wtorek, 17 stycznia 2012

Jan Kalwin – kilka elementów osobowości..

Jest rzeczą znaną, że nie tylko w swoich czasach, ale i współcześnie, także w środowiskach chrześcijan Kościołów szeroko rozumianej Reformacji, Jan Kalwin nie jest osobą obojętną. Myślimy tu nie tyle o postawie związanej z jego nauczaniem, ale przede wszystkim z jego osobą, w jej zwykłym, ludzkim rozumieniu. 
Można łatwo zauważyć, że jak zresztą większość osobowości dużego formatu, nie ma zbyt wielu tych, którzy prezentowaliby wobec niego postawy „neutralne”. 
Natomiast zdecydowanie liczniejsi są ci, którzy zajmują pozycje zdecydowanych krytyków, jak i liczne są osoby, dla których Kalwin jest osobą niosącą wiele inspiracji pozytywnej. 
Skąd tyle różnic i rozbieżności? Oczywiście racje ku temu są złożone. Możemy zauważyć całą grupę publikacji, które celowo chciały podważyć wartość całości pracy teologicznej Kalwina, przedstawiając go jako  niebezpiecznego psychopatę. Z drugie strony oczywiście istnieje także literacka produkcja nieco subiektywnie postrzegających rzeczywistość „fanów” wielkiego teologa. 
Naszą aspiracją nie jest konfrontacja z którąkolwiek z tych pozycji, ale próba spojrzenia raczej spokojnego na tę pasjonującą osobę (nie naukę, ale osobę!), jaką bez wątpienia był Jan Kalwin. 
Rozpoczynajac nasze krótkie rozważanie, należy przyznać, że za wiele niedomówień, związanych z życiem Reformatora, a które zostały skrzętnie wykorzystane przez jego przeciwników, odpowiedzialnym jest – z całą jego świadomością – sam Kalwin!...
W przeciwieństwie do Lutra, będącego typem jowialnym, lubiącym towarzystwo innych, wspólne posiłki, dyskusje przy stole, stałe wręcz towarzystwo przyjaciół, gości, świetnie potrafiącego odnaleźć się jako jego lider, chętnie opowiadającego o swoim życiu, Kalwin ukazuje się człowiekiem wstydliwym, nieśmiałym, zamkniętym w sobie, introwertykiem... 
On sam, w swoich pismach przyznawał, że z dużą niechęcią mówi, czy pisze o sobie, a jeśli już musi to robić (zmuszony sytuacją), to czyni to w sposób jak najdyskretniejszy, z założoną jak największą skromnością. 
Mówiąc krótko: Kalwin był absolutnym przeciwieństwem gwiazdy mediów. Uciekającym niejako przed kamerą i światłem reflektorów nań skierowanych. 
W swoim Komentarzu Psalmu 58 pisał: „Będąc z natury nieco dziki i wstydliwy, zawsze lubiłem cichy kąt i spokój, zacząłem szukać jakiegoś miejsca do schronienia się i sposobu oddalenia się od innych ludzi (...). Miałem zawsze za cel żyć w prywatności i bez bycia znanym”. 
Kalwin był przede wszystkim intelektualistą i „mózgowcem”. 
Podczas gdy, charakteryzując Lutra określiliśmy go mianem „proroka”, mając na uwadze jego zachowanie i misję jaką wypełniał, Kalwinowi byłby najbliższy tytuł nauczyciela, „doktora” (w jego klasycznym znaczeniu). 
Najbliższy współpracownik Lutra, Filip Melanchton, w swych pismach nazywał Kalwina – co znaczące – „Teologiem”. 
Należy także podkreślić kolejną różnicę z Lutrem. Luter w swoim doświadczeniu duchowym i związanym z nim poszukiwaniu, przechodził przez istotne dla całości okresy poważnego napięcia psychologicznego. Było to w pełni naturalnym dla jego struktury osobowości, ale i związane z otrzymanym typem formacji intelektualnej. 
Kalwin, na ile możemy opierać się na analizie źródeł, walki duchowej - równej Lutrowi intensywnością cierpienia - nie doświadczył. Nie oznacza to oczywiście, że jego osobiste wybory osobiste nie wiązały się z cierpieniem. Niemniej, pod pewnymi względami był bardziej wolny w swoim punkcie wyjścia od Lutra. Choćby dlatego, że Kalwin nigdy nie był księdzem, czy zakonnikiem, a zatem aktywnym i świadomym członkiem struktury kościelnej, której rację bytu przyszło mu dyskutować. 
Kalwin w swojej formacji był przede wszystkim prawnikiem. Choć to nie jedyne jego studia, niemniej wydaje się, że właśnie ten kierunek zaszczepił (lub pogłębił mu już samemu bliską) potrzebę i umiejętność porządkowania, kategoryzowania myśli w sposób spójny, logiczny. 
Prowadząc takie rozważania nie zapominajmy, że Lutra i Kalwina dzieli nie tylko bez mała pokolenie, mając na uwadze ich wiek, ale dzielił ich także kontekst historyczny, sytuacja w jakiej przyszło im żyć i pracować. 
Kalwin był teologiem bardziej rozwijającym i  „porządkującym” myśl jego poprzedników (przede wszystkim Zwingliego, ale i samego Lutra), w klimacie już rozwijającej się Reformacji, ale jednocześnie Reformacji przechodzącej pierwszy kryzys dyskusji pomiędzy różnymi szkołami teologicznymi. 
Luter był na swój sposób pionierem, choć oczywiście także bazującym na – nawet wielowiekowej – pracy tych, którzy go w jego refleksji poprzedzali. 
Niemniej, Luter musiał zmóc się w pierwszym rzędzie z presją ogromnej struktury katolickiej, podczas gdy w latach najintensywniejszej pracy Kalwina, role i terytoria ich występowania, były już niejako podzielone. 
To, co natomiast można przyznać Kalwinowi z dużą odpowiedzialnością, że w stosunku do swoich poprzedników (ale i przeciwników) charakteryzowała precyzja myśli i jasność, konsekwencja przekazu tejże myśli. 
Na Kalwina spadł (a właściwie sam on go przyjął, by z nim się zmóc) ciężar nadania
Reformacji nowej dynamiki, w sytuacji, gdy zdawało się, że dynamikę tę zaczęła lekko tracić na niekorzyść sterylnych dyskusji podzielonych poglądami środowisk. 
To Kalwin, jakby wbrew sobie, wbrew zauważonym i zaznaczonym przez niego samego „brakom” psychologicznym (nieśmiałości, chęci zamknięcia w sobie dla pracy naukowej) musiał stać się „negocjatorem” w sporach dzielących następców Lutra i Zwingliego (o innych nie wspomniawszy...), jak choćby znana kwestia sporów wokół Wieczerzy Pańskiej. 
W takim właśnie klimacie narastających sporów teologicznych w obozie Reformacji, dzięki swojej głębi intelektualnej i ogromnej – o czym nie zapominajmy – wierze osobistej, potrafił i stał się największym egzegetą (specjalistą nauk biblijnych) swego wieku. 
Dokonał tego nie po to, aby zdobyć sławę (sławy wręcz bał się!), czy też czerpać siłę z toczących się sporów, rywalizacji różnych szkół teologii, ale by niejako na nowo przypomnieć i skierować uwagę wszystkich prawdziwie wierzących chrześcijan na Pismo Święte, na Słowo Boże, które zawsze winno być punktem wyjścia teologicznej pracy Kościoła i w Kościele Jezusa Chrystusa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz