sobota, 24 listopada 2012

Obietnice i groźby Boże...


Czytając uważnie Biblię, nie można oprzeć się wrażeniu, że Bóg jakby nie był zadowolny z faktu, że musi dodawać do swych przykazań obietnice i groźby, związane z naszym brakiem wobec Niego szacunku. 
Jeśli czyni tak, to zdecydowanie w tym celu, aby nasza służba Mu i nasza miłość do Niego były jasne, chętne i pełne wierności. 

Niestety, nie tylko teksty Pisma, ale także zwykłe ludzkie doświadczenie dowodzi, że samo piękno Boga nie wystarczy do wystarczającej determinacji czynów ludzkich, by Mu służyć z całą konsekwencją. 
Nasze serca są zdecydowanie zbyt zatwardziałe, nasz duch zbyt zaciemniony, byśmy mogli oddać się jego służbie bez tego typu „dodatków informacyjnych” z Jego strony. 
To jest trochę Jego akceptacja naszej pozycji dziecięcej, swoistej naszej niedojrzałości, którą On rozumie, akceptuje i daje jej adekwatne „środki zaradcze”. 

Daje nam On, z całą łagodnością, pewność w swej obietnicy, że chce nagrodzić tych, którzy są Mu wierni, tych, którzy chcą być wierni Jego przykazaniom. I że ich praca nie jest nadaremna. 
Z drugiej jednak strony, z równą bezpośredniością, pozwala nam poznać, że niesprawiedliwość i grzech są przezeń znienawidzone, i że lekceważenie Jego chwały prowadzi do kary. 
Obiecuje On nam jednocześnie błogosławieństwo w życiu obecnym i życiu wiecznym, jeżeli zachowujemy Jego przykazania (por. Kpł 18,5; 26,3-13; Pwt 5,29-33; 6,18-24; 7,12-15; 28,1-14), ale i karę ziemską i cielesną, a także śmierć wieczną, jeżeli będziemy tym przykazaniom nieposłuszni (Kpł 26,23-45; Pwt 7,9-11; 11,26-28; 23,15-68); dusza, która grzeszy – umrze (Ez 18,4-20). 

Skąd bierze się taka kara? Nie jest w żadnym przypadku słusznym wyobrażanie sobie Boga, który uderza swoją karą tych, którzy Mu są nieposłuszni, jakby mówił: „To ty mnie lekceważyłeś, pozbawiłeś mnie honoru, to teraz masz”! 
Prawdą jest oczywiście, że Bóg zachowuje sobie prawo działania w ten właśnie sposób, i kiedy tak robi jest to sprawiedliwe; nigdy nie czyni tego bezzasadnie, niesłusznie. 
Jednakże wydaje się raczej, że chce żebyśmy zwrócili uwagę na porządek stworzenia, zgodnie z którym wszystkie nasze czyny mają jakieś konsekwencje, które z naszych czynów wynikają. 
Nie ma czynów neutralnych (zresztą Stary Testament nie zna pojęcia neutralności w działaniu: coś jest zawsze „za” lub „przeciw”). 
Tekst Pisma Świętego pokazuje w ogromnej ilości przypadków wzajemną zależność, wewnętrzny konieczny związek aktów ludzkich, natomiast rzadko pokazuje Boga, który karze w sposób bezpośredni (owszem, częste są Jego groźby, ale przechodzi On do ich realizacji niezwykle rzadko; Bóg jest wciąż Bogiem szansy). 

To jak w naturze, którą znamy. Jeśli zacznę działać np. wbrew prawom równowagi, po prostu upadnę, albo spadnę i najczęściej zrobię sobie jakąś krzywdę, a przynajmniej poczuję ból... 
Podobnie zgodnie z prawem stworzenia: nasze akty, nasze działania, niosą w nich konsekwencje, następstwa. Są one jakby zasiewem, z którego zawsze coś wyrośnie i będzie wymagało w okresie plonów ich zebrania. 
Tam, gdzie prawa rozwagi są pogwałcone, zbierze się plon nierozwagi. 
Tam, gdzie urąga się prawom życia, samo życie staje w niebezpieczeństwie, pojawia się ryzyko śmierci, albo po prostu następuje śmierć. 
Tak naprawdę, to grzesznik sam z siebie jest autorem swojej własnej kary, czy byłaby to kara ziemska, czy też kara wieczna. 
Piekło, o którym współcześnie nie chcemy już wcale mówić, jest nieuniknioną konsekwencją buntu i grzechu; jest wpisane w wewnętrzną konieczność przyczyn i skutków. 
Jeżeli zwrócimy poważnie uwagę na ten porządek rzeczy, jeżeli uwaga ta wzbudzi w nas postawę czuwania, koncepcja ta jest niezwykle dynamiczną i mogącą dać jak najlepsze owoce w życiu każdego człowieka. 

To, że Bóg określa się jako Bóg „zazdrosny”, nie ma nic wspólnego z zazdrością w rozumieniu ludzkim. Zazdrość ludzka zawsze ukazuje się nam jako odpychająca wada, jako znak niższości i słabości. 
Zazdrość Boga natomiast jest wyrazem Jego miłości i Jego wierności. 
W tym, co dotyczy niego samego, Bóg nie może być przecież zazdrosny o kogokolwiek, bo też nikt nie może stać się dla Niego konkurencją, uczynić Mu coś złego, czyniąc jakieś zło, czy też uczynić Mu dobrze, czyniąc jakiś dobro (por. Jb 22,2-3; 35,6-7). 
To biorąc nas w obronę Bóg ukazuje się zazdrosny o nas, tą samą zazdrością, jaką my winniśmy okazać w oddawaniu Mu czci i chwały. 
To nie to, że Bóg może w jakiś sposób cierpieć, gdy my działamy niezgodnie z Jego przykazaniami, ale On wie, że realizacja Jego przykazań jest dla nas kwestią życia lub śmierci. 
To w swojej ojcowskiej miłości, jest dla Niego „bolesnym” widzieć nas błądzącymi w grzechu, w złu, ponoszących zawsze i w sposób nieunikniony konsekwencje tych aktów. 
To w tym wymiarze Bóg jest o nas zazdrosny: chce nas uczynić uczestnikami Jego życia i Jego chwały. 
Chce nas całymi dla siebie, abyśmy żyli prawdziwym życiem w tym czasie, jak i w wieczności. 

Ta zazdrość Boża jest „zazdrością” wynikającą z chęci, abyśmy otrzymali tę Pełnię życia, którą jest On sam, a która wzywa do życia. 
To Jego pragnienie jest wpisane w prawa stworzenia i w prawa życia, które same z siebie wzywają życie i je promują. 
To dlatego wszelkie pogwałcenie praw Bożych, praw życia, rodzi nieuniknienie następstwo negatywne, sankcję, karę i śmierć. 

To właśnie w takim zarysowanym wyżej kontekście, który zresztą można dość łatwo zaobserwować w życiu ludzkim, Bóg obiecuje dzieciom te same błogosławieństwa, które miał dla ich rodziców i wzywa nas do wiary, nie tylko nas indywidualnie, ale także naszych potomków (por. Pwt 12,28). 

Ci, których Pan nie obdarzy swoją łaską, są zdani na siebie samych i w konsekwencji pójdą na zatracenie. 
A przecież Bóg daje poznać swoją nieskończoną łaskę i oświadcza, że zachowa Jego przymierze i Jego miłosierdzie aż do tysięcznego pokolenia tych, którzy Go kochają i którzy realizują jego przykazania. 
Na tej samej zatem zasadzie może On oświadczyć, że nasz grzech nie angażuje wyłącznie nas samych i że to nie tylko my sami będziemy tymi, którzy zbiorą plon naszych działań, naszych aktów w szerokim znaczeniu; nie my sami zbierzemy plon bolesnych konsekwencji tego, czego dokonaliśmy, ponieważ tak nasi potomkowie, nasze dzieci i dalsze pokolenia będą w mechanizm ten uwikłani... 

Faktem też jest w życiu, że możemy zaobserwować, że dzieci biorą przykład z dobrych postaw swych rodziców, czy to w kategoriach wiary, czy zwykłych sprawach życiowych. 
Podobnie i w sytuacjach negatywnych, jeśli nie ma miejsca działanie łaski Pańskiej w sposób szczególny, dzieci płacą za takie czy inne błędy, grzechy rodziców... 
Prawo organiczne życia i solidarności jednych z drugimi jest wpisane w porządek stworzenia. 

Oczywiście jak i zawsze w życiu, tak i tutaj mogą się dla nas pojawić sytuacje dla nas nieodgadnione, choć wcale nie umykające opisanemu wyżej mechanizmowi, a po prostu najprawdopodobniej wszelkie elementy tej „układanki” są nie zawsze znane... 
Jak więc wyżej wzmiankowane, może mieć miejsce sytuacja, że potomstwo osób złych i niesprawiedliwych może być wierzące i dobre, podobnie jak i potomstwo wierzących może się zbuntować przeciw Bogu i znaleźć się w szeregach złych. 
Pamiętajmy, bo to bardzo ważne, aby ustrzec nas przed zbyt płytkim rozumieniem nauczania Jego Słowa: Bóg nie deklaruje ustalenia tutaj jakichś niezmienialnych reguł, bo to byłoby sprzeczne z Jego łaską i Jego suwerennością nad stworzeniem. 
Tak dla dodania odwagi i pocieszenia wierzącego, wiernego Mu, jak i dla ostrzeżenia i wyjawienia wszystkiego co ukryte grzesznikowi, Bóg chce, byśmy każdego dnia mogli obserwować efekty Jego miłości i sprawiedliwości, podejmując także nasze aktywne zaangażowanie i będąc świadomymi naszej stałej, niemalejącej odpowiedzialności w życiu, za nasze życie i za życie innych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz