wtorek, 5 listopada 2013

Rozważanie Ewangelii według Marka 2,23-28



I stało się, że Jezus szedł w sabat przez zboża, a uczniowie jego w drodze zaczęli rwać kłosy. Wtedy rzekli do niego faryzeusze: Patrz! Czemu czynią w sabat to, czego czynić nie wolno? A On im rzekł: Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy był w potrzebie i był głodny, on i ci, którzy z nim byli? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, arcykapłana, i jadł chleby pokładne, które wolno spożywać tylko kapłanom, a które dał również tym, którzy z nim byli? Ponadto rzekł im: Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu. Tak więc Syn Człowieczy jest Panem również i sabatu.



Jezus budził i budzi niepokój, doprowadzał i doprowadza także dzisiaj do stałej konfrontacji z racjami, z powodu których jesteśmy tym, kim jesteśmy, robimy to, co robimy, każdego dnia...
Nie mogło być inaczej 2000 lat temu i nie może być inaczej także dzisiaj, ponieważ Słowo przyniesione przez Chrystusa,jest prawdziwie tym nowym winem, które nie może pozostać w starych bukłakach; jest tą łatą z nowego sukna, która rozrywa stare ubranie, na które nowa łata byłaby przyszyta...

Szczególnie od samego początku Ewangelii według Marka możemy zaobserwować stałą kontrowersję między Jezusem a oficjalnymi przedstawicielami religii.
Jezus budzi w nich niepokój przez - jak im się wydawało - niszczenie fundamentów, na jakich oparta była ich wiara, ich życie religijne i społeczne.
Dzisiaj staje przed nami konflikt związany ze sposobem rozumienia sabatu, dnia świętego – myślę tu o epizodzie zerwanych przez uczniów Jezusa kłosów dokonali tego po to, by zaspokoić głód i myślę o reakcjach, jakie fakt ten wzbudził.
Rozważmy zatem krótko tekst kazalny z dzisiejszego dnia.

Sam gest zrywania kłosów z cudzego pola, aby zaspokoić głód, dokonany przez uczniów Jezusa nie był sprzeczny z całym prawem religijno-społecznym narodu wybranego.
W V Mojżeszowej jeden z wierszy mówi (Pwt 23,25): Jeżeli wejdziesz do winnicy twego bliźniego, możesz jeść winogrona, ile zechcesz, do syta; lecz do swego naczynia nie kładź.
Przepis ten stanowił część praw, które wypływały z troski o biednych.
Podobne rozwiązanie napotkamy w III Mojżeszowej (19,9-10): (9) A gdy będziecie żąć zboże w waszej ziemi, nie będziesz żął do samego skraju swego pola i nie będziesz zbierał pokłosia po swoim żniwie. (10) Także swojej winnicy nie obieraj doszczętnie i nie zbieraj winogron pozostałych po winobraniu. Pozostaw je dla ubogiego i dla obcego przybysza. Ja, Pan, jestem Bogiem twoim.

Kiedy uczniowie Jezusa zrywali kłosy, aby je zgnieść w dłoniach i zjeść, nie działali sprzecznie z prawami chroniącymi czyjąś własność prywatną.
W rozumieniu panującym w grupie radykałów religijnych (a przynajmniej za takich oni sami siebie uważali) – uczniowie Jezusa naruszali prawo obchodzienia sabatu, dnia świętego.
Według owych radykałów religijnych, znanych z bardzo drobiazgowego zachowywania Prawa Izraela, zrywanie kłosów w sabat było formą zbiorów, a zatem formą pracy, czyli czymś, co w szabat było zakazane, zakazane w dniu świętym.
Radykałowie co wkładali tak wielki wysiłek w zachowywanie przykazań Prawa, że starali się unikać wszelkich, nawet najmniejszych gestów, mogących choćby tylko dawać okazję do złamania Prawa.
I nie omieszkali o tym przypomnieć Temu, który przedstawiał się, jako mówiący i działający w imieniu Bożym – Jezusowi Chrystusowi...

Warto teraz przyjrzeć się reakcji Jezusa.
Nie daje się On zamknąć w debacie: co jest dozwolone, a co zakazane w dniu sabatu.
Odsyła swoich adwersarzy do fundamentów Prawa i pokazuje, na przykładzie króla Dawida (w tradycji Izraela króla-modelu), który pozwolił swoim ludziom, kiedy byli głodni, zjeść chleby pokłądne, czyli te, które prawo religijne rezerwowało dla kapłanów, że są ważniejsze - niż tylko czysty rytualizm - sprawy, zawarte w przykazaniach w ogólności, w tym także w przykazaniu zachowywania sabatu, dnia świętego.  
Jezus nie zanegował zasadności sabatu, ale chciał przywrócić jego właściwy sens.
Owszem, poddał krytyce zbyt legalistyczny model życia przykazaniami, który z czasem pozwolił zapomnieć specjalistom od spraw religijnych zasadność istnienia przykazań, ale tylko po to, aby odnaleźć ich właściwy sens. 

Dzisiaj nie mamy problemu ze zbyt legalistycznym sposobem rozumienia i zachowyuwania dnia świętego.
Pojawił się natomiast inny problem: często po prostu nie pamiętamy, lub nie chcemy pamiętać, że istnieje coś takiego, jak przykazania Boże, z których jednym jest właśnie przykazanie obchodzenia dnia świętego.
Pomimo, że naszym dniem świętym jest niedziela, a to na pamiątkę zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, obowiązek dnia świętego, wyrażony w Dekalogu, rozciąga się także na nas.
Kiedy przeczytamy w II i V Mojżeszowej teksty Dekalogu, zauważymy że racje zachowania sabatu, dnia świętego są dwojakie.
W II Mż to pamięć o dniu odpoczynku Pana, po stworzeniu świata.
Właściwiej mówiąc – jest to pamięć o tym, że to Bóg jest Panem stworzenia, i nas także.
W V Mż z kolei racją jest uwolnienie Narodu wybranego z niewoli, przypomnienie, że Pan jest tym, który jedyny wyprowadza nas z naszych niewoli, z naszych zniewoleń, że Pan jest tym, który chce widzieć człowieka wolnym.

Zachowanie dnia świętego nie jest tylko kwestią formalną.
Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu.
Człowiek i sabat, człowiek i Prawo Boże, prawo przykazań – te dwa elementy są szczególnie obecne w tej wypowiedzi Jezusa.
Oznacza to, że dzień święty jest wielkim wezwaniem do refleksji, do refleksji nad całym życiem.

Sabat, dzień święty przypomina mi, że nie jestem w tym świecie sam, że nie zależę wyłącznie od siebie, że świat, w którym żyję został mi dany.
Przypomina mi moją ograniczoność, moją od Boga zależność.

Nie można w pełni uznać ważności stworzenia i osoby ludzkiej (każdej osoby ludzkiej), jeśli nie ma się stałego odniesienia, przypomnienia, że oto świat w którym żyjemy, ludzie którzy go zamieszkują,  nie jest naszym dziełem, naszą własnością.
Prawdziwa ważność stworzenia i świata wypływa ze świadomości, że jest on dziełem i własnością Pana.
Nie można także mieć pozytywnego, koniecznego dystansu do siebie i do własnych sukcesów lub porażek, jeśli się nie pamięta, że to nie ja sam jestem tym, który w pełni panuje nad moim życiem, że jest ktoś, kto jako Bóg wolności, ustanawia prawa tego życia, prowadzi je z miłością ku najlepszej realizacji, w wolności, w uwolnieniu, tak, jak to uczynił wyprowadzając naród wybrany z Egiptu.
Ze świadomości zależności od Boga każdego z nas wynika sposób, w jaki będziemy traktować świat, siebie i drugiego człowieka, jego osobowość, jego potrzeby, jego plany i marzenia, jego radość i ból.

Wszyscy jesteśmy dziećmi Tego, którego głęboką wolą było uczynić świat pięknym.
Wszyscy wiemy, że mamy mnóstwo ograniczeń, ale że oto On nas chce z nich wyzwalać.
A przyjąwszy Jego panowanie, możemy nie tylko siebie samych, ale i tego drugiego, mojego brata i siostrę, przyjąć z całą wolnością i otwartością; taką z jaką przyjmuje nas Pan.

Taki zatem jest sens sabatu, dnia świętego, teraz naszej niedzieli, chciany przez Jezusa, Syna Bożego:
refleksja nad życiem, zbliżenie do siebie i innych (w pierwszym rzędzie do najbliższych, w rodzinie) w stałym przypomnieniu, że to On, nasz Bóg w tym życiu nas prowadzi.
Kościół winien być miejscem, w którym tego wszystkiego właśnie się uczymy i staramy się robić wszystko, aby tak tę rzeczywistość wspólnie przeżywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz