piątek, 9 listopada 2012

Rozważanie Ewangelii według św. Marka 11, 15-19


Kupcy wygnani ze świątyni. 

W czasach Jezusa. 
Na północ od centrum Jerozolimy wspaniała Świątynia dominowała nad miastem. Pamiętajmy, że nie przypominała ona naszych kościołów. Była to w pierwszym rzędzie spora przestrzeń otoczona portykami. Pośrodku tego miejsca wznosiło się sanktuarium. Dla Żydów czasów Jezusa, był to „dom Boży”. 

Niemniej, od pewnego już czasu, to święte miejsce stało się wielkim targiem, pełnym hałasu towarzyszącym handlowi nie zawsze uczciwemu. Zainstalowali się tam sprzedawcy zwierząt. Proponowali pielgrzymom zwierzęta z przeznaczeniem na złożenie w ofierze: woły, barany, kozy, gołębie. Obok nich, 

bankierzy ustawiali swe biura wymiany walut. Pamiętajmy, że wiele osób, które przyjeżdżały z obcych krajów, nie dysponowały lokalną walutą niezbędną do dokonywania zakupów i płacenia podatku świątynnego. 

Przełożeni kapłanów zgadzali się na tę sytuację. Zresztą, czerpali z tego niemały profit. 
W końcu plac świątynny stał się także rodzajem „skrótu”, tzn. krótszego przejścia dla pieszych, chcących szybciej przedostać się z jednego krańca miasta na drugi. Przechodzący nieśli często ze sobą bardzo różne rzeczy, często trudno licujące z godnością miejsca... 
Niektórzy z pobożnych Żydów przypominali sobie słowa proroka Jeremiasza (7,11 - Czy jaskinią zbójców stał się w oczach waszych ten dom, który jest nazwany moim imieniem? Oto i Ja to widzę - mówi Pan ). 

Widząc zaistniałą sytuację Jezus zapałał gniewem. Sprawił sobie rodzaj bicza. Nakazał kupcom opuścić miejsce świątynne. Wygnał zwierzęta. 
Łatwo domyślić się, że „szarogęsienie się” Jezusa nie było w smak kapłanom świątyni, czerpiącym wymierne zyski z prowadzonego handlu na terenie świątynnym... 
Był to pewnie rodzaj kropli, która wypełniła kielich opozycji do Jezusa, a następstwem mogła być jedynie chęć skutecznego i definitywnego pozbycia się Go... 
Tego, który już teraz jednoznacznie uważany był za niszczyciela ładu społecznego... 


W czasach Ewangelii. 

Marek opowiada pełną energii akcję Jezusa tym ludziom, którzy mieszkają z dala od Jerozolimy. Pośród jego czytelników byli zarówno Żydzi, jak i poganie, którzy zostali chrześcijanami. 
Wszyscy jednak byli świadomi faktu, że było zabronionym nie-Żydom wchodzić do Świątyni. Była tam wewnątrz bariera, której nie wolno było przekraczać pod karą śmierci. 

Marek pragnie ukazać czytelnikom, że Jezus oczyszczając Świątynię z kupców, przez swoje działanie zniszczył także tę barierę dzielącą różne etnicznie populacje. 
Dla tego też Ewangelista przypomina tekst proroka Izajasza (56,7 -  wprowadzę na moją świętą górę i sprawię im radość w moim domu modlitwy. Ich całopalenia i ich rzeźne ofiary będą mi miłe na moim ołtarzu, gdyż mój dom będzie zwany domem modlitwy dla wszystkich ludów). 
„Wszystkie ludy” oznacza nie tylko Żydów przybyłych z najdalszych krańców cesarstwa, ale także Greków, Rzymian, mieszkańców Afryki, Gallów itp....

Marek mówi do swoich czytelników: „Zobaczcie, Jezus przybył otworzyć Świątynię poganom. Tak jak On, my także otworzyliśmy naszą grupę chrześcijanom przybywającym ze wszystkich krańców świata”. 

Tekst Ewangelii. 

Ewangelia według świętego Marka 11,15-19: 
I przyszli do Jerozolimy. A gdy wszedł do świątyni, począł wyganiać tych, co sprzedawali i kupowali w świątyni, i wywrócił stoły wekslarzy oraz ławy sprzedawców gołębi. I nie pozwolił, żeby ktoś choćby naczynie przeniósł przez świątynię. I nauczał, mówiąc im: Czyż nie jest napisane: Dom mój będzie przez wszystkie narody nazywany domem modlitwy? A wy uczyniliście zeń jaskinię zbójców. I słyszeli to arcykapłani i uczeni w Piśmie, i szukali sposobu, jak by go stracić; bo się go bali, gdyż cały lud zdumiewał się nad nauką jego. A gdy nastał wieczór, wyszli poza miasto. 
Aby lepiej zrozumieć, uczynić niejako swoim ten tekst, proponuję dokonanie banalnego wydawałoby się ćwiczenia, ale pomagającego znakomicie zapamiętać na dłuższy czas detale tekstu Ewangelii: 

1. Zanotuj w dwóch kolumnach: 
Ø Słowa, które ukazują czym stała się Świątynia, 
Ø Słowa, które ukazują czym powinna być. 

2. Spróbuj znaleźć słowa dawnych proroków w tym tekście (Izajasza i Jeremiasza). 

3. Zanotuj w trzech kolumnach:
Ø Tych, którzy są za Jezusem, 
Ø Tych, którzy są przeciw Jezusowi, 
Ø Tych, którzy nie znają lub nie potrafią określić ich pozycji wobec Niego. 

Żyć tekstem Ewangelii dzisiaj. 

Ofiary 

Z Bogiem się nie handluje! Nie można zapłacić Bogu za to, że obdarzy nas swoją życzliwością. 
Niektórzy, w czasach Jezusa, podobnie jak i dzisiaj, myślą, że aby być w dobrym porozumieniu z Bogiem, aby mieć dobrą przed nim „pozycję, należy Mu ofiarować kosztowne ofiary (oczywiście nie myślimy tu o ofiarach ze zwierząt, jak należało to do porządku Starego Przymierza), ale należy np. dokonywać jakichś szczególnych czynów, które uważamy za mogące zasłużyć nie tylko na Jego uwagę, ale mające skutkować Jego przychylnością dla nas; można np. dokonywać jakichś bolesnych wyrzeczeń. 
Jeśli przeanalizować głębiej tego typu działania, moglibyśmy sobie nawet zadać pytanie, czy niektóre z tych czynów nie wypływają bezpośrednio ze strachu przed Bogiem? 
Być może dokonujący ich uważają Boga za kogoś, komu lepiej nie do końca ufać, kogo trzeba - dla własnego bezpieczeństwa - darzyć pewną nieufnością, trzymać pewien dystans do Niego i Jego na dystans... 
Wszystko po to, aby jednak mieć gwarancję posiadania Go po swojej stronie, by Mu nie „narazić się” w jakiś sposób. 
Czy jednak naprawdę jest gestem miłości, czy szacunku wobec Boga, taka chęć – nierzadko wyrachowana – zdobycia Jego przychylności przez „podkupienie” Go gestami w jakiś sposób, według naszego widzenia rzeczy - spektakularnymi? 
Czy można zresztą w ogóle mówić o prawdziwej ofierze, o prawdziwym oddaniu się komuś, lub dla kogoś, jeśli są to akty wyzbyte miłości? 
A czy prawdziwa miłość ma jakikolwiek związek z mechanizmami handlu? 

A przecież Bóg objawia się nam jakko Ojciec pełen miłości wobec swoich dzieci!
Miłość (a zwłaszcza Jego miłość) nie ma nic wspólnego z kalkulacjami, tak charakterystycznymi dla środowiska handlowego. 
Dla Boga jedyna rzecz jest ważna: poprzez nasze dzieła i nasze słowa, kochać Go z całych naszych sił i kochać naszego bliźniego, jak siebie samego...

Dom modlitwy. 

W naszych kościołach, zborach, domach modlitwy, chrześcijanie gromadzą się, aby modlić się i aby wielbić Boga. 
Nasza społeczność jest domem, gdzie Ewangelia jest głoszona publicznie, oficjalnie, jako przesłanie nawołujące do zmiany życia, do nawrócenia. 
Pamiętamy także, że podczas Wieczerzy Pańskiej wspominamy Jezusa obecnego wśród swoich, czy jak wierzą niektóre nurty protestantyzmu - obecnego w zgromadzeniu sprawującym Wieczerze (obecność ta ma różne niuanse, będąc realną u Luteran, obecnością dzięki działaniu Ducha Świętego u reformowanych...). Ale niezależnie od towarzyszących temu momentowi koncepcjom teologicznym, jeden element jest wspólny i niepodważalny: dzięki słowom wypowiadanym (czy raczej odczytywanym z Biblii) w takim momencie uświadamiamy sobie po raz kolejny, że Jezus oddał swoje życie, swoje ciało i swoją krew, za życie świata. 
Uświadamiamy sobie jednocześnie, jeśli mamy odwagę spojrzeć na nasze działania w sposób obiektywnie krytyczny, dostrzeżemy śmieszność naszych „ofiar”; śmieszność, czy raczej straszność naszej chęci kupczenia z Bogiem, chęć kupowania Jego przychylności naszym zachowaniem zbliżonym go sportowca, uczestniczącego w zawodach, chcącego zdobyć medal całym sobą, opierającego się i ufającego wyłącznie własnemu przygotowaniu, własnemu wysiłkowi. 

Każda taka sytuacja, jak choćby ta cytowana (Wieczerzy Pańskiej), ale także każda inna, która konfrontuje nas z Jego prawdziwym Słowem, Słowem Boga żywego, uświadamia nam znaczenie tego wyznania wiary, gdy wreszcie mamy odwagę powiedzieć (niezależnie od naszego udziału w „zdobywaniu”, kupczeniu, handlowaniu Jego łaską): 
„Zaprawdę Panie, ty jesteś naszą nadzieją, to Ty dajesz nam życie, pozwalasz, abyśmy żyli”. 

Dom otwarty. 

Przyjaciele Jezusa, ci którzy wybrali życie dzięki Jego Ewangelii, stanowią wspólnotę chrześcijańską: Kościół. 
Ten Kościół nie jest tylko miejscem spotkania, jak uważają niektórzy na podstawie wpajanych im tradycji, ale jest przede wszystkim ludem wybranych. 
Dla każdego jest tam miejsce przygotowane: dla wielkich jak i dla małych, dla wszystkich kolorów skóry, dla „czystych” jak i pełnych poczucia niegodności, dla bogatych jak i dla biednych. Wszyscy są doń zaproszeni. Nikt nie jest odrzucony na podstawie kryteriów, które my, ludzie, tak chętnie aplikujemy do naszych działań wobec innych, do naszych o nich sądów. 
Nie ma już bariery, jak w starej świątyni w Jerozolimie, która dzieliłaby, a co za tym idzie – kategoryzowałaby – ludzi. 

Jeden cel jest wspólny dla wszystkich: 
Ø przyjąć Dobrą Nowinę o niezasłużonej, ale danej darmo łasce miłości Bożej i dać w życiu owoce godne nawrócenia. 

Jedna wola ma przyświecać tym,którzy jeszcze nie tak dawno byli pochłonięci chęcią handlowania miłością z Bogiem: 
oddać Mu się na służbę i służyć Mu w tych, którzy także mają prawo usłyszeć nowinę o Jego miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz