poniedziałek, 18 marca 2013

Fundament i istota Kościoła – Słowo Boże i jego związek z ludem Bożym


Dla pelni naszego rozważania o Kosciele musimy sobie zadać podstawowe, choć bardzo złożone pytanie: 
Jaki jest fundament i istota Kościoła, skąd Kościół czerpie nie tylko swój sens, ale i swój byt podstawowy, tzn. co go nie tylko tworzy, ale i utrzymuje przy życiu. 
Więcej nawet – co daje mu rację nazywania się Kościołem; wszak nie każda społeczność - nosząca taką nazwę – jest w istocie swej teologicznie Kościołem... 

Szukając pierwszych odpowiedzi, postawmy dwa niezwykle ważne założenia;  i powiedzmy to od razu z całą mocą: 
Ø Kościól nie ma sam w sobie swojego własnego fundamentu. 
Ø Kościół nie rodzi się z woli, czy decyzji istot ludzkich, które go tworzą. 

To bardzo ważne stwierdzenie, ważne zwłaszcza dzisiaj, gdy tworzenie Kościołów niezależnych (wolnych, samopowstałych wspólnot) w szeregu krajów staje się bez mała działalnością rynkową, ale i też gdy szereg Kościołów „tradycyjnych” stara się z całym zaangażowaniem znaleźć podstawy ich własnej odnowy.  

Podkreślmy bardzo ważną kwestię dla nauczania Kościołów protestanckich, szególnie widoczną w nurcie luterańskim i reformowanym (oraz tych, które z tych dwu obfinie czerpią, nimi się inspirują): 
Kościół to creatura verbi divini – Kościół jest tworem, kreacją Słowa Bożego, Ewangelii! 

Luter w swoim dziele Von den Konziliis und Kirchen (z 1539 r.) kładzie nacisk na fakt, że Słowo Boże i lud Boży są ze sobą ściśle związane. 

Reformatorzy szesnastego wieku i Kościoły w dalszych wiekach, naznaczone tym ruchem, podkreślają tę wzajemną relację Kościoła i Słowa Bożego, która prowadzi jednocześnie do złączenia i oddzielenia Boga i Jego Kościoła. 

Co to znaczy? 
Oznacza to, że Kościół nie ma sam w sobie ani swego źródła, ani też nie jest sam w sobie celem. 

Kościół nie „produkuje” sam z siebie Słowa, nie jest jego panem i rządcą arbitralnym.

Słowo Boże jest zawsze suwerenne i ponad Kościołem. 

To Kościół jest tworem Słowa Bożego, które jest do niego adresowane, które pozostaje jednak od niego na zawsze oddzielone, bo to ono jest właśnie Słowem Bożym (Kościół nie może aspirować do „zlania się” ze Słowem, do bycia bez mała sam z siebie Słowem Boga na ziemi). 

Jeszcze raz powiedzmy ku utrwaleniu -  Słowo Boże zawsze jest Słowem Boga suwerennego i - dodajmy - będąc jednocześnie zawsze tym, które poddaje stałej krytyce i ocenie Kościół. 
To nie Kościół ocenia wartość Słowa, czy je reglamentuje, poddając swojej własnej -  subiektywnej - lekturze. 

Słowo jest Słowem suwerennym, suwerennego Boga, czy Kościołowi (lub grupie Kościołów) to się podoba, czy nie; nawet jeśli wymagania tego Słowa są trudne, wymagające znaczącego wysiłku dla uszanowania Go w pełni. 

Stwierdzenie o związku (i różnicy) Kościoła ze Słowem oznacza jednocześnie kontynuację, ale i zerwanie z Izraelem, ludem Bożym Starego Przymierza. 

Podobnie jak lud Izraela, Kościół zna swoje wybranie: jest wybrany i wezwany do bycia ludem Bożym przez Słowo najwyższego Boga, Słowo suwerenne, od niczego i od nikogo niezależne. 
Nowy Testament pojmuje Kościół jako odnowione zgromadzenie Izraela w wizji i wypełnieniu eschatologicznym (czasów ostatecznych). 
Znajdujemy tego potwierdzenie np. w 1 Liście Piotra 2,10 i Liście do Tytusa 2,14. 

Taka koncepcja jest zgodna z nauczaniem Jezusa, znanym z Ewangelii. 
Jezus nie pragnął w swoim nauczaniu i przykładzie życia przywrócić Izraelowi jego historycznej wielkości, jego politycznej i ekonomicznej wielkości (czego od Mesjasza, w wizji Jezusowi współczesnej, właśnie oczekiwano). 
Jezus dążył do zbudowania nowego Izraela, zgodnego z wolą Bożą - Izraela czasów ostatecznych. 
W tym duchu należy interpretować ustanowienie przez Jezusa dwunastu uczniów, reprezentujących tym samym dwanaście plemion Izraela (Ewangelia Mateusza 19,28), a także zainteresowanie Jezusa grzesznikami publicznymi, czyli osobami odrzuconymi przez tych członków społeczności, którzy uważali się za sprawiedliwych. To ci odrzuceni znajdują ich właściwą im wartość właśnie w oczach Bożych. 
Takim działaniem Jezus ukazywał Boże pragnienie zdobycia dla siebie jak największej liczby tych, którzy byliby nawet najbardziej oddalonymi, czy odrzuconymi przez ich społeczności. 
Podkreśla tym samym kwestię całkowicie samodzielnego wybrania przez Boga tych, którzy będą Jego dziećmi; w tym także ich całkowite niezasługiwanie na tak wspaniały i obfitujący w konsekwencje wybór Boży. 

Możemy zatem powiedzieć, że - dzięki Słowu - Kościół gromadzi teraz „Żydów i pogan” (1 List Piotra 2,9 i nast.). 

Ale to Jezus Chrystus - Jego nauczanie, Jego działanie, a przede wszystkim Jego śmierć „za wielu”,  zmartwychwstanie i uwielbienie (Ewangelia Marka 10,45)  - gromadzi wierzących, wzywa ich do uczestniczenia w panowaniu Boga i daje im życie wieczne. 

Słowo Boże, które buduje Kościół, jest Słowem Bożym, które stało się człowiekiem w Jezusie Chrystusie. 
To Słowo Boże dochodzi do nas także dzisiaj, dzięki słowu Pisma Świętego, z którego czerpią Wyznania wiary oraz głoszenie, nauczanie Kościoła. 
Słowo to pisane, dochodzi do nas – co mocno podkreśla Luter - nie tylko dzięki jego ustnemu podawaniu, czyli dzięki „ustnemu głoszeniu”, ale także jako „słowo widzialne” (verbum visibile) w sakramentach Chrztu i Wieczerzy Pańskiej. 
Sakrament nie może jednak być odłączony, samodzielny niejako wobec słowa ustnego, które go ustanawi i towarzyszy mu. Sakrament bez słowa ustnego (bez zwiastowania Słowa) może ulec deformacji. 

Taki zdeformowany sakrament, może być pojmowany źle jako gest sam w sobie skuteczny, by nie rzecz magiczny, 
działający automatycznie (przez sam fakt jego udzielenia).  

Podsumowujac...

A zatem, reasumując, Kościół jest zbudowany na Słowie Bożym, które jest też zobowiązany przekazywać przez słowo ustne w kazaniach, przez zachętę indywidualną jego członków, przez Chrzest i Wieczerzę Pańską. 

W głoszeniu, Chrzcie i Wieczerzy Pańskiej, Jezus jest obecny przez Ducha Świętego. 
Usprawiedliwienie w Chrystusie jest dane człowiekowi i Pan gromadzi w ten sposób swój Kościół (por. Konkordia Leuenberska z 1973, art.13). 

Słowo Boże napotyka i dotyka istotę ludzką w formie słowa lub celebracji ludzkiej. 

Słowo ludzkie nie staje się samo z siebie Słowem Bożym, jak tylko dzięki działaniu Ducha Świętego, który daje sam sens temu 
słowu, potwierdza go i rozjaśnia serca wierzących, aby odkryli jego pełną prawdę. 
To tzw. wewnętrzne świadectwo (por. Institutio Religionis Christianae Kalwina, t.I, VII.4) nie jest inną formą słowa, ani też innym słowem, które dołączałoby się do  słowa pisanego, głoszonego lub „widzialnego”, ale jest potwierdzeniem go w sercu ludzkim. 
To przekonanie jest bardzo ważne dla całej teologii protestanckiej. 

Kościół, jako creatura verbi divini nie dysponuje Słowem Bożym ku własnemu upodobaniu i zgodnie z własnym upodobaniem. 
Kościół, jego instytucje i jego ministeria (posługi) nie panują Słowem nad wszystkimi wiernymi. 
Takie panowanie jest zarezerwowane wyłącznie dla Ducha Świętego. 
Podobnie takie ustawienie relacji Słowa z Duchem zabrania jakiemukolwiek słowu ludzkiemu indywidualnemu lub kościelnemu przybrać się w szaty Słowa Bożego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz