sobota, 4 stycznia 2014

Chrystus – fundament naszej modlitwy. Wprowadzenie do modlitwy „Ojcze nasz”.



Dlaczego w tytule mowa jest o Chrystusie, jako o fundamencie modlitwie?
Ponieważ tak właśnie rozważali najczęściej kwestię modlitwy sami Reformatorzy, najczęściej sytuując ją w kontekście niedzieli, jako dnia szczególnie przeznaczonego, z mocy przykazania, do modlitwy.
A w niedzielę w sposób szczególny, we wszystkich wspólnotach chrześcijańskich, rozbrzmiewają słowa modlitwy Pańskiej – Ojcze nasz.

Modlitwa Ojcze nasz jest modelem uniwersalnym dla całości rozumienia naszej modlitwy – tej szczególnej relacji z naszym Panem, który daje się poznać jako nasz Ojciec.

Jesteśmy zatem zaproszeni  do modlitwy, ale następuje tutaj zaproszenie szczególne:
Oto jesteśmy zachęceni do modlenia się: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie”!


To Jezus Chrystus zaprasza nas do zwrócenia się do Boga i do nazwania Go naszym Ojcem.
Jezus Chrystus, który jest Synem Bożym i który uczynił się naszym bratem i który czyni nas swymi braćmi.
Bierze nas ze sobą, aby nas ze sobą połączyć, abyśmy stanęli obok Niego, by żyć i działać jako bracia i jako członki Jego ciała. I mówi nam: pójdźcie za mną.

„Ojcze nasz” nie jest jakąkolwiek formą modlitwy.
Zakłada ona istnienie „my”, bo dotyczy „naszego” Ojca.
Ojciec ten jest nim dla „nas” w sposób szczególny.
To „my” tworzy się dzięki Jezusowi Chrystusowi, który nakazuje nam pójść za Nim.
To „my” zakłada komunię, społeczność człowieka, który się modli z Jezusem Chrystusem, zakłada jego ludzkie istnienie w braterstwie, w społeczności dzieci Bożych – innych ludzi, którzy wierzą.

Jezus zaprasza takiego człowieka, pozwala mu, wręcz nakazuje mu przyłączyć się do Niego, szczególnie do Jego wstawiania się do Ojca, Jego Ojca.

Jezus Chrystus zaprasza nas, nakazuje nam, pozwala nam mówić razem z Nim do Ojca, modlić się razem z Nim tą szczególna modlitwą, czyli adorować Boga, modlić się do Niego, chwalić Go jednymi ustami, jedną duszą, będąc z Nim zjednoczonymi.

To „my” oznacza jeszcze społeczność człowieka, który modli się ze wszystkimi tymi, którzy są z nim i którzy, jak on sam, są zaproszeni do modlitwy; z tymi, którzy otrzymali to samo zaproszenie, to samo przykazanie, to samo przyzwolenie modlenia się z Chrystusem.
Każdy, indywidualny człowiek, modli się „Ojcze nasz” w społeczności tego zgromadzenia, w tej kongregacji, którą nazywamy Kościołem (jeżeli weźmiemy pod uwagę to wyrażenie w jego znaczeniu pierwotnym ecclesia = kongregacja, zgromadzenie).

Choć wszystko to dzieje się w tym, co nazywamy społecznością świętych (w znaczeniu biblijnym tych, którzy oddali ich życie Bogu w Jezusie Chrystusie), w ecclesia tych, którzy są zgromadzeni przez Jezusa Chrystusa,  jesteśmy także w społeczności z tymi, którzy być może jeszcze nie modlą się, ale za których modli się Jezus Chrystus, ponieważ modli się On za całą ludzkość.
Ludzkość jest przedmiotem tej modlitwy przyczynnej, a my wstępujemy w tę społeczność – w modlitwie – z całą ludzkością.
Kiedy chrześcijanie modlą się, są oni jakby w zastępstwie tych, którzy nie modlą się i w tym sensie chrześcijanie są w społeczności z wszystkimi w ten sam sposób, w jaki Jezus Chrystus okazał swoje szczególne zainteresowanie, otwarcie i solidarność z człowiekiem grzesznym, z upadłą ludzkością.

Możemy zatem modlić się:
  • „Ojcze nasz”, który nas zrodziłeś przez Twoje Słowo, przez Twojego Ducha, Ty który jesteś naszym Ojcem, ponieważ jesteś naszym Stworzycielem, Panem Przymierza, które zechciałeś zawiązać z ludźmi; Ty, który rozpocząłeś Twoje dzieło w całym Twoim stworzeniu.
  • Ojcze nasz, który uczyniłeś sam siebie  odpowiedzialnym za całe nasze istnienie - czasowe i wieczne; Boże Ojcze, którego chwała jest naszym dziedzictwem, do którego mamy dostęp jak dzieci ich Ojca.
  • Ojcze nasz, który ze swej natury jesteś gotowy po prostu nas słuchać, nas wysłuchać… a my, my zapominamy o tym ciągle…

Bóg może być zanegowany, ale nie może o nas zapomnieć, nas zanegować. Będąc Ojcem, jest wiernym z całej swej natury. Jego wielkość i Jego dobra wola wobec nas są niezmienne.

Oto kim Bóg jest dla nas. Ale trzeba jasno powiedzieć, że my – sami z siebie – nie mamy żadnego prawa nazywać Go w ten sposób, być Jego dziećmi, przystępować do Niego w jakikolwiek sposób.

On jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi jedynie w wyniku naturalnej relacji, która istnieje między Nim, a Jezusem Chrystusem, w wyniku tego ojcostwa i tego synostwa, która była realna w osobie Jezusa Chrystusa, a dla nas jest ona – ta relacja synostwa – realna w Nim, Jezusie Chrystusie.

My jesteśmy Jego dziećmi, On jest naszym Ojcem w wyniku tego nowego narodzenia zrealizowanego w Narodzeniu Syna, w cierpieniu Wielkiego Piątku, w Zmartwychwstaniu; w wyniku tego nowego narodzenia dla nas zrealizowanego podczas Chrztu Świętego.

Nowe narodzenie oznacza nowe istnienie, rzeczywiście nowe, życie inne, niż to, które może zrodzić się z naszych tylko ludzkich możliwości, z naszych tylko ludzkich zasług.

Bóg, nasz Ojciec, oznacza, że Ojciec nasz jest miłosierdziem.
My jesteśmy i zawsze będziemy synami marnotrawnymi, którzy nie mogą domagać się innego prawa, jak tylko tego, które jest nam dane w osobie Jezusa Chrystusa.

Nie oznacza to żadnego umniejszenia tego, co można powiedzieć o Boskim ojcostwie.
Jasność i pewność, wielkość i majestat naszego Ojca ukazują się w fakcie, że znajdujemy się przed Nim bez żadnej władzy, mocy, bez zasług, bez własnej (samo-wytworzonej) wiary, z pustymi rękoma.
A jednak, w Chrystusie, jesteśmy dziećmi Bożymi.
Rzeczywistość tej dziecięcości, tego synostwa, nie byłaby w żaden sposób bardziej pewna, gdybyśmy mogli do niej dorzucić cokolwiek, co pochodziłoby od nas samych.
Rzeczywistość Boża, i ona sama, jest pełnią wszelkiej realności.

Jezus Chrystus jest dawcą i gwarantem ojcostwa Bożego, naszego synostwa. Taka jest racja, z powodu której to ojcostwo i to nasze synostwo są nieporównywalnie wyższe od każdej innej relacji, od wszelkiej ludzkiej relacji tych, którzy pośród nas, ludzi, mogą nazywać siebie ojcem i dzieckiem!

Podstawa, oryginał, wzorzec prawdziwego ojcostwa są wyłącznie w tych więzach, które Bóg sam stworzył między Nim a nami.
Wszystko, co istnieje między nami jest tylko obrazem tego pierwotnego synostwa.
Kiedy nazywamy Boga naszym Ojcem, nie wpadamy – jak niektórzy sugerują – w rodzaj symbolizmu, ale jesteśmy w pełnej rzeczywistości tych dwóch słów: ojciec i syn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz