piątek, 25 maja 2012

Kilka zasad protestantyzmu historycznego


Współcześnie (co jest naturalne) bardzo często zapominamy o wzajemnym uzupełnianiu się refleksji najważniejszych autorów tradycyjnej duchowości i teologii protestanckiej. 
Wydaje nam się, że należy unikać przeciwstawiania ich sobie wzajemnie, a przede wszystkim należy skupić się na właściwym zrozumieniu współprzenikania się ich myśli, która powstawała – co także uczciwie trzeba przyznać – nie bez napięć między niektórymi z nich (myślimy tu przede 
wszystkim o Lutrze i Zwinglim). 
Niemniej, to właśnie współprzenikanie w dyskusji  doprowadziło do powstania wzajemnie uzupełniających się elementów nauki chrześcijańskiej.  
Poniżej chcemy poświęcić kilka linii przypomnieniu niektórych z głównych zasad, które wypracowali najważniejsi Ojcowie Reformacji XVI w., przede wszystkim w odniesieniu do lektury Pisma Świętego. 
Jesteśmy przekonani, że zasady te, kryteria przez nich wypracowane, mogą być także dzisiaj pomocne chrześcijanom pragnącym czytać, poznawać, rozumieć, a przede wszystkim wierzyć i żyć zgodnie ze Słowem Bożym.
Chodzi tu przede wszystkim o : 
Ø zasadę chrystologiczną Marcina Lutra, 
Ø reformowane zasady hermeneutyczne (sposób interpetacji tekstów biblijnych) wypracowane przez Ulryka Zwingliego, 
Ø tzw. „wewnętrzne świadectwo Ducha Świętego” – zasadę Jana Kalwina.  


Luter – zasada chrystologiczna 
Jest rzeczą bardzo znaną, ale pomimo to wartą przypomnienia, że to studiując List Pawła do Rzymian, Marcin Luter doszedł do wniosków, które będą stanowić centrum jego refleksji: „...wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie” (Rzymian 3,23-24). 
W tym fragmencie Pisma Świętego Luter odkryje na nowo zasadę, którą umieści w centrum swojej teologii: tylko wiara w Jezusa Chrystusa czyni człowieka sprawiedliwym w oczach Bożych. Praktyki religijne tamtej epoki, mające prowadzić do zdobywania zasług przed Bogiem, a w ich wyniku otrzymanie zbawienia, są przez Lutra uważane jako nie posiadające żadnej wartości, a nawet więcej – zakłamujące wiarę. 
Reformacja będzie bogato korzystała z konsekwencji tej zasady „usprawiedliwienia przez wiarę”: od tego momentu bezpośredni 
dostęp do Boga przez Chrystusa jest możliwy dla każdego ochrzczonego. Jest to 
to, co Luter nazwie później „powszechnym kapłaństwem wierzących”. 
Każdy chrześcijanin jest zatem kapłanem, a jedynym pośrednikiem pomiędzy nim i Bogiem jest Logos, Słowo, to znaczy Chrystus. 
Lutrowa koncepcja Pisma jest pasjonująca i bogata w następstwa. 
Jego zasadą hermeneutyczną (to znaczy sposobem interpetacji tekstów biblijnych) jest, że tym, co stanowi podstawę autorytetu Biblii, jest fakt Chrystusa w działaniu. Biblia jest jakby „miejscem”, w którym spotyka się, dostrzega działanie Chrystusa. Tu warto przywołać porównanie przez Lutra Biblii do żłobka, a dziecięcia w niej do Chrystusa. Biblia jest zatem jakby zasobnikiem, z którego czerpie się i dzięki któremu spotyka się Słowo – Chrystusa. 
Odkrycie duchowe Lutra i jego lektura chrystologiczna (to znaczy odnosząca się i kładąca nacisk na osobę Chrystusa) doprowadziły go do swoistej „hierarchizacji” ksiąg biblijnych (oczywiście ta „hierarchizacja” ma u niego wymiar pedagogiczny, tzn. ułatwiający zrozumienie, bądź bardziej wyraziście przedstawiając znaczenie Chrystusa, Słowa Wcielonego). 
Księgi w tym wymiarze „uprzywilejowane” dla Lutra to Listy Pawła, a przede wszystkim List do Rzymian, Ewangelia Jana i 1 List Piotra. Tu należy przypomnieć, że to w tym ostatnim liście „powszechne kapłaństwo wiernych” znajduje swój najbardziej wyraźny fundament biblijny (1 Piotra 2, 4-9). 
Zgodnie ze swoją zasadą hermeneutyczną (podkreśleniem znaczenia Chrystusa) Luter przypisuje „mniejsze znaczenie” niektórym księgom biblijnym, jak np. List Jakuba, trzy Listy Jana i Księga Objawienia (Apokalipsa). Uwaga: „mniejsze znaczenie” nie oznacza tutaj w rozumieniu Lutra braku natchnienia Bożego tych pism; widział on w nich mniej zaznaczone akcenty w kwestiach, które wydawały mu się wiodące dla nauczania wierzących, tak bardzo sprowadzonych na manowce nauczaniem Kościoła w ciągu wieków, który „zapomniał” o tym, co stanowić winno centrum nauczania. 
Po przetłumaczeniu Nowego Testamentu na język niemiecki (czyli pragnąc upowszechnić letkurę Biblii), Luter wspomagany przez swoich współpracowników, podejmie się pracy nad Starym Testamentem, biorąc za podstawę tekst oryginalny hebrajski (tzn. nie grecki tzw. Septuaginty, czy łaciński Vulgaty). Takie działanie doprowadzi go do nie uznawania za kanoniczne (tzn. mające wartość bezdyskusyjnie natchnioną przez Boga) księg biblijnych, które nie byłyby napisane po hebrajsku. Chodzi tu przede wszystkim o pozostawienie niejako na boku ksiąg tzw. deuterokanonicznych (czyli dosłownie włączonych „później” do kanonu ksiąg Biblii; napisanych nie po hebrajsku, a po grecku), czyli np. 1 i 2 Machachabejskich, Syracydesa, itd.... 
Od tego momentu będą one nazwane apokryfami (tzn. takimi, których autentyczność jest conajmniej wątpliwa). 
Aż do wieku XIX księgi tę będą w Bibliach protestanckich umieszczane na końcu Starego Testamentu. Brak ich we współczesnych wydaniach Biblii protestanckich nie jest oryginalnym wymysłem protestantyzmu historycznego, ale niejako pomysłem importowanym ze świata anglosaskiego. On to doprowadził do upowszechnienia praktykę ich całkowitego wyłączenia z nowych edycji Biblii. 
Luter był początkowo przekonany, że Pismo ma jeden – wyłącznie - sens. Niemniej, już podczas ewangeliczno-społecznych rewolucji chłopskich w latach dwudziestych XVI w. poczuł się niejako skonfrontowany z wieloraką interpretacją tekstów biblijnych. 
Luter był człowiekiem o genialnej intuicji. 
Aby dzielić się swoją myślą skorzystał obficie z upowszechniającej się techniki druku (taniego) i ostatnie lata swojego życia poświęcił studium tekstów biblijnych w językach oryginalnych i oddał się całkowicie uczynieniu ich znaczenia jasnym i przejrzystym, a szczególnie zawartą w nich prawdę Objawienia. 
W momencie śmierci Lutra zostało opblikowanych 430 edycji jego tłumaczenia Biblii. 
I – co możemy my sami łatwo stwierdzić – zgodnie z jego głębokim pragnieniem, nowo wierzący chrześcijanie mieli już bezpośredni dostęp do tekstów Pisma i do jego centrum Objawienia: Logosu, Chrystusa żywego. 


Zwingli – zasady hermeneutyki reformowanej
Ulryk Zwingli, Reformator miasta Zurychu, potwierdza, podobnie jak Luter, klarowność Pisma Świętego, Słowa Bożego, odróżnialnego od słów ludzkich. Zwingli uważa, że ta klarowność, jasność Pisma, pochodzi z jego źródła, Jezusa Chrystusa - światła świata - oraz Ducha Świętego. 
Według Zwingliego: wszystko to, co dotyczy wiary, winno być regulowane przez Pismo Święte i nie potrzebuje aprobacji Kościoła. 
Biorąc Zwingliego za słowo, pewna ilość kaznodziejów radykalnych, będących w opozycji do wszelkiego kompromisu z władzami politycznymi miasta Zurychu, wystąpi jako swoista „lewica” wobec Reformatora. 
Według nich, Kościół Zurychu nie stał się reformowany zgodnie z „czystą” Ewangelią. 
Odrzucali oni np. wszelką wartość chrztu dzieci i zaczęli wymagać, aby ponownie chrzcić w wieku dorosłym; praktyka ta doprowadzi do nazywania ich „anabaptystami”. 
Zwingli zaangażuje się wówczas w dyskusję biblijną przeciw argumentom używanym przez radykałów i doprowadzi do ustalenia kilku reguł hermeneutycznych (zasad lektury Pisma):
Ø konieczność zwracania uwagi na kontekst czytanych fragmentów; i to nie tylko kontekst bezpośredni (to znaczy najbliższy czytanemu tekstowi), ale także ten szerszy – 
całości danej księgi biblinej, a nawet całej Biblii; 
Ø konieczność wzięcia pod uwagę tekstu oryginalnego, hebrajskiego i greckiego, z ich wariantami lektury; 
Ø konieczność umieszczenia danego tekstu we współzależności  z innymi tekstami analogicznymi. 
Jeżeli istnieje gdzieś wielość znaczeń możliwych lub też sens ich jest zaciemniony, należy wybrać znaczenie zgodne z Ewangelią, Dobrą Nowiną Jezusa Chrystusa, z wiarą, z miłością, z sensem, który wielbi Boga. 
Aby formować kaznodziejów do takiej praktyki interpretacji Pisma Świętego Zwingli zorganizuje w Zurychu codzienny kurs egzegezy (tłumaczenia, rozumienia, interpretacji tekstu) Starego Testamentu, czytanego w swej ciągłości, po hebrajsku, zgodnie z tekstem oryginalnym i porównując go z Vulgatą (tłumaczeniem łacińskim) oraz Septuagintą (greckim tłumaczeniem Starego Testamentu). 
Po każdym z takich ćwiczeń egzegetycznych następowało kaznodziejskie ćwiczenie publiczne - głoszenie słowa ludowi, mające za podstawę tekst poprzednio przestudiowany. 


Kalwin –wewnętrzne świadectwo Ducha Świętego 
Szkoła egzegezy Zwingliego znajdzie swoje naśladownictwo w osobie Jana Kalwina, w Genewie. Pochodzący z Francji Reformator przyjmie te same pozycje w lekturze Biblii, ale je też usystematyzuje. 
Dla Kalwina Pismo Święte jest skarbem, kluczem, który otwiera nam Królestwo Boże. 
Pismo mówi nam jakiego Boga mamy czcić i objawia nam misję, jaką On nam powierza. 
Jest ono przewodnikiem, który nie pozwala, aby nasze życie popadło w błędy, światłem, które oświetla ciemności tego świata. 
Tylko ono nas żywi do życia wiecznego. 
Jest ono czystym Słowem Bożym, które nas wyzwala ze smutku zatracenia. 
Lektura Biblii jst zatem fundamentalna. 
A kwestia Ducha Świętego?
Bez Biblii, świadectwo Ducha Świętego pozostaje niewyrażalne. 
Bez świadectwa Ducha Świętego, Biblia pozostanie w naszych oczach księgą, jak wiele innych ksiąg ludzkich. 
A zatem, to wyłącznie przez Słowo Boże (i tylko przezeń) Duch Święty mówi do nas. 
To przez Ducha Świętego (i tylko dzięki Niemu) Słowo Boże nas inspiruje. 
Ostatnie z wydań monumentalnego dzieła Jana Kalwina, Nauczania religii chrześcijańskiej, poświęca cztery rozdziały Pismu Świętemu. 
Kalwin stwierdza w nich, że autorytet Biblii nie ma swego fundamentu w ocenie, opinii Kościoła, ale w świadectwie Ducha Świętego. 
Te cztery rozdziały podają całość nauczania o autorytecie Pisma Świętego, przedstawiając i zestawiając argumenty nie tylko przeciwko pozycjom katolickim, ale i tym, prezentowanym przez radykałów-spirytualistów. 
Pismo zajmuje zatem nadrzędną i suwerenną pozycję: jest ono regułą wszelkiej prawdy, zawiera wszystko, co jest niezbędne do służby Bogu i do naszego zbawienia. 
Wzystko musi być poddane egzaminowi, regulowane i reformowane zgodnie z Pismem; włącznie z reformą Kościoła. 
Zachowanie to znajduje swoje odzwiercielenie w znanym powiedzeniu: Ecclesia reformata semper reformanda (tzn. Kościół reformowany musi stale się reformować). 
Trzeba jeszcze dodać, że Kalwin, pośród innych reformatorów, jest tym, który dał tak głębokie znaczenie i autorytet Biblii, w jej całości, nie wyłączając Starego Testamentu (vide wyżej Luter). 
Wielką aspiracją życiową Kalwina było pozostać na stałe, być bez ustanku uczniem Pisma Świętego.

czwartek, 17 maja 2012

Rozważanie Ewangelii wg Łukasza 24,44-49


Potem rzekł do nich: To są moje słowa, które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że się musi spełnić wszystko, co jest napisane o mnie w zakonie Mojżesza i u proroków, i w Psalmach. Wtedy otworzył im umysły, aby mogli zrozumieć Pisma. I rzekł im: Jest napisane, że Chrystus miał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać i że, począwszy od Jerozolimy, w imię jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów.  Wy jesteście świadkami tego. A oto Ja zsyłam na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości.


Łukasz, jak się wydaje, nie podaje nam w swojej Ewangelii dokładnego oświadczenia Jezusa (jak dokonali tego Jan lub Mateusz), co do misji powierzonej uczniom. 
Streszcza natomiast, w kilku wersetach (24,44-49), całość nauczania Jezusa na ten temat, w okresie pomiędzy Paschą (Zmartwychwstaniem) a Wniebowstąpieniem.
To, co w pierwszym rzędzie zdaje się być
podkreślone w tym fragmencie, to kwestia
natury samej misji. 
W wersecie 47 konstrukcja gramatyczna podkreśla czasownik: Jezus chce, aby przesłanie było nauczane, tzn. głoszone aż do krańców ziemi. 
Misja Kościoła nie ma zatem skupiać się na reformie społeczeństwa, ale na głoszeniu Ewangelii. 
Oczywiście, uczniowie Jezusa Chrystusa, którzy przyjęli Ewangelię i którzy sami są przemienieni przez moc łaski, mają być solą ziemi i światłem świata (por. Mateusz 5,13-14) i w konsekwencji wpływać na społeczeństwo w jakim żyją i pracują, walcząc przeciwko jego korupcji i rozświetlając ciemności tegoż społeczeństwa. 
Muszą oni kochać i służyć ich pokoleniu, należycie odegrać właściwe im role społeczne, jako obywatele-chrześcijanie, świadomi ich odpowiedzialności. 
Ale pierwszym celem członków Kościoła Chrystusowego jest być świadkami Ewangelii, a nie reformatorami społecznymi! 


Podobnie, misja Kościoła nie dotyczy posługi cudownego uzdrawiania, którą Jezus realizował podczas swojego życia na ziemi, i razem z Nim Dwunastu i Siedemdziesięciu (por. Łk 9,1; 10,1 i 9). 
Bóg, co jest jasne, wciąż dokonuje dzisiaj cudów i uzdrowień, ale Jezus nie mówi o nich w swoim nakazie, tym, który zostawia Kościołowi. 
Jeżeli chciałoby się zaaplikować na wszystkie czasy szczególne dyspozycje, towarzyszące wysłaniu najpierw Dwunastu, a później Siedemdziesięciu, należałoby wyruszyć na ewangelizację bez ubrań na zmianę, iść na bosaka i nie odwiedzać nikogo innego, jak tylko „zagubionych owiec z domu Izraela” (por. Mt 10,6)!
Pan, w swoim nakazie pozostawionym Kościołowi, nie czyni ze swoich wysłanych reformatorów społecznych, ani też cudownych uzdrawiaczy, ale heroldów Ewangelii! 


W naszym tekście znajdujemy pięć głównych aspektów tego nakazanego głoszenia. 
Ma to być głoszenie: 


1. Wybaczenia grzechów. 
Dosłownie, tekst mówi: „aby skrucha i wybaczenie grzechów były głoszone”. Ewangelia Chrystusa jest dobrą nowiną o zbawieniu dla grzeszników, i zbawienie jest najpierw wybaczeniem grzechów. 
Wielu dzisiaj neguje fakt, że Ewangelia jest pierwotnie ofiarowaniem wybaczenia. Niektórzy ośmielają się twierdzić, że człowiek współczesny „dorósł” i nie ma już takiej świadomości (ani też jej potrzeby) grzechów, jak jego „zakompleksiali” przodkowie, i że Kościół musi wyzwolić się z tej starej obsesji grzechu. 
Niemniej, chrześcijanie, którzy opierają ich przekonania o Biblię, nie mogą przyjąć tej tendencji minimalizowania grzechu. 
W głoszeniu ludziom wybaczenie grzechów; tym, których Bóg nie traktuje już jako obciążonych winą, my chrześcijanie, po prostu będziemy naśladowali przykład Apostołów (por. Dzieje Apostolskie 2,38; 13,38). 


2. W imię Jezusa Chrystusa. 
Fragment ten mówi dosłownie: „aby skrucha i wybaczenie grzechów były głoszone na Jego imieniu”. Nie ma tu mowy o głoszeniu „w” Jego imię, ale epi, czyli „na” Jego imieniu, pokazując nam, że imię Jezusa jest fundamentem ofiarowanego nam wybaczenia. 
Trzy wcześniejsze wersety pozwolą nam lepiej zrozumieć tę prawdę (24,44-46). To imię Ukrzyżowanego-Zmartwychwstałego jest fundamentem wybaczenia. 


Jeżeli On umarł, to po to, aby ponieść na sobie nasze grzechy i naszą karę; jeżeli zmartwychwstał, to aby dowieść skuteczności swojej śmierci i aby przekazać jej dobrodziejstwa wszystkim wierzącym. 
Inaczej nie mógłby być nazwany Zbawicielem (por. Dzieje Apostolskie 4,12). 
W tym samym czasie, Jezus podkreśla pełną zgodę, fundamentalną jedność swego przesłania 
Ø z Jego ziemską posługą, 
Ø z przesłaniem Starego Testamentu, 
Ø i z przyszłym nauczaniem apostołów. 
Chrystus zmartwychwstały potwierdza zachowanie Jezusa „ziemskiego” w relacji do Starego Testamentu i czyni apostołów swoimi świadkami. 


3. Do tych, którzy okażą skruchę. 
„Aby skrucha i wybaczenie grzechów były głoszone na Jego („moim”) imieniu” (dosłownie)... 
Ewangelia nie składa swych obietnic bez pewnych „warunków”. 
Nie rozdaje swych dobrodziejstw wszystkim, „czy słuchają, czy też nie słuchają” (por. Ezechiel 2,5). 
Jest oczywistym, że grzesznicy nie mogą dostąpić wybaczenia, jeśli pozostają na złej drodze. Jeżeli pragną, aby Bóg odwrócił swe oczy od ich własnych grzechów i obdarzył ich wybaczeniem, muszą oni sami odwrócić się od ich grzechów i okazać skruchę. 
Jesteśmy obarczeni - w konsekwencji - głoszeniem tak warunków, jak i obietnic wybaczenia. 
 Wybaczenie - oto co oferuje Ewangelia; skrucha – oto czego wymaga... 


Niektórzy kaznodzieje współcześnie mają problem z głoszeniem takiego wymagania. Rozróżniają pomiędzy zaakceptowaniem Chrystusa, jako swego Zbawiciela, a uznaniem Go jako swego Pana, co dla nich następuje jakby później. 
Ich myślenie nie jest pozbawione pewnej intencji pozytywnej, ale mylą oni skruchę z „dziełem”. 
Jezus Chrystus jest niepodzielny, wiara także. Zbawienia nie otrzymuje się, jak tylko przez wiarę, ale ta wiara nie istnieje bez skruchy. 
Oczywiście, Bóg sam jest sprawcą skruchy, jak i wiary, ale te dwa elementy muszą zaistnieć wspólnie. 
„Posłuszeństwo wierze” (por. Rzymian 1,5 i 16) jest zaangażowaniem całkowitym; oddaniem się pełnym Chrystusowi. I zawiera ono skruchę. Przykład apostołów w tej sprawie jest bardzo jasny (por. Dzieje Apostolskie 2,38; 3,19; 17,30). 


4. Wszystkim narodom. 
Przesłanie to nie jest już tylko do „zagubionych owiec z Domu Izraela”, ale jest ono „dla wszystkich pogan” (w rozumieniu – nie-Żydów). 
Jest to ten aspekt, który jest tutaj najczęściej podkreślany. 
Kościół jest posłany, np. zgodnie z Ewangelią świętego Marka, „na cały świat”, aby głosić Ewangelię „całemu stworzeniu” (por. 16,15). 
Posługa ta powinna była rozpocząć się w naturalny sposób w Jerozolimie, a następnie rozprzestrzenić się aż do Samarii, by osiągnąć wreszcie „krańce świata” (por. Dzieje 1,8). 
Wszystko to zakłada, że uzna się w Jezusie Chrystusie nie tylko prostego żydowskiego rabina, fundatora żydowskiej sekty, ale przede wszystkim Zbawiciela świata zapraszającego wszystkie narody świata, aby były Mu poddane. 


Kościół jest zatem swoistym „towarzystwem misyjnym”, obarczonym głoszeniem Ewangelii zbawienia całemu światu. 
Czy jednak nie powinien dokonać rachunku sumienia, czy na pewno oddaje się temu dziełu z prawdziwym zaangażowaniem, które jest jego powołaniem? 


Ciągle jest czas, aby misja ta była realizowana. 
Owszem, możemy mieć wrażenie, że wraz z niebywałym – szczególnie tym obserwowalnym współcześnie -  wzrostem liczebności populacji ludzkiej, cel działań Kościoła może wydawać się trudny, a cel naszej ewangelizacji coraz bardziej oddalony. 
Niemniej, przyznajmy, że wraz ze wzrostem populacji, wzrosły także możliwości związanie ze środkami komunikacji. 
Przede wszystkim jednak wszystko zależy od sił duchowych Kościoła: czy wierzy on jeszcze w swoją misję? Czy chce naprawdę jej się oddać z całą powagą i całym zaangażowaniem? 
To właśnie te siły duchowe są ostatnim aspektem nazaku Bożego opisanego przez Łukasza. 


5. Z mocy Ducha Świętego. 
W wersecie 49 czytamy: Ja zsyłam na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości. 
Jest rzeczą istotną umieszczenie w konkretnym kontekście historycznym obietnicy zesłania Ducha Świętego i nakazu danego przez Jezusa, co do pozostania w mieście, dla oczekiwania na to wydarzenie. Nasz Pan myślał o Dniu Pięćdziesiątnicy, dacie, która oznacza realizację Jego obietnicy (Dzieje 2,33). 
W Ewangelii Łukasza dzień ten jeszcze nie nadszedł i uczniowie otrzymali nakaz oczekiwania. Dla nas, Pięćdziesiątnica już nadeszła, nie mamy zatem na co czekać. Powinniśmy nie przestawać kłaść nacisku na fakt, że Chrystus, który zesłał pierwotnemu Kościołowi tego, którego Ojciec obiecał, daje także dzisiaj tego samego Ducha każdemu wierzącemu. 
Wypełnienie obietnic Bożych danych Abrahamowi, dar Ducha Świętego, jest jednym w głównych błogosławieństw Nowego Przymierza: ...aby błogosławieństwo Abrahamowe przeszło na pogan w Jezusie Chrystusie, my zaś, abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę (List do Galatów 3,14). 
Do tej jasno określonej prawdy (daru Ducha każdemu wierzącemu) należy jednak dodać dwa istotne uzupełnienia. 
Po pierwsze: Kościół musi - aby żyć i aby ewangelizować - czuć bez ustanku moc Ducha Świętego. 
Po drugie: w pewnych okresach w historii Kościoła i być może także za naszych dni, Duch Święty zstąpił i zstępuje w sposób suwerenny i wyjątkowy na niektórych wierzących, czyniąc ich szczególnie swoimi, wypełniając ich sobą dla głoszenia Ewangelii. 


Bez dzieła Ducha Świętego, czy to w swojej ogólnej posłudze, czy to w swoich pojedynczych działaniach, Kościół działa na próżno; szuka na próżno i wyczerpuje się w tym permanentnym, pełnym niepokoju szukaniu. 
Pamiętajmy: przed wysłaniem Kościoła w świat, Jezus Chrystus zesłał Kościołowi Ducha. Uważajmy ciągle na ten porządek rzeczy! 


Na zakończenie, jaka jest zatem (wspólna dla Mateusza, Łukasza i Jana) misja powierzona Kościołowi przez Pana Jezusa?
Jest dany nam nakaz misji, przykazanie Chrystusa, który czyni nas swoimi posłańcami. 
Naszą gwarancją jest panowanie Chrystusa, który nakazuje nam wyruszyć. 
Naszą Ewangelią jest wybaczenie Jezusa Chrystusa, umarłego i zmartwychwstałego, ofiarowane grzesznikom. 
Naszym wymaganiem jest skrucha i wiara w Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela i naszego Pana. 
Nasza wiarygodność pochodzi od Jezusa Chrystusa, w imię którego głosimy. 
Naszą pewność stanowi pokój Jezusa Chrystusa, jakim obdarza nasze serca i naszego ducha. 
Naszą metodą jest metoda Jezusa Chrystusa, który nas wysyła do świata, tak jak On sam został posłany. 
Naszą siłą jest Duch Chrystusa, którego tchnął w nas i który wypełnia nas swoją mocą. 
Naszym celem jest być świadkami Chrystusa aż do krańców świata. 
Naszą nagrodą jest obecność Chrystusa, z nami, aż do końca czasów...

Ciała zmartwychwstanie


Kim jest chrześcijanin?
Chrześcijanin, to ten, który nie ogranicza się do spoglądania wstecz. Chrześcijanin, to ten, który patrzy przed siebie, w przyszłość. 
Chrześcijanin, to także ten, który zna swoją przeszłość, to znaczy spoglądał już na swoją przeszłość, „za siebie”, i w swojej przeszłości dostrzegł grzech. 
Chrześcijanin wie, że to Duch Święty pozwolił mu poznać swój grzech, ale wie także, że ten sam Duch nie pozwala - nigdy i nikomu - zatrzymać się w ciągłym spoglądaniu na to, co stanowi właśnie przeszłość, aby przeszłość nas nie przygniotła, aby przeszłość pozostała właśnie przeszłością, a nasze życie otworzyło się na przyszłość...  
Chrześcijanin, to człowiek skierowany przez Ducha Bożego w przyszłość. 
Takie jest znaczenie znanego wszystkim terminu „nawrócenie”: życie tego, który dostrzegł właściwy i niebezpieczny wymiar swojej przeszłości, zmieniło teraz - dzięki Panu - kierunek o 180°, by nawrócony mógł spoglądać - bez lęku i z nadzieją - w przyszłość, przed siebie... 


Niemniej, chrześcijanin, który patrzy w przyszłość, nie jest jednocześnie oderwany od teraźniejszości, od rzeczywistości tego świata. 
Kalwiński nakaz (z Katechizmu Genewskiego, w punkcie 107), aby nie wiązać się z „rzeczami ziemskimi”, nie oznacza nie dostrzegania ich piękna; nie jest tęż zachętą by je lekceważyć. Oznacza jedynie konieczność zwracania uwagi, by nie popaść w zależność od nich. 
Bo przecież faktem jest, że człowiek, który nie dostrzega piękna życia, który nie dostrzega piękna tego świata, nie może 
być prawdziwie dotknięty niepokojem, myśląc o śmierci. Owszem, możemy łatwo zaobserwować (w cywilizacji współczesnej) ten szczególny proces: wielkie uzależnienie od tego świata (i tu Kalwin jest jak najbardziej ze swoim stwierdzeniem aktualny) niesie ze sobą oddalanie z największym pośpiechem problemu i kwestii śmierci, robienie wszystkiego, aby śmierć nie stała się zbyt istotnym pytaniem o życie. 
A przecież tylko ten, który nie tylko kocha życie, a jednocześnie pozwoli sobie na bycie przenikniętym zimnym strachem przed śmiercią - tylko ten może w pełni dostrzec wielkość daru jakim nas Bóg obdarza; tych których wybrał, tych którzy poszli za Nim. 
Ten, który nie kocha życia i nie świadomego przeżywa strachu przed śmiercią, nie dostrzeże piękna i wielkości daru zmartwychwstania. 


A zatem, wbrew płytkiemu myśleniu niektórych - chrześcijanin, to nie ten, który lekceważy życie, jego piękno, czy też nie wchodzi w chłód refleksji nad śmiercią. 
Ponieważ zmartwychwstanie jest odpowiedzią na niepokój, który budzi śmierć (tak obecna w naszym świecie); zmartwychwstanie jest odpowiedzią na niepokój, że któregoś dnia to nasze życie dobiegnie do końca, i że ten koniec jest jakby horyzontem naszej egzystencji, za którym nic nie widać... 
Egzystencja ludzka jest poddana tej potworniej groźbie; egzystencja ludzka charakteryzuje się tym końcem... 
Jest tak wiele życia wokół nas, a także w nas, a jednak jest to życie zawsze w cieniu śmierci. Żyjemy, jako gatunek ludzki razem, wspólnie, w interakcji, w społeczności z innymi, a jednak pewnego dnia będziemy musieli się rozstać... 


W takiej właśnie sytuacji (i w tej konkretnej, ludzkiej optyce realnego widzenia życia i świata) chrześcijanin spogląda w przyszłość. Co oznacza w życiu konkretnym, w życiu pełnym odważnej refleksji, nadzieja chrześcijańska? Czy może oznacza ona życie po śmierci? 
Może nadzieje ta dotyczy duszy, która jak motyl wzlatuje poza grób, aby kontynuować życie, gdzieś tam, w sposób nieśmiertelny? 
Właśnie w taki sposób religie pogańskie prezentowały życie po śmierci! Ale to nie jest nadzieja chrześcijańska. 




Wierzę w ciała zmartwychwstanie. 
„Wierzę w ciała zmartwychwstanie” – mówi Skład Apostolski; wyznanie wiary - „Credo”.  
W Biblii, ciało to po prostu człowiek, ale człowiek pod znakiem grzechu, człowiek zwyciężony. To temu człowiekowi jest złożona obietnica: zmartwychwstaniesz! 
Zmartwychwstanie nie oznacza tylko kontynuacji tego życia, którym jesteśmy, ale oznacza wypełnienie życia. Człowiekowi, temu zwyciężonemu przez grzech, który na nim ciąży, jest powiedziane „tak”; to „tak”, przeciwko któremu mrok śmierci staje się bezsilny. 


Nauka chrześcijańska o czasach ostatecznych jest tym, co można sobie wyobrazić, jako coś najbardziej praktycznego i konkretnego w swoich konsekwencjach. Nauka ta sprawia, że oczekujemy na światło, które spada prosto z góry na nasze życie. Przesłanie chrześcijańskie zatem głosi - z całą swoją konsekwencją - pewność nadziei tego światła. Nie możemy sami sobie dać nadziei, że nasze życie znajdzie swoje wypełnienie; ta nadzieja musi być dana i przyjęta w wierze, pomimo groźby śmierci. 


Ten, kto nie wie co to śmierć, nie będzie również wiedział czym jest zmartwychwstanie. 
Świadectwo Ducha Świętego, świadectwo Słowa Bożego, świadectwo Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego, są nam konieczne, aby wierzyć, że światło nadejdzie i że to światło wypełni nasze życie jeszcze nie do końca wypełnione, jeszcze nie do końca dokonane. 
Duch Święty, który mówi nam w Piśmie Świętym, mówi nam z mocą, że mamy prawo do życia w tej przeogromnej nadziei. 


Nie daj się przygnieść smutkowi, jak wielu jest nim przygniecionych. Zostaliśmy wezwani do czegoś zupełnie innego: „Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy” (Rzymian 6,8). Ten, który wierzy w te słowa, już od teraz, już w czasie teraźniejszym rozpoczął życie (tu i teraz!), inne, doskonalsze i skierowane w sposób konieczny do wypełnienia, do doskonałości... 
Nadzieja chrześcijańska już jest – tu i teraz! – nasieniem życia wiecznego. 
W Jezusie Chrystusie jestem uwolniony, wyzwolony od śmierci. 
W Nim nasze ciało jest już w niebie (por. pytanie 49 Katechizmu Heidelberskiego). 


„Ale powie ktoś: Jak będą wzbudzeni umarli? I w jakim ciele przyjdą (przyjdziemy)?” (1 Kor 15,35). 
Zauważmy, schodząc tym razem na poziom konkretnych rozważań biblijnych i chcąc odpowiedzieć na to pytanie, że Biblia mówi o trzech rodzajach zmartwychwstania: 
Ø zmartwychwstanie „formalne”, zgodnie z którym wierzący jest zmartwychwstały z Chrystusem (Rzymian 6,4nn.; Efezjan 2,5 n.; Kolosan 2,12 n.),
Ø zmartwychwstanie duchowe, równoważne z odrodzeniem (Ew. Jana 5,25 n.), 
Ø zmartwychwstanie fizyczne (Ew. Jana 5,28 n.). 
Interesuje nas w tej chwili zmartwychwstanie fizyczne. 


Biblia wskazuje co najmniej na cztery sposoby zmartwychwstanie ciała: 
1. Mówi o tym w jasnych twierdzeniach na ten temat (Psalm 16,9; Daniel 12,2; Ew. Jana 5,28 n.). Co do pogrzebania i zmartwychwstania ciała Apostoł Paweł pisze: „...sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe. Jeżeli jest ciało cielesne, to jest także ciało duchowe” (1 Koryntian 15,44). Ciało naturalne jest ciałem fizycznym, „z krwi i kości”; potrzebuje ono pożywienia, powietrza i odpoczynku i jest poddane zniszczeniu i bólowi. 
Jest to ciało przystosowane do życia na naszej planecie. Ciałem duchowym jest to, które jest przystosowane do istnienia ponad rzeczywistością, którą oferuje nam - w obecnym stanie - nasza planeta; to ciało pełne mocy i chwalebne (by użyć tu języka biblijnego). 
Jest to ciało, którego swoisty model dał nam nasz Pan po swym zmartwychwstaniu. Paweł napisze, że Chrystus „przemieni znikome ciało nasze w postać, podobną do uwielbionego ciała swego” (Filipian 3,21). 
2. Pismo naucza, że ciało jest wpisane w nasze odkupienie (Rzymian 8,23; 1 Koryntian 6,13-15.19 n.) Kiedy Chrystus umarł za nas, umarł On za całego człowieka. Wszystkie pozytywne konsekwencje Jego dzieła nie są w pełni zrealizowane, dopóki ciało nie stanie się nieśmiertelne; jest to wydarzenie związane ściśle ze zmartwychwstaniem. 
3. Pismo mówi o rodzaju ciała, z którym Jezus Chrystus zmartwychwstał: zmartwychwstał On w ciele fizycznym (Ew. Łukasza 24,39; Ew. Jana 20,27). Negowanie zmartwychwstania fizycznego jest negowaniem zmartwychwstania fizycznego Jezusa Chrystusa (I Koryntian 15,13). 
4. Pismo mówi także o powrocie Pana i w związanym z tym sądzie. Człowiek Chrystus Jezus powróci, aby sądzić. Nie będzie On sądzić pozbawione ciała duchy, ale ludzi w ciele (1 Tesaloniczan 4,16nn.; Dzieje Apostolskie 20,11-13). 


Jaka jest natura ciała zmartwychwstałego? 
Można powiedzieć, że ciało zmartwychwstałe nie będzie stworzeniem całkowicie nowym. Jeżeli miałoby tak być, to nie miałoby żadnego związku z ciałem aktualnym, ale byłoby całkowicie innym ciałem. Ale to właśnie ciało, które jest „zasiane” - zmartwychwstanie (1 Koryntian 15,43 n.). Z drugiej strony, ciało zmartwychwstałe nie będzie się składało - w najdrobniejszych detalach - z cząstek identycznych naszemu ciału aktualnemu (1 Kor 15,37n.). 
Wszystko, co Biblia gwarantuje, to fakt, że ciało zmartwychwstałe będzie miało podobną relację do aktualnego, jak kłos zboża do nasienia, które zostało złożone, a z którego to nasienia zboże wyrosło. 


Jakie zatem będzie to ciało wierzących zmartwychwstałych? 
Liczne fragmenty biblijne stwierdzają lub pozwalają zrozumieć, że ciało zmartwychwstałe wierzących będzie podobne do chwalebnego ciała Jezusa Chrystusa (1 Koryntian 15,49; Filipian  3,21; 1 Jana 3,2). 
Możemy zatem podkreślić kilka jego elementów, na podstawie 1 Koryntian 15: 
Ø Nie będzie to ciało (w rozumieniu aktualnym) składające się z „krwi i kości” (por. w.50). Chrystus przyjął ciało ludzkie „z krwi i ciała” (Hebrajczzków 2,14), ale po zmartwychwstaniu, mówi o swoim ciele, jako o odmiennym (Ew. Łukasza 24,39). Nie był zatem czystym duchem, podobnie jak i my nie będziemy duchami po naszym zmartwychwstaniu. 
Ø Będzie to ciało nie podlegające „skażeniu” (ww.42, 53). Nie będzie zatem poddane chorobie, śmierci, ani też innej słabości „cielesnej”. Będzie to ciało trwałe. 
Ø Będzie to ciało chwalebne (w.43). Możemy mieć tego pewien obraz, myśląc o przemienieniu Chrystusa (Ew. Mateusza 7,2) i o opisie Chrystusa uwielbionego w niebie (Objawienie 1,13-16). Będzie ono pełne siły (w.43), tzn., że nie będzie podlegało zmęczeniu, ale że będzie zdolne do wypełniania wielkich dzieł w służbie Chrystusa (Objawienia 22,3-5). 
Ø Będzie to ciało duchowe (w.44), co najprawdopodobniej oznacza, że jego życie będzie życiem duchowym. 
Ø I wreszcie będzie to ciało niebieskie (w.47-49). W 2 Koryntian 5,1 n., Paweł Apostoł mówi o budowli, która jest dziełem Bożym i o naszym niebieskim mieszkaniu. Będzie ono „niebieskie” przez porównanie z naszym ciałem obecnym, które jest „ziemskie”. 


Te szczegóły biblijne  nie usatysfakcjonują z pewnością w pełni ciekawości chrześcijanina w tym, co dotyczy ciała po zmartwychwstaniu, ale z pewnością nauczą nas wiele i dadzą wiele nadziei na przyszłość, w którą jest nam dane spoglądać. 


Zmartwychwstanie, to nasze życie. 
Zmartwychwstanie oznacza zatem nasze życie, nas, ludzi, takich, jakimi jesteśmy. 
To my zmartwychwstaniemy; nikt nie zajmie naszego miejsca. „Będziemy przemienieni” (1 List Pawła Apostoła do Koryntian 15,51). 
Stwierdzenie Pawła nie oznacza, że oto jakieś całkowicie nowe życie rozpocznie się, ale że „to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone, a to, co śmiertelne, musi przyoblec się w nieśmiertelność” (1 Koryntian 15,54). Stanie się zatem oczywistym, że śmierć została pochłonięta przez zwycięstwo nad nią. Nadzieja chrześcijańska dotyczy zatem naszego życia, w całej jego pełni: to życie, które jest naszym, znajdzie swoje prawdziwe wypełnienie. 
To, co jest zasiane jako godne pogardy i zniszczalne - zmartwychwstanie chwalebne i niezniszczalne. Nadzieja chrześcijańska nie oddala nas od tego życia, ale jest ona objawieniem prawdy, zgodnie z którą, czy raczej według której, jako kryterium, Bóg widzi nasze życie. 
Jest ona zwycięstwem nad śmiercią, nie jakąś ucieczką w inny świat, ponieważ to rzeczywistość naszego życia jest tutaj sednem sprawy. 


Na zakończenie
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny” (Ew. Jana 6,47). 
Twoja śmierć została zniszczona, zwyciężona, zabita! Ale i ty w jakiś sposób już też jesteś z nią umarły! Strach, niepokój, przed którym kiedyś uciekałeś, jest już teraz całkowicie za tobą. 
I wszystko będzie inne - i nowe - dzięki tej otrzymanej sile. 
Już teraz żyjemy w antycypacji czasów ostatecznych – kiedy Bóg będzie wszystkim we wszystkich: „A gdy mu wszystko zostanie poddane, wtedy też i sam Syn będzie poddany temu, który mu poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkim” (1 Koryntian 15,28).