niedziela, 16 listopada 2014

Nowe narodzenie



Termin „nowe narodzenie” budzi nierzadko rodzaj napięcia. Zdarza się także, że niektórzy kojarzą ten zwrot z rodzajem sekciarskiego ekskluzywizmu. Niemniej, nie wolno nam zapomnieć, że wskazującym nań jest sam Jezus Chrystus.
Dobrze byłoby zatem pozbawić to pojęcie zbędnych mitów i przyjąć go z prostotą takim, jakim znajdujemy je w nauczaniu Ewangelii.

Wprowadzenie.

Zanim zaczniemy nasze rozważanie, przeczytajmy uważnie tekst z Ewangelii św. Jana, rozdział 3, wiersze od 1 do 21.
Uważny lektor Biblii może zdziwić się, słysząc Pana Jezusa, Syna Bożego, stwierdzającego wobec Nikodema, człowieka pobożnego i moralnego, że jeśli nie narodzi się na nowo, nie będzie mógł zobaczyć Królestwa Niebieskiego, ani też do niego wejść (Jn 3,3-5).

W życiu ludzkim, dwie rzeczy są absolutnie nie do uniknięcia oraz jedna obok nich, która jest  absolutnie fundamentalna. Dwoma pierwszymi są: a. śmierć (2 Sm 14,14; Hbr 9,27) i b. sąd Boży, który nadejdzie (Rz 14,2; Obj 20,11-15). Tą kolejną jest nowe narodzenie.
Spróbujmy poddać rozważaniu tę ostatnią prawdę: czym jest nowe narodzenie? Ponieważ jednak jest tak wiele nieporozumień z nią związanych, przyjrzyjmy się najpierw kryteriom negatywnym, czyli…

Czym nowe narodzenie nie jest:
a.    Nie jest  nim narodzenie fizyczne lub pochodzenie naturalne - „z krwi”. Ten, który rodzi się z rodziców chrześcijańskich nie jest już z samego tego faktu chrześcijaninem!
b.    Nie jest ono także owocem osobistych wysiłków: „nie z woli ciała”. Nikt nie może odrodzić się w wyniku własnych wysiłków.
c.    Nie jest także produktem ludzkiego pośrednictwa: „nie z woli ludzkiej, ale z Boga”. Żadna istota ludzka, jakkolwiek byłaby ważną, np. przez swoją pozycję kościelną, nie może udzielić komuś nowego narodzenia. Żadne rytuały, ceremonie jakiegokolwiek systemu religijnego, niezależnie od towarzyszącej im pompy, nie mogą wytworzyć nowego narodzenia.
d.    Nie jest ono zmianą fizyczną: Chrystus ukazał Nikodemowi jego błąd i wytłumaczył mu, że zmiana winna mieć charakter duchowy (Jn 3,4-6).
e.    Nie jest zmianą porządku społecznego i nie wprowadza żadnej zmiany co do miejsca. Ten, który jest nowo narodzony nie jest porwany do nieba, ale musi pozostać na ziemi, aby służyć teraz Zbawicielowi i Panu, i aby Mu się podobać (1 Kor 7,20-24; Kol 3,22-24).
f.     Nie jest ona wyłącznie intelektualnym rozumieniem jakiejś teorii: człowiek może mieć wielką wiedzą w materii religijnej/teologicznej, czasem nawet pełnić posługi, urzędy kościelne, bez bycia przy tym nowo narodzonym. Zdarza się i tak, że ci, którzy teoretycznie akceptują konieczność nowego narodzenia, nigdy go w rzeczywistości nie doświadczyli.
g.    Nie jest ono rezultatem jakiejś reformy, polepszenia moralnego indywiduum, przez które progresywnie opuszczałby on swe złe przyzwyczajenia. Jest to zmiana całej jego istoty, a nie tylko jego postępowania.
h.    Nie jest ono przekonaniem religijnym. Można być bardzo szczerym w swoich przekonaniach, być ochrzczonym, stać się członkiem Kościoła, przyjmować Komunię, być zaangażowanym w aktywności religijne, a nie być nowo narodzonym. Pamiętajmy, że Chrystus podaje całość tego wykładu  Nikodemowi, teologowi żydowskiemu, człowiekowi z pewnością znanemu i pełniącemu niebanalną funkcję społeczno-religijną (Jn 3,1).
Postawmy teraz dwa pytania, które odnoszą się do nowego narodzenia.
1.    Dlaczego należy narodzić się na nowo?
2.    Jak można narodzić się na nowo?

Dlaczego należy narodzić się na nowo?

W Jn 3,6 słowo „ciało” oznacza naturę człowieka, którą człowiek otrzymuje od swojego fizycznego narodzenia. Przez swoje nieposłuszeństwo Bogu Adam, pierwszy człowiek, nabył naturę upadłą i ta natura została przekazana wszystkim jego potomkom. Przeczytajcie w Liście do Rzymian 5,12.18-19; Psalmie 51,7… Charakter tej natury grzesznej, którą umownie nazywa się w Piśmie ciałem, jest opisany w Liście do Rzymian 8,5-8. Natura ta staje w opozycji do Boga, nie poddaje się Jego Prawu i – w konsekwencji – nie może Mu się podobać.
Inaczej mówiąc, człowiek pozbawiony jest właściwości duchowej, która pozwoliłaby mu w pełni pragnąć, rozumieć i docenić rzeczy boskie (1 Kor 2,14).

Analogicznie, jak np. jakiś dar artystyczny lub poetycki przychodzi człowiekowi wraz z jego urodzeniem fizycznym, duchowa zdolność rozumienia rzeczy boskich przychodzi do nas z narodzeniem duchowym.
Człowiek może uczyć się, rozwijać intelektualnie, a nawet z oddaniem praktykować własną religię, ale jego własna natura pozostanie nie zmienioną w jej dystansie wobec Boga.  
Nowe narodzenie zatem jest cudem, przez jaki człowiek otrzymuje naturę duchową, która jest w rzeczywistości prezentem od Boga. Tylko ta natura pozwala człowiekowi pojąć rzeczy boskie i znaleźć w nich swoje szczęście. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest.

Miejmy świadomość, że istnieje królestwo duchowe, którego człowiek - z powodu swej grzesznej natury - nie może widzieć i nie może do niego wejść sam z siebie: Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego (Jn 3,3.5).

Co oznacza to wyrażenie: „królestwo Boże”?
Chodzi tu o doświadczenie duchowe, ponieważ czytamy: Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym (Rzymian 14,17).
Spróbujmy wyobrazić sobie dwa królestwa lub sfery, pierwsze człowieka i drugie królestwo Boże; jedno nazywane „ciałem”, a drugie nazywane „duchem”. Wszyscy ludzie są wprowadzeni do pierwszego, przez samo ich narodzenie. Jest to królestwo, gdzie człowiek, ze swej natury ma życie, ruch i bycie…
Jak człowiek może być doprowadzony do zrozumienia ważności tej drugiej sfery, królestwa Bożego, a potem wejść do niej? Odpowiedź jest prosta – należy narodzić się na nowo lub być odrodzonym, co oznacza narodzić się duchowo. Przez to nowe narodzenie człowiek otrzymuje nową naturę, która wprowadzi go tej drugiej sfery. Przez nowe narodzenie będzie miał on naturę duchową, pozwalającą mu cieszyć się w sposób pełny duchową rzeczywistością, charakterystyczną dla królestwa Bożego.

Wyrażenie „narodzić się na nowo” jest czasami tłumaczone „narodzić się z góry”. Słowa te wskazują na źródło nowego narodzenia.
Narodzenie fizyczne pochodzi od człowieka i jest ono ziemskie; narodzenie duchowe pochodzi od Boga i jest niebiańskie. Przeczytajmy teraz Rzymian 8,9. W tym tekście Paweł mówi o ludziach, którzy nie żyją według ciała, ale według ducha. Jak można przejść z jednego królestwa do drugiego? Przez moc Ducha Bożego, w chwili, kiedy przyjmuje się Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela.

Człowiek nie posiada ze swej natury życia duchowego. Jest on opisany w Piśmie, jako będący martwym przez swoje grzechy, obcy życiu Bożemu, bez życia (Ef 2,1; 4,18; 1 Jn 5,11-12).
Jak ciało pozbawione życia fizycznego jest ogłoszone umarłym fizycznie, podobnie Biblia opisuje człowieka pozbawionego życia duchowego, jako będącego martwym (1 Tm 5,6; Łk 15,24).
Dlaczego używamy tu pojęcia śmierci? Zauważmy, że w zwykłym znaczeniu śmierć z zasady pociąga za sobą separację, oddzielenie. Na zasadzie analogii ten, który jest oddzielony od Chrystusa (w którym jest życie), jest duchowo umarłym (Jn 1,4).
Jak dać życie duchowe istocie martwej duchowo?
Zwróćmy uwagę, w tekście Jana 5,25, na odpowiedź Jezusa na to pytanie. Wszyscy, którzy słyszą głos Syna Bożego, którzy otrzymują Jego Słowo i którzy akceptują Go jako Zbawiciela, otrzymują życie wieczne. Są oni zatem narodzeni na nowo. Tu można także przeczytać Jn 3,16; 5,23; 6,47; 10,26-28; 1 Jn 5,13.

W świetle tego, co zostało omówione wcześniej, rozumiemy, dlaczego Jezus powiedział do Nikodema: Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić (Jn 3,7).
Konieczność odrodzenia jest zasadna i doskonale usprawiedliwiona i nie powinna prowokować zdziwienia. Nowe narodzenie jest zasadniczą zmianą duchową (Jn 3,8), a jedynie Bóg może dokonać tego cudu.

Jak można narodzić się na nowo?

Zgodnie z nauczaniem Jezusa Chrystusa, nowe narodzenie odbywa się w sposób następujący:

1.    Po wejściu w bliski kontakt ze Słowem Bożym (Jana 3,5). We wskazanym tekście można znaleźć słowo „woda”. Woda jest symbolem znanym w Słowie Bożym (por. Jn 15,3; Ps 119,9). Woda jest w pełni elementem oczyszczającym. Niemniej, nie ma tutaj związku z Chrztem. Liczne teksty biblijne ukazują jasno, że nowe narodzenie jest dziełem Słowa Bożego (por. 1 P 1,23-25; Jk 1,18). Podobnie jak woda, Słowo Boże oczyszcza ducha tego, który czyta je z wiarą i uwalnia od wszelkiej błędnej idei dotyczącej Boga i Jego zbawienia.
Słowo Boże, wchodząc w serce ludzkie:
·         Czyni jasnym stan zatracenia grzesznika (Rz 3,10-19);
·         Objawia miłość Boga, który obdarza człowieka zbawieniem (Jn 3,16);
·         Ukazuje jak grzesznik może być zbawiony (Rz 10,1-17).
2.    Przez Ducha Bożego, który czyni swoją siedzibę w życiu wierzącego (Jn 3,5). Duch Święty, który jest trzecią Osobą Trójcy, został zesłany po wniebowstąpieniu Chrystusa, aby przekonać ludzi o ich grzechach, by usłyszeli Słowo Boże, mające ich doprowadzić do złożenia ufności w Jezusie Chrystusie i do znalezienia siedziby w sercu każdego wierzącego. Duch Święty czyni wierzących zdolnymi do pojęcia rzeczy duchowych i prowadzi ich w poznaniu prawdy (por. Jn 16,7-15; Ef 1,13; 4,30; 1 P 1,3-4; Ga 5,22-26).

Kiedy człowiek czyta lub słucha Słowa Bożego, Duch Święty objawia z mocą jego sercu, że jest grzesznikiem, winnym, straconym, bez siły i nadziei. Następnie to samo Słowo pozwala mu zrozumieć, że zbawienie otrzymuje się przez wiarę w Jezusa Chrystusa, który wszystko wypełnił, aby dać zbawienie grzesznikowi. W tym samym momencie, gdy człowiek powierza się Jezusowi Chrystusowi, Duch Święty czyni w nim swoją siedzibę i kładąc na nim swoją pieczęć, daje świadectwo, że należy on do Chrystusa i że jest odkupiony. Nie chodzi tu o odczuwanie jakiejś emocji, ale o wiarę w fakty. Nie opiera się o czucie narodzenia się do życia wiecznego!

3.    Przez wiarę w ofiarę Chrystusa za nas (Jn 3,14-16). Słowa Chrystusa w tym fragmencie ukazują w sposób doskonale jasny jak grzesznik może wziąć w posiadanie to nowe życie.

Kiedy Nikodem pyta: „Jak to może stać się”?, Jezus Chrystus odpowiada mu, wspominając tekst znany mu z pewnością ze Starego Testamentu. Ukazuje on obraz nowego narodzenia i sposób w jaki można doświadczyć go. Przeczytajmy w IV Księdze Mojżeszowej (Liczb) tekst 21,4-9… Jego znaczenie dla nas można streścić w kilku poniżej podanych słowach. Przyjrzyjmy im się uważnie, ponieważ jest to tłumaczenie nowego narodzenia, jakie daje nam Jezus Chrystus.
a.    Grzech (Liczb 21,5). Jak Izrael, cała rasa ludzka zgrzeszyła i stała się winną wobec Boga. Wszyscy zgrzeszyli w myślach, w słowach i w czynach (Rzymian 3,2-3).
b.    Sąd (Liczb 21,6). Grzech Izraela sprowadził nań zasłużony sąd; podobnie Bóg obwieszcza, że będzie sądził każdy grzech. Por. Rzymian 1,18; Joba 36,17-18; Rzymian 6,23.
c.    Skrucha (Liczb 21,7). Izrael przyjmuje swoją winę, wyznaje ją i prosi o wybaczenie. Prawdziwa skrucha zaczyna się zawsze przez zmianę sposobu postępowania. Bóg wymaga skruchy człowieka, nakazując mu uznanie się za grzesznika, skazanego; nakazuje mu tym samym dążenie do uzyskania wybaczenia Bożego przez wyznanie i zaniechanie swego grzechu. Por. Łk 13m3; Dz 17,30-31; Mk 1,15.
d.    Objawienie (Liczb 21,8). „Przedwieczny mówi…”. Podobnie jak Bóg objawił wszystkim skazanym Izraelitom sposób na bycie uzdrowionymi, tak i dzisiaj objawia wszystkim grzesznikom sposób bycia zbawionymi (2 Tm 3,15-17; Rz 10,8-9).
e.    Sposób (Liczb 21,8-9). Wąż ze spiżu został ulany i umieszczony na drzewcu w samym środku obozu Izraelitów. Porównajmy ten fragment z Jana 3,14. Podobnie jak Mojżesz uniósł węża, trzeba było, aby Chrystus został podniesiony na krzyżu, aby przynieść zbawienie ludziom, zatraconym z powodu grzechu. Na krzyżu Jezus poniósł nasze grzechy, poddał się całości kary, na jaką my – ludzie – zasłużyliśmy. Przez swoją śmierć spełnił wszystkie wymagania Boże wobec grzesznika. Bóg, podnosząc z martwych swego Syna, dowiódł, że Jego ofiara była całkowicie wystarczająca. Por. Iz 53, 5-6; 1 Kor 15,1-4; Rz 5,7-9.
f.     Warunek (Liczb 21,8). „I spojrzy nań”… Sam fakt, że wąż spiżowy został podniesiony,  nie przydawał uzdrowienia. Wszyscy ci, którzy zostali ukąszeni, musieli spojrzeć na niego, aby żyć. Sam fakt, że Jezus umarł na krzyżu za grzeszników i że wypełnił wszystko to, co jest niezbędne do zbawienia, nie może sam z siebie zapewnić zbawienia grzesznikowi. Ów grzesznik musi uwierzyć w Jezusa Chrystusa, przyjąć Go jako swego osobistego Zbawiciela i uczynić z Niego swojego Pana. To właśnie Jezus chciał wyrazić, mówiąc: aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny (Jn 3,16). Bóg nie wymagał od Izraelitów modlitwy, ani też podjęcia jakichś szczególnych rozwiązań, ani np. złożenia ofiary pieniężnej, ani też dokonywania dobrych uczynków, aby zasłużyć na uzdrowienie. Podobnie, aby otrzymać zbawienie, grzesznik ma tylko uznać swą całkowitą nędzę duchową, poddać się dziełu, które Chrystus dokonał dla niego i przyjąć Go w wierze jako swojego Zbawiciela. Por. Jn 1,12; Dz 13,38-39; Ef 2,8-9.
I wreszcie:
g.    Rezultat (Liczb 21,9). Ten, który „spojrzał nań, zachowywał życie”. Dokładnie w momencie, gdy jakiś Izraelita został ukąszony przez jadowitego węża, a spojrzał na węża spiżowego, otrzymywał na nowo życie i był jak narodzony na nowo. Zatracony grzesznik, który wierzy w Dobrą Nowinę, zwiastującą mu, że Chrystus umarł za niego,  gdy przyjmuje ostatecznie Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, otrzymuje życie duchowe, życie wieczne. Duch Święty przychodzi i zamieszkuje w nim i czyni go uczestnikiem boskiej natury; grzesznik jest tym samym „narodzony z góry” i odrodzony.

To właśnie jest nowe narodzenie w znaczeniu biblijnym, zgodnie z formalną deklaracją samego Chrystusa. To doświadczenie jest absolutnie fundamentalne, aby dostrzec Królestwo Boże i wejść do niego.

Rozważanie problematyki związanej z interpretacją Ewangelii według Mateusza 15,21-28.



(21) I wyszedłszy stamtąd, udał się Jezus w okolice Tyru i Sydonu. (22) I oto niewiasta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała, mówiąc: Zmiłuj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Córka moja jest okrutnie dręczona przez demona. (23) On zaś nie odpowiedział jej ani słowa. I przystąpiwszy uczniowie jego, prosili go, mówiąc: Odpraw ją, gdyż woła za nami. (24) A On, odpowiadając, rzekł: Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela. (25) Lecz ona przyszła, złożyła mu pokłon i rzekła: Panie, pomóż mi! (26) A On, odpowiadając, rzekł: Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom. (27) Ona zaś rzekła: Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich. (28) Wtedy Jezus, odpowiadając, rzekł do niej: Niewiasto, wielka jest wiara twoja; niechaj ci się stanie, jak chcesz. I uleczona została jej córka od tej godziny.

Epizod, w którym spotykamy stojącą przed Jezusem kobietę Syro-fenicjankę lub Kananejkę (Mateusza 15,21-28 ; Marka 7,24-30) zaskakuje bez wątpienia czytelnika – tym, jak wydawałoby się -  brutalnym stylem zachowania  Jezusa, który to wydaje się wręcz być blisko obrażenia kobiety tonem i treścią swoich wypowiedzi (Mateusza 15,26 ; Marka 7,27). Głoszący na podstawie tego tekstu nierzadko z trudem radzili sobie z powstałą trudnością...

Co ciekawe, ale i martwiące, że od pewnego czasu można spotkać specyficzną formę lektury biblijnej (możliwej do zastosowania do tego, jak i do innych tekstów Pisma). Lekturę tę chcemy tutaj poddać egzaminowi krytycznemu.

Mówimy tutaj o proponowanej interpretacji naszego fragmentu Ewangelii Mateusza, zgodnie z którą w opisywanej scenie Jezus miałby nie potrafić jakby wyjść poza granice narzucone Mu Jego wcieleniem, tzn. jako Żyd z I w. n.e. byłby zmuszony do prezentowania charakterystycznego dla Jego środowiska postawy nacjonalistycznej i wyrażającej lekceważenie tych „psów”, pogan nieczystych. Twardość wynikających z tego faktu sformułowań odzwierciedlałaby twardość Jego serca, wykazaną wobec wspomnianej kobiety. W konsekwencji to dopiero ona, w trakcie całego dialogu podanego w Ewangelii, w jakiś sposób „nawraca” Jezusa, zmienia Jego poglądy, doprowadzając do faktu, że zaczyna On patrzyć szerzej na otaczającą Go rzeczywistość.

Do tego można dodać jeszcze całą serię wersji lektury „feministycznych” tego tekstu, o podobnym charakterze, które chwalą wpływ tej kobiety na męską (czytaj szowinistyczną) duchowość Jezusa, rabbiego-uzdrowiciela…

Warto także wspomnieć tutaj wersję obecną w niektórych środowiskach ewangelicznych, zgodnie z którą Jezus nie powinien być oskarżany o zawinioną zatwardziałość serca, ale można myśleć, że wzrastał w mądrości i łasce (por. Łukasza 2,52), a spotkanie z tą kobietą spowodowało pewną w Nim zmianę, wyprowadzając Go z poczucia swojej misji, jeszcze zbyt zawężonej, na jej wymiar uniwersalny, powszechny.

Bardzo trudno, za wyjątkiem ostatniej wersji, przyjąć poprzednie w świetle ortodoksyjnej chrystologii, zgodnie z którą nigdy: zainteresowanie, otwartość Jezusa na grzeszników nie oznaczały dla Niego faktu popełniania tych samych grzechów.

A zatem, chcąc wejść w znaczenie naszego tekstu, spróbujmy posłużyć się metodą najbardziej prostą, szukając intencji Ewangelii (lub Ewangelistów). Uważamy zresztą portret Jezusa podany w Ewangeliach za wierny i unikamy debaty w tej kwestii, która nie jest tutaj dla nas produktywną.

Ograniczamy także ewentualne projekcje psychologiczne co do Jezusa, którego psychologia osobista pozostaje tajemnicą, nieporównywalną do naszych sentymentów i przekonań.

Przechodząc do egzaminu krytycznego wyżej wspomnianych interpretacji (jakoby to Jezus miał być „zmieniony” w swych przekonaniach przez kobietę Syro-fenicjankę, Kananejkę), po przejrzeniu szeregu komentarzy biblijnych, można stwierdzić, że wspomniany i krytykowany rodzaj lektury tych wydarzeń nie jest spotykany przed czasami współczesnymi. Informacja ta już w jakiś sposób powinna nastawiać krytycznie do samych teorii…

Ale przejdźmy do krytyki bardziej szczegółowej:

1.    Nic w tekście nie podtrzymuje – w sposób wyraźny - takiej interpretacji.

Zauważmy, że - w zakończeniu sceny - Jezus nie chwali kobiety kananejskiej za oddanie Mu racji, której wcześniej nie posiadałby, czy za to, że „otworzyła Mu oczy” na rzeczywistość której wcześniej nie dostrzegał. Co natomiast robi Jezus? Podkreśla jej wiarę: Niewiasto, wielka jest wiara twoja (Mateusza 15,28), zaufanie, jakie w Nim pokłada.

2.    Jezus już wcześniej głosił otwarcie na pogan.

Świadectwo Ewangelii (będącej naszym jedynym źródłem w tej kwestii) ukazuje - kilka rozdziałów wcześniej - Jezusa uzdrawiającego sługę setnika i w sposób szczególny podziwiającego wiarę samego setnika, poganina, jeszcze przed ogłoszeniem uczestniczenia pogan w uczcie mesjańskiej z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem (Mateusza 8,10 nn.).

Według Ewangelii Łukasza, Jezus, na początku swojej posługi, głosił o łasce wyświadczonej poganom w Starym Testamencie (Łukasza 4,25-27). U Mateusza 15, jak u Marka 7, to co jest dla naszego tematu istotne, to poddanie w wątpliwość pojęć czystości i nieczystości zewnętrznych, które to rzeczy w istocie oddzielają Żydów i pogan (por. Mateusza 15,10-20 ; Marka 7,14-23, z 19b do porównania z Dzieje Ap. 10,9-16 i 28).

Niektórzy komentatorzy podkreślają, że Jezus – przeciwnie do „nowoczesnej” lektury – w żaden sposób nie zmienił swojego postępowania po Marka 7.

3.    Przyjęta w sposób bezpośredni, twardość Jezusa w Jego zachowaniu jest ekstremalna i niezgodna z Jego zwykłym charakterem.

Należy przyjąć za fakt radykalny rozdźwięk między charakterem przypisywanym Jezusowi, przez cały bieg Ewangelii i brutalnością Jego zachowania w rozważanym przez nas tekście.  Jezus „łagodny i pokornego serca” (Mt 11,29) zmienia się w osobnika twardego i bezwzględnego. On, który nigdy nie odrzucił wołania o pomoc, nie wysila się tutaj nawet na jedno słowo pomocy (Mateusza 15,23a).

Uczniowie są bardziej szczodrzy niż On sam, ponieważ użyta przez nich formuła sugeruje sens: „Odpraw ją, dając jej to, o co prosi” (por Łukasza 2,29). Używa On obrazu psów, bardzo dewaloryzującego w kulturze żydowskiej. Niektórzy chcą przyjąć użytą formę zdrobniałą „szczeniąt”, jako wyraz czułości, ale inni nie są zgodni z taką opinią.

4.    Prowadzi to do widzenia w całej historii rodzaju „pedagogiki” pośredniej, co wydaje się bardzo interesujące.

Trudności interpretacji bezpośredniej prowadzą do próby dostrzeżenia metody ironicznej zastosowanej przez Jezusa, rodzaju strategii obejścia trudności w komunikacji.

Argumentem bardzo poważnym jest ten, że kobieta nie pomyliła się, kiedy naciskała oczekując na reakcję, przeczuwając stającą przed nią zagadkę, którą to ona powinna rozwikłać. Jeden z komentarzy opiera się w tej interpretacji na użyciu czasu przeszłego niedokonanego elegen u Marka 7,27, On mówił, zawierającego odniesienie do całej dłuższej rozmowy. Ton głosu, rodzaj spojrzenia, mogłyby tutaj być pomocne dla zrozumienia sytuacji. Nie po raz pierwszy zresztą Jezus użył pewnej „dwojakości” pedagogicznej (jak ją nazwano); prowokuje On często, zwłaszcza w pierwszych momentach kontaktu, swoich rozmówców (Mateusza 14,16; por. Jana 6,6; Jana 2,18; 3,3 i inne słynne „nieporozumienia” Janowe). Jezus w swoich wypowiedziach często używa paradoksów, subtelności początkowo umykających rozmówcom.

Dialog między Jezusem i kobietą kananejską ma charakter podobny do tych – jak można je określić – pojedynków oratorskich i mądrościowych, które często spotkać można w wioskach i miasteczkach Bliskiego Wschodu, w trakcie których dwaj uzdolnieni konkurenci rywalizują w dyskusji.

5.    Ewangelie podkreślają znakomite opanowanie się Jezusa.

Lektura, którą poddajemy krytyce, zakłada, że Jezus łatwo poddaje się wpływowi osób, a Jego nauczanie jest poddane ewolucji, w zależności i w konsekwencji Jego spotkań z ludźmi. Tymczasem intencją Ewangelii jest raczej podkreślanie i podziwianie Jego doskonałego opanowania siebie, sytuacji, poglądów, które prezentuje.

Jezus wie, dokąd podąża i ogłasza uczniom ich niezdolność do pojęcia tego.

Jezus wie, co jest w człowieku, czytając w sercach; nigdy nie został negatywnie zaskoczony, odpowiadał z niezwykłym autorytetem, wprowadzając w zakłopotanie swoich przeciwników.

Oczywiście, musiał także dojrzeć ludzko i duchowo, przed podjęciem się realizacji swojego projektu, ale podjąwszy się swojej posługi, był zawsze Mistrzem i Panem.

Mając na uwadze, że Ewangelie są rodzajem literackim bliskie antycznej biografii, nie byłoby nawet właściwym dla tego rodzaju literatury ukazywać herosa, poprawianego przez kobietę…

6.    Lektura, której krytykę podjęliśmy, odbija przede wszystkim współczesne preferencje i oczekiwania, w odniesieniu do lektury Pisma.

Dlaczego tak dużą siłę atrakcji posiada ta forma interpretacji, pomimo tak silnych obiekcji, jak choćby te zacytowane wyżej? Wydaje się z dużym prawdopodobieństwem, że odgrywa w tym zasadniczą rolę element charakterystyczny dla współczesności: dla współczesnych pokoleń nie ma większej wartości jak ta - stałego kwestionowania wszystkiego, pozostawania „otwartym”; chcieć ciągle ewoluować, odrzucając stałość poglądów i postaw. W konsekwencji człowiek o głębokich i stałych przekonaniach jest określany mianem skostniałego psychologicznie i intelektualnie, posądzony o kompensowanie sobie tym samym wewnętrznego, ukrytego poczucia niepewności.

A zatem ci, którzy prezentują interpretację, którą poddajemy krytyce, szukają analogicznych -  jak ich własne - postaw u Jezusa (nawet ci, którzy oddalają się od ortodoksyjnej chrystologii, pozostają związani z figurą Jezusa). Ale taka maniera interpretacji i poszukiwanie takich wartości (w ciągłej kontestacji stałości) są historycznie niedawne, nie znajdując większego poklasku w twórczości egzegetycznej klasycznej. Przypisywanie ich zresztą Pismu Świętemu (czyli pozbawianie samego Pisma wartości przedstawiania poglądów stałych i związanych z panowaniem nad sobą) jest wewnętrzną sprzecznością logiczną…

W wymiarze codziennym, postawy takie wynikają zresztą bardzo często z potrzeby uzasadniania własnej czy to niewiary, czy najzwyczajniej grzechu, w którym się tkwi; nie chcąc tego przyjąć, do tego się przyznać, nie chce się nic w życiu zmienić, szukając swoistego alibi intelektualnego i aplikacji metod z nim związanych do Pisma Świętego.

Sakramenty – Reformowana koncepcja relacji między znakiem i rzeczą oznaczaną



To Janowi Kalwinowi przypada zasługa przedstawienia rzetelnej koncepcji rzeczywistej skuteczności sakramentów, a jednocześnie wyzbytej wszelkiej interwencji tajemnych sił, które dawałyby elementom sakramentalnym (wodzie, chlebowi, winu), jakiś rodzaj magicznej siły. Przyjrzyjmy się zatem, w sposób bardzo tradycyjny, nauczaniu, jakie pastor Genewy zawiera w swoim Katechizmie, w odniesieniu do sakramentów i roli elementów sakramentalnych (wody, chleba i wina).

W pierwszym rzędzie, mówiąc za Katechizmem Genewskim Jana Kalwina : sakrament jest zewnętrznym świadectwem, łaski Bożej, który poprzez znak widzialny, ukazuje nam rzeczy duchowe, aby wycisnąć obietnice Boże tym silniej w naszych sercach i uczynić nas ich pewniejszymi.
Ponadto, jak twierdzi dalej w tym samym Katechizmie Kalwin, sakramenty są znakami i znamionami naszego wyznania, to znaczy że przez te znamiona świadczymy, że jesteśmy ludem Bożym i wyznajemy, że jesteśmy chrześcijanami.

Słowo Boże, to znaczy Prawo i Ewangelia, pozwala nam poznać nasz grzech i naszą niedolę, uczy nas i obiecuje nam, że Bóg chce być dla każdego z nas Ojcem i Zbawicielem w Jezusie Chrystusie.
To jest ta obietnica, która jest przedmiotem własnym usprawiedliwiającej wiary.
Sakramenty, zgodnie z tradycyjną teologia reformowaną, są dołączone do Słowa, jako szersze jej potwierdzenie, aby być dla nas dowodem i pieczęcią łaski Bożej i w ten sposób pomóc i ulżyć naszej wierze, z powodu słabości i twardości, które są w nas.

A zatem, z jednej strony, obietnica dobrotliwości w Jezusie Chrystusie, dana tym wszystkim, którzy uwierzą w Niego - jest w Słowie ; a z drugiej strony, pieczęć Boża, położona na tej obietnicy dokonanej wszystkim, którzy uwierzą (i tylko tym) i oferowana wszystkim członkom przymierza łaski, aby im potwierdzić indywidualnie tę obietnicę – jest właśnie w sakramentach.

W jakim sensie Słowo i sakramenty są tzw. środkami łaski i jak mogą nimi być, bez zaistnienia faktu, że coś z zewnątrz jest skuteczną przyczyną zbawienia?

Środkiem jest wszystko, czym posługujemy się do osiągnięcia jakiegoś celu.
W swojej suwerennej wolności Bóg może postanowić i spowodować tak, abyśmy mogli dotrzeć do założonego przez Niego celu bez jakichkolwiek środków, może to dokonać przeciwko jakimkolwiek środkom ludzkim bądź też używając jakichś środków pojmowalnych ludzkim rozumieniem.

W zwykłym biegu Opatrzności, spodobało Mu się użyć pewnych konkretnych środków.
Spodobało Mu się użyć pewnych środków, aby mówić do istot obdarzonych inteligencją i wolnych; do istot takich, jakimi jesteśmy.
Przez Słowo Bóg chce dać  ludzkiemu rozumieniu (inteligencji i uczuciowości) przedmiot do poznania i kochania, a woli ludzkiej Słowo daje podstawy do posłuszeństwa.
Słowo jest jedynym zwykłym środkiem, przez który możemy poznać dobrotliwość Boga wobec nas!
Jest ono środkiem, przez który Bóg działa ze swoją łaską w nas; jest ono zatem środkiem łaski.

Sakrament nie jest niczym innym, jak tylko verbum visibile: słowem Bożym, ale za to słowem widzialnym, które wyraża się poprzez akty symboliczne, akty  wytłumaczone słowami zauważalnymi i pojmowalnymi.
Sakrament jest zatem, w takim samym wymiarze jak Słowo pisane lub głoszone, środkiem łaski, ponieważ ma za cel uczynić, abyśmy lepiej schwycili i nauczyli się (wyciskając to w naszych sercach), że przesłanie Boże skierowane jest do każdego z nas indywidualnie.
Sakrament jest nim także dlatego, że jest jedynym środkiem odczuwalnym, z ustanowienia Bożego, przez który Bóg działa w mocy Ducha Świętego, aby cel przez Niego założony został przez nas osiągnięty. A tym, co pomaga realizować ten cel jest łaska, ponieważ to Bóg daje wolę i wykonanie (Filipian 2,13).

A zatem, Słowo i sakramenty są środkami łaski, środkami w sensie technicznym, ale elementy (woda, chleb, wino) odczuwalne i zewnętrzne wobec Słowa dla sakramentów nie powodują same z siebie zrozumienia (i „uobecnienia”) rzeczy Boskich. Tym, co sprawia wszelki efekt, nadaje skuteczność sakramentom, jest panowanie Ducha Świętego.
Rzeczy zewnętrzne są tylko znakami mniej lub bardziej umownymi, bez żadnej własnej zbawczej skuteczności.



To, co jest skuteczne, to rzecz oznaczana, substancja żywa, którą jest Chrystus działający przez Ducha, którego On sam wysyła.

Jest to prawdą w odniesieniu do Słowa, ponieważ trzeba oddzielić znak i rzeczywistość.

Przez Pismo Święte nie pojmujemy oczywiście papieru i czcionki, ale Boże nauczanie, które Pismo zawiera. Słowa napisane lub wypowiedziane zmieniają się w zależności od narodowości czytelników i słuchaczy; to, co jest niezmienne, to nauczanie objawione.
To właśnie nauczanie jest Słowem Bożym, Pismem, niezależnie od języka, w jakim byłoby ono komunikowane.
To to Słowo Boże, które jest żywe i skuteczne i przez które jesteśmy odrodzeni; jest rzeczą oznaczaną, posłaniem Boskim, a nie znakiem mówionym lub pisanym.

Przekaz ten nie może być skutecznym, jak tylko jeśli ten, do którego jest on adresowany, wierzy, że pochodzi on od Boga; jest skutecznym wtedy, że go rozumie, że się do niego przykłada.
Zatem, wiara która przywiera, inteligencja, która chwyta, ufność, która przytwierdza – wszystko to jest efektem wyłącznego działania Ducha Świętego, wszystko to jest dziełem łaski.

W sakramencie, należy dokonać istotnego  rozróżnienia pomiędzy znakiem i rzeczą oznaczaną, pomiędzy elementem odczuwalnym, który coś reprezentuje i rzeczywistością niewidzialną, która działa.
Ta rzeczywistość jest taką samą dla Słowa: Chrystusa komunikującego swojego Ducha.
A zatem, w sakramentach, to nie woda oczyszcza duszę wierzącego, tylko krew Chrystusa.
To nie chleb pożywia, ani też wino nie zaspokaja pragnienia, to Chrystus ukrzyżowany, Jego ciało złamane przez cierpienie, Jego wylana krew. 



Duchowny kalwinistyczny, za Katechizmem Genewskim, streszcza jasno to nauczanie, kiedy mówi do dziecka: „Rozumiesz zatem, że skuteczność sakramentów nie zależy od elementów zewnętrznych, ale pochodzi ona cała od Ducha Bożego”?

Elementy zewnętrzne, gesty symboliczne i znaczące słowa, które tłumaczą, pouczają, i pouczając pocieszają, działają na poziomie inteligencji, w sposób zrozumiały, i stamtąd na serce…
Nie ma elementów fizycznych, które zbawiają, ani formuł sakramentalnych, które dołączając się, czynią z elementów użytych do sakramentów elementy „nasycone” Bogiem, jak mówił Luter.
To, co przynosi zbawienie, to Słowo Boże poprawnie wypowiedziane; to nauczanie Boskie, ponieważ będąc Słowem Bożym, ono mówi i rzecz staje się.
A Ten, który działa, sprawia, biorąc to, co jest Chrystusa i poddaje je pamięci tych, którzy wierzą, to Duch Święty.

Sakramenty nie pomagają Bogu, ale pomagają nam. Są nam pożyteczne, a nawet niezbędne, ponieważ to On tak postanowił.