piątek, 1 lutego 2013

Rozważanie Księgi Micheasza 6,6-8


Rozważanie Księgi Micheasza 6,6-8, czytania przewidzianego na tegoroczny Tydzień Modlitwy o Jedność Chrześcijan. 

Z czym mam wystąpić przed Panem, pokłonić się Bogu Najwyższemu? Czy mam wystąpić przed nim z całopaleniami, z rocznymi cielętami? 
Czy Pan ma upodobanie w tysiącach baranów, w dziesiątkach tysięcy strumieni oliwy? Czy mam dać swojego pierworodnego za swoje przestępstwo, własne dziecko na oczyszczenie mojego grzechu? 
Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem.

Przyznam się wam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałem teksty liturgiczne, teksty biblijne, wybrane na tegoroczny Tydzień Modlitwy o Jedność chrześcijan, nie mogłem ukryć radości i jednocześnie wdzięczności wobec tych, którzy pracowali nad tegorocznym przesłaniem. 

Chciałbym zwrócić szczególnie waszą uwagę na ostatnie zdanie proroka Micheasza: Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem.
Tak naprawdę w tych kilku słowach znajdujemy całą kwintesencję tego, co nazywamy życiem człowieka wierzącego, trzy elementy fundamentalne dla tego życia, a są to : 
1. wypełnianie Prawa (oczywiście Micheasz myśli tu o życiu zgodnie z  Dekalogiem – Dziesięcioma przykazaniami), 
2. kwestia jakości relacji z drugim człowiekiem – okazywanie mu miłości bratniej, czyli szacunku, otwartości, gotowości pomocy, niezależnie od jego pozycji społecznej, przekonań, itp., 
i 3. obcowanie z Bogiem w pokorze, czyli pozostawanie z Nim w stałej relacj:  relacji świadomej, że On jest moim Bogiem, czyli tym, który chce dla mnie i dla innych tego, co najlepsze. 

Jaki jest związek z tak postawioną tematyką, nadającą kierunek rozważań w tygodniu, który jest tradycyjnie skoncentrowany na modlitwie o jedność chrześcijan? 
Odnoszę nieodparte wrażenie, że przygotowujący ten tydzień podeszli z ogromnym realizmem do problemu podziałow w chrześcijaństwie, chcąc podkreślić, że jeśli chcemy szukać realnej, prawdziwie istotnej i co najważniejsze realizowalnej płaszczyzny spotkania nas wszystkich, wszystkich chrześcijan, to staje ona właśnie dzisiaj przed nami w programie wyznaczonym przez proroka Micheasza. 

Nie chodzi oczywiście o proste przypomnienie, o zachęte do „teoretycznego” nauczania po raz kolejny tego, co Micheasz około 2,7 tys. lat temu zawarł w swojej księdze.  
Głosić, nauczać jest rzeczą relatywnie prostą. 
Można łatwo wypowiadać wiele słów, nawet najbardziej wzniosłych, porywających, a jednocześnie pozostawać na wygodnych pozycjach „nauczającego bez zobowiązań”. 

Wiemy wszyscy doskonale, a życie daje nam tego stale dowody, że zarówno nasze Kościoły, jak i cały świat, potrzebują nie tylko teoretycznego głoszenia. 
Wszyscy, bez względu na dzielące nas różnice (różnice wszelkiego rodzaju, nie tylko te natury religijnej) potrzebujemy realnego świadectwa życia, konkretnego świadectwa życia tych, którzy głoszą jakąś prawdę, a szczególnie tę, która tak często obnaża większość dręczących ludzkość mechanizmów cierpienia, zła. 

Nasz świat nie potrzebuje teoretyków życia, ale świadków wiary, czyli tych, którzy doświadczyli życia z Bogiem.  
Nasz świat potrzebuje świadków wiary, która przekłada się na życie konkrente, dowodząc, że to co głosimy, jest nie tylko możliwe do życia, realizowalne, ale tak naprawdę stanowi esencję naszego życia i czyni nasze życie szczęsliwym. 

Świat, w tym także nasze Kościoły, oczekuje na świadectwo życia, będące radykalną odpowiedzią na to podstawowe pytanie, które – jak czytamy w Ewangelii według św.Jana - Jezus Chrystus po swoim zmartwychwstaniu zadał Piotrowi: czy mnie kochasz? 
Czy ty – osobiście - mnie, twojego Zbawiciela, kochasz? 
Nie, czy jesteś gotów do jakichś niezwykłych pobożnych gestów, ale po prostu: czy mnie kochasz? 
Czy mnie kochasz, to znaczy czy masz ze mną relację na tyle intymną, na tyle głęboką, aby zaważyła ona na całym twoim życiu, na wszystkich twoich  życiowych wyborach? 
Tych wyborach rodzinnych, zawodowych, opartych o prawdziwe postrzeganie siebie samego i innych...? 

W nauczaniu chrześcijańskim sprawą fundamentalną jest osobista relacja z Bogiem i to relacja nie byle jaka, ale właśnie taka intymna relacja, którą wyraża słowo miłość. 
Bóg zna człowieka, nawet bardziej niż człowiek zna samego siebie, dlatego też Słowo Boże, objawione w Piśmie Świętym, wciąż powtarza tę prawdę: 
- by być prawdziwie człowiekiem, zdolnym do niezwykłych rzeczy, potrzebujesz Mnie, twojego Boga. 
Potrzebujesz wejść ze Mną w prawdziwą relację, w tę intymną relację miłości. 

Jan Kalwin, XVI-wieczny francuski teolog Reformacji, już na początku swojego głównego dzieła „Institutio christianae religionis” pisze, że  - zgodnie z Biblią - poznanie Boga prowadzi człowieka do poznania samego siebie. 
Poznanie siebie, czyli konstruowanie siebie, budowanie siebie prawdziwego, wymaga najpierw – zgodnie ze Słowem Bożym - prawdziwego poznania Boga. 
Pamiętajmy, że „poznać kogoś” w języku Biblii oznacza: „mieć z kimś niezwykle intymną relację”. 
Nie chcę przy tym, by słowa poznanie Boga, doświadczenie Boga, były rozumiane, jako jako coś tajemniczego, „mistycznego”. 
Nie, doświadczenie Boga, to ta prosta, ale doświadczana każdego dnia świadomość, że jest Ktoś, mój Bóg, który mnie kocha i który chce, abym tę Jego miłość do mnie dzielił z innymi ludźmi. 
Uwaga jeszcze jedna: jest to relacja indywidualna, intymna, która przebiega na linii ja i Bóg, nie mogąc być przez żadną osobę ludzką reglamlentowaną, regulowaną. 
Jeśli nie ma takiej relacji z Bogiem, nie ma nas prawdziwych, nie ma naszej prawdziwej osoby, naszej prawdziwej tożsamości, nie ma także prawdziwej relacji z innymi ludźmi. 
Jeśli nie ma prawdziwego doświadczenia Boga w życiu chrześcijanina, nie będzie on prawdziwie otwarty na innego, nie stanie się nigdy prawdziwie bliźnim tego „drugiego”.  

Prorok Micheasz, twierdzi, że Pan Bóg nie ma żadnego upodobania w realizowaniu przez człowieka tych tak naprawdę mało kłopotliwych gestów religijnych: ofiar, wspaniałych rytuałów religijnych. 
Micheasz szokuje, mówiąc jeszcze więcej: Pan Bóg nie oczekuje nawet oddania Mu kogoś najbliższego, w celu skłonienia Go, Boga, do przyjęcia postawy nam przychylnej. 
Nie, przychylność Boża jest nam zapewniona - bo jest On Bogiem.  
On jest nam przychylny z zasady, właśnie dlatego, że jest Bogiem. 
Nie musimy Go przekonywać przez jakieś spektakularne gesty, aby nas kochał, aby otaczał opieką nasze życie. 
To wszystko jest nam dane, ponieważ On jest Bogiem! 
Oczekuje jednak od nas jednego: obcowania z Nim (bycia z Nim w intymnej relacji). 
Nie chce relacji okazjonalnej, ale tej każdego naszego dnia. 
I uwaga! Bóg oczekuje od nas, aby relacja z Nim była objęta i wyznaczona realizacją przykazań Bożych i aby wyrażała się w okazywaniu innym miłości bratniej. 

Reasumując: jestem przekonany, że nasz świat potrzebuje świadectwa przykładu życia, świadectwa szacunku wzajemnego, życzliwości, solidarności, konstruktywnej otwartości pomimo istniejących różnic. 
A dla chrześcijan, takie otwarcie ma swoje źródło wyłącznie w ich prawdziwym doświadczeniu Boga żywego. 
Świat nie ma tak naprawdę potrzeby i tak naprawdę nie interesuje się naszymi dyskusjami teoretycznymi (czytaj teologicznymi), zostawiając je fachowcom (czyli tak naprawdę wąskiej grupie specjalistów). 

Kościóły chrześcijańskie, mają wciąż szansę, a właściwie stoi przed nim stałe wyzwanie, by niezależnie od swoich podziałów (bez wątpienia podziałów bolesnych) świadczyć o doświadczeniu Boga żywego, dając temu dowód realizując przykazania Boże oraz dowodząc realności ich doświadczenia Boga w relacji z żywym człowiekiem, człowiekiem realnym. 

W tym wymiarze możemy dostrzec i przeżyć jedność Kościoła. 
I o taką jedność zachęcam was dzisiaj do modlitwy. 
Kościoły muszą być jednym w doświadczeniu Boga i w świadectwie praktycznym tego doświadczenia, albo nie tylko nie są jednym, ale po prostu nie są Kościołem. 
Kościoły mają prowadzić świat do nadziei w radykalizmie radosnego życia tych, którzy spotkali, doświadczyli Boga i żyją z Nim w poważnej relacji. 

Już na zakończenie chcę zacytować słowa Johna Wesleya, twórcy nurtu zwanego metodyzmem, z jego kazania z 1750: 
„Chociaż różnice poglądów czy sposobów oddawania czci Bogu mogą udaremnić pełną jedność zewnętrzną, to jednak czy muszą udaremniać jedność we wzajemnych wobec siebie uczuciach? 
Chociaż nie możemy myśleć podobnie, to jednak czy nie możemy miłować się podobnie?... 
Bez wątpienia możemy. 
Pod tym względem wszystkie dzieci Boże, pomimo mniejszych różnic, mogą się zjednoczyć. 
A chociaż te ostatnie pozostają niezmienne, mogą zbliżać ludzi do siebie nawzajem, tak w miłości, jak i dobrych uczynkach”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz