piątek, 29 czerwca 2012

Rozważanie Ewangelii wg św. Marka 14,12-25

A w pierwszy dzień Przaśników, kiedy zabijali baranka wielkanocnego, zapytali go uczniowie jego: Gdzie chcesz, abyśmy poszli i przygotowali ci wieczerzę paschalną? I posłał dwóch uczniów swoich, i rzekł im: Idźcie do miasta i spotka się z wami człowiek niosący dzban wody; za nim idźcie. A gdziekolwiek by wszedł, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel mówi: Gdzie jest moja izba, w której mógłbym spożyć wieczerzę paschalną z uczniami moimi? A on pokaże wam przestronną jadalnię, przygotowaną i przystrojoną; tam nam przygotujcie. I odeszli uczniowie, i przyszli do miasta, i znaleźli, jak im powiedział, i przygotowali wieczerzę paschalną. A gdy nastał wieczór, przybył z dwunastoma. I gdy siedzieli i jedli, rzekł Jezus: Zaprawdę powiadam wam, że jeden z was, który je ze mną, wyda mnie. Poczęli się smucić i mówić jeden po drugim: Chyba nie ja? A On im odpowiedział: Jeden z dwunastu, ten, który macza ze mną w jednej misie. Syn Człowieczy wprawdzie odchodzi, jak o nim napisano, ale biada owemu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Lepiej by było, gdyby się nie narodził ów człowiek. A gdy oni jedli, wziął chleb i pobłogosławił, łamał i dawał im, i rzekł: Bierzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich, podziękował, dał im i pili z niego wszyscy. I rzekł im: To jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa. Zaprawdę powiadam wam, nie będę już odtąd pił z owocu winorośli, aż do owego dnia, gdy go będę pił na nowo w Królestwie Bożym.

Tekst Ewangelii według św.Marka jest tekstem znanym, jak dobrze znana melodia.
Jest to jeden z tych tekstów, które czyta się, czy cytuje często, gdy jest mowa o instytucji Wieczerzy Pańskiej.
Warto, czytając tekst Marka, wrócić do tekstów Starego Testamentu, podających żydowską tradycję Paschy (mówimy tu oczywiście o tekstach z księgi Exodus – Wyjścia). Warto także przeczytać ich nowotestamentową interpretację, zwłaszcza w Liście do Hebrajczyków....

Jednakże w tej krótkiej refleksji, którą chcę wam zaproponować poniżej, nie będę starał się poddać analizie jednego z dwóch – niekontestowanych – sakramentów Kościoła (jeśli chcecie używać także innej nomenklatury – ustanowień).
Chcę przede wszystkim, abyśmy przyjrzeli się tekstowi Marka takiemu, jakim on się prezentuje w swojej oryginalności.
Spróbujmy nie poddać się pokusie interpretowaniu go przez filtr naszych późniejszych tradycji, ani też przez teksty Ewangelii synoptycznych.
Przyjmijmy go jako tekst, który w swojej oryginalności jest tekstem Ewangelii, to znaczy Dobrej Nowiny, wciąż aktualnej, zawierającej ciągle nowe możliwości dla naszego życia dzisiaj, współcześnie.

Chciałbym najpierw usytuować go w jego kontekście literackim i kulturowym.

Jeśli chodzi o plan literacki, to to, co uderza w pierwszym rzędzie uważnego czytelnika Ewangelii według św.Marka, w rozdziale 14, to zadziwiające podobieństwo przygotowań do posiłku, porównując je z tymi, które znajdujemy w rozdziale 11.
W obu tych sytuacjach Jezus nie jest jeszcze w Jerozolimie, natomiast pośpiesza, aby doń wejść.
W oby przypadkach, posyła przed sobą uczniów, aby przygotowali jego przybycie.
Dwukrotnie ma się dziwne wrażenie, że Jezus przepowiada to, co stanie się niedługo; i... rzeczywiście wszystko dzieje się tak, jak On to powiedział...
Można także znaleźć podobieństwa w słownictwie stosowanym w obu tych scenach: podłoże ścieżki, którą Jezus wejdzie do Jerozolimy w niedzielę zwaną Palmową jest ozdobione na Jego wejście, podobnie też sala (w rozdz.14), przygotowana na wspólny posiłek paschalny jest przystrojona.
Podobieństwa te są ujmujące i nie mogą być owocem przypadku.
Jest tak, jakby teraz - w rozdziale 14 - nastąpiło prawdziwe wejście Pana do Jerozolimy.
Tym razem jednak, nie ma nikogo, kto mógłby ogłaszać Jego wejście, a klimat samego wejścia i pobytu niesie na sobie jakby ciężar spisku, który otacza Jego wejście i pobyt w Mieście Świętym.
Podobnie jak figura człowieka niosącego dzban (która to funkcja była tradycyjnie przypisywana kobietom), poprzez swoją szczególność jest jakby figurą prorocką, odnoszącą się do Tego, który celowo i z własnej decyzji nie chce odpowiadać błędnym oczekiwaniom, w które chciano by Go wpisać, w których chciano by Go zamknąć.
Ten ciężki klimat sytuacji jest wzmocniony przez wersety 10 i 11, poprzedzające nasz tekst, a które dodają „dekoracji” przez opis zdrady Judasza, godzącego się oddać Jezusa na łaskę arcykapłanów.

Kiedy Jezus i uczniowie rozpoczną posiłek, wiemy, jako uważni czytelnicy, co stanie się już niedługo, jesteśmy świadomi dramatyzmu sytuacji.
Spisek, machinacje, są już uruchomione i nic nie może ich zatrzymać...
Ogłoszenie zaparcia się Piotra, zaraz po naszym tekście, nie jest niczym innym, jak tylko potwierdzeniem tego ciężkiego klimatu, towarzyszącego i zapowiadającego nieuniknioną katastrofę, której już nie można uniknąć...

Plan, który zaczyna się przed nami rozpościerać, w sposób nieunikniony prowadzi nas do Krzyża.
Taki jest efekt wyboru literackiego, podjętego przez Marka.
W dzień Palm, Jezus wjechał do Jerozolimy w świetle pełnego dnia, a tłumy Go witały i krzyczały na Jego cześć, uważając Go i wyznając w Nim Mesjasza, którego tak długo oczekiwano.
Teraz jednak, to z ciemnością zapadającej nocy Jezus wejdzie do miasta i nikt nie będzie towarzyszył Jego wejściu, dając świadectwo rozumienia Jego obecności, ważności Jego osoby.
Nikt nie da świadectwa Królestwu, które wraz z Nim przychodzi...
Nikt, nawet Jego najwierniejsi uczniowie....

Istotnie, klimat jest ciężki i tym samym tym bardziej łatwy do zauważenia, ponieważ pozostaje w silnym kontraście z tym, jaki winien towarzyszyć świętu Paschy.

Przejdźmy tutaj do kontekstu kulturowego.

Posiłek paschalny miał za cel być posiłkiem świątecznym, przypominającym pierwsze przymierze Boga ze swoim ludem i posiłek Mojżesza, który poprzedzał dar dwóch tablic Prawa.
Posiłek Paschy był (i jest) pamiątką aktu fundacyjnego Izraela, paktu wolności, który łączy Boga i Jego lud, który był poddany niejako „wizualizacji” tego szczególnego wieczoru.

Nałożenie się tych dwóch wymiarów, świątecznego (tradycyjnie związanego z Paschą żydowską) i tragedii Jezusa, dają Jego posiłkowi ów szczególny koloryt.

Drugim punktem, który chciałbym podkreślić, to intryga, jaka zawiązuje się w tym fragmencie Ewangelii Marka.

Jeżeli czyta się go uważnie, można zauważyć, że coś dzieje się w akcji, która toczy się przed naszymi oczami.
Wyobraźmy sobie przez moment, że jesteśmy niedyskretnymi „podglądaczami” tej sceny, patrząc na nią przez wyobrażone okno, tak, by być niezauważonymi, tak, że widzimy scenę, ale nie słyszymy towarzyszących jej dźwięków.
Co zatem zobaczymy? Grupę Żydów w trakcie spożywania posiłku paschalnego.
Tego wieczoru, w Jerozolimie, fakt taki musiał być powszechny, co dodawało mu swoistej banalności.
Bez słów wypowiedzianych przez Jezusa, scena pozostaje dla nas bez większego znaczenia; to słowa Jezusa czynią z niej ten jedyny i szczególny moment!
Należy także zauważyć, że słowa te zostaną wypowiedziane po wypełnieniu rytualnych, wymaganych sytuacją, gestów. Mają one miejsce jakbyśmy prawie wbrew nas samym stali się odbiorcami, świadkami objawienia, mającego miejsce tego wieczoru...

Posłuchajmy zatem z uwagą słów Jezusa, aby pojąć ich sens.

To, co uderza nas, to fakt, że Jezus całkowicie odwraca znaczenie rytuału, przyjmując miejsce Mojżesza.
Jak powie Paweł, przez Jego słowa umieszcza siebie samego, jako fundament Nowego Przymierza między Bogiem, a ludźmi. 
Dla pobożnego Żyda, fakt ten ma charakter bluźnierczy. Jezus uważa się za Boga!

Następnie, Jezus ogłasza jeszcze raz swoją przyszłą śmierć, a będzie to śmierć gwałtowna.
Jezus używa słów odnoszących się zwyczajowo do ofiar składanych Bogu.
Uczniowie nie mogą już zignorować faktu, że śmierć Jezusa nie jest tylko rodzajem męczeństwa (czyli – etymologicznie rzecz ujmując – świadectwem).
Nie, Jego śmierć jest czymś zdecydowanie większym. Jest ofiarą za innych, za wielu.
Śmierć Jezusa ma moc zbawczą ofiar rytualnych, ale w wymiarze dużo szerszym.
Jest to ofiara ostateczna i uniwersalna (powszechna), która nie musi już być powtarzana, ponawiana - ponieważ On jest zbawcą wszystkich wybranych.

Ostatnie znaczenie słów i gestów Jezusa tego wieczoru jest następujące: identyfikując się, jako fundament Nowego Przymierza, zastępując sobą miejsce chleba i wina Starego Przymierza, Jezus sam wpisuje w życie swoich uczniów rzeczywistość tego powszechnego zbawienia.
Podzielili między sobą chleb i wino, nawet nie zrozumiawszy pełni znaczenia tych gestów, ale są oni tymi, którzy są obdarzeni efektami Nowego Przymierza...

Słowa Jezusa kończą się obietnicą nowej Paschy w Królestwie Bożym.
Po obwieszczeniu śmierci na krzyżu, można tu odnaleźć obwieszczenie zmartwychwstania Jezusa.

Należy zauważyć, że u Marka nie ma najmniejszej wzmianki o potrzebie powtarzania tego rytuału przez uczniów, po ostatecznym odejściu Jezusa.
Ma się natomiast wrażenie, że oto Jezus (przez swoje gesty i wypowiedziane słowa) podał klucz rozumienia całej Ewangelii: oto wyjawił sens swojego przybycia i jego celu; wyjawił sens swojej śmierci na krzyżu!
To na krzyżu, w Ewangelii Marka, odbywa się całość tego, co miało się stać.
Zmartwychwstanie będzie w ścisłym związku z Krzyżem. Jest zwiastowane jako powstanie z martwych Tego, który najpierw został złożony w ofierze na krzyżu.
W takim też wymiarze Krzyż, od momentu tego posiłku paschalnego, staje się skandalem (w jego znaczeniu teologicznym, tzn. przeszkodą, kamieniem, o który można się potknąć).
Śmierć Jezusa na krzyżu jest „okazją” do nieuznania w Nim Chrystusa/Mesjasza.

To prawda, słowa Jezusa wypowiedziane podczas ostatniej wieczerzy są skandaliczne.
Najpierw dla Żyda – jakże ten człowiek może uważać się za Boga? Czy istnieje większy nad to grzech? Kim jest ten człowiek, który przyszedł zrewolucjonizować, całkowicie odwrócić nasz sposób modlitwy i uwielbiania Boga?

Słowa Jezusa są także skandalem dla Jego uczniów.
Ponieważ Jezus nie jest mesjaszem politycznym, jaki odpowiadałby ich ideałom; nie jest też dodającym im pewności przywódcą, za którym można byłoby pójść bez żadnego ryzyka, bez żadnego większego problemu...
Jezus nie jest tym, którego oczekiwał Judasz, nie jest też tym, którego oczekiwał Piotr.
Kim jest ten człowiek, który poddaje w wątpliwość naszą koncepcję Boga?
Jak można zrozumieć tego Boga, który daje się aż do końca tego strasznego cierpienia krzyża, aby stanąć z nami, obok nas, w naszej ludzkości pełnej delikatności i cierpienia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz