wtorek, 27 listopada 2012

Rozważanie Listu do Rzymian rozdziału 12, wersetów 1-8.


Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielonej nam łaski; jeśli dar prorokowania, to niech będzie używany stosownie do wiary; jeśli posługiwanie, to w usługiwaniu; jeśli kto naucza, to w nauczaniu; jeśli kto napomina, to w napominaniu; jeśli kto obdarowuje, to w szczerości; kto jest przełożony, niech okaże gorliwość; kto okazuje miłosierdzie, niech to czyni z radością. 

Wprowadzenie w myśl ogólną rodziału 12. 
W rozdziale 12 Paweł powraca, z dużym naciskiem i energią, do wprowadzania w praktykę konsekwencji wiary (jeżeli chcielibyśmy użyć formuły bardziej teologicznej – Paweł mówi tutaj o konsekwencjach praktycznych usprawiedliwienia przez wiarę...). 
Innymi słowy, Paweł koncentruje się w w rozdziale 12 Listu do Rzymian na praktyce życia chrześcijańskiego. 
Rozpoczyna przez coś, co wydawałoby się nam dalekie od naszego rozumienia „praktyki”. Rozpoczyna przez bardzo silne położenie akcentu na naszej duchowej służbie Bogu. 
Ta duchowa służba Bogu, czyli całe nasze życie, ma być rodzajem ciągłego „nabożeństwa”, służby Bogu przenikniętej rozsądkiem, postawą stałej analizy, rozróżniania tego co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. 
Całe życie ma być w sposób rozsądny (podkreśmy tu jeszcze raz nacisk na rozsądek) oddane chwale Bożej. 
Pomimo tego, że wydaje nam się to pozornie oderwane od „praktyczności” życia, Paweł podkreśla z właściwym sobie charakterem, że to właśnie przez fakt konieczności oddawania chwały Bogu (z Boga, przez Boga i dla Boga) przechodzimy do chrześcijańskiego życia praktycznego. 
Dla niego jest to ewidentne: nie ma chwały Boga „po cichutku”, w ukryciu. 
Życie chrześcijańskie praktyczne, to życie pełne codziennych projektów (rozważane w takim właśnie porządku): przechodząc przez konieczny etap chwały Boga, staje się rzeczywiście i prawdziwie życiem, które ukazuje prawdziwą twarz miłości, w łonie Kościoła i w świecie. 
Doktryna-treść wiary (oddawanie chwały Bogu w znaczeniu biblijnym jest zawsze konkretnym wyznaniem wiary) i praktyka życia nie mogą obejść się jedna bez drugiej. 
Tak samo jest z Prawem i etyką. 
Bez Prawa (Bożego) i bez refleksji etycznej nie ma praktycznych projektów na życie chrześcijańskie. 
Jeżeli chcecie jeszcze innego określenia: prawdziwość, ortodoksja nauki wiary, prowadzi do ortopraksji: praktycznego życia chrześcijańskiego we wdzięczności Bogu za otrzymaną łaskę. 
Obrazem tego stwierdzenia - dla Kościoła pierwszych wieków - może być postać teologa i pasterza Kościoła - Ambrożego z Mediolanu (340-397), o którym mówiono, że „jego nauczanie było jak grzmot burzy, jego życie jak błyskawica”. 
W rozdziale 12 Listu do Rzymian znajdujemy zatem tę jedność nauki wiary i życia praktycznego chrześcijan. 

Podstawa życia chrześcijańskiego.
Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza (12,1). 
W ten sposób Paweł rozpoczyna swoje pełne zachęty nauczanie. Z autorytetem danym przez Ducha Świętego mówi: Wzywam was tedy, bracia. Tu raczej należałoby przetłumaczyć literalnie słowo greckie przez: zaklinam was!
Mówi on o rzeczach bardzo ważnych, odnosząc się przez nie do współczucia Bożego. Nie mówi: „teraz, tam gdzie jesteście, dajcie dowody czegoś...”. Nie mówi także: „teraz, przygotowując wasze projekty, skupcie się i otwórzcie się na waszą kreatywność”. 
Mówi natomiast: „ponieważ jesteście włączeni w krąg działania Bożego, musicie, z miłości do Boga, oddać Mu chwałę w sposób rozsądny/związany z waszym rozsądkiem”. 
Przed każdym działaniem - krótki czas na medytację chwały Bożej... przygotowując teren naszym projektom. 
Duchowa służba Bogu, wypełniona rozsądkiem nie oznacza, że człowiek ma być uczciwie i właściwie religijny, ponieważ wielu ludzi tego świata jest uczciwie religijnych, bez bycia przy tym chrześcijanami. 
Nie, duchowa służba, rozsądna służba duchowa Bogu, do której wzywa Paweł jest bazą, na której nasze życie, wszystkie nasze projekty życiowe mają spoczywać. 
Nie jest to tylko jakieś życie uczciwe, „porządne”, ale należy przez to rozumieć, że wszystkie aspekty naszego życia codziennego, wszystkie nasze działania, akty życia, nasze myśli, mają być na chwałę Bożą. 
Niektórzy mówią: „wierzyć, to to, co się praktykuje podczas niedzielnego nabożeństwa”. 
Nie, mówi Paweł - trzeba wierzyć cały tydzień! 
Wasze ciało, to znaczy wasza ziemska egzystencja w całości, wasze dobra i wasze działania, mają być ofiarą złożoną Bogu. 
W Starym Przymierzu, ofiarą było zwierzę bez wad, które kapłani składali Bogu na ołtarzu, w Świątyni. Ofiarę pochłaniał ogień (por. Psalm 66,15). 
Dzisiaj nie ma już Świątyni, nie ma już ofiar ze zwierząt, nie ma kapłanów, pomimo, że niektórzy chcieliby jeszcze się takimi nazywać... (por. 1 Piotra 2,5). To całe nasze życie codzienne ma być ofiarą miłą Bogu. 
Mamy czynić tak, aby nasza duchowa służba Bogu, nasze życie codzienne, były żywe, a nasze oddanie pełne. Służba Bogu, która jest „częściowa”, tzn. rezerwująca coś dla siebie poza Bogiem, nie jest Mu miła. 
Złóżcie zatem wasze życie na ołtarzu Bożym. 
Służcie Mu w duchu i prawdzie. Bądźcie cali na Jego służbę. 
Parafrazując podaną wyżej opinię o Ambrożym z Mediolanu, możemy powiedzieć: niech nasze nauczanie wiary będzie jak grzmot, nasze życie jak błyskawica. 

Uwagi praktyczne dla życia chrześcijańskiego.
Ale co to oznacza dla życia codziennego? 
Po pierwsze: nie upodabniajcie się do tego świata (12,2) .
Nie regulujcie waszego życia zgodnie z tym światem. 
Zanim jednak podążymy dalej w naszym rozważaniu, trzeba najpierw mieć jasny pogląd na to, co oznacza słowo „świat”. 
Dla chrześcijanina, „świat” jest jego wcześniejszym życiem, w którym królowała niezależność, bunt i egoizm. W określeniu „świat”, w pierwszym jego znaczeniu nie ma sądu świata „zewnętrznego”, „nie-chrześcijańskiego”, pomimo, że niektórzy chrześcijanie mają chęć takiego spostrzegania wszystkiego wokół nich i sądzenia wszystkiego z ogromną łatwością. 
Wiemy doskonale, że jest możliwe, że ktoś może żyć (a raczej uważać, że życje) według przepisów Prawa i wiedzieć świetnie do jest dozwolone, a co zabronione (mamy na to biblijny przykład środowiska faryzeuszy – osób szczególnie zaangażowanych w zachowywanie Prawa), a jednak ta sama osoba może pozostać ciągle nie wyzwoloną przez miłość Bożą, zniewoloną własnym poczuciem samodoskonałości, pełna czasem może nieświadomego, a ogromnego poczucia wyższości wobec innych. 
Czy nie ma także dzisiaj takich postaw, takich osób w naszych Kosciołach?...
Musimy oczywiście znać myślenie świata (powtórzmy: naszego dawnego życia przed nawróceniem, gdzie królowało poczucie niezależności, bunt i egoizm) i odrzucić go. Odrzućmy go zatem, odrzućmy tak rozumianą ludzką naturę i żyjmy na chwałę Bożą, w i dzięki Jego miłości. 
I Paweł dodaje: ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, lub raczej: „niech wasza inteligencja doznaje stałej przemiany”. To stała przemiana naszego wnętrza, która uczyni, że będziemy szli śladami Jezusa, na innym poziomie, niż ten - „świata”... 
Będziecie myśleli i działali na chwałę Bożą, a kryterium waszego serca i waszego sumienia będzie miłość. Takie odrodzenie jest nam ofiarowane przez działanie Ducha Bożego. 
To On sam odnawia rzeczywiście i gruntownie nasze życie. 
Paweł określa jasno, że nawrócenie (jak zresztą odczytuje to i naucza w czasach Reformacji Marcin Luter) jest zawsze sprawą teraźniejszości i nigdy nie przeszłości. We wszystkich naszych decyzjach życia codziennego, we wszystkich naszych projektach, nasza inteligencja ma potrzebę odnowienia się, które nie jest niczym innym, jak „uzgodnieniem”, jak najbardziej konkretnym, naszej woli z wolą Bożą, wolą, która jest nam objawiona w Jego Słowie. 
Ale tu uwaga! Biblia nie jest jak kolejowy rozkład jazdy, zawierający informacje precyzyjne o jakiej godzinie, jaki i dokąd pociąg ma odjechać. Nie daje nam ona ciągle i zawsze decyzji gotowych do podjęcia. Biblia w wielu przypadkach jest jak busola, która podaje właściwy kierunek działania. I to do nas należy, w modlitwie, prosić i pytać Boga, aby pomógł nam poznać w Słowie Jego wolę, Jego opinię. Musimy w modlitwie, ale i z daną nam przez Boga-Stwórcę inteligencją, cierpliwie i pracowicie odczytywać Jego wolę w Słowie: to jest dobre, miłe Mu i doskonałe. 

Nauczanie dla Kościoła. 
Apostoł ukazuje jeszcze inny charakter rozsądnej służby Bogu. Koncentruje się na życiu chrześcijan w Kościele, ponieważ to przede wszystkim w Kościele zgromadzonym lokalnie służba Bogu przybiera swój konkretny kształt i prowadzi nas do poznania i praktykowania, jak powinniśmy zachowywać się jedni wobec drugich. 
Rozpoczyna przez lekcję bardzo praktyczną dla naszego życia w Kościele: nie próbujcie być bardziej mądrzy niż inni i nie starajcie się dominować nad innymi, wywyższając się ponad innych, ale bądźcie świadomi waszych ograniczeń. Wy wszyscy otrzymaliście różne dary, uzupełniajcie się więc jedni z drugimi. 
Jest koniecznym, aby wszyscy czynili tak właśnie, a wtedy będziemy mieli prawdziwe braterstwo. Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił (12,3). 
Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich (4-5). 
Paweł, jak zresztą i gdzie indziej (por. 1 List do Koryntian 12) porównuje Kościół do ciała ludzkiego, gdzie wszystkie członki mają funkcjonować dobrze między nimi się zgadzając. 
Kościół jest ciałem w Chrystusie, gdzie każdy członek, jak każdy organ ciała, jest związany osobiście z Głową, którą jest Chrystus. Związek ten z Głową, indywidualny dla każdego z członków, jest jednocześnie w ich stałej współzależności między nimi samymi. 
Paweł wychodzi tu w rozważaniu od jedności, którą stanowi Kościół, by dojść do chrześcijanina indywidualnego. Nie robi tego w kierunku odwrotnym. 
Jedność Kościoła, zbliżenie z innymi, nie powinny być najważniejszymi punktami naszych zgromadzeń kościelnych, kiedy ustalane są projekty działań, życia Kościoła lokalnego - zboru? 
Nie można przy tym zapomnieć, że Paweł nie głosi unifikacji wszystkich członków Kościoła, swoistej wspónoty o jednej tylko twarzy... Paweł wie i głosi, i wzmacnia świadomość tego faktu, że każdy jest inny od drugiego, że dar jednego nie jest tym samym darem drugiego, ale że wszystkie dary mają sobie wzajemnie służyć, wzajemnie się uzupełniać. 
Np., mówi Paweł, niektórzy otrzymali dar proroctwa. Rozumieją oni ich czas, pomagają zrozumieć jego niebezpieczeństwa, wiedzą, co Kościół powinien w danych sytuacjach zrobić i pokazują tę ścieżkę innym chrześcijanom. Ale wszystko ma to się dziać w zgodzie z wiarą, to znaczy by owi prorocy nie głosili czegoś więcej, inaczej, niż naucza tego Pismo Święte. 
I – co jest szczególnie ważne – że ich akcja prorocka ma być regulowana przez wiarę zgromadzenia!
Ale to nie wszystko, ponieważ jest tak wiele darów Ducha. Paweł zaprasza Kościół, aby dokonał rozpoznania – w prawdzie – wszystkich darów jednych i drugich, i by je w klimacie braterstwa wprowadzał w praktykę. 

Krótka uwaga do przygotowania kazania lub nauczania opartego o tekst 12 rodziału Listu do Rzymian
Pan dał określony cel istnienia i działania wszystkim członkom Kościoła. 
Powiedzmy teraz jako członkowie Kościoła: jeżeli Kościół chce być pradziwie żywy, jeżeli chcemy nauczać, by dany zbór mógł mieć naprawdę poważne projekty co do swego istnienia, zaangażowania, musi on być uczony w sposób stały, musi nauczyć się, że to, co chciałby dać innym, musi on sam wcześniej otrzymać. A otrzymuje on zawsze i tylko z jednego źródła – od Boga w Duchu. 

sobota, 24 listopada 2012

Obietnice i groźby Boże...


Czytając uważnie Biblię, nie można oprzeć się wrażeniu, że Bóg jakby nie był zadowolny z faktu, że musi dodawać do swych przykazań obietnice i groźby, związane z naszym brakiem wobec Niego szacunku. 
Jeśli czyni tak, to zdecydowanie w tym celu, aby nasza służba Mu i nasza miłość do Niego były jasne, chętne i pełne wierności. 

Niestety, nie tylko teksty Pisma, ale także zwykłe ludzkie doświadczenie dowodzi, że samo piękno Boga nie wystarczy do wystarczającej determinacji czynów ludzkich, by Mu służyć z całą konsekwencją. 
Nasze serca są zdecydowanie zbyt zatwardziałe, nasz duch zbyt zaciemniony, byśmy mogli oddać się jego służbie bez tego typu „dodatków informacyjnych” z Jego strony. 
To jest trochę Jego akceptacja naszej pozycji dziecięcej, swoistej naszej niedojrzałości, którą On rozumie, akceptuje i daje jej adekwatne „środki zaradcze”. 

Daje nam On, z całą łagodnością, pewność w swej obietnicy, że chce nagrodzić tych, którzy są Mu wierni, tych, którzy chcą być wierni Jego przykazaniom. I że ich praca nie jest nadaremna. 
Z drugiej jednak strony, z równą bezpośredniością, pozwala nam poznać, że niesprawiedliwość i grzech są przezeń znienawidzone, i że lekceważenie Jego chwały prowadzi do kary. 
Obiecuje On nam jednocześnie błogosławieństwo w życiu obecnym i życiu wiecznym, jeżeli zachowujemy Jego przykazania (por. Kpł 18,5; 26,3-13; Pwt 5,29-33; 6,18-24; 7,12-15; 28,1-14), ale i karę ziemską i cielesną, a także śmierć wieczną, jeżeli będziemy tym przykazaniom nieposłuszni (Kpł 26,23-45; Pwt 7,9-11; 11,26-28; 23,15-68); dusza, która grzeszy – umrze (Ez 18,4-20). 

Skąd bierze się taka kara? Nie jest w żadnym przypadku słusznym wyobrażanie sobie Boga, który uderza swoją karą tych, którzy Mu są nieposłuszni, jakby mówił: „To ty mnie lekceważyłeś, pozbawiłeś mnie honoru, to teraz masz”! 
Prawdą jest oczywiście, że Bóg zachowuje sobie prawo działania w ten właśnie sposób, i kiedy tak robi jest to sprawiedliwe; nigdy nie czyni tego bezzasadnie, niesłusznie. 
Jednakże wydaje się raczej, że chce żebyśmy zwrócili uwagę na porządek stworzenia, zgodnie z którym wszystkie nasze czyny mają jakieś konsekwencje, które z naszych czynów wynikają. 
Nie ma czynów neutralnych (zresztą Stary Testament nie zna pojęcia neutralności w działaniu: coś jest zawsze „za” lub „przeciw”). 
Tekst Pisma Świętego pokazuje w ogromnej ilości przypadków wzajemną zależność, wewnętrzny konieczny związek aktów ludzkich, natomiast rzadko pokazuje Boga, który karze w sposób bezpośredni (owszem, częste są Jego groźby, ale przechodzi On do ich realizacji niezwykle rzadko; Bóg jest wciąż Bogiem szansy). 

To jak w naturze, którą znamy. Jeśli zacznę działać np. wbrew prawom równowagi, po prostu upadnę, albo spadnę i najczęściej zrobię sobie jakąś krzywdę, a przynajmniej poczuję ból... 
Podobnie zgodnie z prawem stworzenia: nasze akty, nasze działania, niosą w nich konsekwencje, następstwa. Są one jakby zasiewem, z którego zawsze coś wyrośnie i będzie wymagało w okresie plonów ich zebrania. 
Tam, gdzie prawa rozwagi są pogwałcone, zbierze się plon nierozwagi. 
Tam, gdzie urąga się prawom życia, samo życie staje w niebezpieczeństwie, pojawia się ryzyko śmierci, albo po prostu następuje śmierć. 
Tak naprawdę, to grzesznik sam z siebie jest autorem swojej własnej kary, czy byłaby to kara ziemska, czy też kara wieczna. 
Piekło, o którym współcześnie nie chcemy już wcale mówić, jest nieuniknioną konsekwencją buntu i grzechu; jest wpisane w wewnętrzną konieczność przyczyn i skutków. 
Jeżeli zwrócimy poważnie uwagę na ten porządek rzeczy, jeżeli uwaga ta wzbudzi w nas postawę czuwania, koncepcja ta jest niezwykle dynamiczną i mogącą dać jak najlepsze owoce w życiu każdego człowieka. 

To, że Bóg określa się jako Bóg „zazdrosny”, nie ma nic wspólnego z zazdrością w rozumieniu ludzkim. Zazdrość ludzka zawsze ukazuje się nam jako odpychająca wada, jako znak niższości i słabości. 
Zazdrość Boga natomiast jest wyrazem Jego miłości i Jego wierności. 
W tym, co dotyczy niego samego, Bóg nie może być przecież zazdrosny o kogokolwiek, bo też nikt nie może stać się dla Niego konkurencją, uczynić Mu coś złego, czyniąc jakieś zło, czy też uczynić Mu dobrze, czyniąc jakiś dobro (por. Jb 22,2-3; 35,6-7). 
To biorąc nas w obronę Bóg ukazuje się zazdrosny o nas, tą samą zazdrością, jaką my winniśmy okazać w oddawaniu Mu czci i chwały. 
To nie to, że Bóg może w jakiś sposób cierpieć, gdy my działamy niezgodnie z Jego przykazaniami, ale On wie, że realizacja Jego przykazań jest dla nas kwestią życia lub śmierci. 
To w swojej ojcowskiej miłości, jest dla Niego „bolesnym” widzieć nas błądzącymi w grzechu, w złu, ponoszących zawsze i w sposób nieunikniony konsekwencje tych aktów. 
To w tym wymiarze Bóg jest o nas zazdrosny: chce nas uczynić uczestnikami Jego życia i Jego chwały. 
Chce nas całymi dla siebie, abyśmy żyli prawdziwym życiem w tym czasie, jak i w wieczności. 

Ta zazdrość Boża jest „zazdrością” wynikającą z chęci, abyśmy otrzymali tę Pełnię życia, którą jest On sam, a która wzywa do życia. 
To Jego pragnienie jest wpisane w prawa stworzenia i w prawa życia, które same z siebie wzywają życie i je promują. 
To dlatego wszelkie pogwałcenie praw Bożych, praw życia, rodzi nieuniknienie następstwo negatywne, sankcję, karę i śmierć. 

To właśnie w takim zarysowanym wyżej kontekście, który zresztą można dość łatwo zaobserwować w życiu ludzkim, Bóg obiecuje dzieciom te same błogosławieństwa, które miał dla ich rodziców i wzywa nas do wiary, nie tylko nas indywidualnie, ale także naszych potomków (por. Pwt 12,28). 

Ci, których Pan nie obdarzy swoją łaską, są zdani na siebie samych i w konsekwencji pójdą na zatracenie. 
A przecież Bóg daje poznać swoją nieskończoną łaskę i oświadcza, że zachowa Jego przymierze i Jego miłosierdzie aż do tysięcznego pokolenia tych, którzy Go kochają i którzy realizują jego przykazania. 
Na tej samej zatem zasadzie może On oświadczyć, że nasz grzech nie angażuje wyłącznie nas samych i że to nie tylko my sami będziemy tymi, którzy zbiorą plon naszych działań, naszych aktów w szerokim znaczeniu; nie my sami zbierzemy plon bolesnych konsekwencji tego, czego dokonaliśmy, ponieważ tak nasi potomkowie, nasze dzieci i dalsze pokolenia będą w mechanizm ten uwikłani... 

Faktem też jest w życiu, że możemy zaobserwować, że dzieci biorą przykład z dobrych postaw swych rodziców, czy to w kategoriach wiary, czy zwykłych sprawach życiowych. 
Podobnie i w sytuacjach negatywnych, jeśli nie ma miejsca działanie łaski Pańskiej w sposób szczególny, dzieci płacą za takie czy inne błędy, grzechy rodziców... 
Prawo organiczne życia i solidarności jednych z drugimi jest wpisane w porządek stworzenia. 

Oczywiście jak i zawsze w życiu, tak i tutaj mogą się dla nas pojawić sytuacje dla nas nieodgadnione, choć wcale nie umykające opisanemu wyżej mechanizmowi, a po prostu najprawdopodobniej wszelkie elementy tej „układanki” są nie zawsze znane... 
Jak więc wyżej wzmiankowane, może mieć miejsce sytuacja, że potomstwo osób złych i niesprawiedliwych może być wierzące i dobre, podobnie jak i potomstwo wierzących może się zbuntować przeciw Bogu i znaleźć się w szeregach złych. 
Pamiętajmy, bo to bardzo ważne, aby ustrzec nas przed zbyt płytkim rozumieniem nauczania Jego Słowa: Bóg nie deklaruje ustalenia tutaj jakichś niezmienialnych reguł, bo to byłoby sprzeczne z Jego łaską i Jego suwerennością nad stworzeniem. 
Tak dla dodania odwagi i pocieszenia wierzącego, wiernego Mu, jak i dla ostrzeżenia i wyjawienia wszystkiego co ukryte grzesznikowi, Bóg chce, byśmy każdego dnia mogli obserwować efekty Jego miłości i sprawiedliwości, podejmując także nasze aktywne zaangażowanie i będąc świadomymi naszej stałej, niemalejącej odpowiedzialności w życiu, za nasze życie i za życie innych. 

piątek, 9 listopada 2012

Piotr Apostoł w Pismach Nowego Testamentu i tradycji Kościołów


Szymon, syn Jony (lub Jonasza), zwany Szymonem Piotrem, zgodnie z obliczeniami bazującymi na prawdopodobieństwie oraz tradycji, urodził się około 4 r. p.n.e., a zmarł w 65 r. n.e. 
Jeden z dwunastu Apostołów Jezusa Chrystusa, pośród których miał z pewnością pozycję znaczącą, można nawet powiedzieć, że w jakiś sposób uprzywilejowaną, Piotr jest postacią wokół której kościelna tradycja „chciana” i powiedzmy - mocno selektywna, zbudowała całą misterną konstrukcję. 
Do tej postaci, a raczej do wyobrażeń z nią związanych, odwołuje się także dzisiaj tzw. urząd Piotrowy... 
Piotr według tej tradycji miałby być pierwszym biskupem Rzymu, co zgodnie z nauczaniem katolickim (po przeniesieniu, sukcesji szczególnej pozycji Piotra na kolejnych jego następców rzymskich) miałoby być bazą prymatu biskupstwa rzymskiego, którego papież aktualny byłby 264 (choć i tu kalkulacje są zmienne) następcą. 

Faktem jest, że osoba Piotra przez wieki pobudzała kreatywność artystyczną, czego świadectwem jest wielka liczba wspaniałych niejednokrotnie dzieł artystów, szczególnie tych, związanych z chrześcijaństwem zachodnim... 

Proponujemy krótkie przyjrzenie się niektórym danym biblijnym i historycznym, związanym z Apostołem Piotrem, jednoznacznie i mocno podkreślając, że jak wiele danych, podlegających stałej weryfikacji przez nowe odkrycia, nowe źródła refleksji, tak i te podane w naszym artykule nie aspirują do ostatecznej racji, a jedynie są (zgodnie zresztą z tradycją naszego biuletynu) gorącą zachętą do własnych poszukiwań, do drążenia źródeł, by mieć w tej - jak i w wielu innych kwestiach - własne, przepracowane zdanie. 

Piotr w Nowym Testamencie 

Jego właściwe imię Szymon lub Symeon, syn Jony (Jonasza), pochodził według Ewangelii z Betsaidy, był żonaty i był rybakiem na Jeziorze (morzu) Tyberiadzkim w Galilei. 

Ze swoim bratem Andrzejem podjęli razem decyzję pójścia za Jezusem (por. Kt 4,18), którego z czasem Piotr będzie także podejmował w swoim domu w Kafarnaum. 
Otrzyma imię „Kefas” (por. Ewangelia według św. Jana 1,42; Ewangelia według św. Marka 3,16) – słowo, które znaczy po aramejsku „skała, opoka”, a zostało przetłumaczone przez greckie „Petros” - „skała”, czy „kamień”, co w konsekwencji dało w łacinie imię Petrus (Piotr po polsku, Pietro po włosku, Pierre po francusku, Pedro po hiszpańsku i Piotr po rosyjsku). 

Piotr jest często wspominany w Piśmie (por. Ewangelia według św. Marka 3,16; Dzieje Apostolskie 1,13), jako ten spośród Apostołów, który bez wątpienia pełnił funkcję szczególną, zarówno pozytywną, jak i nie zawsze najwyższych lotów (pamiętajmy o jego zdradzie Jezusa). 
To on był się tym, który jak „attaché de presse” wyraził wiarę Apostołów, odpowiadając na pytanie Jezusa, za kogo oni (Apostołowie) Go uważają: I zapytał ich: A wy za kogo mnie uważacie? Wtedy Piotr, odpowiadając, rzekł mu: Tyś jest Chrystus (Ewangelia według św. Marka 8,29). 

W sposób specyficzny Ewangelia Mateusza podaje, że Jezus wskazuje Piotra (lub Piotrowi)  - fundament Kościoła:  A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go (Ewangelia według św. Mateusza 16,18). 
Nie tu miejsce jednak na nie kończącą się dyskusję co do ewentualnej wieloznaczności (i takich jego interpretacji) tego zdania... 
Wiemy z Ewangelii, że Piotr był świadkiem wielu cudów i wydarzeń szczególnie istotnych w życiu Chrystusa, jak choćby Jego kroczenie po wodzie (Ewangelia według św. Mateusza 14,28-31), Przemienienie, aresztowanie, Jego proces, a następnie Jego męka. 

Piotr jest opisywany w Ewangeliach jako entuzjasta, ktoś kto łatwo daje się ponieść emocjom, a także jako ten, który jest chwilami chwiejny, a wręcz słaby. 
Tu choćby wspomniane już wyżej zdrada i opuszczenie Chrystusa w chwilach procesu i cierpienia, pomimo manifestowanej wcześniej chęci i gotowości pójścia z Nim do końca: 
A Piotr rzekł do niego: Choćby się wszyscy zgorszyli, ja jednak nie (Ewangelia według św. Marka 14,29). 
Oczywiście, był także tym, który gorzko żałował za popełnione czyny: I wspomniał Piotr na słowo, które mu powiedział Jezus: Zanim kur dwa razy zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz. Wtedy załamał się i wybuchnął płaczem (Ewangelia według św. Marka 14,72). 

Na wiadomość, przyniesioną przez Marię z Magdali, że grób Jezusa został znaleziony pusty, był on, Piotr, pierwszym, który pobiegł i wszedł do grobu, Jan dawszy mu w tej kwestii pierwszeństwo (por. Ewangelia według św. Jana 20, 5 i nast.; 21,7). 
Następnie, dostąpił zaszczytu ukazania się Chrystusa Zmartwychwstałego, przed całą grupą dwunastu (czy właściwie jedenastu, zważywszy na zdradę i odejście Judasza) – por. 1 List do Koryntian 15,5: i że (Jezus) ukazał się Kefasowi, potem dwunastu. 

Podczas ostatniego ukazania się Chrystusa swoim uczniom, Piotr otrzymał misję bycia pasterzem Kościoła (Ewangelia według św. Jana 21, 15-17): Gdy więc spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje. Rzecze mu znowu po raz drugi: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie? Rzecze mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzekł mu: Paś owieczki moje. Rzecze mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Miłujesz mnie? I odpowiedział mu: Panie! Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu Jezus: Paś owieczki moje. 

Dzieje Apostolskie ukazują go jako przewodzącego wspólnocie chrześcijańskiej (a przynajmniej będącego jednym z tych, których autorytet ma szczególne znaczenie). 
Po Pięćdziesiątnicy (nie zapomniawszy także o jego wystąpieniu przed nią w kwestii wyboru nowego członka grupy dwunastu) to Piotr zabrał głos i rozpocznie głoszenie chrześcijańskiego przesłania. 

Podczas tzw. Soboru Jerozolimskiego, przyjął pozycję korzystną przyjmowaniu pogan do Kościoła, bez nakładania na nich obowiązków wynikających z prawa mojżeszowego, jak np. obrzezanie. 
Jednakże to nie kto inny, jak Apostoł Paweł, będzie mu wyrzucał niejasność w postawie wobec tzw. judaizujących (członków wspólnot „chrześcijańskich”, zachowujących rygorystycznie nakazy Prawa), którym przewodził Jakub Mniejszy (por. Dzieje Apostolskie 21,18) „brat Pański”, przełożony wspólnoty jerozolimskiej: A gdy przyszedł Kefas do Antiochii, przeciwstawiłem mu się otwarcie, bo też okazał się winnym. Zanim bowiem przyszli niektórzy od Jakuba, jadał razem z poganami; a gdy przyszli, usunął się i odłączył z obawy przed tymi, którzy byli obrzezani (List do Galatów 2,11-12). 


Tradycja męczeństwa Piotra w Rzymie 

Warto przyjrzeć się przez moment kwestii tradycji, rozpowszechnionej przede wszystkim w Kościele katolickim, co do Męczeństwa Apostoła w Rzymie, a szczególnie i ściślej mówiąc niejasnościom historycznym, związanym z jego pobytem w Rzymie. 

Tradycja kościelna przypisuje Piotrowi w pierwszym rzędzie przewodniczenie Kościołowi w Antiochii. Od IV wieku, 22 lutego, obchodzone jest święto „katedry świętego Piotra w Antiochii”. Piotr miałby – zgodnie z tą tradycją - zajmować to stanowisko podczas siedmiu lat. 

Co do pobytu Piotra w Rzymie, chce się mu nadać fundament biblijny interpretując odpowiednio słowa 1 Listu Piotra 5,13: Pozdrawia was zbór w Babilonie, wespół z wami wybrany, i Marek, syn mój. 
Tradycja, czy raczej pewna forma interpretacji tradycyjnej, chce widzieć w słowie „Babilon” pejoratywne określenie Rzymu, jako miasta zniszczonego przez idolatrię, czyli chodzi tu o użycie w odniesieniu do Rzymu symbolicznego obrazu znakomicie czytelnego dla odbiorców znających Biblię (Stary Testament). 
Niemniej, Babilon istniał nadal w epoce współczesnej Piotrowi i Apostołom, a choć już od dawna stracił swój splendor, pozostając jednak znaczącym centrum życia religijnego i społecznego dla judaizmu. 
Marek, wzmiankowany w powyżej podanym wersecie, według Jana Prezbitera (cytowanego przez Euzebiusza z Ceraei) miałby być wiernym interpretatorem nauki Piotra. 

Nie jest jednak całkiem pewnym, że Babilon może tu być tak łatwo odniesiony do Rzymu. 
Istnieją bardzo poważne poszlaki, że kiedy 1 List Piotra mówi o Babilonie, nie ma wcale na myśli symboliki mogącej byc łatwo odniesioną do Rzymu, a po prostu mówi o prawdziwym Babilonie, mieście w Chaldei, gdzie Piotr wykonywał owocną posługę głoszenia pośród tamtejszej wspólnoty żydowskiej, potomkini niewoli żydowskiej z VI wieku przed n.e. 

Kiedy Apostoł Paweł pisze o Rzymie, to używa wprost słowa „Rzym” bez żadnych niepotrzebnych wstępów i aluzji, i bez używania słowa Babilon. 
W Apokalipsie, Jan także daje prawdziwe imię wyspie, kiedy pisze „Patmos”. 
Pamiętajmy, że było w powszechnym zwyczaju - u osób piszących w tamtym okresie - jasno określić miasto, czy miejsce, z którego pisane było pismo. 

Kiedy Jan pisze o Babilonie w Apokalipsie, czyni to wyraźnie w celu skojarzenia go z Babilonem proroków Starego Testamentu. 
Wydaje się też wysoce logiczne (geograficznie), że to właśnie z Babilonu w Chaldei Piotr adresuje swoje pisma do wychodźców rozproszonych po Poncie, Galacji, Kappadocji, Azji i Bitynii (1 List Piotra 1,1). 

Jeśli chodzi natomiast o męczeństwo Piotra w Rzymie, to tradycja ta opiera się na tekstach nie samego Pisma, ale na tekstach autorów wczesnego chrześcijaństwa, mówiących o Piotrze i Pawle, jako ofiarach prześladowań chrześcijan, nakazanych przez Nerona, aktów dokonywanych szczególnie w obrębie Circus Vaticanus, zbudowanego przez cesarza Kaligulę, usytuowanego na wzgórzu watykańskim, z grubsza tam, gdzie znajduje się współcześnie Bazylika św. Piotra. 

Najstarszy z tych tekstów, List do Koryntian Klemensa Rzymskiego, datowany na 96 r. n.e., nie podaje wyraźnie miejsca śmierci Piotra, ale interpretacja przesłanek zawartych w Liście wskazuje na Rzym. 

Około dwadzieścia lat później List  - Ignacego Antiocheńskiego - do chrześcijan w Rzymie zawiera słowa: „Nie daję wam nakazów jak Piotr i Paweł”. Także te słowa miałyby być dla niektórych wskazówką na pobyt i śmierć Piotra w Rzymie. 

Euzebiusz z Cezarei (ok.264-340) cytuje krótką notatkę z II w. n.e., która wskazuje, że niejaki Proclus chwalił się, że jego miasto posiada grób apostoła Filipa, na co Rzymianin Gaius miał odpowiedzieć: „Ja natomiast mogę ci pokazać trofea świętych apostołów. Istotnie, jeżeli chcesz udać się do Watykanu, czy na drogę Ostii, znajdziesz tam trofea tych, którzy zbudowali ten Kościół”. 
Słowo „trofeum”, z greckiego trofaion - pomnik zwycięstwa, w kontekście tradycji chrześcijańskiej wskazywałoby tutaj groby Piotra i Pawła. 
W podobny sposób Euzebiusz podaje świadectwa Dionizego z Koryntu i Zefiryna z Rzymu. 

Na miejscach związanych w tradycji z Piotrem i Pawłem, w IV w. zostały zbudowane bazyliki Świętego Piotra i Św. Pawła za Murami. 

Klemens Rzymski, sam będący biskupem Rzymu (koniec I i początek II wieku) twierdzi, że męczeństwo Piotra było efektem „niesprawiedliwej zazdrości” i podziału wśród członków wspólnoty chrześcijańskiej; Piotr miałby zostać zadenuncjonowany przez członków wspólnoty... 
Natomiast to apokryficzny tekst Dziejów Piotra (tytuł w odniesieniu do Dziejów Apostolskich) podaje, że Piotr został ukrzyżowany głową w dół... 


Rzym – „Stolica Piotrowa”

Należy pamiętać, że Ewangelie – i tu egzegeci są dość zgodni – jasno mówią o ważnej roli Piotra w gronie Apostołów. 
Natomiast jego pobyt i męczeństwo w Rzymie są „prawie pewne”, jak napisał z lekką nutką ironii sławny teolog i egzegeta protestancki Oscar Cullmann. 

Dyskusje co do wagi Piotra, a przede wszystkim „transmisji” jego owej nadzwyczajnej pozycji dzielą poszczególne wyznania chrześcijańskie. 

Dla katolików, szczególna pozycja Piotra zostaje przekazana następnym bikupom Rzymu, mającym tym samym nadzwyczajną, wręcz jedyną w swoim rodzaju pozycję jurysdykcyjną w Kościele – faktyczną władzę absolutną. 

Dla prawosławnych, ale także dla anglikanów, Piotr – i jego następcy – mają swoisty prymat honorowy (nie przekładający się w żaden sposób na władzę, czy szczególną pozycję władzy w Kościele powszechnym). 

Protestanci, opierając się na danych biblijnych, nie uważają, że miałoby mieć miejsce przekazanie jakiejś szczególnej pozycji (jakąkolwiek by ona była) jakiemukolwiek z następców Piotra. 

Ciekawym elementem, związanym przede wszystkim z tradycją rzymsko-katolicką (oczywiście z całą parafrazą historii i znaczenia Piotra, na której tłumaczenie brak czasu w naszym krótkim artykule) miałaby być obecność grobu Piotra niekontestowanie w Rzymie. 

W pierwszym rzędzie miałby to potwierdzać brak aspiracji do posiadania grobu Apostoła przez jakiekolwiek inne miasto w starożytności. 
Niemniej, odkrycia archeologiczne, poczynione w wieku XX nie mogą dać takiej pewności. Istotnie, w 1942 roku został znaleziony jakiś grób, ale pewność jedynie z nim związana jest taka, że chodzi o grób, który chrześcijanie od IV wieku uważali za grób Piotra. 
Papież Paweł VI w 1964 roku „uciął” (sic!) ten spór archeologiczny, uznając oficjalnie znaleziony grób za prawdziwy grób Apostoła Piotra... 

Niemniej, pozostaje ciągle istotnym pytanie, czy Piotr naprawdę, a jeśli tak to kiedy był w Rzymie? 

Niektórzy – zwłaszcza pewna grupa „historyków” Kościoła - twierdzą, że Piotr był w Rzymie w latach 41 do 66, czyli przez okres 25 lat. 
Ale Biblia (Dzieje Apostolskie) mówi nam np., że Piotr głosił w Cezarei, w domu Korneliusza, oddalonym o 2900 km od Rzymu... 
Nieco później, według obliczeń około roku 44 (Dzieje 12) Piotr został wtrącony przez Heroda do więzienia w Jerozolimie, ale został uwolniony przez anioła. 
Z kolejnego rozdziału Dziejów (13) możemy wnioskować, że w następnych latach Piotr był w Jerozolimie. 
Inny jeszcze detal: kiedy Szaweł (przyszły Paweł) nawróci się w roku 34, rozdział 9 Dziejów Apostolskich mówi nam, że trzy lata później udał się do Jerozolimie, gdzie pośród innych „starszych” spotkał się także z Piotrem. 
W Liście do Galatów (2,1-8), Paweł pisze, że czternaście lat później spotkał ponownie Piotra w Jerozolimie!... W 2,11 pisze już natomiast o przybyciu Kefasa (Piotra) do Antiochii...

Ewidentność cytatów biblijnych jest niepodważalna. Prawda Biblii ukazuje jasno, że Piotr przez długi okres czasu, przynajmniej do roku 52, pozostawał w pobliżu Jerozolimy. 
W tamtych czasach przemieszczanie się na dystansie 3000 km zabierało ogromna ilość czasu, nawet miesiące. 

Co ciekawe także, w oczach władz rzymskich (cesarstwa rzymskiego), to raczej Paweł, a nie Piotr, jest postrzegany jako szef „sekty” chrześcijańskiej: Mąż ten, stwierdziliśmy to bowiem, jest rozsadnikiem zarazy i zarzewiem niepokojów wśród wszystkich Żydów na całym świecie i przywódcą sekty nazarejczyków (Dzieje Apostolskie 24,5). 
Opisywana scena ma miejsce w Cezarei, w Samarii. Gdzie wtedy jest Piotr? Być może jest właśnie w Rzymie?... 

Który zatem z Szymonów był naprawdę w Rzymie? 
Szymon, zwany Piotrem, czy też inny Szymon, choćby cytowany w Dziejach 8,9? 
Na to Biblia nie mamy jednoznacznej odpowiedzi. 


Pisma apokryficzne

Warto wiedzieć na zakończenie, dla ogólnej znajomości problematyki, że poza znanymi nam pismami kanonicznymi Biblii, których autorstwo Piotra jeśli nie jest bezpośrednie, to przenajmniej pośrednie lub inspirowane ściśle jego nauczaniem, istnieje zachowana do dzisiaj duża liczba pism, tzw. apokryficznych, to znaczy nie mających autorytetu Pism natchnionych, których autorstwo przez tradycję przypisywane jest Piotrowi Apostołowi. 
Są to np. Dzieje Piotra, których koniec (wyraźnie dodany później i przepracowany) opisuje Mękę Piotra. Kolejnymi pismami są Ewangelia Piotra, Apokalipsa Piotra, List Piotra do Filipian, Dzieje Piotra i Andrzeja. 

Rozważanie Ewangelii według św. Marka 11, 15-19


Kupcy wygnani ze świątyni. 

W czasach Jezusa. 
Na północ od centrum Jerozolimy wspaniała Świątynia dominowała nad miastem. Pamiętajmy, że nie przypominała ona naszych kościołów. Była to w pierwszym rzędzie spora przestrzeń otoczona portykami. Pośrodku tego miejsca wznosiło się sanktuarium. Dla Żydów czasów Jezusa, był to „dom Boży”. 

Niemniej, od pewnego już czasu, to święte miejsce stało się wielkim targiem, pełnym hałasu towarzyszącym handlowi nie zawsze uczciwemu. Zainstalowali się tam sprzedawcy zwierząt. Proponowali pielgrzymom zwierzęta z przeznaczeniem na złożenie w ofierze: woły, barany, kozy, gołębie. Obok nich, 

bankierzy ustawiali swe biura wymiany walut. Pamiętajmy, że wiele osób, które przyjeżdżały z obcych krajów, nie dysponowały lokalną walutą niezbędną do dokonywania zakupów i płacenia podatku świątynnego. 

Przełożeni kapłanów zgadzali się na tę sytuację. Zresztą, czerpali z tego niemały profit. 
W końcu plac świątynny stał się także rodzajem „skrótu”, tzn. krótszego przejścia dla pieszych, chcących szybciej przedostać się z jednego krańca miasta na drugi. Przechodzący nieśli często ze sobą bardzo różne rzeczy, często trudno licujące z godnością miejsca... 
Niektórzy z pobożnych Żydów przypominali sobie słowa proroka Jeremiasza (7,11 - Czy jaskinią zbójców stał się w oczach waszych ten dom, który jest nazwany moim imieniem? Oto i Ja to widzę - mówi Pan ). 

Widząc zaistniałą sytuację Jezus zapałał gniewem. Sprawił sobie rodzaj bicza. Nakazał kupcom opuścić miejsce świątynne. Wygnał zwierzęta. 
Łatwo domyślić się, że „szarogęsienie się” Jezusa nie było w smak kapłanom świątyni, czerpiącym wymierne zyski z prowadzonego handlu na terenie świątynnym... 
Był to pewnie rodzaj kropli, która wypełniła kielich opozycji do Jezusa, a następstwem mogła być jedynie chęć skutecznego i definitywnego pozbycia się Go... 
Tego, który już teraz jednoznacznie uważany był za niszczyciela ładu społecznego... 


W czasach Ewangelii. 

Marek opowiada pełną energii akcję Jezusa tym ludziom, którzy mieszkają z dala od Jerozolimy. Pośród jego czytelników byli zarówno Żydzi, jak i poganie, którzy zostali chrześcijanami. 
Wszyscy jednak byli świadomi faktu, że było zabronionym nie-Żydom wchodzić do Świątyni. Była tam wewnątrz bariera, której nie wolno było przekraczać pod karą śmierci. 

Marek pragnie ukazać czytelnikom, że Jezus oczyszczając Świątynię z kupców, przez swoje działanie zniszczył także tę barierę dzielącą różne etnicznie populacje. 
Dla tego też Ewangelista przypomina tekst proroka Izajasza (56,7 -  wprowadzę na moją świętą górę i sprawię im radość w moim domu modlitwy. Ich całopalenia i ich rzeźne ofiary będą mi miłe na moim ołtarzu, gdyż mój dom będzie zwany domem modlitwy dla wszystkich ludów). 
„Wszystkie ludy” oznacza nie tylko Żydów przybyłych z najdalszych krańców cesarstwa, ale także Greków, Rzymian, mieszkańców Afryki, Gallów itp....

Marek mówi do swoich czytelników: „Zobaczcie, Jezus przybył otworzyć Świątynię poganom. Tak jak On, my także otworzyliśmy naszą grupę chrześcijanom przybywającym ze wszystkich krańców świata”. 

Tekst Ewangelii. 

Ewangelia według świętego Marka 11,15-19: 
I przyszli do Jerozolimy. A gdy wszedł do świątyni, począł wyganiać tych, co sprzedawali i kupowali w świątyni, i wywrócił stoły wekslarzy oraz ławy sprzedawców gołębi. I nie pozwolił, żeby ktoś choćby naczynie przeniósł przez świątynię. I nauczał, mówiąc im: Czyż nie jest napisane: Dom mój będzie przez wszystkie narody nazywany domem modlitwy? A wy uczyniliście zeń jaskinię zbójców. I słyszeli to arcykapłani i uczeni w Piśmie, i szukali sposobu, jak by go stracić; bo się go bali, gdyż cały lud zdumiewał się nad nauką jego. A gdy nastał wieczór, wyszli poza miasto. 
Aby lepiej zrozumieć, uczynić niejako swoim ten tekst, proponuję dokonanie banalnego wydawałoby się ćwiczenia, ale pomagającego znakomicie zapamiętać na dłuższy czas detale tekstu Ewangelii: 

1. Zanotuj w dwóch kolumnach: 
Ø Słowa, które ukazują czym stała się Świątynia, 
Ø Słowa, które ukazują czym powinna być. 

2. Spróbuj znaleźć słowa dawnych proroków w tym tekście (Izajasza i Jeremiasza). 

3. Zanotuj w trzech kolumnach:
Ø Tych, którzy są za Jezusem, 
Ø Tych, którzy są przeciw Jezusowi, 
Ø Tych, którzy nie znają lub nie potrafią określić ich pozycji wobec Niego. 

Żyć tekstem Ewangelii dzisiaj. 

Ofiary 

Z Bogiem się nie handluje! Nie można zapłacić Bogu za to, że obdarzy nas swoją życzliwością. 
Niektórzy, w czasach Jezusa, podobnie jak i dzisiaj, myślą, że aby być w dobrym porozumieniu z Bogiem, aby mieć dobrą przed nim „pozycję, należy Mu ofiarować kosztowne ofiary (oczywiście nie myślimy tu o ofiarach ze zwierząt, jak należało to do porządku Starego Przymierza), ale należy np. dokonywać jakichś szczególnych czynów, które uważamy za mogące zasłużyć nie tylko na Jego uwagę, ale mające skutkować Jego przychylnością dla nas; można np. dokonywać jakichś bolesnych wyrzeczeń. 
Jeśli przeanalizować głębiej tego typu działania, moglibyśmy sobie nawet zadać pytanie, czy niektóre z tych czynów nie wypływają bezpośrednio ze strachu przed Bogiem? 
Być może dokonujący ich uważają Boga za kogoś, komu lepiej nie do końca ufać, kogo trzeba - dla własnego bezpieczeństwa - darzyć pewną nieufnością, trzymać pewien dystans do Niego i Jego na dystans... 
Wszystko po to, aby jednak mieć gwarancję posiadania Go po swojej stronie, by Mu nie „narazić się” w jakiś sposób. 
Czy jednak naprawdę jest gestem miłości, czy szacunku wobec Boga, taka chęć – nierzadko wyrachowana – zdobycia Jego przychylności przez „podkupienie” Go gestami w jakiś sposób, według naszego widzenia rzeczy - spektakularnymi? 
Czy można zresztą w ogóle mówić o prawdziwej ofierze, o prawdziwym oddaniu się komuś, lub dla kogoś, jeśli są to akty wyzbyte miłości? 
A czy prawdziwa miłość ma jakikolwiek związek z mechanizmami handlu? 

A przecież Bóg objawia się nam jakko Ojciec pełen miłości wobec swoich dzieci!
Miłość (a zwłaszcza Jego miłość) nie ma nic wspólnego z kalkulacjami, tak charakterystycznymi dla środowiska handlowego. 
Dla Boga jedyna rzecz jest ważna: poprzez nasze dzieła i nasze słowa, kochać Go z całych naszych sił i kochać naszego bliźniego, jak siebie samego...

Dom modlitwy. 

W naszych kościołach, zborach, domach modlitwy, chrześcijanie gromadzą się, aby modlić się i aby wielbić Boga. 
Nasza społeczność jest domem, gdzie Ewangelia jest głoszona publicznie, oficjalnie, jako przesłanie nawołujące do zmiany życia, do nawrócenia. 
Pamiętamy także, że podczas Wieczerzy Pańskiej wspominamy Jezusa obecnego wśród swoich, czy jak wierzą niektóre nurty protestantyzmu - obecnego w zgromadzeniu sprawującym Wieczerze (obecność ta ma różne niuanse, będąc realną u Luteran, obecnością dzięki działaniu Ducha Świętego u reformowanych...). Ale niezależnie od towarzyszących temu momentowi koncepcjom teologicznym, jeden element jest wspólny i niepodważalny: dzięki słowom wypowiadanym (czy raczej odczytywanym z Biblii) w takim momencie uświadamiamy sobie po raz kolejny, że Jezus oddał swoje życie, swoje ciało i swoją krew, za życie świata. 
Uświadamiamy sobie jednocześnie, jeśli mamy odwagę spojrzeć na nasze działania w sposób obiektywnie krytyczny, dostrzeżemy śmieszność naszych „ofiar”; śmieszność, czy raczej straszność naszej chęci kupczenia z Bogiem, chęć kupowania Jego przychylności naszym zachowaniem zbliżonym go sportowca, uczestniczącego w zawodach, chcącego zdobyć medal całym sobą, opierającego się i ufającego wyłącznie własnemu przygotowaniu, własnemu wysiłkowi. 

Każda taka sytuacja, jak choćby ta cytowana (Wieczerzy Pańskiej), ale także każda inna, która konfrontuje nas z Jego prawdziwym Słowem, Słowem Boga żywego, uświadamia nam znaczenie tego wyznania wiary, gdy wreszcie mamy odwagę powiedzieć (niezależnie od naszego udziału w „zdobywaniu”, kupczeniu, handlowaniu Jego łaską): 
„Zaprawdę Panie, ty jesteś naszą nadzieją, to Ty dajesz nam życie, pozwalasz, abyśmy żyli”. 

Dom otwarty. 

Przyjaciele Jezusa, ci którzy wybrali życie dzięki Jego Ewangelii, stanowią wspólnotę chrześcijańską: Kościół. 
Ten Kościół nie jest tylko miejscem spotkania, jak uważają niektórzy na podstawie wpajanych im tradycji, ale jest przede wszystkim ludem wybranych. 
Dla każdego jest tam miejsce przygotowane: dla wielkich jak i dla małych, dla wszystkich kolorów skóry, dla „czystych” jak i pełnych poczucia niegodności, dla bogatych jak i dla biednych. Wszyscy są doń zaproszeni. Nikt nie jest odrzucony na podstawie kryteriów, które my, ludzie, tak chętnie aplikujemy do naszych działań wobec innych, do naszych o nich sądów. 
Nie ma już bariery, jak w starej świątyni w Jerozolimie, która dzieliłaby, a co za tym idzie – kategoryzowałaby – ludzi. 

Jeden cel jest wspólny dla wszystkich: 
Ø przyjąć Dobrą Nowinę o niezasłużonej, ale danej darmo łasce miłości Bożej i dać w życiu owoce godne nawrócenia. 

Jedna wola ma przyświecać tym,którzy jeszcze nie tak dawno byli pochłonięci chęcią handlowania miłością z Bogiem: 
oddać Mu się na służbę i służyć Mu w tych, którzy także mają prawo usłyszeć nowinę o Jego miłości.