piątek, 29 czerwca 2012

Prawdziwa wiara...

Wiara chrześcijańska
Wiara w Chrystusa niesie nam wszystko, co potrzebujemy.
Studium Apostolskiego wyznania wiary (tzw. Credo), które prowadzimy już od dłuższego czasu, ukazuje nam to z całą jasnością.
Wiara jednoczy nas z Chrystusem, jak małżonka jednoczy się z mężem.
Pomiędzy nami, a Chrystusem, tworzy się wspólnota dóbr, radosna wymiana. Chrystus bierze na siebie nasz grzech, naszą śmierć i naszą karę, natomiast my otrzymujemy łaskę, życie i szczęśliwość na wieki.
Jakie jest jednak żródło wiary chrześcijańskiej?
Wiemy to dzięki świadectwu Pisma Świętego, które uczy nas, że możemy być pewni, że Bóg nas kocha, i że chce być  naszym Ojcem i naszym Zbawicielem.
Dana jest nam możliwość złożenia w Nim całego naszego zaufania.
Zatem: jedynym źródłem wiary chrześcijańskiej jest Słowo Boże, takie, jakie jest nam objawione w Piśmie Świętym.
Bóg posługuje się mocą Ducha Świętego, przez którego działa w naszych sercach i zradza w nas stopniowo wiarę chrześcijańską. 
Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest (Jan 3,5-6). 

Pamiętamy, jak uczniowie pewnego dnia poprosili Jezusa: Przydaj nam wiary (Łukasz 17,5).
Podobnie i nam zdarza się czasami zanosić do Pana podobną modlitwę, nie wiedząc, jak On na nią odpowie.
Być może zdarza nam się mówić do samych siebie: Och, gdybym tylko mocno wierzył! Nie czuję się zbyt mocny; co robić, aby wzmocnić moją wiarę?
Chcę wierzyć, chcę lepiej wierzyć!
Co powinienem zrobić, czego dokonać, abym otworzył się na łaskę?!

W wielu te pragnienia napotykają szybko przygniatającą odpowiedź: Czy wiara nie jest darem Bożym?
Darem, który można tylko zaakceptować i nad którym nie ma się żadnego panowania?!
Aby prosić Boga o wiarę, czy już nie trzeba mieć jakby wiary w zarodku?
Takie pytania stawiają nas w zaklętym kręgu refleksji bez wyjścia.
Wiele takich refleksji prowadzi do konkluzji, że wiara nie jest w naszym zasięgu i że mogłaby nam umknąć, pomimo naszego szczerego pragnienia jej posiadania.
Takie rozważania, przypisujące Bogu bez mała brak decyzji wobec nas (lub decyzję negatywną) w kwestii wiary, są jednym z największych błędów co do natury wiary chrześcijańskiej.
Wynikają one z naszego błędnego rozumienia działania Bożego, które zamyka nas na rozumienie jak Bóg ożywia (jakimi środkami) nasze serca i jak daje nam wiarę chrześcijańską.
Pamiętajmy: Bóg daje wiarę chrześcijańską przez głoszenie (z głoszenia) Słowa, czyniąc je skutecznym w nas przez Ducha Świętego!

Natura wiary chrzescijańskiej.
Kiedy mówimy o wierze, wydaje nam się chętnie, że istnieje tylko jeden rodzaj wiary – wiara chrześcijańska.
Ludzkość byłaby zatem podzielona na dwa obozy: pierwszy obóz tych, którzy nie mają wiary i drugi - obóz tych, którzy wiarę chrześcijańską mają.
Nie ma jednak nic bardziej niezgodnego z prawdą.
W rzeczywistości, wiara pojmowana ogólnie (i nie tylko wiara nazywana „chrześcijańską”) nie jest przywilejem tylko pewnej grupy; nie jest też cechę jakiejś elity.

Wiara jest funkcją istoty ludzkiej, funkcją witalną i nieoddzielną od człowieka, jakiekolwiek byłyby jego wierzenia, czy przekonania.
Wiara jest wspólna wszystkim, tak złym, jak i dobrym, „wierzym” i niewierzącym.
Oczywiście, nie każdy człowiek ma wiarę chrześcijańską, ale każdy człowiek, kimkolwiek by on był, wierzy w jakiś sposób.
„Niewierzący” nie jest w żadnym przypadku człowiekiem, który nie miałby żadnej wiary, ale to człowiek:
Ø    którego wiara nie jest zorientowana w dobrym kierunku, na jedynego prawdziwego Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie,
Ø    którego wiara błądzi i skręca w kierunku rzeczy wyimaginowanych lub stworzonych; na to, co Biblia nazywa „idolami”.
Wiara osoby „niewierzej” jest wiarą świecką albo apostazją.

Ateista np. wierzy, twardo jak stal, że Boga nie ma.
Jest to pewność jego wiary, że Bóg nie istnieje, lub że nic nie powinno go z Bogiem łączyć; że Bóg nie ma nic do niego, i że on nie ma nic do Boga.
Pomimo, że jest ona nie-chrześcijańska, wiara ta jest w nie mniejszym stopniu wiarą autentyczną, która kieruje i kontroluje wszystkie myśli, sentymenty, działania.
Atesita nie żyje, jak tylko dla tego co widzi, dotyka i myśli, że wie.
Odwraca on całe swoje życie od Boga...
Niemniej, ten, który sieje w ciele, zbierze także owoce ciała: Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny (Galatów 6,7-8).
Jeżeli jest więc oczywistym, że każdy człowiek ma jakąś wiarę, nie należy zatem mówić o „mam wiarę” lub „nie mam wiary”. Należy raczej mówić o tej, czy innej wierze.
O wierze, która kieruje się w tym, bądź innym kierunku...

Wiara, nazywana wiarą chrześcijańską, jest wiarą tylko (w rozumieniu wyżej opisanym) jedną pośród wielu innych, która realizuje tę cechę wiary, przenikającej wszystkich, ale realizuje ją w bardzo określonym kierunku: czyni człowieka odmienionym i ożywionym; prowadzi go w kierunku życia.
Wszystkie inne formy wiary, w odpowiadających im formach wyrazu, nie są niczym innym, jak tylko funkcją zdeformowaną i zdegenerowaną przez grzech.

Nie mówmy zatem nigdy o tym, czy wiarę mamy, czy też jej nie mamy, ale mówmy o kierunku, w jakim ona zdąża; o rzeczach, osobach i ideach, na jakich ona się zatrzymuje, a które mogą być liczne.
Może to być miłość samego siebie, ubóstwienie własnej osoby, rodziny, klasy społecznej, ojczyzny, rasy...
Może to być wola skoncentrowana wyłącznie na sukcesie szkolnym, uniwersyteckim, czy zawodowym; na smaku życia, modzie, na zasadach tego świata, na kłamliwych słowach.
Może to być miłość pieniądza, władzy, wszystkiego co daje poczucie pewności siebie, w tym także np. idee filozoficzne lub tzw. „naukowe” (redukujące wizję świata).

Ludzkość nie jest zatem podzielona na dwa obozy wiary. Wiary jest wiele, ale?...
Może to być wiara, której źródłem jest grzech, która wyraża się w sercu świadomie odwróconym od Boga, i które otrzymuje dyrektywy od innego pana.
Może to być też wiara niespokojnego serca, którego żaden „idol” nie jest w stanie zaspokoić, które szuka Boga, które może cierpi Jego brak, ale wciąż nie znalazło pokoju i radości w Jezusie Chrystusie...

W niektórych środowiskach zbyt często mówiono, że wiara chrześcijańska jest darem Bożym, mówiąc o tym w taki sposób, jakby to był dar spadający na głowę bezpośrednio z nieba.
Spowodowało to taki skutek, że niektórzy oczekują jej, jak oczekuje się deszczu z nieba, jak prezentu na jakieś święto.
Zachowanie takie jest wygodne: pozwala niedowiarstwu przybrać się w szaty racji.
To także dlatego tak wielu czuje się zagubionymi, bo oczekują pasywnie na otrzymanie wiary chrześcijańskiej i nie czynią nic, by ją mieć.
Jest ogromną pokusą stwierdzenie, że człowiek ze swoją inicjatywą nie nie może, bo przecież mówi się tu o darze Bożym.
Jest ogromną pokusą pchnięcie rozumienia tego twierdzenia do absurdu, niezgodnego ze Słowem Bożym!
Taka postawa musi w naturalny sposób budzić tylko niepokój.
A niepokój ten pochodzi z nieznajomości woli Bożej wobec nas, wobec każdego indywidualnie.
Jaka jest wola Boża wobec nas?
Czy istotnie jej nie znamy?
Czy zatem Chrystus myli się, kiedy zdecydowanie każe nam wierzyć: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii (Marek 1,15).

Biblia uczy nas, że wiara jest darem, i że mamy oddać chwałę łasce; że dar się przyjmuje i że ma on być pochwycony aktywnie.
Biblia uczy nas także, że Bóg używa różnych środków, aby nas obdarzyć swoimi darami, i że nigdy nic nie otrzymamy, jeżeli zignorujemy, zlekceważymy te środki Boże.
Posłuchajmy Apostoła Pawła: Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje? A jak mają zwiastować, jeżeli nie zostali posłani? Jak napisano: O jak piękne są nogi tych, którzy zwiastują dobre nowiny! Lecz nie wszyscy dali posłuch dobrej nowinie; mówi bowiem Izajasz: Panie! Któż uwierzył zwiastowaniu naszemu? Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe (Rzymian 10,14-17).

Wiara chrześcijańska nie spada z nieba jak deszcz.
Przychodzi i pochodzi ona z tego co się słyszy - z głoszonego Słowa.
To głoszenie Słowa, i nic innego, jest tutaj, na naszym świecie, źródłem wiary.
Dlatego tak ważnym jest głoszenie Słowa.
Dlatego tak ważnym jest słuchanie go, wierzenie w nie.
To nie kwesti zasług. To nie kwestia dobrych uczynków, którymi mielibyśmy w jakiś sposób „przypodobać się” Bogu.
On nas kocha niezależnie od naszych uczynków, a nawet - można byłoby powiedzieć - wbrew nim: Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje (1 Jana 3,16).

Ale dał On nam, powierzył nam środek, instrument o niezwykłej wadze, o niezwykłej uzyteczności: Słowo do głoszenia, słuchania i wierzenia.
Niech zatem ci, którzy mają misję (powołanie) do głoszenia Słowa, niech czynią to z całą powagą ich wezwania.
Niech wszyscy razem Słowa tego słuchają, studiują, wierzą w nie.

Mamy więc słowo prorockie jeszcze bardziej potwierdzone, a wy dobrze czynicie, trzymając się go niby pochodni, świecącej w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i nie wzejdzie jutrzenka w waszych sercach (2 Piotra 1,19). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz