sobota, 31 sierpnia 2013

Prawo i Ewangelia?...

Pismo Święte naucza nas jednoznacznie, że Prawo i Ewangelia są nierozdzielną parą, poprzez którą wypełnia się zamiar Boży. 
Prawo i Ewangelia są dwoma "formami" jedynego Słowa Bożego. 

Niemniej, pojęcie Prawa sprawiało Reformatorom poważny problem, ponieważ uczynili oni z usprawiedliwienia z wiary główną zasadę interpretacji Pisma Świętego. 
Wiara, nie będąc jakimś dziełem, ale relacją i akceptacją dzieła Bożego, jakże mogłaby być do pogodzenia z pojęciem Prawa, które z zasady wskazuje na to, co ludzie winni czynić?
Dlatego też refleksja co do związków między Prawem, Ewangelią i wiarą została szczególnie mocno rozwinięta przez myślicieli Reformacji. 

Istniała zgoda między Reformatorami, aby kłaśc nacisk na fakt, że jest jedno Słowo Boże, które przekazywane jest człowiekowi przez Prawo i przez Ewangelię. 
Te dwie rzeczywistości są rozłożone i jasno postrzegalne w całym tekście Biblii, czy to w Starym, czy to w Nowym Testamencie. Od jednego do drugiego krańca Pisma Świętego rozbrzmiewa kwestia jedynej woli Boga w Trójcy jedynego. 
Termin Prawo może zatem oznaczać w sposób całkowity wolę i dzieło Boże:
- w Jego dziele Stworzyciela, 
- w Jego dziele pojednania 
- i w Jego dziele odkupienia. 

Czy można zatem oddzielić Prawo, które potępia grzech człowieka, od Ewangelii, która wyzwala? 

Reformatorzy podkreślają, że to dzieło Ducha Świętego rozwiewa niejasności i czyni ze słowa w znaczeniu powszechnym - Słowo życia. 
Prawo - dla Reformatorów - nie może być mylone z nakazami prawnymi.



Te, według Lutra, dotyczą wszystkich ludzi bez różnicy i pełnią funkcję sprawiedliwości cywilnej. Szacunek do prawa nie gra żadnej roli w naszym usprawiedliwieniu przed Bogiem. 
Teologiczne pojęcie „Prawa” jest dużo szersze i dotyczy relacji w wierze między człowiekiem i Bogiem, gdzie słowo Boże zawstydza człowieka i poddaje go sądowi. 

Reformatorzy zdefiniowali funkcję Prawa - w odniesieniu do Ewangelii - za pomocą trzech jakby „funkcji” (czy właściwiej z języka łacińskiego – usus):
- funkcji teologicznej: doprowadzenia grzesznika do uznania swojego grzechu, 
- funkcji politycznej: utrzymania dyscypliny w świecie poddanym brutalnym siłom dominującym ludzi, 
- funkcję dydaktyczną: prowadzić ludzi na drodze uświęcenia.  

A. Funkcja teologiczna. 
Podstawowym dziełem Prawa (usus theologicus) jest przekonać człowieka o jego grzechu, aby zwrócił się (nawrócił się) do przebaczenia, które jest mu ofiarowane w Chrystusie. 
Jest to przede wszystkim funkcja pedagogiczna, ponieważ otwiera świadomość i sumienie ludzkie na nauczanie Ewangelii i – jak mawiał Luter – „rzuca” go w kierunku Chrystusa. 
Luter twierdził, że „leży w Bożej naturze wywyższanie pokornych, karmienie głodnych, obdarzanie światłem ślepych, pocieszanie cierpiących i słabych; usprawiedliwianie grzeszników, dawanie życia zmarłym, wybawienie tych, którzy popadają w beznadzieję i którzy są potępiani, itd. (...). (Bóg) nie pozwala, aby ta szczególnie szkodliwa plaga, jaką jest opinia o własnej sprawiedliwości, objęła tego, który jest Jego własnym i naturalnym dziełem; chodzi o  opinię o własnej sprawiedliwości, która nie chce być grzesznicą, ani nieczystą, ani nędzną i potępioną, ale sprawiedliwą i świętą, itd. Trzeba zatem, aby Bóg posłużył się tym młotem: prawem, które łamie, rozbija i sprowadza do nicości to dzikie zwierzę i jego próżną pewność, jego sprawiedliwość, jego moc, itd., aby dostąpiła ona do uznania się za straconą i potępioną przez własne zło”. 

Kalwin podąża w tym samym kierunku: „Ukazując sprawiedliwość Bożą, to znaczy tę, która jest Mu miła, ono (Prawo) upomina każdego o jego niesprawiedliwości, czyniąc ją (tę świadomość) pewną aż do potępienia, ponieważ jest niezbędnym, aby człowiek, który jest zazwyczaj zaślepiony i upojony miłością samego siebie, był zmuszony do poznania i wyznania tak swojej głupoty jak swojej nieczystości.” 

Prawo uczy człowieka, że nie może żyć wyłącznie dzięki własnym siłom lub własnemu usprawiedliwieniu, ukazując mu spojrzenie Boże zwrócone na niego. Prawo jest zatem, można by powiedzieć, twarzą Boga, którą człowiek ogląda, kiedy chce się od Niego odwrócić lub oprzeć się na wyłącznym zaufaniu sobie samemu. W takiej to właśnie sytuacji Prawo naucza człowieka, że jego zachowanie jest niemożliwe, że prowadzi go do śmierci. 

B. Funkcja polityczna. 
Dla Kalwina funkcja ta jest drugą, dotyczącą tych, którzy mają potrzebę bycia przymuszonymi lub poddanymi groźbie. Drugą funkcją Prawa jest więc ta, która dotyczy tych, którzy nie są zdolni do czynienia czegokolwiek dobrego, jak tylko pod groźbą, słysząc straszne groźby, a przynajmniej potrzebują lęku przed karą. Ludzie ci w taki właśnie sposób mają być „wyciągnięci” z ich stanu zła. 
Jest to ta forma działania wobec nich, która wywołuje przymus poddania się, nakłada na nich jakby „uzdę” (termin używany w takim kontekście chętnie zarówno przez Lutra jak i Kalwina), by prowadzić ich do podjęcia decyzji i działań związanych ze zmianą ich życia. 
Ten przymus groźby ma chronić takich ludzi przed skutkami ich złych pożądań, ich złych działań, a przede wszystkim ich negatywnych skutków, które niechybnie (przy ich mentalności natury dotkniętej grzechem) nastąpiłyby. 

Dla Lutra, który odróżnia zastosowanie Prawa do wierzących od tego, które dotyczy wszystkich ludzi, ta funkcja jest pierwszą, właśnie dlatego, że w jego ruzumieniu dotyczy ona wszystkich ludzi, niezależnie od ich wiary. 
Pierwszym zastosowaniem prawa jest zatem jego funkcja, jaką ma ono w świecie ludzkim. Bóg nadał prawa światu ludzi, by chronić ich przed występkiem. Każde zatem prawo zostało nadane by chronić człowieka przed grzechem (czyli negatywnym skutkiem działania, negatywnym dla wszystkich istot ludzkich). 
Czy jednak - według Lutra - tłumiąc grzechy Prawo usprawiedliwia? Nic podobnego. Luter jest bardzo praktyczny w swoim postrzeganiu rzeczywistości: jeżeli nie zabijam, jeżeli nie popełniam cudzołóstwa, jeżeli nie okradam, jeżeli powstrzymuję się od innych grzechów, czyniąc tak zgodnie z prawem (w znaczeniu najbardziej ogólnym), nie czynię tego z dobrej woli, czy z miłości dla dobra, ale po prostu ze strachu przed symbolicznym katem, czyli przed karą. 

Dla Reformatorów (a widać to szczególnie mocno w ich sporach z tzw. „entuzjastami” – jak ich podówczas nazywali - czyli wszelkiego rodzaju osobami przenikniętymi dziwnymi i skrajnymi ideami „biblijnymi”) autorytety w rodzinie i polityce otrzymują ich władzę od Boga i są tym samym gwarantami porządku na świecie. 
Ale było też ewidentnym dla teologów tamtego czasu, że wszelkie autorytety tego świata (rodzice, edukatorzy, władze polityczne/świeckie) są powołane aby poddać się same z siebie Słowu Bożemu. 

Niemniej, dla Lutra, polityczna funkcja Prawa nie może mieć podstawy całkowicie w Ewangelii, ponieważ świat polityki i królestwo głoszenia Ewangelii są rozłączne (choć w niektórych sprawach pozostają ze sobą związane). 
Bóg rządzi światem swoją ręką lewą (oczywiście pojęcie „ręki” odpowiada wyobrażeniem epoki, tzn. chodzi tu o działanie Boże dotyczące sprawiedliwości „cywilnej”, regulującej sprawy tego świata, działającej zgodnie z prawem) i zbawia tych, którzy w Nim pokładają nadzieję. Działając swoją „ręką prawą” (nadal chodzi o element czysto „wyobrażeniowy”, mający podkreślić rozłączność dwu rzeczywistości), a ta jest zgodna z Ewangelią, Bóg zbawia człowieka.  
„Ręka lewa” ma także za funkcję kierowanie do prawej (do decyzji poddania się pełnemu Bogu, skutkującemu zbawieniem), ale też nie można zapominać, że owa prawa bez lewej nie może się obyć. 
Należy jednak dodać, że ta wizja „dialektyczna” (bo opierająca się na swoistych przeciwieństwach, czy uzupełnieniach) nie była tak samo postrzegana przez wszystkich Reformatorów, nie będąc też przez wszystkich w sposób pełny akceptowaną. 

C. Funkcja dydaktyczna. 
Kalwin, Zwingli, Melanchton i Bucer byli zgodni, aby przyznać Prawu tertius usus – jak nazywali go - usus didacticus. 
Jak podaje Formuła zgody: „Wierzymy, nauczamy i wyznajemy, iż trzeba stanowczo podkreślić, iż Zakon należy pilnie stosować nie tylko wśród tych, którzy nie wierzą w Chrystusa i nie czynią pokuty, lecz także wśród tych, którzy prawdziwie wierzą w Chrystusa, są nawróceni do Boga, nowonarodzeni i usprawiedliwieni.”
Przekonanie takie jest dyktowane przekonaniem, że wierzący w tym życiu nie są doskonale odnowieni, dawny Adam nadal pełni swoistą kontrolę nad ich życiem. 
I jeszcze raz Formuła zgody: „I z powodu starego Adama, tkwiącego jeszcze niezmiennie w umyśle, woli i wszystkich siłach człowieka, zachodzi potrzeba, by Zakon Pański zawsze mu przyświecał... (...) Podobnie i stary Adam nie posługiwał się swoją własną wolą, lecz raczej, wbrew własnej woli, i to nie tylko przez napomnienia i groźby Zakonu, lecz także przez kary i utrapienia był zmuszony pójść za Duchem i Jemu się poddać”

Stwierdzenia te nadają trzeciej funkcji Prawa działanie mające odpowiadać i regulować to napięcie, tę kontrowersję istniejącą w człowieku wierzącym (już usprawiedliwionym, ale wciąż i nadal grzeszniku), mającą pozwolić na uświęcanie (tzn. na podążanie w doskonaleniu się w życiu odpowiadającym modelowi chrześcijańskiemu), w życiu zwróconym ku Bogu i już tutaj, na tym świecie, naznaczonym łaską. 

Warto na zakończenie, dla pogłębienia własnej refleksji, odnieść się do kilku tekstów biblijnych (wskazanych zresztą przez cytowaną wyżej tak obficie Formułę zgody): 
- 1 Koryntian 9,27: ale umartwiam ciało moje i ujarzmiam, bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony
- Rzymian 6,12: Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego
- Galatów 6,14: Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata
- Psalm 119,1-3: Błogosławieni ci, którzy żyją nienagannie, Którzy postępują według zakonu Pana! Błogosławieni ci, którzy stosują się do napomnień jego, Szukają go z całego serca, Którzy nie czynią krzywdy, Ale chodzą drogami jego;  
- Hebrajczyków 13,20-21: A Bóg pokoju, który przez krew przymierza wiecznego wywiódł spośród umarłych wielkiego pasterza owiec, Pana naszego Jezusa, niech was wyposaży we wszystko dobre, abyście spełnili wolę jego, sprawując w nas to, co miłe jest w oczach jego, przez Jezusa Chrystusa, któremu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen

sobota, 17 sierpnia 2013

Grzech? W Biblii? ...

Dobroć Boga Jedynego, który wciąż szuka człowieka, aby go zbawić, stanowi podstawowy temat całości Pisma Świętego. 
Dla właściwego zrozumienia tej poszukującej miłości Bożej, całości dramatu rozgrywającego się na Krzyżu, należy najpierw mieć odwagę rozważenia tematu szalenie krępującego dla współczesnego człowieka (i wręcz instynktownie odrzucanego, bo obnażającego ludzkość w całej jej słabości) - jest nim jest temat grzechu. 
Aby uniknąć zbędnego fantazjowania, przyjrzyjmy się co o grzechu - pojęciu fundamentalnym dla całości historii ludzkości - mówi Biblia. 

Dla oddania treści, które określenie to zawiera, Biblia używa hebrajskiego słowa hattah (pamiętajmy, że Stary Testament był oryginalnie napisany po hebrajsku) i greckiego (dla Nowego Testamentu) hamartia. Słowa te oznaczają przewinienie, uchybienie, winę, w wyniku których cel nie został osiągnięty. Synonimami ich w Biblii, pozwalającymi na lepsze zrozumienie problemu, są: przekroczenie, niesprawiedliwość, próżność, perwersja, deprawacja, bunt. 
Wszystkie one zawierają zachowania karygodne z punktu widzenia woli Bożej. 
Grzech zatem, w ogólności, jest przede wszystkim odrzuceniem prawa Bożego. 
Dla zrozumienia całokształtu jego negatywnych rozmiarów, trzeba mieć przed oczyma nieskończoną wartość tego, co musiało zostać uczynione dla naprawienia skutków grzechu - dobrowolną śmierć na Krzyżu Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. 

Pochodzenie grzechu.
Co Biblia mówi o pochodzeniu grzechu? Co się stało, że stał się on integralną częścią natury ludzkiej, w tak radykalny sposób stanowiąc o losie człowieka?
Pierwsza księga biblijna - księga Rodzaju – opowiada o tym, jak człowiek upadł w grzech. Wydaje się zbędnym komentowanie wszystkich detali tekstu biblijnego; zachęcamy gorąco do sięgnięcia po Biblię i uważnego przeczytania całości trzeciego rozdziału księgi Rodzaju, słynnej historii upadku Adama i Ewy. W naszym rozważaniu ograniczymy się raczej do konkluzji, które możemy z historii tej wyprowadzić. 

Wszystko co Bóg stworzył było dobre...
Człowiek został przez Boga stworzony dobrym (Ks. Rodzaju 1,27.31: I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich (...) I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre), a zatem grzech nie stanowił elementu konstytutywnego natury człowieka. Grzech jest rezultatem pewnego wydarzenia, spowodowanego impulsem pochodzącym z zewnątrz. Wydarzenia, które wcale nie musiało mieć miejsca. Wydarzenie to jest zarówno nieusprawiedliwone, jak i niewytłumaczalne. 

Współodpowiedzialność Boga?
Należy zwrócić uwagę, że Bóg nie może być poczytywany za współodpowiedzialnego grzechu Adama i Ewy, pierwszych rodziców. On obdarzył ich w obfitości wszystkim, co niezbędne do życia. Postawił ich przed sobą w wolności możliwości bycia Mu posłusznymi lub nieposłusznymi. Jeśli posłusznymi, to z miłości. Bóg nie chce bezwolnych robotów. 

Autor podstępu.
Autorem podstępu (można powiedzieć wręcz uwiedzenia), który spowodował upadek pierwszych ludzi jest wąż. W sensie biblijnego przekazu należy go utożsamić z diabłem, szatanem, z jego działaniem. 

Bóg kłamcą?
W jaki sposób zadziałała chytrość kusiciela? W pierwszym rzędzie poddał w wątpliwość Słowo Boga (Ks. Rodzaju 3,1 : Czy rzeczywiście Bóg powiedział?...). Następnie, oskarżył Stwórcę o kłamstwo, o chęć zatrzymania dla siebie przywileju, który winien był przekazać swojemu stworzeniu: Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie, lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego (z drzewa), otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło... (Rodzaju 3,4-5). 

Vecellio Tiziano, Adam i Ewa, ok. 1550 r. 

Być jak Bóg!
Na czym polegała owa „znajomość”, do której zachęcał kusiciel? Nie należy przypuszczać, że chodzi tu wyłącznie o zdolność rozróżniania dobra i zła. Pierwsi rodzice wiedzieli, że posłuszeństwo Bogu było dobre, a nieposłuszeństwo zabronione... W Biblii, słowo „znać/poznać”, ma często sens „doświadczyć”. Czy zatem pierwsi rodzice, mając przed upadkiem znajomość dobra, chcieli – idąc za radą węża – nabyć doświadczenia, doświadczyć zła? Być może. Niemniej, najbardziej prawdopodobną wydaje się interperetacja, że chcieli nabyć zdolność samodzielnego określania - przez siebie samych - co jest dobrem, a co jest złem. A przecież to jedynie Pan Bóg ma prawo ustalenia reguł w tej kwestii... 
Konsekwencją poddania się tej szalonej pokusie, ci, którzy poszli za głosem ambicji, nawołującym ich do bycia jak Bóg, stali się niewolnikami diabła, w wyniku poddania się jego radom. 

Brak ufności Bogu
Grzech jest więc buntem, nieposłuszeństwem wobec woli Bożej. Analizując z większą uwagą wspomniany biblijny tekst księgi Rodzaju, możemy zauważyć, że nieposłuszeństwo to miało za podstawę niedowiarstwo, brak zaufania Bogu. Adam i Ewa przydali większej wagi słowom kusiciela, niż głosowi Bożemu. 
U podstaw wszystkich grzechów wciąż pozostaje brak zaufania Słowu Bożemu. 

Upadek legendą?
Jest rzeczą niezwykle istotną przyjąć z powaga - za przykładem Jezusa i apostołów – opowiadanie o upadku pierwszych rodziców w formie i przekazie danym w księdze Rodzaju. Pozostaje wciąż aktualną pokusa traktowania tego tekstu jako baśni, mitu, a to w celu złagodzenia, jeśli nie zbagatelizowania dramatu, który niesie ze sobą jego treść. Treść ta jest jasno określona w Nowym Testamencie, w liście Pawła Apostoła do Rzymian: Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli (Rzymian 5,12). Zgodnie ze słowami Apostoła, począwszy od urodzenia znajdujemy się w sytuacji zepsucia naszej natury. Upadek pierwszego człowieka nie powtarza się po raz kolejny w życiu kolejnego nowonarodzonego; był on aktem jedynym w swoim rodzaju, podobnie, jak jedynym w swoim rodzaju, dokonanym raz na zawsze, jest akt zbawczy naszego Pana Jezusa Chrystusa (A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi - Rzymian 5,18).  

Skutki grzechu?
Jakie są konsekwencje praktyczne grzechu Adama i Ewy dla całego rodzaju ludzkiego?
Radykalna zmiana w życiu Adama i Ewy, która nastąpiła po akcie nieposłuszeństwa, spełnia się w życiu wszystkich ludzi. 

Śmierć.
W pierwszym rzędzie jest to śmierć fizyczna, jako zjawisko, które stało się częścią porządku tego świata. Kolejnym jest fenomen, który możemy umownie nazwać śmiercią duchową. Pierwsi rodzice zostali oddzieleni od Boga, zmuszeni do ucieczki przed Jego obecnością. Będąc pozbawionym bezpośredniego kontaktu z Tym, który jest źródłem życia, człowiek nie żyje naprawdę; w tym sensie można mówić wręcz o jego śmierci duchowej.  

Konflikt z całym stworzeniem.
Zerwawszy ich szczególną relację z Bogiem, człowiek znajduje się w sytuacji konfliktu z drugim przedstawicielem swego gatunku, także z sobie najbliższymi (Ks. Rodzaju 3,21 : Na to rzekł Adam: Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze mną, dała mi z tego drzewa i jadłem). 
Zniszczywszy swój witalny związek z Bogiem Adam i Ewa odkrywają, że są nadzy. Nagość w znaczeniu biblijnym oznacza opuszczenie, rozpacz, słabość. W tym znaczeniu słowa kusiciela spełniły się z całą ich przewrotnością: pierwsi rodzice poznali prawdę o sobie, prawdę o sobie takimi, jakimi są, gdy stracą swą łączność ze Stworzycielem, z tym który daje życie. Poznali całą swoją prawdziwą, obnażoną słabość. 
Zerwanie z Bogiem niesie ze sobą także zerwanie kontaktu z całym stworzeniem. Ziemia jest przeklęta z powodu grzechu Adama i Ewy. Także praca Adama będzie pełna trudu i bólu, a niejednokrotnie pozbawiona owoców. Ewa, kobieta, będzie rodzić w bólu i doznawać trudu w życiu codziennym, także w życiu małżeńskim. 

Zniszczenie.
Mówiąc krótko: w rozumieniu biblijnym, akt nieposłuszeństwa wobec Boga, akt zwany grzechem pierworodnym zniszczył wszystko, co dane było człowiekowi. Należy uściślić: człowiek sam, dokonując tego aktu zniszczył siebie, swoje potomstwo, świat wokół siebie. 
Stawszy się grzesznikami, tymi, którzy niosą konsekwencje grzechu, pierwsi rodzice przekazali tę zniszczoną naturę wszystkim, którzy przyszli później na świat. 
Zniszczenie wniesione przez grzech pierwszych rodziców dotyczy całej natury ludzkiej. Zarówno nasze ciało, jak i nasz duch nie są wierne same z siebie Bogu. Nasza inteligencja i nasza świadomość są uszkodzone. Można powiedzieć, że nasz stan naturalny jest taki, jak pisał prorok Izajasz (1,6): Od stóp do głów nic na nim zdrowego: tylko guzy i sińce, i świeże rany; nie opatrzone ani nie przewiązane, ani nie zmiękczone oliwą

A człowiek?
Oczywiście, nie oznacza to, że człowiek jest jednym wielkim składem wad. Nie jesteśmy przecież demonami. Trzeba przecież pamiętać, że człowiek jest zdolny do dobrych uczuć, do lojalności, do szczodrości, do oddania i byłoby rzeczą nieuczciwą zapomnieć o jego -  pozostałych w nim - dobrych cechach. Niemniej, to wszystko jest niewystarczające aby zmazać skazę grzechu pierworodnego, własnymi „dobrymi działaniami” przywrócić witalną relację z Bogiem. Człowiek znajduje się w stanie niemożności całkowitego powstrzymania się od grzechu. 

Dar Syna Bożego.
Sytuacja ta wydawałaby się nam nie tylko straszną, beznadziejną, a nawet wręcz niesprawiedliwie niezasłużoną (bo przecież dlaczego ja muszę ponosić konsekwencje zaszłości?), gdyby nie przeogromna miłość naszego Boga wyrażona w swoim Synu. 
Człowiek sam z siebie nie może nic zmienić w swojej sytuacji, w relacji z Bogiem, także odbudować w sposób trwały podstawy relacji z innymi ludźmi, z całym stworzeniem. 
To nasz Pan, całkowicie z łaski, dał nam swojego Syna, który wyprowadził nas poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie z naszego stanu śmierci do życia. To w Nim znajdujemy życie. Znajdujemy je jednak tylko wtedy, gdy wyzbędziemy się złudzeń wobec siebie samych, wobec naszych możliwości, a zaczniemy liczyć wyłącznie na Niego, na Nim opierając nasze działania i aspiracje. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

I. Biblia, Słowo Boże.

We wszystkich XVI-wiecznych wyznaniach wiary Reformacji, czyli podstawowych dokumentach przedstawiających w sposób klarowny „streszczenie” wiary protestantów, znajdują się stwierdzenia dotyczące „zasady skrypturystycznej”, czyli szczególnej pozycji Biblii w nauczaniu i życiu Kościoła. 

Być może wyznania wiary nurtu reformowanego są w ich ogólności w tej kwestii bardziej wyraźne, niż np. teksty symboliczne (wyznaniowe) luterańskie, niemniej wszystkie bez wyjątku nurty Reformacji są w ich dokumentach - w dziedzinie wagi Biblii - jednoznaczne i zgodne. 
W Artykułach Szmalkaldzkich, które Luter napisał w 1537 roku, mając nadzieję na przedstawienie ich na Soborze, który miałby zwołać papież Paweł III, znajdujemy: 
„To Słowo Boże nakłada artykuły wiary i nikt nie ma prawa narzucić nam innych, nawet anioły”. 

Należy zauważyć, że to kościelne wyznanie wiary: „Pismo Święte jest Słowem Bożym” nie jest niczym innym, jak rozpoznaniem przez Kościół prawdy, którą podaje Pismo o sobie samym. 
Pismo mówi, że jest jest ono Słowem Bożym, a Kościół wyznaje, że to co mówi Pismo jest prawdziwe. Pismo mówi, w wielu miejscach: „Tak mówi Pan!” i Kościół wyznaje, idąc za Pismem: „Tak! Tak właśnie mówi Pan!”. 
A zatem, autorytet Biblii nie jest autorytetem zależącym od jakiegoś autorytetu czy dowodów ludzkich, jakimikolwiek by one były. Autorytet Biblii nie zależy też od autorytetu Kościoła, ani też od autorytetu argumentów o charakterze naukowym. 
Jak mówi większość wyznań wiary Reformacji: Biblia bierze swój autorytet od Boga samego, nie od ludzi. 
Na pytanie: dlaczego wierzycie, że Biblia jest Słowem Bożym? Kościół ma tylko jedną odpowiedź: ponieważ faktycznie Biblia jest Słowem; to Duch Święty tak to uczynił i pozwolił nam, byśmy to Słowo otrzymali!

II. Biblia i świadectwa ludzkie.

Ale czy Biblia nie składa się ze świadectw ludzkich? 
Oczywiście, kwestia ta nie pozostawia wątpliwości. A słowa „świadek”, „świadczyć”, „świadectwa”, które znajdują się wielokrotnie w Nowym Testamencie, są słowami zdecydowanie biblijnymi. 

Możemy w tej kwestii poczynić cztery uwagi: 
Pierwsza uwaga: 
Świadkowie biblijni są ludźmi, którzy widzieli, którzy słyszeli, którzy jakby dotknęli pewnych faktów, które wydarzyły się w danym momencie, w danym miejscu. Krótko – chodzi tu o fakty o znaczeniu historycznym. 
Kiedy Jezus zmartwychwstały deklaruje apostołom (Łk 24,48): Wy jesteście świadkami tego, chce w sposób jasny zaznaczyć – a kontekst łatwo to wykazuje – że apostołowie poznali, widzieli, słyszeli, dotknęli, że byli w tym znaczeniu „świadkami” Jego życia, Jego cierpień, Jego śmierci i zmartwychwstania. 

Cała Biblia jest zbiorem świadectw, o formach i zawartości bardzo zróżnicowanych, zawierających następstwa historyczne faktów, mających za centrum Chrystusa, który miał nadejść, który przyszedł i który przyjdzie. Tym właśnie jest „historia święta”. 

Druga uwaga: 
W języku biblijnym, słowa „świadek”, „świadczyć”, „świadectwo” odnoszą się także, podobnie jak w naszym języku współczesnym, do złożonych przed sądem lub innym poważnym gremium zeznań, które pod przysięgą mają świadczyć o prawdzie i tylko o prawdzie, całej prawdzie. 
Świadkowie biblijni są ludźmi, którzy zobaczywszy, usłyszawszy i dotknąwszy ludzi i wydarzeń historycznych, zaświadczają o nich, pozwalają je poznać, głoszą je. 
Jezus zmartwychwstały nakazuje apostołom: „Wy będzieci moimi świadkami”. 
Ponieważ byli oni „świadkami” w rozumieniu naszej pierwszej uwagi, świadkowie biblijni – prorocy i apostołowie – otrzymali nakaz bycia „świadkami” w rozumieniu naszej drugiej uwagi. Mieli za obowiązek powiedzieć, przekazać to, co sami widzieli, usłyszeli i dotknęli. 

Trzecia uwaga: 
Świadkowie biblijni Starego i Nowego Testamentu nie tylko otrzymali powołanie opowiedzenia i przekazania tego, co zobaczyli, usłyszeli i dotknęli, ale otrzymali także władzę i nakaz interpretacji, to znaczy rozstrzygnięcia, odczytania sensu i przekazania sensu ich doświadczenia. 
Świadkowie faktów, byli oni także świadkami prawdy! I pozostają oni takimi w tekstach Biblii. Stąd bierze się zachęcanie, które każdorazowo towarzyszy ich świadectwo. 
Historia święta, której oni są świadkami, jest historią zbawienia. Historia ta oczekuje, przygotowuje, wymaga i wzmaga konieczność osobistej decyzji ze strony słuchacza lub czytelnika. 
Posłuchajmy np. apostoła Jana: 
Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota - a żywot objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został - co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli (1 List Jana 1,13); te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu jego (Ewangelia Jana 20,31). 

Czwarta uwaga : 
Świadkowie biblijni zostali wybrani, powołani, naznaczeni przez samego Pana. 
Inni ludzie, inni Żydzi na przykład, także widzieli, słyszeli, a nawet dotknęli Jezusa. 
Inni ludzie, inni Żydzi, także byli świadkami takiego lub innego faktu historii świętej. Ale to świadkowie biblijni otrzymali szczególne powołanie: by mówić, bądź pisać. 
Duch Święty oddzielił ich jakby od reszty, był i pozostaje z nimi. 

Piotr i apostołowie twierdzą, dla przykładu: A my jesteśmy świadkami tych rzeczy, a także Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy mu są posłuszni (Dzieje Apostolskie 5,32). 
A Jezus oświadcza apostołom :  Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca wychodzi, złoży świadectwo o mnie; ale i wy składacie świadectwo, bo ze mną od początku jesteście (Ewangelia Jana 15,26-27). 

Duch Święty towarzyszył i prowadził apostołów w ich świadectwie. Tak więc świadkowie biblijni napisali świadectwo Ducha. 
A świadectwo Nowego Testamentu, w pełni „apostolskie” i „duchowe”, zawiera świadectwo „prorockie” – ono także „duchowe” – Starego Testamentu, jak wskazują na to słowa Piotra: 
Przykazał nam też, abyśmy ludowi głosili i składali świadectwo, że On jest ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych. O nim to świadczą wszyscy prorocy, iż każdy, kto w niego wierzy, dostąpi odpuszczenia grzechów przez imię jego (Dzieje Apostolskie 10,42-43). 
oraz 
Zbawienia tego poszukiwali i wywiadywali się o nie prorocy, którzy prorokowali o przeznaczonej dla was łasce, starając się wybadać, na który albo na jaki to czas wskazywał działający w nich Duch Chrystusowy, który przepowiadał cierpienia, mające przyjść na Chrystusa, ale też mające potem nastać uwielbienie. Im to zostało objawione, że nie sobie samym, lecz wam usługiwali w tym, co teraz wam zostało zwiastowane przez tych, którzy w Duchu Świętym zesłanym z nieba opowiadali wam radosną nowinę; a są to rzeczy, w które sami aniołowie wejrzeć pragną (1 List Piotra 1, 10-12). 

A zatem, prorocy-świadkowie Starego Testamentu i apostołowie-świadkowie Nowego Testamentu, pierwsi jako świadkowie obietnic i przygotowania, drudzy jako świadkowie wypełnienia obietnic Bożych, potwierdzają wspólnie, zgodnie z wyborem Bożym i przez Ducha Świętego, historyczne Objawienie Boże, skoncentrowane na jedynym Chrystusie - Jezusie i mające w nim swą kulminację. 

Cała Biblia jest zatem zbiorem świadectw ludzi wybranych przez Pana, by świadczyć o Jego ogromnym objawieniu, mającym za centrum Jezusa Chrystusa i aby zachęcić Izrael i Narody do wiary i do pełnego wdzięczności posłuszeństwa. 

III. Świadectwo i objawienie.

W poprzednich akapitach podkreśliliśmy dwie rzeczy:
- pierwszą, że Biblia jest Słowem Bożym; 
- drugą, że Biblia jest zbiorem ludzkich świadectw, dotyczących tego Słowa. 
Pytanie, które teraz następuje brzmi: „Jak utrzymać razem oba te elementy?” 

Odpowiedź daje sama Biblia (skąd też biorą się kategoryczne stwierdzenia protestanckich kościelnych wyznań wiary): 
- świadectwa ludzkie, które znajdujemy w Biblii i które świadczą o Objawieniu Bożym, należą także do Objawienia. 
Jezus powiedział o świadkach, których wybrał: „Kto was słucha, mnie słucha” (Ewangelia Łukasza 10,16). 

Możemy zatem stwierdzić, że autorytet słów ludzkich Biblii (a są one wszystkie ludzkie!) nie pochodzi z tego, że ich autorzy byli pierwszymi świadkami, uprzywilejowanymi w dystansie, czy bliskimi faktom, czy wydarzeniom, które relacjonują i interpertują; to nie dałoby ich świadectwom autorytetu innego, niż ludzki. 
Nie! Autorytet ludzkich słów Biblii bierze się z faktu, że autorzy ich zostali wybrani, przygotowani, chronieni i prowadzeni w inspiracji przez Ducha Świętego w taki sposób, że ich świadectwa są włączone w Objawienie Boże i tym samym obdarzone autorytetem Boga samego. 

To dlatego, że jest ono cudownym dziełem Ducha Świętego, Pismo Święte jest pisanym zbiorem Objawienia, spisanym Objawieniem. 
Albowiem proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym (2 List Piotra 1,21). 

To dlatego Nowy Testament cytuje wielokrotnie słowa Starego (czy byłyby to słowa Dawida, czy Izajasza lub Jeremiasza) jako powiedziane przez samego Ducha Świętego (por. Dzieje Apostolskie 1,16; 4,25; List do Hebrajczyków 3,7; 10,15). 

Zatem, pomimo tego, że strony Pisma są ludzkie, że zostały napisane w różnych epokach, przez ludzi mających - każdy z nich - ich własną osobowość, styl, ich charakter, własną manierę życia, widzienia, mówienia i czynienia, i pomimo faktu, że jest ono całością o niezwykłym zróżnicowaniu świadectw ludzkich, Pismo Święte jest bez wyjątku, sine exceptione, jak mówi Kalwin (ICR I,18/4), Słowem Bożym. 

Cudowne działanie Ducha Świętego triumfuje nad mocą grzechu, nad zniszczeniem śmierci, aby świadectwa biblijne, w samych sobie złożone przez ludzi grzesznych i błądzących, mogły nieomylnie świadczyć i opisać to, co Bóg zechciał nam objawić. 

Ludzkie świadectwa proroków i apostołów są zatem Objawieniem Bożym dla nas i dla naszego zbawienia. 
Oznacza to, że Bóg wyraża się sam i zwraca się do nas w i przez słowa ludzkie Pisma Świętego, które On sam natchnął. 

W centrum, w sercu Objawienia biblijnego, dominując je i przenikając swoim Duchem, jest Pan proroków i apostołów, Słowo przedwieczne, które stało się ciałem, jedyny Zbawiciel i Pośrednik – Jezus Chrystus. 
To do Niego wzywają nas świadectwa Starego i Nowego Testamentu. I to On sam wzywa nas tymi świadectwami. 
I tak jak jest prawdą, że Pismo Święte prowadzi nas – w adoracji i uwielbieniu – do Pana, o którym świadczą wszystkie księgi (a każda z nich w sposób jej właściwy i szczególny), tak jest również prawdą, że to sam Pan mówi i objawia się przez to Pismo, cudownie jedno i zróżnicowane, które jest Jego Słowem i Jego Objawieniem.  

niedziela, 4 sierpnia 2013

Posłuszeństwo Prawu Bożemu

Jeżeli bylibyśmy w stanie całkowicie wypełnić wszystkie przykazania Prawa, bylibyśmy żywym obrazem Boga, mielibyśmy pełnię Chrystusa, bylibyśmy identyczni z Nim w Jego człowieczeństwie (Ewangelia według Mateusza 5,17: Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić.
 Bo jeśli ktoś jest słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, to podobny jest do człowieka, który w zwierciadle przygląda się swemu naturalnemu obliczu). 
A jednak obserwując życie wokół nas, obserwując nasze życie, nas samych, staje się rzeczą oczywistą, że nikt nie może pretendować do doskonałego zachowania przykazań Bożych i że aż do naszej śmierci będziemy musieli bez ustanku okazywać skruchę i wyznawać nasze grzechy po to, by odrzucając całą naszą hipokryzję, doznawać Bożego wybaczenia. 
Nie możemy, a także nigdy nie będziemy mogli, pysznić się z otrzymania łaski Bożej w wyniku, czy na skutek naszych wysiłków, wysiłków w pełni zwieńczonych sukcesem...

Czym jest zatem Prawo w naszym życiu? Jakie mają być jego efekty w naszym życiu? 

W pierwszym rzędzie, gdy Bóg dał nam - w całej swojej miłości - swoje Prawo, efektem tego ma być ukazanie nam jaka jest Jego sprawiedliwość, to co powinniśmy spełnić, aby być Mu miłymi i aby żyć. 
Rownocześnie, Prawo ukazuje nam naszą niesprawiedliwość, daje moc naszemu poczuciu grzechu, przekonuje nas o nim, daje nam odczuć sprawiedliwość potępienia przez Boga naszego życia, daje nam uczucie niepokoju, strachu i śmierci. 
Prawo przełamuje nasze zaślepienie, naszą pychę, naszą miłość do samych siebie, naszą hipokryzję i prowadzi nas do uznania naszej słabości i naszych skaz; do wyznania, że bez pomocy Bożej jesteśmy pozbawieni życia. 

Patrząc wyłącznie na siebie samych, oceniając siebie zgodnie z własną miarą, możemy uważać się za „zdolnych” do pełnego wypełnienia Prawa. 
Niezależnie jednak od tego, jak korzystna byłaby o nas nasza własna opinia, będziemy zobowiązani do uznania (jeżeli istotnie spróbujemy z całą konsekwencją być posłusznymi przykazaniom Bożym takim, jakie On nam daje i nam je tłumaczy), że w istocie rzeczy pozostajemy w całkowitej niemożności poddać się im i że ich ciężar jest dla nas zbyt ciężki. 

Będąc zobowiązanymi do poddania egzaminowi naszego życia ważąc je na wadze Prawa Bożego, jesteśmy zobowiązani do wyznania, że jesteśmy pełni grzechu, ułomności i buntu, z których czuliśmy się wcześniej wolni i czyści; że – mówiąc krótko – jesteśmy zgubieni. 

Mojżesz, Monaco Lorenzo, 1408-10

Prawo Boże naucza nas o tym, o czym nasze sumienie wolałoby milczeć; jest ono rodzajem zwierciadła, pokazującego nam samym kim naprawdę jesteśmy, jakimi jesteśmy wobec Boga (List Jakuba 1,23: Bo jeśli ktoś jest słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, to podobny jest do człowieka, który w zwierciadle przygląda się swemu naturalnemu obliczu; Lamentacje 1,20: Wejrzyj, Panie, jak jestem utrapione, burzą się moje wnętrzności! Moje serce przewraca się we mnie, bo byłom bardzo przekorne. Na zewnątrz osieraca miecz, a w domu zaraza; 5,21: Spraw, Panie, byśmy wrócili do ciebie, a wrócimy! Odnów nasze dni jak niegdyś! ). 

Prawo jest pedagogiem, który nas prowadzi do Chrystusa, abyśmy byli usprawiedliwieni przez wiarę (Galatów 3,21-24: Czy więc zakon jest przeciw obietnicom Bożym? Bynajmniej! Gdyby bowiem został nadany zakon, który może ożywić, usprawiedliwienie byłoby istotnie z zakonu. Lecz Pismo głosi, że wszystko poddane jest grzechowi, aby to, co było obiecane, dane było na podstawie wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. Zanim zaś przyszła wiara, byliśmy wspólnie zamknięci i trzymani pod strażą zakonu, dopóki wiara nie została objawiona. Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni). 

Należy już tutaj podkreślić ważną rzecz. Wyżej opisane doświadczenie własnej grzeszności, ograniczeń, ułomności, które ma spowodować Prawo, nie ma za cel osłabić nas, wprowadzić w depresję, czy zmiażdżyć naszą życiową kreatywność czy pozbawić nas radości życia. 
Nie, ma ono za cel wprowadzenie nas w odwagę dostrzeżenia nas takimi, jakimi jesteśmy,  bez skorygowanego sztucznie wizerunku, a przy tym otworzyć nas na niezbędność ofiarowanej nam miłości Bożej. 
Ta miłość Boża, dostrzeżona, i na którą możemy się otwierać w prawdzie o nas, staje się okazją na nowe życie, na „nową duszę” życia... 

Dla chrześcijanina, Prawo Boże staje się normą jego działania. Podobnie jak na drogach białe linie wyznaczają kierunek ruchu samochodów, tak przykazania Boże są liniami nadającymi kierunek naszemu życiu, którym każdy z wierzących winien - z łaski Bożej -  podążać zawsze, koncentrować na nim całe swoje życie. 

Studium i medytacja Prawa pozwalają chrześcijaninowi, który pragnie służyć Bogu, mieć każdego dnia coraz bardziej jasne pojęcie tego, jaka jest Jego wola. To poznanie ma mu pomóc, aby tym łatwiej jej się poddać, uzgodnić z nią swoje życie. 
Prawo budzi nas ze snu i wskazuje za każdym razem na dzieła „płynące z ciała” w naszym życiu. „Dla tego ciała, Prawo jest jak bicz, aby zmusić je do działania”, mówi Jan Kalwin. 

Zaobserwowaliśmy już w poprzednich naszych rozważaniach, w poprzednich naszych biuletynach, że jest całkowicie niemożliwym wypełnienie przykazań Dekalogu z tzw. drugiej tablicy (dotyczącej relacji międzyludzkich), bez zachowywania najpierw tych z pierwszej tablicy (dotyczącej relacji z Bogiem). 
Ponadto, wszystkie przykazania są ze sobą splecione, jak w siatce, tworząc jedną, niepodzielną całość. 
Każde z przykazań jest ściśle związane z innymi, tak silnie, że jest niemożliwym nieposłuszeństwo wobec jednego, nie będące tym samym nieposłuszeństwem wobec innych (List Jakuba 2,10: Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego). Jedną jest Osoba, która je nakazuje, jeden jest duch Prawa, jedno też winno być wobec Prawa posłuszeństwo. 
Próżną jest zatem wiara osoby uważającej się za sprawiedliwą na podstawie wypełnienia jednego z przykazań Prawa. 
Powinniśmy poddać nasze życie poważnemu egzaminowi. I to nie w świetle jedynie jednego przykazania, ale w świetle całego Prawa, całego Dekalogu. 

Na zakończenie spróbujmy odpowiedzieć na cztery pytania (odpowiedzi na nie już częściowo znajdują się w naszym tekście wyżej):
1. Czy ci, którzy są nawróceni, mogą wypełnić doskonale Przykazania Boże?
2. Dlaczego Bóg chce i wymaga, aby głoszono, nauczano Jego Prawa, jeśli nikt nie jest w stanie - w tym życiu - wypełnić go w sposób pełny?
3. Czy ci, którzy nie mają wiary chrześcijańskiej, mogą być posłusznymi, wypełnić Przykazania Boże?
4. Skoro Prawo jest doskonałym do tego stopnia, że Bóg nie wymaga nic innego, jak tylko bycia mu posłusznym i wypełniania go, to do czego służą wszystkie inne upomnienia, przestrogi i zachęty tych  tak wielu proroków, podobnie jak te Jezusa i Apostołów?

Ad 1. Nawet najbardziej wierzący, nawet najbardziej „święci” nie mogą wypełnić w sposób doskonały Dekalogu, ponieważ tak długo jak żyją na tym świecie, mogą żyć wyłącznie niewielką częścią tego wymaganego posłuszeństwa i wdzięczności miłości Bożej. Niemniej, mogą oni - i powinni - już teraz żyć z poczuciem głębokiego zaangażowania nie tylko w zachowanie niektórych, wybranych przykazań, ale starając się zachowywać (na miarę naszej ludzkiej ograniczoności) każde z nich. 
Pan nie będzie im przypisywał pojawiających się braków doskonałości w tym zaangażowaniu, pod warunkiem, że istotnie dokonają wszelkich wysiłków, aby ich życie było zgodne z tym, co Pan nakazuje, pomimo, że zawsze będą dalecy od doskonałości, nieosiągalnej tutaj, na tej ziemi. 

Ad 2. Bóg wymaga tego, abyśmy podczas całego naszego życia uczyli się coraz lepiej poznawać naszą grzeszną naturę i abyśmy szukali tym mocniej Jego wybaczenia za nasze grzechy i Jego sprawiedliwości; tego, co mamy w Jezusie Chrystusie. 
Bóg wymaga głoszenia Prawa także dlatego, abyśmy bez ustanku przykładali się do proszenia Go o łaskę Ducha Świętego, aby być każdego dnia na nowo być odnawianymi na Jego obraz, aż do momentu, kiedy po naszym życiu tutaj osiągniemy doskonałość; tę doskonałość, która jest naszym celem. 

Ad 3. W żadnym stopniu. Ci, którzy nie wierzą, nie mogą realnie zachować wymagań Prawa. Zgodnie z Pismem ci, którzy nie mają wiary chrześcijańskiej, idą za marnością ich myśli, mają zaciemnioną inteligencję, pozostają obcy wobec życia Bożego z powodu ich niewiedzy i twardości serc (Efezjan 4,17-18: To więc mówię i zaklinam na Pana, abyście już więcej nie postępowali, jak poganie postępują w próżności umysłu swego, mający przyćmiony umysł i dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość serca ich). 
Nawet, gdyby znalazł się ktoś, kto zachowywałby jakąś część Prawa nadanego przez Pana, nie byłoby możliwe, by posunął się on w tej praktyce (i wynikających z jej skuteczności efektach) dalej, ponieważ Pan deklaruje, że ci, którzy nie wypełniają całkowicie całego Prawa, są zgubieni (Rzymian 2,14-16: Skoro bowiem poganie, którzy nie mają zakonu, z natury czynią to, co zakon nakazuje, są sami dla siebie zakonem, chociaż zakonu nie mają; dowodzą też oni, że treść zakonu jest zapisana w ich sercach; wszak świadczy o tym sumienie ich oraz myśli, które nawzajem się oskarżają lub też biorą w obronę; będzie to w dniu, kiedy według ewangelii mojej Bóg sądzić będzie ukryte sprawy ludzkie przez Jezusa Chrystusa; Powtórzonego Prawa 27,26: Przeklęty, kto nie dochowa słów tego zakonu, aby je spełnić. A cały lud powie: Amen; Galatów 3,10: Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu). 

Ad 4. Są to tylko tłumaczenia i rozwinięcia praktyczne Prawa, tego samego Prawa. Nie tylko, że nie stanowią czegoś „konkurencyjnego” do Prawa, ale wręcz ich podstawową misją jest doprowadzanie nas do tego Prawa. 
Prawo jest tak doskonałe, że Bóg wymaga tylko abyśmy podążali za nim i On nie wymaga innej ofiary, jak tylko naszego posłuszeństwa Jego woli. To posłuszeństwo uświęca naszą przynależność do Domu Bożego. 

Na zakończenie przecztajmy jeszcze te kilka słów, wypowiedzianych przez naszego Pana Jezusa Chrystusa (Ewangelia według Marka 3,34-35):
I (Jezus) powiódł oczyma po tych, którzy wokół niego siedzieli, i rzekł: Oto matka moja i bracia moi. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką

Czyńmy zatem wolę Bożą, bądźmy braćmi, siostrami i matkami – Ludem i jedną rodziną naszego Pana.