sobota, 24 grudnia 2011

Marcin Luter (1483-1546)... Jaki on był ?...

Luter był człowiekiem stworzonym do radości życia, ale i do trudnej, ciężkiej pracy codziennej, do niesienia na ramionach jarzma ciężaru życia każdego dnia, życia pełnego obowiązków. 
Luter był doktorem Kościoła, ale przede wszystkim prorokiem (z misją zwiastowania woli i  chwały Bożej) i pastorem. 
Mając świadomość swojego pochodzenia z ludu, do tego ludu się zwracał, znając go i troszcząc się o jego potrzeby. 
Potrafił przemawiać w sposób prosty, ale jednocześnie barwny i silnie emocjonalny. 
Był istotnie bardziej obdarzony geniuszem prorockim, niż teologiem systematycznym. 
Nigdy nie stworzył (i tego nie pragnął w takim wymiarze) dzieła będącego Sumą teologiczną (pełnym wykładem własnej teologii), jak to zrobił wcześniej np. Tomasz z Akwinu, czy później właśnie Jan Kalwin w swoim Institutio. 
Luter był przede wszystkim pochłonięty dydaktyką prawd wiary. 
Czytając jego, napisany w 1529 roku Mały katechizm, czy też później napisany Duży katechizm, nie sposób nie podziwiać jasności i prostoty wykładu prawd Ewangelii. 
Należy także podkreślić te swoistą ostrożność, swoisty dystans Lutra do systematyzowania teologii, jak również do instytucjonalizacji rodzącego się ruchu ewangelickiego. 
Ostrożność, dystans wobec „systematyzowania” teologii, u Lutra współistniały ze stałym oddawaniem swego życia przenikaniu go przez Słowo Boże i zachęcaniu jak największych audytoriów także do oddania się Słowu. 
Wyraźnie czuje się tę energię duchową Lutra - czerpaną ze spotkania ze Słowem – w jego pismach. 
„Trzeba, aby Słowo działało” – takie było stałe i główne przekonanie Lutra. 
Z tego też powodu nie chciał i odrzucał wszystkie działania, mające prowadzić do tego, aby Biblia stała się swoistą niewolnicą ludzkich systemów myślenia, ograniczona ścisłymi ramami doktrynalnymi. 
Podobne motywacje kierowały także jego decyzjami, kiedy po powrocie z Wartburga (1522 r.), jego przyjaciele naciskali nań, aby jak najszybciej zorganizować Kościół „luterański”. 
Na naciski odpowiadał wielokrotnie, że nie głosi siebie, ale Chrystusa; że nauczanie jego doń nie należy, bo to nie on został ukrzyżowany, ale Chrystus. 
Miał świadomość własnych niechęci, może i świadomość własnych ograniczeń, potrafił jednak wspierać i zachęcać innych, aby podejmowali się dzieł organizacji i systematyzowania myśli ewangelickiej; zwłaszcza tam i wtedy, gdy potrzeba takich działań zdawała się niezbędna. 
Przykładem takich sytuacji było stałe zachęcanie przez Lutra oraz wsparcie, którego udzielał swojemu przyjacielowi,  Filipowi Melanchtonowi, w jego pracy teologicznej, organizacyjnej i naukowej oraz „akademickiej” (np. w reorganizacji uniwersytetu w Wittenberdze). 
Charakter Lutra był pełen kontrowersji, przeciwności. 
Obserwując dominującą u niego radość życia, nie sposób także nie zauważyć u niego chwil głębokiego smutku. 
Można było zobaczyć go czułym, ale i gwałtownym; skrupulatnym w myśleniu i działaniu, ale także i niedbałym o niuanse; poetyckim, a mimo to w niektórych sytuacjach wręcz wulgarnym...
Trzeba przyznać mu ogromną i trudną do zaakceptowania gwałtowność, z jaką atakował nie tylko Rzym, ale i anabaptystów, a podobnie i reformowanych w Szwajcarii (tu przede wszystkim Zwingliego), nie zapomniawszy o Turkach i Żydach (tu znana, choć skomplikowana kwestia antysemityzmu Lutra). 
Mimo jednak tej tak nierzadkiej gwałtowności w wyrażaniu swoich poglądów, w pismach jego dominują czułość, uwaga i wsłuchanie w problemy innych. 
Jego korespondencja z przyjaciółmi (z ich całymi rodzinami), ukazuje zdolność do dzielenia się emocjami, szacunek i zainteresowanie ich codziennym życiem oraz trudnościami z nim związanymi. 
W jednym z listów do Melanchtona (z marca 1539 r.) refleksje Lutra na temat postępującej Reformy przeplatają się z aluzjami do życia rodzinnego, w sposób bardzo i szczerze przyjacielsko bezpośredni: 
„Otrzymałem dzisiaj twój list, Filipie, i z radością zdałem sobie sprawę, że porozumienie naszych zwolenników było solidne. 
Jeśli chodzi o nas, to modlimy się za was, aby Pan dał wam ducha rady i inteligencji. (...) Ale wydaje się jasno, że jesteśmy celem perfidnych ataków Szatana, tak wewnątrz jak zewnętrznie. 
Niemniej, to piękna i radosna nowina, którą nam przekazujesz w odniesieniu do twojej córki Anny, która wydała na świat drugą córkę, nie zdając sobie sama sprawy, że była w ciąży, aż do momentu kiedy była bliska porodu. 
Pełni radości i wdzięczności Panu, śmialiśmy się wszyscy pełnym sercem. 
Wiesz już z listu twojej drogiej Magdaleny (żony Filipa), że wszyscy twoi są dobrego zdrowia. 
Takimi dobrodziejstwami i innymi dobrodziejstwami Bóg nas pociesza wobec tylu niezasłużonych obraz i wobec tylu szaleństw ze strony diabła i ludzi. 
Bądź szczęśliwy w Chrystusie. 
Twój Marcin Luter.”
Do swojej żony, Katarzyny, każdorazowo będąc w podróży wysyłał kilka razy w tygodniu czułe listy. 
Pisał do swoich dzieci, przy czym zwłaszcza jego pisma do syna Hänschena ujmują językiem zdolnym dotknąć serce dziecka. 
W ostatnim liście do żony, pisanym tydzień przed swoją śmiercią (i będąc świadomym swojego stanu), Luter troszczy się przede wszystkim o jej zdrowie (także duchowe), daje wyraz swojej nieosłabłej miłości do niej, a jednocześnie daje świadectwo swojej wierze, radosnej, pełnej pokoju ducha i ufności: 
„Do mojej drogiej pani domu, Katarzyny Luter, doktora (itd.), mojej uroczej małżonki, do jej rąk i do jej stóp. 
Łaska i pokój w Panu!
Czytaj moja droga Katarzyno Ewangelię Jana i Mały katechizm, o którym kiedyś powiedziałaś mi: ‘wszystko w tej książce mnie dotyczy’. 
Chcesz martwić się wszystkim w miejsce twojego Boga, jakby nie był On wszechmocny, On który mógłby stworzyć dziesięciu doktorów Marcinów, gdyby ten jeden, który istnieje, stary doktor Marcin, utopił się w rzece lub w gardle pieca... 
Pozostaw mnie w pokoju z tymi troskami, do poniesienia których mam kogoś lepszego niż ty i wszystkie anioły. Spoczywał On w żłobie, zawieszony u piersi dziewicy, a mimo to siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego. 
Zostań zatem w pokoju! Amen.” 
(Dzieła, tom VIII, Listy). 
Dlaczego warto wiedzieć o tych wszystkich tak wydawałoby się różnych cechach charakteru Lutra? 
Przede wszystkim dlatego, że przypominają nam, że dzieło Boże dostrzega się nie tylko w traktatach teologicznych mędrców, czy niezwykłych cudach i heroicznych aktach „bohaterów wiary”. 
Dzieło Boże widoczne jest - i być może w sposób szczególnie dla nas ważny - w zwykłym życiu ludzi, takich jak Luter i my sami. 
W życiu pełnym głębi, radości, ale i smutku, niedoskonałości i słabości. 
Działanie Boże widać w (a może nawet pomimo nich) niedoskonałych reakcji ludzkich na zaskakujące sytuacje życia codziennego, na problemy z nim związane...
Dokładnie ten sam model ludzkich charakterystyk kreśli przed nami Biblia, której główni bohaterowie często są tak odlegli od modelu, który wydawałby się nam doskonałym, ale właśnie poprzez takich ludzi, ludzi realnych, prawdziwych, niedoskonałych, ale kochających Boga i pomimo swojej niedoskonałości zdecydowanych pójść za Nim, nie poddanych chcianemu retuszowi, działa Bóg.  
Bóg działa w ich życiu osobistym, zawodowym, kościelnym, dla ich dobra, ale i po to, by byli dla innych żywym i oddziałującym świadectwem wiary, świadkami Boga żywego, w świecie ludzi żywych, grzeszników, ale jednocześnie usprawiedliwionych łaską (miłością) Bożą. 



Filip Melanchton (1497-1560), pochodzący z Palatynatu, otrzymał formację intelektualną w duchu humanizmu i nawiązał kontakt z Oecolampadiusem, reformatorem Bazylei. 
W 1519 roku, elektor Saksonii powierzył Melanchtonowi katedrę greki na uniwersytecie w Wittenberdze. 
Został on jednym z najbliższych współpracowników Marcina Lutra, pomimo znaczącej różnicy wieku i odmienności charakterów. 
Intelektualista raczej nieśmiały i niezbyt uzdolniony do relacji z tłumem, posiadał duży dar systematyzowania myśli i stał się doradcą księcia Jana Saksońskiego. 
Niektóre niezgodności w opinii z Lutrem (Melanchton kładł szczególny nacisk na widzialne owoce uświęcenia) nie miały negatywnego wpływu na ich przyjaźń, ale po śmierci obu tych osobistości ich uczniowie doprowadzili do powstania dwóch, nierzadko pozostających w opozycji, obozów. 


Katarzyna Bora (Katharina von Bora), ur. 29.01.1499 w Lippendorf, zm. 20.12.1552, była żoną Marcina Lutra. 
Pochodziła z rodziny drobnej szlachty saksońskiej. 
W wieku 5 lat została umieszczona przez swoich rodziców w klasztorze benedyktynek (zubożona rodzina widziała w tym akcie jedyną szansę na zabezpieczenie przyszłości córki...). 
W 1521 Marcin Luter opublikował swoje dzieło De votis monasticis (O ślubach zakonnych), dowodząc, że nic w Piśmie Świętym nie usprawiedliwia istnienia monastycyzmu, zakonności i że śluby zakonne nie mają w tej optyce żadnej wartości. 
Będąc pod wpływem tych refleksji, w Wielkanoc 1523 r., skorzystawszy z pomocy dostawcy klasztornego, Katarzyna i 11 mniszek z jej klasztoru (ukrywszy się pod dostawą ryb) uciekły z klasztoru. 
Dzięki pomocy przyjaciół (już oddanych Reformie) mogły znaleźć pomoc na zewnątrz. 
W Wittenberdze Katarzyna była goszczona przez Barbarę Brengebier, żonę malarza Lucasa Cranacha. To u Cranachów pozna Marcina Lutra, zostając z czasem jego żoną. Razem będą mieli sześcioro dzieci: trzech synów i trzy córki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz