środa, 4 grudnia 2013

Kościół Boży, ciało Chrystusa, wspólnota…


      Kościół Boży, ciało Chrystusa, wspólnota…
Warto myśleć o nim często, zwłaszcza wtedy, gdy  przychodzi nam przeżywać jego trudną codzienność, w tak trudnych czasach...

Jan Kalwin pisze w Katechizmie Genewskim (pkt 94) o Kościele, że „jest on widzialnym przejawem całości dzieła zbawienia, aby nasza wiara w nim była umocniona”.
Stwierdzenie to jest kapitalne dla życia naszych wspólnot.
Kościół - w swoim znaczeniu widzialnym - nie jest celem sam w sobie, ale ma być w sposób stały podporządkowany swemu celowi nadrzędnemu: świadczyć o darze zbawienia w Jezusie Chrystusie (por. Rz 8, 29) i umacniać tych, którzy w jego wspólnocie się łączą.
Jezus Chrystus, Jego dzieło Syna Bożego, musi być w stałym centrum życia Kościoła, ponieważ to On sam oddał się za nas...
Powiecie może, wszystko to piękne i nie ma wątpliwości, że tak być powinno, ale życie jest takie skomplikowane...
Fakt, Kościół, pomimo swojego początku w zamiarze i dziele Bożym, będąc częścią tego świata, nie jest doskonały i święty w znaczeniu potocznym.
Więcej, obserwując czasem życie naszych wspólnot, możemy powiedzieć, że jest daleki od świętości ciągle w tym potocznym znaczeniu.
To nie jest jednak powód do smutku.
Wydaje się wręcz, że jest to raczej powód do radości.
Możemy uwolnić się od snów o naszej ludzkiej doskonałości.
Możemy przyjąć w pokorze nasz stan ludzkiej niedoli i z wolnością, w radości, zaangażować się w dzieło wspólnoty Kościoła.
Możemy to uczynić ponieważ wiemy, że jedyną naszą prawdziwą siłą jest ta, która płynie od naszego Stwórcy, w Jego - obiecanym nam - Duchu.

To, co także wydaje się niezwykle ważne, to świadomość faktu, że w Kościele istnieje między nami ścisły związek.
Credo Kościoła nazywa go wspólnotą świętych („świętych obcowaniem”).
Celem tego stwierdzenia jest podkreślenie, że łaski udzielane przez Boga Jego Kościołowi są dla każdego z członków wspólnoty, ponieważ istnieje pomiędzy nimi ścisły związek.
Podkreślmy jeszcze raz: dla każdego członka wspólnoty.
Nie ma w oczach Bożych (i to jest wspaniałe) jakiejkolwiek hierarchii ważności odpowiadającej ludzkim schematom, czy wyobrażeniom.
Biblia, podkreślając przedwieczny wybór Boży członków swego Kościoła, naucza precyzyjnie właśnie tego: nikt na tej ziemi nie może szczycić się ze swojej przynależności do wspólnoty wybranych.
To nie jego ludzka zasługa, ani jego dzieł, czy owoców jego pracy (w tym także ekonomicznych), jego mądrości, wykształcenia, pozycji społecznej, czy nawet wspaniałych cnót.
Jest to wyłącznie suwerenny zamysł Boży, Jego wola...
To kolejna zachęta do uwolnienia się z kolejnej frustracji: nie jestem w Kościele (ani ja, ani inni bracia i siostry wokół mnie) na postawie moich zasług, ale z woli Bożej.
Dzięki temu mogę zaakceptować siebie i innych wokół mnie jako kochanych przez Boga takimi, jakimi jesteśmy.
Nie oznacza to naturalnie pasywności.
Nie mogę powiedzieć, że jestem kochany przez Pana grzesząc, ale mogę stwierdzić z całą mocą, że miłość Boża uwalnia we mnie pokłady siły do coraz to większego zaangażowania, do coraz to większego zaakceptowania moich bliźnich, do coraz większej otwartości i radości z bycia razem z nimi we wspólnocie Jezusa Chrystusa.

Powiedzieliśmy o roli świadectwa dzieła Jezusa Chrystusa w konkretnym, codziennym życiu Kościoła.
Zapytacie może, co to znaczy w praktyce?
W II w. zadano takie pytanie sławnemu teologowi Tertulianowi.
W swoim dziele „Apologetyka”, pisze on, że największym potwierdzeniem realności takiego świadectwa będą słowa pogan, którzy patrząc na chrześcijan powiedzą: „zobaczcie, jak oni się miłują”.
Takie świadectwo jest czymś bardzo konkretnym.
Współczesny świat nie oczekuje od nas, chrześcijan, nadzwyczajnych dzieł teologicznych, wspaniałych i doskonałych metodycznie traktatów.
Jesteśmy oczywiście dalecy od lekceważenia tego typu prac.
Ale w optyce świadectwa życia Kościoła należy je umieścić na nieco dalszym planie.
Światu potrzeba naszego żywego świadectwa miłości.
Postrzegalnego życia konkretnej wspólnoty, będącej świadectwem Tego, który oddał się za nią (por. Ef 5), oddał za nią swoje życie, dając jej życie, i który chce, aby to życie w niej było widoczne. Amen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz