czwartek, 28 marca 2013

V Przykazanie - Czcij ojca swego i matkę swoją


2 Mojżeszowa/Księga Wyjścia 20,12: Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie

5 Mojżeszowa/Księga Powtórzonego Prawa 5,16: Czcij ojca twego i matkę twoją, jak ci rozkazał Pan, twój Bóg, aby długo trwały twoje dni i aby ci się dobrze działo w ziemi, którą Pan, twój Bóg, ci daje.

Zanim przejdziemy do rozważania treści piątego przykazania, zapamiętajmy, że znaczenia „czci”, o której ono mówi powinniśmy szukać nie w bezkrytycznym uwielbianiu kogolwiek, ale przede wszystkim w uznaniu szczególnej wagi tego kim ten ktoś jest, w przyznaniu (i swoistym wyznaniu) jego ważności. 

Dlaczego w tak nietypowy sposób rozpoczęliśmy nasze rozważanie? Ponieważ treść tego przykazania może być swoistą pułapką. 
Jest nader częstym zjawiskiem, że spotykamy osoby dorosłe, które uważają, że dzieci w ogólności (a zwłaszcza ich własne) zazwyczaj nie obdarzają ich szacunkiem, który (i tu wskazują na przykazanie) winni oni – rodzice - otrzymać... 
Nierzadko także, a zwłaszcza wtedy, gdy pastor rozpoczyna czytanie tekstu biblijnego, poprzedzającego rozważanie piątego przykazania, można usłyszeć szepty rodziców: „a widzisz, posłuchaj, co pastor czyta...”!

Nie zapominajmy jednak, że nigdy Słowo Boże nie może stać się swoistym narzędziem dla jednych przeciwko drugim...
Słowo Boże, przykazanie Boże, jest zawsze zaadresowane do każdego z nas, aby być przez każdego z nas (i to niezależnie od naszej sytuacji, naszego wieku, czy statusu społecznego) usłyszane i przeżywane. 
Słowo Boże, czyli także przykazanie Boże dotyczy każdego z nas, powtórzmy to  jeszcze raz. 

Od takiego zatem założenia chcemy dość zaskakująco rozpocząć nasze rozważanie, czyli od zwrócenia uwagi, że piąte przykazanie jest obowiązujące dla każdego z nas, nawet dla tego, który sam już jest rodzicem, czy nawet dziadkiem (nie zapomniawszy oczywiście w pierwszym rzędzie o tych, których status dziecka jest oczywistym w danym momencie). 

Każdy z nas jest lub był dzieckiem, na określonym etapie jego życia. 
Każdy z nas jest lub był  w relacji dziecka do jakiegoś rodzica... 
Nie ma zatem tych, którzy słuchając tego przykazania mogliby pozostawać wyłącznie na pozycjach niezaangażowanych słuchaczy,  wymagających od innych (ich lub cudzych dzieci?) jego realizacji. 
Zresztą, nie zapomnijmy o fakcie, że Dekalog, kiedy został przekazany przez Boga Mojżeszowi, będąc następnie  stopniowo nauczany w Izraelu, był adresowany przede wszystkim do ludzi dorosłych!

Wróćmy jeszcze przez moment do znaczenia słowa „czcić”. 
Kiedy wypowiadamy je, w naturalny sposób kojarzy nam się ono z dystansem, jeśli nie z obawą, strachem. 
Niemniej, znaczenie słowa „czcij”, które w większości współczesnych języków tlumaczy jego hebrajski pierwowzór, w historii Izraela miało nieco inne i szersze znaczenie.  
Podczas gdy inne kultury wokół Izraela podkreślały posłuszeństwo połączone z obawą i strachem, to konieczne i pełne czci posłuszeństwo wobec starszych i praw, których byli oni strażnikami, sam Izrael w Biblii mówi przede wszystkim o czci rodziców, czyli o relacji wobec osób, z którymi istnieje bardzo określony związek. Izrael uczy o relacji, o którą należy dbać, którą należy pielęgnować, a nie o strachu przed „instytucją” starszego wiekiem (rozumianego ogólnie), jako tą, która nosi cechy nieomylności i władzy. 

Bardzo często inne kultury (i religie) umieszczały „cześć” starszych i ich zdania, ich nauczania w sferze prawie religijnego kultu, niedosiężnego dla młodszych. 
Izrael – wbrew pozorom mogącym wynikać z powierzchownej lektury - nie takiej czci naucza. 
W nauczaniu Izraela, w nauczaniu wynikającym i związanym z 5-ym przykazaniem, nie ma tak rozumianej separacji między pokoleniami. Między innymi dlatego (o czym powinniśmy zawsze pamiętać), że tym jedynym, który jest otoczony tą czcią prawdziwą i ostateczną jest tylko i wyłącznie Bóg jedyny!
W historii biblijnej znaczenie słowa, najczęsciej tłumaczonego jako „czcij”, oznacza: „przydaj szczególnej wagi temu kim są, co nauczają, do czego zachęcają, co przekazują twój ojciec i twoja matka, jak i ci, którzy byli przed tobą”. 

Nie chodzi tutaj zatem o oddawanie czci starszym (rodzicom), jaką np. oddaje się symbolom patriotycznym, czy oznakom przynależności grupowej, czy jakimś szczególnie ważnym dla historii danego narodu obiektom. 
Ale też nie chodzi tu o zwykłe i banalne stwierdzenie, że ci starsi kiedyś „mówili, czy robili ciekawe rzeczy”...
Chodzi tu o cos więcej, o permanentne  darzenie powagą tego kim są (czy byli) nasi rodzice, starsi w ogólności, a w szczególności darzenie uważnym szacunkiem tego, co było ich ideałem, pragnieniami, do czego dążyli, to czego nauczali. 
Chodzi tu zatem o stałą konfrontację (pozytywną, nie rywalizacji, nie prostej  negacji) tego co my robimy, bądź chcemy zrobić, z tym co nasi rodzice, czy ogólnie ci, którzy byli przed nami robili oraz czym (czy raczej kim) byli. 

Nie chodzi tu więc o ślepo religijne  powielanie dawnych modeli; nie chodzi także o wyzbywanie się inicjatywy. Ale nie chodzi także – i przede wszystkim! – o traktowanie przeszłości i tych, którzy ją tworzyli, jako wstecznych, ograniczonych, godnych wyłącznie zapomnienia i odrzucenia wszystkiego czym (kim) byli i co robili...
Chodzi o to, by przed jakąkolwiek decyzją, w trakcie każdej poważnej refleksji, związanej z naszymi ważnymi wyborami, posłuchać starszych, rozważyć ich słowa, przyjrzeć się im i ich postępowaniu, a także modelom, które były dla nich ważne. 

Każde nowe pokolenie uważa się za „odkrywające na nowo Amerykę”, czyli uważające, że to, co tworzy, jest w pełni nowe i jedynie słuszne... Już Kohelet (rozdz. 11 i 12 np.) nauczał o takim zjawisku, problem ten zatem nie jest wyłącznie związany z ostatnimi czasami. 

Możemy zatem - bez większej przesady - stwierdzić, że w sposób stały w historii ludzkiej ścierają się postawy kontestowania wszystkiego, co należy do przeszłości, z postawami zachowawczymi, konserwatywnymi. 
Ścierają się postawy – najczęściej – młodych, jako tych, którzy chcieliby wszystko zrównać ziemią, by wybudować na nowo, zgodnie z ich (rozumianym jako wreszcie tym właściwym) modelem i tych, którzy są gotowi na wszystko, by do takich eksperymentów nie dopuścić. 

Tu właśnie mamy kolejne znaczenie 5-go przykazania: pozwolić, aby każdy był sobą, aby każdy (czy młody, czy należący do dawnego czasu) mógł zachować swoją tożsamość i kreatywność; aby te tożsamości się przenikały i wzajemnie się uzupełniały; by tworzyć nie tyle nowe dla samego nowego (a tak często na gruzach poprzedniego, wcześniejszego), ale tworzyć nowe, w znaczeniu - lepsze, bo oparte o poprzednie doświadczenia, skonfrontowane pozytywnie z usiłowaniami poprzedników, pozwalające tym samym uniknąć ich błędów, rozwinąć wcześniejsze osiągnięcia .

To nie jest jakieś puste rozważanie związane z naukami społecznymi.  
To ukazanie, w sposób konkretny,  sposobu, w jaki Słowo Boże, które jest prawdziwą mądrością, podkreśla wagę starszych, rodziców i tych, których doświadczenie jest cenne i winno być pozytywnie wykorzystane.  
Możemy zatem powiedzieć, że w tym kontekście znaczeniem przykazania byłoby najprościej mówiąc: „Czcij tych, którzy nas poprzedzili”!

                                                 Gerrit Dou, Starsza kobieta czytajaca Biblie, 1630

Piąte przykazanie dotyczy nie tylko pojedynczych osób, rodzin, nie tylko ludzkich projektów społecznych. 
Ile razy zauważamy, że także nasze Kościoły były czy są dotykane kryzysami, wynikającymi z nieporozumień, związanych z jednej strony z odrzuceniem przez młodych wszystkiego tego, co w ich rozumieniu związane jest z przeszłością, a z drugiej strony z obroną za wszelką cenę – a nierzadko też bezrefleksyjnie – przez „starszych” wszystkiego tego, co oni tym razem uważają za zagrożone (w ich rozumieniu) przez młodych. 
Podkreśliliśmy już wyżej, że skoro każdy z nas ma mieć  świadomość bycia dzieckiem (dzieckiem w sposób stały i niezatracalny), to tym samym każdy ma zachować i podtrzymywać tę otwartość we wspólnym poszukiwaniu tego, co dla wszystkich (niezależnie od pokolenia, do którego należą) jest ważne. 
Każdy powinien w danej mu, bieżącej sytuacji, korzystając zarówno z przeszłych i nowych modeli, poszukiwać rozwiązań, wypełnienia potrzeb adekwatnych dla bieżącej naszej historii, ale poszukiwanie to nie może być bezkrytycznie, wręcz niewolniczo, związane czy to z negacją przeszłości, czy też z lekceważeniem teraźniejszości (rozumianej jako „nowość”). 

Powtórzmy zatem po raz kolejny, że 5-e przykazanie dotyczy wszystkich sfer funkcjonowania, wszystkich grup wiekowych, tworzących nasze społeczeństwa. W tym także dotyczy naszych Kościołów. 

Ktoś jednak powie: „No dobrze, tak szeroko i w wielu sferach rozważaliśmy to przykazanie, ale gdybyśmy chcieli go sprowadzić do prostego znaczenia, jakie ono właściwie byłoby?”
Jeśli chcielibyśmy sprowadzić piąte przykazanie do jego najbardziej centralnego znaczenia, to być może powinniśmy powiedzieć, że przestrzega ono przed przekonaniem, że cały świat powstał wraz ze mną samym i że przestrzega przed przekonaniem, że cały świat kręci się wokół mnie i wszystko ma zdążać do zaspokojenia moich interesów, by nie rzec moich kaprysów? 

Celowo dotąd unikaliśmy poruszania znaczenia  przykazania, tego najbardziej ewidentnego, jakim jest podkreślenie obowiązku zajęcia się przez dzieci i troszczenia się o swoich rodziców. 
Nie uważamy, by podkreślanie tego obowiązku z opóźnieniem miało pomniejszyć jego ważność. 
Wręcz przeciwnie – by móc go spełnić z tym większą powagą i zaangażowaniem, wydawało nam się niezbędnym zbudować dla niego solidny fundament. 
Jednym z istotnych problemów naszej współczesnej cywilizacji jest problem właściwej relacji z tymi, którzy są nam najbliżsi. 
Ta niewłaściwość relacji przybiera wiele form. Może to być wykorzystywanie bliskich (rodziców) w kwestiach materialnych. Może to być lekceważenie ich potrzeb duchowych, emocjonalnych, stawianie ich na pozycjach: „jesteś, ale nie przeszkadzaj”... 
Nasza cywilizacja zachodnia cierpi na grzech choroby odrzucenia tych, którzy są nam najbliżsi... 
Nadszedł zatem czas na to, aby zadać sobie pytania:
- jaką dzisiaj relację, jakiej jakości mamy z naszymi rodzicami; 
- jaką opiekę im zapewniamy, 
- na ile o tę opiekę się troszczymy? 
Wszyscy wiemy, że żyjemy w społeczeństwach, o których mówi się, że podlegają stałemu „starzeniu się”, tzn. że jest w nich coraz liczniejszą grupa osób w wieku zaawansowanym. 
W przypadku współczesnej Polski sytuacja zdaje się stawać coraz bardziej trudną, zważywszy na niezwykle niski wskaźnik urodzeń, na malejącą aktywną zawodowo grupę młodych, na których barkach ma się opierać przyszłość ich rodziców, tych wielokrotnie tutaj wzmiankowanych „starszych”. 
Niezwykle istotnym zdaje się zatem tutaj pytanie: jaki rodzaj zaangażowania wobec „starszych”, jaki rodzaj troski młodzi chcą i są w stanie okazać starszym, ich rodzicom? 
Jaki rodzaj życia już teraz chcą i są w stanie im zgotować? 
To właśnie w tym kontekście Słowo Boże mówi o „przedłużeniu naszych dni”. Bo przecież ten młody dzisiaj będzie starszym jutro, a starszy dzisiaj, był tym młodym wczoraj... 
Słowo Boże nie jest tylko pustą zachętą do „duchowych” zapałów, do rozważań czysto teoretycznych. 
Na Słowie Bożym jest zbudowane nasze życie prawdziwe, to  zycie każdego dnia i to na jego – Słowa – modelu opiera się nasze szczęście dzisiaj, tutaj, a także to w dniach przyszłych. 

Postarajmy się poddać nasze życie konfrontacji ze Słowem, które dzisiaj przemawia do nas w piątym przykazaniu. Jakie jest nasze życie, jak je konstruujemy, jakie miejsce w nim mają ci, którzy są, czy byli naszymi rodzicami, ci, którzy nas w tym życiu poprzedzili?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz