sobota, 5 stycznia 2013

Ewangelia według św. Jana 18,33-38


Ewangelia według św. Jana 18,33-38

 (33) Wtedy znowu wszedł Piłat do zamku i zawołał Jezusa, mówiąc do niego: Czy Ty jesteś królem żydowskim? 
(34) Odpowiedział Jezus: Czy sam od siebie to mówisz, czy inni powiedzieli ci o mnie? 
(35) Odpowiedział Piłat: Czy ja jestem Żydem? Naród twój i arcykapłani wydali mi ciebie; co uczyniłeś? 
(36) Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom; bo właśnie Królestwo moje nie jest stąd. 
(37) Rzekł mu tedy Piłat: A więc jesteś królem? Odpowiedział mu Jezus: Sam mówisz, że jestem królem. Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie; każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego. 
(38) Rzekł do niego Piłat: Co to jest prawda? A to rzekłszy, wyszedł znowu do Żydów i powiedział do nich: Ja w nim żadnej winy nie znajduję. 


Wprowadzenie

Rozważamy tutaj dialog Jezus-Piłat, podczas procesu Jezusa, w jego wersji janowej. 
I jak wielokrotnie w Ewangelii Jana, jest to następstwo wielu niedomówienia, pytań o podwójnym sensie, odpowiedzi, które nie są ewidentne; jakby komunikacja, porozumienie między Jezusem i Jego rozmówcami była prawie nemożliwa. 
Syn Boży nie jest rozumiany, bądź ściślej mówiąc (co jest już jasne w rozmowie z Nikodemem, Jan 3), Jezus stara się dać zrozumieć, że nie można pojąć Go, kim On jest naprawdę, jeśli nie przyjmie się czegoś pochodzącego „z góry”, a właściwie Kogoś, który to jedynie On może rozumienie to umożliwić. 
To nie Jezus w istocie rzeczy jest skomplikowany; to nie On i jego nauczanie, jak niektóre „ambitne” i bardzo „naukowe” księgi teologiczne. Nie, jest On - wręcz przeciwnie - prosty, ale jest Inny, Inny niż nasz świat, niż nasze pojęcia, aspiracje, oczekiwania, sądy i działania... 
Słowa nabierają z Nim, albo dzięki Niemu, innego sens, sensu prawdziwego... 
Pomyślmy właśnie tutaj przez moment o dwóch (pośród szeregu innych) słowach: król i prawda. 

Dla Piłata, król, to ten, który ma wszelką władzę nad ludem, który to lud ma być gotowy do wszelkich poświęceń dla swojego króla. A zatem „król żydowski”, wydany przez swoich podwładnych obcej władzy, obcemu krajowi, jest godny pogardy; jest niemożliwością, jest królem upadłym, wręcz królem fałszywym. 
I to prawdopodobnie z ironicznym uśmiechem stawia on pytanie Temu, który jest królem, w całym Jego – tak rozumianym przez siebie – upadku: Czy Ty jesteś królem żydowskim? 

Aby pomóc mu zwyciężyć złe rozumienie rzeczy, Jezus odpowie innym pytaniem: Czy sam od siebie to mówisz, czy inni powiedzieli ci o mnie? 
Równa się to stwierdzeniom: 
Ø Bóg miałby dać ci szansę rozpoznania mojej godności pod pozorami mojego upadku?
Ø Czy masz oczy wiary? 
Ø Czy też po prostu relacjonujesz tutaj prześmiewcze słowa moich współobywateli? 
Ø Czy pojąłeś choć trochę tajemnicę wiary, czy też rozumujesz, jak ci wszyscy kłamcy, którzy przywiedli mnie do ciebie? 

Piłat odrzuca postawiony przed nim dylemat, unika odpowiedzi (kolejnym pytaniem), jakby mówiąc: 
Nic nie rozumiem z waszych żydowskich historii. To Żydzi przyprowadzili cię do mnie; w istocie rzeczy to mnie nie dotyczy... Powiedz mi jednak, co zrobiłeś, aby znaleźć się w takiej sytuacji, w takim stanie (w.35). 

Jezus podejmie starania ujawnienia istotny rzeczy, ale Piłat nie podejmie nawet próby zrozumienia... 


Komentarz, przybliżenie problematyki

Już w pierwszych słowach rozważania pamiętajmy, że Jezus nigdy nie przypisywał sobie tytułu królewskiego. To Natanael (1,49) lub sami Żydzi chcieli ukoronować Chrystusa (6,15), ale Jezus uchylał się takim propozycjom i jeżeli w niedzielę Palmową zgodził się na rodzaj symbolicznej, pokojowej koronacji (12,13), Jan precyzuje, że to królestwo efemeryczne nie ma innego swojego sensu jak na krzyżu (paradoks chwały Chrystusa, 12,16). 
W Ewangeliach synoptycznych Chrystus objawi, że Jego prawdziwe królestwo dotyczy... oczyszczenia Świątyni z kupców i handlu tam mającego miejsce. 

Zauważa się, że Piłat chce trzymać się na dystans, jako widz, jako osoba nie odpowiedzialna za całość wydarzenia: Naród twój i arcykapłani... On nie jest Żydem, chciałby powiedzieć, a zatem jego to nie dotyczy (w.35). 

Natomiast:
1. Jezus próbuje, przeciwnie, spowodować wyjście Piłata ze stanu nieodpowiedzialności – czy w to, co mówisz, wierzysz ty sam, czy też opierasz się o relacje innych, o pogłoski?
Jesteś, potrafisz być odpowiedzialny za swoje słowa, poglądy? (w.34). 
2. I - naciskając jeszcze mocniej - Chrystus kontynuuje: Wiedz, że moim dziełem jest precyzyjne ukazanie, że świat, historia, są poddane innemu sposobowi królowania (który jest prawdziwy). Jeśli byłoby inaczej, będąc królem, miałbym (dosłownie) „poddanych”, którzy zadbaliby, abym uniknął krzyża (w.36). 
W moim Królestwie, nie walczy się na śmierć (agonizomai), aby zabić (w.36). 
3. I – ponownie - Jezus będzie próbował wciągnąć Piłata do refleksji odpowiedzialnej: To ty powiedziałeś, że jestem królem, i jak sądzę, nie zrobiłeś tego przez nieuwagę... W istocie rzeczy – prorokowałeś (por. Jan 11,51). 

Jezus pokazuje jak On rozumie królowanie: w prawdzie, będąc świadkiem (tutaj można odnieść się do terminu gr. świadectwo – martyria) prawdy! 
Język hebrajski ma w tej dziedzinie znaczenie słów bardzo szerokie: prawda, to to, na czym można polegać, na czym można się oprzeć. Tutaj: można się oprzeć na śmierci Chrystusa!

Piłat, jak każdy polityk, rozumie prawdę w sensie „zawężonym”. Tu np., zauważył, że prawda polityczna może mieć w ich dialogu znaczenie istotne dla kariery, stawia zatem fatalne pytanie, które jest dowodem czystego sceptycyzmu: Co to jest prawda? Na które zresztą nie oczekuje żadnej odpowiedzi... 

Chciałoby się skomplikować to rozważanie już samo w sobie wydawałoby się skomplikowane (lub – paradoksalne) przez przypomnienie tytułu „Chrystus – Król wszechświata” (universum). 
Istotnie, Jezus, a Księga Objawienie 1 to przypomni, jest Królem wszechświata właśnie dlatego, że nie jest z tego świata. Byłby on zatem rodzajem anty-króla (zgodnie z naszym ludzkim rozumieniem tego terminu): por. Mateusza 20,28; Marka 10,43-45; Łukasza 22,27; Filipian 2,7; itd., aby nie wspomnieć o Mateuszu 23,8-12 i innych licznych tekstach...

To nie jakąś triumfalną królewskość możemy święcić tutaj, ale królestwo Tego, który umarł za swoich poddanych, aby stali się prawdziwie podmiotami odpowiedzialnymi, a nie marionetkami pociąganymi za sznurki przez jakiegoś ducha!
A zatem, przed posługiwaniem się tytułem królestwa, należy wejść głębiej w jego znaczenie, w znaczenie tego „nowego królowania”, „nowego królestwa”, co Mateusz odda np. porównując je do rzeczy zwykłych, ale też samych w sobie delikatnych: ziarnka gorczycy, nieuporządkowanych zasiewów, kobiety posiadającej trochę zaczynu, sieci do łowienia; ewentualnie do postaci w istocie rzeczy niezwykłych: np. króla, którego poddani unikają odpowiedzenia na jego zaproszenie, pana domu, który nigdy nie jest u siebie, itp. ...

Dokładnie: najpierw należy zbliżyć się do tronu, którym jest krzyż, by dopiero wtedy móc uchwycić, że to czego nam potrzeba, to radykalna zmiana inteligencji, radykalna zmian postrzegania rzeczy, jeśli nawet nie radykalna zmiana języka, którym się posługujemy. 
To wszystko jest niezbędne zanim zaczniemy mówić o Chrystusie Królu! 

To właśnie zapominając o tej konieczności, w ciągu wieków swojego istnienia Kościół stał się imperialny (a nie zwiastującym Królestwo), ze swoimi krwawymi imperatorami (noszącymi różne i „pobożne” tytuły), zapalającym stosy, wciąż grożącym tym, którzy nie chcieli (nie chcą?) się mu podporządkować, mszcząc się krwawo na oponentach. 

Warto pamiętać tutaj także, że to nie mówienie np. o Kościele, jako „służącemu ludziom” może wygnać z niego wszystkie złe demony pychy i aspiracji czysto ludzkich, tak łatwo prowadzących do strasznych następstw. 
To w głoszeniu uwolnienia człowieka ze wszystkich jego zniewoleń (także kontroli, którą Kościół chciałby sprawować nad duszami), można znaleźć prawdziwy sens powołania Kościoła: powołanego do głoszenia ludziom uwolnienia z niesionych przez nich ciężarów i pozwalając im mieć dostęp do prawdziwego spoczynku (Mateusza 11,28-30), ale które to uwolnienie nie jest jego, Kościoła dziełem, ani też Kościół nie jest jego panem, reglamentującym owo uwolnienie. Pan jest tylko jeden: Jezus Chrystus, który umarł na krzyżu za poddanych swego Królestwa. 
Wtedy dopiero – przyjąwszy i pojąwszy swą misję - Kościół podąża za swoim powołaniem i głosi prawdziwe królowanie Chrystusa. 

Kilka refleksji do wykorzystania

Co to jest prawda?
Piłat wie, że nie jest się nigdy posiadaczem całej prawdy, ale że się jej szuka zawsze. Piłat mógłby także uniemożliwić skazanie na śmierć Jezusa, ale... 
Ale nie chce stracić swojej pozycji, ma swoje plany życiowe, swoje ambicje. Jest uwikłany w kontakty, które mógłby stracić, podejmując tak radykalną decyzję, jaką byłoby opowiedzenie się za Jezusem. 
Można tutaj łatwo zauważyć podobieństwo do wszystkich sytuacji, kiedy ludzie pojedynczo, ale także ich całe społeczności, nawet Kościoły, odrzucają radykalizm Prawdy, jakiej naucza Chrystus. Nie chcą lub już niepotrafią podjąć nawet wysiłku jej zrozumienia... 

Tak często życiu ludzkiemu, jak i życiu ludzkich struktur (tu także Kościołów) towarzyszy tworzenie systemów przekonań, prawd – bezpiecznych, wygodnych, gwarantujących pozycję, wyższość nad innymi, panowanie... karierę... 
Jezus także był ofiarą takiego mechanizmu. Został skazany, ponieważ burzył wygodny system, wygodny świat uporządkowanych przekonań i postępowań z nich wynikających. 
To pytanie Piłata o prawdę powinno ciągle na nowo rozbrzmiewać w życiu każdego z wierzących, w życiu naszych Kościołów, jako stałe wyzwanie i zachęta do stałej refleksji, czy nasze życie, czy życie naszych struktur ludzkich, także kościelnych, odpowiada Prawdzie, którą jest Jezus Chrystus? Czy prosimy Jego Ducha by nas prowadził, by nam pomagał ją zrozumieć i czy jesteśmy gotowi pójść za nią (za Nim) z całym radykalizmem, czy też chowamy się za parawanem naszych łatwych i bezpiecznych „prawd”. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz