czwartek, 3 stycznia 2013

Kanon Pisma Świętego


Zanim rozpoczniemy jakiekolwiek rozważanie w dziedzinie Pisma, należy sobie postawić pierwsze i najbardziej elementarne pytanie: co jest Pismem Świętym? 

Pytanie to tłumaczy kwestia tzw. kanonu Pisma (słowa pochodzącego z jęz. greckiego, oznaczającego „regułę” lub „normę”). Słowo kanon jest używane dla wskazania, które z pism biblijnych można uważać za autentyczne dla Kościoła. 

Dla teologów średniowiecznych „Pismo Święte” oznaczało całość pism zawartych w Wulgacie (łacińskim tłumaczeniu Biblii dokonanym przez Hieronima w latach 382-406). A zatem Wulgata (tłumaczenie Pisma, sic!) wyznaczała kanon Pisma. 

Reformatorzy poddali krytyce takie stanowisko. Po trwających już długi czas (także przed nimi samymi) dyskusjach, Reformatorzy podkreślili ich jednoznaczność opinii co do kanoniczności wszystkich pism Nowego Testamentu (krytyczne opinie i wątpliwości Lutra co do Listu Jakuba i Apokalipsy nie znalazły większego oddźwięku). 
Ich największej krytyce została poddana zawartość Starego Testamentu w wersji tłumaczenia Hieronima, która – podkreślmy to raz jeszcze – na mocy tradycji i historii kościelnej uważana była za dzieło definiujące skład ksiąg natchnionych dla Kościoła. 

Reformatorzy poddali żmudnej analizie i porównaniu zawartość Biblii hebrajskiej (czyli części nazywanej przez chrześcijan Starym Testamentem), z wersjami/tłumaczeniami Biblii proponowanymi w Septuagincie (tłumaczeniu Biblii hebrajskiej na język grecki, z ok. 270 r. p.n.e.) i wspomnianej już wyżej Wulgacie. 
W pierwszym rzędzie zauważyli oni, że w obu tłumaczeniach Biblii hebrajskiej istniały 
różnice co do zawartości, liczby ksiąg je stanowiących. 
Tłumaczenia greckie i łacińskie zawierają bowiem księgi, których brak w oryginalnym tłumaczeniu hebrajskim. 
Stąd powstało pojęcie „ksiąg apokryficznych” (z gr. apokryfos „ukryty”, czyli ksiąg, „których autentyczność jest wątpliwa”). 
Do grupy tej Reformatorzy zaliczyli pisma biblijne Septuaginty i Wulgaty, które zostały niejako „później” dodane do wcześniejszej, istniejącej poprzednio wersji hebrajskiej. 
Niektórzy z Reformatorów podkreślali pewną wartość edukacyjną tych Pism, jako pism „budujących” dla duchowości wierzących, odmawiając im jednak statusu kanoniczności, czyli autentyczności, czyli bycia pismami natchnionymi przez Boga samego, przez Jego Ducha. 
Co ciekawe, opinie takie (w kwestii wartości edukacyjnej, przy jednoczesnej wątpliwościach co do ich autentyczności natchnionej) wyrażał już co do pism apokryficznych” sam Hieronim, tłumacz Wulgaty!
To dopiero powszechna zgoda i praktyka teologów średniowiecznych „uczyniła” niejako z pism wątpliwych - pisma o wartości doktrynalnej, czyli mogące być używanymi do bycia bazą tych, czy innych nauk Kościoła. 
Taką też pozycję przyjął Sobór Trydencki, będący reakcją katolicką na Reformację, kiedy w 1546 r. zdefiniował Stary Testament, jako księgi zawarte w Biblii greckiej i łacińskiej, wymazując tym samym jakąkolwiek różnicę między wersjami Starego Testamentu: hebrajską i tą, zawierającą apokryfy. 

Od razu zatem zwróćmy uwagę na fakt, że dla Reformatorów zasada Sola Scriptura (tylko Pismo) nie dotyczyła wyłącznie wartości, jaką daje się Pismu w Kościele, ale i samej zawartości tego pisma (kanon i apokryfy). 

Kwestia apokryfów i ich zatrzymania przez Sobór Trydencki w kanonie katolickim nie była wyłącznie związana z tradycją średniowieczną, czy też czystą reakcją negatywną na nauki głoszone przez Reformację. 
Z pismami tymi wiązały się bowiem nauki katolickie szczególnie dotknięte teologiczną krytyką Reformatorów. 

Przykładem o istotnym znaczeniu jest tu choćby modlitwa za zmarłych (oraz całość praktyki katolickiej z nią związana…). 
Według Reformatorów praktyka ta opierała się o bazy nie-blibijne, a o naukę o czyśćcu, nie mającą swojego uzasadnienia w Piśmie Świętym. 
Nie tylko nauki te były nie-biblijne – podkreślali Reformatorzy - ale pomagały wzrastać ludowym przesądom oraz pozwalały na finansowe wykorzystywanie wiernych przez kler katolicki. 

Strona katolicka starała się przeciwstawić takim tezom argumentację, że praktyka modlitwy za zmarłych jest wyraźnie wspomniana w Piśmie, a to w II Księdze Machabejskiej 12,40-45. 
Niemniej, na podstawie wyżej opisanych w naszym tekście przesłanek Reformatorzy podważyli wiarygodność pism, do których między innymi zaliczaja się obie Księgi Machabejskie… 
Dla Reformatorów było jasnym – księgi te są apokryficzne (nieautentyczne – nie-natchnione), a zatem niegodne by na nich budować tak daleko idące (i niezgodne z resztą przekazu biblijnego) nauczanie kościelne. 
Nie można przecież budować czegoś w doktrynie kościelnej, jeśli nie ma tego w Biblii (a apokryfy księgami biblijnymi w znaczeniu kanonicznym nie są!...). 
Oczywiście, strona katolicka ponownie broniła swych pozycji, zarzucając tym razem protestantom, że tworzą własną teologię „biblijną”, wykluczywszy samorzutnie niektóre księgi biblijne, które z tą teologią się nie zgadzają… 

Jak widać poziom dyskusji i odpowiedzi miał już charakter nie tyle merytoryczny, a emocjonalny. 
Co jest ważne podkreślenia, to brak zdolności porozumienia, prezentowany przez XVI-wieczną stronę katolicką, bazujący równocześnie na kryteriach oceny radykalnie  odmiennych niż te, które przyjęła Reformacja, a także wyzbyty prawdziwej chęci ich zrozumienia oraz chęci podjęcia odpowiedzialności za zmiany w Kościele, jakie kryteria te winny powodować. 

Rezultatem dyskusji wokół ksiąg apokryficznych były, jak już wspomnieliśmy, ze strony katolickiej decyzje Soboru Trydenckiego, który podczas swojej IV sesji sformułował szczegółową listę ksiąg biblijnych, pośród których umieścił tzw. „deuterokanoniczne” (czyli - etymologicznie – póżniej włączone do kanonu, „drugiego kanonu”). 

Protestanci ze swej strony, w powstających w okresie po-trydenckim tzw. Konfesjach (pismach zawierających zasady wiary poszczególnych nurtów Reformacji, podane w bardzo rozbudowany sposób) zaczęli oni rsami także podawać listę ksiąg Pisma Świętego, oczywiście jednoznacznie podkreślając, że księgi apokryficzne (w znaczeniu danym im przez lekturę protestantów), czy deuterokanoniczne (zgodnie z terminologią katolicką) Pismami natchnionymi, a zatem doktryno-twórczymi nie są. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz