poniedziałek, 18 marca 2013

Kościół?...


Problematyka definicji Kościoła, jego rozumienia, czyli czym jest, skąd się bierze, jakie są jego prawdziwe i rozpoznawalne znaki (w przeciwieństwie do innych społeczności ludzkich, także w przeciwieństwie do grup tej nazwy nadużywających) wydaje się ciągle aktualna. 
Jest to problematyka aktualna, ponieważ żyjemy w czasach, gdzie - z racji dużej swobody prawnej - w wielu ma miejsce krajach swobodne i co najważniejsze zgodne  - w większości przypadków - z prawem w danym kraju obowiązującym,  powstawanie wspólnot, określających się mianem Kościołów, a będących w zdecydowanej większości grupami samo-proklamującymi się, tzw. Kościołami niezależnymi (czyli efektywnie nie poddanymi żadnej kontroli zewnętrznej), nie należącymi do żadnej większej i poważnej struktury Kościelnej, a zatem niezwykle podatnymi na dewiacje i możliwość stania się najbanalniej w świecie kolejnymi sektami. 

To nie jest jednak jedyny problem. 
Niestety, także w Kościołach poważnych, tzn. funkcjonujących już od wielu lat, czy nawet setek lat, może dojść do zagubienia w kwestii rozumienia Kościoła. 
Może dojść do tak głębokiego zagubienia, że dany Kościół zatraca w swojej tożsamości (lokalnie, czy szerzej – ponad-lokalnie, a także  instytucjonalnie), to, co winno być świadomością jego sensu, jego misją, jego powołaniem. 
Jest to ryzyko nie mniejsze, niż to opisane wyżej, odniesione do fenomenu sekciarskiego. 
Oba te ryzyka prowadzą do zagubienia tych, którzy pragną szukać – w sposób często bardzo szczery – wiary, będąc głodnymi poważnych wartości, a „wpadają” w tak poddającą się negatywnej ewolucji społeczność „kościelną”. 
Z tego też względu, by być może nieco pomóc (nikogo nie piętnując, nie wykluczając, ani jednostkowo nie pouczając), wydaje nam się słusznym zachęcenie do powrotu do refleksji nad pierwotnymi zasadami regulującymi tę problematykę, czyli jakiej jest rozumienie i przeżywanie rzeczywistości Kościoła Jezusa Chrystusa. 
W dalszych numerach naszego biuletynu, w kolejnych miesiącach, będziemy stopniowo rozwijać, ale i uszczegóławiać naszkicowaną w bieżącym numerze tematykę. 

Na początek nieco ważnych – w refleksji nad Kościołem - odniesień do historii protestantyzmu. 

W Augsburskim Wyznaniu Wiary (Konfesji Augsburskiej) z 1530 r., jednej z najważniejszych Ksiąg Wyznaniowych 
luteranizmu (której to Konfesji autorem – przypomnijmy – był Filip Melanchton, najbliższy, choć samodzielny w myśleniu przyjaciel Marcina Lutra), znajdujemy następujące (i wielce znaczące) słowa: „Ażeby ktoś nie powiedział, że oddajemy się mrzonkom o jakimś idealnym państwie platońskim, dodajemy znamiona zewnętrzne, po których winno się poznać Kościół, mianowicie zgodę co do Ewangelii i korzystanie z sakramentów zgodne z Ewangelią”. 
Przez cały rodział VII tego niezwykle ciekawego dokumentu przewija się definicja Kościoła, którą można sprowadzić do określenia go jako zgromadzenia wszystkich wierzących, którym głoszona jest Ewangelia w sposób czysty i którym są udzielane sakramenty zgodnie z Ewangelią. 

Jan Kalwin tym razem, jako jeden z głównych teologów tzw. nurtu reformowanego (inni wolą mówić:  bardziej porządkujący jego myśl, niż tworzący koncepcje całkowicie nowe), w IV księdze swojej Institutio Christianae Religionis podaje formułę (definicję pojęcia Kościół) bardzo zbliżoną do tej, którą prawie trzydzieści lat przed nim głosili niemieccy Ojcowie Reformacji: „Wszędzie, gdzie zobaczymy Słowo Boże, głoszone w sposób czysty (prawidłowy) i słuchane, sakramenty udzielane zgodnie z ustanowieniem Chrystusa, tam nie ma wątpliwości, że jest Kościół” (IRC, IV,I,9). 

Warto też dodać tutaj te znaczące słowa Marcina Lutra: „Kto chce znaleźć Chrystusa, musi najpierw znaleźć Kościół... Przy czym, Kościół nie jest z drewna czy kamienia, ale jest to zgromadzenie wierzących. To z nim powinien się związać (ten, który poszukuje) i zobaczyć jak owi wierzą i nauczają; mają oni z pewnością Chrystusa z nimi”. 

Aby jeszcze uzupełnić, pogłębić ten tak bogaty już szkic znaczeń, dokonajmy skoku historycznego o  kilka wieków do przodu. 
Zacytujmy tym razem krótki fragment dokumentu XX-wiecznego, który powstał w w Niemczech, u początku lat 30-tych, w obliczu rosnącego zagrożenia nazizmem  (tekst zresztą w całości swojej prawdziwie proroczy). 
Nie zapomnijmy bowiem, że Hitler, poszerzając swoją władzę, podporządkował sobie z czasem niemiecki Kościół Katolicki i przeważającą część oficjalnego tamtejszego – większościowego - Kościoła Luterańskiego. 
W odpowiedzi na narastające zagrożenie ze strony idei nazistowskich dla prawdziwej wiary chrześcijańskiej, grupa teologów protestanckich z różnych Kościołów, skupiona wokół Karola Bartha (był wśród nich także zamordowany później przez nazistów pastor Dietrich Bonhoeffer) opublikowała w 1934 r., opracowaną głównie przez Bartha tzw. Deklarację z Barmen. 
Interesuje nas tutaj zwłaszcza art. 3 tego dokumentu, który mówi, co następuje: „Kościół chrześcijański jest wspólnotą braci, w której Jezus Chrystus działa jako Pan i ukazuje swoją obecność przez Ducha Świętego w swoim Słowie i w sakramentach”. 

Te defnicje zaczerpnięte z tekstów XVI-wiecznych i ostatniego, XX-wiecznego, jak łatwo zauważymy są ze sobą wzajemnie zgodne i to bez żadnej dwuznaczności. 
Możemy zatem pokusić się o już nieco bardziej rozbudowaną definicję tego, czym jest Kościół: 
Ø Kościół jest wspólnotą wierzących, istot ludzkich usprawiedliwionych przed Bogiem wyłącznie z wiary. 
Ø Wspólnota ta gromadzi się wokół Słowa i sakramentów, w celebracji których usprawiedliwienie jest otrzymane i przeżywane. 
Te elementy są podstawowymi danymi, zgodnie z którymi konstytuuje się w Kościół jakaś wspólnota ludzka. 
Kościół w pierwszym rzędzie charakteryzuje się zatem wymiarem osobistym i duchowym. 

Kolejną niezwykle ważną kwestią jest związek istoty Kościoła z Duchem Świętym. 

Najstarsze chrześcijańskie wyznania wiary, do których także protestanckie społeczności zawsze się odwoływały, stwierdzają ścisły związek między Kościołem i Duchem Świętym. 

Kościół jest dziełem Ducha Świętego i z tego powodu padają w Apostolskim Wyznaniu Wiary te słynne słowa: „Wierzę w Ducha Świętego, Święty Kościół powszechny, świętych obcowanie”... 
Proklamując takie wyznanie wiary, wspólnoty pierwszych wieków podjęły i wyraziły w nim szereg twierdzeń biblijnych, które podkreślają ten duchowy aspekt Kościoła, określając go ciałem Chrystusa lub świątynią Ducha Świętego. 
Wspólnie z innymi tradycjami chrześcijańskimi, Kościoły protestanckie w ich refleksji zdążają w tym właśnie kierunku. 

Takiemu rozumieniu Kościoła, jako elementu wiary, odpowiada już przeżywana konkretnie rzeczywistość Kościoła, który w swojej mnogości form historycznych, społecznych i geograficznych staje się łatwym obiektem postrzegania doświadczalnego/empirycznego. 

Nie jest czymś niezwykłym, a wręcz może być to pojmowane jako jego bogactwo, ta duża odmienność w zewnętrznym praktykowaniu życia wiary w różnych Kościołach. 

Chodzi nam tutaj o praktyki kościelne znane nam już z konkrentego życia Kościołów: bardzo zróżnicowane, wyrażające się w bardzo odmiennych często formach pobożności (np. bardzo odmienne liturgicznie lub „aliturgiczne” wręcz formy nabożeństw), czy też tradycje duchowości, kładące akcenty na elementy często bardzo zróżnicowane. 
Do tej palety rżnic należą także często dość różne formy zarządzania społecznościami, czy całymi instytucjami kościelnymi.  

Rozległość różnic w Kościołach jest przecież po części związana z odmiennościami ich funkcjonowania społecznego, miejscem geograficznym, tradycją historyczną Kościołów. 
Mogą do tego dojść także odmienne sytuacje prawne Kościołów w różnych państwach, związane, czy skutkujące ich odmiennym miejscem w życiu społecznym, miejscem np. odmiennie sprawowanego autorytetu przez Kościoły w różnych krajach. 

W praktycznym, doświadczanym przez nas na codzień postrzeganiu, Kościół ukazuje się zatem jako fenomen ogromnie złożony, którego forma, rzeczywistość i sens są - i mogą być  - interpretowane w bardzo różny sposób, czasem nawet bardzo odmienny... 
Jak wiele różnych aspektów zawiera w sobie pojęcie Kościół, mamy już tego dowód kiedy konfrontujemy je z potocznymi o pojęciu tym wyobrażeniami.  
Przecież juz samo słowo „kościół”, używane w języku potocznym, oznacza jednocześnie budynek, kult (formę kultu), wspólnotę, ale i uczestnika życia społecznego, kulturalnego oraz – nierzadko – politycznego. 
Oznacza także instytucję lub jej reprezentantów, czasem samo ciało „kierownicze” instytucji. 

Niestety, a o tym też powinniśmy wspomnieć, jednym z owoców obserwacji „realności” Kościołów, może być nierzadko zauważenie znaczących rozbieżności między „namacalną” rzeczywistością kościelną, a winnymi ją regulować koncepcjami duchowo-teologicznymi. 
Tak często można spotkać się ze zdaniem, wyrażającym oczekiwanie, że ten czy ów Kościół powinien być „bardziej konsekwetny” w swym życiu wiary... 

Nie bójmy się zatem poświęcić rozważaniom poświęconym teologii Kościoła odpowiednio wiele czasu. 
Tak łatwo jest naszym Kościołom wpaść w pułapki, z których będzie im się wydostać bardzo trudno... 
Dlatego tak ważnym jest stałe powracanie, odważne i szczere, do fundamentu Kościoła, jakim jest Słowo Boże. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz