sobota, 29 czerwca 2013

Rozważanie Ewangelii według Łukasza 10, 25-37

Ewangelia według Łukasza 10, 25-37 :

(25) A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego? (26) On zaś rzekł do niego: Co napisano w zakonie? Jak czytasz? (27) A ten, odpowiadając, rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. (28) Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. (29) On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim? (30) A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. (31) Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. (32) Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo. (33) Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. (34) I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. (35) A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. (36) Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? (37) A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie.

Uwaga! Proponowany do rozważenia tekst jest bardzo szeroki i pełen wielu różnych myśli, które można poddać komentarzowi. Sugeruję zatem, by w przygotowaniu np. kazania wybrać jeden z występujących w tekście elementów, po to, by nie zatracić się w wielu wątkach, powodując tym samym rozproszenie przesłania, które chciałoby się przekazać zgromadzeniu. 

1-a część : Uczony w Piśmie - można go nazwać także „specjalistą od egzegezy blibijnej” albo „komentatorem biblijnym”, a nawet „profesorem Pism Świętych”. Specjalista w znajomości i interpretacji tekstów świętych przychodzi, chcąc poddać testowi Jezusa Chrystusa (słowo użyte tutaj w jęz. greckim oznacza precyzyjniej: „zastawić pułapkę”, „poddać próbie”), niemniej dalsza lektura tekstu tej historii ukaże, że specjalista ten sam nie posiada prawdziwych odpowiedzi na niektóre z zadawanych przez niego pytań; zauważymy także, że jest dość szczery zadając je... 
Nie można zatem całkowicie wykluczyć stwierdzenia, że w jakimś stopniu (świadomym lub nie) przychodzi on, staje przed Jezusem, z intencją nauczenia się czegoś. Z pewnością, nie przychodzi wyłącznie, jako profesor chcący zmiażdżyć Chrystusa ciężarem swojego intelektu i wiedzy. 
Zauważmy, tekst wskazuje na to dość wyraźnie: jeśli ma on odpowiedź na pierwsze pytanie (w w.25), to nie posiada już jej na kolejne zadane przez siebie (z w.  29). 

Zatrzymajmy się przez moment na pierwszym pytaniu „egzegety”: ... co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego? 
Pytanie to jest postawione Temu, który przychodzi właśnie po to, aby DAĆ nam życie wieczne. 
Jezus Chrystus, Syn Boży, nie objawia Bog maniakalnie przywiązanego do detali, pomimo że jest bardzo poważnym uczestnikiem wielu i skomplikowanych - jak na ówczesny świat społeczno-religijny - debat. 
Jezus odsyła profesa Pisma Świętego do samego Pisma, jakby chcąc powiedzieć: „ty, który spędzasz całe dnie studiując Torę (Prawo Boże), powinieneć wiedzieć, co na ten temat Tora mówi. Najwyraźniej jednak nie wierzysz w to, co ona naucza”... 

Z pewnością Jezus oczekuje reflekcji opartej o Dekalog, gdzie znajdują się najistotniejsze elementy, stanowiące odpowiedź na zadane Mu, Jezusowi, pytanie. Tam, w Dekalogu, znajdują się najbardziej precyzyjne wskazówki. 
W tym właśnie momencie, profesor Pisma Świętego pokazuje, że nie ograniczył się wyłącznie do powierzchownej, bądź (stanowiącej jej odmienność) literalnej lektury Tory, Prawa Pańskiego. Jeśli nawet nie zaskakuje całkowicie Jezusa, cytując fragment Shema’ Israel (Księga Powtórzonego Prawa 6,5), to z pewnością prezentuje szersze spojrzenie na problematykę, odnosząc się do Księgi Kapłańskiej 19,18, prezentując przykazanie, wydawałoby się drugorzędne: „Będziesz kochał bliźniego swego, jak siebie samego”. Przypomnijmy, że Mateusz (28,37) i Marek (12,29) włożą ten „skrót” Prawa w usta samego Jezusa, a nie w te należące do nauczyciela Prawa. 

Jezus jest niejako zmuszony do stwierdzenia: Dobrze odpowiedziałeś (odpowiedź jest „prawa” – gr. orthos), co oznacza: „nie masz nic do nauczenia się ode mnie, wiesz wszystko, co powinieneś wiedzieć; idź teraz i czyć to, co mi powiedziałeś, a życie wieczne czeka na ciebie. Nie mam nic do dodania”. 

To wtedy dopiero profesor Pisma Świętego ukaże, że nie tylko z uwagą czytał Pismo, nawet więcej – bardzo dobrze czytał, do tego stopnia, że zdał sobie sprawę, odkrył problem/przeszkodę w realizacji tekstów Pisma. 
Wydaje się, że znalazł się przed przeszkodą dla niego nie do przejścia: chciałby kochać swojego bliźniego, z konsekwencją jakiej wymaga od niego Pismo, ale... nie ma pewności kto jest jego bliźnim i uważan że żaden tekst, nigdzie, nie daje mu takiej precyzyjnej, dobrze określonej, klarownej definicji tego „kto jest moim bliźnim”... 
Nie dysponuje jasnymi i dla siebie samego przekonującymi kryteriami stwierdzającymi kto jest jego, ale i naszym bliźnim. 

2-a część:  To kwestia pytania, spontanicznego i - wbrew naszym pierwszym, spontanicznym ocenom - pełnego powagi: „kto jest moim bliźnim”?

Myślę, że nie można zbyt łatwo oceniać negatywnie samej formy tego pytania zadanego przez uczonego w Prawie. 
Nie można też spłycić informacji zauważając, że zawiera ono w sobie zwrot: „chcąc się usprawiedliwić”. Należy zdanie to rozumieć, jako chęć wskazania, jak ważne było dla niego wcześniej zadane pytanie, które mogłoby się wydawać tak prostym w odpowiedzi...
To drugie pytanie, o bliźniego, zadane przez naszego profesora, jest jak swoista krytyka Tory, wypowiedziana przez człowieka studiującego ją, a nie znajdującego w niej tak ważnej dla niego odpowiedzi. W braku odpowiedzi na pytanie o bliźniego zdaje się brzmieć nieprzekraczalna granica całego znanego przez uczonego w Piśmie systemu moralnego. 

W naszej sytuacji aktualnej, współczesnej, my także powinniśmy w tym miejscu dokonać krótkiej przerwy w naszym rozważaniu, by zadać sobie pytanie: „A kto jest (teraz) moim bliźnim? Kto będzie nim za jakąś np. godzinę?” 
Przed zbyt szybką na to pytanie odpowiedzią niech chroni nas przykład Jezusa, który nie daje od razu odpowiedzi, ale wprowadzi w nią dłuższym przygotowaniem, opowiadając znaną nam świetnie opowieść o Samarytaninie. 
Ale nawet w tej przypowieści, odpowiedź Jezusa nie będzie miała charakteru bezpośredniego, a raczej pośredni i angażujący całą i głęboką refleksję tego, który będzie chciał się z nią zmierzyć. 
Ponieważ na to pytanie nie ma odpowiedzi bezpośredniej! Nie ma idealnego obrazu naszego bliźniego, gotowego do umieszczenia go na afiszu reklamowym. 

Oczywiście, słowo „bliźni”, samo w sobie zakłada rodzaj bliskości miejsca (najczęściej, choć niezupełnie koniecznie). Izraelita, także w czasach Jezusa, zawyczaj myślał, że jego bliźnim jest inny Izraelita. Ale liczba pojedyncza - użyta w pytaniu uczonego w Prawie – poddaje w wątpliwość tę powszechną podówczas lekturę „bliźnich” w Izraelu. 
Uczony w Piśmie wyraźnie zakłada, że co do osoby bliźniego winna zaistnieć jakaś bardziej dokładna personalizacja go, że nie można go zamknąć w jakiejś ogólnej (zwłaszcza mylnej przez jej nacjonalizm) kategorii. 
Z drugiej strony, nawet nasze własne doświadczenie łatwo nas uczy, że zbytnia generalizacja kategorii „bliźni” także dzisiaj powoduje prostą obserwacje: ci, którzy kochają „cały świat”, tak naprawdę nie kochają nikogo. Można tu także poddać krytyce tendencje, które pojawiają się w niektórych Kościołach, gdzie tzw. miłość bliźniego ulega degeneracji, zmieniając się w rodzaj humanitarnej, rozwodnionej filantropii. Działania filantropijne bardzo często pozwalają „poczuć się lepiej” tym, którzy są w nie zaangażowani, ale tego typu forma „autoterapii” z pewnością nie jest intencją Jezusa Chrystusa, ani też najwyraźniej nie była intencją uczonego w Piśmie. 

3-a część: Przypowieść o dobrym Samarytaninie. 

Należy na początku wytłumaczyć dlaczego Jezus daje - dla omówienia kwestii „bliźni” - konkretny przypadek (czy konkretny przykład). Już w tym samym można zaobserwować pewne nauczanie: chęć zwrócenia uwagi na fakt, że „bliźni” za każdym razem jest konkrentym „przypadkiem”, konkretnym przykładem. W jakimś stopniu możemy powiedzieć, że kategoria ogólna „bliźnich” nie istnieje, bo zgodnie z przykładem Jezusa, bliźnim może się stać zawsze i tylko ktoś konkretny, a stając się takim, staje się także „unikalnym bliźnim”. 



Dobry Samarytanin, Vincent Van Gogh, 1890 r. 


a. Można przypuszczać, że Jezus, korzystając z tej przypowieści, chce pokazać, że personel kapłański Jego czasu, związany własnymi interpretacjami Tory, a przede wszystkim zamknięty w stałym interperetowaniu tego co „czyste”, czy „nieczyste”, nie jest dysponowany, by odkryć ich bliźniego. Poraniona osoba, z przypowieści Jezusa, była na wpółumarła i z pewnością pokryta krwią. Były to dwa wystarczające powody, dla których kapłan i lewita musieli unikać z nim kontaktu, by nie popaść w możliwą nieczystość rytualną (por. Ksiega Kapłańska 21,1-4 i 11). To nie z powodu ich zatwardziałych serc umykali, zostawiając poranionego (i umierającego) człowieka. To ich rozumienie Tory, jakby Tora sama, zmuszała ich do tego. 

b. Wybór Samarytanina przez Jezusa jest na swój sposób brutalny, ponieważ Samarytanie, w oczach Izraelitów, byli bardziej godni pogardy niż Filistyni. „Ty Samarytaninie” było określeniem wysoce obraźliwym, równoważnym opętanemu przez demony (por. Ewangelia Jana 8,48). 

Samarytanin z opowieści, który podróżował tamtędy, poczuł litość („jego wnętrzności ścisnęły się”). Można o nim powiedzieć, że pobożność nie zabiła w nim litości. Samarytanin podszedł, „zbliżył się” do poranionego. Czasownik „zbliżyć się” ma tu ogromną wagę, choć etymologicznie w języku greckim nie ma wiele wspónego (jak to się dzieje w szeregu innych języków) z rzeczownikiem „bliźni”. 
Samarytanin uczynił wszystko co konieczne, by pomóc poranionemu, choć – i tu uwaga – ranny ten nie należał do kategorii tych, którym należałoby pomóc na podstawie Prawa Samarytan. 
Niemniej, tenże Samarytanin potrafił przejść ponad, potrafił „zlekceważyć” prawa religijne i zwyczaje ludzkie, ograniczające jego zaangażowanie wobec potrzebującej osoby. Prawdziwym Prawem Samarytanina, jego prawdziwą Torą był człowiek, który go potrzebował (zauważcie także i podkreślcie konkretne gesty pomocy). Poza samą pomocą materialną, oddał mu także swój czas i przewidział wszystko co możliwe, aby rannemu była zapewniona opieka podczas jego – najwyraźniej absolutnie koniecznej – nieobecności. Dopiero wtedy powrócił do przerwanej podróży. 

4-a część: Wydawałoby się, że wszystko, bądź prawie wszystko, już powiedzieliśmy, gdy w naszej historii dochodzi do niezwykłego zwrotu akcji, gdy pada pytanie Jezusa: Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? 
Oto okazuje się, że bliźnim nie był ranny człowiek, ale bliźnim – dla rannego – stał się Samarytanin.  

Niemniej, należy zwrócić uwagę, że: 
a. Jezus stawia swoje pytanie niejako na odwrót, tzn. by egzegeta żydowski mógł sam wypowiedzieć słowo, które nie przeszłoby mu w innych okolicznościach przez gardło: „Samarytanin”. Egzegeta do końca będzie unikał przyznania dobrych cech Samarytaninowi, używając formuły Ten, który się ulitował nad nim (w.37); 
b. Jezus dokona poważnego wysiłku, chcąc ukazać, że także Samarytanin (figura tak odrzucona przez Żydów) może stać się bliźnim; 
c. Jezus odpowie na pytanie z w. 25, o bliźniego: „Kiedy będziesz myślał o bliźnim, to aby poznać tych, dla których będziesz mógł dokonać czegoś dobrego. Owszem, gdybyś myślał odmiennie, o bliźnich jako o tych, którzy mogliby dokonać czegoś dobrego dla ciebie, problem może wydawałby się prostszy, ale byłoby to rozwiązanie fałszywe. Bliźni, to ten, który zbliża się do ciebie, bez względu na to kim jest i skąd pochodzi. 

Kończąc swoje nauczanie, Jezus przewraca niejako cały dotychczasowy system uczonego w Prawie, kiedy mówi: Idź, i ty czyń podobnie (w.37). 

Uwaga praktyczna na zakończenie naszego rozważania:
Przygotowując nasze kazanie na kolejną niedzielę, czy też na inną okoliczność, a wymagającą lub sprzyjającą rozważaniu tej opowieści biblijnej, zadajmy sobie i innym zadanie: 
Starajmy się być uważni na tych współczesnych (w naszym rozumieniu) „Samarytan”, którzy każdego dnia są wokół nas; na osoby, które z różnych względów traktujemy jako niegodne kontaktu, niegodne nawet zamienienia z nimi słowa, wymiany myśłi, nie wspomniawszy już o konkretnej pomowy... I stańmy się dla nich odpowiedzią na pytanie: „Kto jest – dla mnie – moim bliźnim”. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz