wtorek, 5 listopada 2013

Rozważanie Micheasza 6,6-8


To kapitalny tekst, to przesłanie proroka Micheasza.
Tekst kapitalny dla tych, którzy zadają sobie pytanie: co w życiu chrześcijańskim, niezależnie od różnic istniejących między Kościołami, różnymi wyznaniami chrześcijańskimi, jest najważniejsze.

Pozwolę sobie jeszcze raz przeczytać te trzy wersety z Księgi proroka Micheasza, które nadają wiodący ton naszemu rozważaniu(Micheasza 6,6-8: 
Z czym mam wystąpić przed Panem, pokłonić się Bogu Najwyższemu? Czy mam wystąpić przed nim z całopaleniami, z rocznymi cielętami? 
Czy Pan ma upodobanie w tysiącach baranów, w dziesiątkach tysięcy strumieni oliwy? Czy mam dać swojego pierworodnego za swoje przestępstwo, własne dziecko na oczyszczenie mojego grzechu? 
Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem.

Chciałbym zwrócić szczególnie waszą uwagę na ostatnie zdanie proroka Micheasza: Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem.

Tak naprawdę w tych kilku słowach znajdujemy całą kwintesencję tego, co nazywamy życiem człowieka wierzącego, trzy elementy fundamentalne dla tego życia, a są to :
1. wypełnianie Prawa (oczywiście Micheasz myśli tu o życiu zgodnie z  Dekalogiem – Dziesięcioma przykazaniami),
2. kwestia jakości relacji z drugim człowiekiem – okazywanie mu miłości bratniej, czyli szacunku, otwartości, gotowości pomocy, niezależnie od jego pozycji społecznej, przekonań, itp.,
i 3. obcowanie z Bogiem w pokorze, czyli pozostawanie z Nim w stałej relacj:  relacji świadomej, że On jest moim Bogiem, czyli tym, który chce dla mnie i dla innych tego, co najlepsze.

Nie chodzi mi jednak dzisiaj o takie akademickie, czysto teoretyczne  przypomnienie po raz kolejny tego, co Micheasz około 2,7 tys. lat temu zawarł w swojej księdze. 
Głosić, nauczać jest rzeczą relatywnie prostą.
Można łatwo wypowiadać wiele słów, nawet najbardziej wzniosłych, porywających, a jednocześnie pozostawać na wygodnych pozycjach nauczającego bez zobowiązań.
Wiemy wszyscy doskonale, a życie daje nam tego stale dowody, że zarówno nasze Kościoły, jak i cały świat, potrzebują nie tylko teoretycznego głoszenia.
Wszyscy, bez względu na dzielące nas różnice (różnice wszelkiego rodzaju, nie tylko te natury religijnej) potrzebujemy realnego świadectwa życia, szczególnie konkretnego świadectwa życia tych, którzy głoszą jakąś prawdę, a szczególnie tę, która tak często obnaża wszystkie dręczące ludzkość mechanizmy zła.

Nasz świat nie potrzebuje teoretyków życia, ale świadków wiary, czyli tych, którzy doświadczyli życia z Bogiem. 
Nasz świat potrzebuje świadków wiary, która przekłada się na życie konkretne, dowodząc, że to co głosimy, jest nie tylko możliwe do życia, realizowalne, ale że tak naprawdę stanowi esencję naszego życia i czyni nasze życie szczęsliwym.

Świat, w tym także nasze Kościoły, oczekuje na świadectwo życia, będące radykalną odpowiedzią na to podstawowe pytanie, które – jak czytamy w Ewangelii według św.Jana - Jezus Chrystus po swoim zmartwychwstaniu zadał Piotrowi: czy mnie kochasz?
Czy ty – osobiście - mnie, twojego Zbawiciela, kochasz?
Nie, czy jesteś gotów do jakichś niezwykłych pobożnych gestów, ale po prostu: czy mnie kochasz?
Czy mnie kochasz, to znaczy czy masz ze mną relację na tyle intymną, na tyle głęboką, aby zaważyła ona na całym twoim życiu, na wszystkich twoich  życiowych wyborach?
Tych wyborach rodzinnych, zawodowych, opartych o prawdziwe postrzeganie siebie samego i innych...?

W nauczaniu chrześcijańskim sprawą fundamentalną jest osobista relacja z Bogiem, i to relacja nie byle jaka, ale właśnie taka intymna relacja, którą wyraża słowo miłość.
Bóg zna człowieka, nawet bardziej niż człowiek zna samego siebie, dlatego też Słowo Boże, objawione w Piśmie Świętym, wciąż powtarza tę prawdę:
- by być prawdziwie człowiekiem, zdolnym do niezwykłych rzeczy, potrzebujesz Mnie, twojego Boga.

Jan Kalwin, XVI-wieczny francuski teolog Reformacji, zaraz na początku swojego głównego dzieła „Ustanowienie religii chrześcijańskiej”/”Institutio christianae religionis” pisze, że  - zgodnie z Biblią - poznanie Boga prowadzi do poznania samego siebie.
Poznanie siebie, to znaczy konstruowanie siebie, budowanie siebie prawdziwego, wymaga najpierw – zgodnie ze Słowem Bożym - prawdziwego poznania Boga.
Pamiętajmy, że „poznać kogoś” w języku Biblii oznacza „mieć z kimś niezwykle intymną relację”.

Nie chcę przy tym, by słowa: „poznanie Boga”, „doświadczenie Boga”, były rozumiane, jako jako coś tajemniczego, coś mistycznego.
Doświadczenie Boga, to ta prosta relacja z Nim, obecna i podtrzymywana każdego dnia, wynikająca ze świadomości, że jest Ktoś, mój Bóg, który mnie kocha i który chce, abym tę Jego miłość do mnie dzielił z innymi ludźmi.
Jeśli nie ma takiej relacji z Bogiem, nie ma nas prawdziwych, nie ma naszej prawdziwej osoby, naszej prawdziwej tożsamości, nie ma prawdziwej relacji z innymi ludźmi.

Fakt, człowiek, co podkreślają historycy religii, świetnie potrafi budować nauki, struktury, praktyki i gesty, chroniące go przed postawieniem sobie pytań o sedno jego życia, o sedno jego relacji z Bogiem.
Dzisiaj także Kościoły potrafią tak stawiać problemy do rozważania, także na zgromadzeniach ogólnych Kościołów, sunodach, soborach, konwencjach, które świetnie odciągają uwagę od postawienia – także Kościołom – pytania: jaka jest nasza relacja z Bogiem?
Czy naprawdę relacja z Bogiem i troska o nią w życiu naszych Kościołów są najważniejsze, czy też są to jakieś inne, dużo mniej wzniosłe sprawy...

O czymś takim pisze właśnie prorok Micheasz, twierdząc, że Pan Bóg nie ma żadnego upodobania w realizowaniu przez człowieka tych tak naprawdę mało kłopotliwych gestów religijnych: ofiar, wspaniałych rytuałów religijnych (także wspaniałych i wzniośle intelektualnych gestów).
Micheasz szokuje, mówiąc jeszcze więcej: Pan Bóg nie oczekuje nawet oddania Mu kogoś najbliższego, w celu skłonienia jego, Boga do przybrania postawy nam przychylnej.
Nie, przychylność Boża jest nam zapewniona, bo jest On Bogiem. 
On jest nam przychylny z zasady, właśnie dlatego, że jest Bogiem.
Nie musimy Go przekonywać przez jakieś spektakularne gesty, aby nas kochał, aby otaczał opieką nasze życie.
To wszystko jest nam dane, ponieważ On jest Bogiem, a nie dyrektorem zasobów ludzkich, zarządzającym swoim przedsiębiorstwem zgodnie z kryteriami rynkowymi.
Oczekuje jednak od nas jednego: obcowania z Nim (bycia z Nim w intymnej relacji).
Nie chce relacji okazjonalnej, ale tej każdego naszego dnia.
I uwaga! Bóg oczekuje od nas, aby relacja z Nim była objęta i wyznaczona realizacją przykazań Bożych i wyrażała się w okazywaniu innym miłości bratniej.

Reasumując: jestem przekonany, że nasz świat potrzebuje świadectwa przykładu życia, świadectwa szacunku wzajemnego, życzliwości, solidarności, konstruktywnej otwartości pomimo istniejących różnic.
A dla chrześcijan, takie otwarcie ma swoje źródło wyłącznie w ich prawdziwym doświadczeniu Boga żywego.
Świat nie ma tak naprawdę potrzeby i tak naprawdę nie interesuje się naszymi dyskusjami teoretycznymi (czytaj teologicznymi), zostawiając je fachowcom (czyli tak naprawdę wąskiej grupie specjalistów).

Przed Kościołem powszechnym, w znaczeniu teologicznym, którego istota przebiega ponad różnicami wyznaniowymi, bądąc wspólnotą tych, którzy wyznają w Jezusie Chrystusie ich Zbawiciela, stoi stałe wyzwanie, by stale świadczyć o doświadczeniu Boga żywego, dając temu dowód realizując przykazania Boże (znamy przecież te 10 głównych przykazań) oraz dowodząc realności tego doświadczenia Boga w relacji z żywym człowiekiem, człowiekiem realnym.

W tym wymiarze możemy dostrzec i przeżyć sens Kościoła.
I o taki kierunek rozwoju naszych Kościołow powinniśmy się modlić.  
Kościół musi zachęcać i wspierać doświadczenie Boga żywego oraz podkreślać konieczność świadectwa praktycznego tego doświadczenia, albo po prostu nie jest Kościołem.
Kościół ma prowadzić świat do nadziei w radykalizmie radosnego życia tych, którzy spotkali, doświadczyli Boga i żyją z Nim w poważnej relacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz