sobota, 28 kwietnia 2012

Rozważanie Ewangelii według Jana 15,1-17


Ewangelia wedlug Jana 15,1-17

Współcześnie, szereg Kościołów stawia sobie pytanie : „Co znaczy być chrześcijaninem dzisiaj”?
Mamy doskonale świadomość, że sposób życia chrześcijanina dzisiaj różni się znacząco nie tylko od tego z pierwszych wspólnot chrześcijańskich, ale także od tego sprzed kilkudziesięciu, czy nawet kilkunastu lat... 
Co znaczy zatem „być chrześcijaninem dzisiaj”? 

To na to pytanie odpowiada Jezus, kiedy mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym”!
Jezus używa wyobrażenia doskonale znanego przez Jego słuchaczy. 
Winorośl ma w Biblii głębokie znaczenie. 
Po raz pierwszy ukazuje się wraz z Noem, jako znak nowej ery, spełnienie nowego czasu. Po wyjściu z Arki Noe zasadził winnicę (Ks. Rodzaju 9,20). 
Później, podczas wędrówki na pustyni, winorośl stanie się - dla synów Izraela - znakiem obiecanej płodności. 
I kiedy Mojżesz wyśle swoich ludzi na eksplorację kraju Kanaan, powrócą oni z ich misji przynosząc na znak świadectwa gałąź winną wraz z kiścią winogron (Ks. Liczb 13,23). 
W Pieśni nad pieśniami, winorośl (wzmianki o niej są bardzo liczne) przedstawia ukochaną kobietę i przez rozszerzenie interpretacji staje się symbolem miłości. 
Wreszcie - w ustach proroków - winorośl przywołuje historię relacji między Bogiem i jego ludem. 
A zatem, ważność winorośli dla Izraela, pielęgnacja, której wymaga winorośl, doprowadziły proroków do widzenia w niej alegorii opieki Boga nad Jego ludem. 
Winorośl przywołuje także przymierze z Bogiem, którego oczekiwanymi owocami są prawość i sprawiedliwość (por. Ks. Izajasza 5), a także nadzieja na nadejście Mesjasza. 
W Księdze proroka Izajasza winorośl stanowi jeden ze znaków charakterystycznych dla „nowego nieba i nowej ziemi” (Ks. Izajasza 65). 

Te wszystkie symbole były świetnie znane słuchaczom Jezusa. 
Kiedy jednak On sam używa symbolu winorośli, proponuje go odnosząc od razu i  bezpośrednio do swoich uczniów, mówiąc: „wy jesteście latoroślami”. 
To „wy jesteście” jest proste i jasne!
Jezus nie mówi do swoich uczniów: staniecie się latoroślami; nie mówi do nich: przylgnijcie do mnie, złączcie się ze mną! 
Nie, On mówi: „wy jesteście latoroślami”, to znaczy jesteście ze mną złączeni; nie w wyniku waszych własnych sił, nie z użyciem waszych własnych środków, czy w wyniku waszego duchowego poszukiwania, waszej pobożności, dzięki waszym własnym działaniom.
Jesteście latoroślami, ponieważ jesteście istotami ludzkimi, stworzeniami chcianymi przez Boga i z Nim mającymi witalny związek. 

To 1-sza odpowiedź na pytanie o bycie chrześcijaninem: to odkrycie bycia złączonym z winoroślą (jako latorośl), z Bogiem żywym. 
Jest to dar, który jest nam ofiarowany, i za który nie mamy nic co moglibyśmy zaofiarować w zamian. 
I nic ofiarować nie musimy!
To jest po prostu Ewangelia, taka jest właśnie Dobra Nowina. 
Możemy jednak mieć trudność (i przyznajmy w duchu prawdę temu stwierdzeniu) przyjąć ten dar, jako prosty dar, ponieważ wszystko w świecie (w którym żyjemy i który nas otacza, i który nas warunkuje) przypomina nam bez ustanku, że wszystko, co się otrzymuje, jest rezultatem naszych wysiłków...


Następują słowa: „Trwajcie we mnie, a Ja w was” mówi werset 4 Ewangelii Jana. 
Istnieje swoista pokusa rozumienia tego stwierdzenia, czasownika w nim zawartego, jako zachęty do pozostawania statycznym, nieruchomym, pasywnym. 
Nic nie zmieniać, osiąść na naszych zwyczajach w myśleniu i życiu, w naszym sposobie działania i pojmowania naszego życia, i w naszym życiu z Bogiem… 
A jednak, w słowach Jezusa nie ma mowy o czymś takim, tak rozumianej pasywności. 
Jezus mówi wyraźnie: „trwajcie we mnie”, jak latorośl trwa złączona z całym krzewem winnym, z całą winnicą. 
To, co pozwala winnej latorośli być złączoną z z resztą winnego krzewu, to stały przepływ soków, dających życie latorośli, pozwalający wydać liście i owoce w obfitości. 

2-ą odpowiedzią na pytanie o bycie chrześcijaninem jest zatem ta, podkreślająca dbanie o nasz witalny związek z Bogiem. 
Być chrześcijaninem, nigdy nie jest czymś w pełni nabytym, osiągniętym do końca. 
Tak jak ten naród wybrany, który wędrował po pustyni w drodze do Ziemi Obiecanej, jak Bóg, który oczekiwał, aby została zbudowana świątynia w Jerozolimie - podobnie my na ziemi jesteśmy wezwani do pogłębiania naszej relacji z Chrystusem, aby nasze świadectwo było tym mocniejsze. 
Werset 2-i mówi: „Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina...”. 
Cierpliwa praca winogrodnika ma na celu dobro winnicy i zapewnienie jak najlepszego winobrania. 
Przycięcie części nie dającej owocu jest działaniem mającym wzmocnić krzew winny. Przycinanie winnego krzewu jest naturalnym procesem, mającym zapewnić jego wzrost, wzmocnienie go.
Aby owoc był obfity, pożywny, należy przycinać winorośl. 
Jest to także niezbędne, aby krzew nie rozwijał się w dowolnym kierunku, w dowolny i chaotyczny, a w konsekwencji szkodliwy sposób. 
Prawdą jest, że słowa te jest nam bardzo trudno przyjąć i odnieść do naszego życia, niemniej Chrystus mówi wyraźnie, że w naszym życiu zdarzają się momenty, kiedy trzeba odciąć to, co jest w życiu hamulcem dla wzrostu naszego życia, trzeba odciąć to, co hamuje naszą relację z Chrystusem. 

Tu dochodzimy do 3-ej odpowiedzi na nasze pytanie, która podkreśla, że bycie chrześcijaninem nie oszczędza nas przed cierpieniem, przed odcinaniem jakichś jego części, przed wyrwaniem, przed rozstaniem się z jakimiś elementami naszego życia. 
Zaangażowanie dla innych, zaangażowanie dla Boga nie może zaistnieć bez wyrwania, odrzucenia czegoś w naszym życiu, niejednokrotnie nie bez gwałtowności w decyzji i czynie. 
Życie życiem wiary nie jest tylko spokojnie płynącą rzeką, bez fal pojawiających się na jej powierzchni. 
Życie wiary, to parcie do przodu, to akceptacja konieczności pracy nad sobą, mającej czasami za skutek ból odrzucenia tego, co było nam tak miłe, ale co nie pozwalało na rozwój, na bliższy kontakt z Bogiem w Jezusie Chrystusie. 
Czasem w życiu trzeba odrzucić to, co jest jakby filmowym „efektem specjalnym” i czymś, co jest powierzchowne, banalne, po to, aby życie naprawdę zatriumfowało. 

„Trwajcie w miłości mojej” mówi Jezus Chrystus. 
W Ewangelii i listach Jana, temat ten powraca wielokrotnie, a ponieważ jesteśmy złączeni w winnicy Pańskiej z Nim samym, Ojcem, jest rzeczą normalną, że obraz miłości winien zająć należne mu miejsce. 
Choć „kochać”, w znaczeniu biblijnym, to nie to samo, co tak często jest banalizowane przez cywilizację współczesną. 
Kochanie angażuje nas na co dzień. 
Kochać, kochanie jest rzeczywistością, która zmienia naszą relację z nami samymi i naszą relację z innymi. 
A kochać Boga, to nie coś o charakterze mistycznym, coś tajemniczego, ale to także element składowy etyki: to moja maniera zachowania wobec innych. 
Kochać, kochanie oznacza działanie, zaangażowanie, konkretną dynamikę. 

4-ą odpowiedzią będzie przyjęcie faktu, że być chrześcijaninem, to nie tylko bycie związanym z Bogiem, ale to także zaakceptowanie niezbędności stałego przycinania, odrzucania czegoś w życiu. 
Ale być chrześcijaninem, to także angażowanie się z innymi i ku dobru innych, z Bogiem i dla Boga. 
Ożywczy sok, krążący w gałęziach krzewu winnego, pomiędzy gałęziami a centrum rośliny, to jak miłość Boża, dająca życie, i jak życie innych, którzy są połączeni (jak i my) z Bogiem i z nami samymi. 

Jezus zwraca się do swoich uczniów w sposób kolektywny: „Wy jesteście”!
To „wy” kolektywne ożywiane jest przez „ty” indywidualne, ale nie jest tylko prostą sumą wszystkich „ty”. 
Społeczność z Chrystusem i pomiędzy nami przekracza zwykłe dodawanie tych, którzy są członkami tej komunii. 
Społeczność z Chrystusem, to zaangażowanie we wzajemną solidarność. 
To dopiero „razem” możemy przynieść owoce, te owoce prawdziwe, właściwe, oczekiwane prez naszego Pana. 

Nauczanie Jezusa znajduje swą kulminację w tym ostatnim słowie: „radość” (i to radość doskonała). 
Intencją Jezusa jest by Jego uczniowie cieszyli się; Jezus chce im dać radość. 
Nie jest to jednak taka banalna radość fasadowa, powierzchowna, ale jest to radość głęboka, która kieruje nasze życie i nasze działania ku Bogu, ku innym. 
To radość, którą ma się odkrywszy, że jest się kochanym, rozumianym, złączonym z innymi, wspieranym i odczuwającym pomoc. 
Jako chrześcijanie, powiedzmy sobie wprost, nie promieniujemy zbyt często tą radością. 
Gdyby tak było, wszyscy inni pytaliby z niecierpliwością: co was tak pobudza do życia, co was prowadzi i porusza, i z pewnością chętnie przystaliby do nas. 
Wyzwanie, które dzisiaj chrześcijanie muszą z pewnością podjąć, to być nosicielami tej Dobrej Nowiny, która liczy się z najsłabszymi, małymi, bezbronnymi; to być nosicielami tej radości, tej miłości wzajemnej, tego zaangażowania, które nie tylko w słowach, ale przede wszystkich w czynach pokazuje nasze rozumienie bycia braćmi i siostrami w jednym Panu. 

„Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami”, mówi Chrystus. 
„To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz