającą rzeczywistością panowanie Jezusa, i który wyraża jego wiarę w możliwą przyszłość, Ukrzyżowany obiecuje obecną rzeczywistość i natychmiastowość zbawienia.

Dla Łukasza, Krzyż jest prawdziwym instrumentem zbawienia i ten obrzmiały skazaniec ma moc zbawiania.
Krzyż jest centrum ogólnego ruchu Ewangelii, który prowadził stopniowo do Jerozolimy.
Ta ostatnia scena organizuje się wokół trzech słów Jezusa, a ściślej jeszcze – wokół tego słowa pozdrowienia, które On adresuje do skruszonego łotra: Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju (23,43).


IV. Męka według Jana 19,16-37

Po raz kolejny Jan wyróżnia się swoją oryginalnością.
Rozwija trzy punkty, które nie są poruszone u trzech pozostałych Ewangelistów: Marię i Jana u stóp Krzyża i uderzenie włócznią w bok.

Opowiadanie Jana jest ujmujące i majestatyczne. Jezus pozostaje panem sytuacji i to On jest tym, który podejmuje inicjatywę i przewodzi wydarzeniom. Nie jest ani opuszczony, ani odrzucony, choć sam tą samotnością wpisana w Jego misję.
Dlatego też samotnie dźwiga swój Krzyż.

Z góry Krzyża nie jest „pasywny”, jak to dzieje się u innych Ewangelistów, ale działa.
Padają trzy nowe słowa Jezusa, a które są wyłącznie obecne w opowiadaniu Jana. Powierza On swoja matkę swemu ulubionemu uczniowi i jego jej wzajemnie, dając tym samym szczególny wyraz tej wartości braterskiej miłości pomiędzy uczniami, na którą Ewangelia Jana kładzie tak duży nacisk: Niewiasto, oto syn twój! … Oto matka twoja! (19,26-27).

Jan podkreśla świadomość Jezusa, który wie co czyni i dlaczego to czyni. Nie zabija się Jezusa, ale to On sam daje swe życie, w sposób wolny, zdecydowany, według tego, co sam powiedział w tej samej Ewangelii: Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać (10,17-18).

Na koniec to zdanie szczególne: Wykonało się! (19,30). Co właściwie wykonało się? Wszystko. To znaczy oczywiście – misja Chrystusa, świadomie i dobrowolnie doprowadzona do samego końca.
Ale to, co przede wszystkim się wykonało, to cały Stary Testament, który Jan (co jest rzadkością w jego Ewangelii) cytuje aż cztery razy w naszym fragmencie.
Jezus – umierając - wypełnia i realizuje wszystkie proroctwa odnoszące się do Mesjasza. Podobnie wypełnił On wolę Bożą, wyrażona w Prawie. Słowa: Pragnę (19,28) nie mają dla Jana nic do czynienia z cierpieniami Ukrzyżowanego, ale wyłącznie z Pismem. Jakie to wielkie.


Czy i jak można zreasumować te tak krótkie cztery opowiadania?

Krzyż Marka jest nagi, zimny, straszny. Jest miejscem opuszczenia i zerwania.
Mateusz dodaje do tego obrazu promieniejące zwycięstwo nad śmiercią.
Przed obfitującym złem, Łukasz wskazuje na obfitość łaski, wybaczenia, łagodności.
Jan odwraca uwagę od samej formy karania, aby ukazać Jezusa Panem, panującym nad wydarzeniami, który posuwa swoja miłość dla bliskich Mu i wierność woli Ojca aż do szczytu piękna i czystości.

Niech Pan zmartwychwstały wypełnia nasze życie, niech będzie naszym życiem, życiem na wieki. Amen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz