sobota, 30 listopada 2013

Modlitwa – dar Boży



Modlitwa jest łaską, jest darem Bożym. Idąc za Reformatorami, nie powinniśmy - rozważając kwestię modlitwy - w pierwszym rzędzie podkreślać zachowania człowieka w niej, co on robi, modląc się.
Oczywiście, człowiek coś „robi”, jest w modlitwie aktywny, ale aby zrozumieć to działanie, należy zacząć jakby od końca, to znaczy powiedzieć najpierw o wysłuchaniu modlitwy.
Można byłoby się tym zdziwić, ponieważ zgodnie z pewną logiką, należałoby najpierw zapytać się: co to znaczy modlić się? A dopiero w dalszej kolejności: czy jesteśmy wysłuchani, kiedy modlimy się?
Pamiętajmy jednak, że dla Reformatorów punktem witalnym, bazą wszystkiego jest pewność: Bóg wysłuchuje modlitwę.
To pierwsza rzecz, jaką należy wiedzieć. Kalwin mówi tu wyraźnie: otrzymujemy to, o co ubiegamy się. Nasza modlitwa jest zbudowana na tej pewności.



Podejmijmy zatem naszą kwestię modlitwy od faktu, że Bóg wysłuchuje. Ale uwaga zaraz na początku, aby nie popaść w złe rozumienie tego terminu (które już mogło zaistnieć choćby przy wyżej podanym stanowisku Kalwina): jeśli używamy tutaj pojęcia "wysłuchanie", nie mylmy go z literalną realizacją tego, co sami zakładamy w modlitwie jako efekt finalny. Bóg wysłuchuje, co nie jest tożsame: zawsze realizuje nasze pragnienia, plany. 
Bóg realizuje to, o co prosimy, ale w sposób Jemu właściwy, a ten jest zawsze dla nas najkorzystniejszy. 

Nie jest On głuchy, On słucha.
Jednocześnie miejmy świadomość, że nie działa On w ten sam sposób, czy będziemy się modlić, czy też nie. Istnieje wpływ modlitwy na działanie Boga. To właśnie oznacza słowo „wysłuchanie”.
W 129 pytaniu Katechizmu Heidelberskiego jest powiedziane, że wysłuchanie naszych modlitw jest pewniejsze niż poczucie rzeczy, które mamy, gdy o nie prosimy.

Wydaje się, że nie ma nic bardziej pewnego niż poczucie tego, o co prosimy, ale Katechizm mówi, że wysłuchanie przez Boga jest jeszcze bardziej pewne.
Trzeba, abyśmy mieli tę wewnętrzną pewność. Być może mamy wątpliwości co do szczerości naszej modlitwy i co do wartości naszych pragnień. Ale jedna rzecz jest poza wszelką wątpliwością – to wysłuchanie, którym Bóg obdarza.

Nasze modlitwy są słabe i ubogie. Jednakże to, co jest ważne, to nie to, by nasze modlitwy były silne, ale aby Bóg je wysłuchał. Oto dlaczego modlimy się.

Jak Bóg nas wysłuchuje? Należy tutaj przypomnieć sobie artykuł Katechizmu Kalwina, poświęconego Jezusowi Chrystusowi.
Nie można lepiej zrozumieć faktu wysłuchania przez Boga, jak tylko idąc za tą myślą: Jezus Chrystus jest naszym bratem, do Niego należymy, jest głową ciała, którego my jesteśmy członkami i jest w tym samym czasie Synem Bożym, Bogiem samym.
To On jest nam dany jako pośrednik, jako adwokat przed Bogiem. Nie jesteśmy już oddzieleni od Boga, ani też – co jest jeszcze ważniejsze – Bóg już nie jest od nas oddzielony…
Zdarza się, że niektórzy są i żyją jak bez Boga, ale Bóg nie jest z dala od ludzi!
To trzeba wiedzieć i o tym trzeba pamiętać, to bardzo ważne.
Wszystko to dlatego, że wobec ludzi „bez Boga” staje Bóg, który nie jest nigdy bez ludzi; ponieważ w Bogu człowiek, ludzie, my wszyscy jesteśmy obecni.

Jeżeli Bóg zna człowieka, jeżeli go widzi i osądza, to dzieje się to zawsze w osobie Jezusa Chrystusa, Jego własnego Syna, który był Mu posłuszny i który jest obiektem Jego upodobania. Przez Niego ludzkość jest obecna w Bogu.
Bóg ogląda Chrystusa i to w Nim nas widzi.
Mamy naszego najlepszego „reprezentanta” przed Bogiem.
Kalwin mówi wręcz, że modlimy się przez Jego usta.
Jezus Chrystus mówi przez to kim był, ponieważ wycierpiał w posłuszeństwie i wierności wobec swojego Ojca.
I my także modlimy się Jego ustami, na tyle, na ile dal nam przystęp do Ojca i wstawia się za nami.

Zatem, w głębi, nasza modlitwa jest dokonana, zanim my sami ją sformułowalibyśmy.
Kiedy modlimy się, nie możemy zrobić nic innego, jak tylko „powtórzyć” i „odebrać” tę modlitwę, która została wypowiedziana w osobie Jezusa Chrystusa i którą powtarza się zawsze, ponieważ Bóg sam tak pozwolił, zadecydował i jest z człowiekiem.

Bóg jest Ojcem Jezusa Chrystusa i ten człowiek, Jezus Chrystus, modlił się i modli się nadal.
Taki jest fundament naszej modlitwy w Jezusie Chrystusie.
Chcemy przez to powiedzieć, że Bóg sam czyni się gwarantem naszej prośby, że On sam zechciał być tym, który wysłuchuje naszych modlitw, ponieważ to Jezus Chrystus modli się za nas.

To, że Ojciec Jezusa Chrystusa poddaje się prośbom ludzkim, że zmienia swoją intencję i podąża za modlitwą człowieka, nie oznacza Jego słabości.
To On jest tym, który w swoim majestacie, w splendorze swojej mocy, zechciał i chce aby tak było.
Chce być Bogiem, który był człowiekiem w Jezusie Chrystusie.
Tu i w tym jest Jego chwała, Jego wszechmoc. Nie umniejsza się On poddając się naszej modlitwie, a wręcz przeciwnie – to właśnie w ten sposób ukazuje swoją wielkość.

Jeżeli Bóg sam chce być w relacji z człowiekiem, być blisko niego jako Ojciec swojego dziecka, nie ma w tym żadnego umniejszenia Jego mocy.
Bóg nie może być większy, niż jest On w Jezusie Chrystusie.
Jeżeli Bóg wysłuchuje naszą modlitwę, nie dzieje się tak tylko dlatego, że nas słucha i umacnia naszą wiarę, ale dzieje się tak dlatego, że On jest Bogiem: Ojcem, Synem i Duchem Świętym, którego Słowo stało się ciałem.

Przypomnijmy teraz Lutra, który nas bardzo zachęca do modlitwy w każdym ze swoich dzieł. Więcej nawet niż zachęca – Luter nakazuje modlitwę.
Nie modlenie się byłoby nie zauważeniem faktu, że jesteśmy przed Bogiem, że nasze życie w sposób stały toczy się przed Nim.
Byłoby to nie uznaniem tego, kim On jest.
Więcej jeszcze: takie zachowanie czyniłoby nas niezdolnymi do przyjęcia faktu, że Bóg spotyka nas w Jezusie Chrystusie.
Kiedy zatem pojmujemy tę tajemnicę wiary jest koniecznym, abyśmy modlili się: oto Jezus Chrystus jest tutaj, On, Syn Boży, a my, którzy do Niego należymy, my, którzy nie  mamy innej możliwości jak tylko pójść za Nim, modlić się przez Niego, my jesteśmy z Nim!
Dobra droga jest odnaleziona, a teraz trzeba nią podążać.
Na tej drodze Ewangelia i Prawo (zakon), obietnica i przykazania Boże, są tą samą rzeczą.
Bóg otwiera nam tę drogę, nakazuje nam modlić się.

A zatem nie jest możliwym twierdzić : będę się modlił albo nie będę się modlił, jakby chodziło tutaj o coś wybranego z upodobania lub nie.
Być chrześcijaninem i modlić się jest jedną i tą samą rzeczą; rzeczą, która nie może być poddana naszym kaprysom.
Jest to potrzeba fundamentalna, coś jak oddychanie - niezbędna do życia.
Katechizm Heidelberski precyzuje jeszcze: modlitwa jest po prostu pierwszym aktem uznania względem Boga.
Słowo uznanie jest jaśniejsze niż wdzięczność, ponieważ oznacza działanie zgodnie z tym, co znamy (u-znamy).
Każdy człowiek, który zna Boga, musi wyrazić swoje wobec niego uznanie. Uznaje to, że Bóg jest, że uczynił dla nas wielkie rzeczy w Jezusie Chrystusie.
Taki człowiek wchodzi w pozycję, która została nam dana Chrystusie i z tej pozycji człowiek ten modli się.
Luter dodaje, że Bóg zapłonąłby gniewem, gdybyśmy nie modlili się, gdyż byłoby to lekceważeniem daru, który nam uczynił.
A ponieważ to On mówi nam, abyśmy się modlili, jakże moglibyśmy lekceważyć ten obowiązek?

Reformatorzy przypominają nam zatem, że nie modlimy się tylko wtedy, kiedy nam to odpowiada, że modlitwa jest – w życiu chrześcijanina – aktem podstawowym, koniecznym i który musi zawsze być obecny w tym życiu.

Ponadto, Bóg - dlatego że jest naszym Bogiem - poprzedza naszą modlitwę swoją łaską.
Tam, gdzie jest łaska Boża, tam człowiek modli się.
Bóg wypełnia w naszej modlitwie to, czego w niej nie potrafimy; tam, gdzie nie potrafimy się modlić.
To Duch Święty, Duch Boży zachęca nas i wzmacnia, czyniąc nas zdolnymi do modlenia się tak, jak jest to właściwe.

Nie możemy, nie mamy instrumentów, by osądzać czy jesteśmy godni lub zdolni do modlitwy, czy mamy wystarczająco zaangażowania do modlenia się.
To łaska Boża jest sama w sobie odpowiedzią na takie pytania.
Kiedy jesteśmy pocieszeni łaską Bożą, zaczynamy modlić się słowami albo bez nich.

Bóg sam wskazuje nam drogę zaangażowania w modlitwie.
Modlitwa nie jest jakimś rzuceniem się na ślepo, jakimś aktem szaleństwa.
Modląc się, nie możemy rzucić się w coś zgodnie w naszą fantazją, na tę lub inną drogę; w nie wiadomo jakie poszukiwanie…
To Bóg jest tym, który nakazuje człowiekowi podążać za Nim, przyjąć miejsce, które jest mu dane.
Modlitwa jest sprawą uregulowaną przez Boga, nie jest nasza inicjatywą.

Jak należy się modlić?
To nie przez przypadek Jezus dał model modlitwy w „Ojcze nasz”, aby nauczyć ludzi modlić się.
Bóg sam uczy nas jak należy się modlić, ponieważ mamy tyle rzeczy do przedstawienia Mu.
I my wierzymy, że wszystko to, co pożądamy jest zawsze tak ważne.
Chociaż… jest koniecznym, abyśmy tak wierzyli.
Ale aby nasz akt stał się prawdziwą modlitwą należy zaakceptować ofertę, jaką Bóg nam składa. 
Nie możemy modlić się z nas samych i jeżeli nie chcemy przeżywać rozczarowania w modlitwie, musimy zaakceptować, że Bóg ukazuje nam drogę prawdziwej modlitwy. Ustawia nas, wraz z naszymi potrzebami i naszymi problemami na pewnej drodze, na której możemy wszystko Mu przedstawić, ale musimy na tę konkretną drogę wejść.

Jest to swoista dyscyplina, jakiej Bóg od nas wymaga.
Jeżeli jest ona nieobecna, nie możemy być zdziwieni że krzyczymy na próżno, zamiast stanąć w modlitwie, która już została wysłuchana…

Bądźmy szczęśliwi z posiadania wzorca, jakim jest „Ojcze nasz”, mówią Reformatorzy, abyśmy modląc się tak mogli nauczyć się prawdziwej modlitwy.
Kalwin oświadcza z racją, że wobec modlitwy nie możemy zachowywać się jak obcy, ale jak obywatele miasta Bożego; mamy tego dokonać akceptując jego konstytucję, jego system porządku i jego reguły.
To pod tym warunkiem istnieje wysłuchanie modlitwy i odpowiada ona problemom naszego życia.

Ponieważ On jest Bogiem w Jezusie Chrystusie, Bóg sam popycha nas do przybrania przed Nim postawy, która na pierwszy rzut oka może wydawać się zbyt śmiała, gdyż obliguje nas do spotkania z Nim z pewną śmiałością: „Dałeś nam obietnice, nakazałeś nam modlić się, a więc przychodzę, oto ja; nie z moimi pobożnymi pomysłami, bądź dlatego, że lubię się modlić (może nawet nie lubię się modlić) i mówię to, co Ty sam nakazałeś mi mówić: pomóż mi w potrzebach mojego życia. Oto stoję przed Tobą.”

Luter ma rację: pozycja człowieka, który modli się, wymaga największej pokory w tym samym czasie, w jakim wymaga ona śmiałości, odwagi.
Dobra pokora to ta, która zakłada konieczność akceptacji w wolności miejsca, które mamy w Jezusie wobec Boga.
Zatem - wola Boga ku naszej korzyści, czyli Jego miłosierdzie w Jezusie, jest elementem  decydującym w kwestii, która nas zajmuje.
Bóg może wysłuchać naszej modlitwy pomimo naszej niegodności, a to z powodu naszego Pana, Jezusa Chrystusa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz