sobota, 16 listopada 2013

Praca, własność, rozwoj ekonomiczny w protestantyzmie...?



Historycy stwierdzają fakt, że od wieku XVII wyraźnie dochodzi do rozdźwięku ekonomicznego między krajami kultury łacińskiej, a krajami Północy.
Od wieków XVII i XVIII, mapa rozwoju ekonomicznego Europy pokrywa się znacząco z granicami państw (lub regionów), w których protestantyzm był wyznaniem dominującym.
Mimo, że – jak wspomniano – większość historyków zgadza się z faktem związku geograficznego „kraje protestanckie-rozwój ekonomiczny”, opinie związane z analizą źródeł tego postępu w krajach protestanckich różnią się znacząco. Chodzi tu przede wszystkim o poddanie krytyce tezy, że postęp ekonomiczny byłby wynikiem cech związanych z protestantyzmem jako takim, z jego charakterystykami.

Także dzisiaj, napotkamy bardzo liczne opinie krytyczne w tej kwestii.
Podajmy kilka z nich.
1. Protestancki dynamizm ekonomiczny byłby „wypadkiem” spowodowanym przyczynami pośrednimi, jak ogólny rozwój alfabetyzacji i edukacji.
Czyli tylko przypadkowo niejako, a wręcz nieświadomie dla uczestników, alfabetyzacja miałaby pozytywne skutki ekonomiczne dla populacji protestanckich (pamiętajmy, że były one przejęte promocją nauki pisania i czytania, a właściwie uczenia się w ogólności)...
2. Dynamizm ekonomiczny winien się wpisać w całość naturalnych ruchów rozwoju ekonomicznego, które rozpoczęły się w Europie już w wieku XIII.
3. Rozwój ekonomiczny byłby naturalnym rezultatem ucieczki „mózgów”, związanych z prześladowaniami religijnymi i ich koncentracją na pewnych, ściśle określonych terytoriach, dająć przez koncentrację i przychylny pracy intelektualnej klimat przyczynek do rozwoju ekonomicznego.
4. Można też usłyszeć pełne ironii słowa, czy to protestantyzm zrodził rozwój ekonomiczny, dobrobyt, czy raczej dobrobyt przyciągnął protestantów?...

Protestantyzm zatem, zgodnie z wyżej przytoczonymi przykładowo opiniami nie miałby w sobie nic szczególnego, co miałoby przyczynić się - specyficznie dla niego - do rozwoju ekonomicznego terytoriów, które obejmował, populacji na nich żyjących...

Zacytowawszy niektóre z opinii krytycznych, nie chcę z nimi wchodzić w dyskusję, uznając także szereg z nich, jako interesujących, niemniej rozważania racji rozwoju ekonomicznego w świecie protestanckim wydają się niepełne, jeśli nie przyda się należytej uwagi specyfice religijnej protestantyzmu - jego teologii.  

Jednym z pierwszych (i przyznajmy – nie do końca satysfakcjonującą, opierającą się o wiele uproszczeń), który taką analizę uczynił sławną, jest Max Weber (znany teoretyk pracy, filozof ekonomii, twórca współczesnej socjologii) w swoim dziele Etyka protestancka i duch kapitalizmu, opublikowanym w 1905. Autor rozwija w nim tezę związku, który miałby istnieć między etosem kalwinizmu purytańskiego i mentalnością przedsiębiorcy kapitalistycznego.


Atelier w Audincourt, pocz. XX wieku, nalezace do rodziny Peugeot, rodziny aktywnej takze wspolczesnie we Francuskim Kosciele Reformowanym



Zdaję sobie sprawę, że zauważenie bezpośrednich związków między domenami myśli tak pozornie odległymi, jak myśl religijna i myśl ekonomiczna może wydawać się przesadzone. Jednakże jest ona niezwykle istotna dla omawianej przez nas problematyki.

Należy jednak już na wstępie poczynić pewną uwagę: nie jest dla nas tutaj przekonującą i godną podtrzymania teza, zgodnie z którą duch kapitalizmu miałby być wyłącznym rezultatem wpływu Reformacji, a także będziemy daleko od przekonania, że kapitalizm, jako system ekonomiczny miałby być bezpośrednią konsekwencją Reformacji...


Sedno religijne Reformacji.

Przypomnijmy, przechodząc do naszego rozważania, że w sercu Reformacji protestanckiej znajduje się przekonanie, zrodzone z re-lektury Ewangelii, że dla całości ludzi (uznanych za winnych i niewypłacalnych przed Bogiem), nie ma nadziei na zbawienie lub usprawiedliwienie, jak tylko poprzez akt osobistej wiary w odkupieńcze dzieło dokonane przez Jezusa Chrystusa.
Jeżeli istnieje jakaś idea, która winna być podkreślona, gdy mówi się o Reformacji, to jest nią właśnie ta.
Cała reszta intelektualnej, teologicznej konstrukcji Reformacji, jest następstwem tego fundamentalnego przekonania:
Zbawienie jest osiągalne dla każdego człowieka poprzez osobistą wiarę w dzieło wypełnione przez Jezusa Chrystusa (jedynego i wystarczającego Pośrednika między Bogiem i ludźmi).

To, co na tej podstawie następuje w w protestantyzmie, to dowartościowanie indywiduum ludzkiego, na niekorzyść wszelkiego rodzaju pośredniczenia sakramentalnego i kościelnego (i reglamentacji z nimi związanej), tak charakterystycznych dla systemu religijnego, którego krytykę i próbę poprawy podjęła Reformacja.

W tradycji protestanckiej stwierdza się z całym przekonaniem, że powołanie jest skierowane przez Boga do każdej jednostki ludzkiej, czyniąc z niej - w oczach Bożych - osobę jedyną i odpowiedzialną za nią samą.

Stąd bierze się w tradycji protestanckiej to, co nazywane jest „powszechnym kapłaństwem wierzących”:
przekonanie, że każdy wierzący jest kapłanem przed Bogiem; przekonanie, które zrodzi w łonie protestantyzmu ideę autorytetu i władzy typu demokratycznego, najpierw w Kościele, a następnie – przez analogię – w świecie polityki.

Kiedy Kalwin(1509-1564) zachęcił swoich współwyznawców do stania się odpowiedzialnymi za nich samych, w rzeczywistości (i najpewniej nieświadomie) uruchomił mechanizm, którego rozmiaru być może nawet sobie nie wyobrażał. Miał on - podczas kilku wieków - objąć większość struktur hierarchicznych Średniowiecza i zainspirować zastąpienie ich przez struktury o charakterze demokratycznym; czy miałoby to być w sferze społeczności świeckich, czy religijnych.


Powołanie

Wspomnieliśmy już o powołaniu. Termin ten dla naszego rozważania ma znaczenie kluczowe.
Kalwin mówiąc o powołaniu jest dziedzicem Lutra (1483-1546), który położył pięćdziesiąt lat wcześniej kamień węgielny całej protestanckiej etyki pracy poprzez swoją koncepcję Beruf (powołania).
Specyfiką myśli Lutra w tym temacie, jest rozszerzenie godności duchowej i religijnej na wykonywanie różnych zawodów (manualnych, rzemieślniczych, handlowych, technicznych), godności która wcześniej była przyznawana wyłącznie powołaniu kapłanów i mnichów.

Dla Lutra, zawód i jego wykonywanie, nabierze z czasem coraz większej wagi.
Życie monastyczne, w jego oczac, odrywa człowieka od obowiązków tego świata, podczas gdy wykonywanie obowiązków zawodowych w świecie staje się najbardziej bezpośrednim wyrazem miłości bliźniego nakazanej przez Ewangelię.

Luter nie tylko ubrał powołanie zawodowe w godność religijną równą tradycyjnej posłudze kościelnej, ale także, jakby tym samym ruchem, przyznał mu niezależność od instytucji Kościoła, pomógł uznać, że aktywność zawodowa rozwija się w sferze własnej, w której Kościół nie ma powołania do interweniowania w sposób bezpośredni.
Aktywność i energia pracownika dzięki temu mogła rozwijać się w pełni wolności.

Niektórzy mówią tutaj o desakralizacji świata pracy, ale zwrot ten nie wydaje się adekwatny, ponieważ nie chodzi tu o autonomię świata pracy świeckiej w odniesieniu do religii.
Luter jednaznacznie głosił, że - dla przykładu - piekarz, wyrabiając chleb, jest posługującym Bogu przez wyrabianie ciasta i chwali Boga przez to, co robi; a chwali Go w takim samym wymiarze, jak robi to ksiądz w ramach jego posługi duszpasterskiej.

Jeżeli zatem praca świecka otrzymuje w koncepcji protestanckiej formę niezależności, to jest to niezależność wobec Kościoła instytucjonalnego, któremu godność zawodów wykonywanych nie jest już podporządkowana, ale jeśli chodzi o niezależność wobec Boga, to efekt jest całkowicie odwrotny: każda uczciwa praca staje się formą uwielbiania Pana.


Kalwin i etyka pracy

Praca Boga i praca człowieka

Kalwin w tej samej kwestii, będzie budował na fundamencie postawionym przez Lutra. Jako reformator drugiej generacji, miał bez wątpienia wygodniejszą pozycję niż Luter, by dostrzec i podkreślić socjalne i polityczne następstwa głoszonej Ewangelii.
Kalwin wzbogaci tezy Lutra przez przekonanie, że godność pracy wypływa z faktu, że praca człowieka wpisuje się w przedłużenie pracy, jaką Bóg angażuje w świecie, by dbać o swoje stworzenia.
Przez swoją pracę, człowiek staje się „współpracownikiem Boga”, stając się dzierżawcą lub zarządcą, wezwanym do użytkowania i nadania wartości wszystkim bogactwom stworzenia.

Z tejże racji, lenistwo, nieróbstwo, zgodnie z moralnością protestancką, było zawsze pojmowane jako wada szczególnie godna potępienia, ponieważ leń, próżniak wynaturza w jakiś sposób swoje człowieczeństwo.
W tej tradycji, odrzucanie pracy lub leniwość w niej, jest interpretowane jako odrzucenie odpowiedzenia na oczekiwanie Boże, jako rodzaj zerwania z Nim.

W tej optyce, podkreślane jest, że aby praca odnalazła jej duchowy sens, pracownik ma oddawać się jej ze świadomością wykonywania jej każdorazowo osobiście i bezpośrednio przed Bogiem.
Praca staje się w takim wymiarze, dzięki wierze, wyrazem wdzięczności za efekty dzieła odkupienia dokonanego dla nas przez Boga; praca jest tym, co dotąd było podkreślane przez zachowywanie przykazania o odpoczynku w dzień święty.

Uwaga: praca nie ma w sobie, według Kalwina, jakiejś własnej wartości (nie jest to kult pracy), ale może jej dopiero nabyć wpisując się w kontynuację dzieła Bożego.


Wzbogacenie i własność

W kwestii wynagrodzenia za pracę, elementem istotnym dla moralności szczególnie kalwińskiej jest twierdzenie, zgodnie z którym Bóg sam jest największym dawcą bogactw.
W ten sposób wynagrodzenie za pracę pomimo, że może to wyglądać paradoksalnie, jest widziane jako dar Boży: jako łaska, do otrzymania której ludzie są powołani wraz ze związaną z otrzymaniem jej konieczną wdzięcznością.
Takim elementem (związanym z darem Bożym) jest także własność.  

Niemniej uwaga tutaj niezbędna: otrzymanie wynagrodzenia, jako łaski wiąże się również z obowiązkiem godnego wynagradzania pracowników, jako wyrazem świadomej partycypacji w tym samym mechanizmie daru Bożego.

Szczególną nowością w moralności kalwińskiej było nie zamykanie społecznej akceptacji bogactwa do odkreślonych warstw społecznych, które w średniowieczu mogły cieszyć się bogactwem w sposób społecznie akceptowalny (jak szlachta, kler). Rozszerzona została akceptacja bogactwa na grupy dotąd lekceważone, jak np. mieszczaństwo, czy bogate chłopstwo.
Takie pojęcie wynagradzania, gromadzenia posiadania, pozwalało na uwolnienie przed obawą duchową, jakie bogactwo może budzić (przypomnijmy tu średniowieczny ideał duchowy – biedy świadomie wybranej) i zwiększenie kreatywności i produktywności u uwolnionych od obaw protestantów.   

Oczywiście, z czasem pojawiło się poważne zafałszowanie tej idei, zwłaszcza w niektórych nurtach purytańskich, obecne także dzisiaj w niektórych nurtach protestantyzmu ewangelikalnego, proweniencji przede wszystkim amerykańskiej.
Zgodnie z tym fałszywym rozumieniem stopień bogactwa jest wyrazem stopnia (intensywności) błogosławieństwa Bożego.
Pamiętajmy jednak, że takie myślenie nie ma nic wspólnego z oryginalną myślą Reformatorów.


Resumé

Powtórzmy reasumując: praca została silnie dowartościowana przez Reformację, w jej podwójnej trosce, aby wszyscy chrześcijanie znaleźli się na jednym poziomie wartości ludzkiej i aby uwypuklić wartość tzw. „skromnych zajęć”.
Praca przestała w optyce Reformacji być aktywnością „świecką”, by zostać uznaną jako „powołanie” Boże.

Aby jednak nie dać się ponieść bezkrytycznemu optymizmowi, musimy też przyznać, że dość szybko kryterium powołania zostało „spragmatyzowane” do celów użyteczności ekonomicznej.

Niemniej, co dla nas jest tutaj szczególnie ważne, w miarę pogarszania się warunków pracy, przy wzroście „dzikiego” kapitalizmu, czyli działań skoncentrowanych na maksymalizacji zysku kosztem wydatków związanych z kosztami wytworzenia produktu (w tym szczególnie godziwego opłacania pracowników) ci sami protestanci, którzy zdawało się tak łatwo jeszcze niedawno dali się pochłonąć mechanizmom rynku, staną się tymi, którzy zaangażują się w powstanie rozwiązań prawnych, mających gwarantować sprawiedliwość wobec zatrudnianych.

W wymiarze historycznym można tu mówić np.:
- o ekonomiście genewskim Simondzie de Sismondi (1773-1842), który napisał znane dzieło Nowe zasady ekonomii politycznej lub o bogactwie w jego stosunkach z ludnością;
- o przedsiębiorcy alzackim Danielu Legrand (1783-1859), jak i o środowisku protrestanckim Stowarzyszenia przedsiębiorczości w Mulhouse (stworzonym w 1826);
- i Angliku Anthony Ashleyu Cooperze, siódmym hrabim Shaftesbury (1801-1885).
Wszyscy oni (wymienieni tu jedynie przykładowo, a było ich więcej) zainaugurowali długą walkę na korzyść promocji pracowników przez ustawodawstwo pracy.
Daniel Legrand był pierwszym, który rzucił pomysł międzynarodowej organizacji pracy, która miała opracowywać traktaty międzynarodowe związane z ochroną najbardziej wykorzystywanych.
U początków wieku XX, ruch chrześcijaństwa socjalnego stał się poważnym echem tych idei.
W 1908, grupa Kościołów protestanckich, Federal Council of the Churches of Christ in America, wyraziła wobec władz amerykańskich rewolucyjne żądania, co do ustaleń chroniących pracowników (prawa robotników, minimalne wynagrodzenie gwarantowane, ubezpieczenia, sprawiedliwy rozdział dochodów, ustanowienie porządku gwarantującego porozumienie i arbitraż w sytuacjach konfliktowych). Ta grupa Kościołów odegrała decydującą rolę w tworzeniu opinii publicznej, która zaskutkowała przystąpieniem USA do tworzącej się Międzynarodowej organizacji pracy.
W ciągu wieku XX protestanci dostrzegali i promowali coraz mocniej kwestię sprawiedliwości społecznej w debatach organizowanych w ramach Światowej Rady Kościołów, idąc aż do określenia, jak to np. miało miejsce podczas Zgromadzenia w Uppsali (1968 r.), o „prawie do pracy”.

Współcześnie, większość Kościołów protestanckich nadal broni wizji, zgodnie z którą praca stanowi część Bożego projektu wobec ludzkości.
Kościoły te zmagają się z nowo powstającymi wyzwaniami społecznymi i społeczno-ekonomicznymi, dążąc do realizacji programu, zgodnie z którym praca winna być dostępna i godziwie wynagradzana zarówno w krajach bogatych, jak i w krajach uboższych.

Wyraźnie można zaobserwować protestanckie zaangażowanie w obronę respektowania równości mężczyzn i kobiet wobec pracy (i stopnia wynagrodzenia) i – a właściwie szczególnie – w walkę z postępującym zubożeniem i bezrobociem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz