poniedziałek, 27 lutego 2012

Kościół - Kalwin, jedna z refleksji...

W paragrafie 94 Katechizmu Genewskiego Kalwin oświadcza, że Kościół jest owocem śmierci Chrystusa. 
I tak, jak uczestniczymy w śmierci Chrystusa przez Ducha  Świętego, tak nauka o Duchu Świętym znajduje swoje odbicie – u Kalwina – w tej o Kościele. 
A zatem, dobrodziejstwa Ducha Świętego są przydane wierzącym za pomocą Kościoła - matki wierzących. W Apostolskim wyznaniu wiary zawarta jest dokładnie taka sama nauka: Kościół poprzedza dary indywidualne i szczegółowe. 
Modernistyczna koncepcja Kościoła jest dokładnie stwierdzeniu temu przeciwstawna: mówi się najpierw o tym, co otrzymuje jednostka, indywiduum, by dopiero w dalszej kolejności i następstwie jednostki łączyły się w Kościół tych szczęśliwych jednostek, które indywidualnie i w niejako oddzieleniu od reszty otrzymały zbawienie. 
Ale u Kalwina, podobnie jak w Apostolskim wyznaniu wiary, a także – i przede wszystkim – w Nowym Testamencie, ciało Chrystusa istnieje przed jego członkami: najpierw jest kolegium apostołów, potem indywidualni wierni. 


Hebrajskie kahal, greckie ekklesia, znane w łacińskiej wersji ecclesia, oznacza zgromadzenie osób wezwanych jakimś szczególnym sygnałem, zgromadzenie które Kalwin nazywa z wojskowego „kompanią” (częściej będziemy używać bardziej zrozumiałego, polskiego - „społeczność”). 
Wyobraźmy sobie grupę obywateli wezwanych dźwiękiem trąbki, przybiegających na zgromadzenie ze wszystkich stron. Formują oni „kompanię” (społeczność) tych, którzy wezwani przez wierność Boga, odpowiedzieli Mu ich wiernością. 
To Bóg ich wezwał, powołał!
Jest rzeczą bardzo ważną zauważenie, że Kościół nie formuje się ze zgromadzenia ludzi mających te same opinie, ale tworzy się on w wyniku wezwania Bożego, który to Bóg sam tworzy z nich ciało ponad ich własnymi opiniami, czy nawet wbrew ich własnym opiniom. 
W odpowiedzi na pytanie 93 Kalwin napisze: „Jest to społeczność wierzących, których Bóg powołał i wybrał do życia wiecznego”. 


Tu można pozwolić sobie na lekkie rozszerzenie myśli Kalwina. Zgodnie z Nowym Testamentem, Bóg wybiera ludzi najpierw do służenia Mu, do służenia Mu w porządku doczesnym i wiecznym i - w konsekwencji - do życia wiecznego. 
Zgodnie z nauczaniem Nowego Testamentu, nie przychodzi się do Kościoła tylko po to, by być zbawionym i szczęśliwym, ale aby mieć przywilej służenia Panu. I jest rzeczą konieczną najpierw podkreślić korzyść służby, bycia w służbie, pracy, w którą się angażuje w Kościele.  Zaangażowanie to jest oczywiście nie po to, aby zasłużyć sobie na zbawienie, na życie wieczne, ale aby zamanifestować - i tym mocniej - bezinteresowną miłości do Tego, który nas sam zbawił i obdarzył życiem. 
Oczywiście, można też powiedzieć, że Kalwin miał świadomość, że służba ta jest sama z siebie wpisana w świadomość życia wiecznego, niemniej dla jasności pedagogicznej całości obrazu, nie wydawałoby się rzeczą zbędną przypomnienie tutaj porządku nowotestamentowego, który zna tę wciąż wpisaną w naturę ludzką swoistą „interesowność” i stara się ją formować z całą jej świadomością. 
Trzeba w nauczaniu wciąż podkreślać, jak czyni to Nowy Testament, że życie wieczne nie może być rozumiane poza pojęciem służby - służby Bogu i bliźniemu. 


Dla Kalwina pojęcie służby jest wpisane niejako w określenie „kompanii” (społeczności), którą teolog pojmuje w znaczeniu prawie militarnym, jako grupę żołnierzy, będących pod dowództwem Chrystusa. Niedalekie pojęcie to jest, w swej dalszej intencji teologicznej, od programu stworzonego przez innego myśliciela, znanego wielu – Ignacego Loyoli – dla swojego zgromadzenia, Towarzystwa Jezusowego (popularnie zwanego Jezuitami), niemniej, co należy podkreślić, jej konkretna już ludzka aplikacja będzie u Kalwina znacząco różniła się od jego nieco starszego kolegi ze - wspólnego im obu - miejsca studiów w Paryżu... 


Powtórzmy jeszcze raz tutaj: Kościół tworzy ciało, którego cechą charakterystyczną jest jego powołanie przez Boga, powołanie przez wezwanie, którego Bóg jest autorem, przez obietnicę daną tym, którzy tworzą to ciało, przez cel przynależności tej przypisany (życie wieczne), przez służbę którą się powołanie to wypełnia. 


Świętość Kościoła. 
Świętość Kościoła, to jego specyfika bycia oddzielonym od reszty. Tak, jak świętość rozumie Stary Testament, przez oddzielenie tego, co służy Bogu, od tego, co w sposób bezpośredni służbie tej nie jest oddane. 
Świętość Kościoła zawiera się w fakcie, że korzysta on z dobrodziejstwa słuchania Słowa Bożego, z korzyści nadziei, która jest ze słuchaniem tym związana. 
Kościół jest miejscem, gdzie Bóg chce błogosławić, gdzie Bóg chce, aby Jego dzieło było wielbione, chwalone i zwiastowane światu. 
Świętość oznacza : oddzielenie od wszystkiego, co nie jest Kościołem. 
Są w świecie także inne społeczności, wspólnoty, które nie są Kościołem: rodzina, szkoła, społeczeństwo, państwo. 
Żadna z tych wspólnot nie jest tożsama z Kościołem i Kościół nie jest determinowany przez żadną z charakterystyk przypisanych tym innym społecznościom. 
Kościół przechodzi niejako przez wszystkie nie, Kościół nie jest ograniczony ich charakterystykami. 
Jeśli Kościół jest (czy żyje tak) ograniczony cechami, związanymi ściśle ze społecznościami wyżej wymienionymi, jest on Kościołem chorym. 
Kościół ograniczony pojęciami społecznymi, np. klas wyższych, klas średnich, czy klas niższych, będzie Kościołem chorym. 
Podobnie Kościół intelektualistów, Kościół ludzi prostych, to pojęcia określające Kościoły chore, ponieważ Kościół prawdziwy, z mocy samej swojej świętości, nie może być z żadnej strony ograniczony. Kościół jest wolny! 
Oczywiście, Kościół może (a nawet musi) mieć relacje, nawet bardzo bliskie, z większością innych społeczności ludzkich, ale nie może nigdy zlać się w jedno z żadną z nich. 


Świętych obcowanie - społeczność świętych. 
Czym jest „społeczność świętych”? 
Termin ma znaczenie podwójne. Dopełniacz słowa użytego w tekście łacińskim - sanctorum jest jednocześnie rodzaju męskiego, jak i nijakiego. 
Należy go zatem interpretować w ten dwojaki sposób: 
a. Jako społeczność pomiędzy świętymi, pomiędzy ludźmi, których Bóg - przez swoje Słowo - oddzielił od reszty i ustanowił w Kościół, 
b. Jako społeczność w rzeczach świętych, społeczność tworzoną przez rzeczy święte: Słowo, głoszenie (kazania), sakramenty, dzieło Boże, zadania (obowiązki) jakie człowiek otrzymuje w Kościele. 


Termin święty” przydany Kościołowi, dziełu Bożemu i wierzącym, nie ma zatem znaczenia moralnego w sposób bezpośredni (nie odnosi się do doskonałości moralnej, zgodnej z pewnymi konwencjami oceny). 
Nie oznacza absolutnie, że ludzie określani takim mianem (w znaczeniu biblijnym) są szczególnie uzdolnieni, by zbliżyć się do Boga, a już zupełnie nie oznacza tych, którzy w jakiś sposób zasłużyliby sobie na Jego objawienie, czy aby byli szczególnymi Jego „reprezentantami”. 
Niemniej, świętość jest im przydana dlatego, że zostali przez Boga wybrani, aby On sam, suwerennie, bez ich zasługi, mógł się dzieki nim objawić. 


Katolickość (powszechność) Kościoła. 
Pozostaje nam jeszcze pojęcie „katolickości” Kościoła, współcześnie obciążone prawie naturalnym skojarzeniem ze znaną powszechnie organizacją kościelną, mającą jasno określoną nie tylko strukturę, ale i aspiracje do jedyności, do posiadania jedynej prawdy. 
Znaczenie, jakie daje pojęciu temu Kalwin, wraz z wielowiekową tradycją duchową chrześcijaństwa, jest blisko związane z poprzednio opisanym pojęciem świętości Kościoła. 
Kościół, będąc odmiennym od wszystkich innych społeczności, grup ludzkich, jest poprzez swoją odrębność (jak napisaliśmy wyżej: nie-zmieszanie się z żadną z nich) katolicki, czyli powszechny (katolikos po grecku znaczy „powszechny”). 
Kościół jest odrębny, nie wiążący się z żadną ludzką społecznością, by ta wyznaczała mu granice. I dzięki tej właśnie nie ograniczającej go odrębności Kościół jest powszechny. 
Kościół nie jest ograniczony żadną barierą. Nie jest ograniczony granicami państwa, rasy, kultury, stanu posiadania, intelektu... 
Kościół nie jest społecznością, nad którą jakakolwiek osoba ludzka, jakkolwiek ona siebie nazywałaby, mogłaby panować. I to niezależnie od tego, jakiekolwiek prawa, wynikające z rzekomego bezpośredniego kontaktu z Bogiem, osoba ta sama sobie, lub związana z nią interesami grupa ludzka by jej przypisywała. 
Kościół przynależy światu całemu, jest poza-graniczny, nieograniczony i nieograniczalny. 
Kościół może tym samym łatwiej nawiązywać relacje. W takim też znaczeniu można powiedzieć, że dana instytucja kościelna (dana organizacja konfesyjna) może być tzw. Kościołem krajowym, ponieważ Kościół w swej naturze zachowuje niezależność, mogąc nawiązać relację z każdym krajem, w każdym kraju, z każdym (oczywiście nieobciążonym i nieobciążającym grzechem) systemem prawnym. 
Kościół jest powszechny, ponieważ dotyczy i jest dla wszystkich ludzi, nie należąc przy tym do żadnego z nich w sposób szczególny, wyłączny. 

sobota, 18 lutego 2012

Małżeństwo, rozważań część II

W ramach pracy nad rozważaniem etyki chrześcijańskiej proponujemy Czytelnikowi kilka elementów refleksji, związanych z kwestią małżeństwa; tak, jak je nam prezentuje nauczanie Pisma Świętego. 


1. Powtórne małżeństwo po śmierci współmałżonka. 


Apostoł Paweł w Liście do Rzymian pisze: 
A zatem, jeśli za życia męża przystanie do innego mężczyzny, będzie nazwana cudzołożnicą, jeśliby jednak mąż zmarł, wolna jest od przepisów prawa i nie jest cudzołożnicą, gdy zostanie żoną drugiego męża (Rz 7,3).
Podobnie ważnym tekstem Pawłowym jest ten z 1 Listu do Koryntian: Żona związana jest tak długo, dopóki żyje jej mąż; a jeśli mąż umrze, wolno jej wyjść za mąż za kogo chce, byle w Panu. (1 Kor 7,39). 
Jak widać zatem wyraźnie, po śmierci współmałżonka Pismo Święte nie widzi żadnej przeszkody, aby nowy związek małżeński mógł zostać zawiązany. 
Nie jest to tylko kwestia przyzwolenia, ale Paweł wręcz zachęca wdowy, którzy taki krok mogą podjąć, a nawet powinni go podjąć: Chcę tedy, żeby młodsze wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem i nie dawały przeciwnikowi powodu do obmowy (1 Tymoteusza 5,14). 


Mając świadomość, że życie nie jest rzeczywistością wirtualną, ale codziennością ludzi z krwi i kości, Paweł posuwa się aż do nakazywania małżeństwa tym wdowom, które znajdują trudność w powstrzymywaniu ich temperamentu seksualnego:  A mówię tym, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz wdowom: Dobrze zrobią, jeśli pozostaną w tym stanie, w jakim ja jestem. Jeśli jednak nie mogą zachować wstrzemięźliwości, niechaj wstępują w stan 
małżeński; albowiem lepiej jest wstąpić w stan małżeński, niż gorzeć (1 Kor 7,8-9). 




2. Poligamia (wielożeństwo) w Nowym Testamencie? 


Tu tylko gwoli ciekawostki kilka elementów ukazujących nam, jak łatwo popaść w błąd czytając teksty biblijne związane z małżeństwem. 
Bardzo często błędnie rozumie się teksty 1 Listu do Tymoteusza 3,2 (Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony...) i do Tytusa 1,6, chcąc wykazać, że starszy (prezbiter), biskup (zależnie od tłumaczenia tego tekstu), czy diakon, winien ożenić się tylko raz (czyli, że po śmierci małżonki już drugi raz nie mógłby absolutnie ożenić się). Jest to poważne nieporozumienie, co do realnego znaczenia tego tekstu. 
Tekst ten mówi po prostu (odnosząc się do ówczesnej rzeczywistości historycznej), że ponieważ monogamia jest rzeczywistością chcianą przez Boga, a środowiska, w jakich pierwszym chrześcijanom przyszło żyć, były nierzadko poligamiczne, odpowiedzialni Kościoła mają być wzorem modelu Bożego – monogamii.  
Zdarzali się i tacy w pierwszych wspólnotach, którzy po nawróceniu z pogaństwa, żyjąc wcześniej w poligamii, w imię zasady z 1 Kor 7,17.20.24 nie oddalali swych żon, ale nie mogli zostać prezbiterami (starszymi), biskupami lub diakonami. 


Być może szokuje nas stwierdzenie, jakoby w czasach Nowego Testamentu istniała jeszcze poligamia. 
Niemniej, była ona faktem nie tylko dotyczącym nawróconych z pogan, ale i z Żydów żyjących w diasporze. 
Wiemy ze świadectw historycznych, że prawodawstwo rzymskie, w roku 212 w tzw. lex Antoniana de civitatae czyniła monogamię legalną dla rzymian, ale wyłączała z tego prawa specyficznie Żydów.  
W roku 285 Dioklecjan uznał za konieczne zniesienie tego wyjątku, by w 393 r. zostało wydane przez Teodozjusza specjalne prawo przeciwko poligamii, wciąż istniejącej wśród Żydów. 
Jako ciekawostkę możemy dodać, że poligamia będzie istniała wśród Żydów aż do XI w. 
Podobnie i greckie kontrakty małżeńskie wskazują na istnienie częstej praktyki wielożeństwa. 


Potraktujmy te kilka wersetów o poligamii jako krótki wykład świadczący o złożoności dziejów ludzkich, którym także Pismo Święte daje wyraźne świadectwo. 




3. Małżeństwo po rozwodzie. 


Winniśmy pamiętać, że Ewangelia według Mateusza 5,32 zawiera wyraźnie ostrzeżenie przed zawieraniem związków, będących cudzołóstwem, za wyjątkiem „wszeteczeństwa”, które jest warunkiem uprawniającym do rozwodu akceptowalnego przez Pismo. 
Nie będziemy w tym artykule głębiej wchodzić w rozważanie tego elementu, musimy jednak pamiętać, że zgodnie ze Słowem Bożym istnieją sytuacje, w których rozwód nie jest grzechem, a zatem stanowi możliwość zawarcia nowego związku małżeńskiego. 


Baczna analiza językowa 1 Listu do Koryntian 7,27.28a wskazuje, że Paweł mówi tam o „uwolnieniu”, nie następującym po śmierci współmałżonka, ale po rozwodzie. 
Możemy zatem z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że wszędzie, gdzie Pismo Święte akceptuje rozwód, akceptuje ono także powtórne małżeństwo. 
Każda zatem osoba, która rozwiodła się poprawnie, zgodnie z Pismem (jak pisze 1 Kor 7,27 – została uwolniona od swoich zobowiązań), może się ponownie ożenić, wyjść za mąż. 


Pozostaje jednak pytanie: co mają jednak zrobić osoby, które nie rozwiodły się poprawnie, to znaczy zgodnie z warunkami Pisma? 
To znaczy osoby, których rozwód jest naznaczony grzechem lub też osoby, które co prawda rozwiodły się zgodnie z Pismem, ale mają nadal zobowiązania płynące z wcześniejszego związku? 
Czy osoby te są wolne, by powtórnie zawiązać związek małżeński? 


Każdorazowo w Nowym Testamencie akcent jest położony na małżeństwo w Panu (por. 1 Kor 7,39). A zatem każdorazowo wierzący muszą z całą uwagą i odwagą poddać rozwadze ich decyzję. 
Rolą Kościoła w takiej sytuacji jest im pomóc w decyzji, przedstawiając w sposób szczery, ale i pełen szacunku, w duchu pomocy, każdorazową złożoność tego typu sytuacji. 


Co natomiast można byłoby powiedzieć o osobach « z przeszłością”, to znaczy o tych, o których Paweł mówi w Liście do Efezjan 4,19, że mając umysł przytępiony, oddali się rozpuście dopuszczając się wszelkiej nieczystości z chciwością. 
Kościół ma w ich życiu do odegrania niezwykle ważną rolę w kwestii rozpoznania przez nich grzechu i nawrócenia, pamiętając zawsze, że wraz z nawróceniem rozpoczyna się nowa historia życia dla każdego nawróconego. 


Pomoc  Kościoła nie może mieć zatem charakteru niszczącego, ale – pozostając w prawdzie – zawsze mieć na celu tę nową historię życia, która jest nam przez Pana obiecana. 
Pamiętajmy to, co niestety w szeregu Kościołów zapomina się w ferworze walki „o prawdę biblijną”, która w szeregu sytuacji zmienia się w swoistą zajadłość wobec innych (niezwykle rzadko wobec siebie samych...). 
Paweł Apostoł pisze: Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą. A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego (1 Koryntian 6,9-11). 
Jest w tym tekście jasno podkreślone, że kiedy ktoś nawraca się, jego grzech jest mu wybaczony, co oznacza bardzo konkretne konsekwencje: jest on obmyty i uświęcony! Warto o tym fakcie pamiętać, z całą jego możliwą aplikacją we wszystkich domenach praktycznych życia ludzkiego, w jego wymiarze indywidualnym i wspólnotowym. 


Ten, który wyznawszy swój grzech, doznaje Bożego wybaczenia i z całą konsekwencją wyżej cytowanego tekstu Pawła nie jest już  wszetecznikiem, ani bałwochwalcą ani cudzołożnikiem, ani rozpustnikiem, ani mężołożnikiem, ani złodziejem, ani chciwcą, ani pijakiem, ani oszczercą, ani zdziercą. 
Wielu chrześcijanom trudno jest zaakceptować taki wymiar wybaczenia grzechów, ale jest to wyłącznie ich problem osobisty, wyraźnie sprzeczny z działaniem łaski, która właśnie dlatego jest łaską!


Wybaczenie grzechów zawiera w sobie nie tylko oczyszczenie osobiste, ale także przywrócenie społeczności ze wszystkimi członkami Kościoła Chrystusowego (por 2 Kor 2,7-8). 


Tym, którzy nadal nie mogą zaakceptować w wielu konkretnych sytuacji życia pełnego działania łaski, warto przypomnieć, że Rachab (kobieta cudzołożna), która wyszła za mąż za Salmę, stanowi część genealogii Mesjasza!
Pdobnie Dawid i Batszeba popełnili cudzołóstwo (nie wspomniawszy już o morderstwie zorganizowanym na mężu Batszeby przez Dawida), a pomimo tego Jezus, jako Mesjasz, jest nazywany Synem Dawida...


Kto zresztą spośród nas nie popełnił grzechu? 


Wszystkie podane uwagi wyżej nie mają na celu minimalizowania straszności każdego grzechu, ani też banalizowania faktu cudzołóstwa. Niemniej, i jest to fakt ściśle biblijny – także cudzołóstwo i rozwód niezgodny ze wskazaniami biblijnymi nie są grzechami niewybaczalnymi!
To, co Bóg oczyścił, żaden z ludzi nie ma prawa głosić nieczystym!
Dlaczego np. powtórny związek byłby zakazany nawróconym osobom, które przed nawróceniem otrzymały rozwód obciążony grzechem, a nie miałby być zabroniony nawróconym mordercom, oszczercom, czy zdziercom (a także innym, pozostałym kategoriom grzeszników, cytowanym w 1 Liście do Koryntian?


Jeżeli żal za grzechy jest szczery, grzechy są całkowicie wybaczone w Chrystusie (por. 1 Kor 6,11). 
Jeżeli nawrócenie przynosi owoce z nim związane, jesteśmy zobowiązani przede wszystkim pomóc innym żyć nowym życiem, a nie niszczyć go w źle pojętym nie-biblijnym radykalizmie, będącym często projekcją własnych strachów, obaw, nieporządków duchowych. 
Szczere nawrócenie, jeśli jest prawdziwie szczere, przypomina przykład Dawida (por. Ps 51,38). 
Grzesznik nawrócony uznaje poważną naturę swego grzechu i stara się przynieść owoce godne nawrócenia. 


Grzech zawsze jest straszny, potworny, ale łaska jest zawsze większa niż grzech najstraszniejszy ze strasznych (por. Rz 5,20): A zakon wkroczył, aby się upadki pomnożyły; gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała, żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi wiecznemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. 

„Świętych obcowanie”, „czyściec”

Kwestia autorytetu i związanej z nim władzy, to podstawowe źródło wszystkich innych problemów i różnic nie tylko w dziedzinie nauczania, a i „codzienności” Kościołów chrześcijańskich. 
Żadna dyskusja o różnicach w nauczaniu, czy funkcjonowaniu strukturalnym pomiędzy katolikami i protestantami, nie będzie możliwa jeżeli zapomnimy o wymiarze fundamentalnym tej różnicy. 


Oczywiście myślimy tutaj o kwestii znaczenia Biblii, będącej podstawowym źródłem refleksji i nauczania wiary dla wszystkich bez wyjątku chrześcijan. 
Problemem stałym i podstawowym jest, czy będzie ona traktowana jako źródło w znaczeniu bezpośrednim i wiążącym, czy pośrednim, poddanym filtrowaniu, czy nawet daleko idącej dowolności. 
Tak niestety (jesteśmy zobowiązani to stwierdzić) ma się w przypadku interpretacji Biblii przez pryzmat katolickiej Tradycji, której jedynym interpretatorem jest Magisterium, czyli nauczycielski urząd Kościoła Katolickiego, czyli lektura w ramach jednego zamkniętego środowiska, proponująca wynik założeny, chciany, nierzadko sprzeczny z tekstem Pisma. 


Będziemy zatem chcieli w kolejnej serii artykułów przypomnieć najbardziej specyficzne różnice w nauczaniu Kościołów protestanckich i Katolickiego, wynikające z różnic w traktowania autorytetu, jakim jest Słowo Boże - Pismo Święte. 
Będziemy chcieli pokazać niektóre z dogmatów i praktyk Kościoła Katolickiego, które protestanci uważają za niezgodne z nauczaniem Biblii. 
Przyjrzymy się, oczywiście w dużym skrócie, jak katolicy uzasadniają te nauki, opierając się o Tradycję, czasami także cytując pewne fragmenty biblijne. 
Zwrócimy także uwagę na ile takie cytowanie Pisma ma charakter uzasadniony, czy wręcz – proszę wybaczyć słowa – uczciwy... 


1. „Świętych obcowanie” (społeczność świętych).


Pierwszą kwestią, której poświęcimy niniejszy artykuł jest „świętych obcowanie” (społeczność świętych). 
Protestanci podkreślają fakt, że wszyscy chrześcijanie w Nowym Testamencie są nazywani świętymi (por. Rz 1,7; 1 Kor 1,2). 
Fakt ten jest uznany przez Kościół Katolicki i przypomniany w Katechizmie Kościoła Rzymsko-Katolickiego (KRK) z 1992 r. ....: § 946: ... "Czymże jest Kościół, jak nie zgromadzeniem wszystkich świętych?" Kościół jest właśnie komunią świętych. 
Kościół jest święty ponieważ jego członkowie są święci (§823: ...Kościół jest więc "świętym Ludem Bożym" , a jego członkowie są nazywani "świętymi"). 
Po takim stwierdzeniu, zgodnie z logiką, nie powinna mieć miejsca jakakolwiek praktyka (w łonie samego Kościoła Katolickiego) „kanonizowania” lub ogłaszania „błogosławionymi” osób zmarłych, których uważa się za takich, ponieważ osiągnęli w ich życiu szczególnie wysoki poziom doskonałości. 


Dla protestantów „świętych obcowanie” (społeczność świętych) ogranicza się do braterskiego porozumienia, którym mogą się cieszyć bracia i siostry w wierze...
Jeżeli niektórzy bracia i siostry poprzedzili nas w drodze do nieba, nie jest to w żadnym stopniu racją uzasadniającą potrzebę utrzymywania z nimi relacji, zanosząc modlitwy „za ich przyczyną”. 
Modlitwy zanoszone do istot ludzkich, zmarłych (czy nawet „za ich przyczyną”), osób, które miałyby być świętymi (w znaczeniu doskonałości) lub nie, wydają się zakazane przez Biblię w jasnym zakazie wzywania zmarłych (Pwt/5 Mojż 18,9-12; 1 Krn 10,13). 
Katolickie dokumenty Magisterium stwierdzają, że jest praktyką nie tylko dopuszczalną, ale i właściwą, aby wzywano zmarłych „świętych” w modlitwie (por. dokument Soboru Watykańskiego Lumen Gentium 50). 
Dokumenty katolickie zachęcają do kultu „świętych”, który zgodnie z tymi dokumentami dotyczy otrzymywania pomocy przez ich (świętych) modlitwę wstawienniczą. 
Na taką praktykę możemy odpowiedzieć jedynie, że idzie ona dużo dalej niż to, na co pozwala Pismo Święte. 


Tylko trzy wersety wspominają „modlitwy świętych”, które wznoszą się do tronu Bożego (Ap 5,8; 8,3.4), ale ponieważ w Nowym Testamencie „świętymi” są wszyscy chrześcijanie, jest logicznym widzieć w tych fragmentach biblijnych fakt, że nasze modlitwy osiągają tron Boży. 
Jest to najprostsze i zdaje się najtrafniejsze rozumienie znaczenia tych trzech krótkich tekstów. 
Ponadto, zachęta Pawła Apostoła w Liście do Efezjan 6,18 nie brzmi: „módlcie się do świętych” (zmarłych), ale „módlcie się za wszystkich świętych”, a to ogromna różnica...


2. Czyściec. 


Lumen Gentium 51 mówi o wierzących zmarłych, jako o posiadających już chwałę niebieską lub będących w trakcie oczyszczania po ich śmierci. 
Miejsce, gdzie wierzący są oczyszczani po ich śmierci jest powszechnie nazywane „czyśćcem”. 
Kościół katolicki wymyślił ten termin, aby określić nim oczyszczenie, przez które przechodzą niektórzy chrześcijanie: Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba.
To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem (Katechizm KRK §1030, 1031). 
Idea ta jest zgodna z koncepcją modlitwy za zmarłych. Katechizm KRK powołuje się na 2 Księgę Machabejską 12,45, jako „bazę biblijną” tej koncepcji: Nauczanie to opiera się także na praktyce modlitwy za zmarłych, której mówi już Pismo święte: "Dlatego właśnie (Juda Machabeusz) sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu" (2 Mch 12, 45). Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga. Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych (Katechizm KRK §1032). 
Warto także w tym kontekście wzmiankować oficjalną naukę Kościoła katolickiego o odpustach (tym razem pozostawimy ją bez komentarzy...): Ponieważ wierni zmarli, poddani oczyszczeniu, także są członkami tej samej komunii świętych, możemy pomóc im, między innymi, uzyskując za nich odpusty, by zostali uwolnieni od kar doczesnych, na które zasłużyli swoimi grzechami (Katechizm KRK §1479)... 


Pamiętajmy jako zasadę, że samo opisanie jakiegoś wydarzenia w Biblii, nie jest tożsame z informacją, że jest ono akceptowane, czy chciane explicite przez Boga. 
Zresztą, kontekst w większości przypadków z łatwością pozwala nam na takie rozróżnienie, gdy czytamy z otwartością i zrozumieniem tekst święty. 
W przypadku powoływania się, jako bazy biblijnej, przez Kościół katolicki, na Księgę Starego Testamentu wydaje się argumentacją wysoce „na siłę”, ponieważ „zapomina” ona jakby o tym, co radykalnie zmieniło się w relacji człowieka z Bogiem dzięki śmierci na Krzyżu i Zmartwychwstaniu Pana Jezusa Chrystusa. Wydaje się, że taka „argumentacja” Katechizmu KRK jest raczej swoistym pozorowaniem i adaptacją „źródeł” biblijnych na miarę oczekiwanego efektu – wsparcia doktryny poza-biblijnej. 
Należy także dodać, że obie Księgi Machabeuszy, znajdujące się w katolickich wydaniach Biblii są – przez samych katolików – nazywane „deuterokanonicznymi” (które znalazły się  później, „wtórnie”, w kanonie Biblii).  W środowisku protestanckim, które swoje wydania Biblii wzoruje na Biblii hebrajskiej, księgi te nie występują (nie występując w wydaniu hebrajskim) i nazywane są „apokryfami”. 


Nigdzie indziej w Biblii nie można znaleźć najmniejszej zachęty do modlitwy za zmarłych. 
Przeciwnie, Nowy Testament stwierdza, że ci, których powołał (Bóg), tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił (List do Rzymian 8,30). 
To uwielbienie jest wejściem do chwały niebieskiej i stanowi ono część integralną zbawienia z łaski, którym Bóg obdarza swoje dzieci. 
Biblia mówi o niebie i ziemi, nigdy nie mówi natomiast o „czyśćcu”, którego pomysł pojawił się w III wieku. 
Idea ta rozwinęła się stopniowo w ciągu wieków, a jej definicji oficjalnej dokonał papież Innocenty IV w 1254 r. 
Dogmat o czyśćcu został zdefiniowany na Soborze we Florencji w 1439 r. 
Fragment pism Pawła Apostoła, mówiący o tym, który jest zbawiony jak przez ogień (1 Kor 3,11-15), na który czasami nauczanie katolickie powołuje się (w ramach kolejnego „szukania” bazy biblijnej koncepcji „czyśćca”), już przy pierwszej lekturze wskazuje na daleko odmienne znaczenie, a mianowicie na swoisty egzamin fundamentu, na jakim opiera się życie danego człowieka: na Chrystusie, czy na doskonałości własnych dzieł. To właśnie te dzieła zostaną w momencie sądu, czyli swoistego ukazania w pełni wszystkiego, co także ukryte, przeprowadzone przez metaforyczny ogień, by „spłonęły”, tzn. pokazały ich prawdziwą (właściwą lub nikłą) wartość. 
Celem tego krótkiego rozważania jest wskazanie dlaczego protestanci odrzucają pewne nauki jako nie tylko nie znajdujące ich potwierdzenia w Piśmie Świętym, ale w szeregu przypadków będące w jawnej z nim sprzeczności. 


Znaczące jest także swoiste utylitarne traktowanie Pisma w argumentacji katolickiej, szukającej potwierdzenia, wbrew oczywistej i prostej logice cytowanych tekstów, czy ich całości kontekstu. 
Odrzucenie zatem, i to należy pamiętać, przez protestantów tego rodzaju nauk jest także odrzuceniem tego sposobu lektury Biblii, która w konsekwencji ma stwarzać pozory bycia autorytetem dla wiary Kościoła. 


Ryzyko to nie jest tylko wyłącznym dla Kościoła Katolickiego, ale może także pojawić się, jako swoista wybiórczoość lektury Słowa w Kościołach protestanckich, które są winne Słowu Bożemu szacunek i przyjmowanie go z całą konsekwencją.  

niedziela, 12 lutego 2012

Rozwazanie Ewangelii według Mateusza, rozdział 2, wersety 1-12

Ewangelia według Mateusza, rozdział 2, wersety 1-12


Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon. Gdy to usłyszał król Herod, zatrwożył się, a z nim cała Jerozolima. I zgromadziwszy wszystkich arcykapłanów i nauczycieli ludu, wypytywał ich, gdzie się ma Chrystus narodzić? A oni mu rzekli: W Betlejemie Judzkim; bo tak napisał prorok: I ty, Betlejemie, ziemio judzka, wcale nie jesteś najmniejsze między książęcymi miastami judzkimi, z ciebie bowiem wyjdzie wódz, który paść będzie lud mój izraelski. Wówczas Herod przywołał potajemnie mędrców, dokładnie dowiedział się od nich o czasie pojawienia się gwiazdy. I posłał ich do Betlejem i rzekł: Idźcie, dokładnie się dowiedzcie o dziecięciu, a gdy je znajdziecie, donieście mi, abym i ja poszedł oddać mu pokłon. Oni zaś, wysłuchawszy króla, odeszli. A oto gwiazda, którą ujrzeli na Wschodzie, wskazywała im drogę, a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się. A ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali. I wszedłszy do domu, ujrzeli dziecię z Marią, matką jego, i upadłszy, oddali mu pokłon, potem otworzywszy swoje skarby, złożyli mu w darze złoto, kadzidło i mirrę. A ostrzeżeni we śnie, by nie wracali do Heroda, inną drogą powrócili do ziemi swojej.




1. Kontekst i tematy. 


U Mateusza, wzmianka związana z narodzinami Jezusa jest dość lakoniczna (w przeciwieństwie do Łukasza np.): Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda. 
Ewangelia rozpoczyna się genealogią, w której to figura Józefa łączy Jezusa z potomstwem Dawida. Jednak szczególnie to perykopa 2,1-12, ujęta w ramy przez dwa opowiadania o śnie Józefa, kładzie jeszcze silniejszy nacisk na rolę opiekuna dziecka, która jest mu powierzona przez anioła Bożego (pierwszy sen jest związany z dziewiczym poczęciem Jezusa, a drugi z ucieczką do Egiptu). 
To, co jest warte zwrócenia uwagi, to fakt, że w Ewangelii Mateusza to Józef jest postacią, której waga jest najsilniej podkreślona w części związanej z narodzeniem i pierwszym okresem życia Jezusa. 


Jeśli chodzi o tematy, które warto podkreślić w rozważanym przez nas tekście, to są to: gwiazda, służąca magom-mędrcom za przewodniczkę, zachowanie Heroda, przekaz uniwersalny/powszechny nauczania wizyty mędrców w świetle wydarzenia mesjańskiego i Królestwa Niebieskiego. Są to tematy, które będziemy chcieli krótko poddać rozważaniu. 


2. Temat gwiazdy. 


Gwiazda, o której jest mowa w opowiadaniu i która w jakimś stopniu jest jego nicią logiczną, stanowi drogę „inicjacyjną” (wprowadzającą w nową, nieznaną im dotąd rzeczywistość) mędrców: Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon, aż do miejsca pobytu Jezusa w Betlejem A oto gwiazda, którą ujrzeli na Wschodzie, wskazywała im drogę, a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się. A ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali. 
Gwiazda zaznacza nie tylko zainteresowania astrologiczne/astronomiczne mędrców, ale znajduje swoje echo w lekturze całości Starego Testamentu, w świetle powołania mesjańskiego, prezentowanego w całej naszej perykopie. 


2.1. Zainteresowania astrologiczne/astronomiczne. 


Niezależnie od tych wszystkich, którzy poszukują możliwości (związanych z wydarzeniami astronomicznymi), by określić dokładną datę narodzin Jezusa, rozważając ruchy (obliczalne) gwiazd, konstelacji i planet (np. koniunkcję Jowisza i Saturna w roku 7 p.n.e.), należy podkreślić zainteresowanie astronomią/astrologią, które wyraża figura mędrców, charakterystyczne dla epoki (i czasów wcześniejszych) Mateusza. 
Postawa Żydów wobec astrologii zmieniała się w zależności od grup i epok. To dopiero wraz z Talmudem Babilońskim (zredagowanym między 200 a 500 r. n.e.) upowszechni się zakaz praktyk astrologicznych wśród rabinów, w odniesieniu do Księgi Kapłańskiej = 3 Mojżeszowej 19,26. 
Ciekawostką jest, że hebrajskie słowo mazzal, które znaczy szansę, szczęście, dało początek nazwie jednego ze znaków zodiaku. 
Zainteresowanie astrologią było jeszcze bardziej ewidentne u ludzi przybywających – jak mędrcy – ze Wschodu, a szczególnie z Mezopotamii, jako kolebki mądrości związanej z obserwacją nieba. 


Dla ludzi z tamtej epoki, ukazanie się gwiazdy (używamy tutaj tego terminu w sensie szerokim, nie ściśle związanym z określoną kategorią astronomiczną) oznaczało zapowiedź przyszłej egzystencji nowo-narodzonego (jego znaczenia, jego życia, roli, jaką będzie miał wypełnić w swoim życiu). 
Było to także oczywiste dla Żydów, w odniesieniu do mającego nadejść Mesjasza. 
W „Dokumencie z Damaszku”, znalezionym w Qumran, znajdujemy informacje związane z sytuacją astralną, mającą towarzyszyć ukazaniu się Mistrza Sprawiedliwości (figury mesjańskiej): 
„Gwiazda, to poszukujący wiary, który przybył z Damaszku, jak jest napisane: gwiazda pokonała drogę i berło wzniosło się w Izraelu”. 
Podobnie w tzw. „Księdze Henocha” znajdujemy całą część poświęconą astronomii. 


Uwaga: w czasach antycznych astrologia jest tożsama, jako nauka, z tym, co współcześnie określilibyśmy raczej mianem astronomii, za wyjątkiem charakterystycznych poszukiwań związku układu gwiazd z wydarzeniami życia ludzkiego, w wymiarze indywidualnym i grupowym. 


Godne jest też zauważenia, że podczas wojny żydowskiej w latach 130-136, rabbi Akiba zmieni imię szefa rewolty (przeciw okupacji rzymskiej) z Szymona Bar Kosiba („Syna Kosiby”) na Szymona Bar Kochba („Syna gwiazdy”), aby konsekrować jego powołanie mesjańskie (jakie w nim rozczytywano)...


Te kilka uwag o charakterze historycznym ma nam pomóc w rozumieniu wagi, jaką przykłada Ewangelia Mateusza do przewodnictwa astralnego mędrców. Gwiazda wyraża - od początku - rozpoznanie w Jezusie z Nazaretu Mesjasza, nie tylko w odniesieniu do Żydów, ale także wobec pogan, tzn. Narodów (nie-Żydów), reprezentowanych tutaj przez mędrców. 


Gwiazda jest znakiem, którego Bóg używa wobec mędrców, aby im wyjawić tożsamość Mesjasza (a zatem - poprzez nich - także nam...). 
Każdy znak w naszym opowiadaniu jest znakiem przyjętym przez Boga i mającym służyć określonym osobom (mędrcom ze Wschodu, Herodowi), grupom (uczonym w Piśmie z Jerozolimy, kapłanom...), w objawieniu określonej treści przekazu Bożego. 


2.2. Gwiazda i teksty Starego Testamentu. 


Dla Ewangelisty Mateusza Jezus jest tym, który jako Mesjasz - zapowiadany i oczekiwany przez proroków – wypełnia obietnice Pisma. 
Dzięki Jezusowi, Słowo Boże czasów dawnych realizuje się i ukazuje się w całej swojej aktualności. 


Taka jest więc sytuacja Ewangelii Mateusza, szczególnie w kwestii cytatów i aluzji ze Starego Testamentu: Jezus Chrystus jest pojmowany jako Jakub lub Mojżesz (np. w obrazie prześladowania przez Heroda i w ucieczce do Egiptu), podobnie jak podobieństwa, które można znależć pomiędzy snami Józefa z Księgi Rodzaju i Józefa Mateusza. Jezus uosabia w swoim wcieleniu całość ludu Bożego; w Jego życiu rekapituluje całą historię Narodu Wybranego. 


Epizod gwiazdy wydaje się pozostawać w związku z proroctwem Balaama (Liczb 22,14 = 4 Mojżeszowa 22,14). W tekście tym król Balak jest podobny Herodowi z Ewangelii Mateusza (Liczb 22,11; 23,7 i Mateusza 2,7). Pierwszy chce przeklinać lud Izraela, drugi chce śmierci dzieci wokół Betlejem, mieście Dawida. Balaam i mędrcy, niezależnie od nich samych ale z działania Bożego, przyjmują pozycję odmienną od tych Malaka i Heroda (por. Liczb 22,18; 23,8-9; Mateusza 2,11). Zwiastują ukazanie się świecącej gwiazdy, by później wrócić do ich krajów (Liczb 24,25; Mateusza 2,12). 


Gwiazda mędrców jest umieszczona w relacji z królem Dawidem (nie tylko z powodu Betlejem, ale także Nazaretu, gdzie rodzina Jezusa osiądzie po powrocie z wygnania w Egipcie). Chodzi tu o grę słów terminu Nazarejczyk z netser (wyrzutek, odrzucony), terminem używanym, aby mówić o Dawidzie i jego potomku, Mesjaszu, pochodzącym od niego (por. Iz 11,1). To także termin natsur (uratowany, uciekinier), który możemy spotkać u Izajasza (4,6) i Ezechiela (6,12). Jest to aluzja tak do pozostałej „reszty” Izraela po powrocie z niewoli, jak i do Jezusa, po masakrze dokonanej z rozkazu Heroda na dzieciach z Betlejemu. 
Dawidowi także przypisany jest tytuł „gwiazdy Jakuba” w tekście Izajasza 60,1-2.  


Należy zauważyć, odnośnie do tematu gwiazdy, w związku z jej tematem mesjańskim, że istnieje zgoda w Nowym Testamencie pomiędzy Ewangelistą Mateuszem i Janem, autorem Apokalipsy/Objawienia, kiedy Jezus Chrystus stwierdza: Ja, Jezus, wysłałem anioła mego, by poświadczył wam to w zborach. Jam jest korzeń i ród Dawidowy, gwiazda jasna poranna (Ks. Objawienia 22,16). 


3. Temat Królestwa. 


Mówi się często (przede wszystkim w tradycji ludowej) w odniesieniu do mędrców, którzy przybyli (idąc za gwiazdą) do Betlejem, aby oddać hołd dziecku narodzonemu w Betlejem, że są „Królami”. Pamiętajmy, że w żadnym miejscu Pismo Święte nie nazywa ich takimi. Mamy tu do czynienia po prostu z mędrcami, pomimo, że kontekst wskazuje, że istotnie musieli posiadać pewien znaczący ciężar społeczny (choćby na podstawie darów, które złożą dziecku-Mesjaszowi). To dopiero z tzw. Ojcami Kościoła, czyli najbardziej znaczącymi pisarzami teologicznymi pierwszych wieków chrześcijaństwa, rozpocznie się używanie w odniesieniu do mędrców tytułu królewskiego. 
Niemniej, a co istotniejsze, rzeczywiście z ich ust pada pytanie w związku z Królestwem: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? 


Temat Królestwa może być rozważany pod wieloma aspektami. Może to być pytanie: Jakim królem prawdziwie jest ten Jezus, który urodził się w Betlejem? Ale także: Omówienie problemu zachowania króla Heroda, następnie pochodzenia z Dawida Jezusa Chrystusa, nie zapominając o nadejściu Królestwa Niebieskiego. 


3.1. Zachowanie króla Heroda. 


Herod Wielki królował w latach 37 do 4 p.n.e., co pozwala Mateuszowi na datowanie historyczne narodzin Jezusa. Pamiętajmy o błędzie mnicha z wczesnego Średniowiecza, Dionizego Małego, który błędnie uznał narodziny Jezusa na rok, który nazwał 0, dając Jezusowi w momencie śmierci wiek 33 lat  (był to oczywisty błąd – Jezus raczej zbliżał się do czterdziestki, a być może nawet ją przekroczył)... 


Sam Herod był powszechnie znany (taką opinię przekazują nam zachowane źródła historyczne) ze swoich lubieżnych obyczajów, ze swojego okrucieństwa, a także z ciężarów podatkowych, które narzucił ludowi Izraela dla odbudowy Świątyni w Jerozolimie. W czasach, które opisuje Mateusz, musiał on starzeć się, zbliżając się do śmierci w klimacie strachu przed spiskami. 
Oczywiście znał to, co było związane z oczekiwaniem Mesjasza, Króla, Syna Dawidowego, obiecanego przez proroków. Łatwo zatem zrozumieć jego niepokój związany z wydarzeniem obwieszczonym przez mędrców ze Wschodu. 
Będąc tyranem pełnym podejrzeń wobec wszystkich, którzy mogli zagrozić jego pozycji, autorytetowi, Herod jest poruszony (oczywiście negatywnie) wieścią że prawdziwy (nie taki jak on – Herod) król Izraela miałby się narodzić. 
Jest rzeczą pra wie naturalną, że nowo-narodzony król pozbawi go władzy... Jego, Heroda, który nie był nawet Żydem czystej krwi, będąc synem Antopatra Idumejczyka i księżniczki arabskiej... 
A oto ma pojawić się król, z rodu Dawida... Czegoż bać się bardziej....?
Ponadto, oczekiwany, zgodnie z wyobrażeniem ludowym król-Mesjasz, miałby zmieść panowanie okupanta rzymskiego, którego on, Herod, był wiernym sługą i marionetką; Herod rządził właśnie dzięki poparciu Rzymu...
Całe wydarzenie mesjańskie miało poddać w wątpliwość prawowitość jego władzy, by ją zmieść wreszcie całkowicie. 
To wraz z Herodem rozpocznie się symbolicznie prześladowanie tych, którzy oddają się głoszeniu przesłania Ewangelii (te pierwsze zabite dzieci symbolizują późniejszych męczenników za wiarę). 
Sam Jezus chwilowo uniknie śmierci, jego rodzina uda się do Egiptu, ale to także czasowo, bo sam skończy na Krzyżu...
Całość przekazu Mateusza jest jasna nie tylko dla wspólnot chrześcijańskich, jemu współczesnych i do których jego tekst był adresowany, ale także dla wszystkich chrześcijan, wszystkich wieków: pójście za Jezusem, głoszenie Go, w naturalny sposób wzbudzi opór wszystkich tych (a jest ich zawsze ogromna liczba), dla których Ewangelia jest śmiertelnym ryzykiem zmiany ich pełnego profitów życia. 


Podobnie i znawcy Pisma, kapłani i arcykapłani, wiedzą doskonale gdzie Mesjasz ma się narodzić. Na pytania mędrców odpowiadają jasno, ze znawstwem rzeczy: I zgromadziwszy wszystkich arcykapłanów i nauczycieli ludu, wypytywał ich, gdzie się ma Chrystus narodzić? A oni mu rzekli: W Betlejemie Judzkim; bo tak napisał prorok: I ty, Betlejemie, ziemio judzka, wcale nie jesteś najmniejsze między książęcymi miastami judzkimi, z ciebie bowiem wyjdzie wódz, który paść będzie lud mój izraelski. 
Podany wyżej cytat jest złożeniem dwóch tekstów biblijnych; Micheasza 5,1 i 2 Samuela 5,2, co było praktyką stałą w czasach Jezusa, jako sposób badania Pisma.  
To, co jest znaczące, że znawcy Pisma wiedzą wszystko, co do warunków nadejścia Mesjasza, informują o tym mędrców i Heroda, ale oni sami nie są zdolni nadać tej wiedzy decyzji co do nich samych; nie są w stanie sami pójść za Mesjaszem, poznać Go, odkryć Go i żyć z Nim. 


Możemy powiedzieć, że to w momencie, w którym znawcy Pisma dają odpowiedź Herodowi i mędrcom, sami pozostając na ich wygodnych miejscach, Królestwo Niebieskie zmienia się w swoim odniesieniu. Od Żydów, wybrańców obietnic Bożych, przechodzi/rozciąga się ono na obcych, pogan; na tych, którzy niezależnie od ich korzeni etnicznych, jak mędrcy, pójdą za Mesjaszem. 


3.2. Jezus Chrystus, Syn Dawidowy. 


Od początku Ewangelii Mateusza, Jezus jest określany jako Mesjasz, potomek Dawida. Jest to szczególnie widzialne we wskazaniu Betlejem, jako miejsca Jego narodzenia: Betlejem jest miastem, gdzie Dawid sam urodził się (por. 1 Samuela 16,4). Jest to także widoczne w nacisku, z jakim Mateusz podkreśla rolę Józefa w całości opowieści o narodzeniu i dzieciństwie Jezusa. 


Mesjańska tradycja żydowska stwierdza, że Mesjasz ma pochodzić z domu Dawida (tu ważność genealogii Jezusa; przynależność Józefa do linii Dawidowej). Tradycja ta nie precyzuje warunków wydarzenia mesjańskiego (czasu nadejścia Mesjasza), ale mówi ona, że Mesjasz będzie królem wypełnienia się czasów, Zbawcą Izraela, który wypełni całkowicie Przymierze między Bogiem i człowiekiem oraz będzie sprawcą ustanowienia Królestwa Niebieskiego. 


Pismo mówi o dniach Mesjasza (Sofoniasz 1,14) i bólach rodzenia (Izajasz 13,8). 
Nadejście Mesjasza będzie poprzedzone znakami je zwiastującymi (tu np.: gwiazda u Mateusza). Mesjasz będzie tym, który – jak Dawid – uczyni silnym Izrael i odtworzy jego jedność (niemniej, o jakim Izraelu jest tu mowa?). 


Po powrocie z wygnania, żaden potomek Dawida nie otrzymał korony królewskiej. Łatwo zatem zrozumieć, że wraz z upokorzeniem Heroda Idumejczyka (Heroda „Wielkiego”) i ustanowieniem w Izraelu protektoratu rzymskiego, oczekiwanie na Syna Dawida stało się czymś bardzo konkretnym, naglącym dla wszystkich Żydów. 


W Ewangelii Mateusza Jezus od samego początku jest określony jako Syn Dawida. Niemniej, nie ukaże swojej pełni synostwa Bożego, jak dopiero na Krzyżu, nazwany takim przez centuriona (nie-Żyda, obcego, poganina). 
To po zdradzie przez Judasza definitywnie ukaże się nie uznanie Jezusa - jako Mesjasza - przez Żydów i ustanowienie Nowego Izraela, daru Bożego dla pogan (dostępności dla ludzi wszystkich ras). 


3.3. Dwa Królestwa. 


Wraz na nadejściem Mesjasza, Nowy Izrael ukazuje się jako ten, do którego poganie są wezwani (tak jak mędrcy byli wezwani do poszukiwania miejsca narodzenia króla Izraela). Pamiętajmy, że u Mateusza znajdujemy określenie Królestwa ustanowionego przez Chrystusa, jako „Królestwa Niebios”. 
W Ewangelii istnieje zatem swoisty ruch przeciwieństw: Żydzi odrzucają Królestwo Niebios, natomiast poganie są doń przyjęci. Przeciwieństwo to znajdzie swoje wypełnienie w Męce na Krzyżu i Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. 


Ewangelia Mateusza, rozpoczynając swoją akcję przez przybycie mędrców zakończy się wysłaniem apostołów do wszystkich narodów, aby głosili im Dobrą Nowinę. 
Dar Królestwa poganom jest tajemnicą Bożą, napisze Paweł w liście do Efezjan, w rozdziale 3. Królestwo to dotyczy całego kosmosu (przypomina nam o tym gwiazda), a wraz z prologiem do Ewangelii Jana, odnoszącym się do Księgi Rodzaju = 1 Księgi Mojżeszowej, zauważamy jego powszechność.