środa, 25 grudnia 2013

Rozważanie Ewangelii według Łukasza 2,1-20


Rozpoczynając swoje opowiadanie o narodzinach Jezusa, Łukasz precyzuje kiedy miało ono miejsce: oto w czasach Cezara Augusta, imperatora rzymskiego, gdy pewien Kwiryniusz był gubernatorem Syrii, prowincji rzymskiej, do której Palestyna, z woli okupujących ją Rzymian, była przyłączona administracyjnie.
August był cesarzem od 29 r. p.n.e. do 4 r. n.e.
Nazywając go cesarzem-imperatorem, Ewangelista Łukasz przyzywa cały ogrom i splendor cesarstwa rzymskiego.
Cały basen Morza Śródziemnego był pod dominacją Rzymian.
Była to największa potęga Starożytności, najbardziej rozciągnięta z punktu widzenia geograficznego.
Spis, o którym Łukasz wspomina, był znakiem tej wielkości cesarstwa.
Chodziło o poznanie liczebności populacji, aby wiedzieć ilu żołnierzy można byłoby wystawić z każdego z terytorium cesarstwa i na jaki poziom podatków można liczyć, żeby zabezpieczyć ogromne wydatki publiczne cesarskie.
Cesarz August mógł być dumny z faktu królowania nad tak wieloma ludami, które były mu posłuszne na skinienie palcem.

         Na samym początku Łukasz prezentuje ogrom, rozmach tego wielkiego imperium, potrafiącego narzucić swój porządek siłą finansową i militarną.
Ale dalsza część jego opowiadania stanowi ogromny kontrast z chwałą Rzymu.
Łukasz opowiada o wydarzeniu, które wydarzyło się w oddalonej prowincji rzymskiej, będącej tylko jakby plamką na mapie świata.
Relacjonuje narodzenie, to znaczy fakt, który zachodzi setki i tysiące razy, każdego dnia, na całym świecie.
Nic wydawałoby się nadzwyczajnego.
Te tutaj narodziny mają miejsce w małżeństwie ludzi skromnych, w rodzinie rzemieślniczej, ludzi których pewnie nikt poza ich wioską nie znał.
Nie mieli oni nawet cienia blasku Cezara Augusta, żyli prosto i bez rozgłosu.
Zgodnie z polityką Rzymu, dziecko, które się urodziło nie miało większego znaczenia. 
Nie miało nawet znaczenia militarnego, gdyż Żydzi byli zwolnieni ze służby wojskowej w legionach.

         Obraz staje się jeszcze bardziej ciemny, kiedy spogląda się na tych, którym nowina o narodzinach została ogłoszona: myślimy tu o pasterzach.
Zgodnie z żydowską mentalnością epoki, pasterze nie mieli dobrej reputacji.
Byli w stałym kontakcie z doglądanymi przez nich zwierzętami.
Ich zawód nie był postrzegany jako szczególnie „ambitny” i wymagał stałej obecności na pastwiskach, przez co nie pozwalał im na cotygodniowe spotkania religijne w synagogach.
Fakt, nie byli także obiektywnie wzorem w zachowaniu i wychowaniu…
Z tych wszystkich powodów traktowano ich jak „grzeszników”, jako religijnie nieczystych.

A jednak to ich właśnie Bóg wybrał, aby dać im poznać, im pierwszym, fakt narodzenia Jezusa.
Ponieważ Bóg ma szczególną preferencję wobec tych, którzy są postrzegani przez większość  jako nic nie znaczący, odrzuceni, słabsi, biedni, nie chciani; Bóg ma preferencje wobec tych, którzy są źle widziani.
Ukazywał to już wielokrotnie Izraelowi, w czasach kiedy powstawał Stary Testament.
W dalszych rozdziałach Ewangelii Łukasza zobaczymy Jezusa szczególnie bliskiego osobom słabym społecznie, chorym, odrzuconym, grzesznikom.

         Jest jeszcze jeden element kontrastu w dzisiejszym opowiadaniu Łukasza.
Pierwszy, jak już wspomnieliśmy, był między chwałą cesarza Augusta a „banalności” narodzenia Jezusa.
Ten kontrast dotyczy faktu co owa banalność narodzenia Jezusa reprezentuje.

Anioł, który mówi do pasterzy, zwiastuje im przyjście Zbawiciela.
Tytuł ten oznacza tego, który przychodzi, by uwolnić ludzi, by pomóc im wyjść z ich smutków i niepokojów, aby dać im miejsce takie, jakiego każdy człowiek jest godny w oczach Bożych.
Zbawiciel, to ten, który wyrywa nas z naszych nicości, ten, który pomaga nam żyć i który objawia sens życia.

Być zbawionym, w perspektywie biblijnej, to otrzymać uzdrowienie z punktu widzenia fizycznego (nie mylić tego z uzdrowieniem ciała , ale chodzi tu o nowe spojrzenie na swoją obecność fizyczną w tym świecie), to także uzdrowienie ekonomiczne i społeczne (tu chodzi o społeczne i ekonomiczne znaczenie każdej jednostko ludzkiej) – to otrzymanie i przyjęcie nowej godności we wszystkich aspektach życia.
Być zbawionym, to być wyzwolonym z tego wszystkiego co nas zniewala i nie pozwala żyć pełnią (pełnią prawdziwą, a nie pozorną) życia.

Tym zbawicielem, który niesie taka przemianę, mówi anioł, jest Chrystus, Mesjasz, ten, którego Bóg namaścił.
To ten, przez którego Bóg zbawia świat.
To ten, przez którego Bóg realizuje swoją wolę na ziemi.
Chrystus, to wysłannik Boży, Jego reprezentant.
Jest nim to dziecko, które rodzi się w mieście Dawida, w Betlejem.
Jest potomkiem Dawida, króla jak On, ale już nie tylko nad Izraelem, ale już nad całym światem.
To dlatego nadaje Mu się tytuł „Pan”, ten sam, który daje się Bogu.
Bo to Dziecko z Betlejem, to Bóg sam obecny na ziemi.

         Tych kilka słów, które anioł adresuje do pasterzy, pozwalają pojąć Boża politykę wobec świata.
Bóg celowo unika wielkich tego świata.
Nie interesuje się cesarzem Augustem, ale przychodzi w synu dwojga rzemieślników z nieznanej wioski z Palestyny.
Królowie i cesarze sami dają sobie tytuły „zbawicieli”, ponieważ uważają, że to oni przynoszą zbawienie ich ludom.
Ale Bóg nazywa Zbawicielem dziecko bez szlachetnego pochodzenia i bez mocy politycznej i militarnej.
Bóg realizuje swój własnym prawdziwy projekt dla życia ludzkiego, a realizuje go w pokorze i małości, bez zwracania uwagi na nasze ludzkie preferencje i kategorie związane z pojęciem siły, wielkości, znaczenia.

Pasterze uwierzyli w to, co było im zwiastowane.
Wyruszyli, poszli aż do Betlejem, aby zobaczyć narodzone dziecko, rozpoznali je.
Aby dostrzec  w tym dziecku Zbawiciela, Chrystusa, posłańca Bożego i pana Świata, trzeba mieć oczy pasterzy – ludzi pokornych (nie oznacza to ludzi stłamszonych) i otwartych.
A to wymaga prawdziwego nawrócenia.
Naszą naturalną tendencją jest skłanianie się ku objawom siły i mocy, wpływów i możliwości (wszelkiego rodzaju).
Kochamy zewnętrzną wielkość, splendor, spektakl.
Pragniemy w głębi serca dominować nad innymi, albo być częścią struktury, która ma lub daje takie możliwości.
Aby dostrzec rzeczywistość Jezusa, trzeba wyrzec się tej maniery widzenia rzeczy, świata, innych.
Ponieważ w gruncie rzeczy ona nas - zamiast otwierać oczy - oślepia.
Trzeba głębokiej przemiany inteligencji – to właśnie nazywamy nawróceniem.
Wtedy dopiero pojmiemy jak Bóg działa, zaakceptujemy, że nie chodzi On zawsze ścieżkami, na które chcielibyśmy Go wprowadzić i że używa On często  - innych niż nasze - sposobów rozwiązywania problemów.

W dziecku urodzonym w Betlejem można dostrzec tę niezbędna do życia prawdę, prawdę Bożą.
Ale można ją dostrzec tylko nowymi oczyma, ze spojrzeniem wyzwolonym z iluzji i otwartym na widzenie rzeczywistości tak, jak nam to proponuje Bóg sam.
A wtedy dopiero można przeżyć tę prawdziwą radość, radość, której początki doświadczyli pasterze, przed którymi otworzyła się, dzięki działaniu Bożemu, nowa rzeczywistość życia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz