piątek, 8 listopada 2013

Rozważanie Ewangelii według Łukasza 21, 5-19



Ewangelia według Łukasza 21, 5-19 :

(5) A gdy niektórzy mówili o świątyni, iż jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i klejnotami, rzekł: (6) Przyjdą dni, kiedy z tego, co widzicie, nie pozostanie kamień na kamieniu, którego by nie rozwalono. (7) Zapytali go, mówiąc: Nauczycielu! Kiedy więc to będzie i jaki będzie znak, gdy to nastąpi? (8) On zaś rzekł: Baczcie, by nie dać się zmylić. Wielu bowiem przyjdzie w imieniu moim, mówiąc: Ja jestem, i: Czas się przybliżył. Nie idźcie za nimi! (9) Gdy zaś usłyszycie o wojnach i rozruchach, nie lękajcie się; to bowiem musi stać się najpierw, lecz nie zaraz potem będzie koniec. (10) Wtedy rzekł do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu, (11) i będą wielkie trzęsienia ziemi i miejscami zarazy, i głód, i straszne widoki, i znaki ogromne z nieba. (12) Lecz zanim się to wszystko stanie, podniosą na was swe ręce i prześladować was będą i wydawać do synagog i więzień, i wodzić przed królów i namiestników dla imienia mego. (13) To da wam sposobność do złożenia świadectwa. (14) Weźcie więc to sobie do serca, by nie przygotowywać sobie naprzód obrony. (15) Ja bowiem dam wam usta i mądrość, której nie będą mogli się oprzeć, ani jej odeprzeć wszyscy wasi przeciwnicy. (16) A będą was wydawać i rodzice, i bracia, i krewni, i przyjaciele, i zabijać niektórych z was, (17) i będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla imienia mego, (18) lecz i włos z głowy waszej nie zginie. (19) Przez wytrwałość swoją zyskacie dusze wasze.

Uwaga wstępna
Tekst ten nazywany jest „Apokalipsą Łukasza” (i jako taki przyjmowany jest większy fragment od 5 do 38 wersetu). Uwaga z tego faktu wypływająca: jest ważnym i pożytecznym aby, gdy podejmujemy przygotowanie komentarza tekstu 5-19, przeczytać całość tej „Apokalipsy”, aż do wersetu 38.

Wprowadzenie
Zwróćmy uwagę na ważność preambuły, którą tworzą wersety 5-6. Jest ona kapitalna: ukazuje (i niejako denuncjuje) wszystko to, co symbolizuje wszelkie ludzkie usiłowania posiadania „gwarancji bezpieczeństwa”, w tym także dla osób wierzących:
- w czasach Jezusa były to piękne kamienie, tworzące budynki świątynne (podarowane paradoksalnie przez potwora, jakim był Herod Wielki!);
- dzisiaj może to być beton wszelkich wielkich i znanych budowli, z których jest się dumnym, czy do których ważności tak często się odwołuje;
- ale są nimi także „dobre dzieła” spełniane z całą dumą i satysfakcją przez ludzi (podkreślmy: w tym także przez - a może przede wszystkim - wierzących)...

Dlaczego Jezus przyjmuje wobec wszystkich takich tendencji postawę krytyczną? Ponieważ u podstawi ich tkwi przekonanie, że to nie Pan sam jest Tym, który daje poczucie pewności, który umacnia wierzących, ale są to dzieła ludzkie (w najszerszym rozumieniu, a nawet i często istotnie piękne): piękne kamienie (czyli wszystko co związane jest z konstrukcją materialną) i wysiłki (nazwijmy je „nie-materialnymi”, moralnymi, duchowymi) wierzących.
W tej koncepcji wszystko jest jasne i nie ma obaw do niepokoju: Bóg jest „uwięziony” w kamieniu i jest „niewolnikiem” ludzi, ich koncepcji... Bóg jest poddany niejako człowiekowi; jest przewidywalny i niep”przeszkadza” niejako człowiekowi, zmuszając go do stałej nad sobą refleksji, do stałego poddawania krytycznemu oglądowi własnego życia.
Wpaniałe budowle sakralne i „święte dzieła” ludzi schwyciły jakby Boga, umieszczając go w zasięgu rozumu, racjonalności ludzkiej i oddając do dyspozycji ludzi, indywidualnie, czy całych ludzkich struktur (w tym także kościelnych).

A Jezus?
Na taką postawę Jezus reaguje bardzo twardo.
Podkreśla, że nie wystarczyło najwyraźniej Izraelitom, by świątynia Salomona została spalona i zniszczona przez Babilończyków, że tzw. druga świątynia została sprofanowana (faktem  umieszczenia w niej rzeźby przedstawiającej Jupitera) przez Antiochusa Epifaniusza, a także to, że ta świątynia, na którą patrzyli współcześni Jezusowi (fakt, wspaniała i majestatyczna) była dziełem szczodrości (naturalnie pełnej interesowności politycznej) okrutnego poganina i znienawidzonego przez lud władcy, jakim był Herod Wielki...

Zgodnie z odczuciem Jezusa, Jego słuchacze nie zrozumieli jeszcze (por. Jana 4), że jeżeli Bóg na coś przyzwala, np. na fakt, aby ludzie zbudowali sobie „miejsce”, w sposób szczególny oddane kultowi, On sam, Bóg, nigdy nie pozwoli dać „uwięzić się” w tym miejscu.
Przeczytajmy teksty biblijne ważne dla tego nauczania:
Ø      1 Królewska 9,8-9: A przybytek ten zostanie zburzony, tak iż każdy, kto będzie tędy przechodził, wzdrygnie się nad nim i zagwiżdże, i powiedzą: Za co Pan uczynił tak tej ziemi i temu przybytkowi? Wtedy odpowiedzą: Za to, że opuścili Pana, swojego Boga, który wyprowadził ich ojców z ziemi egipskiej, a przyłączyli się do innych bogów i pokłon im oddawali, i im służyli, za to sprowadził Pan na nich całe to nieszczęście.
Ø      2 Samuela 7,1-5: Gdy pewnego razu król siedział w swoim domu, a Pan dał mu wytchnienie od wszystkich okolicznych nieprzyjaciół jego wokoło, rzekł król do Natana, proroka: Patrz! Ja mieszkam w domu z drzewa cedrowego, a Skrzynia Boża jest pomieszczona w środku namiotu! Wtedy Natan odpowiedział królowi: Wszystko, co masz w swoim sercu, uczyń, gdyż Pan jest z tobą. Lecz jeszcze tej samej nocy doszło Natana słowo Pana tej treści: Idź, powiedz memu słudze Dawidowi: Tak mówi Pan: Czy ty miałbyś zbudować mi dom, abym w nim mieszkał?

Prawdziwą Świątynią Bożą jest człowiek, jak mówi 1 Koryntian 6,19: Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych?
A oddawanie mu czci nie wymaga istnienia niezwykłych struktur: Jana 4,21-24: Rzekł jej Jezus: Niewiasto, wierz mi, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, bo zbawienie pochodzi od Żydów. Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie.

Ale nawet człowiek, tak centralny w takim rozumieniu kwestii świątyni i organizowania czci Bogu, nie może w żaden sposób „uwięzić” w sobie Boga, ani Go ograniczyć, zapanować nad Nim.
Człowiek nie może poddać Boga kontroli ani w swoim sumieniu, ani w swojej duszy, ani w swoim sercu...
Po prostu, Bóg w swojej wolności może i chce odwiedzić człowieka i rozbić w nim swój namiot (a nie zapominajmy, że namiot, to konstrukcja, którą można zdemontować bardzo łatwo).
Jezusa sam przecież przyszedł, by – w znaczeniu dosłownym – wznieść swój (namiot) pośród nas (Jana 1,14b).

Dlatego też Jezus wygłasza przemówienie, które bez wątpienia zgorszyło (pamięajmy, że kiedyś ten sam efekt wywoływały proroctwa Jeremiasza) wszystkich dobrych i wierzących, a mających potrzebę poczucia bezpieczeństwa, Żydów, którzy ku własnemu porażeniu mieli usłyszeć: „Wszystko zostanie zniszczone”! (w.6).
Nie zapominajmy, że właśnie te słowa okażą się podczas procesu Jezusa najbardziej pewnymi i niepodważalnymi śmiertelnymi oskarżeniami wymierzonymi właśnie przeciw Niemu.


Nicolas Poussin, Zniszczenie Świątyni w Jerozolimie II, 1637 r.



Kiedy to nastąpi? Kiedy nastąpi zniszczenie (no właśnie czego: świątyni? Świata?)?
Oczywiście, pozostaje nadal i ciągle intrygującą kwestia: „jaki będzie znak nadchodzących zniszczeń”?
Na to pytanie pada (o dziwo) negatywna odpowiedź Jezusa. Nie mówi On „kiedy” ten dzień nadejdzie. Owszem, podkreśla wystąpienie różnego rodzaju klęsk.
Prawdą jest, że pierwszym czasom rozwijania się chrześcijaństwa towarzyszyły szczególnie trudne chwile: prześladowania, dramaty.
Ale też prawdą jest, że świat był zawsze i pozostaje każdego dnia dotknięty dramatami.
Przed czym więc szczególnie Jezus chce przestrzec, a robi to z całą mocą?
Najpierw przed fałszywymi prorokami, zapowiadającymi nadejście końca czasów.
Historia Kościoła uczy nas, że było bardzo wielu tych, którzy gromadzili wokół siebie uczniów, dzięki wzbudzeniu w nich strachu proroctwami nadejścia końca czasów.
Ci nie byli i nie są prawdziwymi nauczycielami! Można wręcz wyciągnąć, na podstawie słów Jezusa, dalej jeszcze idący wniosek: przewidywanie końca świata  (a i dzisiaj słyszy się tych, którzy mówią o czasach ostatecznych – czasach, które są tuż tuż) nie stanowi naszych „kompetencji”, to znaczy nie powinniśmy skupiać się na poszukiwaniu znaków, które miałyby zapowiadać rychłe nadejście końca.
Co natomiast powinniśmy robić, do czego przykładać należytą wagę? Jest to kwestia świadectwa wierności Panu.
Nawet (a może – a zwłaszcza) wtedy, gdy przychodzą tak trudne czasy, gdy mnożą się trudne do zniesienia i zaakceptowania sytuacje - gotowość do okazania świadectwa wierności Panu jest niezbędna.
Świat nie zostanie przekonany naszymi pięknymi słowami, ale wiernością i konsekwencją oddania Temu, który jest naszym Panem.
A zatem: nie bójmy się, zwłaszcza wtedy, kiedy będzie się nam wydawało, że nadszedł nasz lub dla tego świata, dzień ostatni... On, nasz Pan, nie pozostawia nas samych.

Uwaga końcowa
Jest rzeczą być może łatwą, poddawanie świata, czasów bieżących permanentnej krytyce, nawet w kategoriach apokaliptycznych. Ale Słowo Jezusa nie uprawnia nas do takiej swoistej demagogii.
To, do czego ma prowadzić zwiastowanie Słowa, to stała gotowość, stałe zaangażowanie tych, którzy wybrali Go jako ich Pana i Zbawiciela, do wierności Mu, na przekór wydarzeniom, na przekór brakom dogodnych ku temu okoliczności, czy struktur.
Na przekór wszystkim piętrzącym się trudnościom.
A wyrzeczenie się Go, zdradzenie Go, już jest swoistym końcem, nie dla świata, ale dla tych, którzy takiego aktu dokonaliby w ich życiu. Życie ich może nadal trwać, ale w wymiarze duchowym już dobiegło ono do końca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz