sobota, 20 października 2012

Rozważanie – Chrześcijanin i jego obecność publiczna na podstawie Nowego Testamentu.



Kilka refleksji na podstawie Nowego Testamentu odnoszących się do obecności publicznej chrześcijan w społeczeństwie. 

W poniższym artykule, planując w naszych publikacjach (zarówno wysyłanych drogą elektroniczną, jak i drukowanych) zająć się nieco szerzej zagadnieniami etycznymi, proponuję krótkie rozważanie (bez wchodzenia tym razem w analizę szczegółową), a może raczej kilka wskazówek jakimi posługuje się Słowo Boże Nowego Testamentu w odniesieniu: 
Ø do sposobu najpierw postrzegania swojego miejsca w świecie przez chrześcijanina, 
Ø a potem całej jakby „filozofii” jego zaangażowania w świecie, tym konkretnym, w jakim przychodzi nam żyć. 

Warto rozpocząć nasze rozważanie lekturą Listu do Tytusa, 3,1-8: 
Przypominaj im, aby zwierzchnościom i władzom poddani i posłuszni byli, gotowi do wszelkiego dobrego uczynku, aby o nikim źle nie mówili, nie byli kłótliwi, ale ustępliwi, okazujący wszelką łagodność wszystkim ludziom. Bo i my byliśmy niegdyś nierozumni, niesforni, błądzący, poddani pożądliwości i rozmaitym rozkoszom, żyjący w złości i zazdrości, znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem. Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca. Prawdziwa to mowa i chcę, abyś przy tym obstawał, żeby ci, którzy uwierzyli w Boga, starali się celować w dobrych uczynkach. To jest dobre i użyteczne dla ludzi.

Jedna z możliwych form struktury tego tekstu to (przeczytajmy jeszcze raz tekst Listu, zgodnie z poniższymi wskazówkami):
1-2: Temat dotyczący „prowadzenia się” chrześcijan (ich życia publicznego w ich miejscu zamieszkania i całym społeczeństwie). 
3-7: Motywacja/argumentacja teologiczna

„Zwierzchności” i „władze” – to ci, którzy wykonują określoną funkcję publiczną w majestacie prawa, autorytetu władzy; może to być Państwo, magistrat i każda część administracji publicznej. 
Tekst sam nie wydaje się zachęcać, by chrześcijanie „angażowali się publicznie” (w tym kontekście jaśniejszą będzie lektura 1 Tm 2) proponując, aprobując czy dezaprobując „sposób”, w jaki władza publiczna jest wykonywana. 
Chrześcijanie nie są jednak oderwani od życia społecznego, które w życiu praktycznym wymaga istnienia pewnego porządku funkcjonowania. 
Uznać się za poddanych autorytetowi władzy publicznej, to jednocześnie być solidarnymi z problemami społecznymi, a także zaakceptować poddanie się władzy publicznej, czego ona wymaga ona dla zachowania porządku społecznego. 

Tu warto dodatkowo przeczytać tekst z Listu do Rzymian 13, 1-5: 
Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają. Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie. 

W swoich pismach Apostoł Paweł stara się wielokrotnie przestrzec chrześcijan przed pokusą myślenia, że „wolność chrześcijańska” uwalnia od norm zwykłego, społecznego/kolektywnego życia ludzkiego. Paweł podkreśla także, że zawsze dobrym świadectwem jest „umiarkowanie w życiu”, charakterystyczne dla życia tego, tutaj. 

Pamiętajmy przy tym, że jeśli Paweł pisze o poddaniu się autorytetowi władzy, nie ma w żadnym razie na myśli poddania się jej pasywnego. 
Poddanie się chrześcijańskie autorytetowi instytucji społecznych jest wdzięcznością za pozytywną wolę Bożą, jaką On wyraża wobec tego świata.
 Taka forma - postawa wdzięczności - wymaga dyspozycyjności do bycia otwartym na każde dobre dzieło. 
Podobnie i Kościół nie może żądać dla siebie „przywileju” życia pełnego pokoju, spokojnego i bezpiecznego (by nie rzec – wygodnego), jeśli nie jest to w tym samym czasie żądaniem i działaniem dla osiągnięcia takiego stanu przez i dla wszystkich ludzi – por. 1 List do Tymoteusza 2,1-4: 
Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości. Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy
Zwróćmy uwagę także na 2 List do Tesaloniczan 3,12-14, gdzie oczekiwanie na paruzję (ponowne przyjście Pana) nie może być pretekstem by nie pracować. 

Jest rzeczą ciekawą, że Paweł podkreśla, że chrześcijanie są wezwani do wykonywania w pierwszym rzędzie posługi ukojenia i pojednania (por. 2 List do Koryntian 5,20). 
Ten, który żyje w oczekiwaniu na nadejście pełnej realizacji Królestwa Bożego i wie, że jest „obywatelem niebios” (por. List do Filipian 3,20), zna także ograniczenia obywatelstwa ziemskiego i prawa lub przywileje, które ono mu oferuje. 

Takie jest powołanie ludu chrześcijańskiego i szczególne znaczenie zachęty do działania zaangażowanego w dzieła dobra: 
Żyć w czasie obecnym z umiarkowaniem, zaangażować się w działanie ku dobru wszystkich ludzi, w duchu pojednania i łagodności, wiedząc, że „czasy są złe” (Efezjan 5,15-16:  Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe) i że ten świat nie jest Królestwem Bożym już zrealizowanym, ale że to, co on zawiera w sobie jest obiecane ku pojednaniu.  

Kościół nie może zatem uciec od warunków egzystencji ludzkiej lub też stać się rodzajem niewidzialnego monasteru, dążącego ze wszystkich sił do oddzielenia się murem od świata. Nie może też stać się rodzajem getto, gdzie - i tylko tam – można będzie się poczuć „u siebie”, oddając się w całej „czystości służbie Bożej (a właściwiej – bożej...) i dobrym dziełom, zostawiwszy świat samemu sobie, by ten coraz bardziej pogrążał się w mroku chaosu. 

Z drugie jednak strony, Kościół, który „z całą łagodnością” zwiastuje światu Ewangelię pojednania, nie może ignorować elementów nie-pojednywalnych i powinien liczyć się zawsze z możliwą silną opozycją, w wymiarze takim, w jakim sile łagodności oponuje zatwardziałe serce, gniew, nienawiść. 

Nie jest możliwym dla Kościoła, aby przyjął punkt widzenia i metody świata, aby starać się urządzić (z udziałem „ludzi dobrej woli”, albo używając tzw. - cokolwiek by one znaczyły - „wartości chrześcijańskich”) na tym świecie Miasto Boże, zgodnie z własną, choćby najszczytniejszą wizją. 
Historia uczy, że wszelkie tego typu próby działań ze strony Kościoła w ciągu wieków kończyły się zawsze tworzeniem warunków okropnej despotii i terroru sumień. 

Lud Boży jest posłany, ale także świadomy swej pozycji pielgrzymowania, bycia „obcokrajowcem”, w tym świecie, ale jest także wezwany do odwagi powiedzenia, gdy sytuacja tego wymaga, „tak” lub „nie” temu światu. 
A synowie Królestwa są nasieniem, które musi rosnąć w obecności chwastów, aż do czasów zbiorów (por. Ewangelia Mateusza 13,30: Pozwólcie obydwom róść razem aż do żniwa. A w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw kąkol i powiążcie go w snopki na spalenie, a pszenicę zwieźcie do mojej stodoły). 

Chrześcijanie muszą zawsze, na początku każdej ich refleksji, zwłaszcza tej dotyczącej ich  zaangażowania, przypominać sobie, że są tej samej dokładnie natury co reszta ludzi. 
A zatem postępowanie chrześcijan w społeczeństwie, to, co moglibyśmy nazwać ich „moralnością społeczną i cywilną”, nie jest determinowalne przez jakąś „socjologię chrześcijańską” lub jakąś „teorię socjalną”, ale przez biblijną naukę o człowieku i o zbawieniu człowieka. 
W takim kontekście, postępowanie chrześcijańskie jest manifestacją „miłości ludzkiej”, takiej, jaką Bóg dał nam poznać w swoim Synu, Jezusie Chrystusie. 

Zatem, dobre dzieła, do jakich chrześcijanie są wezwani w świecie, są tymi, przez które świat może „zobaczyć” znak i obietnicę jego własnego odrodzenia. 
Nie mogą one być zredukowane ani do kręgu kościelnego, arbitralnie i sztucznie zarezerwowanego dla dobrych dzieł, ani też rozpuścić się w fikcyjnej próbie „uchrześcijaniania” świata. 

Dobre dzieła, zaangażowanie chrześcijan sytuują się na poziomie i w miejscu takim, gdzie każdy z chrześcijan żyje, pracuje i walczy, jak każdy człowiek w tym świecie, i gdzie musi – jak każdy – szukać ścieżki posłuszeństwa swojemu powołaniu - służbie ochrzczonego w imię Ojca i Syna i Ducha... 

poniedziałek, 15 października 2012

Drugie przykazanie


Drugie przykazanie

Księga 2 Mojż./Wyjścia 20,4-6 :
Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań

Księga 5 Mojż./Powtórzonego Prawa 5,8-10 : 
Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze i co jest na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mię nienawidzą, a okazuję łaskę aż do tysięcznego pokolenia tym, którzy mię miłują i przestrzegają moich przykazań

Nim zaczniemy nasze rozważanie, starajmy się pamiętać o jednej ważnej rzeczy: 
kiedy używamy określenia, jakoby Bóg był „zazdrosny”, pamiętajmy, że jest to nie do końca fortunne tłumaczenie wyrażenia hebrajskiego, które nie zawiera elementów, mogących się kojarzyć z tym, co w naszych współczesnych językach rozumiemy pod pojęciem „zazdrosny”. Termin hebrajski nie ma odcienia swoistego negatywnego ekskluzywizmu, rodzaju egoistycznego nadzoru, które mogą zawierać słowa naszych współczesnych tłumaczeń. Lepiej byłoby rozumieć ten termin, jako a. rodzaj wyłączności Boga dla nas, a przede wszystkim jako b. „oto nie będzie żadnego innego Boga dla ciebie, jak tylko On”. 

Wracając do naszego rozważania, zauważmy, że tak Izraelici, jak i chrześcijanie przyjmujący wiarę w Mesjasza, Syna Bożego, są w rozumieniu Dekalogu uwolnieni ze wszystkich strachów religijnych, jakie towarzyszyły i mogą także dzisiaj towarzyszyć człowiekowi. 
Chodzi tu o wszelkie strachy przed naturą, przed pewnymi zjawiskami natury, czy tego, co dzieje się wokół nas, a które to strachy skutkowały rodzajem ubóstwienia natury, zjawisk, czy nawet ludzi oraz stosunków międzyludzkich. 
Dla wierzących nie ma innego pana, jak tylko Pan, Bóg jedyny. Nie ma nic - poza Nim - co miałoby choć pierwiastek boskości. Era magiczności - dla wierzących w Niego - jest skończona. Wierzący jest wolny od obaw i niebezpieczeństw magiczności świata, człowieka, czegokolwiek... 
Człowiek wierzący w Pana jest uwolniony i zjednoczony (por. List do Galatów 3,2). 

Dlaczego zatem pojawia się tutaj ten zakaz tworzenia podobizn, wizerunków? 
Czy ma on jeszcze dzisiaj, dla nas, jakąkolwiek aktualność? 

1. Drugie przykazanie jest zakazem wszelkich „imitacji”, wszelkich „kopii” Boga.

To przykazanie jest najpierw uwolnieniem od przedstawiania Boga. Nie wolno nam wyobrażać Boga. 
Dlaczego tworzenie podobizn, wyobrażanie Boga jest tak niebezpieczne? 
Ponieważ człowiek ciągle wyobraża sobie, że uda mu się stworzyć sobie jakąś podobiznę Boga, lub też jakąś Jego ideę, nawet pomimo świadomości, że jest to podobizna, czy wyobrażenie niedoskonałe. 
Dlaczego? Bo jest to dla człowieka forma „ustawienia” Boga na pozycjach bliskich człowiekowi, w jego zasięgu. Wtedy jednak Bóg przestaje być Bogiem dla człowieka, a staje się mu jakby „podporządkowany”, staje się rzeczą, dziełem ludzkim...

Podobizny Boga nie rodzą się tylko, pamiętajmy też o tym, wyłącznie pod dłutem rzeźbiarza, czy pod pędzlem malarza, ale także pod piórem filozofa i teologa. 
Zawsze zatem istnieje to samo ryzyko – ustawić Boga tam i w taki sposób jaki człowiekowi odpowiada, ustylizować Go, a w końcu ograniczyć i uwięzić w wyobrażeniu... 
Nawet wtedy, kiedy człowiek chciałby oddać w wyobrażeniu Boga wszystkie zalety, których sam człowiek nie posiada (np. przedwieczność, niematerialność, bezkresność...), taki Bóg będzie zawsze na wyobrażenie ludzkie, a zatem ograniczony ograniczonością wyobrażenia ludzkiego. 

Czy to szkodzi Bogu samemu? Ależ oczywiście, że nie, bo On jest większy niż nasze tego typu problemy; nasze tego typu nadużycia nic nie są w stanie ująć Jego wielkości, ale On wie, że to człowiek, Jego stworzenie, jest pierwszą i ostateczną ofiarą takich właśnie swoich działań. 
To człowiek zatem, a nie Bóg, jest związany stworzoną przez siebie podobizną Boga, sporaliżowany Bogiem (czy właściwiej – bogiem), którego sam sobie stworzył. 
To temu, własnemu bogu, człowiek wyzna: „ty jesteś moim bogiem, moim królem, to do ciebie należę”... W istocie jednak człowiek robi sobie samemu wyznanie, przed sobą samym klęka i sobie samemu oddaje się w niewolę... 

Bóg natomiast chce człowieka wolnym, by ten klękał przed Nim nie ze strachu, nie zniewolony, ale wolny i w poczuciu wolności i z powodu swojej wolności. 
A wolność tę człowiek może mieć nie w sobie samym, nie z siebie samego, ale wyłącznie w Bogu i z Boga!
Jeżeli człowiek zatem zechce służyć Bogu, to jest to tym samym gwarancją, że nie będzie nigdy niewolnikiem!

Bóg zatem nie chce, by tworzono podobizny mechaniczne, jakby Bóg był robotem na usługi człowieka, bo Bóg, w Biblii, jest Bogiem Przymierza. 
Jedynym obrazem Boga jest człowiek, ten, który jest wpisany i realizuje to Przymierze z Bogiem (por. I Mojż/Rodz 1,26). 
Człowiek – żyjący w Przymierzu z Bogiem - jest obrazem żywym Boga żywego. 
I taka podobizna Boża, nie może być nigdy schwytana w niewolę, ponieważ jest ona tą tajemniczą relacją, w której splatają się wolność i miłość Boga. 

To w takim dopiero wymiarze możemy mówić o Bogu „zazdrosnym”, ponieważ to ze względu na swoją „zazdrość” chce wyrzucić z naszego życia i z naszego świata mentalnego wszelkiego „boga” i wszelkie wyobrażenie człowieka, który nie byłby u początku wolnością i miłością. 

Pamiętajmy, że nasz Bóg jest tym, który mówi w swoim Słowie, a Jego Słowo, choć już raz wypowiedziane, jest zawsze nowe, na nowo i w sposób aktualny dotyczące naszego życia. Nie może być zatem w żaden sposób ograniczone w Jego wolnym działaniu, nie może być ujęte w ramy jakiejkolwiek podobizny, wyobrażenia. 
Bóg jest Bogiem miłości, Bogiem wolności i Bogiem Słowa, które ciągle jest dynamiczne i aktualne. 
Bóg nigdy się nie powtarza, nawet wtedy, kiedy mówi te same rzeczy. Bo Słowo Jego dotyczy życia tu i teraz, życia ciągle nowego i to do tego życia Bóg przemawia. 

Drugie przykazanie zakazuje zatem także chęci ujęcia w ramy, stworzenia „wyobrażenia” Jego Słowa. 
Już Jezusa mówił o tych teologach, którzy mówią, nauczają, a nie czynią sami, nie dają Słowa życia. A jednak mówią wiele, można powiedzieć, że nawet w ich rozumieniu „głoszą” Słowo (por. Ewangelia Łukasza 6). „Głoszą”, tzn. wypowiadają ich tego Słowa wyobrażenie. Słowa prawdziwego nie słuchali, nie usłyszeli, nie chcieli mu oddać Jego suwerenności, chcieli ująć go w ramy i tego dokonali. 
Tak też mogą powstać pięknie logicznie spójne systemy „teologiczne”, które będą właśnie swoistą podobizną Słowa, jak obraz, rzeźba, czy inny twór, może być tym wyobrażeniem, tą podobizną Boga... 

Można zatem zniewolić człowieka, przez stworzenie podobizny Boga, jak też można zabić w nim zdolność do usłyszenia Słowa, chcąc go ująć we własne wyobrażenia, „podobizny” myślowe... 

Można być może zastanowić się, czy istnieje różnica w formie niewolnictwa, między tą „graficzną” podobizn, obrazów, rzeźb, czy też podobizn intelektualnych, systemów myśli, zabijających Słowo Boże? Ale, czy istnieje możliwość ich „ważenia”? W istocie rzeczy ważne jest, by przyjąć, że obu ich dotyczy ten sam „prewencyjny” zakaz, głoszony przez drugie przykazanie, zakaz ku dobru człowieka, by ten prawdziwie żył. 


2. Drugie przykazanie dotyczy także samego człowieka.  

Istnieje jeszcz inny aspekt, którego dotyczy drugie przykazanie. 
Wiemy już, że wyobrażenia, podobizny są tym, co chcemy w nich zamknąć, zawrzeć. 
Takim jest także wyobrażenie drugiego człowieka, które w nas samych możemy wytworzyć -  zamyka go i zabija w nas w jakiś sposób jego wolność istnienia. 
Wyobrażenie drugiego, „naklejenie mu etykietki”, czyni z niego rodzaj posągu, który staje się niemy, nie ma już nic więcej do wniesienia, do wypowiedzenia... może tylko powtarzać się według i zgodnie z wyznaczonym mu przez nas schematem. 
Przykład: wystarczy, że myślimy o drugim regularnie, że jest głupi, ograniczony, a wtedy niezależnie od tego, co powiedziałby, czy byłoby to coś zgodnego, czy nie z naszym narzuconym mu schematem, pozostanie on dla nas głupcem, niewartym zastanowienia, bez szansy na wniesienie czegoś wartościowego w nasze życie, pozbawionym naszego szacunku, uznania, szansy... Jest już skategoryzowany, ujęty w ramy... 

Pamiętajmy po raz kolejny, że dla Boga Biblii życie jest wolnością (nie w sensie banalnym, czy anarchistycznym, nie jakimś tylko chceniem i pozwalaniem sobie na realizację tej banalności). Jest wolnością w znaczeniu kierunku ku nowości, ku szansie zmian. 
Życie, które Bóg ukazuje w swoim Słowie jest nie zwrócone ku przeszłości, ale ku przyszłości. Nie zamyka się w osądzie przeszłości, ale ciąży ku zachęcie, ku możliwościom zmian, jakie daje przyszłość. 
Bóg chce widzieć nas przez pryzmat przyszłości, przez możliwość zmian, zachęcając do nich. Taką jest np. fundamentalna zachęta do skruchy i nawrócenia: Nawracajcie się i wierzcie Dobrej nowinie!
Bóg widzi w nas i daje nam tę możliwość nawrócenia, naucza jej i daje ku niej siłę. 

Kilka słów na zakończenie. 

Jest nam bardzo trudno umykać pokusie czynienia jakiejkolwiek podobizny - materialnej, czy duchowej, intelektualnej  - Boga, czy człowieka. Możemy dokonywać tego w sposób nawet nieświadomy... Nie jesteśmy przecież Bogiem, czy Jego aniołami... 
To jednak, do czego zobowiązuje nas z całą mocą Jego przykazanie, a co pozostaje w zasięgu naszych możliwości, to nie adorowanie naszych tworów wyobraźni, naszych Jego podobieństw, naszych o Nim wyobrażeń, nie zamykanie też drugiego człowieka w naszych o nim osądach, kategoriach. 

Mamy i musimy unikać wszelkiej aspiracji do posiadania ostatecznej racji i do wyrażania jej w sposób widzialny lub intelektualny, zwłaszcza, gdy dotyczyłaby ona Boga i naszej czci, którą mu winniśmy. 
Bóg nie chce byśmy sami siebie (i innych) zamknęli w niewoli podobizn, wyobrażeń, idei. 

niedziela, 14 października 2012

Pentekostalizm


Dla pentekostalnych, kwestią istotną dla nich jest powrót do źródeł Kościoła pierwotnego i ponowne przeżycie doświadczenia czasów apostolskich, a szczególnie dnia Pięćdziesiątnicy. 

Tożsamość fundamentalną stanowi dla nich doświadczenie Ducha Świętego, które wierni tego nurtu nazywają „chrztem w Duchu” lub „z Ducha”, a którego „mówienie językami” lub glossolalia jest znakiem. 
Chodzi tu o mówienie językiem zrozumiałym, ale nieznanym dla tego, który się w nim wypowiada, szczególnie i najczęściej chodzi tu o modlitwę uwielbienia, w której modlący się używa słów języka istniejącego, a nieznanego mu.  

Dar proroctwa i dar uzdrowienia, z których pentekostalizm uczynił argument w ewangelizacji, oraz wszystkie dary, które można znaleźć w księdze Dziejów Apostolskich lub w Listach Apostoła Pawła, są uważane jako mogące mieć miejsce także dzisiaj. 
... A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu pożytkowi. Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy, inny wiarę w tym samym Duchu, inny dar uzdrawiania w tym samym Duchu. Jeszcze inny dar czynienia cudów, inny dar proroctwa, inny dar rozróżniania duchów, inny różne rodzaje języków, inny wreszcie dar wykładania języków. Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie, jak chce (1 List do Koryntian 12, 7-11). 

Kościoły pentekostalne sytuują się w tradycji protestanckiej ewangelikalnej i kierują się głównymi zasadami Reformacji: zbawienie z łaski, autorytet Biblii, powszechne kapłaństwo wiernych i uważają się za świadków „Ewangelii o czterech węgłach”: 
- Jezus zbawia, 
- Jezus chrzci, 
- Jezus uzdrawia, 
- Jezus powróci. 

Nieco historii....
Większość historyków, analizując powstanie klasycznego pentekostalizmu, podkreśla, że to Amerykanin Charles Fox Parham (1873-1929) jako pierwszy sformułował doktrynę, wspólną dla większości chrześcijan pentekostalnych, o związku mówienia językami i chrzcie Duchem Świętym. 

Niemniej, refleksja Parhama, skądinąd człowieka bardzo duchowo i życiowo zagubionego, nie była fundamentalnym początkiem dla nurtu chrześcijaństwa pentekostalnego, bowiem to czarny ewangelista - William James Seymour (1870-1922), który szczególnie doświadczył omówionych przez Parhama darów, jest uważany za tego, od którego ruch pentekostalny bierze swój formalny początek w roku 1906. 

U jego początków można zauważyć zbieg nauczania wyniesionego z duchowości afro-amerykańskiej, a także elementów duchowości katolickiej i metodystycznej 
(dzięki specyfice amerykańskiego ruchu skoncentrowanego na uświęcaniu się). 

Swoboda liturgiczna i teologiczna, duży nacisk na świadectwa, opisy doświadczeń osobistych i śpiewy o dużej abstrakcyjności są elementami wyniesionymi z tradycji afro-amerykańskiej. 

Akcent położony na wolną wolę i na „porządek zbawienia” (ordo salutis), który postępuje określonymi stopniami (nawrócenie, uświęcenie, chrzest Duchem) pochodzi bardziej z duchowości katolickiej. Idea „drugiego błogosławieństwa”, które następuje po nawróceniu, pochodzi z ruchu uświęcania szeroko obecnego w metodyzmie amerykańskim. 

Poza tematyką Ducha, jako następstwem nieograniczonego rozlania mocy Boże, jak też doświadczeniem odnowy przez chrzest w Duchu, teologia pentekostalna przywołuje szczególnie Jezusa, który zbawia, który uzdrawia i który powróci. 
Z powodu swoich struktur opartych bardziej o komunikację słowną (identyfikowanych z działaniem Ducha Świętego), pentekostalizm szybko rozwinął się w krajach Trzeciego Świata. 
Pośród Kościołów najbardziej znanych - i poważnych - w świecie można podać Kościoły Boże i Zgromadzenia Boże (Assemblies of God). W Polsce należy do nich Kościół Zielonoświątkowy. 

Można doliczyć się obecnie około 150 milionów klasycznych pentekostalnych (tzn. przynależących do głównych Kościołów tego nurtu) na całym świecie. 
Do tej liczby trzeba doliczyć charyzmatyków, którzy czerpią z ich myśli (z których duża liczba odłączyła się od Kościołów historycznych, aby stworzyć ich własne Kościoły). 

Obecne na większości kontynentów, tzw. nowe Kościoły pentekostalne, złożone z „autochtonów” (tzn. lokalnych populacji kolorowych), pozwalają na podwyższenie liczby członków nurtu pentekostalnego, szerzej rozumianego, do liczby prawie 500 milionów ludzi. 
Należy podkreślić, że liczba ta nie przestaje rosnąć. 

W Afryce, Korei, Chinach i Ameryce Łacińskiej, powstawanie Kościołów pentekostalnych, finansowo i teologicznie niezależnych, a które przyjmują szereg elementów z ich własnych lokalnych kultur przedchrześcijańskich staje sie coraz bardziej istotnym zjawiskiem religijnym. 
W Europie, fenomen ten obejmuje przede wszystkim członków z klas średnich społeczeństw. 

Wielu teologów pentekostalnych formowało się i formuje na renomowanych uniwersytetach, nadając tym samym szerszy profil polityczny i teologiczny całości ruchu. 
O witalności ruchu pentekostalnego świadczy też powstawanie szeregu towarzystw naukowych i wydawnictw o znaczeniu i zasięgu międzynarodowym. 
Podejmując silną dyskusję z biblijną metodą egzegezy historyczno-krytycznej, z własnym poczuciem historii kościelnej, a przede wszystkim z przenikniętym niezwykłą dynamiką wzrostem powstawania nowych wspólnot i rozwojem już istniejących, ruch pentekostalny stał się coraz silniej obecny na arenie międzynarodowych kontaktów ekumenicznych. 
Myślimy tu przede wszystkim o szeregu spotkań w ramach Rady Ekumenicznej Kościołów (gromadzącej przede wszystkim Kościoły nie-katolickie). 
W wyniku tych spotkań około dwunastu dużych Kościołów pentekostalnych zostało członkami tejże Rady. 
Można spodziewać się, że dalsze wchodzenie kolejnych Kościołów pentekostalnych do tej organizacji spowoduje znaczące zmiany w jej poszukiwaniach i preferencjach teologicznych. 

Nie można także zapomnieć o dialogu, jaki Kościoły pentekostalne prowadzą z Watykanem, Kościołami prawosławnymi, czy ze Światowym Aliansem Reformowanym. 

W świecie katolickim, często używa się w odniesieniu do katolickiego ruchu charyzmatycznego (powstałego w końcu lat 60-tych) określenia nowej Pięćdziesiątnicy, czy mówi się o neo-pentekostalizmie katolickim. 

Aktualnie, prądy pentekostalne kontynuują rozpowszechnianie się na całym świecie. Najczęściej, to właśnie nowopowstające grupy, niezależne od najważniejszych denominacji kościelnych pentekostalnych, prezentują największą dynamikę wzrostu. 
W Afryce i w Azji, różnica między ruchami charyzmatycznymi niezależnymi, a tymi typowo pentekostalnymi, nie jest łatwa do określenia.

Ruch charyzmatyczny


Historia chrześcijaństwa, od jej początków do naszych dni, jest pełna manifestacji entuzjazmu religijnego i wrzenia, szczególnie we wspólnotach, które chciały wstrząsnąć zastojem chrześcijaństwa instytucjonalnego i doprowadzić do przebudzenia Kościoła, czyniąc widzialnymi znaki działającej łaski przez radykalną zmianę osób i realizację dzieł nadzwyczajnych (w szczególności uzdrowień). 

To chrześcijaństwo emocjonalne przybierało bardzo różne formy w trakcie wieków: 
był to np. montanizm1 u początków ery chrześcijańskiej, „entuzjaści”, w czasach Reformacji (w 1524 będzie o nich pisał między innymi Marcin Luter w jednym ze swoich pism). 
Były takimi właśnie przebudzenie metodystyczne w XVIII w., a także przebudzenie pentekostalne w początku XX wieku w Kansas i w Walii. 
Te ostatnie ruchy przebudzeniowe są u źródeł tego, który nazywa się pentekostalizmem historycznym, ruchem który silnie rozwinął się w trakcie wieku XX na różnych kontynentach (szczególnie w Ameryce Łacińskiej). 

Pentekostalni uważają, że aby być w pełni uświęconym i dawać świadectwo, należy być ochrzczonym Duchem Świętym. 
Fakt ten pozwala także na doświadczenie darów duchowych (charyzmatów), wspomnianych w 1 Kor 12: glossolalii, daru języków, darów proroctwa, interpretacji, uzdrowienia. 

To, co nazywa się od lat 70-tych XX w. Odnową charyzmatyczną, czy ruchem charyzmatycznym, przejmuje bez wątpienia liczne elementy duchowości pentekostalnej. Ale, kładąc nacisk - podobnie jak pentekostalizm - na doświadczenie Ducha Świętego i na dary duchowe, odnowa charyzmatyczna rozwija się wewnątrz Kościołów katolickiego i protestanckich, przeciwnie do pentekostalizmu, który uformował wspólnoty niezależne (jak np. Zgromadzenia Boże – Assemblies of God). 

Można mówić zatem o odnowie charyzmatycznej, jako o rodzaju neo-pentekostalizmu. 

Ruch ten, powstały na kilku uniwersytetach amerykańskich w latach 60-tych XX w., rozwinął się przede wszystkim w społecznych warstwach średnich katolicyzmu amerykańskiego, aby następnie szybko rozszerzyć się na inne kraje i na inne Kościoły. 

W protestantyzmie, ukazuje on swoją  obecność zarówno w Kościołach baptystycznych, jak reformowanych i luterańskich. 

Duchowość, wrażliwość charyzmatyczna, kładzie nacisk na osobiste nawrócenie i na natychmiastowość działania Bożego: 
Bóg jest blisko i może działać teraz i tutaj, jeżeli pozwoli się na przeniknięcie Duchem. Ten rodzaj duchowości rodzi także leaderów duchowych, których pozycja jest wynikiem uznania ich charyzmatów, które są obserwowalne w ich życiu. 

Ruch charyzmatyczny ponad-wyznaniowy ożywia pewien ekumenizm, ukazując się w różnych wspólnotach i grupach modlitwy, w imprezach masowych, jak np. konwencje charyzmatyczne między-wyznaniowe oraz także przez publikację pism charyzmatycznych, związanych z pewnymi wspólnotami o typie „ekumenicznym”. 

Niemniej, istnieje także charyzmatyzm bardzo silnie wyznaniowy (tzn. jasno określony kościelną przynależnością), jak np. katolicka Wspólnota Błogosławieństw, czy wspólnota Lew Judy (charyzmatyczna sieć katolickich wspólnot, rozsianych po wielu dużych miastach Europy), a ze strony protestanckiej są takimi najczęściej  niezależne charyzmatyczne wspólnoty ewangelikalne. 

W ostatnich latach, ruch odnowy charyzmatycznej znalazł swoje silne miejsce w Kościołach, zwłaszcza w Kościele katolickim, gdzie został silnie ujęty w kadr instytucjonalny przez szereg biskupów. 
Aby postawić między wspólnotami katolickimi, a światem protestanckim jasny rozdział, doprowadzono do wzmocnienia tam akcentów związanych z kultem Marii. Odpowiedzią na tę tendencję katolicką - w protestanckim nurcie charyzmatycznym - stało się zwiększenie biblicyzmu, podkreślenia znaczenia Słowa Bożego. 
Oczywiście elementy te natychmiast stały się hamulcem (ewidentnie chcianym przez hierarchię katolicką) w kontaktach ekumenicznych (czy raczej, jak woleli mówić charyzmatycy – między-konfesyjnych). 
Jest to też na swój sposób zrozumiałe, ponieważ znane są przypadki odchodzenia licznych grup, czy nawet całych wspólnot charyzmatycznych katolickich od Kościoła katolickiego, czy to do Kościołów protestanckich już istniejących, czy też skutkujące zakładaniem niezależnych wspólnot kościelnych. 

1Za Wikipedia : Montanizm (inaczej zwany herezją Frygijczyków) - ruch religijny powstały we Frygii ok. 150 r. noszący imię od swojego założyciela Montana. Montanizm cechował się rygoryzmem i millenaryzmem. 
To wcielenie Ducha Świętego nobilitowało Montanusa jako tego, który może żądać od wyznawców jego doktryny bezwarunkowego posłuszeństwa. Odrzucał on wszelki autorytet kościelny, a narzucał surowy rygor moralny. Zaostrzono więc praktykę pokutną a ucieczkę przed prześladowaniem uważano za zaparcie się wiary. Montanus polecał swoim zwolennikom wyrzeczenie się małżeństwa i propagował życie w całkowitym celibacie. Głównymi jego zwolenniczkami, które podobnie jak on miały otrzymać Ducha Świętego i być prorokiniami, były Pryscylla i Maksymilla. Wraz z Montanusem zapowiadały rychły koniec świata, który według Maksymilli miał nastąpić tuż po jej śmierci. Montanizm jest przesycony profetyzmem. Charakteryzuje go przede wszystkim przypisywanie wielkiego znaczenia wizjom i objawieniom. Treść tych objawień jest zasadniczo czysto eschatologiczna. Sekta montanistów zyskała bardzo wielu zwolenników w całym cesarstwie. 

niedziela, 7 października 2012

Kilka słów o liturgii


Być może czytelnicy będą zaskoczeni wyborem problematyki bieżącego artykułu, ale wydaje się, że warto wspomnieć o liturgii, o nabożeństwie, czyli o tym, co nie tylko służy wspólnotowemu aspektowi modlitwy, ale także je porządkuje i wyraża określoną myśl, czy wręcz jest elementem przekazu nauki wiary we wspólnotowej praktyce Kościoła. 
Dlaczego? Ponieważ w naszych Kościołach można spotkać bardzo różne emocje związane z pojęciem „liturgia”. Począwszy od pieczołowitego traktowania niezmienności tradycji wyrażających się w tej sferze życia Kościelnego (uważając ją za bez mała niezmienną i niepodważalną, czy też określającą tożsamość kościelną, nierzadko nie znając lub zapomniawszy wyrażanych przez nią treści), na drugim krańcu przekonań obserwując nie tylko podważanie zasadności, ważności liturgii, ale wręcz odrzucając pomysł jej jakiegokolwiek istnienia, jako zbędny, albo zbyt „katolicki” (co w szeregu środowisk protestanckich - jak wiemy - bynajmniej nie jest komplementem...). 
Nie zamierzając wchodzić w istniejące na tej płaszczyźnie kontrowersje, proponuję kilka informacji związanych ze znaczeniem tego terminu, jego – z dużym uproszczeniem – historią i poszukiwaniami z nim związanymi. 

Greckie leiturgia, termin będący pochodzenia politycznego (określający służbę publiczną obywateli), złożony jest ze słów leitos („dotyczący ludu”) i ergon („działanie”, „dzieło”). 
W Nowym Testamencie termin ten występuje raczej rzadko, odnosząc się przede wszystkim do kultu Starego Przymierza, ale także dla określenia zbiórki (pieniężnej, czy innych dóbr)  dla pomocy wspólnotom kościelnym. W epoce tzw. patrystycznej (czyli w okresie wzmożonego działania teologów chrześcijańskich pierwszych – zwłaszcza pięciu – wieków po Chrystusie) liturgia określa służbę biskupów, prezbiterów i diakonów, szczególnie odnosząc się do zapożyczeń z terminologii (i ich aktualizacji) związanej z kultem Starego Testamentu. Chodzi tu o lekturę tekstu Starego Testamentu po grecku, tak zwaną Septuagintę. 

Na wschodzie chrześcijańskim, bizantyńskim, „(Boska) liturgia” staje się powszechnie używanym terminem dla celebracji eucharystycznej, podczas gdy zachód chrześcijański wypracuje dla tej aktywności inne określenia jak np. msza – dla celebracji eucharystycznych. 

We współczesnej liturgii historycznych Kościołów protestanckich, celebracja nabożeństwa niedzielnego składa się zazwyczaj z liturgii Słowa i liturgii eucharystycznej (liturgii Wieczerzy Pańskiej). Pomimo niewielkich różnic, w „kręgu” protestantyzmu historycznego można dostrzec zaskakujące wręcz podobieństwa – przede wszystkim w liturgii eucharystycznej -  pomiędzy różnymi nurtami, tradycjami. 
W większości tradycji łatwo zauważyć klasyczne i odnoszące się do tradycji Kościoła elementy, jak wspomnienie ustanowienia Wieczerzy (zwane także anamnezą) oraz wezwanie Ducha Świętego (zwane także epiklezą). W tradycjach tych zaobserwować można w tle nie tylko elementy związane z tradycją nowo-testamentową, ale i często elementy zapożyczone z tradycji nabożeństw synagogalnych. 
W przypadku protestantyzmu ewangelikalnego różnice są większe, w większym stopniu zależąc do swoistej kreatywności lokalnej. 
W większości Kościołów protestanckich termin rok liturgiczny określa – w oparciu o daty świąt – przebieg cyklu liturgicznego (typów nabożeństw zgodnych z określoną tematyką) od Bożego Narodzenia do Wielkanocy, z tzw. czasem zwykłym po święcie Zesłania Ducha Świętego. Jego centrum jest tradycyjnie Święto Zmartwychwstania Pańskiego. 
U swych początków Kościół chrześcijański celebrował niedzielę, jako cotygodniowe wspomnienie paschalne (zmartwychwstania). 

Stopniowy, następujący wraz z upływem czasu, rozwój liturgii spowodował powstanie uporządkowanych zbiorów fragmentów biblijnych, będących „lekturami”, przeznaczonymi do czytania w czasie nabożeństw, zgodnie z pewnym porządkiem logicznym. 
Takie zbiory fragmentów biblijnych nosiły i noszą współcześnie (także w niektórych 
Kościołach protestanckich) nazwę lekcjonarzy. 

W szeregu Kościołów (katolickim i protestanckich) określone czynności pastoralne (jak np. błogosławieństwo związku małżeńskiego), czy nabożeństwa okolicznościowe, mają ich własne liturgie. 

Od wieku XVIII, a przede wszystkim wieku XIX, teologowie i wierni, tak w anglikanizmie, jak i w protestantyzmie i katolicyzmie, wyrażali pragnienie nawiązania w liturgii ich Kościołów do tradycji Kościoła pierwotnego. 
Od tego okresu mówi się także o całych ruchach liturgicznych, mających wymiar „ekumeniczny”, czyli odnoszących się do wspólnej tradycji Kościoła. 
Np. dla Kościoła katolickiego, już w XX wieku, dokumentem fundamentalnym dla reformy liturgii stała się Konstytucja o liturgii II Soboru Watykańskiego, Sacrosanctum concilium, z 4 grudnia 1963 r. 

Współcześnie także, można zaobserwować - także w wielu Kościołach protestanckich – prace nad liturgią z dużym akcentem na jej „wspólność” między-kościelną (nie mówimy tu oczywiście o chęci całkowitego „zunifikowania” liturgii różnych Kościołów), rozumianej jako celebracja spotkania Boga i ludzi, w oczekiwaniu obiecanego powrotu naszego Pana.

Modlitwa w protestantyzmie


Kładąc nacisk na „tylko wiarę”, Reformatorzy nie chcieli podkreślać w pierwszym rzędzie jakiegoś „wierzenia”, w znaczeniu uporządkowanych doktryn podanych do wierzenia, ale myśleli i nauczali o żywej i żyjącej, pełnej ufności relacji, która łączy Boga z istotami ludzkimi. 

W tej relacji dominujące miejsce przypada modlitwie, dialogowi między Bogiem i wierzącym. Nie jest ona dziełem pobożnościowym, mającym przyciągnąć przychylność Bożą. Nie jest to praktyka mająca skłonić Boga spojrzenia z miłością na swe stworzenie. 
Modlitwa, to słowa ale i życie, które łączy Boga - Osobę, która mówi i która słucha - z jego stworzeniem. 

W Starym Testamencie znajdujemy świadectwa ukazujące modlitwę, jako żywą wymianę między ludem i jego Bogiem, który mu towarzyszy (zwłaszcza Księga Exodus i Psalmy). 
Nowy Testament kładzie nacisk na modlitwę Jezusa, tę szczególną relację Syna z Ojcem, do wejścia w którą są zaproszeni także uczniowie Jezusa. 
Por. List do Galatów 4,6:  Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!  

„Moc modlitwy” jest wyrażeniem określającym ogromne bogactwo, które jest proponowane istocie ludzkiej, kochanej przez swego Boga. 

W tym znaczeniu, paradoksalnie pierwsza modlitwa płynie od Boga samego, który zaprasza człowieka do pojednania z Nim. 
Por. 2 List do Koryntian 5,20-21: Dlatego w miejsce Chrystusa poselstwo sprawujemy, jak gdyby przez nas Bóg upominał; w miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem. On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą. 

Modlitwa tak rozumiana jest nośnikiem pojednania. Jest wyrazem prawdziwego 
autorytetu Tego, który daje temu, który ma na nią odpowiedzieć czas na odpowiedź... 
Modlitwa ludzka jest odpowiedzią na tę „modlitwę” Boga. 
Ponieważ Bóg daje swoją miłość człowiekowi – w Jezusie Chrystusie – w sposób bezwarunkowy, modlitwa człowieka może dzięki temu „wznosić się” do Niego - do Boga. 
Wierzący jest dzięki temu pierwszemu gestowi miłości Boga uwolniony (wobec Boga) do słuchania Go, uwielbiania, proszenia, wstawiania się a nawet krzyczenia do Niego w każdej życiowej sytuacji. 

Marcin Luter uważał, że modlitwa jest „zawodem” chrześcijanina, jego swoistą profesją. 

Rozumienie modlitwy, jako postawy życiowej, nie tylko nie wyklucza, ale wzmacnia jej praktykę tak indywidualną (czy wspólnotową); wzmacnia wszelką aktywność na niej skoncentrowaną. 
Nie można zapomnieć, że dziękczynienie, wyznanie grzechów, czy modlitwa wstawiennicza, są istotnymi elementami modlitwy, rozumianej jako konkretna aktywność wierzącego. 
Niemniej, szczególne miejsce należy przypisać modlitwie uwielbienia, chwalenia Pana. Skoro Bóg akceptuje wierzącego, jako swoje dziecko, wierzący już jakby wszystko otrzymał. Takie rozumienie relacji z Bogiem uwalnia wierzącego do życia w prawdziwie wolnym poczuciu wdzięczności wobec Boga, a modlitwa będąca w pierwszym rzędzie wyrazem tej świadomości, to właśnie modlitwa uwielbienia Boga. 
To pewność dziecka Bożego, wyrażająca się w modlitwie uwielbienia, chwalenia Pana.  Współgra ona z przekonaniem o byciu wysłuchanym w każdej modlitwie, zgodnie z obietnicą Pańską, ale i zgodnie z Jego wolą, nie naszą. 
Por. Księga Exodus 18, 16-21: 
Gdy mają jaką sprawę, przychodzą do mnie, a ja jestem rozjemcą między jednym a drugim i oznajmiam przepisy i prawa Boże. Na to rzekł teść Mojżesza do niego: Niedobra to rzecz, którą czynisz. Męczysz się zarówno ty, jak i ten lud, który jest z tobą, bo sprawa ta jest za trudna dla ciebie, nie podołasz jej sam. Przeto słuchaj teraz głosu mojego: Udzielę ci rady, a niechaj Bóg będzie z tobą. Ty sam stawaj przed Bogiem za lud i ty sam przedkładaj te sprawy Bogu. Wdrażaj ich w przepisy i prawa i wskazuj im drogę, po której mają chodzić, i czyny, które mają spełniać. 
A szczególnie Ewangelia według Łukasza 18,1-8: 
A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do niego: Panie, naucz nas modlić się, jak i Jan nauczył uczniów swoich. Wtedy rzekł do nich: Gdy się modlicie, mówcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje, przyjdź Królestwo twoje, Bądź wola twoja, jak w niebie tak i na ziemi, chleba naszego powszedniego daj nam na każdy dzień, i odpuść nam grzechy nasze, albowiem i my odpuszczamy każdemu winowajcy swemu, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. I rzekł do nich: Któż z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, albowiem przyjaciel mój przybył do mnie, będąc w podróży, a nie mam mu co podać. A tamten z mieszkania odpowie mu: Nie naprzykrzaj mi się, drzwi już są zamknięte, dzieci moje są ze mną w łóżku, nie mogę wstać i dać ci. Powiadam wam, jeżeli nawet nie dlatego wstanie i da mu, że jest jego przyjacielem, to dla natręctwa jego wstanie i da mu, ile potrzebuje. 

Reformacja protestancka podniosła wartość modlitwy indywidualnej i wspólnotowej. Wyrażało się to wydawaniem ksiąg modlitewnych (w językach ludu Bożego) do użytku indywidualnego i rodzinnego. 
Modlitwa wspólnotowa otrzymała nowe miejsce przez poddanie na nowo definicji nabożeństwa, które będzie w protestantyzmie odtąd uważane za miejsce szczególnie uprzywilejowanego spotkania z Bogiem. 

Modlitwa wspólnotowa w protestantyzmie nie jest tylko mówiona, ale i śpiewana. 
Tradycja protestancka wypracowała praktykę, w której modlitwa śpiewana ma miejsce szczególne, historycznie mówiąc warto tu wspomnieć chorał luterański, czy reformowaną tradycję śpiewania psalmów, szczególnie właśnie w czasie nabożeństw. 

Ewangelia według świętego Marka, rozdział 2, wersety 1 do 12


Propozycja studium biblijnego dla grupy domowej


Uzdrowienie sparaliżowanego. 

Ewangelia według świętego Marka, rozdział 2, wersety 1 do 12: 

I znowu, po kilku dniach, przyszedł do Kafarnaum i usłyszano, że jest w domu. I zeszło się wielu, tak iż się i przed drzwiami już pomieścić nie mogli, a On głosił im słowo. I przyszli do niego, niosąc paralityka, a dźwigało go czterech. A gdy z powodu tłumu nie mogli do niego się zbliżyć, zdjęli dach nad miejscem, gdzie był, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. A Jezus, ujrzawszy wiarę ich, rzekł paralitykowi: Synu, odpuszczone są grzechy twoje. A byli tam niektórzy z uczonych w Piśmie; ci siedzieli i rozważali w sercach swoich: Czemuż ten tak mówi? On bluźni. Któż może grzechy odpuszczać oprócz jednego, Boga? A Jezus zaraz poznał w duchu swoim, że tak myślą w sobie, i rzekł im: Czemuż tak myślicie w sercach swoich? Cóż jest łatwiej, rzec paralitykowi: Odpuszczone są ci grzechy, czy rzec: Wstań, weź łoże swoje i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma moc odpuszczać grzechy na ziemi, rzekł paralitykowi: Tobie mówię: Wstań, weź łoże swoje i idź do domu swego. I wstał, i zaraz wziął łoże, i wyszedł wobec wszystkich, tak iż się wszyscy zdumiewali i chwalili Boga, i mówili: Nigdyśmy nic podobnego nie widzieli. 


Dzieło Marka

Pośród szesnastu cudów Jezusa opisanych przez Marka, przyjrzymy się opowiadaniu o uzdrowieniu sparaliżowanego w Galilei. 
Kilka słów przypomnienia rzeczy znanych, ale być może mimo to wartych wspomnienia:
Ewangelia Marka, według szeregu specjalistów biblistów jest najstarszą, a obiektywnie najkrótszą,  z Ewangelii tzw. kanonicznych, tzn. będących tekstami natchnionymi przez Ducha Świętego. Rozpoczyna się ona słowami: Początek ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. 
Ewangelia daje początek niejako nowemu gatunkowi literackiemu, z greckiego euangelion, które oznacza dobrą nowinę. 
O jakiej dobrej nowinie autor chce opowiedzieć swoim czytelnikom? Oczywiście o objawieniu się działania Boga na ziemi przez życie i dzieło Jezusa. 
Ewangelia Marka zaadresowana jest do wspólnot chrześcijańskich, które nie mają religijnego statutu legalnego (czyli nie należą do kultów uznanych przez cesarstwo rzymskie I w.). Kultem oficjalnym jest oczywiście oddawany ubóstwionemu cesarzowi. 
Autor, Marek, nie jest apostołem, ale chrześcijaninem drugiego pokolenia. Zna on tradycje związane z apostołami Piotrem i Pawłem. Pisze swoją Ewangelię po grecku, być może w latach 60-tych I w. 
Wybrany przez nas fragment sytuuje się u początku księgi. Wcześniej, Marek prezentuje Jana Chrzciciela, następnie Jezusa: Jego chrzest, próbę pokus, Jego nauczanie w synagodze i trzy uzdrowienia. Jest to ważne dla podkreślenia, jak bardzo dla Marka słowa i dzieła Jezusa są ze sobą związane. 
Nie zapomnijmy także, że opowiadanie o cudach jest gatunkiem literackim szczególnym. Wpierw, nim stają się relacją o samym fakcie cudu, opowiadania te mają za cel podzielenie się doświadczeniem fundamentalnym, doświadczeniem zerwania ze zwyczajnym biegiem wydarzeń życia, inaugurując nowy czas. To, co w ewangelicznych opowiadaniach o cudach jest szczególnie ważne, to paradoksalnie nie sam cud, który umyka próbie definicji historycznej. To co jest szczególnie ważne w fakcie cudu (czyli oczywiście w historycznej wiarygodności faktu, będącej jednak tłem przekazu), to przyszłość Boża, która otwiera się przed czytelnikami, czy słuchaczami danego opowiadania. 


Aby lepiej zrozumieć tekst

Nasz fragment jest stworzony przez montaż dwóch części: 
a. opowiadanie o cudzie i
b. dialog polemiczny, poprzedzonych preambułą: 

Można tekst, dla celów roboczych rozbić na części następujące:
W.1 i 2: dekoracja, tło wydarzenia. 
W.3 do 5a i 11 do 12: sam cud – z człowieka leżącego Jezus czyni człowieka stojącego o własnych siłach. 
W.5b do 10: polemika: uczeni w Piśmie wkraczają na scenę – Jezus jest prowokowany i odpytywany. 


Istnieje kilka możliwych sposób podejścia do interpretacji tekstu. 

Ø Podejście semantyczne. 

Można zauważyć w tekście ważność słowa dom, które uprzywilejowuje, w pierwszym opowiadaniu, kategorie miejsca życia, zamieszkania, pozycji i ruchu bohaterów opowiadania. 
W drugiej części, można pozostać „wewnątrz” domu, gdzie ważny jest porządek i rodzaj komunikacji między podmiotami wydarzenia. 

Ø Podejście historyczne.
I w. po Chr. jest czasem cudów. W świecie antycznym, ze swej natury religijnym, celebracja życia to celebracja bóstw. To, co zagraża życiu (niepłodność, susza, choroba, śmierć, itd.) jest przeżywane jako anty-życie, jako zerwanie z bóstwami. Podobnie też funkcje kapłana, uzdrowiciela i egzorcysty są często zjednoczone i wcielone w jednej osobie. Np. Plutarch (pisarz, filozof moralista starożytnej grecki, 46-126) każe powiedzieć kapłanowi-uzdrowicielowi z sanktuarium Epidaura: „Ja go opatrzyłem, Bóg do uzdrowił”. Liczne sanktuaria, liczni uzdrowiciele są powszechnie znani w I w. 
Działanie Jezusa wpisuje się zatem w znane Jego współczesnym kategorie kulturowe i religijne. 

Ø Podejście symboliczne
Jeśli przetłumaczy się odpuszczone są grzechy twoje, przez zmazane są , uregulowane twoje „długi”, nie traci się sensu oryginalnego słów Ewangelii, a pozwala się zrozumieć system „długu” w jakiego kontekście znajdują się opisywane wydarzenia. Grzech, tzn. w rozumieniu biblijnym  zerwanie relacji z Bogiem, może przynieść ze sobą przekleństwo i chorobę. Prezentując Jezusa odpuszczającego grzechy, tzn. zwalniającego z długu paralityka, opowiadanie ukazuje Go, jako mającego autorytet nad całym systemem długów (w znaczeniu egzystencjalnym, ale i religijnym). 
W centrum opowiadania znajduje się spór między Jezusem i uczonymi w Piśmie. Dla tych ostatnich jedynie Bóg może wybaczyć. Uzdrawiając sparaliżowanego Jezus ukazuje swój autorytet mocy wybaczania. 
Tłum rozpozna w tym znak nowej rzeczywistości. To już nie problem choroby, który staje w centrum opisywanej historii, ale jest to kwestia wyzwalającej mocy Syna Bożego. 


Kwestie, które można poddać rozważaniu

Ø Określić bohaterów opowiadania. Kim oni są? Co robią?
Ø Zanotować opozycje (osób, zachowań, słów, itp.)
Ø Podkreślić powtórzenia w ww.9-12. Czego one dotyczą? Co autor chce przez nie ukazać? 
Ø Spróbować odróżnić opowiadanie o cudzie i dialog polemiczny. 
Ø Jak opowiadanie prezentuje Jezusa? 


Chcąc pójść dalej

Opowiadania o uzdrowieniach w Starożytności.

Można wspomnieć tak zwane ex voto, pochodzące z różnych sanktuariów bóstw uzdrawiających, jak Asklepios (Eskulap) lub Serapis. Są to stele, tabliczki, naczynia lub kości, zawierające inskrypcje, które są podziękowaniem bóstwom. Można na nich przeczytać typ choroby (ślepota, głuchota, epilepsja, itp.). Uzdrowienie otrzymane jest proklamacją mocy bóstwa.

Tacyt (historyk łaciński, 55-119), napisał życie cesarzy od Nerona do Domicjana. Podkreślając jedną z ich ról podaje, że cesarz Wespazjan, podczas swojej podróży po Egipcie około roku 70, dokonał szeregu uzdrowień: 
"W tych samych miesiącach, gdy Wespazjan oczekiwał w Aleksandrii letnich pomyślnych wiatrów i bezpiecznej podróży morskiej, zdarzyło się wiele cudów, w których ujawniło się błogosławieństwo z góry i dała znać o sobie swego rodzaju skłonność boskości do Wespazjana. Pewien Aleksandryjczyk, znany z tego, że stracił wzrok, prosił go błagalnie o wyleczenie ze ślepoty i to na podstawie wskazówek boga Serapisa, którego zabobonny lud czcił przed wszystkimi innymi bogami. I tak prosił władcę o łaskę polegającą na tym, by ten splunął mu na wargi i oczodoły. Inny człowiek, z chorą ręką, prosił, powołując się na tego samego boga, by cesarz stanął stopą na jego rękę. Początkowo Wespazjan śmiał się i nie chciał tego uczynić. Ale ponieważ ludzie nie rezygnowali z namawiania go — naszła go bojaźń z powodu ewentualnego zniesławienia go i pomówienia o złą wolę, gdyby mu się miało nie powieść, a z drugiej strony ogarnęła go nadzieja wywołana nieustannymi błaganiami i namowami ludzi, którzy go podziwiali. W końcu żądał orzeczenia lekarzy, czy ślepota i podobny uszczerbek mogą zostać przez oddziałanie człowieka uleczone. Lekarze w odniesieniu do danych przypadków wyjaśnili: jednemu z nich zdolność widzenia nie obumarła i wróci, jeśli szkodliwe przyczyny zostaną usunięte; drugiemu można by wywichnięte stawy wyleczyć, jeżeli oddziała na nie uzdrawiająca moc. I niewykluczone, że jest to wola bogów, iż właśnie władca został do tego powołany. Zresztą sława wyleczenia spadnie na cesarza, a szyderstwo wywołane nieudaną terapią spadnie na chorych, godnych ubolewania. Tak więc Wespazjan, który wszędzie dostrzegał zielone światło dla swej pomyślności, uznał, że nie ma dlań nic niemożliwego i dlatego pełen radości podjął się uczynić to, czego od niego oczekiwano, obserwowany w napięciu przez stojący wokoło tłum. Ręka stała się użyteczna natychmiast, a ślepy odzyskał wzrok. Świadkowie tego przypominają sobie oba te wydarzenia jeszcze dzisiaj, kiedy kłamstwo nie mogłoby im już przynieść korzyści" (Tacyt, Hist. 4, 81).

Ciekawym może być porównanie tekstu Tacyta z uważną lekturą tekstów biblijnych Marka 8 i Jana 9. Porównanie takie niech będzie skoncentrowane na wychwyceniu podobieństw i różnic w opisie cudów Wespazjana, podanych przez Tacyta, odnosząc refleksję do wydarzeń opisanych w Ewangeliach. 
Jest niezwykle ważne podkreślenie odmienności zakończenia wydarzeń „wespazjańskich” i cudów dokonanych przez Syna Bożego. 

Godne podkreślenia jest także, że uzdrawiacze rzymscy, czy greccy posługiwali się cudami, aby potwierdzić ich moc lub by nauczać jakąś ich mądrość lub filozofię. W przypadku cudów dokonanych przez Jezusa, zauważa się w pierwszym rzędzie, że są one w większości odpowiedzią na zaufanie chorego lub jego otoczenie, jego najbliższych, zawierając w sobie głęboką, egzystencjalną relację między Jezusem i chorym. Nie ma więc tutaj gry o zdobycie władzy, panowania – pamiętajmy, że Jezus konsekwentnie odrzuca w Ewangeliach wszyskie propozycje objęcia przez niego władzy!  


Kilka informacji pomocniczych

Kafarnaum: miasto w Galilei, usytuowane na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego (zwanego także Morzem Galilejskim). Według Ewangelii Jezus nauczał tam w synagodze i uzdrowił tam szereg osób. 

Dach domów palestyńskich, w formie tarasu, był zbudowany z gałęzi i ziemi. 

Rodzaj maty służył za posłanie do spania, a zatem to bardziej na takiej macie przyniesiony został chory do Jezusa, co też tłumaczy łatwość, z jaką po uzdrowieniu zabiera on swoje posłanie ze sobą. 

Uczeni w Piśmie, to oczywiście specjaliści od Prawa Mojżeszowego (tak w wymiarze spisanym, jak i tradycji ustnych). 

Bluźnierstwo, czy innymi słowy „mówienie przeciw Bogu”, oskarżanie Boga lub rzeczy świętych z Nim związanych było karą, za którą prawo żydowskie przewidywało śmierć przez ukamienowanie. Pamiętajmy, że oskarżenie to zostanie podtrzymane przeciw Jezusowi, podczas Jego procesu, w końcu Ewangelii. 

Syn człowieczy – w Ewangeliach Jezus określa tak sam siebie. 

Chwalić Boga oznacza świętować Jego moc, majestat Jego osoby, ale także wszystko to, co od Niego otrzymujemy. 
W znaczeniu biblijnym chwalenie, uwielbianie Boga, jest jednocześnie wyznaniem wiary – uwielbiam Tego, któremu zawierzyłem, który jest centrum mojego życia, mojego istnienia. 

Pierwsze przykazanie


Te słowa: Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli, są swoistym wprowadzeniem do całego Prawa Bożego. 
Określając się jako Pan, Bóg przypisuje sobie wszelki autorytet i moc władania. 
Przez prawo stworzenia Bóg jest moim Panem, który może mną władać tak, jak On sam uznaje to za właściwe. 
Jednak zaraz po tym, kiedy mówi o byciu moim Bogiem, chce dać mi poznać, jak bardzo mnie kocha i jak bardzo jest właściwym i dobrym dla mnie, gdy jestem Mu posłuszny: Bóg jest moim Zbawicielem, który wyprowadził mnie z domu niewoli, z wszelkiej niewolil, ponieważ wyzwolił moją duszę z niewoli duchowej, z grzechu i tyranii zła. 
Przez to samo ukazuje mi jak byłoby niewłaściwym nie okazywać Mu wdzięczności i czynić cos przeciwnego niż to, co nakazuje nam On sam w Jego Prawie. 

Bóg nie jest naprawdę naszym Bogiem, jak dopiero wtedy, gdy przypisujemy jedynemu i prawdziwemu Bogu wszystkie rzeczy, które są Mu właściwe i które są jego z Jego prawa. 
Należy oddać Bogu to, co jest Jego. 
Nakazując nam odwrócenie się od wszystkich fałszywych bożków, ukazuje On nam cel tego pierwszego przykazania, czyli byśmy: 
Ø Wielbili, adorowali Boga jedynego, poddając się Jego wielkości i będąc posłusznymi Jego nakazom; 
Ø Pokładali naszą ufność w Nim samym, wierząc Jego obietnicom; 
Ø Prosili Go o pomoc we wszystkich naszych potrzebach; 
Ø Dziękowali Mu za wszystkie Jego dobrodziejstwa. 

Bóg wymaga, abyśmy wielbili Jego wyłącznie, dając temu wyraz w swoim Słowie, np.: 
1. V Mojż/Powtórzonego Prawa:
8,11: Bacz, abyś nie zapomniał Pana, Boga twego, zaniedbując jego przykazania, prawa i ustawy, które ci dziś nadaję. 
11,16-17: Strzeżcie się, aby wasze serce nie dało się zwieść i abyście nie odstąpili i nie służyli bogom innym i nie oddawali im pokłonu, gdyż Pan wybuchnie na was gniewem i zamknie niebiosa, że nie będzie deszczu, a ziemia nie wyda swego plonu, i szybko zginiecie w tej pięknej ziemi, którą Pan wam daje.
oraz 17,2-7; 31,16-18; 32,39. 
2. Księga Izajasza:
Iz 43,10-13: Wy jesteście moimi świadkami - mówi Pan - i moimi sługami, których wybrałem, abyście poznali i wierzyli mi, i zrozumieli, że to Ja jestem, że przede mną Boga nie stworzono i po mnie się go nie stworzy. Ja, jedynie Ja, jestem Panem, a oprócz mnie nie ma wybawiciela. Ja zwiastowałem, wybawiałem i opowiadałem, a nie kto inny wśród was, i wy jesteście moimi świadkami - mówi Pan - a Ja jestem Bogiem i nadal nim będę, a nie ma nikogo, kto by mógł wyrwać z mojej ręki. Gdy ja coś czynię, któż to zmieni?  
44,8: Nie trwóżcie się i nie lękajcie się! Czy wam tego już dawno nie opowiedziałem i nie zwiastowałem? I wy jesteście moimi świadkami. Czy jest bóg oprócz mnie? Nie, nie ma innej opoki, nie znam żadnej.
3. Ewangelia według Mateusza: 
4,10: Wtedy rzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Albowiem napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz. 

Aby przenieść to przykazanie Boże w praktykę, musimy poddać się swoistej „próbie negatywnej”: 
Ø Wszelkie uwielbienie/adoracja, wszelkie poddanie, wszelkie posłuszeństwo, które nie odnosi się do Boga i nie znajduje w Nim swego źródła i swojej racji bytu, jest idolatrią (czyli oddawaniem czci fałszywym bożkom). 
Ø Wszelka prośba o pomoc, proszona lub otrzymana poza Jego suwerennością, poza Nim, który jest przyczyną wszelkiego prawdziwego dobra, jest idolatrią. 
Wszelkie poczucie wdzięczności, które poddaje nas w zależność od jakiejś mocy, siły, czymkolwiek by ona nie była, prowadzi nas do popadnięcia w niewolę od fałszywych bożków. Reguły te dotyczą wszystkich naszych działań zewnętrznych, ale także naszych zachowań, czy nawet myśli najbardziej intymnych. 
Każdy wierzący chrześcijanin musi zmóc się z pytaniami, szczerze postawionymi, odnoszącymi się do jego życia, opierając się o powyższy, wynikający z przykazania Bożego, schemat. 
Warto zadać sobie takie proste i wydawałoby się banalne pytania: 
- Jak np. wygląda mój stosunek do pieniądza? Czy widzę w nim normalny (i konieczny!) element do prowadzenia godnego życia (na które zasługuje każdy człowiek), czy też staje się on dla mnie chorobliwym pożądaniem, związanym z przekonaniem, że może on regulować wszystkie moje potrzeby i pragnienia? Czy jestem zazdrosny wobec tych, którzy mają go więcej niż ja? Czy pieniądz nie ma nade mną jakiejś przemożnej władzy? Czy może jestem dla posiadania go gotów zdobyć się na najbardziej skrajne działanie, czy przyzwolić na nie? 
- Czy jestem wolny od snobizmu? Co kieruje moimi relacjami z innymi ludźmi? 
- Czy nie jestem zahipnotyzowany pragnieniem sukcesu, pragnieniem bycia zawsze na szczycie, pierwszym planie? Może staram się wcisnąć w światło sukcesu innych? 
- A może żyję poczuciem wyższości nad innymi, np. przez moje wyznawane i wynikające z takiej lub innej przynależności wartości? Może sama przynależność do takiej, czy innej wspólnoty kościelnej daje mi poczucie wyższości nad innymi?... 
- Być może ufam tylko sobie, pokładam tylko w sobie nadzieję, w moim prawie do tego czy innego, w moich zdolnościach, moich „relacjach”, „układach”?...
- Jakie jest centrum, wokół którego krąży moje życie? Czy jest to moje „ja”, moja praca, moje plany, ambicje?
- Jakie są cele, którym podporządkowuję świadomie lub nieświadomie moje życie? 
- Czy daję sobie przyzwolenie na dokonywanie pewnych rzeczy lub służenie pewnym sprawom, których moje sumienie nie akceptuje lub nawet wiem, że nie cieszą się one aprobatą Bożą, bądź są wprost niezgodne z Jego przykazaniami? 

Te pytania można mnożyć, pogłębiać, stawiać wiele nowych z nimi związanych. 
Jest jednak koniecznym wyszukać w naszym życiu te małe i duże bożki, które rywalizują w nas swoimi wymaganiami między sobą, które są gdzieś schowane, w jakimś kącie naszego serca lub naszych myśli. Jeśli kierują nami w sposób nawet nieświadomy, czy sekretny – już jakby wygrały tę partię życia. 
Jak pisze prorok Ezechiel (rodz.28), zajmują one w naszej duszy miejsce Boga. 
Między Bogiem i idolami, bożkami, nie ma możliwości na żaden kompromis. 
Kochać Boga, to nienawidzić bożki. 
Trzeba walczyć z całym zaangażowaniem ze wszystkim, co uzurpuje sobie chwałę Bożą. 
Trzeba walczyć z wszelkim zniewoleniem, jakiekolwiek by ono nie było. 
Trzeba walczyć ze wszystkim, co nie wpisuje się w służbę Bogu, tę jakiej nas naucza Jezus Chrystus; walczyć przeciwko wszystkiemu co sprawia, że nasz Stworzyciel i nasz Bóg nie ma nas całych dla siebie. 
Taka walka z bożkami, z idolami, jest walką całego naszego życia i przez całe nasze życie. Jeśli ktoś uważa, jest przekonany nawet, że jest od nich wolny, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że czegoś nie dostrzega z należytą odwagą i jasnością. 
Jezus uczy wyraźnie, że fałszywe bożki nie będą nigdy fundamentem, faktorem twórczym prawdziwie szczęśliwego życia społecznego, naszego ducha, czy świata całego, ale są zawsze związane z czymś, co prowadzi do kłamstwa, do destrukcji. 

Poprzez moje powołanie odkryte w życiu, moją pracę, moje dobra, moje uczucia, tylko Bogu i Bogu jedynemu chce służyć. 
Muszę zawsze pamiętać, że Bóg nie jest konkurentem mojej pracy, moich miłości życia, mojej rodziny, bliskich. Ale to Jego stawiając w centrum mego życia, Jemu wszystko oddając, mogę prawdziwie być dla innych, kochać ich, cieszyć się moim życiem, rozwijać je w sposób konstruktywny i pełny. 

To Jemu mam ufać, Jego prosić o pomoc we wszelkich sprawach, w Jego kierunku muszą płynąc wszystkie moje najgłębsze dziękczynienia. 
On jest przyczyną i źródłem wszelkiego szczęścia, wszelkiego dobra. 
Nic nie przychodzi dla mnie, co miałoby mnie prawdziwie ubogacić, nic co nie pochodzi z Jego ojcowskiej ręki. 
Wiara w jedynego Boga zawiera w sobie nieufność wobec wszystkich mocy i panów tego świata. 
Służąc Jemu samemu, jestem prawdziwie wolny od wszelkiego poddania, wszelkiej niewoli. 

Z obawy przed utratą mojej duszy i mojego zbawienia, muszę unikać i uciekać przed wszelką idolatrią, czcią bożków pod jej wszelkimi postaciami i uznać, że Bóg jest jedynym prawdziwym Bogiem, i że nie ma innego Boga, jak tylko On. 
Mam oddać się, zaufać Jemu samemu, Jemu być posłusznym i Jemu cześć oddawać.