wtorek, 26 listopada 2013

Rozważanie Ewangelii według Marka 13,1-37



Tekst  rozważany :    Ewangelia według Marka 13,1-37

Proponowany do rozważania tekst Ewangelii mówi o sytuacjach budzących obawy, strach - strach mogący paraliżować życie.
Czy mowa Jezusa, którą podaje Ewangelista Marek, ma jakieś odniesienie do naszych współczesnych strachów, dręczących nas problemów?
Na to pytanie chcemy dzisiaj spróbować odpowiedzieć.

- o –

Kiedy ewangelista Marek pisze swój tekst?
Przypuszczalnie dobre trzydzieści lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, w latach 60-70 naszej ery.
Odbiorcy Marka przeżywają wydarzenia porażające strachem.
Jest to strach fizyczny, ponieważ prześladowania uczniów Jezusa nabierają rozmachu.
Jest to strach psychologiczny, ponieważ koniec czasów, który miał – jak wierzono – być tak bliski, nie nadchodzi i nie rozumie się dlaczego.
Jest to strach teologiczny, ponieważ zerwanie z judaizmem stało się już bez mała całkowite i chrześcijanie są teraz jakby zdani wyłącznie na siebie samych w konfrontacji z groźnym dla nich imperium rzymskim.
W tekście Marka Jezus mówi o strachach, obawach: fizycznych, psychologicznych, teologicznych.

Pierwsza część Jego przemowy jest jakby katalogiem zagrożeń, które dotykają wszystkich ludzi, w tym (a niektóre szczególnie) chrześcijan: trzęsienia ziemi i konflikty zbrojne, rozdarte rodziny, wojny domowe, szarlatańscy kaznodzieje, fałszywi zbawcy, prześladowania, niesłuszne skazywanie na śmierć...
Wydarzenia te, to albo katastrofy naturalne, bądź przemoc ludzka.
Są to strachy, niepokoje głębokie, fundamentalne, ostateczne, tzn. dotyczące samego życia i jego sensu.

W większości współcześni komentatorzy biblijni nazywają całość naszego tekstu z Ewangelii Marka – Markową Apokalipsą (apokaliptein – objawiać).
Istotnie, cały ten fragment należy do typu literackiego nazywanego apokaliptycznym.
Była to maniera pisania, używająca określonych obrazów, sposobu opisywania zjawisk ze specjalnym słownictwem, z licznymi cytatami ze Starego Testamentu.
Dzisiaj jest nam bardzo trudno pojąć ten typ przekazu literackiego, ale był on bardzo rozpowszechniony w czasach Jezusa i Marka.
Często posługiwano się nim, aby powiedzieć jakieś rzeczy ważne, w sposób bardziej ukryty i tajemniczy.
Czy jednak w tym konkretnym Markowym przypadku, mamy do czynienia z jakimś objawieniem tajemniczego przesłania, zakodowanego, np. o końcu czasów, o końcu świata?

Uważam, że nie, bądź nie do końca...
Zauważcie, że katastrofy naturalne i przemoc międzyludzka występują tak naprawdę w każdej epoce, od początku pojawienia się człowieka, aż do czasów nam współczesnych i to niezależnie od miejsca geograficznego.

Jezus, w cytowanym tekście Marka, zachęca do pozostania w pełnym sercu świata i – po trzykroć – zachęca do czuwania.
Postawa ucznia Jezusa, która jest tutaj zaproponowana, nie polega ani na ugięciu się przed problemami życia, ani też na ucieczce od życia (by tych problemów uniknąć), ale jest to postawa czuwającego, jakby strażnika.

Ale jeśli strażnika, to aby obserwować nadejście czego?
Dlaczego uczeń Jezusa ma czuwać?
Ponieważ, jak mówi tekst: wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach z wielką mocą i chwałą. I wówczas pośle aniołów, i zgromadzi wybranych swoich z czterech stron świata, od krańca ziemi aż po kraniec nieba.
Cóż za obraz!
Jak jednak mamy go pojąć, zwłaszcza my, którzy nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego języka, do takich wyobrażeń?
Myślę, że Jezus chce powiedzieć: to nie do tych największych, dręczących nas strachów należy ostatnie słowo na tym świecie; one także będą miały swój koniec.
Strachy te nie mają mocy pochłonąć całego tego świata.
Pośród tych wszystkich naszych strachów, niepokojów, niepewności, jedna rzecz jest pewna: że Syn Człowieczy, to znaczy sam Jezus Chrystus, nadejdzie.
Panami historii nie są porażająca beznadzieja i przemoc, ani też strachy, które one rodzą.
Prawdziwym Panem historii jest Syn Boży, Jezus, który nadchodzi.


I tu dochodzimy do naszego głównego elementu dzisiejszego poranka: Pan przyjdzie.
Niech będzie, ale kiedy?!
Ewangelia mówi: nikt nie wie!
Czy możemy przez to rozumieć, że Jezus mówi o jakiejś przyszłości, nieokreślonej, w sposób niepoliczalny oddalonej?
Wydaje mi się, że nie.

Zatrzymajmy się przez moment na okolicznościach w jakich przemowa ta zostaje wygłoszona przez Jezusa.
Jest to rodzaj pożegnalne przemówienia Jezusa do Jego uczniów.
Jezus jest w Jerozolimie, dwa dni przed swoim aresztowaniem i w mowie tej daje ostatnie wskazówki swoim uczniom.
Ale nie zwraca się tutaj do wszystkich swych uczniów.
Tylko czterej z Jego uczniów są obecni: Piotr, Jakub, Jan i Andrzej.
To tylko im Jezus mówi i powtarza: czuwajcie!
Ten czasownik jest bardzo rzadki w Ewangelii Marka.
Można go znaleźć poza naszą sceną tylko dwa dni później, tuż przed aresztowaniem Jezusa, w ogrodzie Getsemani.
Jezus powie tam ponownie - „czuwajcie”!
Komu? Tym samym osobom, poza Andrzejem: Piotrowi, Jakubowi, Janowi; tym uczniom, którzy wpadną w sen.

Ponadto, Jezus kończy swoją przemowę krótką przypowieścią o panu domu, który znienacka przychodzi wieczorem, pośród nocy, o pianiu koguta lub rankiem.
Co nam powie Ewangelista na stronie nastęnej, à propos wydarzeń, które będą miały miejsce dwa dni później?
Że Jezus będzie zdradzony przez swoich wieczorem, że Jego uczniowie nie będą potrafili czuwać pośród nocy, że Piotr wyparł wyparł się Go o pianiu koguta, że rankiem został opuszczony przez wszystkich swych bliskich...

Kiedy zatem Syn Boży przychodzi na obłokach z wielką mocą i chwałą?
To znaczy jednocześnie ukryty i w pełni objawiony?
- Nie na końcu świata, na końcu czasów, ale w Jego męce na Krzyżu.

Kiedy tak naprawdę ta wizja apokaliptyczna realizuje się?
- Na drodze do ukrzyżowania.

Apokalipsa i koniec świata nie są zarezerwowane na jakąś przyszłość, na datę której nie znamy.
Apokalipsa i koniec świata już rozpoczęły się dwa dni po wypowiedzieniu przez Jezusa Jego mowy pożegnalnej do uczniów; rozpoczęły się w Wielki Czwartek.
Mistrz nie przychodzi po czymś, na końcu kalendarza wieków.
Pan nie pojawia się po naszych udrękach, po naszych strachach, po naszych obawach.
Więcej nawet: w Getsemani i na Golgocie, Pan przychodzi poprzez Jego własną udrękę, przez Jego własne strachy, obawy.
Syn Człowieczy przychodzi do nas w Jego własnej słabości.

Oto co zatem w swoim przesłaniu Ewangelista Marek przekazuje całej wspólnocie chrześcijańskiej, porażonej strachem w życiu:
Fakt, przeżywacie strach, niepokoje, obawy, ale nie dajcie im się przygnieść.
Czuwajcie, ponieważ Pan przychodzi!
Pan przychodzi, i przychodzi już od teraz!
Przychodzi, bo zawsze chce być blisko ciebie, we wszystkich twoich strachach i obawach, iść niejako obok ciebie, nawet wtedy – lub zwłaszcza wtedy –gdy się boisz.
Pan także przeżył wiele sytuacji najbardziej skrajnych, mogących powalać strachem: odrzucenie, zdradę, depresję bezradności, aż do śmierci.
Ale On zmartwychwstał, jest dzisiaj obok każdego z nas i pozwala nam zmartwychwstawać w naszych strachach, w tym, co nas paraliżuje.

Tak, Pan przychodzi, ale nie później, nie kiedyś, w związku z jakimś końcem czasów, końcem świata.
Nie, Pan przychodzi dzisiaj, tutaj i teraz.
Pan przychodzi nie po naszych strachach i naszych udrękach.
On jest już teraz obecny w sercu naszych udręk i cierpień, naszych strachów, nie zostawia nas samych, aby te strachy nas poraziły i zniszczyły.

Tak, Pan przyszedł w swojej słabości i udręce wiele lat temu, ale Pan przychodzi także dzisiaj do każdego z nas, do każdego naszego życia, takiego jakim ono jest, z jego strachami, z jego udrękami.
Abyśmy nawet w śmierci, które ze sobą niosą – zmartwychwstali.
Taka jest Dobra Nowina na dzisiaj, taka jest Dobra Nowina Jezusa Chrystusa. Amen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz