piątek, 14 września 2012

Rozważanie Ewangelii wg Jana 11,1-4


A zachorował niejaki Łazarz z Betanii, miasteczka Marii i Marty, jej siostry. A była to ta Maria, która namaściła Pana maścią i otarła nogi włosami swymi, i jej to brat chorował. Posłały więc siostry do niego, mówiąc: Panie, oto choruje ten, którego miłujesz. A usłyszawszy to Jezus, rzekł: Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. A gdy usłyszał, że choruje, został jeszcze dwa dni na miejscu, gdzie przebywał; potem rzekł do uczniów swoich: Pójdźmy znowu do ziemi judzkiej. Rzekli do niego uczniowie: Mistrzu! Dopiero co chcieli cię Żydzi ukamienować i znowu chcesz tam iść? Odpowiedział Jezus: Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Jeśli kto chodzi we dnie, nie potknie się, bo widzi światło tego świata. Jeśli zaś kto chodzi w nocy, potknie się, bo nie ma w sobie światła. To powiedział, a potem rzekł do nich: Łazarz, nasz przyjaciel, zasnął; ale idę zbudzić go ze snu. Tedy rzekli uczniowie do niego: Panie! Jeśli zasnął, zdrów będzie. Ale Jezus mówił o jego śmierci; oni zaś myśleli, że mówił o zwykłym śnie. Wtedy to rzekł im Jezus wyraźnie: Łazarz umarł, i raduję się, że tam nie byłem, ze względu na was, bo uwierzycie; lecz pójdźmy do niego. Tedy rzekł Tomasz, zwany Bliźniakiem, do współuczniów: Pójdźmy i my, abyśmy razem z nim pomarli. Przyszedł tedy Jezus i znalazł go już od czterech dni w grobie. A Betania była blisko Jerozolimy, około piętnastu stadiów. I przyszło wielu Żydów do Marty i Marii, aby je pocieszyć po stracie brata. Gdy więc Marta usłyszała, że Jezus idzie, wybiegła na jego spotkanie; ale Maria siedziała w domu. Rzekła więc Marta do Jezusa: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. Ale i teraz wiem, że o cokolwiek byś prosił Boga, da ci to Bóg. Rzekł jej Jezus: Zmartwychwstanie brat twój. Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym. Rzekł jej Jezus: Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? Rzecze mu: Tak, Panie! Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który miał przyjść na świat. A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała Marię, siostrę swoją, i rzekła jej w tajemnicy: Nauczyciel tu jest i woła cię. A ta, skoro to usłyszała, wstała śpiesznie i poszła do niego. A Jezus jeszcze nie przyszedł do miasteczka, ale był na tym miejscu, gdzie go spotkała Marta. Żydzi więc, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, ujrzawszy, że Maria szybko wstała i wyszła, poszli za nią w mniemaniu, że idzie do grobu, aby tam płakać. Lecz gdy Maria przyszła tam, gdzie był Jezus i ujrzała go, padła mu do nóg, mówiąc do niego: Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł mój brat. Jezus tedy, widząc ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy z nią przyszli, rozrzewnił się w duchu i wzruszył się, i rzekł: Gdzie go położyliście? Rzekli do niego: Panie, pójdź i zobacz. I zapłakał Jezus. Rzekli więc Żydzi: Patrz, jak go miłował. A niektórzy z nich mówili: Nie mógł ten, który ślepemu otworzył oczy, uczynić, aby i ten nie umarł? Jezus znowu rozrzewniwszy się w sobie, poszedł do grobu; była tam pieczara, u której wejścia leżał kamień. Rzekł Jezus: Usuńcie ten kamień. Rzekła mu Marta, siostra umarłego: Panie! Już cuchnie, bo już jest czwarty dzień w grobie. Rzekł jej Jezus: Czyż ci nie powiedziałem, że, jeśli uwierzysz, oglądać będziesz chwałę Bożą? Usunęli więc kamień, gdzie leżał umarły. A Jezus, wzniósłszy oczy w górę, rzekł: Ojcze, dziękuję ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wkoło, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał. A gdy to rzekł, zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź! I wyszedł umarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść. Wielu więc z Żydów, którzy przyszli do Marii i ujrzeli to, czego dokonał Jezus, uwierzyło w niego.

Rodział 11 Ewangelii Jana jest opisem wskrzeszenia Łazarza; to jeden z najbardziej znanych tekstów Ewangelii, a samo imię Łazarza na trwałe wpisało się w tradycję i kulturę nie tylko „kościelną”. 
Postarajmy się prześledzić całe to wydarzenie, podkreślając każdy z jego etapów, aby poznać to, co chce nam ono powiedzieć - nam w XXI wieku. 

W. 1-6 – Jezus ma przyjaciół. Jest człowiekiem i jak wszyscy inni nawiązuje relacje i przyjaźnie. Jest przyjacielem całej rodziny, Łazarza i jego dwóch sióstr - Marty i Marii. Czasownik użyty przez Jana nie jest tym, który wyraża miłość w znaczeniu doniosłym, a oznacza po prostu przyjaźń. Nie jest to słynne agapô, ale philô. 
Rodzina Łazarza jest rodziną zwyczajną. Prowadzi zwyczajne życie. Zna sytuacje choroby, a pozna wkrótce także ból śmierci, straty kogoś bliskiego. Jest to zwyczajny los każdego człowieka. Ale siostry nie poddają się beznadziei i kiedy pojawia się choroba wzywają Jezusa, ponieważ wiedzą, że może On zrobić coś dla nich. 

Tu od razu rodzą się pytania. Jakie jest nasze zachowanie w przypadku choroby? A jeśli jest to bardzo ciężka choroba? Czy jesteśmy rozbici w obecności zła, jakim jest choroba? Czy poddajemy się przekonaniu, że już nic nie ma do zrobienia i że wszystko jest skończone, złe i przygniatające? Czy potrafimy wezwać Boga na pomoc, jak zrobiły to dwie siostry? 

W. 7-16 – Wysłaniec Marty i Marii przybywa do Jezusa. Ale, dziwnym trafem, Jezus nie daje sobie przeszkadzać. Obie siostry myślały, że natychmiast pobiegnie uzdrowić Łazarza. Ale nie, Jezus się nie rusza... 

Kiedy i my wzywamy Boga na pomoc, mamy czasem wrażenie, że nasze modlitwy pozostają bez odpowiedzi, że i nas On porzuca, zostawia samych sobie. Wtedy poddajemy się buntowi, nierzadko mówiąc, że nie ma sensu wierzyć, jeżeli Bóg nas opuszcza (a może On w ogóle nie istnieje?...). 
Podobnie, jak wątpili uczniowie Jezusa: Łazarz umarł. Wszystko zatem skończone, po co jeszcze iść do Betanii? To przecież już niczemu nie posłuży, a nawet więcej – Jezus ryzykuje złe potraktowanie Go ze strony swoich nieprzyjaciół. 
W końcu jednak uczniowie pójdą za Jezusem, ale zrezygnowani i gotowi na wszystko. 

W. 17-27 – Jezus przybywa do Betanii. Nie wchodzi do wioski, pozostaje na zewnątrz, jak nam to zostanie nieco dalej powiedziane. Marta dowiaduje się o tym, nowiny rozchodzą się szybko w wiosce. Wstaje i idzie na spotkanie z Jezusem. Tutaj też dochodzi do dialogu o znaczeniu kapitalnym. Marta wie, że jej brat zmartwychwstanie, jak w to wierzyli także faryzeusze. Saduceusze natomiast nie wierzyli w zmartwychwstanie. Sytuacja ta pozwala myśleć, że rodzina Łazarza była bliska faryzeuszom i że Jezus także był bliski tej grupie, być może sam był postrzegany jako faryzeusz, czy wręcz że należał do grupy faryzeuszy. 
Ale Marta myśli, że Łazarz zmartwychwstanie w dniu ostatecznym, jak też powie. Jej wiara jest realna, ale jej wiara dotyczy przyszłości, nie teraźniejszości. Jezus zatem doprowadzi ją w jej wierze do spotkania z teraźniejszością. Nie, zmartwychwstanie Łazarza nie dotyczy wyłącznie czasu przyszłego, odległego. Jest związane już z dniem dzisiejszym, z godziną, która nadchodzi!

Jaka jest nasza wiara, nasza nadzieja? Czy wierzymy, że odpowiedź ze strony Boga na naszą modlitwę jest możliwa? I to nie związana z jakąś odległą przyszłością, kiedy już nas nie będzie na tym świecie, aby ją otrzymać... 
To teraz, dzisiaj, Bóg działa; to teraz daje nam swoją odpowiedź; teraz wysłuchuje naszych próśb i ukazuje nam swoją moc. 

W. 28-40 – Nie wiadomo, czy Marta poczuła się naprawdę przekonana tym, co Jezus jej powiedział. Wraca do domu i mówi swojej siostrze, że Jezus jest tuż i że chce ją widzieć (co nie jest zgoła prawdą). Maria wstaje i teraz ona podąża do Jezusa. Kieruje do Niego te same wyrzuty. Gdyby On, Jezus, był tutaj, Łazarz nie umarłby. A jednak – zauważmy - za tym wyrzutem kryje się zaufanie do Jezusa. 
Jacyś ludzie towarzyszą Marii. Przyszli z Jerozolimy, aby pocieszyć dwie siostry. Myśleli, że Maria pobiegła na cmentarz, aby tam opłakiwać brata. Kiedy jednak widzą Jezusa, myślą tak samo, jak Marta i Maria, niemniej dużo mocniej wyrażą ich myśli: Nie mógł ten, który ślepemu otworzył oczy, uczynić, aby i ten nie umarł? Teraz Łazarz jest pochowany, a więc na wszystko jest już za późno. 

Dzieje się coś szczególnego. Nasze wersje Biblii mówią, że Jezus wzruszył się. Jednakże słowo greckie, którego używa tutaj Jan nie oznacza tylko smutnego poruszenia emocji, oznacza poruszenie tak silne, jak to, które może być także związane z gniewem. To nie rozrzewnienie się, to silne uczucie bliskie bez mała gniewowi, które przeżywa Jezus! 
Dlaczego tak silne uczucie i dlaczego bliskie gniewowi? Pamiętajmy, że chwilę wcześniej sąsiedzi Łazarza dzielili się ich wątpliwościami. Nie wierzą, że Jezus może przywrócić życie Łazarzowi, gdy ten już umarł. 
Możemy sobie pozwolić - w kontekście języka greckiego – na interpretację, że z dużym prawdopodobieństwem to ów brak wiary tak porusza do żywego Jezusa. Jezus jest poruszony do żywego, widząc, że ci ludzie nie darzą Go zaufaniem. Być może wierzą w przyszłe zmartwychwstanie, jeżeli są faryzeuszami, jak rodzina Łazarza. Ale nie wierzą, że Jezus może działać tu i teraz, w tej wiosce Betanii... 

Bóg „gniewa się”, kiedy widzi nas niedowiarkami, kiedy widzi nas wątpiącymi w Jego miłość i Jego moc, Jego interwencję w czasie bieżącym. Nasze wątpliwości prowokują Boga do gniewu... 

W. 41-45 – I cud ma miejsce. Pomimo niedowiarstwa przyjaciół Jezusa i ich rodzin (to ważne: także pomimo emocji, które to niedowiarstwo wzbudziło w Jezusie, będącego obrazem reakcji Bożej na niedowiarstwo), pomimo wyrzutów, jakie Marta z Marią oraz inni czynili Jezusowi - Łazarz jest wskrzeszony przez Jezusa. 
Dochodzi do ukazania Jezusowego zwycięstwa nad śmiercią, zwycięstwa życia nad śmiercią! 
Jezus daje świadectwo życiu przeciw śmierci, przeciw wszystkim formom śmierci, tej przeszłej, teraźniejszej i tej mającej nadejść. Jezus świadczy życiem przeciwko formom śmierci tzw. naturalnej, tym przeciwko którym nic nie możemy, ale także przeciw formom śmierci, które wzbudzamy przez nasze występki, nasze złe działania, nasze przestępstwa, broń i tortury. 
Jezus daje świadectwo życiu przeciwko wszyskim naszym wątpliwościom, tym Marty i Marii, tym wszystkich ludzi przybyłych z Jerozolimy, podobnie jak przeciw naszym współczesnym wątpliwościom. 
Tak, Jezus działa pomimo wszystkiemu i jakby wbrew oczekiwaniom wszystkich. 
Działa nawet wtedy i tak, jak nie chcielibyśmy aby działał, ponieważ to może burzyć nasze wewnętrzne przekonania, nasze idee. 
A jednak nie możemy w niczym Bogu przeszkodzić by działał, tak i wtedy, kiedy to On sam zadecyduje. 

A gdyby ktoś kiedyś zapytał, dlaczego Jan nie pisze nic o relacji Łazarza, związanej z tym, co przeżył w trakcie i po śmierci? Przecież tak wielką karierę robią współcześnie różne opowiadania, relacje o „życiu po życiu”... Być może większość z nas chciałaby mieć jakiś dowód na to, co dzieje się po śmierci. 
Myślę, że odpowiedź na tego typu pytania jest dość prosta: milczenie Łazarza i Jana w tej kwestii jest związane z prostym faktem, że Jan nie miał nic istotnego do opowiedzenia. Być może dlatego, że śmierć jest jakby snem bez marzeń sennych, a może dlatego – i to pewnie jeszcze bliższe prawdy – że to, co interesuje Jana (i co powinno nas w pierwszym rzędzie interesować) to nie rzeczywistość przyszła, ale ta tutaj, dzisiaj: jak ją przeżywać zgodnie ze Słowem objawionym, jak żyć naszym życiem w wierze, tak, by było ono życiem spełnionym, radosnym, po którym nastąpi już ten spokojny sen, aż do dnia ostatecznego, do zmartwychwstania, do nowego nieba i nowej ziemi. 

Czy wierzysz w to? - pyta Jezus Martę w odniesieniu do czasu teraźniejszego. 
Zawsze, kiedy życie (w najszerszym tego słowa znaczeniu) jest zagrożone, Jezus zadaje nam to samo pytanie: czy wierzysz, że Bóg może coś zrobić? Czy wierzysz, że jest On obecny? Czy jednocześnie wierzysz i akceptujesz, że jest On suwerenny w swoim działaniu i może działać tak i wtedy, kiedy sam uzna to za stosowne? 

I wreszcie ostatnie i jakby najważniejsze, i oby pozostało w naszej pamięci – stwierdzenie Jezusa o sobie samym: Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. 
Drogi bracie, droga siostro, zadaj sobie sam/sama to pytanie w głębi serca: czy tak naprawdę wierzysz, Jezus jest wysłańcem Bożym, jedynym Synem Bożym, który przynosi życie i który daje życie temu, co umarłe? 
Jest to pytanie, które winniśmy sobie i naszym Kościołom zadawać każdego dnia, bo od odpowiedzi na nie zależy nie tylko nasza wiara na poziomie przekonań, ale także nasza codzienność, jej kształt, nasze wybory i działania jak najbardziej konkretne, każdego dnia.