sobota, 20 października 2012

Rozważanie – Chrześcijanin i jego obecność publiczna na podstawie Nowego Testamentu.



Kilka refleksji na podstawie Nowego Testamentu odnoszących się do obecności publicznej chrześcijan w społeczeństwie. 

W poniższym artykule, planując w naszych publikacjach (zarówno wysyłanych drogą elektroniczną, jak i drukowanych) zająć się nieco szerzej zagadnieniami etycznymi, proponuję krótkie rozważanie (bez wchodzenia tym razem w analizę szczegółową), a może raczej kilka wskazówek jakimi posługuje się Słowo Boże Nowego Testamentu w odniesieniu: 
Ø do sposobu najpierw postrzegania swojego miejsca w świecie przez chrześcijanina, 
Ø a potem całej jakby „filozofii” jego zaangażowania w świecie, tym konkretnym, w jakim przychodzi nam żyć. 

Warto rozpocząć nasze rozważanie lekturą Listu do Tytusa, 3,1-8: 
Przypominaj im, aby zwierzchnościom i władzom poddani i posłuszni byli, gotowi do wszelkiego dobrego uczynku, aby o nikim źle nie mówili, nie byli kłótliwi, ale ustępliwi, okazujący wszelką łagodność wszystkim ludziom. Bo i my byliśmy niegdyś nierozumni, niesforni, błądzący, poddani pożądliwości i rozmaitym rozkoszom, żyjący w złości i zazdrości, znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem. Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca. Prawdziwa to mowa i chcę, abyś przy tym obstawał, żeby ci, którzy uwierzyli w Boga, starali się celować w dobrych uczynkach. To jest dobre i użyteczne dla ludzi.

Jedna z możliwych form struktury tego tekstu to (przeczytajmy jeszcze raz tekst Listu, zgodnie z poniższymi wskazówkami):
1-2: Temat dotyczący „prowadzenia się” chrześcijan (ich życia publicznego w ich miejscu zamieszkania i całym społeczeństwie). 
3-7: Motywacja/argumentacja teologiczna

„Zwierzchności” i „władze” – to ci, którzy wykonują określoną funkcję publiczną w majestacie prawa, autorytetu władzy; może to być Państwo, magistrat i każda część administracji publicznej. 
Tekst sam nie wydaje się zachęcać, by chrześcijanie „angażowali się publicznie” (w tym kontekście jaśniejszą będzie lektura 1 Tm 2) proponując, aprobując czy dezaprobując „sposób”, w jaki władza publiczna jest wykonywana. 
Chrześcijanie nie są jednak oderwani od życia społecznego, które w życiu praktycznym wymaga istnienia pewnego porządku funkcjonowania. 
Uznać się za poddanych autorytetowi władzy publicznej, to jednocześnie być solidarnymi z problemami społecznymi, a także zaakceptować poddanie się władzy publicznej, czego ona wymaga ona dla zachowania porządku społecznego. 

Tu warto dodatkowo przeczytać tekst z Listu do Rzymian 13, 1-5: 
Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają. Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie. 

W swoich pismach Apostoł Paweł stara się wielokrotnie przestrzec chrześcijan przed pokusą myślenia, że „wolność chrześcijańska” uwalnia od norm zwykłego, społecznego/kolektywnego życia ludzkiego. Paweł podkreśla także, że zawsze dobrym świadectwem jest „umiarkowanie w życiu”, charakterystyczne dla życia tego, tutaj. 

Pamiętajmy przy tym, że jeśli Paweł pisze o poddaniu się autorytetowi władzy, nie ma w żadnym razie na myśli poddania się jej pasywnego. 
Poddanie się chrześcijańskie autorytetowi instytucji społecznych jest wdzięcznością za pozytywną wolę Bożą, jaką On wyraża wobec tego świata.
 Taka forma - postawa wdzięczności - wymaga dyspozycyjności do bycia otwartym na każde dobre dzieło. 
Podobnie i Kościół nie może żądać dla siebie „przywileju” życia pełnego pokoju, spokojnego i bezpiecznego (by nie rzec – wygodnego), jeśli nie jest to w tym samym czasie żądaniem i działaniem dla osiągnięcia takiego stanu przez i dla wszystkich ludzi – por. 1 List do Tymoteusza 2,1-4: 
Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości. Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy
Zwróćmy uwagę także na 2 List do Tesaloniczan 3,12-14, gdzie oczekiwanie na paruzję (ponowne przyjście Pana) nie może być pretekstem by nie pracować. 

Jest rzeczą ciekawą, że Paweł podkreśla, że chrześcijanie są wezwani do wykonywania w pierwszym rzędzie posługi ukojenia i pojednania (por. 2 List do Koryntian 5,20). 
Ten, który żyje w oczekiwaniu na nadejście pełnej realizacji Królestwa Bożego i wie, że jest „obywatelem niebios” (por. List do Filipian 3,20), zna także ograniczenia obywatelstwa ziemskiego i prawa lub przywileje, które ono mu oferuje. 

Takie jest powołanie ludu chrześcijańskiego i szczególne znaczenie zachęty do działania zaangażowanego w dzieła dobra: 
Żyć w czasie obecnym z umiarkowaniem, zaangażować się w działanie ku dobru wszystkich ludzi, w duchu pojednania i łagodności, wiedząc, że „czasy są złe” (Efezjan 5,15-16:  Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe) i że ten świat nie jest Królestwem Bożym już zrealizowanym, ale że to, co on zawiera w sobie jest obiecane ku pojednaniu.  

Kościół nie może zatem uciec od warunków egzystencji ludzkiej lub też stać się rodzajem niewidzialnego monasteru, dążącego ze wszystkich sił do oddzielenia się murem od świata. Nie może też stać się rodzajem getto, gdzie - i tylko tam – można będzie się poczuć „u siebie”, oddając się w całej „czystości służbie Bożej (a właściwiej – bożej...) i dobrym dziełom, zostawiwszy świat samemu sobie, by ten coraz bardziej pogrążał się w mroku chaosu. 

Z drugie jednak strony, Kościół, który „z całą łagodnością” zwiastuje światu Ewangelię pojednania, nie może ignorować elementów nie-pojednywalnych i powinien liczyć się zawsze z możliwą silną opozycją, w wymiarze takim, w jakim sile łagodności oponuje zatwardziałe serce, gniew, nienawiść. 

Nie jest możliwym dla Kościoła, aby przyjął punkt widzenia i metody świata, aby starać się urządzić (z udziałem „ludzi dobrej woli”, albo używając tzw. - cokolwiek by one znaczyły - „wartości chrześcijańskich”) na tym świecie Miasto Boże, zgodnie z własną, choćby najszczytniejszą wizją. 
Historia uczy, że wszelkie tego typu próby działań ze strony Kościoła w ciągu wieków kończyły się zawsze tworzeniem warunków okropnej despotii i terroru sumień. 

Lud Boży jest posłany, ale także świadomy swej pozycji pielgrzymowania, bycia „obcokrajowcem”, w tym świecie, ale jest także wezwany do odwagi powiedzenia, gdy sytuacja tego wymaga, „tak” lub „nie” temu światu. 
A synowie Królestwa są nasieniem, które musi rosnąć w obecności chwastów, aż do czasów zbiorów (por. Ewangelia Mateusza 13,30: Pozwólcie obydwom róść razem aż do żniwa. A w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw kąkol i powiążcie go w snopki na spalenie, a pszenicę zwieźcie do mojej stodoły). 

Chrześcijanie muszą zawsze, na początku każdej ich refleksji, zwłaszcza tej dotyczącej ich  zaangażowania, przypominać sobie, że są tej samej dokładnie natury co reszta ludzi. 
A zatem postępowanie chrześcijan w społeczeństwie, to, co moglibyśmy nazwać ich „moralnością społeczną i cywilną”, nie jest determinowalne przez jakąś „socjologię chrześcijańską” lub jakąś „teorię socjalną”, ale przez biblijną naukę o człowieku i o zbawieniu człowieka. 
W takim kontekście, postępowanie chrześcijańskie jest manifestacją „miłości ludzkiej”, takiej, jaką Bóg dał nam poznać w swoim Synu, Jezusie Chrystusie. 

Zatem, dobre dzieła, do jakich chrześcijanie są wezwani w świecie, są tymi, przez które świat może „zobaczyć” znak i obietnicę jego własnego odrodzenia. 
Nie mogą one być zredukowane ani do kręgu kościelnego, arbitralnie i sztucznie zarezerwowanego dla dobrych dzieł, ani też rozpuścić się w fikcyjnej próbie „uchrześcijaniania” świata. 

Dobre dzieła, zaangażowanie chrześcijan sytuują się na poziomie i w miejscu takim, gdzie każdy z chrześcijan żyje, pracuje i walczy, jak każdy człowiek w tym świecie, i gdzie musi – jak każdy – szukać ścieżki posłuszeństwa swojemu powołaniu - służbie ochrzczonego w imię Ojca i Syna i Ducha... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz