piątek, 6 stycznia 2012

Rozważanie tekstu 1 Listu Pawła Apostoła do Koryntian, rozdziału 2, wersetów 1-5

Rozważanie tekstu 1 Listu Pawła Apostoła do Koryntian, rozdziału 2, wersetów 1-5 :
Również ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. I przybyłem do was w słabości i w lęku, i w wielkiej trwodze, a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.


Kontekst
W chwili, w jakiej Paweł pisze swój list, Korynt jest miastem dobrze prosperującym, z rozwijającym się handlem i (właściwym epoce) przemysłem. 
Jest to miejsce, w którym koncentruje się także ruch wymiany handlowej dla ogromnego terytorium. A tam, gdzie dochodzi do wymiany ekonomicznej, gdzie ma w naturalny sposób miejsce konkurencja ekonomiczna,  pojawia się również wymiana i konkurencja myśli związanych z ideologiami, polityką, a także religiami. 
Dochodzi tam do wymiany i konkurencji filozofii i praktyk mistycznych, pochodzących z wielu źródeł. Tak też działo się w Koryncie...
Wspólnota chrześcijańska, mająca w Koryncie swoją dość krótką historię (założona przez Pawła: patrz Dzieje Apostolskie 18), była także poruszana wszechobecnym klimatem miasta; także przez nią przechodziły i wzburzały ją wszystkie wyżej wspomniane nurty rywalizacji różnych grup zwolenników różnych poglądów, jak przez niedostrzegalną infekcję...
Łatwo tym samym zrozumieć pewne rozczarowanie Apostoła, który miał nadzieję, że na bazie Ewangelii, Koryntianie mieliby szansę porozumieć się ze sobą wzajemnie (pomimo trudności płynących z zewnątrz), móc żyć między sobą w pokoju. 
Niestety, ludzie Chloi (por. 1,11) przesyłają mu smutne wieści...
Skąd więc wszystkie te nieporozumienia i następujące w korynckiej wspólnocie podziały? 
Można szukać różnych możliwych wyjaśnień, np.:
· Niektórzy uważali się za posiadaczy wielkiej znajomości Boga lub uważali się za bliższych prawdy niż inni. Można taki wniosek wyprowadzić z lektury tych fragmentów listu Pawła, gdzie dokonuje on ogromnego wysiłku, by odróżnić wiarę od mądrości ludzkiej (por. 1,17-25).
· Inni myśleli, że nie potrzebowali nikogo (we wspólnocie zboru) i mieli postawę skrajnie indywidualistyczną; można to wywnioskować z przypowieści o ciele (por. 12,12-26). 
· Wreszcie, można zauważyć we wspólnocie korynckiej rozdźwięk społeczny, zróżnicowanie społeczne, które skutkowało tworzeniem się grup. Z jednej strony byli ci, którzy byli posiadaczami majątku, właścicielami niewolników, po prostu ludzie bogaci, a z drugiej biedni, nie stanowiący „elity społecznej” (tu por. 11,19-21). 


Przesłanie ogólne rozdziałów 1 i 2.
Jest ono odpowiedzią na problem podziałów i rywalizacji we wspólnocie. 
Apostoł nie ogranicza się do moralnej zachęty w stylu: „starajcie się, dokonajcie wysiłku, zostawcie wasze próżne i niszczące dyskusje”!
Stara się natomiast dotknąć istoty problemu, wejść weń głębiej, dotrzeć do poziomu rozumienia przez Koryntian ich własnej egzystencji, ich życia i związanych z nim - w sposób nierozerwalny – relacji. 
Inaczej mówiąc, kłótnie, które dzielą Koryntian, nie są wyłącznie problemem woli (ani złej, ani dobrej). Zgodnie z sugestią, czy raczej zgodnie z nauczaniem, jakie Paweł im przedkłada, są to kwestie związane z ich tożsamością w wierze. 
Na czym budują ich tożsamość? Jaka ona jest?
Co stanowi o tym, że chcą żyć w wierze; a nawet po prostu – żyć?
Co jest dla nich w życiu najważniejsze? Czego poszukują w religii? 
Może poszukują lepszych od innych „wyników”, rezultatów, swoistego „wyczynu”, prowadzącego w konsekwencji do poczucia wyższości nad innymi? 
A dlaczego nie jest to słowo miłości, które pochodzi od Boga? 
Apostoł obnaża paradoks, który jest absurdem w oczach ludzi: Bóg nie jest tam, gdzie szukałoby się Go zazwyczaj, czyli w mocy, w sile, w sukcesie życiowym, w mądrości (pozwalającej dominować nad innymi), czy nawet w – rozumianej w kontekście greckich i orientalnych filozofii – nieśmiertelności. 
Bóg jest tam, gdzie najczęściej nawet się Go nie oczekiwałoby: tam, na Krzyżu, który wydaje się kompletnym fiaskiem, przegraną, a nawet hańbą i przekleństwem. 
Bóg objawia się w swojej słabości, w stopniu najwyższym, najbardziej całkowitym – w słabości i przegranej (zgodnie z ludzką, powierzchowną lekturą) Ukrzyżowanego!
Jest to całkowite odwrócenie skali wartości! 
Apostoł ilustruje to przekonanie w dwojaki sposób: 
· najpierw biorąc za przykład samą wspólnotę Koryntian, którą tworzą ludzie także pochodzący z niższych warstw społecznych, a pomimo tego (a może właśnie dlatego!) wybrani przez Boga (czytaj 1,26-31), 
· a następnie dając świadectwo własnej słabości, która jednak nie przeszkodziła mu w byciu wezwanym przez Boga, aby stać się jednym z Jego Apostołów (to przede wszystkim nasz fragment – 2,1-5). 


Kilka dalszych szczegółów
W 1,26-31, są przynajmniej 4 wzmianki z użyciem czasownika powołać/wybrać lub jego pochodnymi (kaleo). 
Jest to związane z akcentem, który jest tutaj położony na wezwanie przez Boga, na powołanie Boże, nie zaś na „powołanie” wynikające i związane z (opierające się o...) własnymi siłami. 
To właśnie to wezwanie/powołanie/wybranie stanowi o naszej tożsamości i jest fundamentem Kościoła (słowo Ecclesia – Kościół – pochodzi właśnie z kaleo, znaczącego wezwać). 
Kościół gromadzi wszystkich wezwanych; słowo to jest użyte 22 razy w liście Pawła. Tak silne akcentowanie tego elementu przez Pawła ma najwyraźniej za cel przeciwstawienie się idei i praktyce skrajnie indywidualistycznego życia Koryntian. 
w. 1: Zawartość przesłania, nauczania, jest lepsza (tzn. jej skutek finalny jest właściwszy), jeśli jest w formie wyzbytej nadmiernej elokwencji, wyrafinowanej sztuki oratorskiej. 
Brak (wybrany) elokwencji w nauczaniu Pawła jest także potwierdzony w 2 Liście do Koryntian 10,10 i 11,6. 
W kwestii mądrości ludzkiej warto przeczytać uważnie 1,18-26, gdzie Paweł przeciwstawia mądrość ludzką „nie-mądrości”, głupstwu Bożemu. 
Sekretny plan Boży (dosłownie „tajemnica Boża”) ukazuje Boży projekt dla człowieka i jego realizację w Jezusie Chrystusie. 
w.2: Wyrzeczenie się przesadnej elokwencji wydaje się być decyzją w pełni świadomą ze strony Pawła. Paweł nie usiłuje nawet równać się w retoryce z wielkimi mówcami Koryntu. Słabość jego przemówień wydaje się natomiast lepiej służyć Ewangelii „Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego”. 
To ostatnie wyrażenie streszcza to, co stanowi centrum jego głoszenia i podstawę jego nawrócenia (por. Dzieje Apostolskie 9,3-6): objawienie Boga na Krzyżu. 
Na Krzyżu zostały ukrzyżowane wszystkie grzeszne pragnienia ludzkie, wszystkie ludzkie niszczące dążenia, a także ideologie usiłujące zapanować nad Bogiem, poddać Go sobie. 
Na Krzyżu Bóg objawia się nie w swojej mocy, ale w swojej słabości. 


w.3: Do swego braku elokwencji Apostoł dodaje (do całości obrazu) swoją słabość (astheneia) i jego strach. Możemy zastanawiać się, czy nie był - pisząc te słowa - chory, a może po prostu ogarnięty znużeniem, może wręcz zmęczeniem pracą?
w.4: Paweł potwierdza, że to, co stanowi podstawę jego głoszenia, to moc Ducha (dosłownie powiew Boży, to znaczy Jego Słowo), a nie jego własne kompetencje, czy znajomości. 
w.5: ten sam rodzaj refleksji w odniesieniu do wiary...
W w.6 i następnych, Apostoł pójdzie jeszcze dalej, odpowiadając na ewentualne zastrzeżenia: nasza mądrość nie jest do odrzucenia, ale jest do powtórnego zaangażowania, do przyjęcia z całą powagą, ponieważ jest odnowiona Duchem Bożym. 
Inaczej mówiąc – jej autorytet nie pochodzi od Pawła samego (kimkolwiek by on nie był), ale od Kogoś Innego, od Boga samego. 


Kilka „ścieżek” do kazania. 
1. Świadectwo lub zdolność przekazu ze strony naszych wspólnot, Kościołów. 
Bardzo istotnym wydaje się pytanie o pracę nad „widzialnością” naszych zborów. A także nad sposobem w jaki nasze zbory komunikują Ewangelię, Słowo Boże. 
Należy zadać sobie pytanie: jak świadczymy o Jezusie Chrystusie w naszym mieście, w naszej miejscowości, może naszej wiosce? Ale także, czy nasze Kościoły są obecne w szeroko rozumianych mediach (jakich?)? Co potrafimy (i w jaki sposób) zrobić, aby nas usłyszano lub zobaczono (a właściwie nie tyle nas, co Ewangelię Chrystusową)?
Powinniśmy zdobyć się na pracę refleksji, jaki jest nasz wizerunek, ale może wcześniej zadać sobie pytanie zbliżone do tego, z jakim Paweł konfrontował Kościół w Koryncie: co stanowi o naszej tożsamości i  jaka jest w istocie? 
Czy jesteśmy w stanie nie tylko zaakceptować, ale także przenieść na grunt duchowo twórczy przekonanie, zgodne ze słowami Pawła, że to nie nasza erudycja, nie nasze osiągnięcia, nie nasze uśmiechy samozadowolenia, nie nasz chciany triumfalizm, itd.... świadczą o Ewangelii, ale przede wszystkim świadczy o niej nasza akceptacja naszych ograniczeń, naszych słabości, a wręcz naszych dolegliwości, problemów?! 
Ponieważ to właśnie w naszych słabościach Bóg objawia swoją siłę. 
Umieć wyznać (wcześniej świadomie rozpoznawszy) nasze słabości, nasze pytania (które niejednokrotnie pozostają bez odpowiedzi), nasze obawy, strachy, a przede wszystkim potrafić przyjąć innych takimi jakimi są, z całym bagażem ich ubóstwa (w najszerszym tego słowa znaczeniu), czy to właśnie nie jest najlepszą formą świadectwa, które powinniśmy dać naszemu Panu?
A zatem, bardziej nawet niż wirtuozeria naszych przemówień, wspaniale metodologicznie i intelektualnie opracowane przemowy, pełne chwytów mających porwać słuchaczy, czy nie raczej właściwszym byłoby mieć odwagę głosić Słowo z całą prostotą (nie mylić oczywiście z prostactwem) i świadomością, że to nie my jesteśmy panami jego oddziaływania i jego skutku, ale jest nim jeden Pan, który działa w swoim Duchu?
A zatem, czy właśnie nie warto też pamiętać, że - jako chrześcijanie - nie jesteśmy wezwani do świadczenia przez własną moc, siłę (przemowy, intelekt, nacisk na kompetencje, zapomniawszy o duchu), a przede wszystkim, że jesteśmy świadkami z mocy Ducha?
Więc, może jesteśmy powołani do prostszego gestu, obecności; może mniej spektakularnych, ale mówiących z serca, pełnego Duchem?
2. Nauczyć się żyć we wspólnocie. 
Nie zapominajmy o punkcie wyjścia, motywacji do napisania przez Pawła swojego listu do zboru w Koryncie: Paweł dowiedział się o rywalizacji, która była poważną groźbą dla wewnętrznego życia (a nawet całości funkcjonowania) chrześcijańskiej społeczności w Koryncie. 
Rozwiązanie tego problemu może nastąpić poprzez zmianę spojrzenia każdego z nas na swoje własne życie. To ucząc się akceptować mnie samego, ucząc się akceptować moje słabości, nie bojąc się ich widzieć i ukazać w pełnym świetle dnia, będę mógł żyć w pełnej pokoju relacji z innymi. 
Zamiast zatem widzieć w moim bliźnim potencjalnego konkurenta, czy rywala, z którym muszę się zmierzyć, którego muszę zwyciężyć, przeskoczyć, obym mógł zaakceptować to, że ja go także tak naprawdę potrzebuję; potrzebuję go by żyć w prawdziwej wspólnocie wiary!
Akceptacja moich ograniczeń prowadzi także do podkreślenia zaangażowania wobec mojego bliźniego, aby jego kompetencje mogły wzrastać, ku dobru większej liczby osób, ku dobru wspólnoty, ale także i społeczeństwa, w którym przychodzi nam żyć. 
Zgodnie z nauczaniem Pawła, całą tę pracę (ogromną, mamy tego świadomość) możemy dopiero rozpocząć, prowadzić, zrealizować w świetle Krzyża Jezusa Chrystusa. 
Przez i dzięki Jezusowi Chrystusowi, który zdobył się na wyzbycie mocy, na obnażenie w całości swojej słabości, słabość nie jest już powodem do wstydu. 
Życie wspólnotowe osób świadomych słabości, ale jednocześnie zdolnych do wzajemnej motywacji (wynikających ze świadomości wzajemnej potrzeby), nie zapominając o możliwości dzielenia się szeroko rozumianym „bogactwem” – stało się, jest także dzisiaj możliwe! 
Możemy dzielić się naszymi słabościami, ale i naszymi bogactwami! 
To wzajemne wspieranie się, dzielenie się, jest w samym centrum sensu istnienia Kościoła, wspólnoty powołanych, wezwanych przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz