wtorek, 24 kwietnia 2012

Swoisty wyraz władzy nad sumieniem? Wyznawanie grzechów...


Chrześcijanie wierzący biblijnie, kładą silny nacisk na konieczność osobistego nawrócenia do Chrystusa: w wierze, skrusze za grzechy popełnione, ale i - w ściśle związanym z tym faktem - zaangażowaniu życiowym. 
To nawrócenie, z jednej strony będąc dziełem Ducha Świętego, jest jednocześnie początkiem dalszego działania Ducha w życiu wierzącego. 
Nawrócenie niesie ze sobą owoce, takie jak odrzucenie grzechu, wyrzeczenie się go, a także głębokie pragnienie czynienia woli Bożej, realizowania tej woli przez wierzącego w jego praktycznym życiu codziennym. 


Od momentu swego prawdziwego (nie fasadowego!) nawrócenia chrześcijanin nie chce już dłużej żyć w grzechu. Niemniej, nawet nawrócony nie przestaje nieść ze sobą swej grzesznej natury, nie umknie grzechowi w swym życiu (i tu nie ma znaczenia rozważanie kategorii „cieżkości” lub „lekkości” grzechów). 
Co zatem winien on czynić, jeśli w grzech upadnie? 


Niestety, są i tacy chrześcijanie, także w naszych wspólnotach protestanckich, którzy w źle rozumianej potrzebie doskonałości wręcz ukrywają ich grzechy, by nie wydać się „nienawróconymi” (co świadczy o zdecydowanie złym rozumieniu przez nich kwestii nawrócenia, a i często świadczy o niezdrowej presji wywieranej na członków w niektórych zborach...), popadając tym samym w grzech jeszcze większy. 


W zborach protestanckich zachęcamy gorąco chrześcijanina, który upadł w grzech, aby wyznał swoje grzechy Bogu, wyznał je w sposób bezpośredni. 
Jest to sprawa, która ma miejsce wyłącznie pomiędzy nim, a jego Panem. 
Zresztą, regularne wyznawanie swych grzechów przed Panem winno stanowić stałą praktykę w życiu duchowym protestanta. 


Nie ma zatem żadnego obowiązku wyznania grzechów pastorowi, jak ma to miejsce w przypadku wiernych katolickich, którzy są zobowiązani do praktyki sakramentu pokuty przed duchownym ich Kościoła: „...spowiedź z grzechów przed kapłanem jest istotnym elementem tego sakramentu” (§1424 Katechizmu Kościoła Katolickiego). 


Jeżeli protestant chce się otworzyć przed pastorem, może oczywiście tego dokonać. 
W Kościołach luterańskich na przykład żywo do takiej praktyki się zachęca. 
Niemniej, nigdy i żaden poważny pastor protestancki od takiego otwarcia się i związanego z nim wyznania grzechów nie uzależni w sposób absolutny wybaczenia grzechów, ktorego miałby dokonać Bóg sam!


Aby pomóc wierzącemu uwierzyća i przyjąć przebaczenie Boże, pastor powinien mu wskazać na te słowa obietnicy Bożej, które są zawarte w 1 Liście Jana 1,9: Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.
Wierzący, nawet jeśli jest sam przed Bogiem, może w sposób całkowity liczyć na tę podnoszącą na duchu obietnicę. 


Wymagać indywidualnego wyznania grzechów duchownemu Kościoła (i od tego uzależniać Boże wybaczenie, czy wręcz nim żonglować, jako swoistym elementem szantażu duchowego) protestantom wydaje się czymś wysoce niewłaściwym. 
Nie wolno im nigdy zapomnieć o tym, jak kwestia wyznania grzechów jest traktowana w Nowym Testamencie, przez natchnione Duchem Słowo Boże: Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego (List Jakuba 5,16). 
Chodzi tu o wzajemną otwartość braterską; czy wyobrażamy sobie tę samą otwartość pomiędzy pastorem, czy księdzem katolickim a jego penitentem?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz