wtorek, 21 maja 2013

Rozważanie na niedzielę Trójcy Świętej


Ewangelia Jana 16,12-15 : 
Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie; lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec, moje jest; dlatego rzekłem, że z mego weźmie i wam oznajmi. 

List do Rzymian 5,1-5:
Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję; a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany. 


Lektury biblijne, które wyzej przeczytaliscie, szereg Kościołów proponuje na tzw. niedzielę Trójcy Świętej. W łączności zatem z wieloma kościelnymi wspólnotami chrześcijan, przyjmijmy te słowa, tak znane, jako słowa, które Pan kieruje do nas dzisiaj, na dzisiaj, po raz kolejny, byśmy je rozważyli, byśmy nimi żyli. 

Myślę, że wszyscy ludzie posiadają tę wspólną im zdolność, jaką jest „mieć nadzieję”. 
Jeżeli pomyślicie, zauważycie łatwo, że każdy z ludzi ma nadzieję na coś: na sukces w życiu, na dobre zdrowie, na wiele różnych rzeczy, roziązanie szeregu spraw...
Mieć nadzieję, jest zdolnością niezależną od jakiegokolwiek uczucia religijnego. Także osoby niewierzące, osoby będące daleko od Boga, oni także mają na coś nadzieję. 
W tym także tkwi wytłumaczenie, dlaczego wokół nas widzimy tak wielu ludzi podążających w jakimś celu, chcących osiągnąć jakieś cele, cele jakie sobie zamierzyli. 

Zauważmy jednak także, jak wielu spośród ludzi jest nieszczęśliwych, będąc zmęczonymi życiem, czuje się wyczerpanymi i traci tę nadzieję, popada w beznadzieję... 
Możemy zatem zadać sobie pytanie: dlaczego tak się dzieje? 
Odpowiedź na to zjawisko jest zarównoo prosta, jak i trudna w swej prostocie: ludzie popadają w beznadzieję, bo ich zdolność do posiadania nadziei prowadzi do próżnej nadziei. Do nadziei na próżno, czyli nadziei słabej. Do nadziei nie będącej prawdziwą nadzieją. Nie mogącej zresztą taką inną, będąc tylko nadzieją ludzką. 

Kiedy człowiek zbuntował się przeciw Bogu, grzech wszedł na świat i prawdziwa nadzieja zniknęła. Dlatego też Biblia stwierdza, że od tego momentu buntu przeciw Bogu ludzie żyją w beznadziei i bez Boga w ich świecie. Człowiek, zdany na samego siebie, stara się sam siebie stworzyć i chwyta się tak wielu sztucznie wytworzonych możliwości by wzbudzić, by ożywić w swoim życiu nadzieję.  

Apostoł Paweł z całą mocą stwierdza, że istnieje prawdziwa nadzieja, ta, która nie wprowadza w błąd, która nie umyka. 
Tą nadzieją jest bogactwo wierzącego, chrześcijanina, tego, który będąc usprawiedliwiony z wiary, ma pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. 
Ta nadzieja jest doskonałą, całkowitą pewnością zbawienia; jest nadzieją, która jest pokojem Bożym będącym owocem Jego wybaczenia. 

Apostoł Paweł, w swoim liście do Rzymian, przez te tak znane nam słowa przypomina nam, że ci, którzy zostali usprawiedliwieni: 
Ø to znaczy zostali uznani - na podstawie ich wiary -  przez Boga za sprawiedliwych, 
Ø zostali przez Niego przyjęci, obdarzeni Jego skuteczną miłością, 
Ø mocą krwi Jezusa Chrystusa obmyci z ich grzechu, 
ci właśnie posiadają prawdziwą, skuteczną nadzieję. 
Paweł chce przez to powiedzieć, że ci, którzy oddali ich życie Bogu, otrzymali dar prawdziwej nadziei, która jest prawdziwą siłą, radością życia chrześcijanina, życia szczęśliwego, życia zwróconego na innych, życia w świadectwie i na służbę innym. 

Ta nadzieja nie może nas zawieść, mówi Apostoł, ponieważ miłość Boża rozlała się w naszych sercach przez Ducha Świętego. 
Ta nadzieja nie może zawieść, ponieważ jest zbudowana nie na naszej miłości do Boga, ale na miłości Boga do nas: a Jego miłość ukazana nam została w darze Jego Syna, Jezusa Chrystusa. 
To Duch Święty dokonuje, czyni skutecznym w sercu chrześcijanina dzieło Jezusa Chrystusa. Przypomina On bez ustanku to, co Jezus Chrystus dokonał dla niego i to, co Jezus Chrystus mu dał. 
Działanie Ducha Świętego to stałe odnawianie w sercu chrześcijanina rzeczywistości słów, obietnic Jezusa Chrystusa. 

Wiemy to dobrze, że słowa, jak wiele rzeczy na tym świecie, poddane są prawu dewaluacji: zużywają się, tracą ich wartość, ich pierwszy sens, ich precyzję. 
Czy nie jest też tak w naszym życiu, w tym co dotyczy wszystkich błogosławieństw, które Bóg nam dał w Jezusie Chrystusie? Szatan próbuje wszelkimi środkami zdewaluować, pozbawić wartości w naszym sercu rzeczywistość naszego zbawienia. 
Wszelkiego rodzaju insynuacjami szatan chciałby zasiać w nas wątpliwości co do obietnic Jezusa. 
Nie słuchajmy go, ale bądźmy uważni na to, co mówi nam Duch Święty. 

To On, Duch Święty, jak uczy nas tego przeczytane Słowo Biblii, chce dzisiaj odświeżyć, odnowić, poświadczyć w naszych sercach niezmienne Słowo Boże, które stwierdza, że ci, którzy są w Jezusie Chrystusie, stają się dziećmi Bożymi. 
Zdaję sobie sprawę, że stan bycia dzieckiem Bożym przekracza nasze ludzkie rozumienie i Szatan korzysta z tej okazji, by w sposób perfidny chcąc skoncentrować naszą uwagę wyłącznie na naszym stanie ludzkiej niegodności, grzeszności, niezdolności do czegokolwiek dobrego, by podważyć naszą ufność wiary. 
Nie słuchajmy go, to nie jest głos Boga w Trójcy jedynego. 
Jego głos, Boży głos, mówi nam, że to nie z powodu naszych zasług Bóg czyni z nas swoje dzieci. Jesteśmy Jego dziećmi w wyniku Jego miłości do nas, miłości, której dał nam świadectwo w swoim synu Jezusie Chrystusie. 
To przyjmując dar Syna Bożego, wierząc w ofiarę Jezusa Chrystusa, dokonaną za nasze grzechy, jesteśmy zdolni otrzymać status dziecka Bożego i wszelkie dobra z nim związane. Nie ma w tym żadnej naszej zasługi. To Bóg sam czyni nas swoimi dziećmi.  

Apostoł Jan, w swoim pierwszym liście, w rozdziale 5 jak być może pamiętacie, chcąc umocnić chrześcijan mówi z całą mocą, że jesteśmy dziećmi Bożymi, że nimi jesteśmy tutaj i dzisiaj. Inaczej mówiąc, w tym życiu tak niejednokrotnie skomplikowanym i trudnym, na tej ziemi pełnej cierpienia, walk, łez, biedy, na tej ziemi już teraz jesteśmy dziećmi Bożymi. 
To nie tylko Apostoł, ale sam Duch Święty składa w nas świadectwo, że jesteśmy nimi naprawdę. 
Jak wielka jest to nadzieja, ta nadzieja, którą głosi nam dzisiaj Słowo Boże! 

Czyniąc z nas swoje dzieci, Bóg, w swojej miłości, daje nam w posiadanie jeszcze jedną obietnicę: ten, który ma Syna, ma życie wieczne. 
Zwróćcie uwagę, że życie wieczne, tak zaprezentowane, nie jest łaską na której realizację musimy czekać do naszej śmierci. Życie wieczne mamy już teraz, od teraz, od chwili w której przyjęliśmy Jezusa Chrystusa jako naszego Zbawiciela. 

Jan pisze w swoim pierwszym liście :  „To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny”.  Pisze to, abyśmy wiedzieli! 
Nie ma zatem żadnych wątpliwości w tej kwestii. Jan chce, by jego czytelnicy byli przekonani o rzeczywistości tej obietnicy Jezusa. Aby ci, za których Zbawiciel oddał swe życie, mieli życie wieczne i nigdy nie zginęli! 

To życie wieczne daje sam Jezus Chrystus. Mieć Chrystusa w swoim życiu, to mieć życie wieczne. To życie jest w Nim i wypływa z naszej z Nim społeczności. 
Mieć życie wieczne, to mieć pewność, że nigdy się nie zginie, niegdy nie umrze, ponieważ źródło tego życia jest wieczne. 
Chrystus zmartwychwstał i żyje na wieczność! 

Ponieważ źródło,którym jest Chrystus nie może nigdy zaniknąć, nasze życie także zaniknąć nie może.
Takie jest właśnie źródło prawdziwej nadziei, która nie wprowadza w błąd, którą głosi Apostoł Paweł. Taka jest nadzieja, rozlana w sercach dzieci Bożych. 
Zakorzeniona w niewyobrażalnej miłości Ojca, ta nadzieja pozwala dzieciom Bożym widzieć dalej niż prosty horyzont życia ziemskiego. 
Nawet, jeśli w tym życiu dzieci Boże będą musiały przejść ścieżkami próby, walki, być może przez chorobę, a nawet przez śmierć, wiedzą one, że nic ani nikt nie może nigdy oddzielić ich od miłości Boga. 

Bardzo was gorąco zachęcam Bracia i Siostry, którzy słuchacie teraz wypowiadanych przeze mnie słów, odnoszących się do nauk tak znanych, elementarnych w nauczaniu chrześcijańskim – nie potraktujcie ich jako czegoś, co będąc znanym, powinno być zlekceważone, zapisane do przeszłości. 
Bardzo gorąco zachęcam was, zadajcie sobie teraz pytanie (to pytanie, które trzeba sobie zadawać ciągle na nowo): czy posiadam tę nadzieję dziecka Bożego? Jeśli nie, wiedzcie, że może ona być także rozlana w sercu każdego z was, dzisiaj, od dzisiaj. 

Jeżeli chwilę temu powiedziałem, że bycie dzieckiem Bożym, posiadanie życia wiecznego jest bogactwem tych, którzy przyjęli Jezusa Chrystusa jako ich Zbawiciela, słowa te nas, was, nie wyłączają w żaden sposób. Bóg w swoim miłosierdziu, w swojej miłości, chce by każdy z nas tę prawdę przyjął, tą prawdą żył, do tej prawdy - być może kiedyś już raz wyznanej - bez ustanku powracał. 

Jesteśmy dziedzicami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, dobrodziejstw, które z nich płyną. 
Ale aby być stale, wciąż, tym, który z tych dobrodziejstw korzysta, trzeba Mu otworzyć serce, a wtedy On wejdzie w nasze życie. 
To tak - wydaje się - niewiele, ale jednocześnie tak wiele i to tak angażujące. Ale jest to otwarcie na życie, na życie wieczne. Kiedy Chrystus wejdzie w życie człowieka, prawdziwa nadzieja, która jest Jego nadzieją zamieszka w nas. I ta niadzieja nigdy nie zawiedzie i pomoże nam konstruować nasze życie, już tu i teraz. Amen. 

niedziela, 19 maja 2013

Dietrich Bonhoeffer (1906-1945 )


Urodzony we Wrocławiu (podówczas Breslau), ten niemiecki teolog luterański rozpoczął swoją zawodową karierę uniwersytecką w sposób dość klasyczny. Dzięki doktoratowi, który poświęcił studium Kościoła (Sanctorum communio), a następnie swojej habilitacji (Akt und sein), został nominowany privat-docent na Uniwersytecie berlińskim. 
Równolegle do nauczania, poświęcił się ruchowi ekumenicznemu, jako sekretarz młodzieży Porozumienia powszechnego dla przyjaźni mięzynarodowej Kościołów (powstałego w 1914, a które było jedną z organizacji stojących u źródeł powstania Ekumenicznej Rady Kościołów). 
Utrzymywał ścisłe kontakty ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią, zwłaszcza po swoim pobycie na stypendium w Nowym Jorku w latach 1930-1031, angażując  się jednocześnie jako kapelan młodzieży studenckiej. 
Konsekrowany na pastora, wydawał się mieć przed sobą błyskotliwą karierę. Jednakże jego życie zmieniło się wraz z wyborem i przejęciem przez Hitlera władzy, w styczniu 1933 roku. 
Bonhoeffer stanąl w opozycji do Hitlera od samego początku, dużo wcześniej niż Barth i Niemöller, zajmując pozycje jednoznacznie przeciwne decyzjom i działaniom antysemickim nowej władzy. 

Od samego początku stał się zwolennikiem skrzydła radykalnego Kościoła wyznającego (od Synodu w Dahlem), będąc uznanym przez środowiska akademickie za fanatyka, zwłaszcza po swoim słynnym publicznym wystąpieniu, gdy powie, że „kto oddziela się świadomie od Kościoła wyznającego w Niemczech, odcina się od zbawienia”.  


Bonhoeffer w roku 1939


W 1935 r. podjął się dyrekcji seminarium pastorskiego należącego do Kościoła wyznającego,  w Finkenwalde. To tam opublikował swoje pierwsze znaczące dzieła. 
Był pacyfistą z przekonania, ale gotowym do zaangażowania się w spisek mający na celu wyeliminowanie Hitlera. Będąc w czasie wojny, dzięki swoim kontaktom, zaangażowany do służb kontrwywiadu, prowadził podwójne życie (redagując w tym czasie swoje pierwsze szkice „Etyki”), doprowadzając do pierwszych kontaktów opozycji niemieckiej z aliantami, dzięki pomocy anglikańskiego biskupa George’a Bella. 
Został aresztowany przez Gestapo w kwietniu 1943 roku i w następstwie nieudanego zamachu na Hitlera (20 lipca 1944 r.) został powieszony 8 kwietnia 1945, w obozie koncentracyjnym we Flossenbürgu. 
Z okresu jego uwięzienia pozostały nam jego listy, opublikowane przez jego przyjaciela pod tytułem „Opór i poddanie. Listy i notatki z niewoli”, a także „Listy narzeczeństwa” – korespondencja z Marią von Wedemeyer. 

Dzieło Bonhoeffera stało się przedmiotem wielu interpretacji, niejednokrotnie bardzo od siebie odmiennych. 
W latach 60-tych chętnie kładziono akcent na jego zaangażowanie polityczne, współcześnie natomiast podkreśla się przede wszystkim jego dzieło, jako teologa pastoralnego dla odnowienia Kościoła, obrony znaczenia Starego Testamentu i Żydów prześladowanych przez nazizm. 

Kościół wyznający


To organizacja kościelna, która ukonstytuowała się w Kościół od pierwszych miesięcy 1934 roku. Zgromadziła ona protestantów niemieckich różnych wyznań i tendencji, jak też różne Kościoły regionalne (Bawarii, Wurtembergii, Hanoweru), która wobec wzrastania nazizmu i jego wpływu w państwie niemieckim i w niemieckim Kościele (szczególnie przez ruch tzw. „Chrześcijan niemieckich”). 
Jej intencją było utrzymać wspólnotę chrześcijańską w jej integralności, zdefiniowanej przez Pismo Święte i Wyznania wiary Reformacji. 
Z tego też powodu uważała się za jedyny prawdziwy Kościół w Niemczech i organizowała się na poziomach lokalnym, regionalnym i krajowym, budując struktury o charakterze przede wszystkim synodalnym. 
Historia Kościoła wyznającego (Bekenende Kirche) jest naznaczona różnymi etapami jego rozwoju: 
1. Jego podstawę stanowiła Deklaracja teologiczna, opracowana i przyjęta w Barmen (pod wpływem bezpośrednim Karola Bartha i w następstwie szeregu tekstów przyjętych przez wolne synody) 31 maja 1934 roku. Nie aspirując jednak do bycia oficjalnym Wyznaniem wiary częste jest postrzegana jako taka. 
2. Prawo kościelne zostało ustalone w dokumencie podczas synodu w Dahlem (gdzie pastorem był Martin Niemöller) w październiku 1934. 
3. Władze kościelne uformowane były w tzw. Dyrektoria prowizoryczne. 
Opór Kościoła wyznającego był skierowany w pierwszym rzędzie przeciwko polityce i powołaniu w Niemczech tzw. Volkskirche, całkowicie podległego Rzeszy. 
Od 1936 roku Kościół wyznający dotykało szereg prześladowań. 

Legitymacja członka Kościoła wyznającego, podpisana przez Martina Niemöllera

Niektórzy z jego członków angażowali się w opór polityczny przeciwko reżymowi hitlerowskiemu. 
Dietrich Bonhoeffer, kierujący jednym z seminariów formujących pastorów, należących do tego ruchu, zadeklarował: „Kto odłącza się świadomie od Kościoła wyznającego w Niemczech, odłącza się od zbawienia”. 

Deklaracja z Barmen


Artykul ten chcemy poświęcić niezbyt często wspominanemu i chyba nazbyt rzadko komentowanemu w Polsce dokumentowi – Deklaracji z Barmen. 
Dokument ten został przyjęty przez synod niemieckiego Kościoła wyznającego, obradującego w dniach 29-31 maja 1934 roku. Mamy zatem okazję do wspomnienia go w jego 79 rocznicę. Być może w roku przyszłym warto będzie zastanowić się nad większym, szerzej zakrojonym studium problematyki, którą dokument ten porusza? 
Nie jest trudno, nawet przy podstawowej znajomości historii powszechnej, usytuować Deklarację z Barmen. Hitler jest u władzy, Kościoły protestanckie w Niemczech starają się odnaleźć w nowej dla nich sytuacji; szereg z nich w tej sytuacji zagubi się duchowo na wiele lat... 
Pan Bóg jednak, jak wielokrotnie to miało i ma także dzisiaj miejsce w historii Jego Kościoła, powołuje tych, którzy stają się Jego świadkami, niezależnie od związanego z tym ryzyka. Niektórzy z liderów zwiazanych ze środowiskiem kościelnym, którego program Derklaracja wyraża, zapłacą za to kontestacją zawodową (Barth), czy więzieniem (Niemöller), czy wreszcie więzieniem i śmiercią (Bonhoeffer). 
Przypominając nam o tym o tym dokumencie i kilku osobach z nim związanych, uważamy, że warto zauważyć jego aktualność także dzisiaj, w sytuacji, gdy tak łatwo zagubić się w byciu konsekwentnym, na wszystkich płaszczyznach życia, świadkiem Jezusa  Chrystusa. 
Główną moc przekazu oddajmy przede wszystkim lekturze indywidualnej i głębokiej medytacji tekstu Deklaracji z Barmen, do której was żywo zachęcamy. 

Deklaracja z Barmen, to dokument przyjęty przez pierwszy synod tzw. Kościoła wyznającego (patrz artykuł niżej), który obradował w dniach od 29 do 31 maja 1934 roku w Wuppertal-Barmen. Deklaracja została zredagowana w celu wytłumaczenia teologicznych racji, które doprowadziły do rozdziału między Kościłem wyznającym i Kościołami protestanckimi w Niemczech, na które tzw. „Chrześcijanie niemieccy” mieli szczególny  i wysoce negatywny wpływ. Dla wyjaśnienia, tzw. „Chrześcijanie niemieccy, to znaczące liczebnie środowisko kościelne protestantyzmu niemieckiego, przede wszystkim luterańskiego, sprzyjające rządowi Adolfa Hitlera, powstałe w Prusach.   




„Chrześcijanie niemieccy” w 1933 roku


Pierwsza wersja Deklaracji, którą Karol Barth zaprezentował grupie przygotowawczej, we Frakfurcie 15 maja 1934 r., spotkała się od razu z poparciem niemieckich Kościołów reformowanych i zjednoczonych, natomiast luteranie poprosili 
o szereg modyfikacji, z których wiele zostało wprowadzonych do jej ostatecznego tekstu.


Preambuła Deklaracji z Barmen precyzuje, nie zastępuje ona żadnego z Wyznań wiary, tradycyjnie dotąd przyjętych przez różne Kościoły protestanckie w Niemczech i że oddaje się Bogu ostateczny rozwój relacji między różnymi Kościołami protestanckimi. 
Sześć tez, które stanowią korpus Deklaracji, mają tę samą strukturę: 
Ø odniesienia biblijne,
Ø twierdzenia 
Ø potępienia. 

Aż do dzisiaj każde bez mała słowo tez jest obiektem poważnych debat historyków, socjologów i teologów. Szczególnie dotyczy to pierwszej tezy i słów: 
„Jezus Chrystus, o którym zaświadcza nam Pismo Święte, jest jedynym Słowem Boga, którego należy słuchać, któremu w życiu i śmierci winniśmy ufać i być posłuszni.
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby Kościół mógł lub musiał uznawać za źródło zwiastowania coś poza lub obok tego Jedynego Słowa Boga lub też inne wydarzenia i moce, osoby, i prawdy za Boże objawienie”. 
W odniesieniu do tej tezy, wielu komentatorów teologicznych podkreśla jej akcent położony na jedność Chrystusa, jako Słowa Bożego. 
Według nich Deklaracja z Barmen sprzeciwia się w tym samym czasie kilku elementom: wszelkiej teologii naturalnej, teologii kontekstualnej i wszelkiej formie uprawiania teologii fundamentalnej, akceptującej prawdy mające źródło w innych sferach niż Pismo i akceptującej religie nie-chrześcijańskie. 
Inni analitycy Deklaracji starają się podkreślić fakt, że tekst mówi szególnie o tym, co stanowi źródło Objawienia – Pismo Święte/Słowo Boże. 

Teza druga sprzeciwia się istnieniu sfer życia, które nie byłyby poddane Chrystusowi. 
Dyskusje związane z poruszoną przez nią problematyką dotyczą przede wszystkim relacji tej tezy z tezą piątą, która podkreśla różnicę i niezależność Kościoła i państwa, w której chce się widzieć współczesną wersję luterańskiego nauczania o dwóch królestwach, bądź też teologiczną interpretację totalitaryzmu, uważanego za herezję. 
Skądinąd, warto także zauważyć, fakt silnego podkreślenia w Deklaracji przekonania, że prawo kościelne nie może być zmieniane w zależności od bieżących upodobań i ambicji ludzkich, przede wszystkim w kierunku doprowadzenia do realizacji pragnień władzy przez osobę historycznie uważającą się w danym jej (historii) momencie za führera (wodza Kościoła, wodza państwa, wodza duchowego, ale i politycznego). 

Warto także podkreślić, że historycznie rzecz ujmując, Deklaracja z Barmen wzbudziła wiele reakcji negatywnych ze strony teologów luterańskich, takich jak np. Werner Elert i Paul Althaus, profesorów uniwersytetu w Erlangen. Ich Ansbacher Ratschlag z 1934 podkreślał chrześcijański obowiązek posłuszeństwa państwu i dziękował Bogu za danie Niemcom, w osobie Hitlera, dobrego rządu... 

Dzisiaj, w czasach nam współczesnych, Deklaracja z Barmen służy za punkt odniesienia konfesyjnego wielu Kościołów protestanckich Niemiec i wielu Kościołów w innych krajach, zwłaszcza w tych, gdzie relacje Kościołów z państwem stanowią dla chrześcijan ryzyko utraty tożsamości, utraty swobody głoszenia Słowa i życia z nim zgodnego. 
W wieku XX i XXI można łatwo zaobserwować wzmożone zainteresowanie Deklaracją nie tylko w miejscach, gdzie polityczny totalitaryzm starał się zrobić z Kościołów terytorialnych posłuszne mu narzędzia, ale i tam, gdzie chrześcijanie zauważali i zauważają ryzyko podporządkowania nauczania Kościołów nowym ideologiom, filozofiom, walczącym o dominację nad życiem (i nad sumieniami) naszych społeczeństw. W takim też kontekście wydaje nam się wartym przypomnienie tego dokumentu, nie tylko mając na uwagę jego historyczne znaczenie, jako głosu wiary w sytuacji najwyższego dla niej zagrożenia, w czasach nazistowskich Niemiec, ale pozostawanie, bycie dokumentem, który także dzisiaj nic nie traci na ważności i powinien być często wspominany w naszym, chrześcijańskim nauczaniu nie tylko historii Kościoła, ale i w analizie sytuacji nam współczesnych. 

Zachęcamy do przeczytania uważnie zamieszczonego poniżej tekstu Deklaracji z Barmen. 

Wydaje nam się, że warto w głębokim nad nim zastanowieniu podkreślić jego ponad-historyczną wartość dla tych, którzy chcą być wierni Jezusowi Chrystusowi w każdym miejscu i każdym czasie, w każdej sytuacji poddającej tę wierność pod dyskusję, czy wierności tej zagrażającej. 

Tekst Deklaracji
(Tekst polski podany za portalem: http://www.magazyn.ekumenizm.pl; tł. Dariusz Bruncz): 

1. Jezus Chrystus mówi: Jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie. (Jan 14,6) Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto nie wchodzi przez drzwi do owczarni, lecz w inny sposób się tam dostaje, ten jest złodziejem i zbójcą. Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i pastwisko znajdzie. (Jan 10,1.9)
Jezus Chrystus, o którym zaświadcza nam Pismo Święte, jest jedynym Słowem Boga, którego należy słuchać, któremu w życiu i śmierci winniśmy ufać i być posłuszni.
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby Kościół mógł lub musiał uznawać za źródło zwiastowania coś poza lub obok tego Jedynego Słowa Boga lub też inne wydarzenia i moce, osoby, i prawdy za Boże objawienie.  

2. Ale wy dzięki niemu jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i poświęceniem, i odkupieniem. (1. Kor 1,30).
Tak jak Jezus Chrystus jest obietnicą odpuszczenia wszystkich naszych grzechów, tak i z taką samą powagą jest On także zdecydowanym Bożym roszczeniem w odniesieniu do całego naszego życia; poprzez Niego doświadczamy radosnego wyzwolenia z bezbożnych więzów tego świata ku wolnej i wdzięcznej służbie dla Jego stworzenia.  
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby istniały obszary naszego życia, w których nie bylibyśmy własnością Jezusa Chrystusa, lecz innych panów, obszary, w których nie mielibyśmy potrzebować Jego usprawiedliwienia i uświęcenia.

3. Lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało jest spojone. (Ef 4,15-16)
Kościół chrześcijański jest zgromadzeniem braci, w którym Jezus Chrystus jako Pan działa teraz przez Ducha Świętego w Słowie i Sakramencie. Kościół poprzez swoją wiarę, jak i posłuszeństwo, swoim przesłaniem, jak i swym porządkiem ma jako Kościół ułaskawionych grzeszników zaświadczać w świecie grzechu, że jest jedynie własnością Chrystusa, że żyje i chce żyć jedynie dzięki Jego pociesze oraz nakazowi w oczekiwaniu na Jego przyjście.  
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby Kościół mógł pozostawić kształt swojego przesłania oraz porządku samemu sobie lub zmianom panującym aktualnie w światopoglądowych oraz politycznych przekonaniach.

4. Jezus Chrystus mówi: Wiecie, iż książęta narodów nadużywają swej władzy nad nimi, a ich możni rządzą nimi samowolnie. Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. (Mt 20, 25.26)
Różne urzędy w Kościele nie uzasadniają panowania jednych nad drugimi, lecz oznaczają wykonywanie służby, która została powierzona i nakazana całemu Kościołowi.  
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby wolno byłoby Kościołowi nadawać sobie lub dawać innym przyzwolenie na narzucanie przywódców, którzy staliby poza tą służbą.

5. Boga się bójcie, króla czcijcie. (1. P 2,17)
Pismo mówi nam, że zgodnie z Bożym rozkazem zadaniem państwa w jeszcze niewybawionym świecie, w którym żyje także Kościół, jest troszczenie się o prawo i pokój, w razie konieczności poprzez zastosowanie siły zgodne z ludzkim rozsądkiem oraz możliwościami. Kościół uznaje w dziękczynieniu i bojaźni wobec Boga ten dar porządku. Kościół przypomina o Królestwie Bożym, o Bożym przykazaniu i sprawiedliwości, a przez to o odpowiedzialności rządzących i rządzonych. Kościół ufa i jest posłuszny mocy Słowa, przez które Bóg wszystko zachowuje.  
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby państwo powinno lub mogło stać się, poza swymi właściwymi zadaniami, jedynym i całkowitym porządkiem ludzkiego życia, i wypełnić cel Kościoła.
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby Kościół powinien lub mógł poza swoim właściwym zadaniem przywłaszczyć sobie państwową postać, państwowe zadania i państwową godność i przez to stać się samemu organem państwa.

6. Jezus Chrystus mówi: A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. (Mt 28,20) Słowo Boże nie jest związane (2 Tm 2,9)
Misją Kościoła, w którym zawiera się jego wolność, polega na tym, aby w miejsce Chrystusa, a więc w służbie Jego własnego Słowa i Dzieła głosić wszystkim narodom 
poprzez Słowo i Sakrament przesłanie o wolnej łasce Boga.  
Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby Kościół mógł w ludzkiej samowoli podporządkować Słowo i Dzieło Pana jakimkolwiek określonym przez siebie zamiarom, celom i planom.

czwartek, 9 maja 2013

Rozważanie tekstu z Księgi proroka Izajasza 6,1-13


W roku śmierci króla Uzjasza widziałem Pana siedzącego na tronie wysokim i wyniosłym, a kraj jego szaty wypełniał świątynię. 
Jego orszak stanowiły serafy, z których każdy miał po sześć skrzydeł, dwoma zakrywał swoją twarz, dwoma zakrywał swoje nogi i na dwóch latał. 
I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów! Pełna jest wszystka ziemia chwały jego. 
I zatrzęsły się progi w posadach od tego potężnego głosu, a przybytek napełnił się dymem. 
I rzekłem: Biada mi! Zginąłem, bo jestem człowiekiem nieczystych warg i mieszkam pośród ludu nieczystych warg, gdyż moje oczy widziały Króla, Pana Zastępów. 
Wtedy przyleciał do mnie jeden z serafów, mając w ręku rozżarzony węgielek, który szczypcami wziął z ołtarza, 
I dotknął moich ust, i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg i usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony. 
Potem usłyszałem głos Pana, który rzekł: Kogo poślę? I kto tam pójdzie? Tedy odpowiedziałem: Oto jestem, poślij mnie! 
A On rzekł:Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie bacznie, lecz nie rozumiejcie, i patrzcie uważnie, lecz nie poznawajcie! 
Znieczul serce tego ludu i dotknij jego uszy głuchotą, a jego oczy ślepotą, aby nie widział swoimi oczyma i nie słyszał swoimi uszyma, i nie rozumiał swoim sercem, żeby się nie nawrócił i nie ozdrowiał! 
I rzekłem: Dopókiż, Panie? A On odpowiedział:Dopóki nie opustoszeją miasta i nie będą bez mieszkańców, domy bez ludzi, a kraj nie stanie się pustynią. 
Pan uprowadzi ludzi daleko, i w kraju będzie wielkie spustoszenie. 
A choćby została w nim jeszcze dziesiąta część, ta ponownie będzie zniszczona jak dąb lub jak terebint, z którego przy ścięciu został tylko pień. Pędem świętym jest jego pień

1. Pierwsze reakcje. 

Wizja Izajasza wydaje się początkowo na tyle znana, że jej elementy nieco dziwne (np. serafy...) sprawiają wrażenie wręcz bycia nam bliskimi. 
Koniec tekstu jest jednak bardzo twardy. Cóz można zrobić? Czy można ominąć problem zatrzymując się na wersecie 8: Oto jestem, poślij mnie?! Czy ostatnie wersety tego tekstu, tak ciężkie do zaakceptowania, mają swój sens? 
Wersety 9-10 są cytowane w Ewangelii według Marka 4,12 i w tekstach paralelnych. 
Jezus jest świadkiem Boga kochającego, przyjmującego swoje dzieci, a nie Boga zatwardzającego serca osób Mu opornych, by tym łatwiej ich zniszczyć. Dlaczego zatem Ewangelie cytują tekst proroka, tak odmienny – wydawałoby się – od przesłania Jezusa Chrystusa? 

2. Lektura tekstu

a. Kontekst bezpośredni. 
To, co poprzedza i następuje bezpośrednio po, gdy chodzi o rozdział 6 Izajasza, nie będzie determinujące dla jego zrozumienia. Wskazówka daty w w.1 (śmierć króla Uzjasza) oznacza początek nowej sekwencji, odzielonej od poprzednich przepowiedni. Podobnie, data podana w 7,1 (czasy króla Achaza) potwierdza, że nasz fragment zamyka się na 6,13. 

b. Gatunek literacki. 
Istnieje pokusa traktowania oddzielnie wizji (być może bardziej nam znanej) i wezwania (bez wątpienia szokującego). Nie jest to jednak możliwe, ponieważ tekst wymaga, by były one traktowane razem, autentyfikując niejako jedno drugie. Jest to właściwe rodzajowi narracyjnemu opowiadania o wizji: jeżeli ten, który otrzymał wizję opowiada ją, to po to, aby dodać autentyczności wezwaniu, którego jest przekazicielem. Musimy dobrze pojąć, że opowiadana wizja nie usiłuje „ozdobić”, czy uczynić lżejszym wezwania, aby łatwiej mogło ono być akceptowalnym, jak np. słodka otoczka na pigułce gorzkiego lekarstwa. Wręcz przeciwnie – wizja potęguje dodatkowo powagę wezwania. 
Opowiadania o powołaniu, które mają także za funkcję autentyfikację mandatu posłańca Bożego, są głównie związane z dialogiem Boga i osoby wybranej (sędziego, króla, proroka), w trakcie którego wszelkie wątpliwości są usunięte przez dar jakiegoś znaku, czy jakąś obietnicę. Natomiast opowiadanie o wizji ma charakter dużo poważniejszy, bardziej polemiczny (por. m.in. Izajasza 6, Amosa 9 i 1 Królewską 22). 
„Widzieć Boga” jest w istocie rzeczy wykroczeniem przeciw wierze Izraela! Strach, który wyrażają ci, którzy taką wizją są obdarzeni (lub są jej „ofiarami”) nie ma nic udawanego. Prawdą jest także, że w opowiadaniach o teofaniach (objawieniach się Boga), gdzie wizyta Boga jest dobrotliwa (choć poruszająca), nie można jej przyjąć inaczej jak tylko ze strachem i drżeniem (por. m.in. Sędziów 13,22-23; Rodzaju 32,31). 
Inaczej jednak, niż w opowiadaniach o teofanii, gdzie Bóg wychodzi na spotkanie istoty ludzkiej: opowiadanie o wizji ukazuje proroka, jako asystującego „nielegalnie” (tzn. niegodnie) suwerennej decyzji Boga, niejako „u Niego”...
Aby jakiś prorok „odczuł”, co opowiada wizja, sytuacja musi być wystarczająco trudna. Wizja ukazuje w całej pełni różnicę/dystans, jakie istnieją między Bogiem i ludem (bądź Bogiem i królem – por. 1 Królewska 22). 
Tutaj: wizja uautentycznia mandat prorocki, który staje się nosicielem przesłania o potępieniu, którego wizja objawia charakter nieodwołany. 

c. Kontekst poszerzony. 
Miejsce tego opowiadania w Księdze Izajasza: Dlaczego ta wizja nie jest opowiedziana np. w rodziale 6, a nie na początku księgi, jak opowiadania o powołaniu innych proroków? Można w tym widzieć wskazówkę, że nie opowiada o początkach powołania Izajasza, jako proroka, ale o mandacie sądu Bożego, jakim Bóg Izajasza obarczył w trakcie jego już wykonywanej posługi. 
Umieszczone w rozdziale 6 opowiadanie służy za wprowadzenie do księgi przepowiedni, w związku z wojną syro-efraimską (Izajasza 6-9). Są to przepowiednie, które spotkały się z obojętnością króla Achaza. Opowiadanie wizji zostało być może napisane w tamtej epoce, a zatem po śmierci Uzjasza. Jednakże, należy rozumieć ten tekst, jako przypomnienie czytelnikom rodziałów następnych Księgi Izajasza, że prorok ten – pomimo oporu nieakceptujących go – był prawdziwie wezwany i wysłany przez Boga. 



Fra Bartolomeo, Prorok Izajasz, ok.1516 r. 

3. Komentarz. 

w.1 - W roku śmierci króla Uzjasza. Może to być tylko wskazówka chronologiczna. Można jednak widzieć w niej coś więcej: oto opowiadanie otwiera się przez podkreślenie opuszczenia, sytuacji niepokoju, spowodowanej przez zniknięcie króla, który z zasady odgrywa kluczową funkcję w relacjach między Bogiem i Jego ludem. Króla już nie ma... Tekst na taką sytuację odpowiada, że prawdziwym Królem jest Pan (jedyny, prawdziwy), którego widzi Izajasz, a z drugiej strony rozbrzmiewa pytanie: „kogo poślemy?” w tę sytuację opuszczenia, w której znajduje się lud... 
...widziałem Pana. To wizja „wewnętrzna”, czy „rzeczywista”? Tekst nie zna takich rozróżnień. Izajasz widzi prawdziwie Pana, stąd pochodzi krzyk przerażenia w w.5: Zginąłem,... gdyż moje oczy widziały Króla...
Niezależnie od wszelkich możliwych komentarzy, wizja podkreśla świętość Pańską, która przekracza wszelką możliwość opisu. 

w.2serafy… Nie są one opisane bliżej, za wyjątkiem kilku elementów, pozwalających czytelnikowi nie tyle je sobie wyobrazić, ale widzieć w nich odbicie majestatu Bożego. Serafy latając, zakrywają sobie twarz nie widzą Boga, bo Jego wielkość jest niezwykła. Pełnią one służbę Bogu w języku liturgicznym Jerozolimy. To one (a nie lud!) głoszą, że ziemia jest pełna Jego chwały! Ale są także swoistą gwardią Bożą, tą która otacza Boga, nie bez groźby dla zbliżających się do Króla Świętych. 

w.3 - Święty jest Pan Zastępów. Taki jest, w dawnej tradycji Izraela, Bóg z Księgi Wyjścia: działający i niedotykalny, spotkany – na dystans – na górze Synaj (Wyjścia 19). Ale jest to także, zgodnie z tradycją bliższą Księdze Izajasza, Bóg tradycji jeremiaszowej: Król suwerenny niebios i ziemii. 
Święty jest Pan Zastępów: Jego świętość jest poza wszelką pojmowalnością, ale także bez jakiegokolwiek porównania czy możliwości skopiowania. Jego świętość jest obrażana przez zło powszechnie obecne w ludzie, w tym, który On sobie wybrał. 
Potrójne gâdôsh wyraża najwyższy poziom świętości, nieporównywalną intensywność Jego świętości. On jest Święty, jedyny i bez możliwej konkurencji w tej kwestii. 
Już dużo później, tradycja chrześcijańska dostrzeże w tym potrójnym „święty” („trishagion”) Trójcę Św. Dlatego też niektóre lekcjonarze proponują Izajasza 6 na święto Trójcy. 

w.4 – Liczne elementy sugerują, że Izajasz znajdował się w Świętyni jerozolimskiej w chwili otrzymania wizji. Przywołanie Świątyni służy podniesieniu autorytetu wizji, opowiadanej przez Izajasza: to nie na jakimś marginesie życia, w miejscu nieistotnym, objawił mu się Pan, miało to miejsce w samym centrum liturgicznej tradycji Izraela. 

w.5 - Wizja nie ma nic z pełnego szczęścia doświdczenia mistycznego. Strach przed zakazanym stanowi część opowiadań o teofaniach Starego Testamentu: Izajasz „nie powinien” widzieć Pana! A interwencja serafa niejako wzmacnia to przekonanie. Podkreśla ona przepaść istniejącą między istotami ludzkimi i qâdôsh (świętym). Lud jest tu charakteryzowany jako teme’-sefâtayim – czyli obciążony nieczystością, naznaczony grzechem, wykroczeniem przeciw Przymierzu Boga z ludem. 
Warto zauważyć, że Izajasz pokazuje swój własny związek z ludem, czuje, że sam należy do tak negatywnie określonej społeczności – nie ma on prawa widzieć Króla. 

ww.5-7 – Nieczystość „ust” nie jest wadą powierzchniową. Charakteryzuje ona cała istotę ludzką. To także ukazuje gest i słowo serafa: Oto dotknęło to twoich warg i usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony. 
Precyzyjniej mówiąc - nieczystość ust może oznaczać niezdolność, czy to do uczestniczenia w chwaleniu Pana, czy też niezdolność do zabrania głosu w Jego obecności, ale też mówienia w Jego imieniu. Te trzy interpretacje są możliwe do przyjęcia. Dlatego też seraf podejmie interwencję w tej kwestii, pozwalającą Izajaszowi uczestniczyć w dalszym ciągu wydarzeń. 

w.8 – To gest liturgiczny (tłumaczący wolę Bożą) wobec Izajasza. Niemniej, przepaści która oddziela Boga i lud o wargach nieczystych nawet gesty liturgiczne nie mogą już wypełnić. To o tym ludzie Bóg chce mówić ze swoją radą. 

Punktem kulminacyjnym tekstu nie jest: Oto jestem, poślij mnie!  ale Boży rozkaz, który następuje. Tekst ten nie może służyć chwaleniu przywilejów, czy obowiązków proroków, wizjonerów czy sług wspólnoty. Nie może też służyć za bycie „przykładem”, za jakim należy iść. Nie może - mówiąc prosto - służyć „lekturze klerykalnej”. Najważniejszym jest tu indywidualny apel, mandat, jakim Bóg obdarza Izajasza, czyli Boży suwerenny akt o zobowiązaniu Izajasza do przekazania Jego – Bożej - decyzji. 

w.9 - Idź i mów do tego ludu. Jest to formuła przez jaką pan powierza swemu słudze określone zadanie do wykonania. Izajasz ma precyzyjnie przekazać to posłanie: Słuchajcie bacznie, lecz nie rozumiejcie, i patrzcie uważnie, lecz nie poznawajcie!  
Pomiędzy ludem i przesłaniem proroka istnieje rozdźwięk. To nie Bóg wybrał przez słowo prorockie środek komunikacji nieosiągalny dla ludu. Lud jest w sytuacji globalnej niezdolności pojęcia i przyjęcia przesłania prorockiego. 

w.10 – Następuje określenie obowiązków Izajasza: Znieczul serce tego ludu i dotknij jego uszy głuchotą, a jego oczy ślepotą... Trzeba zauważyć, że Bóg mówi tutaj o „tym” ludzie, a nie o „moim” ludzie”, co jest znaczące... 
Aby nie widział, aby nie usłyszał, aby nie zrozumiał, aby nie wrócił do Boga i aby nie był uzdrowiony... Cel ten jest w jawnej sprzeczności z tym, czego Bóg chciał zawiązując Przymierze z Izraelem. 

w.11 - Dopókiż, Panie? To pytanie, wyrażające jednoznacznie, że Izajasz nie widzi w celu wyrażonym wyżej, celu ostatecznego, zamierzonego przez Boga. Ale odpowiedź, jaką otrzymuje od Pana jest twarda: Dopóki nie opustoszeją miasta i nie będą bez mieszkańców, domy bez ludzi, a kraj nie stanie się pustynią. Jest to porażająca perspektywa, jest to wypełnienie groźby konsekwencji zerwania Przymierza z Bogiem, upadek projektu, który był u podstaw Przymierza... 
Dlaczego? Dlaczego to pozwolenie na porażkę projektu? Dlaczego lud nie może wrócić do Boga, gdy cała tradycja prorocka rozbrzmiewa bez ustanku wezwaniami do nawrócenia: Wróćcie do Mnie?!
Czy Bóg istotnie nie chce dać ludowi okazji do nawrócenia? 
Czy może jest w tym inna myśl? Może odrzuca od teraz powrót do Niego, powrót, który jest dyktowany strachem; czy odrzuca nawrócenie spowodowane obawami?... 
Czy może jednak chce, aby lud się nie nawrócił, lecz aby doszedł aż do końca w swojej prawdzie, doświadczył w pełni prawdy o swoim błędzie?...

Tak, lud już się nawracał... Nowe, kolejne nawrócenie byłoby tylko „mydleniem oczu”. Tym razem kłamstwa nie można uniknąć. Lud ma pozostać wierny swoim fałszywym wyborom. Prorok ma mandat prowadzenia dzieła, aby lud nie mógł nawrócić się, dopóki nie nastąpi zniszczenie. Zniszczenie to będzie jasną konsekwencją - w oczach ludu – ciągłego paktowania z mocami zła i obcymi bożkami. 
Zniszczenie ma dokonać się w sposób efektywny; najpierw w Izraelu, potem w Judzie. 

w.12-13 – Ostatnie słowa tego wersetu sugerują, że koniec ten nie ma charakteru definitywnego. Jest to język podobny innym proroctwom Izajasza, mówiącym o nowym początku po zniszczeniu. Ale ten nowy początek jest w ścisłej koherencji z poprzedzającą go resztą tekstu. Nikt ze słuchaczy nie będzie mógł powiedzieć o konsekwencjach swych aktów: „tak naprawdę, to nic takiego strasznego”! Nie – obietnica nowego początku jest określona, jako mająca nastąpić po katastrofie!

4. Głosić ten tekst dzisiaj ?... 

W kontekście wielu metod lektury biblijnej trudno będzie zrozumieć, że tekst Izajasza podejmuje walkę z nadużyciami wizji Boga, tak obecnego w Izraelu (ale i dzisiaj), Boga nierychłego w gniewie i obfitującego dobrocią. Bóg chciany i widziany wtedy i dzisiaj, to Bóg, który ciągle i bez ustanku ma być gotów do oferowania nam kolejnej i kolejnej, a potem jeszcze następnej szansy... Tak jak w czasach Izraela, tak i dzisiaj, ludzie są wciąż gotowi do pojmowania zbawienia i dobroci Bożej, jako swoistego certyfikatu niekaralności, i to certyfikatu ciągle odnawialnego. 
Trzeba jednak twardej konfrontacji z prawdą, że Bóg nie jest tym, z którym można igrać, jak z zabawką z naszego dzieciństwa, którą możemy odłożyć na czas dla nas dogodnie wybrany. 
W pewnym momencie Bóg może zdecydować, jak w przypadku wizji Izraela: „oto teraz pozostawiam cię, abyś mógł sam, do końca, z całą konsekwencją, dojść do pełnego rezultatu twoich wyborów”. W niczym Bóg ten nie jest sprzeczny z wizją Boga miłosiernego. Jest On jednak z pewnością sprzeczny w infantylną wizją Boga – maszyny do wybaczania na zawołanie, bez zobowiązań, bez włożenia w relację z Nim całego naszego życia i wszelkich naszych życiowych wyborów.

poniedziałek, 6 maja 2013

VI Przykazanie - "Nie zabijaj"


Księga Wyjścia 20,13; 
Powtórzonego Prawa 5,17. 

Zaraz na wstępie, musimy zaznaczyć, że najbardziej istotnym, najbardziej niezbędnym do zrozumienia, celem tego przykazania jest ukazanie, że każdy z nas jest odpowiedzialny za zachowanie życia drugiego. 

Celowo nie chcemy zbytnio zatrzymywać się nad pierwszym i łatwo zrozumiałym znaczeniem VI-go przykazania, czyli nad zakazem „zabica” kogoś (myślimy oczywiście o „nie zabiciu” fizycznym). 


W całości Prawa Bożego jest oczywistym, że jego nakazy potępiają nie tylko zabójstwo w rozumieniu powszechnym, to które dotyczyć miałoby tylko ciała (tu np. Księga Wyjścia 21,12-14: Kto tak uderzy człowieka, że ten umrze, poniesie śmierć. Jeżeli na niego nie czyhał, ale to Bóg zdarzył, że wpadł mu pod rękę, wyznaczę ci miejsce, do którego będzie mógł uciec. Jeżeli ktoś zastawia na bliźniego swego zasadzkę, by go podstępnie zabić, to weźmiesz go nawet od ołtarza mojego, by go ukarać śmiercią. ; Kapłańska 24,14-22; Powtórzonego Prawa 19,11-13: Lecz jeżeli ktoś miał w nienawiści swego bliźniego i czyhał na niego, i powstawszy przeciwko niemu ugodził go śmiertelnie, a potem schronił się w jednym z tych miast, to wtedy starsi jego miasta poślą i sprowadzą go stamtąd, i oddadzą w ręce mściciela krwi, i poniesie śmierć. Nie ulitujesz się nad nim, lecz zetrzesz z Izraela winę przelania krwi niewinnej, aby ci się dobrze powodziło. ; Ezechiela 22,1-6; 24,6-14; Micheasza 2,1: Biada tym, którzy leżąc na swych łożach, obmyślają zbrodnię i knują zło, a gdy świta poranek, popełniają je, gdyż jest to w ich mocy.; Habakuka 2,12), ale także wszelkie zabójstwo duchowe. 
Zabójstwem duchowym, jest wszystko to, co uderza w człowieka, w jego ducha, w jego serce, we wszystko co tworzy jego osobowość i musi być dla niego życiem i źródłem życia. 
Reguła ta, dana nam przez Boga, dotyczy nie tylko naszej, własnej duszy, ale i dusz naszych braci. 

Pierwszym – prawie instynktownym – odruchem u wielu ludzi, kiedy słyszą VI przykazanie, jest reakcja: przejdźmy dalej, do innych przykazań, pownieważ to akurat przykazanie mnie nie dotyczy; ponieważ ja nie jestem przecież zabójcą!  
A jednak, kiedy zdobędziemy się na odwagę i krytyczne spojrzenie na nas samych, na nasze życie, na wgląd w najgłębsze nasze czeluści myśli, pragnień, jest wysoce prawdopodobnym, że uderzy w oczy, że także my sami złamaliśmy i łamiemy to przykazanie bez ustanku. 

Spróbujmy dokonać właśnie takiego procesu otwarcia na samych siebie. 
Wyobraźmy sobie, że Bóg doprowadzi do realizacji wszystkie konsekwencje naszych działań i myśli, wyobraźmy sobie, że nasze wewnętrzne uczucia wobec naszego bliźniego przemienią się nagle w widzialne czyny. 
Jakie te konsekwencje będą: jakie grupy, czy jednostki ludzkie one obejmą, z jakim skutkiem?
Ile razy pojawiają się w nas myśli typu: „Tacy ludzie nie zasługują by żyć! Ten czy ów jest tak szkodliwy! Gdy tego czy innego nie było, o ile moje życie byłoby łatwiejsze i przyjemniejsze....”, itp.
Idąc dalej w naszym rozważaniu, należałoby także postawić sobie pytania: 
Ø Czy nigdy i nikogo nie wprowadziłem w grzech, moim przykładem aktywnym, czy zaniechaniem (Habakuka 2,15-16: Biada temu, kto swojego bliźniego poi z domieszką swojego gniewu aż do upicia, aby patrzeć na jego nagość! Nasyciłeś się więcej hańbą niż chwałą, pij więc i ty i zataczaj się! Przyjdzie i do ciebie kielich z prawicy Pana, i będziesz syty hańby zamiast chwały.)?  
Ø Czy nie noszę w sobie nienawiści lub pogardy do kogoś?
Ø Czy nie ma nikogo, kogo krytykowałbym chętnie, albo czy gdybym miał w tej kwestii jakąś prawdziwą moc, nie pozostałby ten czy ów „ukarany” za swe czyny? Czy nie ma kogoś, na kim chętnie zemściłbym się (Kapłańska 19,18: Nie będziesz się mścił i nie będziesz chował urazy do synów twego ludu, lecz będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Jam jest Pan!; Przysłów 20,22; Rzymian 12,19: Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan.)?
Ø Czy nie ma kogoś, komu chętnie „dałbym lekcję” (mogą to być nawet bliscy: teściowie, rodzice, mąż, żona, dzieci, znajomi, podwładni...). Czy nie zrobiłbym tego z prawdziwą chęcią, bez zważania na ich prawo do życia, do ich własnych aspiracji, ich pragnień, ich życia ducha, ich serca, ich prawa bycia sobą? 
Ø Czy nikogo nie chcielibyśmy sobie podporządkować, naszej woli, naszym zamiarom i planom, nie bacząc na jego własne? Czy nie ma w nas nawet śladu despotyzmu? 

Przestępstwem zatem przeciwko życiu, w rozumieniu VI przykazania jest wszystko, co jest zamachem na naszych bliźnich, na ich życie nie tylko fizyczne, ale i na życie ich serca i ich ducha, np. na ich życie małżeńskie, społeczne, ich sprawiedliwość, ich piękno itd. 

Zwróćmy uwagę: w oczach Bożych, także nasze intencje są czynami. Dla Boga zbrodnią jest także nasze zabójstwo duchowe. 

Ale VI przykazanie ma jeszcze inne, głębsze znaczenie. 
Każdy człowiek nie tylko jest ciałem z naszego ciała, ale jest także w naszych oczach obrazem Boga, który go stworzył. 
Każdy człowiek nie jest tylko ciałem, które żyje, ale jest także duszą skierowaną ku wieczności. 
Sam Jezus Chrystus objawia nam, czym jest człowiek, że uczyniony i odnowiony na obraz Boży, obiecany do życia, do Królestwa wiecznego. 
Dla Boga jest zbrodnią wszystko, co odciąga człowieka od Jego Stwórcy, wszystko, co niszczy w nim, co przeszkadza jego odrodzeniu i jego zbawieniu w Jezusie Chrystusie, życiu obecnemu i przyszłemu. 
Wszystko to pozostaje w związku z celem jaki On sam naznaczył swojemu stworzeniu, wobec wezwania, jakie kieruje On do każdego, aby ten odwrócił się od grzechu i by dał się odnowić na Jego obraz, na podobieństwo Chrystusa, 

Definicja zabójstwa nie może zatem być odniesiona jedynie jako akt dokonany na człowieku i na życiu obecnym, ale także w odniesieniu do Boga i życia wiecznego. 

Tintoretto, Zabójstwo Abla, 1551-52

Zabójstwo w rozumieniu biblijnym, w rozumieniu Prawa Bożego, jest zniszczeniem w człowieku obrazu Boga; obrazu takiego, jaki został nam dany w Jezusie Chrystusie i do bycia którym człowiek jest wezwany, do stania się nim w Jezusie Chrystusie. 

A zatem, zabójstwem jest wszystko to, co przez moje słowa, myśli lub czyny: 
Ø Przeszkadza, by Bóg był życiem mojego bliźniego, a mojemu bliźniemu odnaleźć jego życie w Bogu. Wszystko to, co prowokuje u mojego bliźniego utracenie obecności Boga takiego, jakim On sam się objawia. 
Ø Przeszkadza mojemu bliźniemu wierzyć Słowu Bożemu, stawia go w niemożliwości wyznania jego zbawienia, czyni go głuchym wobec cudów Bożych. 
Ø Przeszkadza lub odwraca mojego bliżniego od możliwości usłyszenia żywego głosu Boga, który mówi do niego; to to, co zdusza ten głos i czyni bliźniego głuchym na Boże wezwania. 
Ø Uniemożliwia bliźniemu powiedzenie Bogu: „Ta prawica mnie podtrzymuje” i pozostawia go, a nawet powoduje by był stworzeniem „tarzającym się” w błocie, oddalonym od Boga... 
Ø A także wszystko, co utrudnia ukazanie się chwały Bożej i nie pozwala rozbrzmiewać pieśniom chwały i dziekczynienia, które każdy człowiek winien wznosić na chwałę Bożą. 

Pójdźmy jeszcze dalej w naszym rozważaniu, w rozumieniu przykazania, a właściwie treści, która jest jego płaszczyzną realizacji. 
Wiemy, że to, co dotyczy człowieka, dotyczy także całości stworzenia. Bóg dał nam, ludziom władzę nad tym stworzeniem (Księga Rozdzaju 1,27-28: I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi! ). I to na skutek naszego postępowania całe stworzenie albo będzie ulegało zniszczeniu, albo zdążało ku Miastu niebieskiemu. 
W tym znaczeniu zabójstwo, jego pojęcie (zgodnie z VI-ym przykazaniem) można aplikować do wszystkiego tego, co odwraca stworzenie od jedynego celu, do jakiego Bóg je stworzył – ukazania chwały Stworzyciela, nakazu świadczenia o Jego mocy i Jego miłości (Psalm 8; 29; 36,6-10; 92,1-7; 96; 98; 111; 145 i 150). 

A zatem, kiedy Bóg mówi do mnie: „Nie zabijaj”, mówi do mnie jednocześnie: Nie będziesz niszczył mojego stworzenia, które w Jezusie Chrystusie jest wezwane do świadczenia o mojej chwale, o mojej mocy i mojej miłości! 
Przykazanie to odnosi się do całego stworzenia, do każdego stworzenia żywego (w oczywisty sposób - jak to już wielokrotnie podkreśliliśmy), do ludzi i do zwierząt, do roślin, ale i  nieożywionego, do minerałów... 
Nikt nie ma prawa podnosić na drugie stworzenie ręki w sposób arbitralny, by bezsensownie i nieużytecznie zniszczyć lub wynaturzyć to wspaniałe dzieło, jakim jest stworzenie Boże, przez które Bóg ukazuje swą chwałę i chce chwałę tę ukazywać w sposób stały. 

Bóg nakazuje w swoim przykazaniu: Pozwól żyć mojemu stworzeniu, pozwól żyć twojemu bratu, drugiemu człowiekowi! Starajcie się przyjąć jeden drugiego, jak Chrystus przyjął was, na chwałę Bożą (Rzymian 15,7: Przeto przyjmujcie jedni drugich, jak i Chrystus przyjął nas, ku chwale Boga.). Pozwól Mi spotkać się z moimi stworzeniami, pozwól także, by moje stworzenia Mnie spotkały! 

Reasumując: 
Przykazanie to nie jest tylko zakazem, czymś negatywnym!
Bóg nie chce, abyśmy tylko powstrzymywali się od czegoś (a powstrzymanie to miało różne formy), ale Bóg chce, byśmy zaangażowali się w czynieniu dobra. 
Bóg,k tóry jest Panem życia, chce mnie włączyć w swoje dzieło. Bóg Chce, abym rozszerzał i rozwijał, dawał życie wokół mnie. 
Bóg chce, bym angażował się w troskę i we wzmacnianie wszelkiej formy życia wokół mnie, nie tylko powstrzymując się od wszelkiej formy działania, które to życie mogłoby naruszyć bądź zniszczyć. Bóg chce, bym szanując życie, ochraniając go, broniąc go, pomagał życiu realizować się zgodnie z Jego zamierzeniem, w porządku stworzenia odnowionego przez Jezusa Chrystusa. 
Jeśli zatem nie chcę „mieć krwi na rękach” (w najszerszym tego słowa znaczeniu), muszę pomagać mojemu bliźniemu żyć, ale i pomagać wszelkiemu stworzeniu być takim, jakim chce je Bóg. 

Przykazanie to nakazuje mi także nie odmawiać mojego życia innym, ale dać im je z obfitością, żyć z nimi i dla nich życiem pełnym, pięknym, i pozwolić, aby przeze mnie przebijał, stawał się coraz bardziej widzialny obraz Boga, ten obraz wspaniały, który On chciał, aby był w nas widoczny. Jak zawsze zatem, Bóg włącza nas w swoje dzieło i zaprasza nas do współpracy z Nim ku dobru Jego dzieła. 
Mamy zatem - wezwani przez Boga  - czynić to, co jest w naszej mocy, by bronić Jego obrazu pośród ludzi i opierać się wszelkiej formie gwałtu, który obraz ten może zaciemnić, a nawet go niszczyć.