wtorek, 24 kwietnia 2012

Władza w Kościele, władza Kościoła...



Wydarzenia ostatnich lat, a szczególnie ostatnich miesięcy, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie, skłaniają do stałej refleksji nad pojęciem i funkcjonowaniem władzy w Kościele (w każdym Kościele, a zwłaszcza w Kościele Katolickim).
Szczególnie stała emfaza, z jaką w Kościele Katolickim podchodzi się do podkreślania miejsca, autorytetu i konieczności Kościoła (w sytuacji podkreślania ciągłych wymyślonych nań ataków) nie tylko napełnia swoistym zawstydzeniem, ale wręcz szokuje chrześcijan z nurtu szeroko rozumianego protestantyzmu.

Żaden protestant nie może stwierdzić, że określenia, które padają w Katechizmie Kościoła Katolickiego, typowe dla tego wyznania, że „Kościół zobowiązuje wiernych....” (§ 1389) mają charakter właściwy dla wiary chrześcijańskiej, jaką znajdujemy w Słowie Bożym, w Biblii.
Stała pretensja biskupów katolickich, do bycia najwyższą i pełną władzą w Kościele  (por. dokument soboru watykańskiego II - Lumen Gentium 22 i 25) w kwestii wiary i obyczajów pozstawia często protestantów w pozycji pełnej, najdelikatniej mówiąc, zakłopotania...

Dlatego warto po raz kolejny (a z pewnością będziemy jeszcze do tego tematu wracać) zauważyć, że koncepcja autorytetu -  prezentowana w sposób najwyraźniejszy w Kościele katolickim - ma charakter ryzykowny, zobowiązując wiernego do zastąpienia posłuszeństwem Kościołowi prawdziwej orientacji, jaką winien przyjąć w swym życiu, tzn. uznaniu jedynie autorytetu Boga samego.
Niezależnie od wszelkiego rodzaju retorycznych argumentów starających się postawę taką wytłumaczyć w sposób „duchowy”, Kościół staje tutaj jako autorytet, przemawiający w imieniu Boga; mało tego:  jako jedyny przemawiający w Jego imieniu!...

Dla nas, protestantów, autorytet Boży wynika i wyraża się jedynie w Jego Słowie i nie może być nigdy wzięty w ręce jakichkolwiek



(i jak najgłośniej w tej sprawie krzyczących) kościelnych hierarchów.
Uwaga, nie zapędźmy się jednak zbyt łatwo w krytykę zjawiska „tylko katolickiego”. Miejmy odwagę i krytycyzm dostrzec, że ten sam problem, to samo nadużycie, powinniśmy w równym stopniu wytykać zarówno hierarchom katolickim, jaki i liderom protestanckim, którzy aspirowaliby do posiadania jedynej racji interpretacji Słowa, stawiając się w roli Bożych pośredników. 
Czy to problem banalny, owo stałe podkreślanie ważności umiejscowienia władzy, autorytetu, w Kościele?
Nie wydaje się.
Zbyt wiele praktycznych następstw ma tego typu nie tylko teoria ale i praktyka w życiu nie tylko jednostek wierzących, ale i całych społeczeństw.
Choćby w kwestii przydania racji dążeniom do negocjacji przywilejów finansowych w danym państwie, oczekiwanych przez Kościół z racji jego tak „witalnej” roli dla obywateli danego kraju…

Jeżeli członkowie jakiegokolwiek Kościoła wchodzą w role nauczycieli, których nauczanie nie jest tylko równoważne Słowu Bożemu, ale w swojej jedyności staje się i ważniejsze (poprzez jedyny kod jego interpretacji) – to jest to poważny problem, tak często skutkujący obciążaniem fałszywym poczuciem winy wiernych, zabierając im tym samym przynależną im wolność chrześcijańską.
W tle ma miejsce wyraźnie obecne traktowanie wiernych nie jako równoważnych partnerów w życiu Słowem, ale jako swoistą podkategorię, niezdolną do rozpoznania woli Pańskiej...

Podajmy choć ten jeden klasyczny i powszechnie dyskutowany problem: obowiązujący katolików zakaz w kwestii używania środków antykoncepcyjnych (wszelkiego rodzaju, z prezerwatywami włącznie).
Nie wchodząc w niuanse, jeśli chodzi o rodzaje zakazanych środków, warto w prosty sposób podkreślić, że Biblia nigdzie na ten temat nie wypowiada się, co dla protestantów stanowi jednoznaczną zachętę do postępowania w tej kwestii, zgodnie z ich sumeniem przed Bogiem, zgodnie z nauczaniem, jakie co do wolności chrześcijańskiem Apostoł Paweł zawiera w Liście do Rzymian, rozdziale 14,6-8.12[1] i 1 Liście do Koryntian, rozdziale 8.
Natomiast, już na przykład w kwestii aborcji, protestanci będą podzielali zdanie katolików, uważając ją za atak na bezbronne życie ludzkie, będący tutaj wyraźnym przekroczeniem Dziesięciu przykazań, zawartych jasno w Słowie Bożym, Biblii.

A zatem, jeśli Sobór Watykański II ogłasza, że „Kościół jest konieczny do zbawienia” (Lumen Gentium 14), protestanci powinni z całą uwagą i odwagą przyjrzeć się treści, jaka w stwierdzeniu tym miałaby być zawarta.
Nie wolno bowiem dopuścić do ingerencji w wolne działanie Ducha Bożego, który miałby w podobnej optyce działać tylko wtedy, jeśli tylko jest to zgodne z „kodem” wyżej cytowanym.
Ponieważ – a do takiego zdania upoważnia nas Słowo Boże – Duch Boży, w sposób suwerenny działa i może działać, w ścisłej indywidualnej relacji z daną osobą ludzką, z tym, który przychodzi do Chrystusa.

Oczywiście, stwierdzenie o konieczności Kościoła, jako teologicznego miejsca głoszenia Słowa, jest po części słuszne, ale tylko w tym wymiarze, w jakim nie aspiruje on do bycia koniecznym mediatorem (ściślej jego struktura, jego hierarchia) spraw Bożych (czyli precyzyjniej mówiąc - największego daru Bożego, zbawienia).   
Kiedy zatem, słyszymy słowa dokumentów kościelnych, stwierdzających bez żadnej żenady, że ci, którzy odrzucaliby wejście do Kościoła Katolickiego, nie mogą być zbawieni (Lumen Gentium 14), my, protestanci, nie możemy zdobyć się na inny gest, jak tylko na wyrażenie głębokiego smutku wobec nauczania tak pełnego pretensji, a wręcz mającego charakter sekciarski.

Protestanci odrzucają każdą formę nadużycia w nauczaniu kościelnym, wiedząc, że wierzący są zbawieni prze Chrystusa, czy na to pozwoliłby, czy nie, jakikolwiek najbardziej złożony, liczny, czy w swoim rozumieniu kompetentny, autorytet kościelny (indywidualny, czy kolegialny).

Nie jest też prawdą, że protestanci znajdują przeszkodę dla ich życia duchowego w tego typu elitarnych (np. w kwestii „katolickość - zbawienie”) stwierdzeniach katolickich, znajdując znakomicie ich rozwój duchowy (indywidualny, czy społecznościowy) poza Kościołem Katolickim, a życie samo potwierdza swymi owocami prawdziwość zgodności takiego postępowania, zgodnie ze Słowem Pańskim.  
Nie wolno dopuszczać, w żadnym Kościele, czy byłby to Katolicki (w rozumieniu instytucji), czy którykowiek z protestanckich, aby aspiracja „władzy nad owczarnią” powodowałaby atak na wolność i odpowiedzialność wierzącego przed Bogiem samym.

W istocie, protestanci zawsze podkreślali, że Biblia jest wystarczająco jasna, aby pozwolić przeciętnym „śmiertelnikom” dotrzeć do istoty przesłania Bożego, niezbędnego do zbawienia.
Oczywiście, protestanci nie negują potrzeby, wręcz konieczności kompetentnych nauczycieli w Kościele, tych którzy mają wiernym pomóc tam, gdzie rozumienie tekstu biblijnego może być bardziej skomplikowane.  Niemniej, w tym, co dotyczy podstawowego przesłania zbawienia, Słowo Boże jest jasne, klarowne i pozwalające na refleksję każdemu wierzącemu dobrej woli, czytającemu i rozważającemu Biblię samodzielnie.

Odwrotnie, każda aspiracja jakiegokolwiek Magisterium (jakiegokolwiek Urzędu Nauczycielskiego Kościoła) pozbawia wiernych nie tylko ich wolności, ale i odpowiedzialności, tworząc swoisty rodzaj „kontraktu odpowiedzialności”, w którym jest się wyzbytym myślenia, bo „Kościół myśli za mnie”...
Uwaga: fenomen ten można także spotkać w światku protestanckim, nie ograniczajmy go zatem zbyt łatwo do Kościóła Rzymskiego!...

A zatem, gdy katolicy (tu np. na podstawie Lumen Gentium 25) są zobowiązani do podporządkowaniu się w ich duchu autorytetowi Kościoła, a członkowie niektórych chorych społeczności protestanckich oddają pełnię autorytetu ich liderom, protestant chcący zachować wierność Słowu Bożemu, na wzór pierwszych chrześcijan (por. Dzieje Apostolskie 17,11[2]) weryfikuje każdorazowo otrzymane nauczanie z Biblią, poddając się tym samym nie autorytetowi ludzkiemu, ale autorytetowi samego Ducha Bożego, który nie przestaje nauczać i działać w Słowie Pisma Świętego.



[1] Kto przestrzega dnia, dla Pana przestrzega; kto je, dla Pana je, dziękuje bowiem Bogu; a kto nie je, dla Pana nie je, i dziękuje Bogu. Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera; bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy. Tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu.
[2] którzy byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz