poniedziałek, 1 lipca 2013

Dziesiąte przykazanie

Dziesiąte przykazanie: 

Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego (Księga Wyjścia 20,17). 

W przykazaniu tym Bóg wyraża swoją wolę, aby wszystko, co rodzi się w naszym duchu, a także wszystko co z niego wychodzi, było przeniknięte poczuciem miłości i odpowiedzialności za dobro naszego bliźniego, za to, co dla niego jest pożyteczne. 
W konsekwencji mam czuwać, by nie ulegać pożądaniu, które zawsze prowadzi do negatywnych skutkow dla mojego bliźniego. 

Dlaczego dzieje się tak, że już po wcześniej podanym zakazie cudzołóstwa, kradzieży, kłamstwa, obmowy, Bóg wraca w swoich przykazaniach po raz kolejny, jak wydawałoby się, do zakazu pożądania czyichś dóbr? 
Racja tego jest zrozumiała, jeśli nie zapomnimy, że Bóg jest Duchem.  
W poprzednich przykazaniach zakazywał nam poddania się, w duchu lub w czynach, pokusie cudzołóstwa, kradzieży, kłamstwa, obmowy... Zakazywał przyjęcia tych pokus i poddania się nim. 
W dziesiątym przykazaniu mówi, że nie chce, by choć sama tylko idea takich rzeczy pojawiła się w naszym duchu; abyśmy „tylko” wyobrażali sobie, nawet w niewielkim wymiarze, popełnienie jakiegokolwiek zła. 

Podobnie jak nasza wola, nasze projekty i nasze działania muszą być dyscyplinowane i moderowane przez miłość, którą winniśmy okazywać naszemu bliźniemu. 
Jest koniecznym, aby nasze myśli  - spontanicznie powstające w naszym duchu -  odnosiły się i czerpały inspirację ze świadomości ważności osoby bliźniego i naszej wobec niego koniecznej postawy miłości i odpowiedzialności. 
Winniśmy zatem postrzegać jako zło wszelką, nawet drobną, chęć wyrządzenia bliźniemu krzywdy. 
Musimy zrobić wszystko, by być prawdziwymi panami naszego serca (Przysłów 16,32; 25,28). 
Jeśli nie, pożądanie rodzące się we mnie i nie poddawane dyscyplinie ukazuje mi jasno, że miłość, którą jestem winien bliźniemu, nie przybrała jeszcze we mnie formy takiej, jaką Bóg ode mnie wymaga. 

Zakazując pożądania, które niszczy duszę (1 P 2,11) Bóg wskazuje na źródło wszystkich innych grzechów, wszelkiego zła i zobowiązuje mnie do uświadomienia sobie tego, co dzieje się w moim wnętrzu. 
Jeżeli cała moja istota i moje serce (pamiętajmy, że w języku biblijnym „serce” oznacza te najgłąbsze, najbardziej intymne pokłady naszej osoby, skąd pochodzą wszelkie myśli i przyszłe decyzje działania), dążyłyby do miłości bliźniego - żadne pożądanie nie pojawiłoby się w nim. 

Zgodnie ze swoją metodą, Bóg obejmuje wszystkie rodzaje pożądań, przedstawiając sposród nich kategorię najbardziej ogólną - pożądanie materialne, które rodzi się we mnie z chęci porównywania. 
Kiedy porównuję np. członków mojej rodziny, moją sytuację, moje dobra itp. do tych należących do innych (Prz 14,30), jeżeli znajduję, że coś brakuje do mojego szczęścia i stwierdzam, że inni są bardziej ode mnie uprzywilejowani, że moja część szczęścia, ta którą Bóg mi dał, jest zbyt mała w porównaniu z tą, która jest udziałem innych, jeśli to u siebie zauważam, są to znaki, że jestem oddany pożądaniu, jestem zniewolony przez pożądanie. 
Kiedy szukam w posiadaniu dóbr tajemnicy szczęścia i uzdrowienia mojej duszy, kiedy widzę moje nieszczęście w tym, że czegoś nie posiadam – jestem oddany pożądaniu, jestem niewolnikiem pożądania. 
Tak często i tak wielu oddaje się myślom: „Och, gdybym miał...!”, bądź - „Och, gdybym był tym lub innym...!” 
Tak często żałuje się, że się nie posiada tego, co ma inny, lub że się nie jest tym innym. 
To pragnienie przejęcia dóbr czy osoby drugiego jest zazdrością, jest niemożnością życia, jest zabójstwem, ponieważ wbrew naszej świadomości pożądanie prowadzi do  postrzegania drugiego, jako stałej konkurencji, jako swoistego zagrożenia, a w konsekwencji staje się pragnieniem przejęcia tego, co do niego należy, czy wręcz eliminacji go...

Tak często człowiek jest poddany „cierpieniu” nie-bycia innym (by mieć jego dobra, jego szczęście), że wewnętrznie już jakby tego drugiego wyeliminował. 
Taka przecież była również znana wszystkim świetnie historia Kaina i Abla... 

A jednak Chrystus chce i może nas wyzwolić z naszej pożądliwości. Jak? 
Wszelkie pożądanie, które pojawia się w moim sercu, jest poczuciem jakiegoś braku, jakiejś pustki, braku czegoś, czego nie mam lub kim nie jestem. 
To dlatego, że czuję się pusty, wyzuty z życia, z radości, z miłości, z pobożności, z uznania, z powodu tych wszystkich „pustek” grzeszę coraz bardziej i wykraczam przeciw wszystkim przykazaniom Dekalogu. 
Aby wyrzucić poczucie pustki jest tylko jeden sposób: wypełnić naszą istotę, nasze serce prawdziwym życiem, prawdziwymi uczuciami, prawdziwymi nadziejami. 
Trzeba wygnać pustkę przez pełnię. 
Nasze życie umarłe, umęczone, zrujnowane, nasze puste serce trzeba zastąpić życiem pełnym dynamiki, entuzjastycznym – życiem Jezusa Chrystusa. 
Życie nierealne, iluzja życia, ma ustąpić miejsca pełni życia, tej płynącej od Tego, który jest Panem życia. 

Tron łaski, nieznany mistrz niemiecki, 1440 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz