sobota, 26 kwietnia 2014

Dlaczego „nasz Ojcze”? Początek modlitwy Pańskiej



Dlaczego w owym modelu/schemacie modlitwy, Bóg jest nazywany szczególnie „Ojcem”, wyłączając jakby inne możliwe możliwości nazywania Go?
Ponieważ jest rzeczą niezbędną, co silnie podkreśla Jan Kalwin, abyśmy modląc się mieli świadomość pełnego ufania Mu.
Dlatego właśnie Bóg przedstawia się nam pod imieniem Ojca, które zawiera w sobie pojęcia łaski i miłosierdzia, aby oddalić od naszych dusz wszelkie uczucie wątpliwości i aby nas zaprosić do wzywania Go bez żadnych obaw, bez strachu.
 
Możemy zatem zdobyć się na śmiałość zbliżenia się do Niego, zbliżenia się w sposób „rodzinny”, tak jak dziecko zbliża się do swojego ojca, który je kocha.
Mamy wręcz pewność otrzymania od Niego tego, o co On sam jakby nakazuje prosić Go, ponieważ nasz niebieski Ojciec nie tylko jest dobry, ale jest On najwyższym dobrem…

Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy (Rzymian 8,15-16).

Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą (Mateusza 7,11).

Należy także sięgnąć w poszukiwaniu dalszej refleksji do Jana 3,1 i Galacjan 4,6…

Ale Bóg jest nazywamy także Ojcem, ponieważ wszystkie nasze modlitwy muszą być oparte o wstawiennictwo Jezusa Chrystusa.
Istotnie, Bóg nie patrzy na nas jako na swoje przybrane dzieci, jak tylko w odniesieniu do Jezusa Chrystusa, swego Syna Jedynego, który dał możliwość stania się dziećmi Bożymi wszystkim tym, którzy wierzą w Jego imię (Efezjan 1,5[1]; Jana 1,12[2]).

Mając więc, bracia, ufność, iż przez krew Jezusa mamy wstęp do świątyni drogą nową i żywą, którą otworzył dla nas poprzez zasłonę, to jest przez ciało swoje, oraz kapłana wielkiego nad domem Bożym (Hebrajczyków 10,19-21).


Dlatego też modlitwa tych, którzy nie są chrześcijanami nie może być niczym innym, jak tylko rodzajem krzyku niepokoju i niedoli.
Oni mogą zwracać się tylko do ich Stworzyciela, modląc się, aby zmiłował się nad nimi, a przede wszystkim aby dał się im poznać.
Jest zatem niezbędnym, aby ewangeliści, misjonarze i pastorzy głosili całemu światu dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie, i aby chrześcijanie świadczyli stale o ich wierze w Chrystusa i o ich przywilejach, aby ludzie, którzy mogą się modlić do Boga jako ich Ojca i ich Zbawiciela, byli coraz liczniejsi.

Ale dlaczego nazywamy Boga „naszym” Ojcem, a nie po prostu „moim” Ojcem?

Każdy wierzący może uważać Go za swojego Ojca i nazywać Go swoim Ojcem. To naprawdę wspaniałe.
Ale tutaj, nasz Pan Jezus Chrystus używa tego terminu w liczbie mnogiej, aby nas przyzwyczaić do używania miłości w naszych modlitwach i aby nie lekceważyć innych, aby nie myśleć w modlitwie tylko o nas samych.

A czym z kolei są słowa „który jesteś w niebiesiech”?

Znaczą one, że Bóg jest nieskończony, mocny i niepojęty.
To także taki rodzaj stałego wezwania nas samych do korygowania naszego do Niego stosunku, naszej z Nim relacji, aby nie przypisywać Bogu jakichś cech związanych z cielesnością lub z rzeczywistością ziemską; aby nie usiłować mierzyć Go miarą naszej inteligencji, ani też by nie ulegać pokusie „poddania” Go naszej woli, naszym pragnieniom, ale przeciwnie, aby mieć stałą świadomość i dyspozycję do adorowania Go, uwielbiania Go z całą naszą pokorną postawą wobec Jego chwalebnego majestatu.
On jest Bogiem wielkim, którego nic nie może ograniczyć. My tym bardziej nie możemy w żaden sposób Go ograniczyć…
A zatem nic nie może bardziej umocnić naszego zaufania Mu i naszej znajomości Go, jako Pana nieba i Pana wszystkich rzeczy, jak oddanie się Jego majestatowi w pełni.  

Wznieśmy nasze serca i nasze dłonie do Boga w niebiesiech! (Treny 3,41)

O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi. (…) życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu (Kolosan 3,2-3).


Na zakończenie kilka rad praktycznych związanych z modlitwą.

Nasz duch musi wznieść się ponad wszystko to, co nie pozwala nam widzieć Boga z czystością i chciałoby sprowadzić Go do poziomu rzeczywistości ziemskich.
Musimy zdobyć się na wysiłek panowania nad wszelkimi rozproszeniami, które przerywają bieg modlitwy, obciążają lub oddalają ducha.
Musimy mieć jasną świadomość, że oto stajemy przed Bogiem i nie możemy zmieszać rzeczywistości, które nie są Jego.
Żywe uczucie wielkości i świętości Boga musi nas zachęcić do oderwania naszych myśli i przywiązań „ziemskich”.

Zamiast mieć coś konkretnego do powiedzenia, mieć jakiś precyzyjny cel w duchu, niemała liczba chrześcijan modli się o zbyt wiele rzeczy, które czasem zbyt liczne przemykają przez ich wyobraźnię.
Kiedy kończą ich modlitwę, wręcz nie przypominają sobie już o co Boga prosili.
To nie jest modlitwa chrześcijańska.
Duch ludzki nie może obejmować w modlitwie zbyt wielu spraw, w tym samym czasie.
Tam, gdzie możemy dostrzec jakieś błogosławieństwo otrzymane na skutek modlitwy, możemy łatwo zauważyć, że modlitwa była ofiarowana, oparta o jakąś obietnice Bożą, lub o nakaz Boży, w odniesieniu do czegoś bardzo precyzyjnego.

By modlić się lepiej, pełniej, należy badać Pismo Święte z zapałem, usilnie, z pasją.
Trzeba czytać Biblię, bo wtedy jasno zauważymy jak wiele jest obietnic Bożych związanych ze sprawami konkretnymi, których pełne jest nasze życie.
A Słowo Boże jest godne zaufania i pozwoli nam z większą ufnością i konkretnością oddawać się modlitwie, o sprawy konkretne z naszego życia, bądź sprawy osób, które w modlitwie Panu polecamy.

Wielu było w historii Kościoła tych, którzy oddali się studium Biblii nie po to, aby dowiedzieć się z niej jakichś szczególnych prawd, ale aby nauczyć się modlić.
I wielu z tych daje świadectwo, że jeszcze zanim ukończyli ich lekturę, byli wypełnieni duchem modlitwy.
Odkryli oni jak Bóg w swoim Słowie może mówić do wszystkich, z całą prostotą, o tym, co jest dla ich życia niezbędne.

Konkretność modlitwy, czyli odniesienie jej do konkretnych sytuacji, faktów, osób, chroni modlitwę przed ryzykiem legalizmu.
A modlitwa przeniknięta legalizmem jest sterylna.
Modlitwa winna być przeniknięta wysiłkiem spontanicznym, ale konkretnym, wysiłkiem serca wypełnionego miłością Bożą, opartego o Jego obietnice, które staje przed Panem z ufnością i prostotą dziecka.

Można też w sposób bardzo praktyczny sporządzać notatki, podczas naszych studiów biblijnych, by zapisać obietnice które Bóg składa w swoim Słowie tym, którzy oddają Mu ich życie.
Ten element także bardzo pomoże w naszej codziennej modlitwie.

Jeszcze ostatnia, a bardzo ważna rzecz.

Jest niezbędnym pamięć o tym, że zanim poprosimy o cokolwiek Boga, musimy być z Nim pojednani.
Bóg wysłuchuje modlitwę tych tylko i tych obdarza swoją łaską, którym wybacza ich przewinienia (Łukasza 18,13-14).
Modlitwa wymaga wyznania grzechów przed Panem i prośby o Jego wybaczenie.

Zanim zatem poprosimy Boga o cokolwiek, należy prosić Go o Jego wybaczenie.
Nasze sumienie musi czuć się ogarnięte pokojem Bożego przebaczenia, po szczerym wyznaniu naszych win i po – w oparciu o obietnice Słowa Bożego – przyjęciu świadomości Jego wybaczenia.
Taki proces stawania w analizie naszego sumienia i w prośbie o wybaczenie naszych win jest istotnym warunkiem dobrej modlitwy, modlitwy miłej Bogu, modlitwy wysłuchanej.



[1] przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej,
[2] Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz