piątek, 27 września 2013

Kazanie na 2 Mojżeszową/Księgę Wyjścia 20,1-17


Drodzy Bracia i Siostry w naszym Panu, Jezusie Chrystusie,
Pozwólcie, że zdobędę się na pewną „wybiórczość”, chcąc podzielić się z Wami kilkoma refleksjami, związanymi z tym tak znanym nam wszystkim tekstem z Drugiej Księgi Mojżeszowej, czy Księgi Wyjścia – Exodus.
Chcę w moim rozważaniu skupić się na wersetach od 4 do 6.

Księga 2 Mojż./Wyjścia 20,4-6 :
Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.

Zaraz na początku naszego rozważania, chcę zwrócić waszą uwagę na fakt, że doświadczając bliskości Boga, tak Izraelici, jak i chrześcijanie przyjmujący wiarę w Mesjasza, Syna Bożego, są w pierwszym rzędzie uwolnieni od wszystkich strachów religijnych, jakie towarzyszyły i mogą także dzisiaj towarzyszyć człowiekowi.
Chodzi tu o wszelkie strachy przed naturą, przed pewnymi zjawiskami natury, czy tym, co dzieje się wokół nas, a które to strachy skutkowały rodzajem ubóstwienia natury, zjawisk, czy nawet ludzi oraz stosunków międzyludzkich.
Ponieważ dla wierzących nie ma innego pana, jak tylko Pan, Bóg jedyny.
Nie ma nic - poza Nim - co miałoby choć pierwiastek boskości.
Era magiczności - dla wierzących w Jedynego Pana - jest skończona.
Wierzący jest wolny od obaw i niebezpieczeństw magiczności świata, człowieka, czegokolwiek...
Człowiek wierzący w Pana jest uwolniony i zjednoczony (por. List do Galatów 3,2).
Dlaczego jednak pojawia się w dekalogu zakaz tworzenia podobizn, wizerunków?
oraz drugie pytanie: czy ma on jeszcze dzisiaj, dla nas, jakąkolwiek aktualność?

1. Drugie przykazanie jest zakazem wszelkich „imitacji”, wszelkich „kopii” Boga.

To przykazanie jest najpierw uwolnieniem od przedstawiania Boga.
Nie wolno nam wyobrażać Boga.
Dlaczego tworzenie podobizn, wyobrażanie Boga jest tak niebezpieczne?
Ponieważ człowiek ciągle wyobraża sobie, że uda mu się stworzyć sobie jakąś podobiznę Boga, lub też jakąś Jego ideę, nawet pomimo świadomości, że jest to podobizna, czy wyobrażenie niedoskonałe.
Dlaczego?
Bo jest to dla człowieka forma „ustawienia” Boga na pozycjach bliskich człowiekowi, w jego zasięgu. Wtedy jednak Bóg przestaje być Bogiem dla człowieka, a staje się mu jakby „podporządkowany”, staje się rzeczą, dziełem ludzkim...

Podobizny Boga nie rodzą się tylko, pamiętajmy też o tym, wyłącznie pod dłutem rzeźbiarza, czy pod pędzlem malarza, ale także pod piórem filozofa i teologa.
Zawsze zatem istnieje to samo ryzyko – ustawić Boga tam i w taki sposób jaki człowiekowi odpowiada, ustylizować Go, a w końcu ograniczyć i uwięzić w wyobrażeniu...
Nawet wtedy, kiedy człowiek chciałby oddać w wyobrażeniu Boga wszystkie zalety, których sam człowiek nie posiada (np. przedwieczność, niematerialność, bezkresność...), taki Bóg będzie zawsze na wyobrażenie ludzkie, a zatem ograniczony ograniczonością wyobrażenia ludzkiego.

Czy to szkodzi Bogu samemu?
Ależ oczywiście, że nie, bo On jest większy niż nasze tego typu problemy; nasze tego typu nadużycia nic nie są w stanie ująć Jego wielkości, ale On wie, że to człowiek, Jego stworzenie, jest pierwszą i ostateczną ofiarą swoich - takich właśnie - działań.
To człowiek zatem, a nie Bóg, jest związany stworzoną przez siebie podobizną Boga, sparaliżowany Bogiem (czy właściwiej – bogiem przez małe „b”), którego sam sobie stworzył.
To temu, własnemu bogu, człowiek wyzna: „ty jesteś moim bogiem, moim królem, to do ciebie należę”... W istocie jednak człowiek robi sobie samemu wyznanie, przed sobą samym klęka i sobie samemu oddaje się w niewolę...

Bóg natomiast chce człowieka wolnym, by ten klękał przed Nim nie ze strachu, nie zniewolony, ale wolny i w poczuciu wolności i z powodu własnej (odkrytej i przeżywanej) wolności.
A wolność tę człowiek może mieć nie w sobie samym, nie z siebie samego, ale wyłącznie w Bogu i z Boga!
Jeżeli człowiek zatem zechce służyć Bogu, to jest to tym samym gwarancją, że nie będzie nigdy niewolnikiem!

Bóg zatem nie chce, by tworzono podobizny mechaniczne, jakby Bóg był robotem na usługi człowieka, bo Bóg, w Biblii, jest Bogiem Przymierza.
Jedynym obrazem Boga jest człowiek, ten, który jest wpisany i realizuje to Przymierze z Bogiem (por. I Mojż/Rodz 1,26).
Człowiek – żyjący w Przymierzu z Bogiem - jest obrazem żywym Boga żywego.
I taka podobizna Boża, nie może być nigdy schwytana w niewolę, ponieważ jest ona tą tajemniczą relacją, w której splatają się wolność i miłość Boga.

To w takim dopiero wymiarze możemy mówić o Bogu „zazdrosnym”, ponieważ to ze względu na swoją „zazdrość” chce wyrzucić z naszego życia i z naszego świata mentalnego wszelkiego „boga” i wszelkie wyobrażenie człowieka, który nie byłby u początku wolnością i miłością.

- o -

Pamiętajmy, że nasz Bóg jest tym, który mówi w swoim Słowie, a Jego Słowo, choć już raz wypowiedziane, jest zawsze nowe, na nowo i w sposób aktualny dotyczące naszego życia.
Nie może być zatem w żaden sposób ograniczone w Jego wolnym działaniu, nie może być ujęte w ramy jakiejkolwiek podobizny, wyobrażenia.
Bóg jest Bogiem miłości, Bogiem wolności i Bogiem Słowa, które ciągle jest dynamiczne i aktualne.
Bóg nigdy się nie powtarza, nawet wtedy, kiedy mówi te same rzeczy.
Bo Słowo Jego dotyczy życia tu i teraz, życia ciągle nowego i to do tego życia Bóg przemawia.

Drugie przykazanie zakazuje zatem także chęci ujęcia w ramy, stworzenia „wyobrażenia” Jego Słowa.
Już Jezus mówił o tych teologach, którzy mówią, nauczają, a jednak nie dają Słowa życia.
Choć przecież mówią wiele, można powiedzieć, że nawet w ich rozumieniu „głoszą” Słowo (por. Ewangelia Łukasza 6).
„Głoszą”, tzn. wypowiadają ich tego Słowa wyobrażenie.
Słowa prawdziwego nie słuchali, nie usłyszeli, nie chcieli mu oddać Jego suwerenności, chcieli ująć go w ramy i tego dokonali.
Tak też mogą powstać pięknie logicznie spójne systemy „teologiczne”, które będą właśnie swoistą podobizną Słowa, podobnie jak obraz, rzeźba, czy inny twór, może być tym wyobrażeniem, tą podobizną Boga...

Można zatem zniewolić człowieka, przez stworzenie podobizny Boga, jak też można zabić w nim zdolność do usłyszenia Słowa, chcąc go ująć we własne wyobrażenia, „podobizny” myślowe...
Czy istnieje zatem różnica w formie niewolnictwa, między tą „graficzną” podobizn, obrazów, rzeźb, a  „podobiznami” intelektualnymi systemów myśli, zabijających Słowo Boże?
Wydaje się, że można przyjąć, że obu tych zjawisk dotyczy ten sam „prewencyjny” zakaz, głoszony przez drugie przykazanie, zakaz dany ku dobru człowieka, by ten prawdziwie żył.


2. Drugie przykazanie dotyczy także samego człowieka.  

Istnieje jeszcz inny aspekt, którego dotyczy drugie przykazanie.
Wiemy już, że wyobrażenia, podobizny są tym, co chcemy w nich zamknąć, zawrzeć.
Takim jest także wyobrażenie drugiego człowieka, które w nas samych możemy wytworzyć -  zamyka go i zabija w nas w jakiś sposób jego wolność istnienia.
Wyobrażenie drugiego, „naklejenie mu etykietki”, czyni z niego rodzaj posągu, który staje się niemy, nie ma już nic więcej do wniesienia, do wypowiedzenia... może tylko powtarzać się według i zgodnie z wyznaczonym mu przez nas schematem.
Przykład: wystarczy, że myślimy o drugim regularnie, że jest głupi, ograniczony, a wtedy niezależnie od tego, co powiedziałby, czy byłoby to coś zgodnego, czy nie z naszym narzuconym mu schematem, pozostanie on dla nas głupcem, nie wartym zastanowienia, bez szansy na wniesienie czegoś wartościowego w nasze życie, pozbawionym naszego szacunku, uznania, szansy...
Jest już skategoryzowany, ujęty w ramy...

Pamiętajmy po raz kolejny, że dla Boga Biblii życie jest wolnością (nie w sensie banalnym, czy anarchistycznym, nie jakimś tylko chceniem i pozwalaniem sobie na realizację tej banalności).
Jest wolnością w znaczeniu kierunku ku nowości, ku szansie zmian.
Życie, które Bóg ukazuje w swoim Słowie jest nie zwrócone ku przeszłości, ale ku przyszłości.
Nie zamyka się w osądzie przeszłości, ale ciąży ku zachęcie, ku możliwościom zmian, jakie daje przyszłość.
Bóg chce widzieć nas przez pryzmat przyszłości, przez możliwość zmian, zachęcając do nich.
Taką jest np. fundamentalna zachęta do skruchy i nawrócenia: Nawracajcie się i wierzcie Dobrej nowinie!
Bóg widzi w nas i daje nam tę możliwość nawrócenia, naucza jej i daje ku niej siłę.

Kilka słów na zakończenie. 

Jest nam bardzo trudno umykać pokusie czynienia jakiejkolwiek podobizny - materialnej, czy duchowej, intelektualnej  - Boga, czy człowieka.
Możemy dokonywać tego w sposób nawet nieświadomy...
Nie jesteśmy przecież Bogiem, czy Jego aniołami...
To jednak, do czego zobowiązuje nas z całą mocą Jego przykazanie, a co pozostaje w zasięgu naszych możliwości, to nie adorowanie naszych tworów wyobraźni, naszych Jego podobieństw, naszych o Nim wyobrażeń, nie zamykanie też drugiego człowieka w naszych o nim osądach, kategoriach.

Mamy i musimy unikać wszelkiej aspiracji do posiadania ostatecznej racji i do wyrażania jej w sposób widzialny lub intelektualny, zwłaszcza, gdy dotyczyłaby ona Boga i naszej czci, którą mu winniśmy.
Bóg nie chce byśmy sami siebie (i innych) zamknęli w niewoli podobizn, wyobrażeń, idei. Amen

czwartek, 12 września 2013

Katechizm Heidelberski – kilka słów o jego historii i zawartości



Wydaje się, zwłaszcza współcześnie, w szeregu środowisk kościelnych, że pojęcie katechizmu (w znaczeniu „podręcznika” nauki wiary) stanowczo się przeżyło.
A kiedy jeszcze wspomnimy o Katechizmach Reformacji, czyli o tekstach powstałych kilkaset lat temu, to opinia wspomniana wyżej wyda się jeszcz bardziej  automatyczną i w pełni uzasadnioną...
Bo jakże aktualnymi miałyby być teksty napisane nie tylko tak wiele lat temu, ale przede wszystkim w tak poważnie odmiennym kontekście historycznym, kulturowym, po prostu w odmiennym kontekście ludzkim?...

Czy jednak zdanie takie nie jest swoistą pułapką ukrywającą niechęć skonfrontowania się z nauczaniem wymagającym radykalnej odpowiedzi życia tych, którzy je odbierają?
Bo przecież taki właśnie był cel wszystkich Katechizmów, powstałych w szeroko rozumianych środowiskach reformacyjnych. Miały one bowiem z jednej strony przedstawić pryncypia nauczania danego nurtu teologicznego, czy Kościoła w ogólności (oczywiście w oparciu o Słowo Boże), ale z drugiej, ów wykład doktrynalny
nie był jedynie zwrócony ku zaspokojeniu potrzeb poznawczych/intelektualnych czytelników, czy słuchaczy, ale miał przede wszystkim znaleźć skutki w stałej decyzji, towarzyszącej ich życiu - zmianie życia, określanej tradycyjnie mianem nawrócenia
do Jezusa Chrystusa wszystkich tych, którzy byli objęci nauczaniem.

W takim duchu chcemy przedstawić kilka wybranych elementów, związanych z historią Katechizmu Heidelberskiego, jednego z najistotniejszych tekstów tego typu, ale pragnieniem naszym jest, aby to  już osobiste spotkanie z jego tekstem mogło przynieść efekt zamierzony przez jego autorów – oddanie swego życia z zaufaniem Temu, który jest Panem życia Temu, któremu można oddać się bez obawy „zainwestowania” w zły kierunek.
 
Zachęcam gorąco czytelników do zaopatrzenia się (lub znalezienia w internecie) tekstu katechizmu, o którego historii powiemy kilka słów ponizej.

A zatem, dzisiaj krótkie przypomnienie historii jednego z największych dzieł teologów szeroko rozumianej Reformacji – Katechizmu Heidelberskiego, który i dzisiaj jest dokumentem fundamentalnym dla poznania  nauczania nurtu Reformacji zwanego „reformowanym”. 

Wydanie Katechizmu Heidelberskiego z 1563 r.


Katechizm Heidelberski jest jednym z najlepszych przykładów siły ekspansji kalwinizmu w Europie.
Zredagowany przez teologów niemieckich na życzenie Elektora Palatynatu, do użytku rządzonych przez niego terytoriów, stał się jednym z głównych tekstów odniesienia dla nauczania nurtu Reformacji zwanego reformowanym, stając się jednocześnie jednym z podstawowych tekstów nauczania wiary daleko poza granicami niemieckimi, w wielu krajach Europy (myślimy tu oczywiście o Kościołach protestanckich tam istniejących) oraz poza nią (zwłaszcz w Ameryce Północnej).

Palatynat otworzył się na idee reformowane stosunkowo późno, pod panowaniem Elektorów Fryderyka II i Otto-Henryka. Decydujący - dla wagi kalwinizmu w Palatynacie - impuls nadszedł od ich następcy, Elektora Fryderyka III (1559-1576), nazywanego słusznie Pobożnym.
Luteranizm oficjalny, reprezentowany przez teologa Tilemana Hesshusa, superintendenta Kościołów Palatynatu, został poddany konfrontacji z ideami kaliwinizujących diakona Kleibitza i kilku  jego kolegów z Uniwersytetu Heidelbergu, szczególnie Francuza Pierre’a Bouquin.
Debata o Wieczerzy Pańskiej, która miała miejsce w czerwcu 1564 zachęciła Elektora Palatynatu, dotąd umiarkowanego luteranina, do zbliżenia się do idei reformownych.
Pomimo presji ze strony Elektora Saksonii i księcia Krzysztofa z Wurtemberg, jego sąsiada, obu głęboko oddanych dominującemu w krajach niemieckich nurtowi luterańskiemu, Fryderyk III pozostał wierny swoim poszukiwaniom kalwinistycznym.
Skierował wezwanie do teologów uformowanych w teologicznej szkola Kalwina: Zachariasza Ursyna, Kacpra Olevianusa, Petrusa Dathenusa i/lub Emanuela Tremelliusa.
W styczniu 1562 r. Eustachy z Quesnoy napisał do Kalwina z Frankfurtu: „Elektor palatyński jest każdego dnia coraz bardziej wypełniony pewnością... Bardzo niedawno zostało przyjęte łamanie chleba w celebracji Wieczerzy Pańskiej i resztki idolatrii zostały wygnane z kościołów” (należy przez stwierdzenie o idolatrii rozumieć kult obrazów świętych i ołtarzy). „Jest żywo pośpieszany przez Olevianusa, aby wpowadzić dyscyplinę kościelną”.
Istotnie, w końcu 1564, Fryderyk III obarczył komisję teologów i pastorów, by przygotowali porządki kościelne, liturgię i katechizm dla terytorium pod władzą Elektora, w celu położenia kresu starciom doktrynalnym. Z tych prac komisji miał powstać przede wszystkim istotny tu dla nas Katechizm Heidelberski.

Nie jest możliwym poznanie z całą pewnością autora lub autorów Katechizmu, ponieważ sprawozdania z prac komisji zostały zniszczone w czasie Wojny Trzydziestoletniej.

Nie jest zatem możliwym z całą pewnością podtrzymać twierdzenia reformowanego teologa H.Altinga (1583-1644), który przypisywał ojcostwo Katechizmu Ursynowi i Olevianusowi (co stało się swoistą tradycją pewności, rozpowszechnioną w środowisku reformowanym). Niemniej, wewnętrzna analiza tekstu Katechizmu pozwala na ustalenie głównych źródeł jego inspiracji. Zazwyczaj przyjmuje się, jako bazę teologiczną Katechizmu Heidelberskiego, dzieło Summa theologiae. Rudimenta religionis christianae, zredagowane w 1562 przez Zachariasza Ursyna, a także skrót jego dzieła – Catechis minor.

Ursyn (1534-1583) był uczniem Melanchtona w Wittenberdze, nim przedsięwziął podróż - w celu pogłębienia studiów - która zaprowadziła go przede wszystkim do Heidelbergu, Strasburga a wreszcie Genewy, gdzie poznał Kalwina.
Ursyn, który był nauczycielem w Breslau (dzisiejszy Wrocław) od 1558 do 1560, w krótkim czasie został poddany podejrzeniom o opinie kalwinistyczne (co było poważnym oskarżeniem w ówczesnym niemieckim środowisku luterańskiem) i musiał chronić się w Zurychu, gdzie Piotr Męczennik Vermigli zgotował mu miłe przyjęcie. 
Kiedy w 1561 Elektor palatyński poprosił starszego już wiekiem mistrza włoskiego, aby przybył do Heidelbergu, by przewodzić budowaniu Kościoła w jego krajach, ten odmówił mu ze względu na swój wiek i słabnące zdrowie, radząc mu wezwanie Ursyna, jako jednego ze swoich najlepszych uczniów.

W tenże sposób młody teolog, który podobnie jak Kalwin nie pragnął niczego innego, jak tylko żyć na uboczu wszelkich walk doktrynalnych, religijnych, znalazł się wmieszany w ich środek i od 1562 rozpoczął pracę, by budować dyscyplinę i teologię o inspiracji kalwinistycznej w Palatynacie.

Poza innymi - powszechnie uznanymi - źródłami Katechizmu Heidelberskiego, jak np. katechizmy Strasburga, Zurychu, Genewy i Emden, należy jeszcze wspomnieć o Wyznaniu wiary chrześcijańskiej i Krótkim wyznaniu wiary, opublikowanych przez Teodora Bezę w 1559.

Trzyczęściowa struktura Krótkiego katechizmu naznaczyła Catechis minor Ursyna i w dalszej kolejności – Katechizm Heidelberski.
A zatem Katechizm Heidelberski wywodzi się z klimatu teologicznego bardzo silnie naznaczonego teologią kalwinistyczną.

Ukończony z końcem 1562, Ktechizm został przyjęty przez synod kościelny 13 stycznia 1563. Pierwsze wydanie ukazało się 19 stycznia w Heidelbergu, pod tytułem Catechismus oder Christlicher Underricht, wie derin der Kirchen une Schulen der Churfürstlichen Pfaltz getrieben wird.
W lutym ukazało się trzecie wydanie i w kwietniu tłumaczenia łacińskie i holenderskie.
W wydaniu z 15 listopada 1563 Katechizm został włączony do zbioru zarządzeń kościelnych Palatynatu, pomiędzy liturgią chrzścielną a liturgią Wieczerzy Pańskiej.
To wydanie, poprzedzone wstępem Elektora Fryderyka III, który osobiście śledził pracę nad Katechizmem i dyscypliną kościelną, podkreśla fakt, że Katechizm nie był uważany za element autonomiczny w swoim przewidzianym (i praktycznym) funkcjonowaniu, ale jako integralna część reformy liturgicznej i dyscyplinarnej środowiska kościelnego Palatynatu.

A zatem Katechizm nie jest kolejnym tekstem in plus reformy kalwinistycznej, ale został stworzony jako podstawowa norma dla nauczania w Kościele i w szkole z jednej strony, dla udzielania sakramentów i nabożeństwa z drugiej strony.
Można dostrzec stopień jego ważności dla życia Kościoła w fakcie, że podczas niedzielnego, porannego nabożeństwa, czytano jego część i że podczas drugiego nabożeństwa niedzielnego, popołudniowego, pastorzy byli (i są) zaproszeni do głoszenia w oparciu o Katechizm.

Katechizm, który przez pokolenia był (i jest) uważany za znakomite dzieło, oddające substancję Reformacji, i o którym zdania wyrażane przez specjalistów podkreślają jego wymiar „duchowy” i „egzystencjalny”, prezentuje strukturę trzy-częściową:
- o nędzy człowieka (pyt. 3-11),
- o uwolnieniu człowieka (pyt. 12-85),
- o wdzięczności człowieka (pyt. 86-129).

Pierwsza część chce podkreślić ewidentność naszej ludzkiej nędzy (pyt. 3), pozwolić nam zrozumieć „dlaczego” naszego zbawienia i doprowadzić nas do Jezusa Chrystusa.

Druga część ukazuje, że to Bóg sam przewidział wszystko i dokonał tego, co niezbędne do zbawienia swego ludu przez Ewangelię i obwieścił kwestię raju (pyt.19), a wszystko to zostało wypełnione przez Jezusa Chrystusa i jest otrzymywane przez chrześcijan wyłącznie w wierze (pyt. 22-58).
Mamy tam dalej naukę o usprawiedliwieniu, rolę wiary (pyt. 59-64), nauczanie o Słowie i sakramentach; o pochodzeniu wiary i środkach, przez jakie Bóg nam ją daje (pyt. 65-82).

Ostatnia część ukazuje dydaktyczny użytek Prawa. Już nie prawa, które potępia, ale prawa, które jest mądrością, że wierzący może rozpocząć je wypełniać dzięki Ewangelii, w duchu wdzięczności (pyt. 86) i modlitwy (pyt. 117), cały czas wspominając, że doskonałość nie jest osiągalna na tej ziemi, w tym życiu (pyt. 114).

Schemat Prawo – Ewangelia – Prawo, jaki zakłada Katechizm, porządkuje życie chrześcijańskie. W swoich Explicationes catecheticae, opublikowanych w 1592, Ursyn tłumaczy go w ten sposób: „Dekalog zawiera streszczenie Prawa, wyznanie wiary – skrót Ewangelii... Dekalog należy do pierwszej części, ponieważ jest zwierciadłem naszych grzechów i naszej nędzy, i do trzeciej części, ponieważ jest regułą prawdziwej wdzięczności.
Ponieważ wyznanie wiary (Credo) tłumaczy sposób i środki odkupienia, należy ono do drugiej części. Do tej części należą także sakramenty, jako znaki i pieczęcie doktryny wiary. Modlitwa, główna część duchowego nabożeństwa i wdzięczności, należy do trzeciej części”.

Według niektórych specjalistów, pochodzenie tej struktury Katechizmu można byłoby znaleźć w Krótkim wyznaniu wiary Teodora Bezy.
Artykuły 17 do 21 tego tekstu ukazują w perspektywie, którą znajdujemy w Katechizmie, że dzieło Ducha Świętego pozwala poznać:
- nędzę człowieka,
-uwolnienie człowieka
- i uświęcenie człowieka.
Wybierając pojęcie „wdzięczności” dla swojej trzeciej części, Katechizm pozostaje wierny intencji Bezy, dla którego uświęcenie jest nowym życiem, które daje Chrystus, składającym się ze „zniesienia zniszczonej jakości” i „stworzenia nowej jakości”, w pełnym wdzięczności posłuszeństwie (art. 20 i 21 Bezy przejęte przez pyt. 89-90 Katechizmu). 

piątek, 6 września 2013

Ewangelia według Łukasza 16,19-31 - Przypowieść o bogaczu i Łazarzu



Ewangelia według Łukasza 16,19-31:

(19) A był pewien człowiek bogaty, który się przyodziewał w szkarłatne szaty i kosztowne tkaniny i co dzień wystawnie ucztował. (20) Był też pewien żebrak, imieniem Łazarz, który leżał u jego wrót owrzodziały. (21) I pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza, a tymczasem psy przychodziły i lizały jego rany. (22) I stało się, że umarł żebrak, i zanieśli go aniołowie na łono Abrahamowe; umarł też bogacz i został pochowany. (23) A gdy w krainie umarłych cierpiał męki i podniósł oczy swoje, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. (24) Wtedy zawołał i rzekł: Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie i ochłodził mi język, bo męki cierpię w tym płomieniu. (25) Abraham zaś rzekł: Synu, pomnij, że dobro swoje otrzymałeś za swego życia, podobnie jak Łazarz zło; teraz on tutaj doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. (26) I poza tym wszystkim między nami a wami rozciąga się wielka przepaść, aby ci, którzy chcą stąd do was przejść, nie mogli, ani też stamtąd do nas nie mogli się przeprawić. (27) I rzekł: Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu ojca mego. (28) Mam bowiem pięciu braci, niechaj złoży świadectwo wobec nich, aby i inni nie przyszli na to miejsce męki. (29) Rzekł mu Abraham: Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają. (30) A on rzekł: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli kto z umarłych pójdzie do nich, upamiętają się. (31) I odrzekł mu: Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą.

 
Przypowieść o bogaczu i Łazarzu.

Zanim powiemy kilka słów o samym tekście rozważanego fragmentu Ewangelii, warto może zdobyć się na uwagę wstępną, o charakterze  „moralnym” i „pastoralnym”:
- w przypadku przypowieści, nazywanej często „o bogaczu i Łazarzu” można zauważyć, że znakomitym steszczeniem całego rozdziału 16 Ewangelii Łukasza (w którym przypowieść tę znajdujemy) jest werset 9. Można go sparafrazować następująco: „powinieneś był bogaczu, przy pomocy twoich pieniędzy, uczynić przyjacielem tego biedaka Łazarza, by później mógł ci pomóc, kiedy i na ciebie nadszedł czas stanąć w wiecznych przybytkach i przed Abrahamem”...

Przejdźmy teraz do całości tekstu naszej przypowieści.
Tekst Łukasza 16 jest całością tematyczną wokół kwestii: wybrać między Bogiem, a pieniądzem/bogactwem/ posiadaniem (czy właściwiej mocą, której sam jestem posiadaczem, której sam tylko i wyłącznie ufam).
Stajemy teraz przed przypowieścią, która właściwie nie jest przypowieścią w sensie ścisłym, ale historią przykładową, historią dwóch ludzi: bogacza i biedaka, stojących wobec śmierci.

Tekst w jego całości

Przypowieść ma dwie części; zawiera tym samym jakby podwójne nauczanie:
19-26: bogacz i biedak, przed i po ich śmierci
            19-22: bogacz i biedak na tej ziemi
            23-26: ich sytuacja (odwrócona co do tej, która miała miejsce poprzednio) po śmierci
27-31: czy nawrócenie braci bogacza jest możliwe?

Informacje dodatkowe

1. Po śmierci, zgodnie z tym, co pisze Łukasz, sprawiedliwi – oczekujący zmartwychwstania – idą do Abrahama, którego są prawdziwym potomstwem, podczas gdy grzesznicy idą do Hadesu (słowo, którego etymologia jest często tłumaczona, jako „niewidzialny”), będącego greckim odpowiednikiem hebrajskiego Sheolu (por. Dzieje 2,27 i 31).
Tutaj bogacz „cierpi męki”, jakby pozostawał w rodzaju płomieni (można tu odwołać się do ludowego wyobrażenia piekła). Pamiętajmy, że to także Łukasz mówi o pojęciu raju w przypadku łotra, który dostąpił wybaczenia (23,43).

2. Bogactwo w tradycji Izraela, jest nagrodą, wyróżnieniem, które Bóg daje sprawiedliwym (przykładem tu będzie Job 5,18-27); jest ono - mówiąc krótko – błogosławieństwem (por. V Mojżeszowa/Powtórzonego Prawa 28,1-14). Dla tradycji Mądrościowej, mądrość wypraszana u Boga jest cenniejsza niż złoto i srebro (por. modlitwa Salomona w 1 Królewskiej 3,11-13).



Biedny Łazarz

3. Łazarz, to jedyna osoba, która w przypowieściach Jezusa posiada imię. Imię to, będące skróconą formą dłuższego Eleazar, oznacza „Bóg wspomaga”. Pamiętajmy, że imię Łazarz nosi także jeden z przyjaciół Jezusa, brat Marty i Marii (Jana 11).

Pytania mogące pomóc w analizie tekstu

1. Zauważcie opis obu osób: poddajcie rozważaniu ich elementy charakterystyczne, w ich porównaniu (ww.19-22). Jak i czy mogą oni współistnieć w ich miejscu na ziemi? Co dzieliło ich przed śmiercią? A po niej ?

2. W wersecie 25 Abraham obwieszcza pewną zasadę: sytuacje ludzkie są odwrócone po śmierci. Dlaczego zauważa się wyraźny przywilej dla biednych, a sankcję dla bogaczy?

3. Co myślicie o stwierdzeniu Abrahama w wersecie 31? Co może doprowadzić do nawrócenia: słuchanie Słowa czy widzenie cudów? Dlaczego?

Ścieżki lektury tekstu

1. „Zły bogacz”. Łukasz nie mówi o bogaczu w ten sposób; nie używa w odniesieniu do bogacza takiego określenia, ale stawia w opozycji w tej konkretnej historii postać człowieka bogatego, którego sytuację opisał w poprzednich wersetach tego samego rodziału (16,1-13) – owego człowieka (owszem bogatego, ale tutaj i ku naszemu zgorszeniu operującego nie swoim pieniądzem), który potrafił przewidzieć swoją trudną sytuację i uczynić sobie przyjaciół na „później”.
W wersetach historii zaczynającej się w.19 nauczanie jest podane zdecydowanie jaśniej: bogactwo jest pułapką, ponieważ czyni ślepym na innych i prowadzi do izolacji od biedniejszych od siebie...
To odrzucenie dzielenia się bogactwem z biednymi prowadzi do powstania (jakby drąży ją) definitywnej przepaści pomiędzy bogaczem i Łazarzem.

2. Odwrócenie sytuacji jest tematem bardzo drogim Łukaszowi. Możemy to łatwo dostrzec w następujących jego tekstach:
-  słynny hymn Magnificat (1,52-53);
- przypowieść o bogatym głupcu (16,16-21);
- o „dobrym” łotrze (23,41-43), itd.

Należy zwrócić uwagę szczególnie na Błogosławieństwa: Jezus w Ewangelii według Łukasza przeciwstawia czterem błogosławieństwom, cztery zdecydowane lamentacje (6,20-26).
Jezus zwiastuje zbawienie Boże, wyłącznie z łaski, tym którzy nie mają nic i cierpią. Bogacz ucieleśnia tutaj trzy lamentacje: jest bogaty, nasycony i szyderczy; podczas gdy Łazarz ucieleśnia trzy błogosławieństwa: jest biedny, głodny i zasmucony.

3. Dzielenie się dobrami z biednymi nie jest ani fakultatywne, ani też nie jest nowością Ewangelii. Prawo i Prorocy (= Pismo Święte) już jasno wymagali tego dzielenia się. Warto przeczytać V Mojżeszową/Powtórzonego Prawa 14,28-29 (kwestię tzw. dziesięciny); 15,1-3 (zwrot długów na każde 7 lat) i 15,7-11 (zobowiązanie do szczodrości).
Prorocy często ujawniali lekceważenie biednych (przykłady: Amos 5,11-12; 6,4-6; 9,4-7) i stwierdzali że Bóg broni ich sprawy (Psalm 72,1-4 i 12-14).
Jezus ostrzega: Nie możecie Bogu służyć i mamonie (w.13).
Łukasz często zwraca uwagę na pułapkę bogactwa i zachęca do dzielenia się (3,11; 19,2-24; Dzieje Apostolskie 2,44-45; 4,32 do 5,11).

4. Jeżeli bracia bogacza nie słuchają Słowa Bożego w jego prawach i nie żyją w żadnej solidarności z biednymi, nie będą mogli nigdy nawrócić się. Cud nie dowodzi niczego, ponieważ będąc nadzwyczajnym, jest zawsze poddawalny dyskusji (por. 11,14-16). Podobnie dla chrześcijan - słuchanie Ewangelii jest ważniejsze niż cudowne ukazanie się Jezusa zmartwychwstałego: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (Jan 20,29).

Na zakończenie

Innymi słowy: naszego życia, naszej wiary, która stanowi część integralną naszego życia, nie przeżywamy nigdy sami, indywidualistycznie (by nie powiedzieć - podnosząc napięcie - egocentrycznie), ale z innymi i w relacji wzajemnej pomocy z innymi, z naszymi braćmi i siostrami...
Śpieszmy się zatem, by uczynić sobie na tym świecie przyjaciół...

Choć trzeba też od razu zaznaczyć: przypowieść ta ma także inny cel.
Chce nam w sposób wyraźny powiedzieć, że w bogactwie kryje się ryzyko, że bogactwo może (i najczęściej do tego prowadzi) pozbawić każdego człowieka jego osobowości ludzkiej, tych którzy są jego posiadaczami. Zauważmy, że w naszym tekście to biedak ma imię, jest człowiekiem poznanym i uznanym (a tym samym jakby człowiekiem o pełni praw), a bogacz imienia nie nosi... To znaczące.
Bogactwo zgodnie z tekstem Łukasza nie tylko zamyka człowieka na to, co jest jego, jego cechy najbardziej ludzkie, ale zamyka także oczy, serca i zatyka uszy na dostrzeżenie działania Boga, na działanie Ducha i na usłyszenie Słowa Bożego...

Pamiętajmy zatem, że przypowieść ta nie jest przeznaczona do tego, by nas nauczać o tym, co dzieje się na „tamtym świecie”, ale przestrzec nas przed złą formą życia tu i teraz, nauczyć niezbędnej uwagi na drugiego, która w tym życiu - tu i teraz - jest niezbędna.
A życie tu i teraz jest jedno i jedyne.
Nie będzie drugiej szansy, nie będzie reinkarnacji, czy - jak chciałaby fantazja niektórych twórców kinematografii – powtórnego odesłania do życia, by uregulować rzeczy czy sprawy, bądź relacje w życiu poprzednim zaniedbane.
Takimi, jakimi zdecydowaliśmy się być tu i teraz, takimi będziemy i takie konsekwencje poniesiemy na wieczność.
Wieczność przed Bogiem „ujawni” niejako w pełni, wypełni, to czym staliśmy się tu i teraz...





Biedny Łazarz i bogacz

Nauką, którą wyraźnie znajdujemy w tekście Łukasza jest ta najbardziej zdawałoby się „klasyczna”:
- tylko Słowo Boże może naprawdę otworzyć nasze serca. Nawet największe cuda, nadzwyczajne wydarzenia, nawet jeśli potrafiłyby nas oszołomić ich niezwykłością, czy „wielkością”, nie mogą naprawdę doprowadzić nas do centralnego wydarzenia życia, do wydarzenia, które na życiu tym może i powinno zaważyć – do nawrócenia (por. w.31).
Owych pięciu braci bogacza nie miało innej możliwości, jak tę, tak prostą i banalną, a tak trudną do wykonania dla nich: otworzyć Mojżesza (czyli Torę) i proroków i posłuchać tego, co nauczają.
Dlatego też lektura Biblii, Słowa Bożego, ma taką wagę; a głoszenie Słowa, głoszenie wierne Słowu – kaznodziejstwo - jest tak istotną sprawą...