czwartek, 16 stycznia 2014

Kwestia autorytetu



Kwestia autorytetu jest fundamentalną dla życia chrześcijańskiego, nazwijmy go religijnym, we wszystkich jego przejawach.
Wszyscy ci, którzy sytuują się wewnątrz szerokiego pojęcia myśli chrześcijańskiej przyjmują autorytet Boga jako naczelną normę prawdy, ale już sposób w jaki ten autorytet bywa pojmowany i wyrażany jest często bardzo różny wewnątrz chrześcijaństwa.

Dla przykładu subiektywizm jest charakterystyczny dla liberalizmu.
Subiektywizm często odnosi się do trzech elementów: rozumu, uczuć i sumienia człowieka.

Rozum (racjonalność) zajmował zawsze miejsce dominujące w myśleniu, które możemy nazwać liberalnym. To oczywiste, że w sferze rozumu tworzą się pojęcia, które służą za bazę komunikacji międzyludzkiej. Rozum jest koniecznym kanałem, aby przyjąć i wyrazić prawdę, ale liberalizm wzniósł rozum ludzki do bycia ostatecznym sędzią prawdy, a często wręcz do bycia tworzącym prawdę. Rozum staje się w tej sytuacji autonomiczny, nie będąc poddany żadnemu autorytetowi wyższemu lub zewnętrznemu, zapominając, że sam jest nieuniknienie ograniczony przez omylność.

W reakcji na racjonalizm pojawiły się teorie akcentujące uczucia. W przypadku doświadczenia o charakterze religijnym w teoriach tych akcent położony jest na doświadczenie osobiste lub kolektywne.

Inna forma liberalizmu kładzie nacisk na sumienie, jako centrum autorytetu. Skoro nasze poznanie pozostawia wiele do życzenia pod względem wierzytelności i jest ograniczone na różne sposoby, to nie pozostaje nic innego – dla tak myślących – jak znalezienia fundamentu autorytetu w podstawowych ludzkich instynktach moralnych. Np. Emmanuel Kant (1724-1804) był poważnym przedstawicielem takiej myśli.
We wszystkich formach liberalizmu to natura ludzka jest (pod tym, czy innym aspektem) źródłem prawdy nazwijmy ją „religijnej".
Biblia tutaj pojmowana jest jako księga zawierająca zbiór ludzkich refleksji na temat Boga, człowieka samego siebie i świata. Relacjonuje ona rozwój historyczny doświadczeń i wierzeń ludzkich i nie jest (przeciwnie do tego co myślą biblijnie wierzący) oddaniem Bożego przesłania, które pojawiło się na pewnym etapie (etapach) historii ludzkiej.

Są jednak także ci, których jedni określają konserwatystami, inni wręcz złośliwie przypną im łatkę fundamentalistów, podczas gdy oni po prostu czynią z Biblii jedyny fundament autorytetu religijnego. Wolą, by nazywano ich wierzącymi ortodoksyjnie (czyli zgodnie z prawdą obiektywną). Dla nich Pismo Święte zawiera obiektywne objawienie Boże i stanowi zatem najważniejszy autorytet.

Aby dobrze zrozumieć objawienie Boże w Biblii, należy oddać się rozumnej pracy odrodzonym duchem, aplikować wiarę do sfer nie podlegających łatwemu zrozumieniu, mieć odwagę uznania zależności od tej szczególnej posługi nauczania, jaką wykonuje Duch Święty. Trzeba też posiadać czyste sumienie przed Bogiem i poznawać historię ludzką i korzystać z doświadczenia, jakie poznanie takie ze sobą niesie.

Niemniej, zdarza się, że w praktyce i wręcz niezgodnie z ich pozycjami teoretycznymi, dochodzi także w środowiskach uważających się za ortodoksyjnie wierzące do ujęcia Biblii jej roli jedynego autorytetu.
1.    Niektóre tradycje lub denominacje chrześcijańskie przydają ich dokumentom konfesyjnym (można je też nazwać księgami symbolicznymi) autorytet równy Biblii. Oczywiście, dokumenty konfesyjne, o których tu mówimy, mogą dawać formuły dokładne i użyteczne dla prawdy, ale nie mogą nigdy posiadać autorytetu, aby prawdę osądzać. Należy je zawsze uznać (co zresztą wielokrotnie podkreślali Ojcowie Reformacji) za poddane możliwości błędu (bo natura ludzka jest skażona grzechem, a zatem poddana możliwości błędu) i winny być stale podległe autorytetowi Biblii.
2.    Niektóre środowiska chrześcijańskie nadają tradycji lub praktykom przyjętym przez władze autorytet podobny temu, jaki winien być wyłącznie zarezerwowany dla Biblii. Pomimo jednak, że Kościół ma obowiązek dawać dyrektywy, które stanowią autorytet dla jego członków (Hebrajczyków 13,7.17), musi zawsze mieć świadomość, że akty te mogą być skażone błędem i muszą być okresowo poddawane analizie i – jeśli potrzeba zajdzie – rewizji dla lepszego poddania ich jedynemu autorytetowi Biblii.
3.    Niektóre Kościoły, czy środowiska kościelne widzą najwyższy autorytet w doświadczeniu religijnym (w znaczeniu doznania). Owszem, ale zdrowe doświadczenie (doznanie) jest zawsze owocem poddania się autorytetowi biblijnemu. Nie można zapominać, że wszystkie formy doznań religijnych winny być kierowane, kontrolowane i chronione przez Biblię. Uczynienie z doznania religijnego czegoś o charakterze normatywnym i przydanie mu możliwości bycia ostatecznym autorytetem jest tym samym błędem, jaki dokonuje liberalizm zastępując kryteria obiektywne, biblijne, subiektywizmem egzystencjalnym.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli kto zachowa słowo moje, śmierci nie ujrzy na wieki (Ewangelia według Jana 8,51).

Dyscyplina w Kościele



Spróbujmy przyjrzeć się najpierw terminowi „dyscyplina kościelna” w najbardziej szerokim znaczeniu dla protestantyzmu.
W języku kościelnym protestanckim, dyscyplina odróżnia się od nauczanej doktryny i oznacza całość praw i reguł, które regulują życie wewnętrzne danego konkretnego Kościoła.
„Jak nauka naszego Pana Jezusa jest duszą Kościoła, tak dyscyplina jest w nim jak nerwy są w ciele, aby połączyć członki i je utrzymać każdy na swoim miejscu i porządku” (Kalwin, Institutio Christianae Religionis IV, XII, 10.
Dla Marcina Bucera (1491-1551), reformatora Strasburga, dyscyplina jest koniecznością życia wspólnotowego.
Termin „dyscyplina kościelna”, historycznie rzecz biorąc,  jest przede wszystkim w użyciu w Kościołach reformowanych.
Należy jednak od razu podkreślić, że w perspektywie protestanckiej dyscyplina (najszerzej rozumiana, jako prawo kościelne) jest drugorzędna wobec porządku zbawienia. Wynika ona całkowicie z naszej ziemskiej sytuacji, ale nie ma – co jest bardzo ważne - charakteru fakultatywnego.
Reformowani może nieco chętniej niż luteranie podkreślają ten element w ich rozumieniu dyscypliny.
Nie można popaść w rodzaj romantyzmu i trzeba jasno powiedzieć, że Kościół potrzebuje organizacji i ta organizacja, podobnie jak szacunek ustalonych reguł, ma odpowiadać temu, co można oczekiwać od wspólnoty chrześcijańskiej, bez jednoczesnego zapominania, że ludzie pozostają podmiotami w ich naturze ludzkiej.
Dyscyplina ma więc za cel pozwolić chrześcijanom żyć razem poprawnie, regulując w szczególności nie tylko organizację zgromadzeń, służbę lub posługi, których Kościół potrzebuje, ale i osobiste życie jego członków.
Można powiedzieć, idąc za jednym z myślicieli, że reguły prawa kościelnego usiłują pomóc rozwiązać problemy jutra, używając do tego języka z dzisiaj, opierając się o doświadczenie z wczoraj.

Istnieją pewne reguły podstawowe, stanowiące bazę tworzenia rozwiązań, mających stanowić w konsekwencji reguły dla kościelnego prawa wewnętrznego. Reguły te, wyniesione z analizy Pisma Świętego, winny być poważnie brane pod uwagę w wykonywaniu funkcji dyscypliny kościelnej.

Przyjrzyjmy się niektórym z nich, bez aspirowania do podania ich pełnej i wyczerpującej listy oraz do powiedzenia wszystkiego na ich temat.

Posługa dyscypliny kościelnej – racje podstawowe
Pismo Święte wskazuje przynajmniej cztery racje, dla których wykonywanie dyscypliny kościelnej jest niezbędne:
1.    Staranie się o zmazanie skazy i rosnącego złego wpływu na życie, który powoduje grzech (1 Koryntian 5,6-8);
2.    Powstrzymanie innych chrześcijan od grzeszenia i zachęcenie ich do pobożności (Galacjan 6,1; 1 Tymoteusza 5,20);
3.    Wzmocnienie zdrowej wiary (Tytusa 1,13);
4.    Pomoc - przez korektę i odnowę - bratu, który się zagubił (2 Koryntian 2,5-11).

Kwestia zachowania się tych, którzy mają wykonywać posługę dyscypliny w Kościele
Ci, którzy są wezwani do wykonywania posługi dyscypliny muszą dać dowód następujących cech:
a.    Łagodności (Galacjan 6,1);
b.    Niezmiennej postawy wobec grzechu (Tytusa 1,13);
c.    Miłości (2 Tesaloniczan 3,9-15);
d.    Ducha gotowego do wybaczenia temu, który wyraża skruchę (2 Koryntian 2,5-11).

Zasady wykonywania dyscypliny
Można wstępnie podać trzy zasady fundamentalne, które muszą regulować wykonywanie dyscypliny kościelnej, a są to:
a.    Bezstronność (1 Tymoteusza 5,21);
b.    Brak wszelkiego pośpiechu, na korzyść szacunku wobec uprzednio ustalonych procedur (Mateusza 18,15-20);
c.    Poszukiwanie korekty grzesznika i jego reintegracji finalnej do wspólnoty Kościoła (2 Koryntian 2,6-8).

Ci, którzy winni być poddani korekcie
Pismo Św. wskazuje przynajmniej siedem typów osób, które powinny być obiektami działań dyscyplinarnych ze strony Kościoła. Niektóre kategorie nakładają się wzajemnie…
1.    Starszy, który jest oskarżony (1 Tymoteusza 5,19-20). W przypadku grzechu utrzymującego się u starszego, dwóch lub trzech świadków winno go wskazać. Reprymenda musi być publiczna, aby zainspirować także innych do odejścia od grzechu.
2.    Brat, który zgrzeszył (Mateusza 18,15-22). Procedura zawiera: i. reprymendę prywatną (tekst nie precyzuje ile razy winnemu ma być zwrócona uwaga), ii. interwencję innych chrześcijan (tu ponownie nie jest wskazane ile razy), iii. ukazanie danego przypadku przed całym Kościołem, jeżeli winny pozostaje w swoim odrzucaniu wyrażenia skruchy. Kościół musi zatem zerwać kontakt duchowy i społeczny z zagorzałym grzesznikiem.
3.    Jakiś brat zostaje złapany na złym uczynku (Galacjan 6,1). Chodzi o chrześcijanina, który upadł w grzech w chwili nieuwagi, a nie o brata, który trwa w grzechu. Taki człowiek potrzebuje pomocy doświadczonego chrześcijanina, aby uporządkować swoje życie i wrócić na właściwą ścieżkę.
4.    Brat, który żyje w nieporządku (2 Tesaloniczan 3,6). Chodzi tu o tego, kto oddalił się od nauczania Pisma Św., a szczególnie chodzi tu o kogoś, kto odrzuca obowiązek pracy, ponieważ wierzy w rychły powrót Pana. Paweł zachęca go do podjęcia pracy, ponieważ inni chrześcijanie nie są zobowiązani troszczyć się o jego potrzeby.
5.    Fałszywi nauczyciele (Tytusa 1,10-16). Kiedy fałszywi nauczyciele wślizgują się do Kościoła, należy ich surowo napomnieć. Mamy  tutaj przykład z nauczaniem wzmiankowanym w 1 Tymoteusza, które dotyczy pojmowania zmartwychwstania w sensie duchowym lub alegorycznym – Paweł mówi, że członkowie Kościoła powinni unikać takich osób za wszelki sposób (1 Tymoteusza 1,20; 2 Tymoteusza 2,17-18).
Pomimo dużej surowości wobec fałszywych nauczycieli, Paweł dał dowód wielkiej cierpliwości wobec osób wciągniętych w błędy doktrynalne. Nie zachęca np. do ekskomuniki chrześcijan, którzy w Koryncie negowali zmartwychwstanie. Sam Paweł podjął natomiast, z dużą cierpliwością, wysiłek nauczania ich prawdy wiary.
6.    Ci, którzy prowokują podziały (Tytusa 3,8-11). Dotyczy to osób, które wzniecają spory wokół spraw banalnych i ulotnych i zasiewają niepokój w Kościołach. Należy ich ostrzec i upomnieć dwukrotnie, by w dalszej kolejności – z braku poprawy - wyłączyć ze społeczności i unikać ich. W Rzymian  16,7 Paweł zakłada podobny środek, mówiąc swoim czytelnikom: Oddalcie się od nich!
7.    Brat, który żyje w niemoralności (1 Koryntian 5). Ponieważ  w tym przypadku grzech kazirodztwa był trwający długo i był publiczny, winny ma być „oddany Szatanowi”, to znaczy pozbawiony społeczności w Kościele i odesłany do własności Szatana, inaczej mówiąc świata (w znaczeniu rzeczywistości nieposłusznej Bogu) i wystawiony na wszelkie ryzyko z tym wiążące się.
W przypadku innych grzechów, które chrześcijanie mogą popełnić (jak wszeteczeństwo, chciwość, bałwochwalstwo, oszczerstwo, pijaństwo lub grabież) sankcja dotyczy wyłączenia winnego ze społeczności chrześcijańskiej (z ucięciem wszelkich z nim kontaktów zwykłych, nawet tych codziennych).

W ramach poszerzenia wcześniej prezentowanych stanowisk (przez wspomnianych już teologów Reformacji XVI w.), warto jeszcze wspomnieć Johna Wesleya (1703-1791), ojca ruchu zwanego metodyzmem, który był znany z nacisku kładzionego na denuncjację grzechu i na dyscyplinę kościelną. Odpowiedzialni tzw. klas biblijnych, które gromadziły się w domach musieli poddać każdego uczestnika cotygodniowemu rachunkowi sumienia, sondując jego życie i jego duchowe prowadzenie się…

Dlaczego piszemy o tych wszystkich elementach biblijnych? Jesteśmy pewni, że oparcie się o Słowo Boże daje gwarancję nie błądzenia w pustce i podkreśla zdecydowany radykalizm wymagań świadectwa życia od tych, którzy naprawdę chcą być uczniami Syna Bożego.
Ośmielimy się wręcz na uwagę, ze Kościoły, które nie poddają poważnej refleksji dyscypliny życia (ich członków, struktur, funkcjonowania) staną się zdecydowanie Kościołami słabymi (co nie musi w sposób konieczny oznaczać ich zaniknięcia, a niektóre z takich Kościołów mogą nawet stwarzać iluzje żywotności)…

sobota, 4 stycznia 2014

Chrystus – fundament naszej modlitwy. Wprowadzenie do modlitwy „Ojcze nasz”.



Dlaczego w tytule mowa jest o Chrystusie, jako o fundamencie modlitwie?
Ponieważ tak właśnie rozważali najczęściej kwestię modlitwy sami Reformatorzy, najczęściej sytuując ją w kontekście niedzieli, jako dnia szczególnie przeznaczonego, z mocy przykazania, do modlitwy.
A w niedzielę w sposób szczególny, we wszystkich wspólnotach chrześcijańskich, rozbrzmiewają słowa modlitwy Pańskiej – Ojcze nasz.

Modlitwa Ojcze nasz jest modelem uniwersalnym dla całości rozumienia naszej modlitwy – tej szczególnej relacji z naszym Panem, który daje się poznać jako nasz Ojciec.

Jesteśmy zatem zaproszeni  do modlitwy, ale następuje tutaj zaproszenie szczególne:
Oto jesteśmy zachęceni do modlenia się: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie”!


To Jezus Chrystus zaprasza nas do zwrócenia się do Boga i do nazwania Go naszym Ojcem.
Jezus Chrystus, który jest Synem Bożym i który uczynił się naszym bratem i który czyni nas swymi braćmi.
Bierze nas ze sobą, aby nas ze sobą połączyć, abyśmy stanęli obok Niego, by żyć i działać jako bracia i jako członki Jego ciała. I mówi nam: pójdźcie za mną.

„Ojcze nasz” nie jest jakąkolwiek formą modlitwy.
Zakłada ona istnienie „my”, bo dotyczy „naszego” Ojca.
Ojciec ten jest nim dla „nas” w sposób szczególny.
To „my” tworzy się dzięki Jezusowi Chrystusowi, który nakazuje nam pójść za Nim.
To „my” zakłada komunię, społeczność człowieka, który się modli z Jezusem Chrystusem, zakłada jego ludzkie istnienie w braterstwie, w społeczności dzieci Bożych – innych ludzi, którzy wierzą.

Jezus zaprasza takiego człowieka, pozwala mu, wręcz nakazuje mu przyłączyć się do Niego, szczególnie do Jego wstawiania się do Ojca, Jego Ojca.

Jezus Chrystus zaprasza nas, nakazuje nam, pozwala nam mówić razem z Nim do Ojca, modlić się razem z Nim tą szczególna modlitwą, czyli adorować Boga, modlić się do Niego, chwalić Go jednymi ustami, jedną duszą, będąc z Nim zjednoczonymi.

To „my” oznacza jeszcze społeczność człowieka, który modli się ze wszystkimi tymi, którzy są z nim i którzy, jak on sam, są zaproszeni do modlitwy; z tymi, którzy otrzymali to samo zaproszenie, to samo przykazanie, to samo przyzwolenie modlenia się z Chrystusem.
Każdy, indywidualny człowiek, modli się „Ojcze nasz” w społeczności tego zgromadzenia, w tej kongregacji, którą nazywamy Kościołem (jeżeli weźmiemy pod uwagę to wyrażenie w jego znaczeniu pierwotnym ecclesia = kongregacja, zgromadzenie).

Choć wszystko to dzieje się w tym, co nazywamy społecznością świętych (w znaczeniu biblijnym tych, którzy oddali ich życie Bogu w Jezusie Chrystusie), w ecclesia tych, którzy są zgromadzeni przez Jezusa Chrystusa,  jesteśmy także w społeczności z tymi, którzy być może jeszcze nie modlą się, ale za których modli się Jezus Chrystus, ponieważ modli się On za całą ludzkość.
Ludzkość jest przedmiotem tej modlitwy przyczynnej, a my wstępujemy w tę społeczność – w modlitwie – z całą ludzkością.
Kiedy chrześcijanie modlą się, są oni jakby w zastępstwie tych, którzy nie modlą się i w tym sensie chrześcijanie są w społeczności z wszystkimi w ten sam sposób, w jaki Jezus Chrystus okazał swoje szczególne zainteresowanie, otwarcie i solidarność z człowiekiem grzesznym, z upadłą ludzkością.

Możemy zatem modlić się:
  • „Ojcze nasz”, który nas zrodziłeś przez Twoje Słowo, przez Twojego Ducha, Ty który jesteś naszym Ojcem, ponieważ jesteś naszym Stworzycielem, Panem Przymierza, które zechciałeś zawiązać z ludźmi; Ty, który rozpocząłeś Twoje dzieło w całym Twoim stworzeniu.
  • Ojcze nasz, który uczyniłeś sam siebie  odpowiedzialnym za całe nasze istnienie - czasowe i wieczne; Boże Ojcze, którego chwała jest naszym dziedzictwem, do którego mamy dostęp jak dzieci ich Ojca.
  • Ojcze nasz, który ze swej natury jesteś gotowy po prostu nas słuchać, nas wysłuchać… a my, my zapominamy o tym ciągle…

Bóg może być zanegowany, ale nie może o nas zapomnieć, nas zanegować. Będąc Ojcem, jest wiernym z całej swej natury. Jego wielkość i Jego dobra wola wobec nas są niezmienne.

Oto kim Bóg jest dla nas. Ale trzeba jasno powiedzieć, że my – sami z siebie – nie mamy żadnego prawa nazywać Go w ten sposób, być Jego dziećmi, przystępować do Niego w jakikolwiek sposób.

On jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi jedynie w wyniku naturalnej relacji, która istnieje między Nim, a Jezusem Chrystusem, w wyniku tego ojcostwa i tego synostwa, która była realna w osobie Jezusa Chrystusa, a dla nas jest ona – ta relacja synostwa – realna w Nim, Jezusie Chrystusie.

My jesteśmy Jego dziećmi, On jest naszym Ojcem w wyniku tego nowego narodzenia zrealizowanego w Narodzeniu Syna, w cierpieniu Wielkiego Piątku, w Zmartwychwstaniu; w wyniku tego nowego narodzenia dla nas zrealizowanego podczas Chrztu Świętego.

Nowe narodzenie oznacza nowe istnienie, rzeczywiście nowe, życie inne, niż to, które może zrodzić się z naszych tylko ludzkich możliwości, z naszych tylko ludzkich zasług.

Bóg, nasz Ojciec, oznacza, że Ojciec nasz jest miłosierdziem.
My jesteśmy i zawsze będziemy synami marnotrawnymi, którzy nie mogą domagać się innego prawa, jak tylko tego, które jest nam dane w osobie Jezusa Chrystusa.

Nie oznacza to żadnego umniejszenia tego, co można powiedzieć o Boskim ojcostwie.
Jasność i pewność, wielkość i majestat naszego Ojca ukazują się w fakcie, że znajdujemy się przed Nim bez żadnej władzy, mocy, bez zasług, bez własnej (samo-wytworzonej) wiary, z pustymi rękoma.
A jednak, w Chrystusie, jesteśmy dziećmi Bożymi.
Rzeczywistość tej dziecięcości, tego synostwa, nie byłaby w żaden sposób bardziej pewna, gdybyśmy mogli do niej dorzucić cokolwiek, co pochodziłoby od nas samych.
Rzeczywistość Boża, i ona sama, jest pełnią wszelkiej realności.

Jezus Chrystus jest dawcą i gwarantem ojcostwa Bożego, naszego synostwa. Taka jest racja, z powodu której to ojcostwo i to nasze synostwo są nieporównywalnie wyższe od każdej innej relacji, od wszelkiej ludzkiej relacji tych, którzy pośród nas, ludzi, mogą nazywać siebie ojcem i dzieckiem!

Podstawa, oryginał, wzorzec prawdziwego ojcostwa są wyłącznie w tych więzach, które Bóg sam stworzył między Nim a nami.
Wszystko, co istnieje między nami jest tylko obrazem tego pierwotnego synostwa.
Kiedy nazywamy Boga naszym Ojcem, nie wpadamy – jak niektórzy sugerują – w rodzaj symbolizmu, ale jesteśmy w pełnej rzeczywistości tych dwóch słów: ojciec i syn.