poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozważanie Ewangelii według Jana 10,27-30


Ewangelia według Jana 10,27-30:
Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej. Ojciec mój, który mi je dał, jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.           

Spróbujmy postawić się na miejscu uczniów Jezusa, kiedy było im dane przeżywać czas między Zmartwychwstaniem i Zesłaniem Ducha Świętego - Piećdziesiątnicą.
Oczywiście, doświadczyli oni ukazania się i obecności ich Pana Zmartwychwstałego, który wzmocnił w nich świadomość ich misji bycia Jego świadkami, ale nie doświadczyli jeszcze Pięćdziesiątnicy, zesłania Ducha Świętego.
Nie otrzymali jeszcze mocy Ducha, który da im siłę zwyciężania przeciwności, jakich mieli doświadczać, a nawet już doświadczali.

Możemy dość łatwo wyobrazić sobie tę grupę uczniów, zgromadzonych w jednym miejscu, pozostających w ukryciu, ściśniętych obawą przed tymi, którzy skazali Jezusa na śmierć, a teraz byli wściekli na rozpowszechniające się informacje o Jego zmartwychwstaniu i gotowi na wszystko, by takim informacjom (i tym którzy je rozpowszechniali) położyć kres.
Uczniowie byli razem, ale pozostawali w strachu przed tym, co mogło się wydarzyć, co strasznego mogli doświadczyć ze strony prześladowców ich Mistrza.

Być może to właśnie wtedy, jeden z nich, być może apostoł Jan, przypomniał im słowa, którymi Jezus dał odpowiedź kilka miesięcy wcześniej, na prowokacyjne pytania swoich przeciwników.
Miało to miejsce w Jerozolimie, podczas święta poświęcenia Świątyni.
Zadano Mu wtedy pytanie:
Jeżeli jesteś Chrystusem, powiedz nam wyraźnie!
Na co Jezus odpowiedział:
Powiedziałem wam, a nie wierzycie...
Bo nie jesteście z owiec moich.
Owce moje mojego głosu słuchają i Ja znam je, a one idą za mną...
I nikt nie wydrze ich z ręki mojej.

Uczniowie, którzy uwierzyli w Jezusa, posłuchali Jego głosu i wszystko opuścili, by pójść  za Nim, mogli teraz poczuć się umocnieni, poczuć otuchę, kiedy przypomniano im te słowa: ...nikt nie wydrze ich z ręki mojej.
Obietnicę tę powtórzy jeszcze raz, odnowi ją sam Jezus, kilka dni później, kiedy w chwili swojego wniebowstąpienia zadeklaruje: A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28,20).

Kiedy w dniu Pięćdziesiątnicy, dar Ducha Świętego zostanie udzielony uczniom, a wraz z nim świadomość obecności pośród nich Jezusa uwielbionego, już nigdy uczniowie ci nie będą bali się ich przeciwników, ich prześladowców, i z radością i odwagą będą mogli podążać ścieżką zbawienia i zwycięstwa, którą wskazał im ich Pan.
Nie tylko zresztą oni sami, ale jako wierne swemu Pasterzowi owce, pociągną za sobą wszystkich tych, którzy, jak powie Paweł w Antiochii Pizydyjskiej (Dz 13,48), będąc przeznaczonymi do życia wiecznego – uwierzyli.

Dlaczego o tym wszystkim wspominamy? Ponieważ deklaracja Jezusa, co do faktu, że nikt nie wydrze Mu z Jego ręki Jego owiec, oraz zapewnienie o Jego obecności pośród tych, którzy w Niego uwierzą, nie straciły nic na ich aktualności i nie mogą być zapomniane.

Także dzisiaj, w naszym 21 wieku, tym wieku tak dla wielu trudnym, słowa te są ciągle aktualne i ciągle prawdziwe.
Ten, który słucha głosu Jezusa i który postanawia pójść za Nim z całą konsekwencją, dziedziczy tę obietnicę sprzed 2000 lat i Pan obejmuje go swoją opieką - daje mu pokój Boży i jest przy nim obecny każdego dnia, aż do końca czasów.    

A co niezwykle ważne, ci którzy mogą być dziedzicami obietnic Pańskich, nie muszą należeć do jakiegoś narodu wybranego. Nie muszą należeć do jakiejś szczególnej grupy społecznej, czy być reprezentantami jakiejś szczególnej i wybranej kultury. Nie muszą być także obdarzeni szczególną pozycją społeczną, finansową czy intelektualną.
Jedynym warunkiem jest słuchanie Słowa Pana i pójście za Nim.

Oczywiście, jak nas uczy Biblia, początkowo Słowo to i związane z nim obietnice dotyczyły narodu wybranego - żydowskiego. Ale z czasem, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, głoszenie Słowa przez Apostołów i ich współpracowników obejmowało coraz szersze grupy społeczne i narodowości. A głoszeniu temu towarzyszyły jednoznacze jego efekty pozytywne: wiara i nawrócenie (czyli radykalna zmiana życia), jako znaki jasno poświadczające działanie Boże, działanie które nie ogranicza się tylko do tych, którzy mogliby uważać się za wybranych na podstawie ludzkich kryteriów, czyli ich zalet, czy pochodzenia, pozycji społecznej, posiadania czy intelektu.
Każdy, który słyszy słowo Jezusa i decyduje się pójść za Nim, jest uczestnikiem i dziedzicem obietnic i nadziei, które są z tym Słowem związane.

Jak szczególnie ukazuje nam to Księga Dziejów Apostolskich, głoszenie Słowa Bożego powodowało za każdym razem prawdziwą rewolucję: wielu decydowało się w sposób konsekwentny pójść za Słowem Bożym, za Zbawicielem. Tych wielu, jak mówi nam Biblia, oddawało ich życie Jezusowi i decydowało się na zmianę ich życia, na uzgodnienie go niejako, by było ono zgodne z ich, tym najważniejszym w życiu, wyborem – pójścia za Panem i Zbawicielem, ponieważ w istocie rzeczy, nie ma ważniejszego w życiu wyboru.
Nie ma nic, co byłoby ważniejsze od tej podstawowej decyzji, z którą wiąże się wszystko: nasze życie tu i teraz, oraz nasza przyszłość, aż do skończenia czasów .

Słowo naszego Pana przypomina nam, że możemy być, my wszyscy, bez wyjątku związanego z naszym bieżącym pochodzeniem, stanem ducha, naszą przeszłością (być może bolesną), wszyscy możemy być tymi, którzy będą korzystać z dobrodziejstw miłości Bożej, z darów, którymi obdarzył nas w osobie swojego Syna, Jezusa Chrystusa.

Kiedy słyszymy Jego Słowo, kiedy przykładamy do tego Słowa należną uwagę, kiedy pojmujemy tego Słowa wagę i związane z nim skutki, i kiedy wreszcie decydujemy się w sposób radykalny pójść za Jezusem, czyli podporządkować Mu całe nasze życie, nasze działania, słowa i myśli, jak owce za swoim pasterzem, już nie musimy niczego się obawiać.

Jego obecność nada sensu całemu naszemu życiu.
Jego obecność da sens naszemu życiu tam, gdzie być może dotąd widzieliśmy bezsens, słabość i własną niemoc.
Jego obecność spowoduje, że nasze życie prawdziwie rozkwitnie, stanie się piękne dla nas i dla tych, którzy są wokół nas. Zmienią się nasze relacje w rodzinach, w naszym miejscu nauki, pracy; wszędzie tam, gdzie przyjdzie nam żyć i działać.

Oczywiście, nie oznacza to, że znikną wszystkie przeszkody z naszego życia. Przeszkody pozostaną, nie można głosić fałszywych obietnic. To jednak, co się zmieni, tak jak zmieniło się to w życiu Aposotołów, uczniów Jezusa, zgodnie z obietnicami Jezusa, nic nie będzie mogło nas sprowadzić z drogi, którą będziemy szli.
Nie zrobią tego zewnętrzne pokusy, ani też wilki przebrane z skórę fałszywych pasterzy.
Nic nie będzie mogło nas wyrwać z ręki naszego Pana, ani nas oddzielić od Jego miłości.
Jeżeli my pozostaniemy Mu wierni, On także pozostanie z nami aż do końca czasów.
Taka jest Jego obietnica, taka jest nasza pewność, taki jest sens naszego życia. 

Czy świadomość zasad biblijnych ma sens dla życia codziennego? nie tylko wiary, ale i „konkretnego”?...


Rozważając zasady życia tych, którzy poszli za Panem Jezusem, zgodnie z nauczaniem Pisma Świętego, zgodnie z zasadami Reformacji, można sobie postawić pytanie: „no dobrze, a życie konkretne tych, którzy przyjęli taki – biblijny jak twierdzili – model wiary i życia? Czy coś istotnie się zmieniło?

Chcąc odpowiedzieć, musimy przypomnieć, że Reformacja, będąc odkryciem na nowo Ewangelii Łaski i wolności chrześcijańskiej, niosła ze sobą także wymagania „reformy” całości życia, mającej się dokonać zgodnie ze Słowem Bożym. Reformacja stworzyła model „nowego człowieka”, „zreformowanego” w jego praktykach religijnych i w jego etyce życia codziennego.

Jeśli chodzi o praktyki religijne, to faktem jest, że istotnym dążeniem Reformacji była chęć oczyszczenia, wyeliminowania praktyk religijnych „pogańskich” i magicznych (uznanych za takie w konfrontacji z Pismem Świętym), które zaciemniały i deformowały prawdę Ewangelii. Poddanie się reformie - w tym znaczeniu - oznaczało przede wszystkim zerwanie z „idolatrią” i „przesądami”, którymi nasiąkł w Kościół średniowieczny.
W wymiarze praktycznym oznaczało to powstrzymanie się od uczestniczenia w aktach religijnych, takich jak msza i spowiedź, odrzucenie szeregu gestów „religijnych”, jak żegnanie się krzyżem, procesje, klękanie przed obrazami i relikwiami.
Tego typu brak uczestnictwa w praktykach religijnych, mających podstawowe znaczenie dla religijności ludowej, katolickiej, w naturalny sposób obfitował w konsekwencje, wyłączając protestanta (jako heretyka) poza życie społeczne wspólnoty miasta, wsi, w których mieszkał. Zwłaszcza, jeśli ów heretyk  realizował swoje zasady w sposób rygorystyczny, np. unikając także mszy ślubnych lub pogrzebowych sąsiadów, a także świąt i przyjęć obchodzonych z owymi praktykami uznanymi za niebiblijne.
Tak daleko idące powstrzymanie się od powszechnie przyjętych praktyk zawierało w sobie i wymagało głębokiej rewolucji mentalnej. Protestanci zrywali ze światem tradycji sakralnych, dążyli do wykorzenienia zwyczajów, zachowań religijnych, istniejących w ich środowisku zamieszkania od pokoleń.
Człowiek reformacji protestanckiej przyjmował radykalną zmianę, znoszącą wszelkie pośrednictwo pomiędzy Bogiem i człowiekiem, za wyjątkiem jedynego - Jezusa Chrystusa.
Ani żyjący, ani zmarli tzw. święci nie byli już elementami niezbędnymi w tej koncepcji biblijnej. Nie były nimi też miejsca „święte” (tzw. „sankturaia”), ani przedmioty (np. niezwykle czasem fantazujne relikwie). „Okropnością” zostało określone centrum religijności tradycyjnej – Msza, jako ofiara dokonywana przez kapłana, który miał rzekomo przemieniać hostię i wino w ciało i krew Chrystusa.
Chrzest dla protestantów nie był już aktem prawie magicznym, mającym chronić przed potępieniem.  Dzieci nowonarodzene, w przypadku ryzyka śmierci, nie były w pośpiechu chrzczone ponieważ protestancio mieli przekonanie, że to nie chrzest, jako akt, ale łaska Boga działającego w sposób suwerenny wybawia od potępienia. Małżeństwo nie było już nazywane sakramentem (nie będąc z ustanowienia Chrystusa, a tylko akty przez Niego ustanowione i nakazane mogły nosić miano sakramentów). Szczytem zaś zgorszenia dla nie-protestantów, był moment śmierci protestanta, kiedy to „heretycy” umierali bez „sakramentów Kościoła”, oddając się z ufnością jedynie miłosierdziu Bożemu, a nie gestom instytucji kościelnej.
Raz odrzuciwszy przesądy nierbiblijne, pozostawał protestantom „kult w duchu i prawdzie”, który definiuje w sposób pozytywny ich całą praktykę religijną.
W niedzielę, Dzień Pański, mieli oni obowiązek zaprzestać pracy i zgromadzić się na słuchaniu Ewangelii i chwaleniu Boga, w pomieszczeniach budynku do tego celu odpowiednio przygotowanym.
Istniał szeroko rozpowszechniony zwyczaj, aby przed każdą celebracją Wieczerzy Pańskiej (komunii) przeprowadzać egzamin ze znajomości zasad wiary i przyjrzenie się stylowi życia osób mających tę komunię przyjąć.



Abraham Bosse, Błogosławieństwo stołu, XVII w.

Obok kultu wspólnotowego, niedzielnego, czy okazjonalnego, na szczególną uwagę zasługuje praktyka specyficznie protestancka - nabożeństwo rodzinne. Każdego dnia, w obecności wszystkich zgromadzonych domowników, ojciec rodziny czytał – jeśli tylko mógł – cały rozdział Biblii, a w przypadku niemożliwości całości przynajmniej recytował modlitwę i intonował wspólny śpiew psalmu.

Zgodnie z etyką protestancką wiele z zachowań, będących do tego czasu traktowanymi z pewną pobłażliwością, zostało zabronionych jako niezgodnych z Dekalogiem i powagą Bożą: cudzołóstwo, rozpusta (nieprzyzwoitość), pijaństwo i obżarstwo, gry hazardowe, itp.

Jest rzeczą szczególną, że Reformacja, odrzucając tradycyjnie istniejącą od wieków hierarchię kleru, który zdominował świeckich, odbierając (na podstawie Biblii) szczególną wartość celibatowi, mnieszemu „oderwaniu się od świata”, promowała bardzo silnie wartość pracy, nauki i rodziny.
Człowiek reformacji był ojcem rodziny. Potrafił czytać i praktykował lekturę Biblii dla nauczania własnej rodziny i swoich podwładnych. Pracował przez wszystkie dni, wyjąwszy niedzielę, w sumienny sposób zarządzając swoimi dobrami.

A zatem, jeśli szukamy odpowiedzi o potwierdzenie sensu podkreślania zasad biblijnych, jako mających realne znaczenie w „życiu praktycznym”, wystarczy nam sięgnąć do historii, a także czasem rozejrzeć się wokół nas. Tak historia, jak i współczesność tych, którzy chcą żyć zgodnie ze Słowem Bożym, dostarczają bardzo realnych, konkrentych dowodów sensu takiego wyboru.

Sola fide – tylko wiara


Zasada ta jest jednym z fundamentalnych punktów Reformacji. W języku powszechnym wiarę rozumie się jako zbiór wierzeń i opinii religijnych. Jest to zatem coś, co się wie, co się widzi i w co sie wierzy – w takim aspekcie często rozumie się wiarę. Wiara byłaby zatem czymś, czego nie można ani udowodnić, ani stwierdzić.
Ale wiara nie jest jakimś prostym uczuciem, nie jest ona związana z odczuwaniem jakichś emocji o charakterze religijnym.
Dla Reformacji, wiara rodzi się, kiedy Chrystus przychodzi do nas i ustanawia żywą relację, która pozwala nam rozpoznać, uznać Boga.
Nie chodzi tu o jakieś postępowanie związane z naszymi predyspozycjami, czy z naszymi zaletami. Wiara nie jest ani dziełem, ani też sentymentem, ale jest przede wszystkim spotkaniem, jest odkryciem.
Nie, świat nie jest pusty, a historia – nasza i tego świata - nie jest jakimś biegiem wydarzeń bez żadnego przeznaczenia, ale jest „zamieszkana” przez Boga.

Bóg jest obecny w sercu świata i zwraca się do każdego z nas.
Wiara jest więc darem - jest ona obecnością i działaniem Boga w nas.


Hans Sebald Beham, Drzewo wiary, miłości i dobrych dzieł, drzeworyt, 1525.

Zbawienie z łaski lub przez wiarę dotyczy dwóch rzeczywistości, które są ze sobą istotnie związane.
„Zbawienie wyłącznie z łaski” podkreśla działanie Boga, który dokonuje bezwarunkowego aktu łaski, a „tylko wiara” przypomina sposób, w jaki łaska do nas dociera.

Jeśli łaska i wiara są nam dane, to co pozostaje człowiekowi? Nie ma on nic do zrobienia, nic do przedsięwzięcia?
Wręcz przeciwnie!
Wszystko jest otwarte na działanie ludzkie, ale na działanie z wdzięcznością, wyzwolone ze strachu zrobienia czegoś źle lub zrobienia zbyt mało.
To wszystko jest wolne i zaangażowane, ponieważ nasze życie jest przez Boga przyjęte i ułaskawione.

Sola gratia – tylko łaska; zbawienie jest nam dane


Wyłącznie łaska. „Zbawienie z łaski” tworzy pierwsze i najbardziej fundamentalne z twierdzeń Reformacji. Jest ono kamieniem węgielnym Reformacji protestanckiej, ponieważ jest kluczem całości przesłania biblijnego, zasadą hermeneutyczną (związaną z metodą lektury), która pozwala na właściwą interpretację całości przesłania Pisma Świętego.
Dla Lutra zasada ta była elementem o znaczeniu witalnym.
W wieku XVI-ym świadomość grzechów, popełnionych w życiu błędów i związany z nimi strach kary wiecznej, terroryzowały ludność Europy. Pełne potworności obrazy, jak choćby te Hieronima Boscha,  świadczą z całą siłą o niepokojach tamtego czasu, ukazując zmarłych, którzy stają przed trybunałem Bożym i są zesłani do ogni piekielnych.



Hieronim Bosch, Sąd ostateczny, 1504-1508


Zbawienie tylko z łaski oznacza w sposób fundamentalny fakt, że Bóg nie przychodzi do ludzi wyłącznie jako sędzia, ale jako Zbawiciel, jako Wyzwoliciel.
Bóg działa i podejmuje swoje interwencje w świecie i w sercu ludzi przede wszystkim by je uwolnić od strachu. Takie przesłanie postawione w samym centrum świata przejętego smutkiem, porażonego strachami różnego rodzaju, jest nade wszystko przesłaniem mającym budować ufność (do Boga) i pokój serca.
W miejsce smutku i niepokoju pojawi się radość, uznanie i wdzięczność, możliwość życia w poczuciu bycia kochanym przez Boga, bez żadnych szczególnych warunków.
Paul Tillich, jeden z teologów XX-wiecznych, poda następujące résumé rozumienia wiary zbawczej: „Wiara, to zaakceptowanie bycia akceptowanym, pomimo faktu, że jest się nieakceptowalnym” (w „Męstwo bycia”).

Sola Scriptura – tylko Pismo


Trzecią zasadą, która niejako zainaugurowała protestantyzm, to zasada -  „tylko Pismo”.
Zgodnie z nią Biblia jest ostatecznym autorytetem, któremu winni poddać się wszyscy chrześcijanie.
W sprzeciwie wobec doktryny rzymsko-katolickiej, która przydaje kościelnym tradycjom „autorytet” porównywalny temu, jaki miałyby mieć teksty biblijne, Reformatorzy rozbudowali temat „tylko Pisma”.
„Tylko” (sola), ponieważ jest to jedyny autorytet w dziedzinie wiary i dogmatu.

Objawienie Boga żywego jest jakby zamknięte, ograniczone przez to, co jest nam dane do poznania w Biblii.



Zasada ta jest definitywną, ostateczną normą, która dotyczy życia Kościoła, zachowania wierzących i zawartości nauk wiary.

Dla Lutra i Kalwina, sola scriptura oznacza, że Pismo jest swoim własnym interpretatorem, że Pismo tłumaczy się samo przez siebie.
Pismo Święte posiada samo w sobie swój autorytet, swoją klarowność, swoją wystarczalność, swoją konieczność i swoją doskonałość.
Reformatorzy podkreślają, że żaden autorytet ludzki nie może być sędzią Pisma Świętego, ponieważ jest ono z natchnienia Bożego.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie fragmenty Pisma są jasne i łatwe do zrozumienia. Natomiast, należy pojąć i przyjąć, że to w samym Piśmie (całym Piśmie) należy szukać sensu tekstów, które wydają się niejasne naszemu ludzkiemu, ograniczonemu i upadłemu (na skutek grzechu) rozumieniu.
Oczywiście, Pismo Święte nie spadło samo i w całości z nieba. Ma swoich ludzkich autorów, którzy pisali je prowadzeni przez Ducha Świętego.

Ecclesia semper reformanda – Kościół zawsze reformujący się - nigdy nie przestający się reformować...


Jest to kolejne z niezwykle istotnych pryncypiów protestantyzmu.
Kościół, który gromadzi w tej samej wierze tych, którzy wyznają Jezusa Chrystusa, winien poddawać się ciągłej reformie, ciągle się reformować.

W protestantyzmie bardzo jasno jest podkreślona definicja Kościoła, jako „miejsca”, gdzie Słowo Boże jest głoszone i słuchane oraz gdzie sakramenty (Chrztu i Wieczerzy Pańskiej) są administrowane. Tak nauczał np. Jan Kalwin.
Niemniej, instytucje kościelne są rzeczywistościami ludzkimi.
Mogą się one mylić, jak tym razem podkreślał Luter.
W odniesieniu do Ewangelii, Kościoły powinne bez ustanku przyglądać się sobie samym w sposób krytyczny i zadając sobie w sposób stały pytanie odnośnie do własnego funkcjonowania.
Ten krytyczny ogląd siebie ma mieć swój punkt wyjścia w Biblii.
W taki sam sposób Kościół winien rewidować swoje postrzeganie rzeczywistości wokół siebie.

Jest faktem, że istnieje wiele różnych form zarządzania Kościołami.
Niektóre z nich, jak np. Kościoły luterańskie, mają biskupów, w niektórych krajach zwanych „inspektorami eklezjalnymi”; w innych Kościołach możemy spotkać system tzw. prezbitero-synodalny, gdzie każdy pastor i każdy wierny jest odpowiedzialny, poprzez system reprezentantów, za rządzenie Kościołem w kwestiach dotyczących nauczania, dyscypliny, czy organizacji kośćielnej.

Protestanci nie uznają potrzeby, ani też użyteczności Kościoła jednego (w znaczeniu instytucjonalnym), zorganizowanego wokół jednego centrum i autorytetu, jak np. ten znany z katolicyzmu – papiestwa i jego kardynałów.
Protestanci odrzucają tym samym wszelkie zapędy „policyjne” ze strony Kościoła (ciągle rozumianego instytucjonalnie), który miałby władzę orzekania samorzutnie o dogmatach czy zasadach etycznych, które miałyby później wiązać życie codzienne wierzących.

Protestanci odrzucają w tej kwestii rolę tradycji (jakkolwiek byłaby ona podkreślana w jej powadze i wieloletniości), jako inngoe lub stającego obok Pisma Świętego źródła dogmatów, jak to jest np. przyjęte w katolicyzmie rzymskim.

W imię tej samej zasady, zakładając potrzebę dynamiki reformującego się Kościoła, protestanci nie mają ich „kleru”, a pastorzy są bardziej doradcami i „mędrcami” (w znaczeniu kompetencji, zaangażowania i odpowiedzialności), których rolą jest formowanie wiernych i wzywanie ich do
podejmowania ich życiowych odpowiedzialności, zgodnych z ich – każdego szczególnym – powołaniem i miejscem w świecie.

Święci – wszyscy nimi jesteśmy...


W języku greckim, języku Nowego Testamentu, święty oznacza najpierw tego, który został oddzielony od czegoś, z jakimś przeznaczeniem. 
W Nowym Testamencie termin ten dotyczy całości chrześcijan. 

Kiedy Paweł pisze do Koryntian, rozpoczyna swój List, adresując go do „powołanych świętych” (1 Koryntian 1,2), do tych, którzy „wzywają imienia Jezusa na każdym miejscu”... 
List do Kolosan mówi o Chrystusie, że (was) „pojednał w jego ziemskim ciele przez śmierć, aby was stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych” (kolosan 1,22). 
Przed Bogiem jesteśmy wszyscy święci... i nie pozostaje nam nic innego, jak tylko stawać się tymi, którymi właśnie jesteśmy; to jest właśnie punktem głównym życia chrześcijańskiego, zasad wiary chrześcijańskiej. 

Aby podać pewne osoby jako przykłady wiary, Kościół katolicki ogłasza pewnych ludzi jako „świętych”. Jednakże, jak uczy historia, same już procesy tzw. kanonizacyjne zbyt często były związane z sytuacjami „bardzo ziemskich” potrzeb Kościoła lub były na usługach polityki;  często częsciej, niż kierując się motywacjami, które możemy nazwać duchowymi... 

Najczęściej zresztą owi „święci”, to oczywiście tylko katolicy (lub za takich przez historię katolicką uważani), najczęściej duchowni (niezwykle rzadko świeccy), bądź zakonnicy i zakonnice; w oczywisty sposób najczęściej celibatariusze, niezwykle rzadko ojcowie lub matki rodzin!...

Perspektywa protestancka nie wyklucza wspominania osób, które były szczególnymi świadkami ich wiary, konsekwencji w życiu, czy w nauczaniu zasad wiary, niemniej nie robi się żadnego szczególnego katalogu owych osób. 
Nie przypisuje się im też żadnej szczególnej roli wstawiania się do Boga za nami tam, gdzie oni teraz są – przed naszym Panem. Pozostają oni świadkami, inspirującymi, na których życie czy słowa niektórzy protestanci chętnie się powołują. Osoby te  pozostają jednak tymi i takimi jak my, nie stając się jakąś nową jakościowo kategorią ludzką. 

Świętymi są wszyscy, którzy oddali ich życie Jezusowi Chrystusowi i zdecydowali się pójść za nim, a „świętość” w znaczeniu popularnym, czyli pewna solidna jakość życia, to nic innego jak konieczna „wizualizacja” tego wyboru życia. 
Dla chrześcijan, którzy ich zasady czerpią z Pisma Świętego, święty, czyli ten, który oddaje się i idzie za Jezusem, nie może nie wkładać pełnego wysiłku by być „świętym” w znaczeniu popularnym. I nie potrzeba do tego żadnego szczególnego stanu „konsekrowanego”, bo konsekracja następuje w życiu każdego wierzącego, gdy odda się swemu Zbawicielowi. 

wtorek, 9 kwietnia 2013

„Jest napisane” – Jezus, a waga słów Pisma: Rozważanie Ewangelii wg Jana 10, 22-39


Na początek pozwólmy sobie zacytować Tomasza z Akwinu, który w swojej Sumie teologicznej pisze: „Z samego siebie, wzrok jest pewniejszy niż słuch, ale skoro uczoność tego, od którego otrzymuje się słowo, tak bardzo przewyższa tego, który staje się uczniem, daje większą pewność słuchanie, niż widzenie”...

Dla chrześcijanina, który wyznaje Jezusa Chrystusa, zdanie Jezusa ma większą wagę, niż wszelki wygląd rzeczy, świata, zewnętrzność. 

W odpowiedzialnej wierze, chrześcijanin, który pokłada ją w Jezusie Chrystusie, pozostawia - ponad wszelkim własnym osądem - osąd Jezusowi; podobnie jak stawia Go ponad osądem otaczających go ludzi, choćby byli wielkimi ekspertami. 
Uczeń Jezusa powinien uważać za normatywną, w sposób konsekwentny, także postawę Jezusa wobec Pisma Świętego. 
Tę postawę Jezusa i winną z niej wynikać postawę wierzącego chrześcijanina, ukazuje w sposób wyjątkowy dialog, który Ewangelia według świętego  Jana podaje nam zaraz po alegorii o Dobrym Pasterzu. 


Przeczytajmy tekst Janowy: 

Jan 10,22-39 :
Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość poświęcenia świątyni. Była zima. I przechadzał się Jezus w świątyni, w przysionku Salomona. Wtedy Żydzi obstąpili go i rzekli mu: Jak długo trzymać będziesz dusze nasze w napięciu? Jeżeli jesteś Chrystusem, powiedz nam wyraźnie. Odpowiedział im Jezus: Powiedziałem wam, a nie wierzycie; dzieła, które Ja wykonuję w imieniu Ojca mojego, świadczą o mnie; lecz wy nie wierzycie, bo nie jesteście z owiec moich. Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej. Ojciec mój, który mi je dał, jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Żydzi znowu naznosili kamieni, aby go ukamienować. Odrzekł im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych uczynków z mocy Ojca mego; za który z tych uczynków kamienujecie mnie? Odpowiedzieli mu Żydzi, mówiąc: Nie kamienujemy cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem. Odpowiedział im Jezus: Czyż w zakonie waszym nie jest napisane: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeśli nazwał bogami tych, których doszło słowo Boże (a Pismo nie może być naruszone), do mnie, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, wy mówicie: Bluźnisz, dlatego, że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeśli nie wykonuję dzieła Ojca mojego, nie wierzcie mi; jeśli zaś wykonuję, to choćbyście mi nie wierzyli, wierzcie uczynkom, abyście poznali i wiedzieli, że we mnie jest Ojciec, a Ja w Ojcu. Tedy znowu starali się go pojmać; lecz On uszedł ich ręki.


Jezus „polemiczny”. 

Dyskusja podczas święta poświęcenia świątyni, która angażuje Jezusa i przełożonych jerozolimskich, przypomina szkicowo Jego przyszły proces. Można byłoby wręcz uwierzyć, że jest to rodzaj próby przed jakimś właściwym publicznym przedstawieniem, gdyby nie było w tym tyle prawdziwego - zgoła nie teatralnego - dramatu osób... 
Zauważamy tutaj to samo oskarżenie, które usprawiedliwi chęć mordu na Nim: Jezus jest oskarżony o bluźnierstwo, ponieważ prezentuje się jako jeden z Bogiem; podobnie, jak zaprezentuje się przed najwyższym kapłanem jako Syn Człowieczy -  z Księgi Daniela 7 - i Pan Dawida, według Psalmu 110 (por. Marka 14,42 i teksty paralelne). 
Jezus jest teraz jakby gotowy unieść zasłonę swojego symbolicznego języka, który irytuje Jego rozmówców i zadeklarować swoją królewskość, bez dotychczasowych niedomówień (w.24). Jego Krzyż już zaczyna się stopniowo rysować, mając ukazać jakiego rodzaju jest Jego mesjańskość i jaki charakter ma Jego Królestwo, choć Jego godzina jeszcze w pełni nie nadeszła (w.39)... 
Jezus nie zamyka się tutaj w milczeniu, które tak zaskoczy później Heroda. Jezus mówi. Jezus stoi jak przed hordą wilków. Można wręcz powiedzieć, że ją swoiście prowokuje... 
Zróżnicowanie krytyk, których doświadcza Jezus, ma w sobie coś niesamowitego. 
A jednak towarzyszy im Jego bardzo surowa sentencja: niezrozumienie słów Jezusa pochodzi z braku wiary i ten brak wiary jest znakiem nie przynależenia do stada, które Ojciec Jemu, Jezusowi, przygotował (por. 6,60-64; 8,24-59). 
Przełożeni żydowscy, zgodnie z Jego nauczaniem, nie są wybranymi, których Boski Pasterz z Księgi Ezechiela 34 zgromadzi. Nie są oni Izraelem Bożym; ich stan potępienia zdradza ich postępowanie wobec Jezusa (w.26). 

Następnie Jezus dorzuca sarkastycznie, że ci specjaliści od dobrych dzieł osądzają go za dobre dzieła (w.32). Aby wzmocnić swoją krytykę, Jezus cytuje dzieła, które dokonał, a 
skoro są one dobre, pochodzą one od Ojca (w.32.37)! 
Jezus nie kładzie nacisku na moc, która mogłaby w nich się ukazywać. 
Podkreśla natomiast ich czystość. 
Któż może przekonać Go o grzechu (por.8,46) i o grzeszności na podstawie Jego dzieł (5,17.19, itd)?
Jego dzieła objawiają natomiast ważną rzeczywistość: ten, który wierzy Jego dziełom, może dostąpić poznania relacji Jezusa i Ojca (w.38). Jezus czyni tu być może aluzję do świadectwa chrztu w Jordanie - „konsekracji” Wysłannika Ojca (w.36; por. 5,33 i nast.). 

Co chcemy tutaj jednak szczególnie podkreślić, to fakt, że osią dyskusji Jezusa z oskarżającą go grupą jest interpretacja Pisma Świętego. 
W rodziale 5 Ewangelii Jana  świadectwo biblijne odegrało także funkcję decyzyjną; podobnie i tutaj Jezus kładzie je w samym centrum dyskusji. 
Jak to się dokonuje? Odwołując się do Pisma, Jezus ukazuje jaki statut przyznaje On Pismu i jaki sens w nim znajduje. Odpowiada On tym samym najpierw na kwestię o charakterze dogmatycznym, a następnie hermeneutycznym (dotyczącym zasad interpretacji tekstu). 


„Jest napisane”

Każda dyskusja ryzykuje bycie obciążoną subiektywizmem, emocjami i gwałtownością. 
Formuła „Jest napisane” (w.34) zakłada przyjęcie całego bloku pism, posiadających autorytet – Pisma Świętego (w.35). 

Jaki rodzaj bloku pism ma na myśli Jezus? Oczywiście ten, który uznawał judaizm palestyński. Jezus nazywa go Prawem (w.34-35), ale ponieważ cytuje psalm, daje tym samym poznać, że rozszerza tę kategorię na cały kanon pism biblijnych, na całość tego, co można nazwać Nauczaniem Mojżeszowym. 

To, co jest najbardziej frapujące, to pełnia zaufania, jakie wyraża tym samym Jezus wobec Pism Świętych. Bez zbędnej rezerwy Jezus podkreśla, że nie przyjmuje poglądów, jakoby można było odwołać się od autorytetu Pisma do jakiejś innej, wyższej instancji. 
Pismo jest tą ostateczną, najwyższą instancją; nie ma jakiegoś sądu, mogącego ogłosić kasację wyroku Pisma: Scriptura locuta est, causa finita!

Nie chodzi tutaj o jakiś rodzaj autorytetu globalnego Pisma, który traciłby na mocy w przypadku sytuacji szczególnych, indywidualnych. Jezus w swojej argumentacji wspiera się cytatem psalmu, który my sami być może nawet pominęlibyśmy. Jego argumentacja opiera się o cytat jednego słowa w psalmie – tak bardzo Jezus jest pewny Nauczania Bożego, wiernego w rzeczach wielkich, ale także w małych, drobnych. 
Jego komentarz zawiera regułę ogólną: nikt nie ma prawa „rozwiązać” autorytetu Pisma, rozwiązać węzła wiążącego ten autorytet (ten sam czasownik znajduje się w Ewangelii Mateusza 5,19a, w odniesieniu do najmniejszego przykazania Prawa). 

Jednakże, Jezus mówi – „wasze Prawa” (w.34). Czy więc, pomimo tego, co napisane wyżej, Jezus nabierałby dystansu do całkowitego szacunku, całkowitego zaufania, jakim należałoby obdarzać Pismo?! Oczywiście nie można w ten sposób myśleć. 
Teksty Ewangelii ukazują nam Jezusa cytującego Pismo Święte w nauczaniu uczniów, ale i w walce, którą prowadzi przeciw pokusie. „Jest napisane” jest odpowiedzią Jezusa na sugestie szatańskie w trakcie kuszenia Go (por. Mateusza 4, Łukasza 4). 
W Piśmie Jezus odkrywa swoją drogę: „...trzeba aby Pismo się wypełniło” (por. Łukasza 22,37). 


Dou Gerrit, Czytanie Biblii, 1645

Należy również podkreślić, że historyk badający teksty Ewangelii nie znajdzie konfliktu co do statutu Pisma Świętego pomiędzy Jezusem, a judaizmem Jego czasów. 
Pamiętajmy, że Jezus choć nigdy nie paktował z błędami faryzeuszy i saduceuszy, jednocześnie nigdy nie oskarżał nauczycieli żydowskich o zbyt wysoko stawiany autorytet kanonicznego tekstu Pisma. 
Jeden z najważniejszych zarzutów, który Jezus konsekwentnie będzie podkreślał i powtarzał w swoim nauczaniu i w dyskusjach z nauczycielami Izraela, dotyczy właśnie anulowania autorytetu Pisma, gdy przedkłada się nad nie tradycje ludzkie (por. Mateusza 15,6). 
Jeżeli zatem Jezus mówi o „waszym Prawie”, to robi to po to, aby pozbawić swoich adwersarzy wszelkiej formy ucieczki przed konfrontacją z Pismem oraz wskazuje tym samym wewnętrzną sprzeczność ich postaw. 

Jezus mówi także o „Słowie Bożym” (w.35). 
Możemy zapytać, czy zwrot ten dotyczy wyłącznie wersetu cytowanego Psalmu, jako sentencji wypowiedzianej bezpośrednio przez Boga, czy też odnosi się do całości Pisma Świętego, jako zbioru Pism? Obie interpretacje są do przyjęcia, wzajemnie zresztą się przenikając. Szersza interpretacja  jest szczególnie zgodna ze zwyczajem Jezusa, gdy przypisuje On Stworzycielowi słowo, które nie jest tylko jakimś komentarzem tekstu, ale jest dla Niego, Jezusa, Pismem, Słowem Bożym (por. Mateusza 19,4-5). 


Relacja/stosunek Boga i człowieka

Jeżeli Jezus przydał Pismu ten sam statut, co faryzeusze, gdzie zatem szukać konfliktu między Nim, a Jego oskarżycielami? 
Czy należy szukać go w różnicy rozumienia sensu, czy w interpretacji, w przekazie, czy w samej lekturze Pisma? 

Czytając tekst Jana, już na pierwszy rzut oka uderza nas argumentacja Jezusa. Psalm 82 odnosi się do książąt lub sędziów ziemskich. Otrzymali oni tytuł „elohim”, bogów, jako reprezentantów Boga (por. Wyjścia 21,6; Powtórzonego Prawa 1,17 i 19,17; Psalm 58). 
To do Boga samego należy suwerenność i sąd; ludzie nie mogą wykonywać sprawiedliwości, jak tylko na podstawie delegacji wynikającej z autorytetu Bożego. 
W judaizmie pierwotnym niektórzy odnosili słowa psalmu 82 do aniołów, ale kontekst ukazuje, że bardziej odnosi się on do sędziów ludzkich. 
Około 150 r. n.e. słynny podówczas Rabbi Josef, w swojej interpretacji tego psalmu, określi adresatów w.6, jako dzieci Izraela na Synaju. 
Sam Jezus najwyraźniej czytał ten psalm w sensie odnoszącym się do ludzi z Izraela. 
Jak jednak rozumieć tutaj Jego własne określanie się Synem Bożym? 
Należy rozumieć je w tym sensie, że Jezus dokonuje rozróżnienia pomiędzy tymi, do których Słowo zostało skierowane, a Tym, którego Ojciec uświęcił i wysłał na ten świat (w.35-36). 
A zatem - skoro tytuł „elohim” odnosi się do zwykłych ludzi, o ileż bardziej Bożym jest Wysłannik, który dokonuje dzieł Ojca – Pan, Jezus Chrystus! 

Nie jest to tylko problem słów. Myśl Jezusa idzie dużo dalej. Jego zwyczajową taktyką jest przechodzenie ponad krytyką, aby dojść do serca problemu, do prawdziwych źródeł błędu (por. Mateusz 12). 
Jakim był on w przypadku nauczycieli żydowskich, którzy zdradzali się nim przez ich surowość i twardość języka? 
Ich problemem było zamknięcie rozumienia osoby Boga w przerysowanym kontraście Stworzyciel – stworzenia, Sędzia – poddani Jego prawu. Ich teologia pogłębiała coraz silniej tę przepaść między Bogiem, a Jego dziełem...
To właśnie w takim kontekście nie mogli ścierpieć stwierdzenia Jezusa – „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”; nie mogli nawet móc go zanalizować głębiej, nie mieli otwartości wiary, serca, pozwalających im na taką analizę. 

Bóg, którego tak „bronili” faryzeusze, skostniały w legalizmie, nie był Bogiem Starego Testamentu, bo Bóg jest Bogiem żywym (i żywych); Bogiem wolnym, który odwiedza ludzi, którzy zawiera przymierze ze swoim ludem, przebywa pośród niego. 

Bóg stworzył czowieka na swoje podobieństwo, jako rodzaj Jego ludzkich dzieci, przeznaczając je do społeczności z Nim i do naśladowania Go. 
Dla takiego Boga Wcielenie jest czystym miłosierdziem. Owszem, jest poniżeniem (kenozą, z gr. kenosis – wypróżnienie, ogołocenie), ale wynikającym z miłości do swoich stworzeń; pozostającym w harmonii, w zgodzie z tym wszystkim, czego wcześniej nauczał w swoim Słowie. 
Wcielenie zatem, którym jest Jezus Chrystus, lączy obraz Boga niestworzonego (Syna, Słowa – por. Kolosan 1,15) ze stworzonym obrazem Boga (człowiekiem); wypełnia ono całą strukturę relacji, stosunków bosko-ludzkich (por. Hebrajczyków 2,11). 

W takim kontekście „elohim” w odniesieniu do ludzi nie jest obce strukturze tekstu biblijnego. Człowiek jako obraz Boga jest obdarzony odpowiedzialnością, władzą nad stworzeniem (por. Rodzaju 1), zdolnym usłyszeć i wysłuchać Słowo Boga (por. w35a), ale także ma on misję sądzić sprawiedliwie. 

Człowiek, który otrzymał przywilej „wyobrażania” Boga na ziemi, winien czuć się szczególnie obdarzonym tym faktem; obdarzony przez Boga samego tym szczególnym powołaniem. 
W taki właśnie sposób, poprzez Psalm 82 Jezus atakuje całą teologię Sanherdrynu u jej źródeł... 

Podziwiajmy odwagę naszego Pana Jezusa Chrystusa w Jego nauczniu, w Jego postępowaniu! 
Podziwiajmy także Jego znajomość detali Pisma i Jego inteligencję w ich stosowaniu. 

Jaką wolność, jaką ufność poprzez swój przykład daje nam Jezus Chrystus - przykład zaufania i konsekwencji w podkreśleniu wagi Pisma Świętego, Słowa Bożego. 
Właśnie przez ten Jego przykład możemy czuć się zachęceni i wzmocnieni w pewności w naszych własnych poszukiwaniach. 

piątek, 5 kwietnia 2013

Sakrament Wieczerzy Pańskiej


Sakrament Wieczerzy Pańskiej, Komunia, bądź po prostu Wieczerza Pańska – to drugi z dwóch sakramentów, jakie są sprawowane w Kościołach Reformacji. 
Nie chcemy w poniższym artykule przypominać całej teologii sakramentów przyjętej w Kościołach protestanckich. Chcemy tym razem przede wszystkim skupić się na rozumieniu Sakramentu Wieczerzy w Kościołach, które w ich życiu wiary oraz w ich nauczaniu posługują się pojęciami wypracowanymi przez teologów protestanckich w oparciu o Słowo Boże. 

Wieczerza w rozumieniu biblijnym jest posiłkiem wspólnotowym, ustanowionym przez Jezusa Chrystusa (por. Ewangelia Marka 14,22-25 i teksty paralelne), który jest celebrowany podczas nabożeństwa wspólnoty, społeczności chrześcijańskiej. 
Chleb i wino są rozdawane uczestniczącym w komunii, jako znak i wspomnienie jedynej ofiary Chrystusa na krzyżu. Przez Słowo - chleb i wino stają się, dzięki Duchowi Świętemu, nośnikami obecności Pana ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, źródłem zbawienia dla tego, który przyjmuje je w wierze. 

Jak uczy Katechizm Heidelberski, który nie jest księgą symboliczną ograniczoną wyłącznie do Kościołów reformowanych, prezbiteriańskich, ale jest po prostu zbiorem nauk opartych o solidną refleksję biblijną (każdorazowo zresztą odnosząc się do tekstów Pism Świętego), przez Wieczerzą Pańską Bóg przypomina mi i zapewnia mnie, że uczestniczę w jedynej ofierze Jezusa Chrystusa, która dokonała się na Krzyżu, we wszelkich dobrach z tej ofiary płynących; w Wieczerzy Bóg pomaga mi „schwycić” owoce tej jedynej ofiary. 
A zatem, w sposób równie jednoznaczny, jak chleb Wieczerzy, który jest łamany i rozdawany oraz jak kielich wina, który jest mi dany do picia, w taki to pewny sposób ciało Chrystusa zostało ofiarowane i zostało „złamane” dla mnie na Krzyżu, a Jego krew została wylana na odpuszczenie moich grzechów. 
Podobnie zatem, jak chleb, który w naturalny sposób (postrzegalny i zrozumiały dla wszystkich) ma moc żywić moje ciało, wspierać jego rozwój, oraz tak jak wino rozwesela moje serce, w podobny sposób – mówi Katechizm – ciało Chrystusa ma moc bycia dla mnie pożywieniem duchowym, a Jego krew jest radością i siłą mojej duszy. 

Kościoły protestanckkie nie przyjmują jakiejkolwiek hierarchii, pozwalającej uważać Wieczerzę za bardziej lub mniej ważną od głoszenia Słowa lub od Chrztu. 
Słowo i sakrament są środkami (w sposób bezpośredni nie porównywalnymi między nimi), którymi Pan Bóg posługuje się, aby zbliżyć się do ludzi.  
Aby to mocniej podkreślić, protestantyzm woli zatem mówić o Wieczerzy Pańskiej, a nie o Eucharystii, ponieważ termin Eucharystia zawiera dla niektórych tradycji chrześcijańskich więcej treści niż posiłek wspólnotowy i termin ten określa czasem całe nabożeństwo wspólnoty. 



Jak większość Kościołów, protestantyzm uważa, zgodnie z Kościołem pierwszych wieków, że komunia wokół stołu komunijnego i społeczność (komunia) między różnymi wspólnotami lokalnymi są w ścisłej relacji. Wieczerza jest momentem, gdzie Chrystus ofiaruje indywidualnemu wierzącemu wybaczenie i życie, ale jest ona także świątecznym momentem zgromadzenia społeczności wierzących, widzialnym wyrazem rzeczywistości jedności Kościoła, Ciała Chrystusa. 
Spożywanie chleba i piciewina jednoczy uczestników Wieczerzy z ich Panem, który sam przewodniczy przy stole komunijnym i tworzy nową więź pomiędzy zaproszonymi. 

Rozumienie Wieczerzy było często ważnym powodem wielu napięć pomiędzy różnymi tradycjami chrześcijańskimi, na tyle silnymi, że pojmowanie Wieczerzy pociągnęło za sobą podział (już od XVI wieku) między Kościołami. 
Różnice rozumienia Wieczerzy dotyczą przede wszystkim następujących zagadnień: 
1. Rozumienie rzeczywistości i sposobu obecności Chrystusa w Wieczerzy. Jest to kwestia obecna od początków protestantyzmu w ich dyskusji z Kościołem katolickim, ale także pomiędzy nimi samymi. 
Katolickie rozumienie przemiany chleba i wina w ciało i krew Chrystusa (transsubstancjacja) była żywo kontestowana przez Reformację luterańską, która uważa obecność Chrystusa in, cum i sub (z, w i pod) postaciami chleba, nie chcąc jednocześnie poszukiwać i precyzować tej tajemnicy. 
Jan Kalwin kładzie nacisk na duchowe uczestniczenie wierzącego w Chrystusie uwielbionym. To działanie Ducha Świętego jednoczy mnie, przez moją wiarę, z ciałem świętym Jezusa Chrystusa, który oddał się za mnie. Zjednoczenie dzięki Duchowi, jest zjednoczeniem z Ciałem Chrystusa. 
Ulryk Zwingli odrzuca rozważanie rzeczywistej obecności Chrystusa w Wieczerzy, podkreślając bardziej jej wymiar symbolicznej pamiątki nauczania i dzieła Chrystusa. 
Współczesny dialog między Kościołami Reformacji historycznej (luterańskimi i reformowanymi) wyrażony w dokumencie z 1973 roku, zwanym Konkordią Leuenberską, pozwolił przejść w części ponad tym, co dzieliło te dwie tradycje. W artykule 18 Konkordia ustanawia, że: „W Wieczerzy Pańskiej zmartwychwstały Jezus Chrystus przez Słowo obietnicy wraz z chlebem i winem udziela samego siebie w ciele i krwi, ofiarowanych za wszystkich. W taki sposób ofiarowuje siebie całkowicie tym wszystkim, którzy przyjmują chleb i wino. Wierząc przyjmuje się Wieczerze Pańską na zbawienie, nie wierząc - na sąd”. 
2. Kościoły protestanckie zawsze żywo oponowały przeciw katolickiej koncepcji ofiary eucharystycznej, ofiary Mszy składanej przez Kościół. Protestanci kładą nacisk na jedyność i pełną wystarczalność ofiary Chrystusa na krzyżu. Podkreślają ponadto, że Wieczerza jest darem Boga, który – podobnie jak Słowo – jest dany ludziom w taki sposób, aby ani oni sami, ani jakikolwiek Kościół, nie czuli się autorami, czy współtwórcami, współpracownikami ofiary składanej Bogu. 
3. Ostatnia kwestia, to ministerium, umocowanie w posłudze kościelnej osoby przewodniczącej Wieczerzy. Dla Kościoła katolickiego i Kościołów prawosławnych, jedynie Eucharystia przewodniczona przez biskupa lub księdza, którego on (biskup) deleguje, jest ważna. 
Wynika z tego, że Kościoły, których duchowni nie są włączeni w tę tradycję (oczywiście  myślimy tutaj o Kościołach protestanckich) nie są w oczach katolików czy prawosławnych zdolnymi do celebrowania prawdziwej (w ich – katolickim i prawosławnym) rozumieniu. 
Takie rozumienie rzeczy ma swoje praktyczne konsekwencje. Kościoły katolickie i prawosławne zakazują ich wiernym uczestniczyć w Wieczerzy protestanckiej. Po stronie protestanckiej otwartość do uczestniczenia w Wieczerzy również jest zmienna w zależności od tradycji... 
Współczesny dialog między Kościołami protestanckimi skutkuje dużo większym niż w przeszłości otwarciem na uczestniczenie członków różnych Kościołów protestanckich w Wieczerzy. 

Współcześnie, praktyka Wieczerzy wśród protestantów staje się częstszą niż w przeszłości i podczas jej celebracji kładzie się szczególnie mocno nacisk na epiklezę (wezwanie Ducha Świętego), na dzieło Ducha Świętego czyniącego - przez Słowo - Chrystusa obecnym i ofiarującym zbawienie temu, którzy w komunii uczestniczy. Tradycja zwingliańska (obecna w wielu Kościołach typu ewangelikalnego) kładzie bardziej niż na epiklezę nacisk na wspólnotę przyjmującą Wieczerzę, niż na chleb i wino jako takie. 
Ważnym aspektem, współcześnie często podkreślanym w trakcie celebrowania Wieczerzy, jest świadomość wezwania - przez fakt przyjmowania Komunii – wszystkich Kościołów lokalnych oraz chrześcijan indywidualnie, do zaangażowania w dzieło pojednania ludzi z Bogiem, do budowania odnowionej społeczności w tym świecie. Poprzez tę orientację eschatologiczną, sprawowanie Wieczerzy jest także głoszeniem przyjścia Królestwa Bożego i nowego stworzenia, na które wszyscy wierzący czekamy.